Szybkie pytanie związkowe :) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Szybkie pytanie związkowe :)

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 43 ]

Temat: Szybkie pytanie związkowe :)

Jak myślicie - czy jeśli w związku po kilku miesiącach (gdy para nie znała się wcześniej i dopiero poznaje w trakcie związku) pojawiają się pierwsze foszki i kłótnie to jest to:
-objaw niedopasowania (że to za szybko bo to powinien byc etap motylków) i lepiej się rozstać,
czy raczej
-jest to normalne, że dwójka ludzi się poznaje, dociera i należy po prostu problemy przegadywać i rozwiązywać.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
sosenek napisał/a:

Jak myślicie - czy jeśli w związku po kilku miesiącach (gdy para nie znała się wcześniej i dopiero poznaje w trakcie związku) pojawiają się pierwsze foszki i kłótnie to jest to:
-objaw niedopasowania (że to za szybko bo to powinien byc etap motylków) i lepiej się rozstać,
czy raczej
-jest to normalne, że dwójka ludzi się poznaje, dociera i należy po prostu problemy przegadywać i rozwiązywać.

Sprzeczki i kłótnie w sprawach, które nie można nazwać zasadniczymi są normalną częścią związku. Ważny jest sposób, w jaki ludzie rozwiązują swoje problemy związkowe. Ewentualna agresja powinna budzić niepokój. Niestety, fochy są już formą biernej agresji i próbą manipulacji, co świadczy o braku umiejętności konstruktywnego rozwiązywania problemów.
Najlepiej rozmawiać o tym, że fochy zamiast rozmowy prowadzą do nikąd i oddalają Was od siebie. Ale jak to nie przyniesie rezultatów, to trzeba mieć plan B.

3

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
MagdaLena1111 napisał/a:
sosenek napisał/a:

Jak myślicie - czy jeśli w związku po kilku miesiącach (gdy para nie znała się wcześniej i dopiero poznaje w trakcie związku) pojawiają się pierwsze foszki i kłótnie to jest to:
-objaw niedopasowania (że to za szybko bo to powinien byc etap motylków) i lepiej się rozstać,
czy raczej
-jest to normalne, że dwójka ludzi się poznaje, dociera i należy po prostu problemy przegadywać i rozwiązywać.

Sprzeczki i kłótnie w sprawach, które nie można nazwać zasadniczymi są normalną częścią związku. Ważny jest sposób, w jaki ludzie rozwiązują swoje problemy związkowe. Ewentualna agresja powinna budzić niepokój. Niestety, fochy są już formą biernej agresji i próbą manipulacji, co świadczy o braku umiejętności konstruktywnego rozwiązywania problemów.
Najlepiej rozmawiać o tym, że fochy zamiast rozmowy prowadzą do nikąd i oddalają Was od siebie. Ale jak to nie przyniesie rezultatów, to trzeba mieć plan B.

Magda, dzięki za opinię.
Fochy z dwóch stron, moje nawet gorsze, nie wiem czy to nie wynikało własnie z tego, że oboje nie chcieliśmy sobie 'nawrzucać' i wolelismy 'przemilczec' bez podjęcia konfrontacji.
Bomba jednak wybuchła i teraz wspólnie się zastanawiamy czy to tak powinno wyglądać.  Zobaczymy więc czy opcja z przegadywaniem się sprawdzi czy jednak z rozstaniem.

4

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

No i w sumie dobrze że wybuchła, bo niedługo sytuacja zaczynałaby się "zakrzywiać" i tak koślawo rosnąć, a tak jest szansa oczyścić atmosferę.
Domyślam się, że podeszliście do relacji z dużymi nadziejami, że to Ten/Ta i stąd obchodziliście się z sobą jak z jajkiem.
Czy jest sens z tym się zmagać, zależy co to? Czy jakieś podstawowe sprawy, czy drugorzędne..

z woli nieba jestem tu..
Z woli nieba jestem tu
raz mu wyszedł taki cud smile wink

5

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
Ela210 napisał/a:

Domyślam się, że podeszliście do relacji z dużymi nadziejami, że to Ten/Ta i stąd obchodziliście się z sobą jak z jajkiem.
Czy jest sens z tym się zmagać, zależy co to? Czy jakieś podstawowe sprawy, czy drugorzędne..

Dzięki Elu za odpowiedź,
tak, właśnie myślę, że byliśmy jak te jajka.
Sprawy są raczej błahe, tylko wygenerowały niezdrową atmosferę - chowanie urazy i właśnie te foszki, później złość, na końcu wielką kłótnie (kłótnia właśnie o te foszki, obustronną złość, podniesione tony głosu itp.)
No ewidentnie coś poszło nie tak - i stąd zastanawiam się, czy coś takiego mieści się w granicach normalności, czy pierwsze miesiące jednak powinny być bajkowe.

6

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Odpowiem Ci na swoim przykładzie. 
Kiedy poznawałam swojego obecnego Partnera miałam sporo wątpliwości. Dość szybko pojawiły się zgrzyty pomimo atmosfery motylkow i dużej chemii. Tak jak u Ciebie - fochy, podniesiony ton, jakieś ciche dni.
Potem, kiedy wychodzilismy z impasu, podniosłam tę kwestię, którą wyraziłaś w swoim temacie, zapytałam go co dalej, czy nie uważa że do siebie nie pasujemy.  On argumentował, że te nieporozumienia są normalne, że się docieramy.  Przyznaję, że przez jakiś czas zastanawiałam się nad tym bardzo mocno. Czy to docieranie czy niedopasowanie? Bardzo ciężko było mi to odróżnić.  Był czas, że się prawie rozstaliśmy.

Kiedy występują takie sytuacje to myślę, że to właśnie najlepszy moment na przyjrzenie się samej sobie.
Ja w wyniku takiej auroanalizy doszłam do tego, że mam czasami zbyt bezkompromisowe podejście, za mocny charakter. Zrozumiałam, że moje własne podejście, zachowanie, gesty, jakieś lęki - to wszystko tez bardzo wpływa na związek. Zobaczyłam swoją upartosc, kontrolę, psychologizowanie wobec Partnera, i to, że gdzieś tam podświadomie nie trzymam jego strony, gdy mi opowiada o jakiś trudnościach.
Skorzystałam wtedy z danej mi wtedy rady, żeby zamiast skupienia na nim, na jego motywach, przyczynach zachowania, skupić się na sobie. Dlaczego tak reaguję?  Jak się czuję i o co mi chodzi? Jak sama wpływam na relację?
Mając świadomość,  że mój Partner to dorosły człowiek i nie ma sensu naprawianie go, postanowiłam zmienić kilka rzeczy w sobie, w moich reakcjach. To bardzo pomogło.  To i pozniejsza decyzja o zaangażowaniu w ten związek. Jak pojawiło się takie przekonanie, że tak, chcemy i będziemy w to dalej szli (a to poważna deklaracja, bo oboje mamy dzieci) to nasze zachowanie kompletnie się zmieniło.  Mieszkamy razem jakiś czas, bardzo dużo zmieniłam w życiu,  żeby to zrobić,  a Partner okazał się ogromnym wsparciem we wszystkim. Kiedy go lepiej poznałam, będąc z nim na codzień, poznałam lepiej przeszłość,  rodzinę - to bardzo mnie do niego zbliżyło, uruchomiło empatie.  To samo w druga stronę. 
Bardzo mnie zaskoczyło jak teraz jest zupełnie inaczej.
Myślę że takie zgrzyty są między ludźmi częściowo ze strachu. Może to taki sposób na to żeby z lęku przed zranieniem trochę się zdystansowac? Może jeszcze w świeżym związku nie ma tyle poczucia bezpieczeństwa,  zaufania, tylko każdy chroni swoją indywidualność,  boi się komuś oddać tak na 100 %...Może to taka ucieczka przed bliskością. ..Bo bliska relacja to tez ryzyko. Ze ktoś stanie się dla nas bardzo ważny.  Tylko osoba bliska może zranić tak jak nikt inny...Może boimy się tego i zanim pojawi się ta bliskość trzeba się trochę miotac - a to chroniąc swoje ja...a to zaznaczając w kolko swoje granice.

Mi to szarpanie przeszło jak się mocno zaangazowalam. Partner tez się uspokoił.  Dominujące było tu poczucie bezpieczeństwa jakie udało się stworzyć tym zaangażowaniem. Poczucie odpowiedzialności. Doświadczenie które mówiło ze nie chcemy za nic znów mieć rozbitego życia.  Wspólne wartości - bo dla nas rodzina to priorytet. Wspólne zainteresowania. Taka wzajemna tez pomoc we wszystkim.

Reasumujac: gdybym podeszła powierzchownie do naszych konfliktów to nie bylibyśmy razem. Myślę że warto spróbować przyjrzeć się sobie i coś zmienić.  I obserwować efekt. Poznać kogoś. Zrozumieć. Czasem w czymś odpuscic. Kochać i tworzyć bezpieczny klimat na zasadzie : nawet jeśli się nie rozumiemy to zależy mi na Tobie i chcę budować z Tobą coś trwałego i ważnego. 

U mnie to się sprawdziło.
Z czasem lepiej poznaje się tę drugą osobę i uczymy się co i dlaczego jest dla kogoś ważne albo stanowi wrażliwy punkt. To wymaga czasu. Czasem warto czekać.

7

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Esthere, dziękuję za odpowiedź.
Jestem świadoma, że popełniam liczne błędy, staram się je skorygować, tak naprawdę dopiero ten "wybuch" mną wstrząsnął.
Mam nawyki singielki, jestem trochę narcystyczna, roszczeniowa, długo by wymienia. Wiem, że część błędów, prawdopodobnie większą popełniałam ja.
Zakładając ten wątek nie chciałam pytać konkretnie o mój przypadek i rozbijać go na czynniki pierwsze.
Chciałam raczej zadać pytanie światopoglądowe.
Ale napisałaś coś o co chciałabym dopytać bo to co napisałaś jest mi bardzo bliskie (mam na myśli cały twój komentarz, zwłaszcza ten fragment o strachu).
"Mi to szarpanie przeszło jak się mocno zaangazowalam"
jak to zrobiłaś, że się zaangażowałaś mimo tego, że się nie dogadywaliście? naturalnym odruchem na niedogadywanie się jest chyba oddalanie się, a nie angażowanie? (ja tak mam, ale wiem, że to źle, zwłaszcza jeśli nie dogadujemy się przeze mnie)

8

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Sosenek...To bylo kilka przyczyn. Ja mialam takie wrazenie ze on zle reagował na moj dystans. Jednoczesnie widzialam ze to jest czlowiek, ktory najbardziej na swiecie chce rodziny i trwalej relacji. Mial troche pokiereszowaną psychike po poprzedniej relacji i część naszych problemow wynikala z tego. A sednem wszystkiego był lęk. Ze cos znowu nie wyjdzie.
Ludzka psychika potrafi byc przewrotna. Nieswiadomie cos sabotujemy zeby potwierdzic zasadnosc swoich obaw. Chyba w pewnym momencie mielismy tak oboje. Nie jest łatwo kochac na lajcie i ufac motylom gdy ma sie 30 + i bagaz doswiadczen.

Zauwazylam po prostu w pewnym momencie ze im wiecej mojego spójnego przekazu o tym ze naprawde chce z nim byc i jestem sklonna do poswiecenia (zmiana zycia, miasta, budowanie pracy od zera - mam dzialalnosc) tym lepiej miedzy nami.
Ja wiem po terapii ze moge miec takie unikowe zachowania, cos tam sama z lęku prowokowac, po prostu działalam z mysla o tym, przygladajac sie temu i walczac z tym.

Jak zapadla decyzja ze zamieszkamy razem...jak sprzedalam dom ...jak przewiozlam pare rzeczy...to on sie strasznie tez zaangażował- wyremontowal dla mnie i córki pokoje, skonczyly sie fochy, w ogole jakby inny czlowiek. To ktos kto potrzebuje tak jak ja poczucia bezpieczenstwa a mając to funkcjonuje najlepiej jak umie.
Z jednej strony byly nieporozumienia ale czulam ze mamy wspolne wartosci - dom, rodzina, stalosc, dzieci. Emanował tym. I to mnie przekonalo.

Poza tym chcialam bardzo zmiany i stwierdzilam ze zaryzykuje - bo nawet gdyby nie wyszlo to i tak chce sprobowac.

Od tamtej pory spokoj. Zaangazowanie we wszystko na maksa. Zadnych krokow wstecz. Zadnych dziwnych rzeczy.
Zwiazek o niebo lepszy gdy mieszkamy razem. Cieplejszy. Czulszy. Bardziej zaangazowany.

9

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
sosenek napisał/a:

-objaw niedopasowania (że to za szybko bo to powinien byc etap motylków) i lepiej się rozstać,.

Ja bym stawiał, że:
Właśnie przez ten "etap motylków" masz niedopasowanie. Motylki to przecież nic innego jak "bycie naćpanym hormonami identycznymi z ....", a związek to "naturalny dealer". Tak się nie da podejmować rozsądnych decyzji, bo zawsze "jakoś to będzie".

10

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

witam mam juz od dluszego czasu mysli samobujcze nie chce tego robic a mysli ciogle wracaja do mie i nie daje rady poprosilem dzis moja dziewczyne o pomoc ona mi odmuwila bo wielokrotnie byly takie momenty zawachan a niechce isc do psychologa

11

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
jacek1603 napisał/a:

witam mam juz od dluszego czasu mysli samobujcze nie chce tego robic a mysli ciogle wracaja do mie i nie daje rady poprosilem dzis moja dziewczyne o pomoc ona mi odmuwila bo wielokrotnie byly takie momenty zawachan a niechce isc do psychologa

Psycholog jest odpowiednią osobą. Powinieneś od niego zacząć.

z woli nieba jestem tu..
Z woli nieba jestem tu
raz mu wyszedł taki cud smile wink

12

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Jacek, dziewczyna nie jest odpowiednią osobą do pomocy w problemach psychicznych, jeśli ci na niej zależy to powinieneś chronić ją przed swoimi poważnymi problemami, a nie wplątywać w nie. Wpędzasz ją w poczucie winy, ona nie zasługuje na to. Tylko LEKARZ psychiatra jest w stanie Ci pomóc, idź do specjalisty, zgłoś, że masz myśli samobójcze, z pewnością zajmą się tobą profesjonalnie w trybie natychmiastowym. Daj sobie pomóc, wiele osób z tego wyszło dzięki odpowiednio dobranym lekom i terapii. Napisz, co jest przyczyną takich myśli.

Znerx dzięki za komentarz, czy dobrze rozumiem- według Ciebie to jesteśmy niedopasowani, tylko motylki nam to przysłoniły?

Esthere dziękuję. Teraz widzę, że jednak nasze sytuacji jednak się trochę różnią.
My mieszkamy razem (a raczej mieszkaliśmy...), mimo tej fizycznej bliskości to i tak ta emocjonalna się rozjechała.
Na pewno to co piszesz o lęku zgadza się w naszej sytuacji. Mój facet jest już bliżej 50tki i jego przeszłość odgrywa tu dużą rolę. Nie wiem czego się boi, o co mu chodzi. Nie wiem czy świadomie czy nieświadomie sabotuje związek, choć stawiam na to drugie bo inaczej nie byłoby tych 90% miłych chwil.

ALE Szczerze? Byłam kiedyś w związku z socjopatą/psychopatą (na szczęście dzięki interwencji przyjaciół uciekłam, to był mój ostatni związek, ok. 5 lat temu), ten ex dużo krzywdzących rzeczy robił CELOWO. Teraz BOJĘ SIĘ, że to co robi mój facet też jest taką manipulacją sad ale może źle go oceniam właśnie przez pryzmat exa (a może znowu trafiłam na podobny egzemplarz...)
To wszystko jest bardzo trudne. Wierzyłam, że z tym facetem życie będzie fajne, na początku pasowaliśmy do siebie wręcz idealnie, a po kilku miesiącach takie coś... Nie sądziłam, że po tylu latach będę się jeszcze na tym forum żalić sad

13

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Był tez w moim zyciu taki pan przed 50. Wymyslal sztuczne problemy. Ciezkie to bylo. Dla mnie to jest trudna grupa wiekowa. Kryzys wielu sredniego, kompleksy. Zmeczylo mnie to.
Kazda sytuacja jest inna. Tylko Twoj partner wie o co chodzi.
Mozes po prostu wykorzystac tę sytuacje do pracy nad soba bo tylko na siebie masz realny wplyw. I ta zmiana moze choc nie musi wplynac na caly Wasz zwiazek.

Ja sie strasznie dziwie ludziom po 40 czy blisko 50...Czy nie szkoda czasu na takie ciagle przetasowania osobiste.
Kiedy chca byc szczesliwi? Za 10 lat beda inne problemy. Np ze zdrowiem.

Inna rada to moze popatrz na Partnera poprzez system wartosci. Co dla niego jest wazne? Czy macie wspilne wartosci i cele? Jesli tak to zazwyczaj to scala pomimo konfliktu w jakiejs innej sprawie.

Jak wygladala relacja przed konfliktem? Co bylo takiego co pomagalo sie dogadywac? Na czym teraz polega roznica? Moze czegos juz nie robicie co bylo wczesniej? Cos musialo sie zmienic skoro przynosi to inny rezultat. Co to moze byc?

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
sosenek napisał/a:

Byłam kiedyś w związku z socjopatą/psychopatą (na szczęście dzięki interwencji przyjaciół uciekłam, to był mój ostatni związek, ok. 5 lat temu), ten ex dużo krzywdzących rzeczy robił CELOWO. Teraz BOJĘ SIĘ, że to co robi mój facet też jest taką manipulacją sad ale może źle go oceniam właśnie przez pryzmat exa (a może znowu trafiłam na podobny egzemplarz...)
To wszystko jest bardzo trudne. Wierzyłam, że z tym facetem życie będzie fajne, na początku pasowaliśmy do siebie wręcz idealnie, a po kilku miesiącach takie coś...

Byłam w bardzo podobnej sytuacji. Z moim Partnerem, zanim się spotkaliśmy, pisaliśmy ze sobą przez jakieś 3 tygodnie.
Pisaliśmy o wszystkim, bez kłamstw, kawa na ławę. Zatem wiedział o mojej przeszłości, doświadczeniach, nie owijałam w bawełnę, pisałam wprost jaka jestem, że nie należę do łatwych osób, bo mam ciężki charakter. Uczęszczałam jeszcze wtedy na terapię po ex, kleiłam swoje życie i nie planowałam nowego związku. On był uparty i nie uciekał. Nie rozumiał moich zachowań, wkurzało go, że traktuję go przez pryzmat byłego, bo nie wszyscy są tacy sami. Cały czas mi powtarzał, że to BYŁO a teraz jest TERAZ.

Spotkaliśmy się po tych 3 tygodniach i od razu zaczęliśmy być ze sobą. Po pierwszej randce smile Poznawaliśmy się, ja wracałam do przeszłości, porównywałam, bałam się, analizowałam jego zachowanie. Po pół roku zamieszkaliśmy razem i pierwszy miesiąc był tragiczny smile Powiedzieliśmy sobie, że czas podjąć decyzję. Albo próbujemy i każda ze stron się stara, albo kończymy. Dzisiaj jesteśmy ze sobą ponad 2 lata.

Nasze kłótnie, nie były takimi kłótniami, do których byłam przyzwyczajona. To są ciche dni, dla niektórych najgorsze z możliwych, dla mnie czas na ochłonięcie, przemyślenie i dystans. Nie jesteśmy furiatami, ja przestałam patrzeć na niego przez pryzmat byłego, bo nie raz mi udowodnił, że nie jest taki jak on.
Oczywiście, nadal czasem się sprzeczamy, ale nie są to kłótnie wysokiego ryzyka wink

"Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko. " - K. Nosowska

15

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Myślałam, że ten wiek predysponuje do stabilności emocjonalnej ale niestety.
Z jednej strony brak dojrzałości w tym wieku miał u niego plusy bo nie zachowywał się jak typowy zdzadziały pan po 40, ale z drugiej jak widać ta 'infantylność' dotyczy też stabilności psychicznej i odbiła się czkawką.

Też myślałam, że będziemy sobie odpuszczać, bo kiedy ustaliliśmy, że tak jesteśmy ze sobą na dobre i złe to, że faktycznie tak jest - będziemy sobie żyć mimo górek i dołków, a nie że za chwilę usłyszę, że "to chyba jednak nie to" (a 12 godzin później "wróć bo jednak cię kocham")

"Mozes po prostu wykorzystac tę sytuacje do pracy nad soba bo tylko na siebie masz realny wplyw. I ta zmiana moze choc nie musi wplynac na caly Wasz zwiazek."
Tak robię. Wdrażam zmiany w swoim zachowaniu (tym negatywnym) choć nie nastawiam się na sukces...

Mieliśmy (mamy?) wspólne małe i większe cele. Wartości też zbliżone. Ale jakoś nas to nie scala. On chyba nie uważa tego za istotne.
Właśnie nie wiem co jest dla niego istotne. Mimo, że pytałam nigdy nie uzyskałam jednoznacznych odpowiedzi. Może on sam nie wie czego chce.

Przed konfliktem było tak jak napisała Ela. Chyba traktowaliśmy się jak jajka. Ale negatywne emocje były zarówno u mnie jak i u niego, niewypowiedziane zarzuty. Było wcześniej parę wymian zdań, on chciał żebym coś zmieniła, ja to zmieniałam (kompromisy, kompromisy). Ale on i tak nie był zadowolony. Czułam to pod skórą, frustrowałam się i tak to się zbierało w nas aż do dnia w którym nastąpił wybuch.

Finał byl taki jak pytanie na początku wątku.
Ja traktowałam to jako pierwszy konflikt i chciałam to przegadać i się dogadać. On się chciał rozstać. Nie zmuszę go więc wyprowadziłam się ale po 12h on jednak zmienił zdanie. Daliśmy sobie jednak kilka dni na oddech i mam wrócić za kilka dni. Staram się poukładać sobie w głowie wszystko, ale nie potrafię. Nie wiem czy to z jego strony prawdziwe uczucie czy jakaś manipulacja. Czy wrócę i za chwilę znowu będzie to samo. Czy to faktycznie przejsciowe kłopoty czy może nie ma co tego ciągnąć.
Stąd założyłam ten wątek.

16

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Byłam w bardzo podobnej sytuacji. Z moim Partnerem, zanim się spotkaliśmy, pisaliśmy ze sobą przez jakieś 3 tygodnie.
Pisaliśmy o wszystkim, bez kłamstw, kawa na ławę. Zatem wiedział o mojej przeszłości, doświadczeniach, nie owijałam w bawełnę, pisałam wprost jaka jestem, że nie należę do łatwych osób, bo mam ciężki charakter. Uczęszczałam jeszcze wtedy na terapię po ex, kleiłam swoje życie i nie planowałam nowego związku. On był uparty i nie uciekał. Nie rozumiał moich zachowań, wkurzało go, że traktuję go przez pryzmat byłego, bo nie wszyscy są tacy sami. Cały czas mi powtarzał, że to BYŁO a teraz jest TERAZ.

Spotkaliśmy się po tych 3 tygodniach i od razu zaczęliśmy być ze sobą. Po pierwszej randce smile Poznawaliśmy się, ja wracałam do przeszłości, porównywałam, bałam się, analizowałam jego zachowanie. Po pół roku zamieszkaliśmy razem i pierwszy miesiąc był tragiczny smile Powiedzieliśmy sobie, że czas podjąć decyzję. Albo próbujemy i każda ze stron się stara, albo kończymy. Dzisiaj jesteśmy ze sobą ponad 2 lata.

Nasze kłótnie, nie były takimi kłótniami, do których byłam przyzwyczajona. To są ciche dni, dla niektórych najgorsze z możliwych, dla mnie czas na ochłonięcie, przemyślenie i dystans. Nie jesteśmy furiatami, ja przestałam patrzeć na niego przez pryzmat byłego, bo nie raz mi udowodnił, że nie jest taki jak on.
Oczywiście, nadal czasem się sprzeczamy, ale nie są to kłótnie wysokiego ryzyka wink

Dziękuję Owieczko,
Przez emocje wiele nie pamiętam z chwili rozstania, ale pamietam to że podczas niego mój facet wiele razy powoływał się na swoje ex, a ja jak katarynka mówiłam "nie oceniaj mnie przez ich pryzmat", "ja taka nie jestem" itd.
Pewnie jest to więc jeden z elementów układanki, że doświadczenia z poprzednich związków afirmuje na mnie.
Bardzo podziwiam Twojego partnera za cierpliwość. Czuję, że jestem w jego roli, ale niszczy mnie zachowanie mojego faceta, kiedy nie docenia moich starań.
Newralgiczny moment "Albo próbujemy i każda ze stron się stara, albo kończymy". Musiałaś wykazać się staraniem, żeby nie zniszczyć tego związku. Zrobiłaś to, chciałaś. Nie wiem czy mój partner tak naprawdę tego chce.

17

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

My mielismy kilka kryzysow...byla mowa o rozstaniu. Uwazam ze wlasnie w kryzysie najłatwiej ocenic czy i na ile naprawde kochamy drugą osobe. Kryzys moze finalnie zblizyc pare.
Oby to tylko nie zamienilo sie w totalna hustawke...

18 Ostatnio edytowany przez sosenek (2018-10-12 11:36:01)

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Esthere, jak wiem, że kryzysy są normalne.
Próbowałam mu to wyjaśnić, że kiedy spotyka się dwoje dorosłych ludzi to nie są to dwie połówki jabłka, tylko dwie jednostki które muszą znaleźć nić porozumienia, ale do tego potrzebna jest odrobina woli i dobrych chęci.
Że to właśnie moment gdy wszystko sobie wyjaśnimy, nauczymy się siebie, swoich reakcji, bo tak naprawdę po tych kilku miesiącach obchodzenia się ze sobą jak z jajem to my się tak dobrze widocznie nie znamy.
On uznał, że jak nie jest idealnie to znaczy, że widocznie nie pasujemy do siebie (choć tak jak wspominałam, szybko się z tych słów wycofał)
No nic, chyba czas pokaże co będzie dalej, póki co miesza się we mnie wola walki z rezygnacją.
Czasem myślę, że mam siłę to popchnąć, a następnego dnia czuję, że mi jej brak.
Jednego dnia myślę, że kocham go i jest wart starań, a drugiego, że kocham go i nie chce go sobą unieszczęsliwiać.

19

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
Esthere napisał/a:

Odpowiem Ci na swoim przykładzie. 
Kiedy poznawałam swojego obecnego Partnera miałam sporo wątpliwości. Dość szybko pojawiły się zgrzyty pomimo atmosfery motylkow i dużej chemii. Tak jak u Ciebie - fochy, podniesiony ton, jakieś ciche dni.
Potem, kiedy wychodzilismy z impasu, podniosłam tę kwestię, którą wyraziłaś w swoim temacie, zapytałam go co dalej, czy nie uważa że do siebie nie pasujemy.  On argumentował, że te nieporozumienia są normalne, że się docieramy.  Przyznaję, że przez jakiś czas zastanawiałam się nad tym bardzo mocno. Czy to docieranie czy niedopasowanie? Bardzo ciężko było mi to odróżnić.  Był czas, że się prawie rozstaliśmy.

Kiedy występują takie sytuacje to myślę, że to właśnie najlepszy moment na przyjrzenie się samej sobie.
Ja w wyniku takiej auroanalizy doszłam do tego, że mam czasami zbyt bezkompromisowe podejście, za mocny charakter. Zrozumiałam, że moje własne podejście, zachowanie, gesty, jakieś lęki - to wszystko tez bardzo wpływa na związek. Zobaczyłam swoją upartosc, kontrolę, psychologizowanie wobec Partnera, i to, że gdzieś tam podświadomie nie trzymam jego strony, gdy mi opowiada o jakiś trudnościach.
Skorzystałam wtedy z danej mi wtedy rady, żeby zamiast skupienia na nim, na jego motywach, przyczynach zachowania, skupić się na sobie. Dlaczego tak reaguję?  Jak się czuję i o co mi chodzi? Jak sama wpływam na relację?
Mając świadomość,  że mój Partner to dorosły człowiek i nie ma sensu naprawianie go, postanowiłam zmienić kilka rzeczy w sobie, w moich reakcjach. To bardzo pomogło.  To i pozniejsza decyzja o zaangażowaniu w ten związek. Jak pojawiło się takie przekonanie, że tak, chcemy i będziemy w to dalej szli (a to poważna deklaracja, bo oboje mamy dzieci) to nasze zachowanie kompletnie się zmieniło.  Mieszkamy razem jakiś czas, bardzo dużo zmieniłam w życiu,  żeby to zrobić,  a Partner okazał się ogromnym wsparciem we wszystkim. Kiedy go lepiej poznałam, będąc z nim na codzień, poznałam lepiej przeszłość,  rodzinę - to bardzo mnie do niego zbliżyło, uruchomiło empatie.  To samo w druga stronę. 
Bardzo mnie zaskoczyło jak teraz jest zupełnie inaczej.
Myślę że takie zgrzyty są między ludźmi częściowo ze strachu. Może to taki sposób na to żeby z lęku przed zranieniem trochę się zdystansowac? Może jeszcze w świeżym związku nie ma tyle poczucia bezpieczeństwa,  zaufania, tylko każdy chroni swoją indywidualność,  boi się komuś oddać tak na 100 %...Może to taka ucieczka przed bliskością. ..Bo bliska relacja to tez ryzyko. Ze ktoś stanie się dla nas bardzo ważny.  Tylko osoba bliska może zranić tak jak nikt inny...Może boimy się tego i zanim pojawi się ta bliskość trzeba się trochę miotac - a to chroniąc swoje ja...a to zaznaczając w kolko swoje granice.

Mi to szarpanie przeszło jak się mocno zaangazowalam. Partner tez się uspokoił.  Dominujące było tu poczucie bezpieczeństwa jakie udało się stworzyć tym zaangażowaniem. Poczucie odpowiedzialności. Doświadczenie które mówiło ze nie chcemy za nic znów mieć rozbitego życia.  Wspólne wartości - bo dla nas rodzina to priorytet. Wspólne zainteresowania. Taka wzajemna tez pomoc we wszystkim.

Reasumujac: gdybym podeszła powierzchownie do naszych konfliktów to nie bylibyśmy razem. Myślę że warto spróbować przyjrzeć się sobie i coś zmienić.  I obserwować efekt. Poznać kogoś. Zrozumieć. Czasem w czymś odpuscic. Kochać i tworzyć bezpieczny klimat na zasadzie : nawet jeśli się nie rozumiemy to zależy mi na Tobie i chcę budować z Tobą coś trwałego i ważnego. 

U mnie to się sprawdziło.
Z czasem lepiej poznaje się tę drugą osobę i uczymy się co i dlaczego jest dla kogoś ważne albo stanowi wrażliwy punkt. To wymaga czasu. Czasem warto czekać.

Dziękuję Ci za tę wypowiedź, daje do myślenia i co najważniejsza wzmaga refleksję do pracy nad sobą.

20

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Puchaty - ciesze sie ze moja wypowiedz okazala sie pozyteczna.
Sosenek - do tanga trzeba dwojga. Daj mu chwile na ochloniecie i jakis ruch.

Co do konfliktow to ja sama mam z tym problem. Tzn dla mnie konflikt jest każdorazowo zagrazajacy. Ucze sie, ze to jest element zwiazku i mozna sie nie rozumiec/czuc zlosc pomimo tego ze sie kocha. Moze Partner Twoj tez potrzebuje to sobie jakos przetrawic, tę prawde o roznicach w zwiazku. Nie kazdy to integruje, oswaja sie z tym.
Mnie sie tez zawsze wydawalo ze konflikt to zamach na milosc, jakby jej zaprzeczenie. To jest takie przekonanie plynace z fuzji jaka dziecko tworzy z matka jeszcze w okresie prenatalnym. " ja i mama to jedno" - tak czuje dziecko. A to implikuje np trudnosc w akceptacji roznic. Kazdy przejaw innosci drugiej osoby odczuwany jest jak zagrozenie. Kazdy konflikt jak potencjalny koniec relacji.

Nie rozpisujac sie jakie moga byc przyczyny takiej fuzji tworzonej w zyciu doroslym trzeba zrozumiec ze niektorzy na poziomie emocjonalnym tak maja. Mozesz partnerowi tlumaczyc ale decyzje co dalej podejmuje on.
Mozesz kochac i trwac...o ile nie bedzie to okupowane ciaglym odrzucaniem Ciebie lub hustawka emocjonalna z jego strony.
My jakos z trudem dalismy rade i potem juz poszlo. Po najwiekszych wybojach sciezka jest juz prosta.
Duzo mnie to kosztowalo bo dla mnie konflikt to straszna rzecz. Mam jednak samoswiadomosc po terapii i probuje z tym nie tyle walczyc co zyc i dzialac pomimo tego. Echhh....

21

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Esthere,
Była kiedys taka scena w Przyjaciołach gdy Monika pokłóciła się z Chandlerem na początku ich związku. I on myśli, że w takim razie to koniec, na co ona zaskoczona, że przecież w dorosłym związku ludzie się kłócą, a nie rozstają bo gdyby ludzie się mieli rozstawać przy pierwszej poważnej kłótni to nikt nie byłby ze sobą zbyt długo (jest na YT- chandler and monica first fight;)
Oczywiście to taka bzdurka, ale kryje się w tym dużo prawdy (oczywiście nie mówię tu o kłótniach o zdradę czy czymś równie poważnym)

"Moze Partner Twoj tez potrzebuje to sobie jakos przetrawic, tę prawde o roznicach w zwiazku"
możliwe że to właśnie robi. czasem czuję że ja z moją 30stką jestem dużo dojrzalsza emocjonalnie od jego 46stki.

22 Ostatnio edytowany przez Pokręcona Owieczka (2018-10-12 13:15:47)

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
sosenek napisał/a:

Bardzo podziwiam Twojego partnera za cierpliwość. Czuję, że jestem w jego roli, ale niszczy mnie zachowanie mojego faceta, kiedy nie docenia moich starań.
Newralgiczny moment "Albo próbujemy i każda ze stron się stara, albo kończymy". Musiałaś wykazać się staraniem, żeby nie zniszczyć tego związku. Zrobiłaś to, chciałaś. Nie wiem czy mój partner tak naprawdę tego chce.

Też go podziwiam i mu dziękuję, że dał mi tyle czasu, ile potrzebowałam, bez presji lecz z nieustępliwością. Tzn. nie pozwalał mi na te moje podświadome porównania, reagował, tłumaczył. Ja nadal się staram, chociaż przez lata żyłam w toksycznym związku. Miałam zaburzony obraz miłości i teraz dopiero wiem, co to oznacza. Byłam przyzwyczajona do innych zachowań, do tego że musiałam się ze wszystkiego tłumaczyć, o wszystko prosić i niewyobrażalne było mieć czas tylko dla samej siebie. W tym związku jestem jak dziecko, które rozpoczyna szkołę. Musiał mi wszystko pokazać i wytłumaczyć, co jest dobre a co złe. Kosztowało mnie to sporo pracy a jego cierpliwości.
Ale, on też nie jest święty wink Czasem to ja muszę mu coś wytłumaczyć, co i dlaczego jest nie tak. 
Natomiast oboje wyznajemy zasadę, że jesteśmy odpowiedzialni  za to co powiedzieliśmy czy zrobiliśmy, a nie za to, co druga osoba sobie pomyślała i dopowiedziała wink

"Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko. " - K. Nosowska

23

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Nie wiem, ale dla mnie to dziwne.

Praktycznie nigdy się nie kłóciłam z obecnym ani z wczesniejszymi partnerami. Z Miśkiem mieliśmy jedną wielką kłótnię o dom o którym nie wiedziałam i jego konotacje biznesowe z byłą kobietą. Tylko tyle, przez podad siedem lat.

Co nie znaczy,że zawsze się zgadzamy. Wrzeszczymy praktycznie codziennie kłócąc się o politykę, ale to jest raczej jak debata, a nie prywatne przepychanki.

24

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Beyondblackie, zazdroszczę.

25

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Natomiast oboje wyznajemy zasadę, że jesteśmy odpowiedzialni  za to co powiedzieliśmy czy zrobiliśmy, a nie za to, co druga osoba sobie pomyślała i dopowiedziała wink

O właśnie! tu jest klucz. Ja uważam, że konflikt jest najgrożniejszy, gdy podczas niego intepretujemy co partner miał na myśli, zamiast wywalić kawę na ławę o SWOICH emocjach.. Zwłaszcza jak się kogoś krótko zna..

z woli nieba jestem tu..
Z woli nieba jestem tu
raz mu wyszedł taki cud smile wink

26

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
Ela210 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Natomiast oboje wyznajemy zasadę, że jesteśmy odpowiedzialni  za to co powiedzieliśmy czy zrobiliśmy, a nie za to, co druga osoba sobie pomyślała i dopowiedziała wink

O właśnie! tu jest klucz. Ja uważam, że konflikt jest najgrożniejszy, gdy podczas niego intepretujemy co partner miał na myśli, zamiast wywalić kawę na ławę o SWOICH emocjach.. Zwłaszcza jak się kogoś krótko zna..

Wszystko byłoby dobrze gdyby partnerzy potrafili wyartykułować te swoje emocje...

27 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-10-13 10:30:07)

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

najlepiej nie starać się ubierać w komplikowane zdania, tylko wprost mówić-  lubię, nie lubię ..boję się, cieszę się, jestem zła. smile
I wysłuchać tego od drugiej strony, upewniając się czy wszystko dobrze zrozumieliśmy.. smile
I nie należy się tego bać,bo  przejście pomyślne przez takie przeszkody bardziej zbliża niż wspólne gruchanie.. smile 
Jest tu taki wątek Olinki o rozmowach partnerów gdzieś.
Co do Twojego powrotu.. Myślę że jak masz poczucie, że możesz wejść tymi drzwiami jeszcze raz, gdy masz poczucie silne, ze jak Ci będzie źle, to wyjdziesz swobodnie.. a wchodzisz, bo chcesz, nieważne co inni myślą.. Takie poczucie kontroli nad samą sobą, zaufanie do siebie, miałam dopisać I do niego.. ale to nie jest najważniejsze- ważniejsze do siebie..

z woli nieba jestem tu..
Z woli nieba jestem tu
raz mu wyszedł taki cud smile wink
Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Dokładnie Elu, do tego słuchania i artykułowania, należy dodać szacunek. Musimy szanować odmienne zdanie drugiej osoby, chociaż nie musimy się z nim zgadzać.

"Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko. " - K. Nosowska

29

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Dziewczyny, wybaczcie offtop, ale chce Wam tylko powiedziec, ze jestescie genialne. Dzieki Waszym wypowiedziom, duzo sobie układam w głowie co do błędów, jakie popełniałam będąc z moim eks.

smile))

less is more

30

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Mi się wydaje, że jak są fochy i kłótnie o głupoty to jest to oznaką tego, że ludzie się nie lubią. Niby jest uczucie, ale nie ma tego, że się lubimy i nasza obecność nam nie przeszkadza.

gdykochamy

31

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

sosenek, nie wiem czemu masz taki kłopot. Nie znam Cie xd ale patrzac na Twoje posty myśle że jak ktoś ma chęci to dogada się z tobą. Kilka miesięcy to mało:P gdyby tak trwało pare lat to można by sie martwić, ale może jeszcze troche i bedzie ok??:P powodzenia:D xd

prawda o mnie, feniks35:P W kazdym poscie zdanie zaczete od "haha" i cieszenie sie jak glupi do sera, infantylne wstawki i emotki..
Lady Loka: zaznaczam, że nie wyrażam zgody na to, aby jakiekolwiek moje teksty były w Twojej stopce i będę zgłaszać moderacji, jeżeli jakiekolwiek się pojawią.
Ananasowa: "podpis masz swietny:)" https://www.netkobiety.pl/t114892.html

32

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Anime boy - dziękuję, też mi się wydaje, że jestem osobą z którą da si dogadac. Jestem lubiana, rodzina, przyjaciele i znajomi ciągle namawiają mnie do spędzania razem czasu, nie mam tylko na myśli wyjść na kawę, ale wręcz do wielomiesięcznych wspólnych wyjazdów itp. to chyba znaczy, że również na dłuższą metę jestem ok, zresztą sama o sobie myślę, że jestem ok, nie wiem czemu akurat z nim idzie to tak topornie...

GabrielaKlym - Wiesz... to okropne i strasznie bolesne dla mnie ale mam czasem wrażenie, że może tak być. Czasem czuję, że on mnie nie lubi. Stąd może wychodzi to sabotowanie związku. Ja się nie czuję w nim komfortowo. Im dłużej o tym myślę, tym niestety bilans tego wszystkiego jest na niekorzyść. Przed tą kłótnią jeszcze tak źle nie było, ale teraz czuję, że to jest ta legendarna zbita waza, która już nigdy nie będzie taka sama.

33

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

legendarna zbita waza?:P

skoro tak myślisz to tak pewnie jest xd no i może jednak czas żeby poszukać czegoś innego;) tylko wiadomo, nie zawsze jest możliwość. ale czas w samotności (samotność związkowa, nie ogólnie. bo wokół jest rodzina, przyjaciele, znajomi) może okazać się lepszy niż pozostawanie w niesatysfakcjonującej relacji.

Z drugiej strony hm myśle że też nic nie tracisz jesli jest tak jak teraz. Z tego co widzę to nie jest związek z jakimiś czasowymi zobowiązaniami i koniecznością szybkiego podejmowania decyzji, np. spotykalem sie z tematami tu na forum gdzie było miesiąc do ślubu i pełno różnych niejasności i wtedy rzeczywiście jest dylemat co robić. Tutaj myśle ze masz jednak taki komfort że nie ma żadnych poważnych zobowiązań i możesz przez jakiś czas pozostać w obecnej sytuacji żeby zobaczyć jak bedzie w przyszłości. Może będzie znowu tak jak na początku.

Czujesz że jednak to na niekorzyść, to chyba najwazniejsze jak sie czujesz, i myśle ze mozesz postąpić zgodnie z tymi uczuciami. Niektórzy mówią że dobre chęci nic nie znaczą ale wg.mnie jednak te dobre chęci to coś co bym doceniał. To powinno dla drugiej strony wystarczać żeby samemu coś od siebie dawać zamiast odpowiadania pretensjami na pretensje, bo to do niczego nie prowadzi. Gdyby mu zależało to na pewno by to dostrzegał,a po przeczytaniu tego tematu nie widzę tego. Zwłaszcza te niestabilności, takie mówienie że do siebie nie pasujemy itp. to wygląda mi na brak empatii wobec kogoś kto jednak powinien być ważny. Troche szkoda że musze Ci przyznawać racje w tym co czujesz ale może jednak sie myle i może jednak po upływie czasu będzie ok, powodzenia.

prawda o mnie, feniks35:P W kazdym poscie zdanie zaczete od "haha" i cieszenie sie jak glupi do sera, infantylne wstawki i emotki..
Lady Loka: zaznaczam, że nie wyrażam zgody na to, aby jakiekolwiek moje teksty były w Twojej stopce i będę zgłaszać moderacji, jeżeli jakiekolwiek się pojawią.
Ananasowa: "podpis masz swietny:)" https://www.netkobiety.pl/t114892.html

34

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

Jeśli w związku nie ma sprzeczek i kłótni to znaczy że to związek oparty na blefie

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
sosenek napisał/a:

Czasem czuję, że on mnie nie lubi. Stąd może wychodzi to sabotowanie związku. Ja się nie czuję w nim komfortowo. Im dłużej o tym myślę, tym niestety bilans tego wszystkiego jest na niekorzyść. Przed tą kłótnią jeszcze tak źle nie było, ale teraz czuję, że to jest ta legendarna zbita waza, która już nigdy nie będzie taka sama.

Lubienie się to zaraz obok miłości, najważniejsza dla mnie rzecz. Jak się nie lubi Partnera, to ja ma się z nim spędzać czas? Kłótnie, zwady, to wszystko jest normalne, ale nie lubienie się?

"Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko. " - K. Nosowska

36

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

To wszystko jest bardzo trudne i niejednoznaczne.

37

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)
mezolia43 napisał/a:

Jeśli w związku nie ma sprzeczek i kłótni to znaczy że to związek oparty na blefie

Mylisz się i to bardzo.
Za tydzień stuknie mi rok bycia w związku, w którym z moim partnerem nie pokłóciłam się nigdy.
Mieliśmy trudne momenty, ale potrafimy ze sobą rozmawiać bez sprzeczek i kłótni.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

38

Odp: Szybkie pytanie związkowe :)

A nie było tak, że związek oparliście na chemii, a nie na przyjaźni?

gdykochamy

Posty [ 1 do 38 z 43 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Szybkie pytanie związkowe :)

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018