Hej Hej Hej !
Potrzebuje pomocy. Tak, wiem, że nie jest to problem typu "zdradził mnie mąż i zostawił z dwójką dzieci" ale mimo wszystko potrzebuje opinii kilku duszyczek (no chociaż jednej) co do zaistniałej sytuacji.
Otóż, w kwietniu, poznałam faceta, to on mnie zaczepił, poprosił o kontakt, no i napisał wieczorem, spotkaliśmy się na drugi dzień, było ok, tzn jak to na pierwszej randce - trochę sztywno. Facet mi się podoba, przystojny, wykształcony, ułożony ( w sensie nie jakiś wariat, czy cwaniaczek) więc niby wszystko gra - w głowie już wybór koloru sukni ślubnej sie odbył
. On pracuje za granicą, także w Polsce jest rzadko. Ale myśle sobie - dam temu szanse. Po tym pierwszym spotkaniu się odezwał - na drugi dzień, później pisał raz na tydzień, pózniej raz na 2 a później raz na miesiąc. Napisał jakiś miesiąc temu, że jest w Polsce, czy się spotkamy, no więc, ja, że TAAAK !!! (jemu napisałam, że nooo akurat nie mam planów (jak co sobotę zresztą - życie singla)) Spotkaliśmy się, było lepiej niż na pierwszym spotkaniu, nie było żadnego całowania, tylko jakieś próby przytulenia mnie przez niego. Uznałam, że jest super, że coś z tego będzie. Tylko, że on nie odezwał się po spotkaniu, więc zrozumiałam, dałam sobie spokój, żyłam własnym życiem. A tu kolejny suprise ! Koleś odezwał się dzisiaj - miesiąc po spotkaniu. Ja na prawdę nie rozumiem facetów, on nie wydaję się typem podrywacza, fifa rafa i te sprawy i nie wiem co mam o tym sądzić. Po co pisze do mnie skoro jego zachowanie mówi, że nie myśli o mnie jak o obiekcie związkowym ? Co powinnam zrobić w tej sytuacji, nie odpisywać ? Czy zapytać o co mu chodzi ?
Z góry dziękuje za pomoc ! Ale, serio, napiszcie co sądzicie.
AAA, koleś ma 25 lat i twierdzi, że nigdy nie miał dziewczyny - krótki opis delikwenta, jakby ktoś chciał, coś więcej ![]()