netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

23 odpowiedzi3 682 wyświetleniazałożony przez mitsi, 23.03.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-23 10:14:07)

Temat: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Witajcie, chciałabym podsumować moje ostatnie 2, może 3 miesiące życia, które doprowadziły mnie do mojej depresji, nadwrażliwości i nieufności.

Od października 2009 mieszkam w akademiku i studiuję w mieście, w którym mieszka A. Z A. poznałam się przez internet prawie 2 lata temu i od tej pory jesteśmy razem. Jesteśmy rówieśnikami, gdy się poznaliśmy, kończyliśmy 2 klasę liceum. Przez całą 3 klasę spotykaliśmy się średnio raz w miesiącu jeżdżąc do siebie na zmianę. Nikt mnie tak nie kochał jak on, ani ja nigdy nikogo tak bardzo nie kochałam. Namawiał mnie do wybrania studiów w jego mieście, abyśmy mogli być bliżej siebie. Zgodziłam się. Obiecał mi początkowo mieszkanie u siebie, ale złamał obietnicę z powodu matki, która stanowczo się nie zgodziła.

Dostałam się i zamieszkałam w akademiku. Sama w pokoju. Było w miarę, choć doskwierała mi samotność, bo A. dostał w listopadzie pracę w późnych godzinach. Na weekendy (a mój weekend trwa od piątku do poniedziałku) przebywałam u niego. Zazwyczaj siedzieliśmy w domu, co mi przeszkadzało, bo myślałam, że wreszcie poznam jakichś jego znajomych, którzy będą nas gdzieś wyciągać od czasu do czasu, ale znajomi się nie zjawiali. Moi znajomi ze szkoły okazali się tylko znajomymi ze szkoły, po szkole stajemy się sobie obcy... Ja nie pracuję.

Z biologicznego pkt widzenia jestem dziewicą, on jest prawiczkiem. Z mojej winy, ponieważ przez długi czas bałam się bólu, a ostatnio mam wątpliwości, czy to na pewno jest osoba, której chcę oddać mój skarb.

Po Bożym Narodzeniu do mojego pokoju wprowadziła się Ona. Miła, miałyśmy dużo wspólnego, dobrze nam się rozmawiało. Poznałam ją z A. Niby nic, ale od tego zaczął się koszmar. Luty. Raz pod moją nieobecność A. miał naprawiać mi komputer. Poprosił mnie o jej gg, żeby mógł się z nią dogadać co do wizyty. I miał już jej nr gg. Przyjechał do mnie, Ona miała go wpuścić. Nie było jej, więc dałam mu jej nr telefonu, żeby przedzwonił. I miał już nr telefonu. Ale oddawałam numery z niechęcią, ponieważ intuicja krzyczała do mnie, żebym ich od siebie odsunęła jak najprędzej. Po moim powrocie A. oświadczył mi, że będą się przyjaźnić. Zrobiłam się na maxa podejrzliwa. W końcu, po jednej z płaczliwych rozmów na gg na temat mojej niepewności, przeczytałam archiwum Jej gg (pod jej nieobecność). Ona tego chciała, nie ustawiła żadnych haseł. Wszystko wskazywało na to, że on się w niej zadurzył, a ona (na szczęście) wyczuła to co ja i próbowała go spławić. Zrobiłam mu awanturę. Moje zaufanie do niego, już kilka razy nadszarpnięte, teraz rozpadło się na malutkie kawałeczki. Ona też stała mi się bardziej obca. Mam do niej żal, że nie ucięła znajomości na jednej takiej rozmowie. Usunęli swoje numery, Ona zrobiła to bez wahania, on trochę żałował usunięcia jej ze znajomych na NK, więc zrobiłam to za niego.

Awantura miała miejsce 17 lutego, minął ponad miesiąc, on miał odzyskać moje zaufanie. Nie zrobił tego. Ucieka. Kłamie. Ja doszukuję się czegoś w szczegółach z życia. Dla przykładu ma na dzwonek w telefonie kiedy dzwonię ustawioną paskudną piosenkę o J... Policji (nie jest jakimś dresem ani nic), wie, że jej nienawidzę i często prosiłam, aby ustawił coś chociaż neutralnego. Nie chce tego zmienić. Wiem że ma jakiś powód. Nawet nie chce mi go podać. Dodatkowo po aferze ustawił hasło na gg i choć raz sprawdziłam, czy utrzymuje z Nią kontakt i ostatnią rozmową była rozmowa 17-go, nadal nie zdejmuje hasła, dodając żebym mu zaufała. Teraz już przestałam się o to czepiać, bo uznałam, że szkoda nerwów.
Oficjalnie mi oświadcza, że nie znosi jak płaczę i nie chce mnie widzieć płaczącej, bo zazwyczaj (wg niego) płaczę o jakieś bzdety które sobie wymyśliłam, żeby się czepiać.
Nigdy nie daje nam chwili wolnej, żebyśmy czasem nie zaczęli rozmawiać. To oglądamy film, to mnie trochę pieści, to gra na komputerze, to jemy kolację. Większość dnia jest w pracy (południe-wieczór). Najlepsze jest to, że nawet jak zacznę rozmowę w chwili, gdy nic nie robi, to aby jej uniknąć siądzie do komputera i pozwoli abym gadała do jego pleców, a on założy słuchawki na uszy i gra. Irytuje go, że oczekuję od niego uwagi.
Nie chce znać mojego zdania na żaden temat. Nie widzi żadnych problemów w sobie, więc winę za swoje i moje złe samopoczucie przypisuje mojemu uporczywemu drążeniu tematu w myślach.

Dodam, że tego wszystkiego nie było wcześniej, czyli zanim się przeprowadziłam. Więc zaczęłam myśleć w innym kierunku i właśnie w tym punkcie jestem w chwili obecnej. Uznałam, że po prostu powinnam wyjechać. Wrócić tam, skąd przyszłam i może ten związek przetrwa, może się rozpadnie, ale innego wyjścia nie ma. Spytałam czy tego chce. Mówi że nie. Pokazuje mi w życiu co innego. Mówi, że jeśli mam się męczyć, to ja muszę to skończyć. Ja nie boję się samotności, boję się stracić JEGO. Mam wrażenie że u niego jest odwrotnie. Że obojętne kto, byle ktoś przy nim był. A. tłumaczy że koniecznie powinnam iść do pracy, żeby mieć swoje pieniądze i jakieś zajęcie. Wiem, że to normalne podejście, ale w tym przypadku mam wrażenie, że on proponuje mi to, żebym się od niego odczepiła.

Z Nią teraz układa mi się w miarę, ale często chcę żeby się wyniosła. Jej widok wciąż przenosi mnie do umysłu mojego A., w którym poszukuję stłumionych wielkich uczuć do niej i nienawiści do mnie. Jest kimś, kto przestawił mi niemal całe życie w złym kierunku. On o niej już zapomniał albo zrozumiał, że pokazywanie, że pamięta zaszkodzi nie tylko mi ale i jemu (ponieważ zacznę lamentować).

Pominę już cechy jego charakteru i usposobienia, choć w pewnych sytuacjach są problemem. Choć budzę się koło niego często całkiem radosna, to nie ma dnia, kiedy bym nie pomyślała, jakby to było, gdybym to zakończyła. Nie ma dnia, w którym nie uroniłabym jednej łzy. Czy dałabym radę nie tylko z uczuciami... W końcu w razie niedostania się na studia u siebie zaprzepaściłabym rok nauki i pieniądze rodziców.

Czuję się, jakbym ten miesiąc przeżywała latami, tyle zmieniło się na gorsze. Tyle gorzkich słów wypowiedziałam i usłyszałam. Moja głowa pęka w szwach od tej goryczy a on po prostu żyje dalej. Dlaczego? Obiecał, że będzie się mną opiekował. Jest w końcu odpowiedzialny za moje osamotnienie. Teraz pozostawił mnie samej sobie. Wiele osób mówi mi, że nie docenia mojego poświęcenia. Żadna z koleżanek nie zdecydowałaby się na taką przeprowadzkę. A ja się zdecydowałam i teraz pogrążam się w depresji, czasem w nienawiści, czasem w żalu. Czy to wszystko moja wina? Czy ja zwariowałam? Chciałam kochać i dałam tyle miłości ile nagromadziłam przez całe życie. Chciałam być kochana i zostałam przyjęta jak intruz i szkodnik.

2

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Mitsi, nie zwariowałaś po prostu dojrzewasz.
Każdy z nas odpowiada za swoje dni, za pogodę ducha, za swoje życie.
Twój chłopak nie zastąpi Ci całego świata, to ty powinnaś go sobie zbudować. Twój mężczyzna jest po to, abyś go mogła podziwiać.
Jest inny od Ciebie ma inne potrzeby, może nawet inaczej widzi pewne rzeczy.
Nie jesteś pewna dziś już niczego, czy go kochasz, czy mu ufasz, czy chcesz z nim być itp... Zauważ jedno strasznie koncentrujesz się na jego osobie, jakby świat kręcił się obok niego, a gdzie reszta życia, gdzie reszta realizacji siebie?

Rozumiem cię zmieniłas miasto dla niego, miał być raj a okazało się, że jest szare życie... a przecież kolor życia to odzwierciedlenie naszego postrzegania świata, naszego wnętrza ...
Zadajesz sobie dużo pytań, gdzieś pomiędzy wierszami dopatrzyłam się, że chcesz szukać siebie ... szukaj Mitsi, małymi kroczkami, jesteś wspaniałą, wrażliwą, oddaną dziewczyną, teraz czas na Ciebie. Sprawiaj sobie małe przyjemności, nie muszą być związane z chłopakiem, znajdz coś co cię zainteresuje, oderwij się od Waszego związku ... wejdz w inny świat, nie wiem co to będzie sama wiesz co lubiłas w swoim miescie. A może wystarczy, że pomożesz komuś słabszemu od siebie, może dobra ksiązka, fajny klub, na pewno jest mnóstwo możliwości...

Odstaw decyzje o Waszym związku do momentu, aż znajdziesz siebie, az poczujesz się dobrze sama z sobą. A chłopakowi daj tą siebie jaka pragniesz być, daj mu uśmiech i radość z życia, optymizm i fajne pomysły. Obiecuję zadziała ! Jeśli nie na niego, na Ciebie, będziesz miała więcej pewności siebie i poznasz coś nowego.

I jeszcze jedno, "jest taka granica cierpienia, za którą się uśmiech pogodny zaczyna", po smutnych dniach pełnych pracy nad sobą , odwagi w poznawaniu nowego, przyjdą dobre dni pełne słońca i to będzie Twoja zasługa.

3 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-23 11:05:06)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Dziękuję za wypowiedź, jest bardzo motywująca.

Może faktycznie powinnam powiedzieć coś o jego cechach. Świat nie powinien się kręcić wokół A., ale w każdej chwili przeznaczonej właśnie na niego jestem zmuszona skupiać się na jego potrzebach. Jeśli on chce pograć, to musi pograć i to robi, rzuca wszystko i jest w swoim świecie. Kiedy ja chcę z nim poleżeć, muszę czekać, aż on skończy grać i jeśli powie "15 min" a ja za równo 15 min się upomnę, to powie następne "15 min".  Jeśli chcę gdzieś z nim wyjść i dzień wcześniej ustalimy godzinę wyjścia na 11, to następnego dnia, kiedy będzie wtedy śpiący, to dośpi tyle ile chce i dopiero wyjdziemy. Nie zależy mu na tych wyjściach. Najwyżej nie pójdziemy wcale albo pójdę sama, obrażona. Myślę, że on próbuje panować nade mną, kiedy jestem u niego w domu i wychodzi mu to, bo przecież jeśli jestem gościem, to nie mogę sobie pozwalać na zbyt wiele. Wydaje mi się że spodobała mu się ta przewaga nade mną. Wie, że zapędził mnie w kozi róg, z którego nie mogę uciec, bo mam studia, bo go kocham. sad

4 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-23 11:34:56)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

przeczytaj koniecznie, "Dlaczego mężczyzny kochają Zołzy"  i uwierz mi to działa, mężczyźni to myśliwi, a to my kobiety robimy z nich... leniwców przynosząc im "zająca" w zębach:) a potem się dziwimy:)
Wypróbowałam metody Zołzy na sobie, mój facet jest w niebowzięty:) a ja tylko czasami muszę sie powstrzymywać by nie odebrać telefonu:)) i nie zwierzać mu się za bardzo:), przecież męzczyzna uwielbia tajemnicze kobiety, wolne, niezależne, radosne i ciągle musi mnie zdobywać, nie ma lekko:) w sumie obojgu nam to pasuje:)

5 Ostatnio edytowany przez Zaintrygowana (2010-03-23 12:04:21)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??
La Que Sabe napisał/a:

przeczytaj koniecznie, "Dlaczego mężczyzny kochają Zołzy"  i uwierz mi to działa, mężczyźni to myśliwi, a to my kobiety robimy z nich... leniwców przynosząc im "zająca" w zębach:) a potem się dziwimy:)
Wypróbowałam metody Zołzy na sobie, mój facet jest w niebowzięty:) a ja tylko czasami muszę sie powstrzymywać by nie odebrać telefonu:)) i nie zwierzać mu się za bardzo:), przecież męzczyzna uwielbia tajemnicze kobiety, wolne, niezależne, radosne i ciągle musi mnie zdobywać, nie ma lekko:) w sumie obojgu nam to pasuje:)

a w którym dziale znajduje się ten wątek ? bo szukałam tego a nie mogę znaleść?

Wg mnie to facet definitywnie Cię olewa i robi wszystko na odczep się.. pokaż mu ,że masz swoje życie , zaprzyjaźnij się z kimś , chodź na basen ? szkołe tańca ?? praca ?? nie leć do niego na każde zawołanie tylko rób tak jak np on. " za 30 min"  , nie odbieraj za każdym razem, nie odpisuj 30 sekund po otrzymaniu sms . Jak zauważy ,że zaczynasz być niezalezna to może w końcu coś mu się w tej głowie zaświeci.

6 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-23 12:20:56)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Zaintrygowana, to wszystko kwestia odbioru i dopasowania do własnych potrzeb, każdy z nas czyta inaczej i przyswaja po swojemu, jedno jest pewne, nie jestem dosłowna, mogę nadinterpretować:) to chyba nie był zając, tylko inna padlina:)))
ale to nie jest ważne, ważne jest to co napisałaś aby Mitsi - nie czekała 15 min:) aby to on na nią czekał.

7 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-23 20:33:57)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Bardzo Wam dziękuję, mam nadzieję, że to mi pomoże, ja czuję że powinnam się oderwać od niego, ale same pewnie wiecie jaka jest młodzieńcza miłość, dla mnie ona wydaje się niewyczerpana i nieskończona i jestem w szoku, że on tego po prostu nie potrafi docenić. Najgorsze jest, że bardzo lubię z nim spędzać czas i pewnie będzie mi tego brakować.
Boję się tylko, co będzie jeśli to wszystko nie poskutkuje, po prostu nie wiem jak sobie z tym poradzę... Ale chyba nie powinnam o tym teraz myśleć smile

La Que Sabe, czy ta książka jest autorstwa Sherry Argov?

8

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

tak to on, no to eksperymentuj:) młodzieńcza pierwsza miłość jest taka jak piszesz, dlatego powodzenia życzę w oderwaniu i odkrywaniu kobiety w sobie, dla siebie i dla niego Twojego ukochanego.

9

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Powiem Ci, że ściągnęłam tę książkę i zajrzałam wstępnie do rozdziału "Grzech nadgorliwości" i zgadnij jaka była moja reakcja. Śmieję się i płaczę jednocześnie. Śmieję się, ponieważ zdumiewa mnie to idealne podobieństwo sytuacji. Robię dokładnie to samo co "miła dziewczyna". Płaczę, bo widzę jak odmówiłam sobie własnego życia aby żyć Jego życiem... Czuję, że cała książka tak na mnie będzie działać. Obym wyciągnęła z niej dobre wnioski, a Tobie dziękuję z całego serca, nawet nie wiesz jaka jestem zagubiona w tej ciemności, którą oboje z A. rozpętaliśmy w mojej głowie. Każde światełko nadziei jest dla mnie darem i bez Ciebie pewnie bym oszalała w ciągu następnego miesiąca. Może trochę przesadzam z tymi podziękowaniami, ale dziękuję! Jestem anonimowa, więc mogę dziękować ile mi się podoba, prawda? smile

10

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??
mitsi napisał/a:

Bardzo Wam dziękuję, mam nadzieję, że to mi pomoże, ja czuję że powinnam się oderwać od niego, ale same pewnie wiecie jaka jest młodzieńcza miłość, dla mnie ona wydaje się niewyczerpana i nieskończona i jestem w szoku, że on tego po prostu nie potrafi docenić. Najgorsze jest, że bardzo lubię z nim spędzać czas i pewnie będzie mi tego brakować.
Boję się tylko, co będzie jeśli to wszystko nie poskutkuje, po prostu nie wiem jak sobie z tym poradzę... Ale chyba nie powinnam o tym teraz myśleć smile

La Que Sabe, czy ta książka jest autorstwa Sherry Argov?

Mitsi pomyśl sobie tak.. piszesz ,że lubiłaś z nim spędzac czas, ale pomyśl sobie o tym ,że jednak w tym spędzaniu czasu było coś nie do zniesienia.. zanim ten czas jakoś z nim spędzałas to się musiałąś uprosic u niego o to.. musiałaś poczekac aż "Pan i Władca" skończy grac i dopiero zwróci swoją uwagę na Ciebie, a tego chyba tak bardzo nie lubiłaś hmm.. ?:) więc jesli cieżko Ci będzie się oderwac od tych wspolnych chwil to pomyśl ,że w tych chwilach były właśnie takie kiepskie sytuacje , które spowodowały to ,że musisz podjąc jakieś radykalne kroki , zmiany.
Nie jesteś od niego zależna i na pewno bez problemu dasz sobie bez niego radę. To faceci tak wciskają nam bezczelnie kity ,że bez nich sobie nie poradzimy, co jest totalną głupotą bo my kobiety jeszcze lepiej radzimy sobie same niz oni.

11

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Mitsi, dziękuję i mi też ta książka pomogła, w ciężkich chwilach gdy totalnie zgubiłam się w uczuciach, dobrze jest być miłą dziewczyną... ale jeszcze lepiej czuć się kochaną kobietą.
Macie szanse, gdy poczujesz się lepiej, wasz związek zyska, jakoś tak , to działa ... już widzę zdziwioną minę twojego chłopaka, gdy nagle zobaczy odmienioną swoją dziewczynę, niby ta sama, a jednak bardziej atrakcyjna, lekko niedostępna:)

I pamiętaj jedno ... miłość jest piękna, czasem niezrozumiała, czasem dziwna, ale gdy zaczniemy czuć ją w sobie bez względu na to, czy ukochany jest czy go nie ma... stajemy się jak ona pełni ciepła i radości życia.

To jak wzruszenie wschodem Słońca, gdy potrafimy dostrzec piękno całego otaczającego nas świata.

Kochasz - więc jesteś szczęściarą, teraz tylko pozwól swojemu mężczyźnie odkryć nowe kolory miłości, odkryć nową siebie - pewną siebie dziewczynę, na którą czeka aż znajdzie dla niego czas.

12

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Niesamowite...Zacytuję

Żaden nie powie: ?Kochanie, muszę mieć pewność, na czym stoję". Zamiast tego facet wycofuje się trochę, żeby zobaczyć, jak się zachowasz. Jeśli zareagujesz emocjonalnie, zdobędzie poczucie kontroli nad sytuacją. Jeśli zbyt często będziesz dawała się ponieść uczuciom, dojdzie do wniosku, że nie warto się dla ciebie specjalnie wysilać. Jeśli nie zawsze potrafi przewidzieć, jak zareagujesz, pozostajesz dla niego wyzwaniem.

Jakoś przedwczoraj usłyszałam od Niego, że czyta ze mnie jak z otwartej księgi... A ja zaprzeczyłam. Ale miał chyba rację. Aż mi głupio czytać, ile błędów porobiłam. Tylko zastanawia mnie, czy nie jest za późno na naprawianie tego! Cóż, chyba muszę to sprawdzić na własnej skórze.

13 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-24 23:31:05)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Mam pytanie... odnowiłam po dłuższym czasie konto na naszej klasie i dziś A. powiedział mi, mimo że nawet nie poruszyłam tego tematu, że mam nie wstawiać zdjęć z nim. Dlaczego? "Bo nie/bo nie chcę". Nie bardzo wiem jak to odebrać. Ja jestem w jego profilu na wielu zdjęciach. Też chciałabym się pochwalić, jakimś ładnym zdjęciem, a on po prostu "bo nie". Trochę mnie to zirytowało, ale próbuję się powstrzymać od wybuchnięcia.

No co za świat. Znajomy, młodszy kolega z mojego miasta mi wyznał, że mu się podobam. Podobam się wszystkim, tylko nie temu, co potrzeba smile

14

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

No cóż, skoro nie chce trzeba było odpowiedzieć "Ok. Wrzucę zdjęcia z Jackiem/Zbyszkiem/Krzysiem (wstawić odpowiednie imię) z ostatnich wakacji. Super tam razem wyszliśmy!". Zobaczymy co wtedy powie smile

15 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-25 18:20:18)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

znam go i sądzę, że powiedziałby "ok" i gdybym wstawiła takie zdjęcie, byłby dla mnie jeszcze bardziej złośliwy, a gdybym nie wstawiła to marudziłby na sam fakt, że chciałam go sprowokować do zazdrości ^^

przez długi czas miał problem ze swoją zazdrością, ale teraz nawet jeśli jest zazdrosny, to tego nie pokazuje i nie mówi, właściwie to mówi wprost przeciwne rzeczy, np. jeśli powiem "poznałam dziś chłopaka z roku i jest całkiem miły", to on odpowie "uuuu, to umów się z nim" i dalsza rozmowa będzie na temat moich nieistniejących chęci flirtowania z tym kolegą, co odbieram jako próbę upokorzenia mnie neutral

16 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-25 18:39:56)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Mitsi, bądź taką , jaką chcesz aby on Cię widział, wyciągnij to co najlepsze z siebie.
Mitsi, dobrze by było abyś się też zdekoncentrowała:) Zostawiła centrum uczuć - mężczyznę na chwilę lekko z boku.

Mężczyźni są ważni, cudowni, ale jest jeszcze .... i tutaj sama wypełnij tą część swojego życia.

Nie można drugiej osoby zmusić do czułości, ale jest szansa, że gdy delikatnie bez żadnych wrogich manifestacji odsuniesz się od niego - sam Cię poszuka, zatęskni...

17 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-25 20:11:51)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

wiem wiem, książkę przeczytałam już od deski do deski ze zrozumieniem... tylko że to była pierwsza moja rozmowa z nim przez cały dzień a on od razu palnął coś złośliwego, mimo że go nie prowokowałam... i mnie to zirytowało. ale staram się panować nad sobą, widać, że stracił do mnie szacunek i kiedy to teraz dostrzegam (dzięki książce) ogarnia mnie irytacja :] wręcz oburzenie

18

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Nie chodzi mi o to, żebyś prowokowała go do zazdrości. Po prostu staraj się unikać tematów, w których on w taki sposób może okazać ci swoją wyższość i wzgardę - a jeżeli już taki wątek się nawinie postaraj się z tego umiejętnie wybrnąć. Jeżeli powiedziałby "ok" to super, możesz od razu zmienić temat i zapytać co dzisiaj jecie na kolację. Skoro zaczęłabyś dalej ciągnąć temat on byłby pewien, że to tylko [marna] prowokacja.
Postaraj się wyluzować, nie rozkładać każdego jego zdania na czynniki pierwsze bo szybciej zwariujesz niż uratujesz swój związek smile

19

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Mitsi byłam w pewnym momencie tak samo zagubiona jak Ty, czasami nadal się tak czuję:) Również dostałam w swoje ręce książkę Sherry Agrov i też przestudiowałam ją od deski do deski przerażona jak bardzo byłam/jestem tą miłą dziewczyną o której autorka pisze ;-)
Właściwie nie będę tu zbyt wiele dodawać od siebie bo wszystko bardzo mądrze ujęła już La Que Sabe - zgadzam się z nią w każdym jej poście smile
Dla mnie Twój chłopak jest dziwny. Może dlatego że opisałaś głównie jego wady i to co Ci się nie podoba. Ale mnie się wydaje, że on Cię brzydko mówiąc zlewa. Tak się przyzwyczaił, że Ty się stałaś drugoplanowym elementem w jego życiu, że nawet Cie nie szanuje. Kiedy on gra, nie czekaj na niego. Zajmij się czymś na tyle, żeby to on później czekał na Ciebie. Tak jak pisze Sherry postępuj zgodnie ze swoim rytmem a nie jego:D Nie poruszaj poważnych związkowych tematów, tryskaj humorem i pokaż, że cieszysz się życiem.
Jeśli nie jest zazdrosny to Ty zachowuj się tak jakbyś tej zazdrości wcale nie oczekiwała tak jakby to było normalne że on zazdrosny nie jest w końcu (niby) Ci na tym nie zależy (to on musi się postarać żeby znowu zdobyć Twą zazdrość). Z pewnością tak jak pisze La Que Sabe "Nie można drugiej osoby zmusić do czułości, ale jest szansa, że gdy delikatnie bez żadnych wrogich manifestacji odsuniesz się od niego - sam Cię poszuka, zatęskni...", faceci uwielbiają zdobywać! a on albo poczuje że się oddalasz i że musi poszukać drogi do ciebie, albo będziesz wiedziała, że mu nie bardzo zależy.

20

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

No ok, te lekcje już pojęłam, znudziło mi się z resztą poruszanie tematów związku, bo zauważyłam, że słyszę często to, czego nie chcę usłyszeć, jakby celowo zaprzeczał.

Ale Argov nie wspominała nic o zdradach. Nie zostałam zdradzona chyba tylko dzięki trzeźwości umysłu mojej współlokatorki, ale co by było, gdyby mu przyzwoliła się zbliżyć? Właściwie w tamtym momencie (wspomniane w pierwszym poście) nasz związek leżał w Jej rękach. Jedyne co ja zrobiłam, to odkryłam prawdę. Przecież działał świadomie, więc liczył się z tym, że mnie zrani. Czułam, że powinnam wtedy odejść, ale nie chciałam, bo w sumie od początku ten związek był przez innych postrzegany jako nierealny (ze względu na odległość) i chyba wpoiłam sobie od tej pory, że za wszelką cenę muszę pokazać, że jestem w nim szczęśliwa. Oczywiście bez żadnych ściem, bo chcę być szczęśliwa. Dodatkowo szczerze kocham A., ale potrafię zauważyć, kiedy jestem popychadłem, tylko nie umiem sobie z tym poradzić...
Po części myślę, że to wina mojej przeszłości jako DDA. Upity ojciec potrafił mówić mi w jednej chwili, że jestem jego ukochanym dzieckiem, a zaraz potem nazwać mnie gnojem, śmieciem. Chyba nie do końca mnie nauczono, jakie traktowanie przez kochające mnie osoby powinnam akceptować.. sad

21 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-29 16:05:45)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Ok, powiedzmy, że nie interesuje mnie odpowiedź na posta wyżej, teraz mam na topie kolejny problem, mianowicie PIENIĄDZE. Sama nie pracuję i dostaję od mamy na studia tyle, ile potrzeba, żeby przetrwać. Bez żadnych szaleństw. Tymczasem A. zarabia ok 1600 miesięcznie z czego 200 zł przeznacza na ratę, 80 na bilet miesięczny, 100 na telefon, a z całą resztą może zrobić co chce. I robi co chce, wydaje wszystko na pierdoły typu części do komputera, gry, jedzenie (w tym 90% słodyczy) i jakieś gadżety typu wiatrówka od czasu do czasu. Wszystko byłoby ok, w końcu jego pieniądze i jak przyjdzie mu czegoś żałować, to ja nie będę razem z nim, ale to robi się uciążliwe z jednego względu. Pieniądze znikają w tydzień, a potem udaje biednego zaharowanego woła, próbuje na mnie pasożytować i pożyczać drobne sumy. Pożyczyłam mu raz 10 zł na jedzenie i teraz nie chce oddać, bo wykręca się, że mi kupił to czy tamto.. Ale z własnej nieprzymuszonej woli! Ja bym się wstydziła tak żebrać o jego pieniądze, a na jego miejscu tym bardziej, bo wie, że samej mnie nie stać i liczę każdy grosz.
To mnie już przerasta.. Mam wrażenie, że to moje oddalenie się od niego otworzy mi oczy w brutalny sposób, bo już teraz mam przebłyski uczucia wstrętu do niego... To nie jest tylko tak, że ja pragnę jego uwagi. On po prostu mnie już męczy. Chciałabym żeby był po prostu fair. Nawet nie musi mnie kochać. Po prostu żeby postawił sprawę jasno - albo mnie kocha i ja wiem na czym stoję albo ma mnie gdzieś i chce mnie wycyckać do ostatniego grosza, zdradzić 5 razy i odejść.
Chcę się uwolnić od uczucia bycia oszukiwaną, które mnie dosłownie prześladuje w każdej nawet króciutkiej rozmowie z nim. Wystarczy mi 5 minut poświęconej mu uwagi, żeby go o coś podejrzewać. Po prostu czuję, że marnuję czas, kiedy mogłabym być szczęśliwa z kimś, kto nie widzi we mnie banku/sekretarki/prostytutki/mamy/sprzątaczki/chłopca do bicia/narzekadła/darmozjada w jednym!!! Jestem tak zła, że jeśli następnym razem uczepi się mnie o cokolwiek, to boję się, że skręcę mu kark!!

22

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Bardzo nieładnie z jego strony z tymi pieniędzmi. Zresztą, ja podchodzę do tego w specyficzny sposób ponieważ mam nieco staromodne podejście do sprawy i uważam, że wszelkie wyjścia typu jedzenie, kino powinien fundować facet. Oczywiście czasem może zdarzyć się tak, że mam wielką ochotę na kino a mój luby jest spłukany i wtedy oferuję się, że ja stawiam nie mniej jednak uważam, że to powinna być raczej rzadkość.
Powiedz - czy rozmawiałaś z nim o pieniądzach? Oczywiście nie jesteście jeszcze w na tyle zażyłej sytuacji, żebyś miała prawo współdecydować o jego pensji, niewątpliwie jednak masz prawo czuć się urażona faktem, iż permanentnie pożycza od Ciebie pieniądze mimo, iż zna twoją sytuację materialną. Myślę, że powinnaś mu to bez ogródek powiedzieć. Zobaczymy jak zareaguje - a bardzo jestem ciekawa bo czytając Twoje posty coraz większej niechęci nabieram do Twojego partnera. Mimo, że nawet go na oczy nie widziałam (to chyba dlatego, że wydajesz mi się super dojrzałą i dzielną dziewczyną, która robi swoje mimo, że ma pod górkę a on zamiast to doceniać i Cię wspierać pakuje Ci bezustannie kłody pod nogi...)

23 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-29 22:00:16)

Odp: Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Wiele było tematów na temat pieniędzy, dziś też mu powiedziałam, że to po prostu głupio tak prosić kogoś, kto sam nie ma... W sensie, ja czuję jakieś zażenowanie i on także powinien je czuć... Ale nie czuje. I bulwersuje się, że czepiam się o takie małe kwoty typu 5, 10 zł. Dla mnie nieważne ile się pożycza, ważne, że się to robi... Sama kiedy pożyczam choćby złotówkę, to następnego oddaję. Ale od A. nigdy nie pożyczam. A on w obronie na moje zdenerwowanie odpowiedział dziś, że ok, nie będzie nic pożyczał ode mnie, ale ja też nie będę mogła. Też mi kara...

pennylane to nie jest tak, że ja jestem ideałem i męczennicą, mam swoje grzechy i często wiem, gdzie popełniam błędy... ale wiem też, że nie tylko ja je popełniam i irytuje mnie ten brak świadomości mojego chłopaka, że on robi coś nie tak... jeśli związek się sypie to wina leży po obu stronach... a ja jestem z tym uczuciem całkiem sama, co staje się przytłaczające... dodatkowo nic nie jest pewne... nie wiem czy w końcu zamieszkamy razem, nie wiem czy mnie zwodzi ze strachu przed samotnością, nie wiem nawet, czy w ogóle znosi moją obecność... nie mam już nerwów na czekanie, sprawdzanie, kiedy on się odezwie, kiedy przyjedzie... na tym etapie nie czuję, żeby to odniosło skutek... potrzebuję jako takiej stabilności, bo w tym momencie dosłownie siedzę na walizkach, a on milczy... wybrał sobie moment najgorszy z możliwych... ale jest też opcja, że to mi totalnie odbiło a tak naprawdę wszystko jest w normie.. powiedział, że te 5 zł odda dziś, teraz jak przedzwoniłam, to po prostu sobie spał, nie chcę wyjść na natręta... ale nie ufam mu w tej kwestii.... chyba ostatnio w żadnej. nie mam doświadczenia w takich długotrwałych, dojrzałych związkach, więc panikuję ile wlezie sad

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wszystko zmierza ku końcowi? Czy po prostu jestem przewrażliwiona??

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026