spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1

Temat: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Witam wszystkich, tych, którzy oczywiście zawitają w to uroczy, ciepły i jeszcze słoneczny wieczór.
Wiem, że ktoś, kto mówi o samobójstwie, tak naprawdę szuka jeszcze pomocy. Ja jej chyba nie szukam, chyba, bo nigdy do końca nie jestem pewna swoich decyzji. Jednak czuję potrzebę wygadania się, dlaczego chcę to zrobić. Niech to będzie moim katharsis. Muszę to z siebie wyrzucić przed ostatecznym rozwiązaniem
Epilog. Moje życie od początku było pomyłką. Zwykła wpadka, dowiedziałam się przypadkiem. Mama wpadła, moja ukochana babcia ostrzegała i prosiła, by mama nie wiązała się z ojcem, ale stało się i mama wyszła za niego za mąż.
Akt pierwszy - Dzieciństwo. Nie wiem, co to jest właściwie być dzieckiem. Awantury, strach, uciekanie w nocy do zsypu, bo pan i władca właśnie wrócił nachlany i rozbija wszystko dookoła. Nie pamiętam, ile razy  były wprawiane szyby w drzwiach pokojowych, tak często je wybijał. Straszenie, jak pójdziecie spać, to się powieszę. Pamiętam ten strach to dziś.
Akt drugi - Dorastanie. Mój okres dojrzewania kojarzę ze wstydem. Uczyłam się zawzięcie, chociaż nieraz mam pisała usprawiedliwienie za nieobecność w szkole, bo jak można wstać rano i uważać na lekcjach, kiedy kochany ojczulek całą noc nie dał spać. DO tego doszedł wstyd, bo jednak dzieci na osiedlu widziały, jak szedł osikany, brudny do domu. Awantury też raczej ciche nie były. Muszę przytoczyć jedną sytuację, bo nie umiem jej zapomnieć. Uczestniczyłam w wymianie językowej. Najpierw ja byłam dwa tygodnie w Niemczech potem młodzież z Niemiec miała przyjechać do nas. Ja pod razu zaznaczyłam, że nie mam warunków na rewizytę. Jednak jak poznałam Marie chciałam, żeby mieszkała u mnie.  Biedny "Tatuś" wytrzymał dwa tygodnie, tylko nie dał rady w ostatnim dniu. Pamiętam jak dziś. Idę z Marie korytarzem na parterze z walizką i mijam brudnego, śmierdzącego ojca. Brakowało paru minut. Chyba zrozumiała. Ja nie odezwałam się słowem, ale ten moment ciszy i niewyobrażalnego wstydu pamiętam do dziś.
Akt trzeci- Wkraczanie w dorosłość. Ukończyłam studia licencjackie. Przyjęłam oświadczyny mojego narzeczonego. Nie chciałam za bardzo, ale postawił mi warunek, albo się żenimy albo roztajemy. Bałam się,że nikt już mnie nie pokocha. Cały rok na ostatnim roku studiów zarabiałam na korepetycjach i uzbierałam na wesele. Uwierzcie, to była niezła harówka, uczniowie mijali się w drzwiach. Wychodziłam za mąż z prawdziwej miłości, naprawdę byłam zakochana. Po latach dowiedziałam się, że mój ówczesny narzeczony nie mógł już wytrzymać z apodyktyczną matką, więc rozwiązaniem dla niego był ślub ze mną. Zwłaszcza, że moi rodzice mieli wyprowadzić się do mieszkania po babci, a mnie zostawić komunalne M3. Byliśmy gówniarzami. Ja marzyłam o rodzinie, on marzył o uwolnieniu sie od matki. Nie rozmawialiśmy o tym , jak chcielibyśmy, by wyglądała nasza przyszłość. Więc sytuacja wyglądała tak, że ja przejęta rolą żony zasuwałam w pracy w domu i na korepetycjach,a mój mąż po pracy spał albo grał na komputerze (kupionym za ciężkie wtedy pieniądze na raty). Po latach sam przyznał, że do małżeństwa i ojcostwa dojrzał po 40-ce.
Akt trzeci- Rodzicielstwo. Po roku małżeństwa uznaliśmy, że naturalnym kolejnym krokiem powinno być rodzicielstwo. Po miesiącu byłam w ciąży. 23 lata, to chyba nie był jeszcze mój czas, ale stało się mając 24 lata zostałam matką. Właściwie para gówniarzy stała się rodzicami. I wtedy pierwszy raz miałam napad depresji. Wtedy nikt o takich rzeczach nie wiedział, nie było Internetu, z czasopisma "Mamo to ja" można było dowiedzieć się co najwyżej o karmieniu, etapach rozwoju dziecka, ale depresja u matki, 20 lat temu, to był chyba temat tabu. Mąż pracował u prywaciarza całymi dniami. Myślałam, że oszaleję z wiecznie płaczącym dzieckiem przy piersi. Bo oczywiście naczytałam się bzdur, jak karmienie piersią wspaniale wpływa na dziecko, ale o matce nie było ani słowa. Pierwsze lata małżeństwa to był koszmar. Wieczna walka z mężem o pomoc w domu i przy dziecku, w końcu po macierzyńskim, który wtedy trwał pół roku, musiałam wrócić do pracy. I gdzie była ta szczęśliwa rodzina, o której tak marzyłam. Jak syn miał 1,5 roku wróciłam na studia magisterskie. Boże, jak ja lubiłam się uczyć, wyszukiwać informacje, poszerzać horyzonty. Dojeżdżanie do innego miasta, uczenie się po nocach, codzienne obowiązki domowe, chorujące dziecko i praca zawodowa. Nie wiem, jak to przetrwałam, to się chyba nazywa młodość.
Akt czwarty - wiek dojrzały. Mając 35 lat urodziłam drugie dziecko. Niby wszystko wspaniale, mąż wreszcie odnalazł się w roli ojca, ale kłopot pojawił się z moją pracą. Musiałam się na gwałt przekwalifikować. Na zdobycie nowych kwalifikacji straciłam 3 lata ze swojego życia, po czym kiedy je uzyskałam i wróciłam po macierzyńskim do pracy dowiedziałam się, że nie ma dla mnie miejsca, bo ktoś został przyjęty na moje miejsce. Było to kompletne bezprawie, ale nie umiałam walczyć o swoje. Cudem udało mi się znaleźć pracę, ale będąc wiecznie zagrożona bezrobociem założyłam firmę, w której pracuję do dziś i przynosi większe dochody niż na etacie. Ale zabiera ona mój cały czas, nie umiem rozdzielić życia prywatnego od zawodowego. Kiedy założyłam firmę i pracowałam na etacie (plus dwoje dzieci w tym jedno niemowlak) przeżyłam powrót depresji. Musiałam leczyć się u psychiatry, bo już wtedy maiłam myśli samobójcze z niewyspania, przepracowania, braku czasu wolnego. Mąż jest zadowolony z zarobków, które osiągam i nie wiem, czy to jego męska ambicja, ale teraz ciągle pracuje, nawet w soboty i niedziele. Odkłada na przyszłość. Ale dalej większość domowych obowiązków wykonuję ja, od dzieci, sprzątania, robienia zakupów po planowanie wypoczynku.
Prolog. Czuję się nieszczęśliwa. Jestem przepracowana, Biznes to nie zajęcie dla osoby wrażliwej jak ja. Dzieci mają mnie w dupie. Zależy im tylko, żeby było ugotowane, uprane, uprasowane, pełna lodówka, kasa na nowe ciuchy i wakacje. Młodsza córka, za którą dałabym się zabić nie umie do mnie powiedzieć mamo, mamusiu, po prostu tego nie mówi. O spontanicznym kocham cię, to nawet bym nie marzyła, chociaż ja to powtarzałam chyba zbyt często. Dzieci nie pamiętają nawet, kiedy mam urodziny, starszy zapomniał nawet kiedyś o dniu matki. Mąż zadowolony tylko, jak jest posprzątane, ugotowane, zakupy zrobione, dzieci ogarnięte, chętna żonka w łóżku i kasa na koncie. A gdzie w tym wszystkim ja? Nigdy nie miałam szansy na beztroskie dzieciństwo, młodość, od razu dałam się wplątać w obowiązki. Nie znaczę dla mojej najbliższej rodziny nic, po prostu jestem dla nich kimś, kto organizuje życie. Nie umiem tego zmienić. Dzisiaj uciekłam. Będę nocować w firmie. Ale nie umiałabym żyć ze świadomością, że ich opuściłam. Ale myślę, że im przyjdzie to łatwiej, będą musieli po prostu przejąć moje obowiązki. Więc może zatęsknią i będą żałować, ale pewnie tylko dlatego, że będą musieli coś robić w domu. Dlatego właściwie decyzję już podjęłam, muszę tylko znaleźć odpowiedni moment i sposób. Taka już jestem, nie podejmuję spontanicznych decyzji, wszystko musi być rozważone i zaplanowane. To byłoby na tyle. Długo, ale trudno streścić 44 lat życia w kilku zdaniach.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Skądś znam ten schemat- może poza dzieciństwem... Pamiętasz film Komedia Małżeńska???
Życzę Ci, aby u Ciebie zakończyło się jak w tym filmie. I nie , samobójstwo nie jest rozwiązaniem, nigdy nie wiesz co Cię spotka "po drugiej stronie"...

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Droga Aniu. Rozumiem ze mozesz czuc sie podle i beznadziejnie ale dla doroslej osoby z zewnatrz twoje zycie obecnie jest obiektywnie dobre. Problem w tym ze za duzo wzielas sobie na głowę  i nie wiesz jak to zmienic jak sobie z tym poradzic. Obowiazki i zachowanie rodziny doluje Cię i poglebia depresje. To daje sie zmienic tzn twoje nastawienie. Weź troche kasy i jedz do psychologa , czuje ze pomoze. Mozna tez samemu drążyć sposoby na poprawe ale za bardzo sie wkrecilas i nie ma na to czasu. Pozdrawiam.

4

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Nie do konca rozumiem...
Twoje syn ma 20 lat, corka 9.

Nie lepiej rozwieść się z mężem, sprzedać firmę, z pieniędzy ze sprzedaży opłacić dzieciom alimenty i zacząć życie samej, gdzieś z dala?

Skoro chcesz umrzeć to nie lepiej na jakichś Filipinach, brazylijskiej plaży czy chociaż greckiej wyspie?

Dlaczego chcesz umrzeć tak żałośnie, skoro chociaż jedno mozesz zrobić w wielkim stylu ?

5 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2018-05-05 22:55:13)

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Pamiętaj, że w Polsce wiele dzieci miało podobne dzieciństwo (ja z mojego tez pamiętam głównie awantury i strach ). Wiele kobiet ma ciężko z mezami - znacznie ciężej niż Ty. Poszperaj na forum to się przekonasz. A dzieci, no cóż, takie mamy wspaniałe czasy.
Tak masz rację, to dobry moment, żeby całkowicie odmienic swoje życie i zakończyć to stare. Ale nie samobojstwem. Wszystko leży w Twoich rękach, od wszystkiego możesz się uwolnić, ale znajdź najpierw dobrego psychiatre i psychologa. A później już działaj sama. Musisz wszystko przeorganizowac.

6

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Gdzie są pozostali ludzie twojego życia? Opowiesz nam o reszcie osób? Czy masz rodzeństwo, dalszą rodzinę? Przyjaciół, znajomych z pracy, dawnych znajomych ze studiów? Sąsiadów, których lubisz?

If you can be anything, be kind.

7

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Dziękuję Wam kochani za odzew. Kiedy mam lepszy dzień, to czuję wstyd za to użalanie się nad sobą, bo wiem, że wiele osób chciałoby żyć moim życiem. Rodzice niepełnosprawnych dzieci, ludzie ciężko chorzy, którzy pragną żyć, żyjący w ubóstwie, bezdomni. Wczoraj miałam kryzys. Nie pierwszy raz, tylko boję się, że kiedyś go nie przetrwam. To są tak silne uczucia, że nie umiem nad nimi zapanować. Nikomu nigdy nie zwierzałam się ze swoich myśli, poza lekarzem, u którego kiedyś się leczyłam. Myślę, że macie rację, są inne rozwiązania. Komu zrobię największą krzywdę? Chyba sobie, bo życia nie powtórzę. Chyba zdecyduję się na psychoterapię. Nie mogę uwolnić się od przeszłości i myślę, że to ona ma największy wpływ na moje dzisiejsze życie.
Jestem w szoku, że znalazły się osoby, które bardziej zainteresowały się moją osobą niż najbliższa rodzina. Dziękuję za wiadomości na prywatnego maila. Obiecuję, że łatwo się nie poddam.

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

No i to rozumiem Anka!!

9

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Super smile
Życie jest generalnie ciężkie i więcej w nim trudnych chwil, niż radosnych. Ale tak jak napisałaś - trzeba pomyśleć ile inni odsaliby za nasz los. Ostatnio często jestem zmuszona samotnie spędzać czas. Pojechałam nad wodę, ładna pogoda to szkoda było mi siedzieć w domu. Było mi smutno, że żnów musze jechać sama. A wokół ludzie grilluja wspólnie, spędzają czas , w końcu majówka. Jednak gdy pomyślałam o tym ile osób chciałoby być na moim miejscu. Mieć możliwość wyjść z domu, przespacerowac się na własnych nogach, popływać, to od razu mi przeszło. Tak naprawdę dopóki człowiek jest zdrowy to ze wszystkim jest w stanie sobie poradzić. Nasze problemy są naprawdę blache, gdy pomyśli się o tych, których spotkały rzeczywiście tragedie w życiu. Trzeba się cieszyć z tego co się ma. A słabsze chwile ma każdy! Powodzenia smile

10

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Anno, czytając Twój post pomyślałam, że jesteś jednocześnie wrażliwą jak i o duzej "mocy sprawczej" (własny biznes) kobietą. Ktoś Ci pisał, że przecież inni mają gorzej, że obiektywnie Twoje życie nie jest najgorsze itp. Jak dla mnie takie porównania są bez sensu. "Gołym okiem" widać u Ciebie wszelkie objawy depresji, a ona przecież nie wybiera - nie przytrafia się wyłącznie bezdomnym, biednym i niepełnosprawnym. Może dotknąć każdego, niezależnie od stanu zdrowia czy konta. Myśli samobójcze to bezdyskusyjnie moment kiedy należy poszukać dobrego psychiatry, a następnie psychoterapeuty.
Piszesz, że nic nie znaczysz dla rodziny. Nawet jeśli Twoje dzieci nie okazują Ci uczuć, nigdy nie powinnaś wątpić, że Twoja śmierć to coś, po czym nie otrząsną się do końca życia. Ktoś pisał, że Twoja córka ma 9 lat (?), sam fakt, że uwierzyłaś, że mogłaby być obojętna na Twoją śmierć świadczy o tym, że masz poważnie zaburzone postrzeganie rzeczywistości, jak to w depresji bywa.

Wzięłaś na siebie dużo obowiązków, może po prostu odpuść np. część domowych. Inaczej domownicy nie docenią Twoich wysiłków.

11 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2018-05-10 22:07:19)

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Uświadomienie sobie, że własne życie wcale nie jest takie zle jak nam sie wydaje to właśnie  pierwszy etap psychoterapii; )

12

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Moje obecne życie, to właściwie spełnienie marzeń z dzieciństwa. Mąż,który nie pije, nie zdradza, jest domatorem, zdrowe dzieci, brak problemów finansowych. I tego nie umiem właśnie zrozumieć, dlaczego jestem tak nieszczęsliwa. Potwornie źle się z tym czuję. Inni mają naprawdę po górkę, a ja narzekam. Ale mam dość własnego życia. Mam dość odpowiedzialności w pracy i w domu. W pracy jestem szefem i wszystko jest na mojej głowie. Za wszystko odpowiadam ja.  Dokładnie tak samo jest w domu. To ja jestem od wychowania dzieci, zakupów, prania, decydowania co na obiad i gdzie spędzimy urlop itp. Jestem na etapie szukania dobrego psychiatry, bez tabletek się nie obejdzie, bo niestety myśli samobójcze mnie nie opuszczają. Do tego rozglądam się  również za  pracą. Straciłam kilka lat ze swojego życia na prowadzenie własnego biznesu i dłużej nie chcę. Jestem wypalona, aż wszystko mnie boli, kiedy wychodzę do pracy. Kiedy patrzę na młodszą córkę, wiem, że moja śmierć zabiłaby ją. NIe chcę być przyczyną jej cierpienia. Ale i tak przynajmniej kilkanaście razy dziennie myślę o uwolnieniu się od tej odpowiedzialności za wszystko. Boję się uciec, boję się ich zostawić. Jestem rozdarta. Czy to depresja?

13

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Kochana, czujesz się tak, ponieważ masz depresję. To choroba też Ci podpowiada, że nie masz prawa/powodów do tego, żeby czuć się w ten sposób. Wybierz się do specjalisty to Ci pomoże, nawet jeżeli nie chcesz leków sama terapia może Ci dużo pomóc.

"Kiedy spoglądamy na tych, którzy robią więcej niż my i są od nas lepsi, bardzo szybko zaczynamy nienawidzić swojego życia, bo nie jest tak dobre jak ich."

14

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Pewnie wiele osób ci odpowie, że depresja, wypalenie itp. Na pewno sama wiesz, co robić dalej i nie wiem czy jakieś porady są tu na miejscu.  A może powinnaś zrobić podstawowe badania lekarskie? Albo wyjechać gdzieś na dłużej?Może czas oddać stery mężowi? Stawiam znaki zapytania, bo nie znam szczegółów.

Mnie  zastanawia  czy ty nie rozmawiasz wcale z mężem i dziećmi? Czy oni nie orientują się w jakim jesteś stanie?

15

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Mój mąż jest racjonalistą, więc otwarcie mówi, że mnie nie rozumie. Ponadto jesteśmy jak ogień i woda, on-choleryk, ja- melancholik. Więc nawet nie próbuję się zwierzać ze swoich myśli. W jego oczach ja nigdy nie jestem zadowolona, zawsze cos mi nie pasuje, nie umiem się cieszyć z tego, co mam. I jest to wina mojego beznadziejnego charakteru. Tylko, że ja nie zawsze taka byłam. Kiedyś byłam naprawdę sympatyczną dziewczyną. Ale po części mąż ma rację. Ciężko żyje się z kimś takim jak ja. Jego najczęściej powtarzana rada- weź się wreszcie w garść. Naprawdę chciałabym. Przyklejam uśmiech, ale w środku jestem martwa. Zrobiłam sobie badania lekarskie i jestem zdrowa, nawet hormony tarczycy są ok.
Syn widzi, że coś jest nie tak, ale ma swoje życie i niespecjalnie go interesuję. Nigdy nie chciałam, żeby był maminsynkiem, ale smutno mi kiedy widzę, że nie jestem dla niego kimś ważnym. Tutaj też pewnie poełniłam gdzieś błąd.
Córka jest zbyt mała, żeby pojąć, co się ze mną dzieje. Ale też nie kwapi się, żeby zrobić coś dla mnie z dobroci serca, żeby okazać mi miłość, żeby mnie rozweselić. Ja pamiętam, że robiłam mamie niespodzianki, typu śniadanie, coś próbowałam ugotować, posprzątałam w meblach, coś jej zrobiłam bez okazji, oszczędzałam na lakier do paznokci, zeby jej sprawić przyjemność. A sama wychowałam dwoje egoistów. Moja wina, za bardzo się starałam. Urwałam kontakty z przyjaciółką i znajomymi. Nie miałam dla nich czasu.
Ale na koniec dobra wiadomość. Umówiłam się do psychiatry za tydzień w poniedziałek. Wiem, że zabrnęłam w ślepy zaułek i muszę zawrócić. Tylko jeszcze nie wiem, jak.

16

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Rada "weź sie w garść" jest do dupy, równie sensowna co powiedzieć komuś z raną kłutą w brzuchu "no weź przestań krwawić". Przestań się winić za rzeczy, na które nie masz wpłyuwu i przestań się winić za to, że nie bierzesz porady, która nie jest poradą. Następnym razem, jak ci powie ktoś ten głupi tekst "weź się w garść" to zapytaj "a co konkretnie masz na myśli? poproszę 4 przykłady sensownych działań".
Tego powinnaś szukać.

Widzę, że zrobiłam już sensowny krok. Bardzo dobrze! Trzymaj tak dalej, bo to cię zaprowadzi w lepsze miejsce.

Nie oczekuj od dzieci, że się będą zajmowały twoim stanem emocjonalnym - to nie jest ich obowiązek. Ba, nawet one nie powinny tego robić! To rolą rodzica jest dbać o dzieci, o ich dobre samopoczucie. I to jest relacja JEDNOSTRONNA. Wychowałaś dzieci właśnie dobrze: dzieci wychowuje się do samodzielności i autonomii, dla świata a nie dla siebie. Więc dobra robota. A wsparcia szukaj u ludzi w swoim wieku i ludzi, których matką nie jesteś.

If you can be anything, be kind.

17

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Chciałam podzielić się z Wami dobrą wiadomością, bo w pewnym sensie pomogliście w podjęciu mądrych decyzji. Podjęłam leczenie u psychiatry, zapisałam się na psychoterapię. Opowiadając o swoim życiu, zrozumiałam, że nie jestem maszyną, muszę nauczyć się odpoczywać, a ja taktuję życie zadaniowo. Ciągle wymyślam nowe cele, gonię, tylko za czy? Liczę, że psychoterapia mi w tym pomoże i zacznę się cieszyć tym, co mam.
Mam jednak jeszcze pytanie, czy ktoś z Was korzystał z terapii indywidualnej? Czy to naprawdę przynosi efekty? Czy człowiek może nauczyć się inaczej żyć i myśleć?

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Nie korzystalem i nie mam pojecia czy dziala wiec chetnie sie wypowiem . big_smile  Otoz najwazniejsze ze robisz COŚ.  Poczucie ze ma sie sile zrobic zmiane jest lecznicze. Powodzenia nie zycze bo co to da. Sama sobie wykujesz swoje powodzenie. Brawo.

19

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Nie mam przekonania, czy dobrze robię. Wiem tylko, że coś muszę zrobić. Jest problem, więc swoim zwyczajem muszę go rozwiązać. Mam kolejne zadanie. Chodzi o to, czy jest możliwa taka zmiana, żyć zwyczajnie, spokojnie bez żadnych wyzwań i zadań do wykonania. Wcale nie odpuściłam myśli o rozstaniu się z tym światem, nie da się tak od razu być szczęśliwym. Dlatego pytam o doświadczenie innych, czy komuś się udało?

20

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym
anna41 napisał/a:

Chodzi o to, czy jest możliwa taka zmiana, żyć zwyczajnie, spokojnie bez żadnych wyzwań i zadań do wykonania.

Jest. Ale musisz sama chcieć. Trzymam za Ciebie kciuki smile

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

21

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Anno, da się smile Po prostu pójść na spacer do parku i ucieszyć się spotkaną wiewiórką ; ktoś wyżej pisał, że był nad wodą - ot, tak po prostu. Jest mnóstwo takich drobiazgów, które relaksują i uspokajają, bardzo je lubię.
A czy dzieci nie mogłyby pomagać Ci w domu? Nawet jeśli mój syn tylko umyje nam (miałam odruchowo napisać "mi", ale przecież to nasz wspólny dom) naczynia, to już jest dla mnie spora ulga. Oczywiście jeszcze się to bez marudzenia nie odbyło, za późno chyba zaczęłam go wdrażać w domowe obowiązki, ale były konkretne przyczyny. Ostatnio wpadło mi do głowy, że postawię mu kolejne wyzwanie: wieszanie prania do suszenia - przecież to nic trudnego.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

22

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Hm..., jeśli Ci ciężko uwolnić się od zadaniowości to może potraktuj kolejnymi zadaniami : SIEBIE, zresztą zaczęłaś to robić przecież. A może powinnaś te zadania dzielić i kawałkami 'obdarowywać' bliskich - może wtedy zniknie poczucie odpowiedzialności dosłownie za wszystko.
Zmiany o które pytasz są realne - ale aby takimi się stały - to TWOJE ZADANIE WEWNĘTRZNE, łatwe nie jest, próbuj i nie wycofuj się, powodzenia.

23

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym
anna41 napisał/a:

Dziękuję Wam kochani za odzew. Kiedy mam lepszy dzień, to czuję wstyd za to użalanie się nad sobą, bo wiem, że wiele osób chciałoby żyć moim życiem. Rodzice niepełnosprawnych dzieci, ludzie ciężko chorzy, którzy pragną żyć, żyjący w ubóstwie, bezdomni. Wczoraj miałam kryzys. Nie pierwszy raz, tylko boję się, że kiedyś go nie przetrwam. To są tak silne uczucia, że nie umiem nad nimi zapanować. Nikomu nigdy nie zwierzałam się ze swoich myśli, poza lekarzem, u którego kiedyś się leczyłam. Myślę, że macie rację, są inne rozwiązania. Komu zrobię największą krzywdę? Chyba sobie, bo życia nie powtórzę. Chyba zdecyduję się na psychoterapię. Nie mogę uwolnić się od przeszłości i myślę, że to ona ma największy wpływ na moje dzisiejsze życie.
Jestem w szoku, że znalazły się osoby, które bardziej zainteresowały się moją osobą niż najbliższa rodzina. Dziękuję za wiadomości na prywatnego maila. Obiecuję, że łatwo się nie poddam.

Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że przechodzisz typowe rozterki dla DDA. Jesteś dorosłym dzieckiem alkoholika. nie wiem, czy jest to równoznaczne z depresją. Psychoterapia do świetny pomysł, jednak jeśli wciąż masz wątpliwości, zacznij od psychologa

24

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym
anna41 napisał/a:

Nie mam przekonania, czy dobrze robię. Wiem tylko, że coś muszę zrobić. Jest problem, więc swoim zwyczajem muszę go rozwiązać. Mam kolejne zadanie. Chodzi o to, czy jest możliwa taka zmiana, żyć zwyczajnie, spokojnie bez żadnych wyzwań i zadań do wykonania. Wcale nie odpuściłam myśli o rozstaniu się z tym światem, nie da się tak od razu być szczęśliwym. Dlatego pytam o doświadczenie innych, czy komuś się udało?

Oczywiście, po jasnej stronie życia jest wspaniale. Dlatego zachęcam Cię do nieustawania w poszukiwaniach. Kiedy jesteś w lepszej formie, staraj się przeznaczać swoją energię na sensowne działania. Wielka jest potęga umysłu człowieka. Trzymam kciuki, żeby nie zabrakło Ci wiary i siły w to, że dobre życie jest w zasięgu Twoich rąk.  smile

Któż jak Bóg!

25

Odp: spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Większość tych co znam to DDA. Wychowywali się w pijackich rodzinach. Ja też jestem z takiej rodziny i co mam zrobić zabić się???  Żyje dalej.
Samobójstwo to nie jest rozwiązanie.
Mi pomogło kilka lat modlitw na różańcu bo psychiatrzy nie potrafili. Źle mnie zdiagnozowali i podawali mi leki psychotropowe po których czułem się fatalnie. Więc ich olałem i stwierdziłem że w Bogu siła.... i tak też się stało.

Na internecie jest opis jak modlić się na różańcu. Módl się prosząc o uzdrowienie, a otrzymasz to o co prosisz.

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » spowiedź przed rozwiązaniem ostatecznym

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018