Życie po śmierci związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Życie po śmierci związku

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

Temat: Życie po śmierci związku

Witam. Postaram się opisać swoją historię w dość zrozumiały i logiczny sposób. Przez ostatnie 2 miesiące czytałam bardzo dużo wątków w internecie, przerobiłam każdy możliwy temat. Robiłam sobie nadzieję co do mojego eks. Myślałam, że może się opamięta i wróci- bo przecież czasami oni wracają? Niestety (a może stety) przeszłam do następnego etapu mojej "żałoby" i utwierdziłam się w tym, że jest o jakieś pół roku za późno na zmianę mojej sytuacji.
Mojego byłego partnera poznałam przez internet i tworzyliśmy związek na odległość. Połączyły nas wspólne zainteresowania (m.in. muzyka, styl, takie samo poczucie humoru i postrzeganie świata). Ze względu na to, że On mieszkał z rodzicami, a ja byłam studentką, większość naszych spotkań odbywała się w naszych domach rodzinnych. Znaliśmy swoje rodziny bardzo dobrze, spędzaliśmy ze sobą wszystkie możliwe weekendy i czas wolny. Dzieliło nas ok 160 km, ale nie stanowiło to żadnego problemu. Natomiast problem zaczął się pojawiać wówczas, kiedy wielokrotnie On przekładał datę naszego wspólnego zamieszkania. Ja już dawno skończyłam studia, chciałam się ustabilizować, zresztą wynajmowanie mieszkania i zmiana otoczenia nie robiły na mnie wrażenia, bo od 18 roku życia przeprowadzałam się 8 razy. On natomiast całe życie w jednej miejscowości u swoich rodziców. Rozumiałam, że dla niego jest to być może poważny krok - najdłuższy związek, pierwsze poważne deklaracje. Tyle tytułem wstępu.
W połowie grudnia miałam urodziny, ale widzieliśmy się dopiero w Wigilię. Przyjechał do mnie z dużą ilością prezentów, spędziliśmy ten czas wspólnie z moją rodziną, był uśmiechnięty, podekscytowany. Na sylwestra byliśmy umówieni z moją siostrą i jej chłopakiem. Ja pracowałam do późna, a On zrobił mi niespodziankę swoim przyjazdem dzień wcześniej. Zaskoczył mnie, ale nie wiem dlaczego, może z przemęczenia, nie zareagowałam tak jak powinnam. Wydaje mi się, że zrobiło mu się przykro. On się postarał a ja na oczach wszystkich nawet nie obdarowałam go uśmiechem.. Generalnie zrobiliśmy domówkę, gdzie większość osób była albo zaręczona, albo po ślubie i z dzieckiem. Niestety pod nieobecność wszystkich gości (wyszli na zakupy) pokłóciliśmy się o to, że on nigdy nie wychodzi z inicjatywą i ja zawsze muszę coś planować i załatwiać (wszyscy faceci organizowali zakupy, planowali ile trzeba wydać, a On zamiast w tym uczestniczyć to ja po raz kolejny przejęłam rolę "faceta"). Może wydaje się to szczeniackie, ale ciężko jest opisać wszystkie problemy zaistniałe w czasie trwania związku.
I wtedy powiedziałam mu, że mógłby zachowywać się jak prawdziwy mężczyzna. Od tamtego momentu nasz związek posypał się jak domek z kart. On obrażony nawet nie pił alkoholu tylko poszedł spać, na drugi dzień od razu ubrał się i pojechał do domu, a potem szkoda gadać. Nagle zapragnął przerwy, ale twierdził, że nie chce zrywać. Potem obsesyjnie zaczął ćwiczyć zmieniając przy okazji styl ubierania, był oschły i zapatrzony w siebie. Nie odzywaliśmy się 10 dni, a on w tym czasie gdzieś wyjechał i ja musiałam zainicjować kontakt. Stwierdził, że już mnie nie kocha tak jak dawniej. Cała ta lawina nieporozumień działa się ciągle w styczniu. Spotkaliśmy się w końcu, dalej był dla mnie oschły. Płakał, mówił, że nie wie jak to się stało że się wypalił, że on tego nie rozumie. Przy następnym spotkaniu zgodził się na próbę naprawienia związku. Natomiast nie robił nic, co by wskazywało na jego wewnętrzne chęci. Po czasie wiem, że po prostu był ze mną z litości. Byliśmy ze sobą jeszcze do 25 marca, kiedy znów spotkaliśmy się na imprezie z okazji urodzin mojego szwagra. Znowu same pary po ślubie, a Go jakby diabeł opętał. Nie będę się tutaj doszukiwać niepotrzebnych teorii, bo wewnętrznie czuję, że on musiał mieć jakieś wątpliwości już wcześniej, ale nie sądziłam, że sytuacja w sylwestra odmieni tego człowieka o 180 stopni. Nie chodzi mi teraz o to, żeby zrozumieć dlaczego on to zrobił, chciałabym zrozumieć siebie, czemu z "normalnego" związku zostały same zgliszcza i co mogę zrobić dla siebie, żeby następny związek był o wiele lepszy... Dla osób zainteresowanych moim tematem będę dodawać posty, które może lepiej zobrazują mój problem. Pozdrawiam czytających.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Życie po śmierci związku

Kilka ważnych informacji:
-Ja 25 lat, On 27,
-3 lata razem,
-Kiedyś wspólne plany,
-Oboje się zapuściliśmy w związku (kilka kilo więcej),
-Ja odkąd się w sobie zakochaliśmy mam ciągle ten sam styl,
-On zaczął się ubierać kompletnie inaczej, z rockowych klimatów w delikatny męski styl,
-Mi jego zmiany kompletnie nie przeszkadzały, ale podejrzewam, że zmiana jaka zaszła w Jego głowie, zasugerowała mu, że już nie pasujemy do siebie,
-Podczas rozstania użył wielu standardowych tekstów łagodzących sytuację: nie pasujemy do siebie, jesteś wspaniała, nie kocham cię tak jak kiedyś, obecnie nie widzę w tym sensu (ale kto wie, może kiedys)?
-Mam podejrzenie, że przygruchał sobie inną,
-Myślę, że nie wyszalał się na tyle, żeby planować dalsze poważne życie,
-Niby był załamany, co wiem od jego mamy, cała jego rodzina myślała, że to ja go zostawiłam, bo ponoć taką szopkę odwalał. Niby wspomaga się lekami na sen.
-Nie potrafił sam zerwac, musialam go wyręczyć. Wiele razy sam sobie zaprzeczał, a teraz nie mamy kontaktu.
-Ja po rozstaniu zachowywałam się irracjonalnie, dzwoniłam do jego mamy, gdy dowiedziałam się, że jest z inną na spotkaniu to wyzwałam go, że życzę mu wszystkiego najgorszego, żeby zdechł razem z nią. I po tej sytuacji zastrzegł sobie, że nie życzy sobie kontaktu z mojej strony. Pousuwał wszystkich naszych wspólnych znajomych.
-Gdybym była mądrzejsza to już w styczniu puściłabym Go wolno, nic co zrobiłam nie zatrzymało Go przy mnie.
-Uzależniałam swoje szczęście od bycia z Nim. Uważam to za największy błąd jaki popełniłam.
-Czasami jest tak, że danie sobie czasu pozytywnie wpływa na człowieka i może doceni to co stracił. On natomiast upewnił się, że to co stracił nie robi na Nim wrażenia.

3

Odp: Życie po śmierci związku

Być może już kogoś poznał i stąd zmiana stylu .

4 Ostatnio edytowany przez fuorviatos (2018-06-08 13:54:12)

Odp: Życie po śmierci związku

Twoje wnioski są bardzo słuszne. Szczególnie ten, bo najważniejszy - "Uzależniałam swoje szczęście od bycia z Nim. Uważam to za największy błąd jaki popełniłam.".
Rozumiem Twoją sytuacje. Tez kiedyś byłem z dziewczyną w takim związku i też się posypało, ale nie o tym.
Moje Wnioski.

1. Byliście w różnych momentach życia - na przyszłość szukaj kogoś kto będzie miał plany na siebie. Warto już na początku znajomości o takie rzeczy pytać smile
2. Chłopak się motał, może mu było głupio zerwać, ty przejełaś pałeczkę - na przyszłość szukaj kogoś kto jasno komunikuje nawet najbardziej smrodliwe rzeczy. J
Jak się trzeba do kogoś dokopywać to już nie jest dobrze.

Reszta jest drugorzędna. Z opisu Twojej sytuacji wnioskuje, że jesteś kumata i rozumiesz, że chodzisz już po zgliszczach.
Pytanie Co dalej? Jaki masz plan na siebie?

5

Odp: Życie po śmierci związku
medusaa napisał/a:

Nie chodzi mi teraz o to, żeby zrozumieć dlaczego on to zrobił, chciałabym zrozumieć siebie, czemu z "normalnego" związku zostały same zgliszcza i co mogę zrobić dla siebie, żeby następny związek był o wiele lepszy...

Mówić wprost o swoich oczekiwaniach, reagować na niejasne sytuacje (np. na przeciąganie momentu wspólnego zamieszkania) dociekając przyczyn, pozwolić swojemu męźczyźnie być mężczyzną a sobie na bycie kobietą, nie robić facetowi jazd, gdy nie wpisuje się w twoje scenariusze (komentarz, że nie zachowuje się jak facet jest poniżej krytyki), nie ukrywać emocji (chyba, że się rzeczywiście nie ucieszyłaś, gdy zrobił ci niespodziankę wcześniejszym przyjazdem).

Na razie tyle. Może przyjdzie mi coś jeszcze do głowy.

6

Odp: Życie po śmierci związku
fuorviato napisał/a:

Twoje wnioski są bardzo słuszne. Szczególnie ten, bo najważniejszy - "Uzależniałam swoje szczęście od bycia z Nim. Uważam to za największy błąd jaki popełniłam.".
Rozumiem Twoją sytuacje. Tez kiedyś byłem z dziewczyną w takim związku i też się posypało, ale nie o tym.
Moje Wnioski.

1. Byliście w różnych momentach życia - na przyszłość szukaj kogoś kto będzie miał plany na siebie. Warto już na początku znajomości o takie rzeczy pytać smile
2. Chłopak się motał, może mu było głupio zerwać, ty przejełaś pałeczkę - na przyszłość szukaj kogoś kto jasno komunikuje nawet najbardziej smrodliwe rzeczy. J
Jak się trzeba do kogoś dokopywać to już nie jest dobrze.

Reszta jest drugorzędna. Z opisu Twojej sytuacji wnioskuje, że jesteś kumata i rozumiesz, że chodzisz już po zgliszczach.
Pytanie Co dalej? Jaki masz plan na siebie?

Aktualnie staram się przepracować obecną sytuację, a jest ciężko bo nadal Go bardzo kocham. Nie zamierzam stać w miejscu, ale też nie decyduje się na jakikolwiek związek bo na pewno nie kochałabym tej 2 osoby, a nie jestem egoistką, żeby tylko zapełnić sobie czas po byłym.
Poza tym muszę się wyprowadzić z miasta w którym mieszkam (tutaj mieliśmy razem wynajmować mieszkanie po wakacjach), bo posypały mi się plany z wiadomych przyczyn. Od stycznia schudłam 10 kilo, myślę teraz tylko i wyłącznie o sobie. Jakaś zmiana fryzury, dużo książek i wyjazdów. Czuję potrzebę popracowania nad sobą, bo totalnie zawaliłam ten związek. Najbardziej żałuje tego, że On jest małomówny jeżeli chodzi o problemy i nie rozmawiał ze mną o tym co go dręczy, tylko wybuchł i odszedł.

7

Odp: Życie po śmierci związku
summerka88 napisał/a:
medusaa napisał/a:

Nie chodzi mi teraz o to, żeby zrozumieć dlaczego on to zrobił, chciałabym zrozumieć siebie, czemu z "normalnego" związku zostały same zgliszcza i co mogę zrobić dla siebie, żeby następny związek był o wiele lepszy...

Mówić wprost o swoich oczekiwaniach, reagować na niejasne sytuacje (np. na przeciąganie momentu wspólnego zamieszkania) dociekając przyczyn, pozwolić swojemu męźczyźnie być mężczyzną a sobie na bycie kobietą, nie robić facetowi jazd, gdy nie wpisuje się w twoje scenariusze (komentarz, że nie zachowuje się jak facet jest poniżej krytyki), nie ukrywać emocji (chyba, że się rzeczywiście nie ucieszyłaś, gdy zrobił ci niespodziankę wcześniejszym przyjazdem).

Na razie tyle. Może przyjdzie mi coś jeszcze do głowy.

Wiem, że to co mu powiedziałam było poniżej krytyki, ale niestety takie rzeczy rozumie się po czasie. Ja jestem z pozoru chłodną osobą, jeżeli kocham kogoś widać to w moich czynach, ale pewnie nie tak jak On chciałby to widzieć. Ucieszyłam się bardzo, ale często nie uzewnętrzniam swoich emocji. Wiem, że też główną barierą między nami był spadek mojego libido (tutaj akurat kwestia zdrowotna, o czym on wiedział). I wychodziło na to, że to On zawsze inicjował zbliżenie. Wiem, że polak mądry po szkodzie, ale ja też jestem prostym człowiekiem i liczyłam na to, że jak będzie się źle czuł to mi o tym powie. Wszystkie problemy przemilczał, a na koniec skwitował, że powinnam się domyślić.

8

Odp: Życie po śmierci związku

Myślę, że nie masz powodu by się obwiniać. Praca nad sobą? Zawsze na "probsie".
Każdy z was jakoś zawalił, ale to Ty walczyłaś do końca dlatego dziś czujesz się "przegrana" - to zrozumiałe.

Popracujesz nad sobą, zakasasz rękawy, poznasz kogoś a kolejny związek będzie już inny bo ty też będziesz inna.
Dobrze, że nie chcesz się wiązać od razu to świadczy o Twojej dojrzałości.
Na pewno to zostanie przez kogoś docenione.

Działaj a jak przyjdzie kryzys to pisz tutaj. Pod żadnym pozorem kontaktu z ex nie szukaj. Szkoda Twojej pracy.

Lucyfer

9

Odp: Życie po śmierci związku

W sumie raz na dwa dni mam kryzys. Ostatni raz podjęłam z Nim kontakt 2 maja, ale wtedy dał mi do zrozumienia, że mam nie pisać, ani nie dzwonić. Potem miałam jeszcze ochotę na wysłanie listu, ale zrezygnowałam. Poza tym zobaczyłam, że na dniach usunął naszych wspólnych znajomych (moją siostrę, jej faceta) więc chyba kompletnie pali mosty za sobą. Jest mi ciężko bo myślałam, że to chwilowe, on niby bardzo mnie kochał, a teraz zmienił się o 180 stopni. Ciężko mi go zacząć nienawidzić.

10 Ostatnio edytowany przez Sonia2012 (2018-06-09 13:55:28)

Odp: Życie po śmierci związku

Medussa, uczucie nienawiści potrafi przynieśc wraz z sobą zniszczenia, jest destrukcyjne...i pewnie takie okazałoby sie dla Ciebie. Myślę, że to czego potrzebujesz to obojętność, odczuwać obojętność, gdy pomyślisz o ex. Droga przed Tobą. Zgodzę się z kimś wczesniej, że dobrze rokujesz, jestes madrą kobietą, bo wiesz,że nie można szukać papierka na rany. Idż tą drogą.

11

Odp: Życie po śmierci związku

Podpisuje się pod zdaniem Sonji - Nienawiść to najgorsze co możesz zrobić.
Na chwile pomoże, ale szybko zamieni się w "jad" który będzie Cię zżerał od środka. Ciebie i tylko Ciebie bo jego to już obchodzić nie będzie.
Jak koleś nie będzie już wzbudzał żadnych uczuć ani emocji to wtedy nienawiść nie będzie potrzebna.
Dasz rade smile

12

Odp: Życie po śmierci związku

Myślę, że za jakiś czas (może krócej niż miesiąc) przejdę do całkowitej akceptacji i obojętności. Ten związek nie miał szans od samego początku, był bo był, ale czekać na kogoś 3 lata żeby razem zamieszkać to gruba przesada. Nie wiem czemu wcześniej nie dało mi to do myślenia smile Zbytnio skupiałam się na zdaniu partnera i akceptowaniu jego zachowań oraz bierności. Gdy zaczęłam naciskać, stwierdził że za bardzo się kłócimy, więc zawinął żagle. Chłopiec się jeszcze nie wyszalał. A szkoda, bo myślałam że to ten jedyny.

13

Odp: Życie po śmierci związku

Dla mnie sytuacja jest jasna..... po prostu zmienił się i nie pasujesz .... ja mam zupełnie inny styl i na pewno z tego typu kobietą jak ty nie mógłbym być i myślę że jemu też się odwidziało .

Poza tym twoje złożyczenie żeby zdechł razem z tą nową osobą pokazuje że jego wybór żeby cię zostawić jest jak najbardziej właściwy.

14

Odp: Życie po śmierci związku

Wiesz, co innego jak Ty masz inny styl, wiec wybierasz sobie partnerkę względem swoich upodobań. On wybrał sobie mnie, bo mu na tamten czas i przez ponad dwa lata pasowałam. Druga sprawa: mam świadomość wypowiedzianych przeze mnie słów i wcale to nie oznacza, że poprzez takie słowa jego wybór okazał się słuszny. Zostawił mnie zupełnie z innych powodów i nie potrzebował dobitnych tekstów, żeby utwierdzić się w swojej decyzji. Przynajmniej patrząc przez pryzmat naszego całego związku, gdzie nie poczęstowałam go ani jednym aktem nienawiści oraz nie stosowałam względem jego osoby przemocy słownej. A przy rozstaniu człowiek z żalu i bólu mówi różne rzeczy i nie każdy jest tak opanowany jak Ty. I nie będę się tutaj wybielać, ani przekonywać Cię, że to co powiedziałam było na miejscu. Proszę Cię jedynie o to, abyś tak bezwzględnie nie oceniał mnie i mojego zachowania, bo wątek przedstawił Ci jedynie namiastkę całej sytuacji.

15

Odp: Życie po śmierci związku

Nikt tutaj nie da Tobie przepisu na nowy lepszy związek, co człowiek to inna historia. Po prostu musisz mieć oczy otwarte, oraz otwarty umysł na nowego partnera.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Życie po śmierci związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024