Cześć! Do tej pory podgladałam mnóswto tematów na forum jako bierny gap, próbująć odszukać i dopasować historii podobenj do swojej, żeby z Waszą pomocą rozwiązać swój problem. Ale tym razem postanowiłam poradzić się Was wprost i opowiedzieć osobiście w czym problem.
A więc tak...od 10 lat jestem w szcześliwym (tak mi się do pewnego momentu wydawało) związku z moim parnerem Wojtkiem. Poznaliśmy się dość wczesnie bp jeszcze w szkole średniej i do dziś jesteśmy razem, przeżywając oczywiści po drodze tak jak każda para z takim stażem swoje wzloty i upadki, które zawsze kończyły się szcześliwie.
Wszystko się jakoś układało dopóki nie zamieszkaliśmy razem i czas nie zweryfikował naszych totalnie odmienych charakterów. Ogólnie mieliśmy duży problem zeby się wspólnie dotrzeć i porozumieć. Gdy zamieszkalismy razem każde z nas wytykało sobie wady i starało się rozstawiać po kątach te drugą osobę pokazując tym, kto "tu" rządzi. Było naprawdę cięzko. W tym okresie mój chłpak Wojtek nie wytrzymując moje zachowani aw domu - jak to potem mówił- szukał ukojenia i pocieszenia u znajomych i przyjaciół, nawet płci przeciwnej. Znalazł sobie pocieszycielki w postaci koleżanek którym mógł się żalić z tego jak to mu jest źle w domu i jak ja mu daje w kość. Przez dość długi okres urzymywał taki taki kontakt, rozmawiał codzinnie godzinami przez telefon i wymieniał mnóstwo smsów, zazwyczaj nocą albo w sytuacjach gdy mnie nie bylo (oczywiście na jego telefonie widniała blokada ekranu przez ten czas). Dosiedziałam się o tym po czasie, dla mnie to od razu było jak zdrada. Wiem może to zabrzmi bezsensu, ale powiedzcie z jakimi kolezankami gada sie codzinnie godzinami i wymienia kilkadziesiat smsów???? Nie mogłam tego wtedy zrozumieć:( Wojtek oczywiście się tłuamczył twardo, mówił, ze to tylko znajome, że one mają mężów i że nic złego nie robił...
Przez długi okres nie potrafiłam mi zaufać i wybaczyć tego, a przy każdej kłótni było wypominanie jemu z moje strony tej sytuacji. W końc doszliśmy do porozumienia. Wszystko wróciło na swoje tory, nie było więcej kłótni w mieszkaniu, chyba się dotarliśmy:) ale oczywiście wszystko do czasu...dopóki nie poszłam na impreze, wieczór panieński mojej przyjaciółki i nie poznałam tam pewnego chłopaka... Sam do mnie podszedł i poprosił do tańca, poszłam z nim, pomyslałam ze to tylko taniec, nic złego przecież nie robie...Do momentu aż odciełam się od koleżanek i przetańczyłam i przesiedziałam z nim przy barze cały wieczór! Chłopak był niesamowity, super mi się znim rozmwiało, zabawny, inetligenty, na poziomie (nie to kogo zazwyczaj się spotyka w dyskotekach). Najgorsze jest to że coś mnie tknęło i wyienilismy sie numerami telefonów,zupełnie nie wiem po co...:( Pomysłam ze dam mu swój i tak się pewnie ani ja do niego ani on do mnie nie odezwie. Oczywiście odezwał się jeszcze tej samej nocy (a raczej ranka). No i się zaczeło. Od następnego dnia wymienialiśmy ze sobą mnóstwo smsów i długich rozmów! A po kilkunastu dniach pogaduch spotkalismy się na kawę...raz, drugi, potem kilejny i jeszcze następny...i te nasze rozmowy, wiadomości i spotkania trwają po dzień dziesiejszy. To ten kontakt trwa juz prawie rok!
Jest mi starsznie źle z tym! Mam faceta, którego chyba kocham, a utrzymuje stały kontakt znnym:( Najgorsze jest to, że ten chłopak wyznał mi miłość, codziennie mi ją wyznaje, a ja też chyba niestety w nim się zakochałam! Nie wiem co mam robić? Czuje się jak hipokrtyka oszukując Wojtka! On jest dla mnie teraz taki dobry! Kiedy ejstem z Wojtkiem bardzo często myślami jestem przy tym drugim! To jest starszne! A kiedy jestem z tym drugim chłopakiem czuje taką adrenalinę, stres, strach, że coś stracę...ale jednocześnie jest mi przy nim tak dobrze...czuje jego zaangażowanie i opiekuńczość...nie potrafię zrezygnować z niego! Ale wiem ze powinnam! Wielokrotnie próbowaliśmy urwać kontakt, zarówno ja, jak i on...ale zawsze po dwóch tygodnaich milczenia spotykaliśmy się na nowo i wszytsko w nas ożywało.
Wiem, że pewnie myślicie, ze jestem okrutna i podła i że jak w ogóle mogę tak robić...Ale co zrobić kiedy serce podpowiada coś innego niż rozum?:( Jest mi strasznie źle...Proszę podpowiedzcie co robić?????
Oboje z Wojtkiem robicie sobie nawzajem świństwo spotykając się na boku z kimś innym. Ja uważam że powinniście się rozstać i każdy niech znajdzie taka os przy której nie będzie potrzebna osoba trzecia .
Trochę w tym racji jest! Ale Wojtek się z nikim nie spotykał na boku...nie zdradził:(
Trochę w tym racji jest! Ale Wojtek się z nikim nie spotykał na boku...nie zdradził:(
Jesteś pewna ? Ja nie mówię że cię zdradził ale obydwoje bedac w związku szukacie czegoś innego
Smutnania, jestem tego pewna niestety:( i najgorsze jest to, że on się naprawdę teraz stara i jest kochany po tym wszystkim, a minęło już przecież mnóstwo czasu. Teraz takie zachowania są z jego strony nie do pomyślenia i w ogóle nie daje mi powodu do zazdrości, czy utraty zaufania. Najgorzej jest mi z tym co ja robię, wiem że go krzywdzę...ale to jest takie dziwne...co mi się uda przestać myśleć o tym drugim i wydaje mi się, że mam to czego pragnęłam - tzn miłość i opiekuńczość mojego faceta, to po jakimś czasie wracam znów myślami do tego drugiego. Wiem, że to jest jakieś popaprane i zupełnie się nie trzyma kupy. Spale się w pikle przez to wszystko:(
Spale się w pikle przez to wszystko:(
A spalisz się żebyś wiedziała i to od razu zostaniesz zesłana na najniższy poziom piekła
Jak masz tak robić to zakończ poprzedni związek a nie prowadzisz podwójne życie. Po co kogoś okłamywać ? Piszesz że wiesz że powinnaś z niego zrezygnować a robisz swoje. Proste jak budowa cepa albo kochasz swojego partnera z którym byłaś 10 lat albo nie. Jeśli zasady jak lojalność, zaufanie, prawda i szacunek do samego siebie nie są Ci obce to się ogarnij.
Trochę w tym racji jest! Ale Wojtek się z nikim nie spotykał na boku...nie zdradził:(
A Ty?
stokrotka_10 napisał/a:Trochę w tym racji jest! Ale Wojtek się z nikim nie spotykał na boku...nie zdradził:(
A Ty?
O to samo miałam spytać ![]()
Stokrotko, krótka piłka, musisz podjąć decyzję. Albo zrywasz z Wojtkiem i tworzysz związek z nowym Panem, albo ucinasz kontakt z nowym Panem i naprawiasz relację z Wojtkiem.
Jest jeszcze trzecia opcja - zrywasz z Wojtkiem, ucinasz relację z nowym Panem i ogarniasz swoje życie do kupy.
Bo gdyby moja koleżanka na moim wieczorze panieńskim olała wszystkich dla obcego faceta, to przestałaby być moją koleżanką.
Zdrady nie było.
Jeeeej gdyby to było takie łatwe...Próbuje zerwać ten kontakt od dłuższego czasu i kompletnie mi to nie wychodzi...nie wiem co ze mną jest! Ale dzięki za słowa w stylu "ogarnij się" i "zbierz życie do kupy"... chyba takich konkretnych słów mi brakowało!
Przez to podwójne życie nie mogę spać po nocach (jak to w ogóle okropnie brzmi). Wojtek jest mi bardzo bliski! Nie wyobrażam sobie, żeby miało go nie być. Co do drugiej relacji to boję się że to może być tylko chwilowa fascynacja, a życie wszystko zweryfikuje inaczej i okaże się potem klapą.
O klasyka klasyki, jak to mówicie na forum "przechodzony związek" on sobie kogoś poznał ( wcześniej ), teraz autorka i jest pytanie czy ma to dalej sens tyle lat itd.
On stwierdził, że ma sens ,a TY ?
Może potrzebujesz czasu sama ze sobą na ułożenie sobie tego w głowie.
Zdrady nie było.
O tyle masz rację, że tu nie można mówić o czasie przeszłym, bo ty wciąż zdradzasz swojego faceta. Nie pogubiłaś się i nie jest tak, że nie wiesz jak to się stało - weszłaś w to, bo chciałaś, tkwisz w tym, bo chcesz. To są twoje decyzje. Także ta, że na razie nie puścisz jednej gałęzi, bo nie wiesz jak długo utrzymasz się na kolejnej.
Nie kumam... jesteście razem 10 lat..? I dopiero teraz zamieszkaliście? I są problemy?
To nic. Ale najgorsze, że nie umiecie ze sobą szczerze porozmawiać...
Zdrady nie było.
Jeeeej gdyby to było takie łatwe...Próbuje zerwać ten kontakt od dłuższego czasu i kompletnie mi to nie wychodzi...nie wiem co ze mną jest! Ale dzięki za słowa w stylu "ogarnij się" i "zbierz życie do kupy"... chyba takich konkretnych słów mi brakowało!
Przez to podwójne życie nie mogę spać po nocach (jak to w ogóle okropnie brzmi). Wojtek jest mi bardzo bliski! Nie wyobrażam sobie, żeby miało go nie być. Co do drugiej relacji to boję się że to może być tylko chwilowa fascynacja, a życie wszystko zweryfikuje inaczej i okaże się potem klapą.
czyli prawie rok spotkań, X wyznaje Ci miłość, ale nie jesteście kochankami? To może tego Ci brakuje? romantycznych wyznań?
Zdrada jest i kwitnie, ta emocjonalna.
Swoją drogą widzisz jakikolwiek sens w podawaniu komuś swojego numeru, nastawiając się na brak kontaktu? Ja myślę, że bardziej lub mniej świadomie liczyłaś na to że się odezwie ![]()