CZY JEST SENS W TYM ABY RATOWAĆ COŚ CZEGO NIE MA.... CZYLI MOJEGO MAŁŻEŃSTWA
JEŚLI MĄŻ I ŻONA NIE MOGĄ SIĘ DOGADAĆ...JEST MIEDZY NIMI PRZEPAŚĆ....ALE JEST TEŻ MALUTKIE DZIECKO CZYLI OWOC TEJ MIŁOŚCI CZY DLA TEGO OWOCU UDA SIĘ ZBUDOWAĆ SZCZĘŚLIWY DOM..... CO WY MYŚLICIE A TEN TEMAT...... PISZCIE
1 2010-03-26 21:49:18 Ostatnio edytowany przez orchide@ (2010-03-26 22:03:16)
Podobne tematy
Wiesz, Orchideo trudno cokolwiek powiedziec nie znajac szczegolow,jeslibys chciala przyblizyc swoj problem .....
Poki co powodzenia
3 2010-03-26 22:50:18 Ostatnio edytowany przez orchide@ (2010-03-26 22:51:00)
ODESZŁAM...Wróciliśmy do siebie....ODSZEDŁ!!!!!
zapraszam do tego posta tutaj znajdziesz szczegóły naszego małzeństwa
Wpisałam się tam więc mogę i tu.
Zakładając rodzinę biorąc ślub wzięłaś na siebie zobowiązanie zrobienia wszystkiego żeby wasza rodzina była zgodna i w komplecie.Na tym polega dorosłość, małżeństwo to nie tylko słodkie rozmowy , ale też obowiązki .
A ty uciekłaś od męża, mimo iż jak twierdzisz kochasz go, on wrócił do ciebie mieszkać a ty dałaś własnej rodzinie go poniewierać. Dla faceta godność to podstawa, jeśli żona ma dosyć jego rodziny to niech nie reaguje na nich i milczy.
Ważne że jesteście razem. A jak on poszedł do ciebie mieszkać widać ze mimo co zrobiłaś chciał ratować związek to , nie byłaś po jego stronie.Było matce przemówić do rozumu że dla was teraz najważniejsza jest rodzina.
Dla mnie to nie dojrzałe a przecież jesteś odpowiedzialna za dziecko i wasze relacje jako rodzice.
Twój mąż ma pewnie inne spojrzenie na to co sie stało , tu podałaś tylko twój pogląd .
Przyznaję się wole odejść niż walczyć bo to walka z wiatrakami... staram się z całych sił ale złe emocje targają moimi myślami dobrze że znalazłam miejsce w którym mogę je wszystkie wyrzucić bo nie mam z kim porozmawiać tym bardziej że moi rodzice skreślili go jako zięcia a on ich.
I jak ja mogę być dobrą matką i żoną kiedy strach o jutro zabiera mi sen z powiek a rozstanie było by ciężkie ale może to jedyne wyjście.....tylko jak tu przestać kochać???
Zastanawiam tylko czy po tym wszystkim co nas spotkało łączy nas miłość czy tylko przywiązanie!
Zawsze jest nadzieja... ale ratowac musza chciec oboje , nie można tego robic w pojedynke .