Mam pewnego kolegę, znamy się już dość długo. Często się ze sobą spotykaliśmy, spacery, imprezy itp., zwyczajnie dobrze czułam się w jego towarzystwie. Szczerze go polubiłam. Czułam, że to kumpel, na którego można liczyć w każdej sytuacji. Gdy zaatakował mnie facet, to właśnie do niego zadzwoniłam, bo wiedziałam, że po mnie przyjedzie, chociaż jest środek nocy.
Kiedyś, po tym, jak się rozstałam z trudnym facetem, wracaliśmy z jednej imprezy, on mnie wtedy niespodziewanie złapał za rękę, a potem za talię i pocałował. Nie powiem, było miło. Ja wtedy byłam sama i trochę podpita, taki przejaw namiętności sprawił mi frajdę. Później jednak to się nie powtarzało, a my dalej się kolegowaliśmy. Aż do pewnego wieczoru, oglądaliśmy razem filmy i on mnie wtedy przytulił w pasie i mocno do siebie przyciągnął, po jakiejś godzinie zaczęliśmy się całować i wylądowaliśmy razem w łóżku. Było miło, ale nic sobie po tym nie obiecywałam. Podeszłam do tego jak do miłej przygody. On dalej chciał się spotykać po koleżeńsku. Kontakt się po tej nocy nie urwał. Po jakimś czasie po raz drugi wylądowaliśmy razem w łóżku. Potem dalej się kumplowaliśmy.
W zeszłym tygodniu siedziałam u przyjaciółki, on zadzwonił totalnie pijany, sam przyznał, że obalił flaszkę wódki. I mówi, że chce się teraz spotkać. Mówię mu, że to niemożliwe, bo jestem u przyjaciółki. A on, że mam jedyną i ostatnią szansę dokonać sensownego wyboru: on albo przyjaciółka. Są rzeczy ważne i ważniejsze, a on nie czuje, że mi na nim zależy, bo jestem dla niego chłodna, że go nie przytulam, nie całuję. I zaczęła się cała lista zażaleń. Poczułam się z tym dziwnie.
Pojechałam w sobotę na imprezę, na której miał być, aby to jakoś wyjaśnić. Wiedziałam, że wtedy na pewno będzie trzeźwy, bo robił za kierowcę. Chciałam się dowiedzieć, w czym tkwi problem i o co właściwie mu chodzi. I zobaczyć, czy w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać, bo brałam pod uwagę możliwość, że każe mi wrócić do domu. Zrobiłam mu niespodziankę, on mnie od razu przytulił i był szczerze zadowolony. Jego przyjaciel też się ze mną przywitał ciepło i na osobności mówi mi, że cieszy się, że przyjechałam do jego kumpla. Trochę pogadaliśmy, ale potem on zaczął się interesować rzeczami związanymi ze swoją pasją. Na chwilę poszłam na taką polankę, aby odebrać telefon od przyjaciółki, a on za chwilę za mną poszedł i mówi, czy ja się chce zmyć, bo on chce, żebym wróciła i została z nim do końca, że on mnie odwiezie do domu. Wróciłam z nim. Troszkę pogadaliśmy, on dużo rozmawiał z kolegami. I nagle usłyszałam, bo staliśmy blisko siebie, jak mówi do kolegi, że tu ma na zdjęciach to i to, zdjęcia zrobił u swojego teścia. Wtedy się zdenerwowałam, zadzwoniłam po przyjaciółkę. Ona po mnie przyjechała, a on mnie mocno przytulił i krzyczy przy wszystkich, żeby mnie nie zabierała, bo on chce, żebym z nim została do końca i on mnie potem podwiezie do domu.
Czuję się źle w tej sytuacji. Bo albo człowiek, któremu ufałam i szczerze lubiłam, zdradzał ze mną swoją dziewczynę. Czuję się z tym fatalnie, chociaż nie wiedziałam o jej istnieniu. Ale jednak to ze mną doprawiał jej rogi. Jestem też zła na siebie, że do tego doszło. Bo powinnam wcześniej dostrzec, że nie jest taki pryncypialny, za jakiego go uważałam. Czuję, że bardzo się pomyliłam co do jego oceny... Poza tym żal mi tej znajomości, bo szczerze go lubiłam. Mieliśmy wspólne pasje, potrafiliśmy ze sobą spędzać czas. Niepotrzebnie poszłam z nim do łóżka i wszystko pokomplikowałam, ale wtedy byłam po rozstaniu z facetem i jak mnie zaczął całować, fajnie było poczuć się atrakcyjną.