Nie mam sily - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

Temat: Nie mam sily

Dzień dobry,
Prosze o anonimowość. Czytając historie kobiet nie mogłam się nadziwić jak mogą być takie naiwne. Aż stałam się jedna z nich... Męża poznałam na studiach. Opowiadał jak go kobiety skrzywdzily, jak potrafił wszystko dla nich poświęcić. No właśnie dla nich. Bo ja moge oczywiście jedynie pomarzyć o jego atencji. Przez te lata kiedy studiowalismy zawsze mógł na mnie liczyć, zarówno finansowo, jak i psychicznie. Zawsze wszyscy się na niego uwzieli, wykładowcy, koledzy... Ja nie mogłam narzekać bo zawsze on miał gorzej. Studiowała dziennie dwa kierunki, chodziłam na kurs prawa jazdy, wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie. Nigdy jak skończyłam zajęcia, nie czekał na mnie obiad... Smutne, teraz to widzę. Na wakacjach zawsze pracowaliśmy. Ja 6 dni w tygodniu on 5. Jego praca zawsze była cięższa, ważniejsza... Po studiach podjęliśmy decyzję, że wyjeżdżamy za granicę. Jemu kolega załatwił pracę, więc przyjechał na gotowe. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia. W końcu znalazłam, ale zarabiam mniej od niego. Zaczęły się przytyki. Nieważne, że wcześniej to ja mu się dokładalam. A najgorsze jest to, że nie mam od niego wsparcia. Jestem sama jak palec w obcym kraju. On ma takie szczęście, że jego dalsza rodzina mieszka niedaleko. Jak pojechaliśmy do nich na święta to nawet nie zauważył, kiedy z płaczem wyszłam do łazienki. Bo ile można próbować wbić się do rozmowy, robić minę do złej gry. Może brzmi to dziecinnie, ale postaw ie się w sytuacji, gdy jedziecie do obcej rodziny na Wigilię a własny mąż nie zada sobie trudu, żebyś się dobrze czula, przerywa Ci w połowie zdania. Na codzien też nie mamy dla siebie czasu. Wieczorami jest zmęczony a w wolne woli odespac. Ja to to rozumiem. Tylko ja potrafię się poświęcić i zawsze go wysłuchać, wesprzeć. O co nie poprosi to zawsze to ma. Ja głupiego śniadania nie mogę się doprosic od kilku lat... Najgorsze jest to, że jak ktoś inny poprosi to jest w stanie zrobić wszystko. Wszystkich mu szkoda. Szefa, kolegów, babki. Potrafił zostać w pracy bo szef ma trudno. Babka jest sama(tylko wyłącznie ze swojej winy), wiec w każdy urlop jest na jej skinienie. Przez ostatni dwutygodnioey urlop, spędziłam z nim może 3 dni. Za każdym razem się ludze, że jednak znajdzie dla mnie czas... Umawia się że mną na kolacje, spóźnia się bo szkoda koledze odmówić. Wszystkich szkoda, tylko nie mnie. Inna by nie narzekala bo przecież pracuje, dobrze zarabia. No i co z tego? Ja nie potrzebuję sponsora bo sama sobie dobrze radzilam i radzę. Zamiast byz w związku i być lepiej, lżej jest ciężej.
Rozwód to chyba najlepsze wyjście. On i tak nie widzi problemu, ja już nie mam siły tłumaczyć.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez balin (2018-10-20 13:11:42)

Odp: Nie mam sily

Nie rozumiem Twojej logiki. Wyszłaś za mąż za złego faceta i o tym wiedziałaś, okazało się, że jest zły i jest Ci z nim źle.
Rozumiem, że chcesz się gdzieś wyżalić, bo nie masz komu. Ale to nie zmieni faktu, że zbierasz owoce swoich złych wyborów.
Chcesz rozwodu on nie widzi problemu. Co mu tłumaczysz? Pytam tak z ciekawości? smile

3

Odp: Nie mam sily
Marcioszek92 napisał/a:

Dzień dobry,
Prosze o anonimowość. Czytając historie kobiet nie mogłam się nadziwić jak mogą być takie naiwne. Aż stałam się jedna z nich... Męża poznałam na studiach. Opowiadał jak go kobiety skrzywdzily, jak potrafił wszystko dla nich poświęcić. No właśnie dla nich. Bo ja moge oczywiście jedynie pomarzyć o jego atencji. Przez te lata kiedy studiowalismy zawsze mógł na mnie liczyć, zarówno finansowo, jak i psychicznie. Zawsze wszyscy się na niego uwzieli, wykładowcy, koledzy... Ja nie mogłam narzekać bo zawsze on miał gorzej. Studiowała dziennie dwa kierunki, chodziłam na kurs prawa jazdy, wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie. Nigdy jak skończyłam zajęcia, nie czekał na mnie obiad... Smutne, teraz to widzę. Na wakacjach zawsze pracowaliśmy. Ja 6 dni w tygodniu on 5. Jego praca zawsze była cięższa, ważniejsza... Po studiach podjęliśmy decyzję, że wyjeżdżamy za granicę. Jemu kolega załatwił pracę, więc przyjechał na gotowe. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia. W końcu znalazłam, ale zarabiam mniej od niego. Zaczęły się przytyki. Nieważne, że wcześniej to ja mu się dokładalam. A najgorsze jest to, że nie mam od niego wsparcia. Jestem sama jak palec w obcym kraju. On ma takie szczęście, że jego dalsza rodzina mieszka niedaleko. Jak pojechaliśmy do nich na święta to nawet nie zauważył, kiedy z płaczem wyszłam do łazienki. Bo ile można próbować wbić się do rozmowy, robić minę do złej gry. Może brzmi to dziecinnie, ale postaw ie się w sytuacji, gdy jedziecie do obcej rodziny na Wigilię a własny mąż nie zada sobie trudu, żebyś się dobrze czula, przerywa Ci w połowie zdania. Na codzien też nie mamy dla siebie czasu. Wieczorami jest zmęczony a w wolne woli odespac. Ja to to rozumiem. Tylko ja potrafię się poświęcić i zawsze go wysłuchać, wesprzeć. O co nie poprosi to zawsze to ma. Ja głupiego śniadania nie mogę się doprosic od kilku lat... Najgorsze jest to, że jak ktoś inny poprosi to jest w stanie zrobić wszystko. Wszystkich mu szkoda. Szefa, kolegów, babki. Potrafił zostać w pracy bo szef ma trudno. Babka jest sama(tylko wyłącznie ze swojej winy), wiec w każdy urlop jest na jej skinienie. Przez ostatni dwutygodnioey urlop, spędziłam z nim może 3 dni. Za każdym razem się ludze, że jednak znajdzie dla mnie czas... Umawia się że mną na kolacje, spóźnia się bo szkoda koledze odmówić. Wszystkich szkoda, tylko nie mnie. Inna by nie narzekala bo przecież pracuje, dobrze zarabia. No i co z tego? Ja nie potrzebuję sponsora bo sama sobie dobrze radzilam i radzę. Zamiast byz w związku i być lepiej, lżej jest ciężej.
Rozwód to chyba najlepsze wyjście. On i tak nie widzi problemu, ja już nie mam siły tłumaczyć.

Jeśli się poświęcasz dla nieodpowiedniej osoby wcale tak się nie stanie, że ten ktoś to zauważy, doceni i się odwdzięczy. Wcale a wcale. Rozumiem co czujesz bo kiedyś też tak robiłem. Pora się rozwieść a w przyszłych związkach wiać na pierwsze oznaki sukinsyństwa.

Odp: Nie mam sily

Poświęcasz się? A po co?

5

Odp: Nie mam sily

Nie wyobrażam sobie być z kimś kto nawet palcem dla mnie nie ruszy...Już nawet nie mówiąc o wsparciu. Szkoda gadać za jakiego człowieka wyszłaś, zresztą sama wiesz za jakiego. Rozwód to chyba najlepsze co mogłabyś zrobić bo nie sądzę ,żeby rozmowa coś dała. Pozdrawiam ot takie moje skromne zdanie smile

6

Odp: Nie mam sily

nie widzę tu żadnego dylematu- oczywiście , że rozwód.
Znam jednego, który zobaczył pozew to natychmiast zadeklarował że się zmieni i że on kocha itd itp
Złóż pozew - zobacz reakcje (albo powiedz tylko , że składasz pozew)
A jak to nim nie wstrząśnie i dalej będzie udawał, że go to nie interesuje to uderz w jakiś romans albo go sobie wymyśl

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024