Piszę tutaj choć zaraz polecą baty za to co zrobiłem. Przyznam się więc bez bicia - tak - zdradziłem!
Jakiś czas temu poznałem dziewczynę która bardzo mnie kręciła, ale że zimny ze mnie drań to raczej bawiłem się z nią w kota i myszkę.
Grę podjęła. Doszło do spotkania.Nigdy nie było seksu bo wiedziała że z kimś jestem - glównie kończyło się na pocałunkach.
Kontakt nam się urwał. Ona wyjechała. Coś tam pisaliśmy, ale raczej sporadycznie.
Po paru latach zaczęliśmy ze sobą filtrować. Spodobało mi się. Filtr szybko przeszedł w rozmowę, o życiu, problemach, poglądach..
Zaczęła mnie zaciekawiać i przestałem traktować ją tylko przedmiotowo. Z moich ust padało coraz więcej ciepłych słów.
Zmiana bieguna zrobiła swoje. Ona też zaczęła się otwierać. Pisała, że nie chce słyszeć głosu innej kobiety kiedy rozmawiamy, że źle się z tym czuje bo nie jest dla niej obojętne z kim sypiam.
Po miesiącu kontaktu zaproponowałem spotkanie. Przyjechała. Była rozmowa, wino, taniec. Nagle wyszła z łazienki ubrana w seksowną bieliznę i..... przestałem myśleć.
Chciałem ją tak naprawdę bardziej poznać, ale nie wytrzymałem i poszliśmy do łóżka.
Musiałem wyjść bo czułem , że mnie "bierze". Mówiła, że jest zazdrosna, że chciała ze mną spędzić noc, przytulić się do mnie. Wyszedłem.
Kiedy wróciłem była zła. Na nic się zdały tłumaczenia, że przecież jestem.
Wyjechała a ja chciałem się spotkać po raz 2. Pisała, że nie będzie się spotykać z zajętym gościem.
Ponieważ mój ówczesny związek chylił się już dawno ku upadkowi a po tym co się stało nie mógłbym dalej, postanowiłem że się wyprowadzam.
Jej odpowiedź była jak wiadro zimnej wody. Nie chciała żeby to było pod jej wpływem.
Padło kilka nerwowych tekstów z mojej strony
Wyjaśniłem swoje powody i zapytałem czego ona chce bo z jej zachowania wnioskuje że czegoś więcej .
Przyszła odpowiedź i znowu przeszył mnie prąd: Niczego - „dobrze nam się rozmawiało, jesteśmy dorośli i chcieliśmy tylko pójść ze soba do łózka”
Związek nie wchodzi w grę bo jesteśmy zbyt różni o to nie byłoby dobre.
Ok - pochlipałem do szklanki, porażkę przełknąłem i niestety zacząłem z nią znowu pisać.
W końcu zrozumiałem że tylko sam sobie robie krzywdę a ponieważ zamachowcem- samobójcą nie jestem, napisałem że to mi nie pomaga. Odpowiedziała, że rozumie.
Po kilku dniach znowu rozmawialiśmy, ona twierdziła, że sam sobie to wszystko wkręciłem bo ona była… normalna.
Nie omieszkała mi jeszcze przypomnieć, iż to ja "nie chce już rozmawiać" nie ona. I zrozum tu babę ![]()
Abstrahując od mojego dalszego losu bo pewnie skończę w kotle u Lucyfera, mam wnioski i prośbę zarazem :
Kobiety
Jeśli chcecie tylko seksu, to nie okraszajcie tego zazdrością. Darujcie sobie przytulanie i inne teksty-duperele które damska wagina namiętnie produkuje i przepuszcza przez wargi (te górne
)
Facet też może się wkręcić. Mówcie czego chcecie a będzie wam dane. Wszystko dla ludzi.
A jak już spuścicie go na "bambus" to nie traktujcie jak "przyjaciółeczkę" która doradzi lepiej od koleżanki.
Panowie
Nie myślcie tylko penisami. Jeśli Kobieta was fascynuje a nie wiecie czego chce. Wymagajcie konkretnej odpowiedzi, zanim do czegoś dojdzie.
Granica między mózgiem a penisem jest jak ruchome piaski, ale czasem trzeba ją znaleźć żeby później nie suszyć łez w kielichu.
Dzięki jeśli komuś chciało się czytać tą opowieść „z piekła rodem” ![]()
Mefisto