Związek po przejściach... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Związek po przejściach...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

Temat: Związek po przejściach...

Mam ogromy dylemat co zrobić, jaką decyzję podjąć. Otóż jesteśmy małżeństwem 10 lat. Z większymi i mniejszymi upadkami. Myślę o rozwodzie, nie pierwszy raz. Nie mam do niego zaufania, choć próbuję zaufać co jakiś czas pojawia się bariera. Niby daje mu szanse, ale z drugiej strony wiem, że nie tędy droga i ile można. Czasami chyba siebie sama oszukuje. Pierwszy raz wszystko legło w gruzach jeszcze przed ślubem, gdy dowiedziałam się, że flirtuje na komunikatorze z inną dziewczyną (tak naprawdę to byłam ja). Nie będę wdawała się w szczegóły.  Tak, wiem to szczeniackie posunięcie, ale chciałam się upewnić czy jest wobec mnie w porządku. Okazał się, że nie. Po tej sytuacji zerwałam z nim. Tłumaczył się tym, że nie był mnie pewien czy będę chciała z nim być dlatego tak postąpił. Mijały dni, tygodnie przeprosiny, wspólne rozmowy, uległam. Jesteśmy znów razem. Powiedziałam sobie: dam mu szansę. Może to coś zmieni. I zmnieniło się... myślicie.  Otóż nie. Mam wrażenie, że po prostu lepiej się pilnował. Gdy go poznałam kończył studia, ale jakimś dziwnym trafem nie mógł obronić się bo coś działo się z promotorem itd. Nie obronił się. Jak ja widziałam świat wtedy przez różowe okulary. Potem ślub. Motylki w brzuchu, wspólne planowanie przyszłości. Jego powrót na studia, stwierdziliśmy, że trzeba to skończyć jeśli się zaczęło. Wpisał się na listę studentów, jeździł na zjazdy o czym pod koniec roku, okazało się, że wcale tam nie jeździł. Nie wiadomo gdzie był i z kim. Ręce mi opadły. Kolejne kłamstwo. Jak tu cokolwiek budować, ale co zrobiła dobra żona wyciągnęła rękę. Na chwilę była poprawa. Następna jego próba studiowania, po drodze ciąża, którą poroniłam. W końcu nie wytrzymałam i któregoś letniego popołudnia wszystko mu wykrzyczałam wręcz. Obiecywał, że skończy je. Były próby łagodzenia mojego stanu, wyciszania mnie, deklaracji bez pokrycia. I co... znów na chwilę było lepiej. Starał się pomagać w domu, dzielić obowiązki. Po kilku latach razem przyznał się, ze jest mu z tym źle, że wie, że zawalił. Pierwszy raz okazał taką skruchę, kiedy powiedziałam, że chcę rozwodu. Mówił o szansie, jeśli się nie zmieni to wtedy da mi wolną rękę i odejdzie sam bo widzi ile cierpienia mi zadaje. Po wielu perypetiach i 4 latach studiów skończył studia licencjackie, które dłużył się gdzieś z 8 lat plus te kolejne 4 ze mną. Pomyślałam, koniec udręki. Wieczne sprawdzanie, kontrolowanie. Lubił koloryzować, mówić do innych rzeczy, które nie zawsze były prawdą, często ubarwiał, żeby pokazać siebie w lepszym świetle. Przy tym miły i pomocny. Był mistrzem cukrowania. Wszyscy go lubili. Zawsze uśmiechnięty, dowcipny. Potem zaczęły się moje problemy ze zdrowiem, nie powiem pomagał był kiedy trzeba było. W życiu codziennym większość rzeczy spadała na mnie. To ja wszystko robiłam, planowałam on nie poczuwał się to tego. Miałam już dość, ciągłego myślenia o wszystkim.  Wszytko było na mojej głowie. Dom, praca, zakupy, kolejne studia... Bywało i tak, że wracając z uczelni po całym dniu nie było dla mnie obiadu. On uważał, że nie ma problemu. Przecież nie powiedziałam mu wprost, że jestem głodna i oczekuję po powrocie do domu domu coś zjeść.  Ręce mi opadały jeszcze bardziej. Kolejna awantura. I ten sam schemat, poprawa na chwilę. Rozpoczął studia magisterskie z którymi też były problemy. Nie chcę już opisywać dokładnie co tam było. W telegraficznym skrócie, kiedyś przypadkiem u znajomych znalazłam u niego w saszetce list, skąd, a no właśnie z uczelni. Został skreślony z listy studentów. Już nie mogłam tego znieść. I co dalej w to brnęłam, wyciągałam rękę... W imię przysięgi... i myśli, że się zmieni. Kolejne kontrolowanie, pomaganie w pisaniu pracy magisterskiej. Wiem, ktoś powie. Dziewczyno po co Ty w ogóle ciągnęłaś go na te studia, jeśli sam nie chciał trzeba było to olać. A ja... chciałam tylko pomóc, wesprzeć, żeby było nam lepiej i naszym dzieciom. Nie chciałam prosić rodziców o pomoc finansową bo uważałam, że wchodząc w związek małżeński to my mamy sobie z tym jakoś poradzić, a studia miały nam w tym pomóc, zdobyć lepiej płatną pracę. Choć próbowałam i próbuje nie potrafię mu zaufać. Nie czuję się przy nim bezpiecznie. Zaburza mi to obraz normalnego życia, że tak już musi być. Przez kolejne lata miał zdobyć nowy „fach” do tego były potrzebne pewne papiery, dokumenty, które ktoś miał podpisać, odwlekał, kolejny raz. Mówił, że kolega podpisze, jest wszystko na dobrej drodze, a tu nagle dzwoni do niego i mówi, że mu nie podpisze. Załamanie. Zakończył pracę w jednej firmę przyjął się do drugiej, minęło może z 1,5 roku jak wrócił do tego. Jakimś dziwnym trafem kolega zgodził się i zmienił zdanie. Podpisał mu papiery. Nie mogę już wytrzymać z obietnicami bez pokrycia. Ciągle snując wyobrażenia. Ma swoje hobby, któremu się nie sprzeciwiałam, dawałam wolną rękę. Twierdziłam, że lepiej niech to robi niż coś innego. Co robił, kupował rzeczy za moimi plecami u kolegi na raty, żebym się nie zorientowała. Bo po co mi ma mówić. Lepiej żebym nie wiedziała, a on miał święty spokój. Kończyła nam się umowa z telewizją, miał ją dezaktywować, nie zrobił tego. Przez kolejne pół roku jak i nie dłużej korzystaliśmy z wyższego pakietu. Dowiedziałam się po fakcie, że go opłacał. Ja rzadko oglądam telewizję. Tego też nie załatwił. Bardzo często dochodziło to tego, ze naszym wspólnym spędzeniem czasu było fotel, łóżko. On potrafił wrócić z pracy ok. 16 i od 17 - 18 oglądać TV lub youtube czy po prostu internet. A w domu część prac niedokończona, pomimo próśb i przypominania. Oczywiście, wszystko się samo zrobi. Obiecuje, że schudnie powtarza to przez wiele miesięcy po czym tego nie robi. Ma karnet na basen na siłownię, ale po co, on nie ma czasu. Pożyczył bratu pieniądze bez konsultacji ze mną, zataił ten fakt. Dowiedziałam się po czasie. Planowaliśmy dziecko. Brak w nim moim zdaniem poczucia odpowiedzialności. Kiedy ja robię badania czy ze mną jest wszystko w porządku on nie robi nic. Przecież jest zdrowy. Uważam jako kobieta, że jeżeli wspólnie planujemy przyszłość to myślimy podobnie. Sam nigdy nie wyszedł z inicjatywą wykonania badań, nawet podstawowych u internisty. Jak ja mam czuć to, ze jest odpowiedzialny, jeśli on nic z tym nie robi. Ile razy mam go ciągnąć za rękę, ile... Mówi, ze zrobi i tak trwa do dziś. Ja nie mogę tego pojąć jak można żyć z kimś i nie rozmawiać na takie tematy. Mam już dość ciągłego zaczynania tematu, bo ile można. Powoli zdaje sobie sprawę, ze to chyba ja bardziej chcę niż on. Podczas mojego zwolnienia, nie zawiózł L4, bo był w delegacji, zapomniał zostało mu jeszcze 4 dni. Myślicie, że się zapytał co z nim. Stwierdził, że jak wysłałam mailem, bo nikt nie może go dowieźć to wystarczy,  a jak wrócę do pracy to zaniosę. Przecież nic strasznego się nie stało. Czepiam się. O dziecku ze mną nie rozmawia, nie inicjuje takich rozmów. Mówiłam mu, że w trakcie chorobowego zrobię jeszcze jedno badanie, które zlecił mi lekarz, kluczowe dla nas. Minął tydzień, nie zapytał czy je robiłam. Chociaż paragon leżał przez 5 dni na desce do prasowania. To jedno z nielicznych miejsc, które on odwiedza, pracując sobie koszule co rano. Nic cicho. Nie rozmawia ze mną na trudne tematy, mówi tylko to co wygodne i dobre. Nie zauważa problemów jest chwilowa poprawa na dzień, dwa a potem powrót do rzeczywistości. Bardzo rzadko gdzieś wychodzimy siedzimy w domu jak... Nie celebrujemy wspólnych chwil. To wszystko sprowadza się do oglądania TV. Kiedy nie było mnie w domu przez ponad tydzień, nie naprawił psujących się rzeczy. Zastałam taki sam dom jak wyjechałam.  Po prostu mam już tego dość, nie ufam mu choć próbowałam. Nie potrafię odbudować zaufania bo co jakiś czas je burzy. Ciągle się boję. Zastanawiam się czy to prawda czy nie. Coraz częściej myślę sobie, że coś czuwa nade mną, że nie jestem w ciąży z nim. Tak, myślę o rozwodzie już nie mogę. Choć widzę ile już upłynęło lat. Boję się całej tej sytuacji, zachowań rodziny, bliskich, a tym samym jego. Fakt, nie raz mówiłam o rozwodzie, ale zawsze jakoś to przechodziło obok. Teraz usłyszałam, że jeśli on dowie się, że mam kogoś i odejdę to puści mnie z torbami. Z nikim nie jestem i nie byłam. Cały czas tkwię w tym bagnie. Skąd te słowa. Boję się, że jeśli zdecyduje się na rozwód to on powymyśla niestworzone rzeczy o mnie, a inni mu uwierzą. Przecież ma taką dobrą opinię wśród innych znajomych.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Związek po przejściach...

Boisz się że nawymyśla?  To bedzie jego ostatnia szkodliwa rzecz dla ciebie i na tym koniec. A jak bedziesz w tym tkwić to bedzie ci cały czas szkodził.
Myślę że już czas podjąć decyzje i pamietaj...
Nie zwracaj uwagi na jego błagania.

3

Odp: Związek po przejściach...

Przeczytałem do końca smile
I nie zgadzam się z kolega wyżej. Tzn. wiem, jak bardzo jest Ci trudno, rozumiem. Nikt z nas nie chciałby znaleźć się w podobnej sytuacji. Szczerze, to Ci współczuję.
Ja na Twoim miejscu zacząłbym od modlitwy.

Reklama

4

Odp: Związek po przejściach...

Sama już wiesz ,że to nie ma sensu.
Boisz się ,że nawymyśla niestworzonych rzeczy o tobie? Takie wymysły w sadzie trzeba UDOWODNIĆ.
Boisz się, że znajomi mu uwierzą ? a dlaczego nie mieliby uwierzyć Tobie.
NIe bój się, wierzysz ,że racja jest po Twojej stronie to ona tam jest.
Kto nie uwierzy Tobie to znaczy , że nie jest wart Twojego zainteresowania a w ogóle co Cię obchodzi kto i w co uwierzy ???
Tobie jest żle i tylko TY możesz to zmienić.
Działaj tak jak podpowiada ci Twoja intuicja.

Odp: Związek po przejściach...
niezapominajka_k napisał/a:

Pierwszy raz wszystko legło w gruzach jeszcze przed ślubem, gdy dowiedziałam się, że flirtuje na komunikatorze z inną dziewczyną (tak naprawdę to byłam ja). Nie będę wdawała się w szczegóły.  Tak, wiem to szczeniackie posunięcie, ale chciałam się upewnić czy jest wobec mnie w porządku. Okazał się, że nie.

A Ty czujesz się z tym ok? To była czysta i perfidna prowokacja.

niezapominajka_k napisał/a:

wspólne planowanie przyszłości. Jego powrót na studia, stwierdziliśmy, że trzeba to skończyć jeśli się zaczęło. Wpisał się na listę studentów, jeździł na zjazdy o czym pod koniec roku, okazało się, że wcale tam nie jeździł. Nie wiadomo gdzie był i z kim. Ręce mi opadły. Kolejne kłamstwo. Jak tu cokolwiek budować, ale co zrobiła dobra żona wyciągnęła rękę.

Wspólne planowanie? Kto stwierdził?

niezapominajka_k napisał/a:

Na chwilę była poprawa.... Obiecywał, że skończy je. Były próby łagodzenia mojego stanu, wyciszania mnie, deklaracji bez pokrycia. I co... znów na chwilę było lepiej. Starał się pomagać w domu, dzielić obowiązki. Po kilku latach razem przyznał się, ze jest mu z tym źle, że wie, że zawalił.

Namalowałaś sobie obrazek ideału faceta i chciałaś by Twój mąż był taki. Ale on taki nie jest i nie chce być. Te studia to Twoje ambicje, nie jego.


niezapominajka_k napisał/a:

. Po wielu perypetiach i 4 latach studiów skończył studia licencjackie, które dłużył się gdzieś z 8 lat plus te kolejne 4 ze mną. Pomyślałam, koniec udręki. Wieczne sprawdzanie, kontrolowanie.

Ty pomyślałaś, że to koniec męczarni, a pomyślałaś jaką on poczuł ulgę?

niezapominajka_k napisał/a:

W życiu codziennym większość rzeczy spadała na mnie. To ja wszystko robiłam, planowałam on nie poczuwał się to tego. Miałam już dość, ciągłego myślenia o wszystkim.  Wszytko było na mojej głowie. Dom, praca, zakupy, kolejne studia... Bywało i tak, że wracając z uczelni po całym dniu nie było dla mnie obiadu.

niezapominajka_k napisał/a:

Rozpoczął studia magisterskie z którymi też były problemy.

Nie dziwię się, gdyby mi ktoś kazał iść na studia pod przymusem, też miałabym problemy.
 

niezapominajka_k napisał/a:

Został skreślony z listy studentów. Już nie mogłam tego znieść. I co dalej w to brnęłam, wyciągałam rękę... W imię przysięgi... i myśli, że się zmieni.

W imię czego? Jakiej przysięgi? On Ci gdzieś, przed kimś przysięgał, że skończy wszystkie możliwe kierunki, które mu wymyśliłaś?

niezapominajka_k napisał/a:

Kolejne kontrolowanie, pomaganie w pisaniu pracy magisterskiej. Wiem, ktoś powie. Dziewczyno po co Ty w ogóle ciągnęłaś go na te studia, jeśli sam nie chciał trzeba było to olać. A ja... chciałam tylko pomóc, wesprzeć, żeby było nam lepiej i naszym dzieciom. Nie chciałam prosić rodziców o pomoc finansową bo uważałam, że wchodząc w związek małżeński to my mamy sobie z tym jakoś poradzić, a studia miały nam w tym pomóc, zdobyć lepiej płatną pracę.

Aha. Ciągnęłaś go za uszy, by mieć wygodniejsze życie.

Autorko, dalsze cytowanie Twoich żali nie ma sensu. Twoje wieczne oczekiwania w stosunku do męża, wyglądają jakbyś wychowywała syna. Coś Ci się jednak pomyliło. Wieczne narzekania i oczekiwania. Bo studia nieskończone, bo Twoje L4 nie złożone, bo nie chudnie, bo musisz go za rękę zaprowadzić do lekarza...litości!
Jak napisałam wcześniej, Twój mąż nie mieści się w Twoich ramach. Nie pomyślałaś, że on te studia męczył dla Ciebie? Może miał inny pomysł na życie, ale nie miał odwagi pisnąć słowa perfekcyjnej żonie? Chcesz rozwodu, to złóż pozew. Obawiam się jednak, że nie zrobisz tego ze strachu, co ludzie powiedzą.

"Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko. " - K. Nosowska
Reklama

6 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-10-09 09:57:15)

Odp: Związek po przejściach...

Ale po co On ma zachowywać się jak mężczyzna w związku z taką mamuśką, co nakazuje do jakiej szkoły chodzić i wszystko załatwia?
Masz chłopczyka, bo chciałaś. Jak z nastolatkiem.

o.. widzę, że to już Owieczka napisała..

z woli nieba jestem tu..
Z woli nieba jestem tu
raz mu wyszedł taki cud smile wink

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Związek po przejściach...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018