Mały-duży problem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mały-duży problem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

Temat: Mały-duży problem

Nie wiem od czego zacząć, bo nigdy nikomu nie wyjawiałam swoich myśli - poza moim narzeczonym.
Nie mam komu się wygadać bo nie mam przyjaciółki od serca (zresztą nigdy nie miałam bo nie umiem utrzymać relacji przez swoją nieśmiałość, ale to temat na inny wątek). A z mamą nie mogę porozmawiać, bo ma do mnie żal o sytuację, którą zamierzam opisać.
Z moim już narzeczonym jesteśmy od 6 lat. W marcu tego roku oświadczył się. Dość szybko zaczęliśmy planować ślub i wesele, tak, że w tym momencie mamy najważniejsze rzeczy załatwione tzn. salę, zespół i fotografa. Ogólnie jesteśmy bardzo szczęśliwi, kochamy się, mamy prace, wynajmujemy mieszkanie ale też zbieramy już na swoje itp itd. Generalnie wszystko powinno być dobrze. A jednak nie do końca jest.
Ostatnio pojawiły się we mnie wątpliwości czy to na pewno dobra decyzja i czy my w ogóle do siebie pasujemy. Jednocześnie nie potrafię wyobrazić sobie bez niego życia i np. tego ze wszystko (tzn. wesele itp) trzeba byłoby odwołać....
Pokłóciliśmy się parę dni temu, tzn on poszedł ze znajomymi się spotkać i obiecał, że nie będzie siedział do nocy i że da znać jak tam jest. Jednak, obiecanki cacanki, wrócił o 4 rano... co prawda nie pijany, nie awanturował się (bo nigdy tego nie robi), ale sam fakt, że nie dotrzymał słowa i to że kiedy ja dzwoniłam pozostawiał bez odpowiedzi, bardzo mnie wkurzyło i zrobiłam awanturę. Generalnie nie jestem z tego dumna, bo wiem ze lepiej wyszłoby mi na zdrowie gdybym się nie denerwowała i nie stresowała tym jego występkiem, bo nic wielkiego się nie stało. Ale jestem taką osobą, że po prostu muszę się wygadać i muszę wszystko do końca wyciągnąć i będę to robić aż nie poczuję się spokojna. Wiem, że to moja jedna z większych wad. No więc jeszcze w nocy i na drugi dzień "wygadywałam się" i okazywałam moje rozczarowanie. On ze swojej strony przeprosił i powiedział, że nie widział jak dzwoniłam itp. ale mało się odzywał (co mnie jeszcze bardziej denerwuje). Już prawie się uspokajałam, kiedy zobaczyłam w jego telefonie, że miedzy moimi nieodebranymi połączeniami jest jedno wychodzące - czyli musiał widzieć jak dzwoniłam. To zdenerwowało mnie jeszcze bardziej i znowu się od początku zaczęło. Teraz jak to piszę to widzę absurdalność tej sytuacji.... Suszyłam mu glowę za ten telefon, bo nie moglam sobie wyobrazić, że mój narzeczony może nie mieć ochoty dać mi znać, że wróci później do domu. W końcu, jak już powiedziałam wszystko co miałam powiedzieć i on mnie kilka razy przeprosił i zaczynało być między nami na powrót normalnie, to przyjechał mój ojciec na krótkie odwiedziny. Jako, że wracał z zagranicy do domu, a miał po drodze to wstąpił do naszego mieszkania. Ja byłam trochę zestresowana przez ten wcześniejsze kłótnie, no ale myślałam, że wszystko będzie ok. i posiedzimy chwilę w miłej, bezstresowej atmosferze. Przeliczyłam się, bo mój narzeczony miał taką minę jakby był obrażony na cały świat i wcale się nie odzywał przez ten czas kiedy tato był u nas. Było mi za niego wstyd, no bo nieładnie tak się zachowywać kiedy ktoś przychodzi w gości - zwłaszcza, ojciec narzeczonej! Wiedziałam, że juz będzie afera z tego. Moi rodzice od początku nie przepadali za narzeczonym. Na początku wszystko im sie nie podobało: wygląd, status materialny, blond włosy, to jak mowi, jak sie zachowuje itp itd. dużo by wymieniać. Były wojny na ten temat i tłumaczenia, że się kochamy i nic złego się nie dzieje. Potem zmieszkaliśmy razem, czemu moi rodzice byli bardzo przeciwni bo cały czas mieli jakiś problem do mojego wtedy chłopaka. Nie wiem dlaczego go tak nie lubili, może uważali go za gorszego, nie nadającego się dla ich jedynej córeczki, albo chcieli mieć mnie pod kontrolą, a okazało się, że się z tej kontroli wymykam. Poł roku przed oświadczynami przeszliśmy wieeeelką kłótnię, z płaczem, krzykami niemiłymi słowami itp. Wtedy myślałam, że nie damy rady tego wszystkiego odbudować... W tą kłótnie byli dodatkowo zamieszani moi rodzice, jako, że wszystko wzięło się z mojego, nie do końca dojrzałego zachowania... Ale przeszliśmy przez to, udało się, potem były oświadczyny no i planowanie ślubu. Do rzeczy, więc mój tato przyjechał do nas w odwiedziny, narzeczony siedzi z nosem na kwintę, generalnie troche niezreczna sytuacja. Po wszystkim, jak juz tato wyszedł to znów opieprzyłam z góry na dół narzeczonego, bo tak się nie robi. Znów doszło do kłótni, ale juz znacznie mniejszej, ja mowiłam on słuchał. Przeprosił za swoje zachowanie. Mówił, że nie wie dlaczego sie tak stało, że był zmęczony naszą kłótnią i nie chciało mu się rozmawiać, ale ja do teraz jeszcze jestem na to zła. To nawet nie byłby problem sam w sobie gdyby nie dotyczył mojej rodziny. Zaraz na drugi dzien po wizycie zadzwoniła do mnie mama i znow się zaczęło. Pytała się czy sie kłócimy, bo ojciec powiedział, ze zachowywalismy sie tak jakbysmy nie chcieli zeby nas odwiedzał, że mamy brudno w łazience (!), że narzeczony mógłby się ruszyć do sprzątania jak mu się tak nudzi, żebym się zastanowiła jeszcze czy na pewno nadaje się na męża, że nie jest za późno, że im się nie podonba takie zachowanie jak on ma do nich jakiś problem, że mówili mi żebym nie mieszkała z nim od samego początku, że im się w głowie nie mieści itp. Namieszało mi to w głowie i pojawily mi się wątpliwości związane ze ślubem... może rzeczywiście nie potrafimy zbudować normalnego związku? Może nie nadajemy się dla siebie? Z drugiej strony, kazdy ma wady, a my się szczerze kochamy. Co powtarzamy sobie codziennie w rozmowach. Po wszystkim rozmawiałam z narzeczonym na spokojnie i jakoś udało nam się razem uspokoić. Nie bylo zupełnie dobrze, bo ja wciąż czułam się niespokojna, a narzeczony czuł się źle że tak mnie zawiódł. Dziś znow zadzwoniła do mnie mama i znów te same argumenty mi wlewała do głowy. Żeby się zastanowić, że to nie koniec swiata bo ludzie się rozstają, że jak on ma taki być to lepiej zerwać itp. Na końcu powiedziała ze złością, że w moich rzeczach, które zwiozłam do domu w związku z przeprowadzką, znalazła prezerwatywy......... Nie wiedziałam co mam powiedzieć bo tak głupio mi się zrobiło... Musiały się gdzieś zawieruszyc w tej przeprowadzce... Teraz siedzę sama w mieszkaniu i nie wiem co mam zrobić ze sobą i swoimi myślami... Czuje się bezradna bo nie wiem jak mam naprawić tą sytuację. Narzeczony też już jest tym zmęczony i moim rozwarstwianiem się na ten temat. Rozmawialiśmy chwile po wszystkim, zapewnił mnie o swojej miłości ale też powiedział, żebyśmy przeczekali ok 2 miesiące i zobaczymy jak wszystko się potoczy. Gdyby było nam źle ze sobą to się rozstaniemy i odwołamy ślub..... A jeśli nam się uda to nie będzie odwrotu i będziemy kontynuować przygotowania. Nie wiem co mam myśleć, nanawidzę takiej bezradności i oczekiwania... Oboje zawaliliśmy i oboje zdajemy sobie z tego sprawę, a jednocześnie cały czas mi huczy w głowie, że nie powinnismy mieć takich problemów przed ślubem...

Rozpisałam się strasznie, ale potrzebowałam się wygadać. Może znajdzie się ktoś kto zechce to przeczytać do końca i mi coś doradzić. Jak sobie poradzić z myślami i całą tą sytuacją? Bardzo tez mi wstyd za te nieszczęsne prezerwatywy, które mama znalazła... nie wiem jak mam jej spojrzeć w twarz... Moi rodzice są całkiem nastawieni przeciwko narzeczonemu, mimo, że mowią ze to mi ma być dobrze a nie im. Ale i tak wprawiają mnie w wyrzuty sumienia, że jestem nieidealna i że się kłocę z narzeczonym, a jak się kłócimy to znak że jestem uciemiężona w tym związku.  Mama twierdzi, że mnie zdominował i nic nie dam sobie powiedzieć. Jak mowię, że przeciez to nie jest koniec świata, bo ludzie mają różne charaktery, kłocą się 100 razy gorzej i mają gorsze problemy w zyciu, to mi mówi żebym za nim nie obstawała itp. Jestem zupełnie rozdarta i nie wiem jak mam się zachować. Nie chcę milionowy raz poruszać tego tematu z narzeczonym, a z rodzicami też nie chce mi się rozmawiać, kiedy pierwszą rzeczą jaką słysze w razie naszej kłótni lub jakiegoś problemu jest to że "on się dla Ciebie nie nadaje", "przemysl to sobie porządnie", "masz jeszcze czas na rozstanie". Rozumiem, że źle się zachował no ale żeby od razu z tego powodu odwoływać ślub?? może to ja źle sobie to tłumaczę? A może po prostu zacząć się z tego śmiać i żyć po swojemu?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Teufel (2018-08-13 22:02:56)

Odp: Mały-duży problem
franka.bloo napisał/a:

Nie wiem od czego zacząć, bo nigdy nikomu nie wyjawiałam swoich myśli - poza moim narzeczonym.
Nie mam komu się wygadać bo nie mam przyjaciółki od serca (zresztą nigdy nie miałam bo nie umiem utrzymać relacji przez swoją nieśmiałość, ale to temat na inny wątek). A z mamą nie mogę porozmawiać, bo ma do mnie żal o sytuację, którą zamierzam opisać.
Z moim już narzeczonym jesteśmy od 6 lat. W marcu tego roku oświadczył się. Dość szybko zaczęliśmy planować ślub i wesele, tak, że w tym momencie mamy najważniejsze rzeczy załatwione tzn. salę, zespół i fotografa. Ogólnie jesteśmy bardzo szczęśliwi, kochamy się, mamy prace, wynajmujemy mieszkanie ale też zbieramy już na swoje itp itd. Generalnie wszystko powinno być dobrze. A jednak nie do końca jest.
Ostatnio pojawiły się we mnie wątpliwości czy to na pewno dobra decyzja i czy my w ogóle do siebie pasujemy. Jednocześnie nie potrafię wyobrazić sobie bez niego życia i np. tego ze wszystko (tzn. wesele itp) trzeba byłoby odwołać....
Pokłóciliśmy się parę dni temu, tzn on poszedł ze znajomymi się spotkać i obiecał, że nie będzie siedział do nocy i że da znać jak tam jest. Jednak, obiecanki cacanki, wrócił o 4 rano... co prawda nie pijany, nie awanturował się (bo nigdy tego nie robi), ale sam fakt, że nie dotrzymał słowa i to że kiedy ja dzwoniłam pozostawiał bez odpowiedzi, bardzo mnie wkurzyło i zrobiłam awanturę. Generalnie nie jestem z tego dumna, bo wiem ze lepiej wyszłoby mi na zdrowie gdybym się nie denerwowała i nie stresowała tym jego występkiem, bo nic wielkiego się nie stało. Ale jestem taką osobą, że po prostu muszę się wygadać i muszę wszystko do końca wyciągnąć i będę to robić aż nie poczuję się spokojna. Wiem, że to moja jedna z większych wad. No więc jeszcze w nocy i na drugi dzień "wygadywałam się" i okazywałam moje rozczarowanie. On ze swojej strony przeprosił i powiedział, że nie widział jak dzwoniłam itp. ale mało się odzywał (co mnie jeszcze bardziej denerwuje). Już prawie się uspokajałam, kiedy zobaczyłam w jego telefonie, że miedzy moimi nieodebranymi połączeniami jest jedno wychodzące - czyli musiał widzieć jak dzwoniłam. To zdenerwowało mnie jeszcze bardziej i znowu się od początku zaczęło. Teraz jak to piszę to widzę absurdalność tej sytuacji.... Suszyłam mu glowę za ten telefon, bo nie moglam sobie wyobrazić, że mój narzeczony może nie mieć ochoty dać mi znać, że wróci później do domu. W końcu, jak już powiedziałam wszystko co miałam powiedzieć i on mnie kilka razy przeprosił i zaczynało być między nami na powrót normalnie, to przyjechał mój ojciec na krótkie odwiedziny. Jako, że wracał z zagranicy do domu, a miał po drodze to wstąpił do naszego mieszkania. Ja byłam trochę zestresowana przez ten wcześniejsze kłótnie, no ale myślałam, że wszystko będzie ok. i posiedzimy chwilę w miłej, bezstresowej atmosferze. Przeliczyłam się, bo mój narzeczony miał taką minę jakby był obrażony na cały świat i wcale się nie odzywał przez ten czas kiedy tato był u nas. Było mi za niego wstyd, no bo nieładnie tak się zachowywać kiedy ktoś przychodzi w gości - zwłaszcza, ojciec narzeczonej! Wiedziałam, że juz będzie afera z tego. Moi rodzice od początku nie przepadali za narzeczonym. Na początku wszystko im sie nie podobało: wygląd, status materialny, blond włosy, to jak mowi, jak sie zachowuje itp itd. dużo by wymieniać. Były wojny na ten temat i tłumaczenia, że się kochamy i nic złego się nie dzieje. Potem zmieszkaliśmy razem, czemu moi rodzice byli bardzo przeciwni bo cały czas mieli jakiś problem do mojego wtedy chłopaka. Nie wiem dlaczego go tak nie lubili, może uważali go za gorszego, nie nadającego się dla ich jedynej córeczki, albo chcieli mieć mnie pod kontrolą, a okazało się, że się z tej kontroli wymykam. Poł roku przed oświadczynami przeszliśmy wieeeelką kłótnię, z płaczem, krzykami niemiłymi słowami itp. Wtedy myślałam, że nie damy rady tego wszystkiego odbudować... W tą kłótnie byli dodatkowo zamieszani moi rodzice, jako, że wszystko wzięło się z mojego, nie do końca dojrzałego zachowania... Ale przeszliśmy przez to, udało się, potem były oświadczyny no i planowanie ślubu. Do rzeczy, więc mój tato przyjechał do nas w odwiedziny, narzeczony siedzi z nosem na kwintę, generalnie troche niezreczna sytuacja. Po wszystkim, jak juz tato wyszedł to znów opieprzyłam z góry na dół narzeczonego, bo tak się nie robi. Znów doszło do kłótni, ale juz znacznie mniejszej, ja mowiłam on słuchał. Przeprosił za swoje zachowanie. Mówił, że nie wie dlaczego sie tak stało, że był zmęczony naszą kłótnią i nie chciało mu się rozmawiać, ale ja do teraz jeszcze jestem na to zła. To nawet nie byłby problem sam w sobie gdyby nie dotyczył mojej rodziny. Zaraz na drugi dzien po wizycie zadzwoniła do mnie mama i znow się zaczęło. Pytała się czy sie kłócimy, bo ojciec powiedział, ze zachowywalismy sie tak jakbysmy nie chcieli zeby nas odwiedzał, że mamy brudno w łazience (!), że narzeczony mógłby się ruszyć do sprzątania jak mu się tak nudzi, żebym się zastanowiła jeszcze czy na pewno nadaje się na męża, że nie jest za późno, że im się nie podonba takie zachowanie jak on ma do nich jakiś problem, że mówili mi żebym nie mieszkała z nim od samego początku, że im się w głowie nie mieści itp. Namieszało mi to w głowie i pojawily mi się wątpliwości związane ze ślubem... może rzeczywiście nie potrafimy zbudować normalnego związku? Może nie nadajemy się dla siebie? Z drugiej strony, kazdy ma wady, a my się szczerze kochamy. Co powtarzamy sobie codziennie w rozmowach. Po wszystkim rozmawiałam z narzeczonym na spokojnie i jakoś udało nam się razem uspokoić. Nie bylo zupełnie dobrze, bo ja wciąż czułam się niespokojna, a narzeczony czuł się źle że tak mnie zawiódł. Dziś znow zadzwoniła do mnie mama i znów te same argumenty mi wlewała do głowy. Żeby się zastanowić, że to nie koniec swiata bo ludzie się rozstają, że jak on ma taki być to lepiej zerwać itp. Na końcu powiedziała ze złością, że w moich rzeczach, które zwiozłam do domu w związku z przeprowadzką, znalazła prezerwatywy......... Nie wiedziałam co mam powiedzieć bo tak głupio mi się zrobiło... Musiały się gdzieś zawieruszyc w tej przeprowadzce... Teraz siedzę sama w mieszkaniu i nie wiem co mam zrobić ze sobą i swoimi myślami... Czuje się bezradna bo nie wiem jak mam naprawić tą sytuację. Narzeczony też już jest tym zmęczony i moim rozwarstwianiem się na ten temat. Rozmawialiśmy chwile po wszystkim, zapewnił mnie o swojej miłości ale też powiedział, żebyśmy przeczekali ok 2 miesiące i zobaczymy jak wszystko się potoczy. Gdyby było nam źle ze sobą to się rozstaniemy i odwołamy ślub..... A jeśli nam się uda to nie będzie odwrotu i będziemy kontynuować przygotowania. Nie wiem co mam myśleć, nanawidzę takiej bezradności i oczekiwania... Oboje zawaliliśmy i oboje zdajemy sobie z tego sprawę, a jednocześnie cały czas mi huczy w głowie, że nie powinnismy mieć takich problemów przed ślubem...

Rozpisałam się strasznie, ale potrzebowałam się wygadać. Może znajdzie się ktoś kto zechce to przeczytać do końca i mi coś doradzić. Jak sobie poradzić z myślami i całą tą sytuacją? Bardzo tez mi wstyd za te nieszczęsne prezerwatywy, które mama znalazła... nie wiem jak mam jej spojrzeć w twarz... Moi rodzice są całkiem nastawieni przeciwko narzeczonemu, mimo, że mowią ze to mi ma być dobrze a nie im. Ale i tak wprawiają mnie w wyrzuty sumienia, że jestem nieidealna i że się kłocę z narzeczonym, a jak się kłócimy to znak że jestem uciemiężona w tym związku.  Mama twierdzi, że mnie zdominował i nic nie dam sobie powiedzieć. Jak mowię, że przeciez to nie jest koniec świata, bo ludzie mają różne charaktery, kłocą się 100 razy gorzej i mają gorsze problemy w zyciu, to mi mówi żebym za nim nie obstawała itp. Jestem zupełnie rozdarta i nie wiem jak mam się zachować. Nie chcę milionowy raz poruszać tego tematu z narzeczonym, a z rodzicami też nie chce mi się rozmawiać, kiedy pierwszą rzeczą jaką słysze w razie naszej kłótni lub jakiegoś problemu jest to że "on się dla Ciebie nie nadaje", "przemysl to sobie porządnie", "masz jeszcze czas na rozstanie". Rozumiem, że źle się zachował no ale żeby od razu z tego powodu odwoływać ślub?? może to ja źle sobie to tłumaczę? A może po prostu zacząć się z tego śmiać i żyć po swojemu?

Kurcze, no chciałbym mieć takie problemy. Ja to widzę wasze kłótnię tak, Ty nadajesz a on siedzi cicho i tylko Cię przeprasza. Ty chyba nie wiesz jak prawdziwa kłótnia wygląda, naprawdę. I jeszcze Twoi rodzice którym przyszły zięć totalnie nie podpasował, ale widzisz on ma pasować Tobie, powtarzam TOBIE, a nie Twoim rodzicom, to Ty będziesz dzielić z nim te dobre chwilę, ale też i te gorsze, a nie Twoi rodzice. Tak ujmując poetycko, poezji w życiu jest znacznie mniej niż prozy i cały sęk w tym aby nauczyć się cieszyć również tymi zwykłymi chwilami.

Chcącemu nie dzieje się krzywda.

3

Odp: Mały-duży problem

Franka, to Ty wychodzisz za mąż za tego mężczyznę, a nie Twoi rodzice. Im się może milion rzeczy nie podobać- nawet jego kolor oczu, tembr głosu czy garderoba (to wszystko wumówki)- ale jest to nieistotne. On się TOBIE ma podobać.

I uwierz mi, to nie były kłótnie. Ty na niego naskoczyłaś, on Cię od razu przeprosił. Wydaje mi się, że rozładowujesz na nim własne frustracje wynikające z konfliktu z rodzicami, bo z jednej strony chcesz być samodzielna, a z drugiej latasz do mamusi i tatusia po poradę. Niedojrzałe.

Reklama

4

Odp: Mały-duży problem

Witam mam pewien problem.. Zakochałem się w dziewczynie która ma chłopaka. Mam 18 lat. Ale zacznijmy od początku.. Od roku podobała mi się pewna dziewczyna, niech to będzie P która ma chłopaka K.. w życiu nie rozmawialiśmy, ale kojarzyliśmy się wzajemnie. Jakieś 4 miesiące temu poznaliśmy się na 18 kolegi, pogadaliśmy itp. Po 2 tygodniach dodałem ją na snapa, popisaliśmy, i umówiliśmy się na spotkanie ze znajomymi, mieliśmy wynajęty domek i miał być tam też jej chłopak, ale on nie miał spać w tym domku tylko jechac do swojego domu. Spotkaliśmy się, napiliśmy, poszliśmy do klubu było fajnie, i jak już mieliśmy wracać to P pokłóciła się ze swoim chłopakiem tak bardzo mocno, powiedział, że to koniec itp. Pocieszałem ją itp. I spała ze mną w jednym łóżku w tym domku. Przytuliła się, dała kilka buziaków w policzek i nic więcej. Byłem bardzo zdziwiony, lecz podobało mi się. Następnego dnia pojechałem do domu, i cały czas ze sobą pisaliśmy, porozmawiałem z nią o tym co zaszło i zaskoczyła mnie jej odpowiedź, bo powiedziała, że cieszyła się że byłem obok i takie tam. Też jej napisałem, że było bardzo miło itp. Po kilku dniach przyjechała do mnie, pogadaliśmy sobie, poszliśmy zjeść i też przytuliła się kilka razy. Nie ukrywam strasznie mi się to podobało, ale czułem się dziwnie, bo ona jednak dalej była z tym chłopakiem (wrócili do siebie). Miałem ochotę ją pocałować, ale jakoś nie mogłem się przełamać. Jak pojechała do domu to napisałem jej o tym. Powiedziała mi, że chciała tego samego. Spotykaliśmy się cały czas i doszło do tego, że w końcu uprawiałem z nią sex. Cały czas w tajemnicy przed tym chłopakiem. Znaczy on myśli, że tylko się kolegujemy ale jest strasznie zazdrosny i powiedział jej, że ma urwać ze mną kontakt. Spotykamy się w tajemnicy. Chciałbym, żeby z nim zerwała ale ona mówi, że nie potrafi, mimo tego, że go „niby” nie kocha( są razem 7 miesięcy), bo strasznie dużo dla niej zrobił i jej pomógł. Ciagle się kłócą i zrywali już chyba 3 razy ale po kilku dniach do siebie wracają, bo ona mu ulega, gdy ten ją błaga itp. Nie wiem co mam zrobić, bo nie potrafię tego tak po prostu zakończyć.. Ona z reszta też. Powiedziałem jej, że albo z nim zerwie albo koniec z nami. To przyjechała i płakała, mówiąc mi, że nie potrafi, żebym ją zrozumiał, że pierwszy raz jest w takiej sytuacji i sama nie wie co robić. Czuję się okropnie z tą całą sytuacją. Ona mówi, że mnie kocha i chce być przy mnie itp. Ale nie wiem czy po prostu nie bawi się mną i chce tylko żeby było jej wygodnie. Gdy z tamtym źle to ja ją pocieszę, poprzytulam, pomiziam, porozmawiam, zabiorę na jedzenie itp. Naprawdę nie wiem co mam zrobić. Bo gdy ona spędza z nim czas to czuję się okropnie, cały czas o niej myślę, zastanawiam się co z nim robi, mówi, że gdy z nim jest to wyobraża sobie, że to ja i ciagle chce tylko do mnie napisać. Mógłbym poczekać aż on sam z nią zerwie i wtedy mieć wolną rękę, ale wydaje mi się, że tak się nie stanie.. A jeśli ja bym zakończył z nią i zerwali by po kilku tygodniach to już by nie było to samo.. dlatego nie mam pojęcia co zrobić. Trwa to już prawie 3 miesiące.

5

Odp: Mały-duży problem

Franka, zbliż się bardziej do chłopaka, a oddal od rodziców. Koniecznie.

"Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono" /W. Szymborska/
Reklama
Odp: Mały-duży problem

1. Myślę, że prawie każdy ma chwile zwątpienia przed sakramentalnymi słowami "i nie opuszczę cię aż do śmierci".
2. Jesteście na etapie docierania się. Jakieś spory są nieuniknione, tyle że trzeba je "przegadac" a nie wściekać się. Awantury nic tu nie dadzą. Wytłumacz, że nie chodzi o kontrole a o zwykły niepokój o bliską osbę. Ja jak wychodzę to mówię: będę tu i tu, wracam o tej i tej......jak się przedłuży to sms i info lub telefon. To zwykła przyzwoitość.
3. Przystopuj rodziców. Zagroź, że ograniczysz z nimi kontakty jeśli będą cię napuszczać. Jesteś dorosła, bierzesz ślub na własną odpowiedzialność i własne ryzyko. Zresztą nikt ci nie da gwarancji szczęścia. Z drugiej strony często rodzice mają większy dystans i spojrzenie bez emocji.

7 Ostatnio edytowany przez Summertime (2018-08-14 12:19:51)

Odp: Mały-duży problem

Franko smile

Bardzo długo Twoja wypowiedz.Przeczytałam jedynie do pewnego momentu....Rodzice nie akceptują Twojego narzeczonego, mają szereg argumentów powierzchownych, prozaicznych, śmiesznych.Mówienie, o czyimś kolorze włosów i dyskryminowanie kogoś z tego tytułu..hmm niezbyt, niezbyt rozsądne.Może zauważają w nim jakieś cechy, które są bardzo widoczne, ale wewnętrzne?Porozmawiaj z nimi szczerze i zapytaj o argumentację.Niech przedstawią Ci realne objaśnienia dlaczego mają nieprzychylne stanowisko.Piszę o tym ponieważ, gdzieś z tyłu głowy wisi Ci ta informacja.Która w chwilach niesnasków z ukochanym, otwiera się na niego i nastawia Cię w wyżej wymienionym punkcie.Jeśli całkowicie ich motywy są abstrakcyjne, porozmawiaj i zaznacz swoje stanowisko względem narzeczonego.Zapytaj się rodziców, dlaczego utrudniają Ci start i dlaczego pragną złych relacji rodzinnych To jest obszar bardzo ważny i teraz już trzeba go oczyszczać...........a jeśli chodzi o kłótnie, to facet broni się smile ewidentnie przed Tobą i zarzutami.On idzie spotkać się ze znajomymi, to znaczy, że idzie po relaks, po zdystansowanie się.Niech on sobie zostanie z nimi, a Ty poczekaj spokojnie na jego powrót smile Na pewno wróci cały i zdrowy z zadowoloną miną.
*********
XXD32 smile
Panują takie formy na portalu, że każdy inwidualnie zakłada temat ze swoim problemem.Więc śmiało oddzielnie wpisz się w temacik.

https://youtu.be/W8EM0Cs9r1g

...z najlepszych muzyków sceny Polskiej.

8

Odp: Mały-duży problem

Dzięki za wsparcie smile i za wszystkie odpowiedzi!

Wiele razy już rozmawiałam o tym z rodzicami. W sumie od samego początku.
Argumenty są takie, że nie wiadomo co on sobie mysli i czy będzie dla mnie dobry za 10 czy 40 lat, że za dużo się z nim ciaćkam, że się zachował tak jak opisałam w powyższym poście itp itd. W sumie nie umiem sprecyzować jednego głównego powodu. Chyba tylko tyle, że on jest inny, ma inny charakter, oni są przyzwyczajeni do swoich zachowań, do tego że „kiedyś to było inaczej”. W każdym razie mam zapisane w głowie, że muszę cały czas „uważać” czy chłopak nie zrobi czegoś podejrzanego… 

Pamiętam jak po pierwszym spotkaniu rodziców z chłopakiem, przepłakałam cały wieczór, bo mama wyskoczyła do mnie z samymi pretensjami o zupełnie wszystko co z nim związane, a na koniec powiedziała, żebym się poszła umyć (!) po tym buziaku na pożegnanie, który gdzieś przyuważyła. Zresztą przed spotkaniem już była źle nastawiona, że jasne włosy zamiast ciemnych i mieszka na wsi…. Nie miało znaczenia to, że ona też mieszka całe życie na wsi, a jakoś udaje jej się dobrze żyć. A to, że oboje studiowaliśmy, wcale nie głupi kierunek i mielismy niegłupie plany na przyszłość to zupelnie nieważne. Lepiej, żebym poczekała na kogoś lepszego. W momencie gdy zaczeliśmy się spotykać miałam prawie 22 lata (!) i to była moja pierwsza poważna relacja. Ze szkolnych czasów pamiętam, że każdego chłopaka do którego wzdychałam skutecznie mi obrzydzali. 

Sama wiem, że muszę wziąć na dystans to ich gadanie bo chyba się już nie zmieni. Niemniej za każdym razem wprowadza to jakieś mniejsze lub większe wątpliwości.

Serio takie wygadanie się bardzo mi pomogło!

9

Odp: Mały-duży problem

Proste: Twoi rodzice chca Cie przy sobie zatrzymać. Mogłabyś spotkać księcia z bajki, a i tak by byli na nie.

Przestań ich słuchać.

10

Odp: Mały-duży problem

ja też przyłączam się do wypowiedzi większości, twoim rodzice za bardzo się wtrącają. i na pewno ma to trochę wpływ na twoje myśli związane z twoim związkiem. sama przemyśl czego chcesz i nie patrz na nikogo a już na pewno nie na rodziców.
a to że chłopak wyszedł ze znajomymi i chciał troche z nimi pobyć to nic zlego. ok mogl naspisać któtkiego sms-a że zyje i się ma dobrze tongue ale sama wiem jak to jest jak się wyjdzie. zapewne nic zlego tam nie robił wink

11

Odp: Mały-duży problem

Jestem po rozmowie z rodzicami.
Uważają, że kompletnie straciłam głowę i jestem ogłupiała przez narzeczonego.
Argumenty są takie, że miał obrażoną mine jak tato przyjechał i się nie odzywał. Dodatkowo mój brat który też był u mnie parę dni wcześniej powiedział, że do niego też się nie odzywał. Ja to wiem i też na to się wkurzałam. Ale żeby robić z tego taki problem i na mnie naskakiwać? I mówić mądrości swoje, że chcą dla mnie dobrze, ich nie obchodzi z kim ja będę, ale i tak czuć od nich pretensje, złość i jeszcze to, że mnie obwiniają za wszystko. Dodatkowo, że jakie to życie jak narzeczony nie posprząta skoro ja aktualnie wiecej pracuje itp. Nie neguje tych rzeczy, też mi się to nie podoba. Ale cała sytuacja mnie przerasta i nie wiem co mam myśleć. Chcę tylko oczyścić atmosferę i mieć spokój, a mi się nie udaje.
Rodzice z bratem powiedzieli, że jak nie są mile widziani to nigdy nie zamierzają przyjeżdżać nas odwiedzać.
Już sama nie wiem co mam myśleć. Bronię troche narzeczonego bo wiem, że to nie jest koniec świata i można być zmęczonym po pracy itp., z drugiej strony rozumiem też rodziców. Może nie powinnam go bronić.
Targają mną wątpliwości i bezradność w tej sytuacji. Wszystko co zrobię zdaje się być złe.
Wygarnęłam dzisiaj rodzicom, że nie można nawet normalnie porozmawiać na ten temat, bo od samego początku mieli problem z moim chłopakiem, jeszcze przed poznaniem i poźniej sukcesywnie próbowali mi „przegadać do rozsądku„. To mnie po prostu wyśmiali bo co ja za rzeczy pamiętam, wcale tak nie mówili, a nawet jeśli to co z tego. I powiedzieli tylko, że to ja sama sobie zgotowałam taki los, oni tego nie zaczęli, nie chce im się rozmawiać na ten temat, za dużo rozstrząsam i przeżywam, jak mi nie wstyd prezerwatywy przywozić (te które przez przypadek przywiozłam do ich domu w trakcie przeprowadzki) itp.

Już sama nie wiem co myśleć ani robić, najchętniej wyjechałabym na bezludną wyspę żeby się odciąć od tego wszystkiego….

12

Odp: Mały-duży problem

Powtarzam: słuchaj siebie, a nie rodziców. Oni mogą sobie kwękać o czym tylko chcą, ale Ty jesteś dorosła i odpowiadasz za własne wybory.

Tak na marginesie, uważam, że wtrącanie się w Twoje życie w takim stopniu przez nich, jest PATOLOGIĄ. Nie jesteś kukiełką rodziców i nie masz pięciu lat.

13 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2018-08-14 18:07:40)

Odp: Mały-duży problem
franka.bloo napisał/a:

Jestem po rozmowie z rodzicami.
Uważają, że kompletnie straciłam głowę i jestem ogłupiała przez narzeczonego.
Argumenty są takie, że miał obrażoną mine jak tato przyjechał i się nie odzywał. Dodatkowo mój brat który też był u mnie parę dni wcześniej powiedział, że do niego też się nie odzywał. Ja to wiem i też na to się wkurzałam. Ale żeby robić z tego taki problem i na mnie naskakiwać? I mówić mądrości swoje, że chcą dla mnie dobrze, ich nie obchodzi z kim ja będę, ale i tak czuć od nich pretensje, złość i jeszcze to, że mnie obwiniają za wszystko. Dodatkowo, że jakie to życie jak narzeczony nie posprząta skoro ja aktualnie wiecej pracuje itp. Nie neguje tych rzeczy, też mi się to nie podoba. Ale cała sytuacja mnie przerasta i nie wiem co mam myśleć. Chcę tylko oczyścić atmosferę i mieć spokój, a mi się nie udaje.
Rodzice z bratem powiedzieli, że jak nie są mile widziani to nigdy nie zamierzają przyjeżdżać nas odwiedzać.
Już sama nie wiem co mam myśleć. Bronię troche narzeczonego bo wiem, że to nie jest koniec świata i można być zmęczonym po pracy itp., z drugiej strony rozumiem też rodziców. Może nie powinnam go bronić.
Targają mną wątpliwości i bezradność w tej sytuacji. Wszystko co zrobię zdaje się być złe.
Wygarnęłam dzisiaj rodzicom, że nie można nawet normalnie porozmawiać na ten temat, bo od samego początku mieli problem z moim chłopakiem, jeszcze przed poznaniem i poźniej sukcesywnie próbowali mi „przegadać do rozsądku„. To mnie po prostu wyśmiali bo co ja za rzeczy pamiętam, wcale tak nie mówili, a nawet jeśli to co z tego. I powiedzieli tylko, że to ja sama sobie zgotowałam taki los, oni tego nie zaczęli, nie chce im się rozmawiać na ten temat, za dużo rozstrząsam i przeżywam, jak mi nie wstyd prezerwatywy przywozić (te które przez przypadek przywiozłam do ich domu w trakcie przeprowadzki) itp.

Już sama nie wiem co myśleć ani robić, najchętniej wyjechałabym na bezludną wyspę żeby się odciąć od tego wszystkiego….

A weź Ty idz i potrząśnij porządnie  nimi wszystkimi. Ja bym tak zrobiła, zastosowała terapie szokowa.

Rodzinie bym powiedziala, ze bardzo Ci przykro za jego zachowanie, ale nie masz na nie wplywu. Jezeli chodzi o slub, to sprawy miedzy Toba a Twoim narzeczonym i nie chcesz sluchac nic na temat zerwania zareczyn, a rodzina nie powinna mieszac sie do Twojego zycia uczuciowego. I bardzo Ci przykro, ze w tej calej sytuacji ani Twoj chlopak, ani  oni nie pomysleli o Tobie. I ze na ich miejscu (rodziny) i na miejscu Twojego narzeczonego zadbalabys o to by sie jednak dogadac, bo moze sie zdarzyc, ze niedlugo beda rodzina, a w dalszej przyszlosci Twoj facet moze sie nawet okazac ojcem ich wnukow. I ze jak mowilas - nie masz wplywu na humory narzeczonego i jezeli rodzina podejmuje taka decyzje, ze nie chce przyjezdzac odwiedzic corki, przez nie jej bledy to nie pozostaje Ci nic innego jak to uszanowac. Masz jednak nadzieje, ze to poprostu emocje wziely gore i sie ogarna dla Twojegi szczescia.

Pozniej poszlabym do faceta i powiedziala mu dokladnie to samo (bo splynela po nim ta cala sytuacja jak po kaczce). Ze jest Ci bardzo przykro, za jego zachowanie i za zachowanie rodziny tez. Ze bardzo Cie boli, ze zadna ze stron nie pomyslala o Tym, by zachowac resztki kultury i szacunku, chociazby po to, by Cie nie ranic. Ze mezczyzna, ktoremu zalezy na szczesciu kobiety zadbalby o to, by miec elementarne, dobre stosunki z jej rodzina. I taki tez powinien byc Twoj przyszly maz. Ze do niczego nie bedziesz go zmuszac, a temat slubu pozostaje otwarty. Ze nie mozesz odpowiadac za to, jak Twoja rodzina sie zachowuje, ani za to co robi on. Kazda ze stron odpowiada za siebie i zrobia z tym tematem, to co beda chcieli, dajesz wolna reke zarowno Twojej rodzinie, jak i jemu.

I tak bym to zostawila. Wtedy zostaja Ci takie kombinacje -

Twoj facet sie ogarnie, rodzina nie. - wzielabym slub, olała całkowicie wąty rodziny.
Twoj facet sie nieogarnie, rodzina tak - nie wzielabym slubu.
Ogarna sie obie strony - wszyscy szczesliwi.
Nieogarnie sie nikt - nie wzielabym slubu i jeszcze puscila focha na rodzine, i to takiego powaznego. Z czasem, sie z nimi pogodzisz, ale przynajmniej moze odczuja, ze zawalili sprawe.

Uwazam, ze powinnas im wszystkim postawic wyrazne granice, bo Ci wchodza na leb.

Optymiści doświadczają pozytywnych skutków traumy częściej niż pesymiści.

14

Odp: Mały-duży problem

Jovanna, ale co on takiego strasznego zrobił? Ma rzucać się na kolana i błagać o przebaczenie, bo był trochę mrukliwy? Chryste, przecież to jakaś totalna paranoja yikes

Według mnie, rodzice Autorki zupełnie zachowują się nie na miejscu. Zwalają się bez zapowiedzi, zaglądają po kątach, krytykują, musztrują, szantażują, grzebią kijem niezgody pomiędzy córką i narzeczonym, a do tego jeszcze manipulują nią poprzez gaslighting (takie wmawianie, że to co sie stało się nie stało i robienie z niej wariatki). Z takimi ludźmi się nie rozmawia. Takich ludzi się ignoruje.

15

Odp: Mały-duży problem
franka.bloo napisał/a:

Moi rodzice od początku nie przepadali za narzeczonym. Na początku wszystko im sie nie podobało: wygląd, status materialny, blond włosy, to jak mowi, jak sie zachowuje itp itd. dużo by wymieniać. Były wojny na ten temat i tłumaczenia, że się kochamy i nic złego się nie dzieje. Potem zmieszkaliśmy razem, czemu moi rodzice byli bardzo przeciwni bo cały czas mieli jakiś problem do mojego wtedy chłopaka. Nie wiem dlaczego go tak nie lubili, może uważali go za gorszego, nie nadającego się dla ich jedynej córeczki, albo chcieli mieć mnie pod kontrolą, a okazało się, że się z tej kontroli wymykam. Poł roku przed oświadczynami przeszliśmy wieeeelką kłótnię, z płaczem, krzykami niemiłymi słowami itp. Wtedy myślałam, że nie damy rady tego wszystkiego odbudować... W tą kłótnie byli dodatkowo zamieszani moi rodzice, jako, że wszystko wzięło się z mojego, nie do końca dojrzałego zachowania... Ale przeszliśmy przez to, udało się, potem były oświadczyny no i planowanie ślubu.

Czyli najpierw Twoi rodzice jada po Twoim narzeczonym z gory na dol, oczerniaja go przed Toba, oblewaja blotem i robia wszystko zeby rozbic jego zwiazek z dziewczyna, ktora kocha, a on to wszystko znosi.
Potem przyjedza Twoj ojciec jak gdyby nigdy nic w "odwiedziny" czyli na szukanie dziury w calym, a Ty oczekujesz ze Twoj chlopak sie z tego ucieszy i bedzie udawal szczesliwego??
A czym sobie Twoj ojciec zasluzyl na sympatie Twojego narzeczonego? Tym, ze jest dla niego wyjatkowym skur….lem? Tym sie zasluguje na szacunek? Takiego goscia sie ugaszcza jak najlepiej?

A chlopak jeszcze Cie za to przeprosil?
Ma anielska cierpliwosc Twoj chlopak.

A Ty powinnas odciac pepowine.

16 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-08-14 19:55:22)

Odp: Mały-duży problem

Szczerze to gdyby nie watek slubny to pomyslalabym ze to post pisany przez max  18 latke ktora uciekla jeszcze przed matura mieszkac do chlopaka wbrew woli mamy i taty.
Dziewczyno Ty nie masz wlasnego zdania? A jak Cii mama powie ze masz isc do zakonu bo wtedy bedziesz idealna w jej oczach to pojdziesz? No i co z tego ze znalazla prezerwatwy. Mieszkacie razem wiec wiadomo ze i seks jest. Chcialas podgrywac dziewice czy jak?? Moze to bylo niezreczne ze to sie zapodzialo ale dosc normalne ze mloda kobieta ktora mieszka z chlopakiem ma takie cos w domu. No chyba ze te zaplatane prezerwatywy byly zuzyte i ociekaly nasieniem.
Jak dla mnie Twoi rodzice sa mega egoistyczni. Zauwaz ze ich boli nie to jak do Ciebie sie odnosi Twoj chlopak tylko to ze im niewystarczajaco nadskakuje. Madry kochajacy rodzic powiedzialby jakie ma watpliwosci a na koniec by dodal ze mimo to zaakceptuje decyzje dziecka bo to ono (a nie mamusia czy tatus) ma byc szczesliwe z tak a nie inaczej podjeta decyzje.
Kolejna sprawa to jesli Twoj chlopak wie jakie mniemanie o nim maja Twoi rodzice to wcale mu sie nie dziwie ze traktuje ich na dystans i nie wchodzi po palcu w d... e zeby sie przypodobac. Szczegolnie ze ich wizyty to bardziej zdaje sie inspekcje sanitarne a nie cieple rodzinne wizyty. Trzeba miec tupet zeby komus katy przegladac i komentowac czy lazienka brudna czy czysta. A co ich to obchodzi??? To ich dom?
Sytuacji z telefonem szkoda komentowac. Mam wrazenie ze czytalam scenke mamusi z synkiem gdzie ona mu laskawie pozwolila wyjsc do okreslonej pory i nakazala koniecznie sie meldowac. Dobrze sie czujesz? Jak ja wychodze na kawe czy piwo to moj maz wie ze ma nie wydzwaniac nie pisac, ja tez sie nie bede meldowac co chwile bo 18 lat juz dawno skonczylam. To jest moj czas z kolezankami, jemu wrazenia opowiem jak wroce. To samo w druga strone. Ewentualnie jesli dlugo go nie  ma to pisze smsa czy wsio ok. Zadnych obciachowych telefonow przed kumplami. Brakuje tylko zebys tam po niego podjechala i za ucho wytargala z imprezy. Mysle ze on tez ma tego dosc dlatego przypalil glupa ze nie slyszal fona. Moze sie boi powiedziec wprost ze ma dosc kontroli zeby nie bylo kolejnej awanty.
Podsumowujac zastanow sie czy chcesz zyc jak dorosla samodzielna kobieta ktora podejmuje  samodzielne decyzje i ponosi ewentualne ich konsekwencje czy byc wciaz corunia mamusi i tatusia ktora im przynosi wciaz swiadectwa z paskiem i robi wsio pof ich dyktando.
EDIT: doczytalam jeszcze argument mamusi i tatusia ze nie wiadomo czy za 40 lat chlopak jako juz maz bedzie dla Ciebie dobry. Jako ze zaden zwiazek takiej gwarancji Ci nie da to  wogole se glowy nie zawracaj tylko od razu pakuj misia do plecaka i wracaj do rodzicow by przy ich boku doczekac kresu swych dni jako panna.

17 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2018-08-14 21:50:05)

Odp: Mały-duży problem
Beyondblackie napisał/a:

Jovanna, ale co on takiego strasznego zrobił? Ma rzucać się na kolana i błagać o przebaczenie, bo był trochę mrukliwy? Chryste, przecież to jakaś totalna paranoja yikes

Według mnie, rodzice Autorki zupełnie zachowują się nie na miejscu. Zwalają się bez zapowiedzi, zaglądają po kątach, krytykują, musztrują, szantażują, grzebią kijem niezgody pomiędzy córką i narzeczonym, a do tego jeszcze manipulują nią poprzez gaslighting (takie wmawianie, że to co sie stało się nie stało i robienie z niej wariatki). Z takimi ludźmi się nie rozmawia. Takich ludzi się ignoruje.

Beyond, tam kazdy zawinil. Utrzymujemy dobre relacje z rodzina partnerki, nie dla nas samych, bo mamy potrzebe milosci kochanej tesciowej, ale tylko i wylacznie dla dobra naszego partnera. I o takie powinien zabiegac narzeczony (nie przepraszac, nie robmy dramy, przelamanie lodow to nie od razu przepraszanie). W Twoich oczach on nie zrobil nic zlego, a w moich tak, mimo, ze zostal sprowokowany. Moim zdaniem nie zachowal kultury. Ja rozumiem, ze ktos moze miec gorszy dzien, byc malomowny, ale mrukliwi sa tylko buce. Mial goscia, wrednego tescia, ale to wciaz ojciec narzeczonej - mogl zachowac klase i nie puszczac focha. Jest roznica - byc malomownym, ale formalnie milym, a byc mrukliwym, tak, by ojciec odczuł, że jest intruzem.

Rodzice autorki mieszaja w zwiazku, autorka im na to pozwala, a jej narzeczony, puszcza focha, bo czuje sie urazony. Gdyby, ktorekolwiek z tych trzech podmiotow dla odmiany zachowalo klase - to sytuacja bylaby znosna. To, ze tesciowie sa dla niego niemili nie usprawiedliwia narzeczonego, gdy sam jest niemily dla nich, bo to nie o niego chodzi w tej calej szopce, tylko o jego dziewczyne, ktora tak naprawde, jest glownym winowajca calej tej akcji, bo nikomu nie stawia granic i pozwala rodzinie moncic sobie w glowie.

Tu nie chodzi o 5letnie dzieci, zeby rozstrzygac kto jest bardziej winny, kto mniej i kto zaczal, a kto powinien przeprosić.

Kiedy moi niedoszli tesciowie byli dla mnie chamscy i tez macili, ja zachowalam formalna kulture i asertywnosc. Nie klocilam sie, nie puszczalam fochow. Ktos moze powiedziec, ze dalam soba pomiatac etc. Nie! Wrecz przeciwnie, ja sie nie znizalam do ich poziomu, bo mi na nich zwyczajnie nie zalezalo. Na ich uznaniu, na tym zeby im dowalic, co oni sobie o mnie mysla. Wywalone. To nie moja rodzina. Zalezalo mi tylko i wylacznie na tym, zeby moj partner czul sie przy mnie dobrze i komfortowo. Nie chcialam mu tworzyc jakis problemow, dmuchac nad glowa jeszcze wiekszych baniek, niz robili to jego rodzice. Za kazdym razem uderzajac w nich, moj facet obrywalby rykoszetem, a sprawy by sie bez sensu zaostrzaly. Jaki w tym moj biznes? Zodyn.

I ja rozumiem zdanie osob, ktore bronia narzeczonego. Na dobra sprawe zostal w tym wszystkim najwieksza ofiara. Zaszczuty przez tesciow, bez wsparcia narzeczonej. JEDNAK wciaz nie wyszedl z tej sytuacji z twarza.

Optymiści doświadczają pozytywnych skutków traumy częściej niż pesymiści.

18

Odp: Mały-duży problem

Dzięki za wszystkie uwagi.
Z jednej strony ze wszystkim się zgadzam. Moje zachowanie też nie jest zawsze dojrzałe i w porządku. Podchodzę do tego za bardzo emocjonalnie - taki już mój charakter, że wszystkim się przejmuję.
Te wszystkie rady od Was, żeby nie dać sobie wchodzić na głowe i postawić granicę - ja ze wszystkim się zgadzam, jakbym z boku patrzyła na tą sytuację to to samo bym mówiła. Jednak mimo chęci wychodzi jak zwykle.

Z rodzicami jest tak, że nigdy otwarcie nie krytykowali narzeczonego tzn twarzą w twarz, że coś im nie pasuje. Dla niego zawsze byli mili.  Teoretycznie nigdy nic złego ani nie powiedzieli narzeczonemu wprost ani nic mu nie zrobili.
Więc teraz są zdziwieni co jemu nie pasuje skoro nikt mu nic nie zrobił. Ja wiem, że to moja wina, że narzeczony wie o nastawieniu moich rodziców.  Nie powinnam mu tego mówić.
Wydawało się, że jest wszystko w porządku, ale później okazywało się, że nie jest i że to ja muszę się wciąż i wciąż zastanawiać i wziąć go na dystans itp itd. Oczywiscie w niektórych sprawach mogli mieć rację, ale ja słysząc ton ich wypowiedzi od razu wiedziałam, że jest coś nie tak i przyjmowałam postawę obronną. Z perspektywy czasu widzę, że powinnam to ignorować od samego początku.

Mówicie o rozmowie z rodzicami i ich argumentach - już wiele razy rozmawiałam. Mówiłam, że chcę oczyścić atmosfere, że akurat on mi pasuje to dlaczego mam go od razu traktować jak potencjalnego wroga, że jest nam razem dobrze i wbrew temu co oni sobie myślą to czuję się kochana, czuję że on się o mnie troszczy itp itd.
W takich sytuacjach od razu jestem posądzona o  głupotę i zaślepienie no bo jak tak mogę w ogóle myśleć? „Mieszkasz już z nim tyle, że teraz juz z przyzwyczajenia nie wyobrazasz sobie innego życia. Ja Ci mowiłam od początku, żebyście nie mieszkali razem tylko co jakiś czas, żeby się spotykać”.
Albo ja nie umiem rozmawiać, albo do nich nie trafiają moje argumenty. Nie wiem już jak mam z nimi rozmawiać, wciąż czuję wyrzuty sumienia. Zwykle jeśli w czasie rozmowy wychodzi jakikolwiek temat nawet luźno związany z narzeczonym to od razu jestem mniej lub bardziej spięta, często zupełnie bez potrzeby, ale pewnie trochę to widać. Gdy przy takich poważniejszych „kłótniach”, mówię to wszystko rodzicom, że zawsze przedstawiam narzeczonego w jak najlepszym świetle, żeby nie słyszeć komentarzy o zerwaniu albo zastanawianiu się nad życiem, to słyszę tylko znów to samo: „nie obchodzi mnie on zupełnie, możesz nie mówić o nim wcale i jak tak to powinnaś się poważnie zastanowić”….
Zawsze chcę się "przypodobać" rodzicom, a jak już mam swoje zdanie to jest to odbierane jako wymądrzanie się i pokazywanie, że niby to ja wszystko wiem najlepiej itp itd.

Mówiłam im też, że przecież nie mam wpływu na zachowanie narzeczonego i też mi się to nie podobało, ale no co ja mogę zrobić w takiej sytuacji? Tymbardziej, że to nie było ich pierwsze spotkanie. W czasie planowania wesela wiele razy spotykaliśmy się wszyscy razem i generalnie było w porządku. Z obu stron dało się wyczuć trochę dystansu, ale można powiedzieć, że było miło.

Już sama nie wiem co myśleć ani jak się zachować. Rodzice mają pretensje i są obrażeni (choć mówią, że wcale tak nie jest). Czuję tylko wielkie wyrzuty sumienia, że może to ja za bardzo rozdmuchałam tą sprawę.

19 Ostatnio edytowany przez Ferreus somnus (2018-08-22 20:15:41)

Odp: Mały-duży problem
franka.bloo napisał/a:

....

Jeśli ktokolwiek jest tu winny w tej całej sytuacji. To tylko Ty. wulgaryzm starzy sa jak siła natury, występują i nic z nimi nie zrobisz, prócz odcięcia się. Ale Ty im się poddajesz i za ich odpały karzesz chłopaka. I jeszcze oczekujesz że będzie jak ten błazen zabawiał ludzi, którzy go nieznoszą i szczują cię na niego? No i awantura o wyjście?

Z Twoich wypowiedzi wynika że jesteś niedojrzała, kontrolująca roszczeniowa i nie odcięłąś pępowiny. A Twój narzeczony ma do Ciebie o wiele więcej cierpliwości i uczucia niż na to zasługujesz.Może zamiast robić mu kolejną awanturę trochę to docenisz?

Jak na moje zerwanie to chyba najlepsze co mu się może przydarzyć w perspektywie długofalowej.

20

Odp: Mały-duży problem

Chłopak powinien uciekać od ciebie gdzie pieprz rośnie bo w wasz ślub wkomponowany jest już rozwód. Oczywiście on zawsze będzie winny.
Ty w ogóle nie nadajesz się do dojrzałego związku, próbujesz wyrwać się z domu rodzinnego kosztem innego człowieka. Twoi rodzice lubią obgadywać innych w bardzo brzydki sposób, brak wam kultury i ogłady. I to wszystko uznawane jest za "normalność".

21 Ostatnio edytowany przez infin (2018-08-22 19:40:12)

Odp: Mały-duży problem

Ale Ty i Twoje otoczenie jesteście męczący...

Ciągłe spiny do chłopaka, wszystko ci przeszkadza, że nie zadzwonił, nie odebrał, że miał zły dzień i nie odzywał się do twojego ojca. Próbujesz rządzić narzeczonym i nakręcić go by działał tak jak ty chcesz. Życie z tobą musi być męczące.

W dodatku rodzina patolka. Niszczą ci życie, chcą byś odeszła od narzeczonego i gwarantuję ci, że jak ich posłuchasz i nie daj boże nie będziesz mogła znaleźć innego i zostaniesz starą panną to powiedzą, że jesteś jakaś dziwna i nieogarnięta i że jak to tak bez męża i dzieci. A jak im powiesz że to przez nich to ci odpowiedzą podobnie jak powiedzieli teraz - wyprą się wszystkiego i dorzucą, że wcale ci nie bronili brać ślubu z tamtym.

Zdaj sobie sprawę, że rodzina potrafi być toksyczna i czasem naprawdę lepiej się od niej odciąć, a nawet ją stracić, niż żyć u boku takich patusów cały czas.

22 Ostatnio edytowany przez netkobieta88 (2018-08-22 19:51:44)

Odp: Mały-duży problem

Jak dla mnie, powinien odwołać wasz ślub, bo zachowujesz się nienormalnie. Aż strach z taką osobą się w ogóle wiązać. Nie zazdroszę mu. Będzie miał przekopane. Już to widzę.

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mały-duży problem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018