netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Milczenie zawsze oznacza odejście?

8 odpowiedzi3 480 wyświetleńzałożony przez BlackJackRose, 05.04.2018

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Milczenie zawsze oznacza odejście?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-04-05 18:36:48)

Temat: Milczenie zawsze oznacza odejście?

Cześć dziewczyny! Pewnie takich historii naczytacie się setki - pomyślicie też, że dziewczyna przed trzydziestką powinna mieć więcej oleju w głowie. Niestety - nie radzę sobie sad

Moje podejście do rozstań, odejść zawsze kształtowało się na zasadzie "było - minęło". Wpadł jakiś romans, koleś nie chciał się angażować - okej, fajnie, trudno. Ale tym razem poznałam mężczyznę, na którym naprawdę zaczęło mi zależeć...

Poznaliśmy się na początku stycznia. Od razu było wspólne flow. Nie tylko seksualne - choć oboje jesteśmy atrakcyjni. Ale mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów: ja straciłam wcześnie mamę, on tatę. Mamy mnóstwo pasji: fitness, sport, motory, podróże, wychodzimy z domu rano, wracamy późnym wieczorem. W sobotę wieczorem byliśmy na pierwszej randce, a już w niedzielę jechaliśmy do Poznania na obiad (ja jestem z Wrocławia, on z Oławy) wink

Zaczęło się. Byłam nazywana "jego dziewczyną, kobietą, panną". Wszędzie razem, do znajomych, na koncert, na wyjazd. W piątek jechałam do niego i spędzaliśmy razem czas do niedzieli. Czasem cały dzień w piżamach w łóżku. Seks był, oczywiście. Ale nie o to się rozchodziło. Kobiety czują takie rzeczy. Kiedy facetowi zależy tylko na seksie. A kiedy zależy mu na czyim innym. Z nami było to drugie. Na początku marca rzucił, że może po moich wakacjach (jechałam między 6 a 13 marca) zaczniemy szukać dla mnie półeczki u niego w mieszkaniu... Szybko. Ale czułam, że to właśnie to. Znacie to? Spotykacie kogoś, o kim myślicie "to będzie mój mąż". I tak było z nami.

Niestety - nie mogło być zbyt różowo. Zrobiłam mu awanturę. Bez powodu. Okrutną. Może nie awanturę, ale miałam pretensje o wyimaginowane rzeczy... Mieliśmy spędzić razem weekend. Zadzwonił do mnie w piątek i powiedział, ze przeprasza, ale ma złe wieści. Jego szef, który nie ma życia ani rodziny, wymyślił, że w sobotę pojadą na spotkanie do Warszawy. Było mi tak cholernie przykro...
No i popisałam się. W sobotę urządziłam babski wieczór. Po pijaku zadzwoniłam do niego z pretensjami, że nie odzywa się cały wieczór (nieważne, że u mnie były koleżanki, a on był na imprezie integracyjnej). Zarzuciłam, że zdradza mnie z koleżanką. Nie będę się rozwodzić, ale poprawiłam jeszcze w niedzielę. Tak - mam problemy emocjonalne. Psycholog, psychiatra, dom alkoholowy, niska samoocena. Walczę z tym. Ale czasem przegrywam. To, co zrobiłam w sumie na początku znajomości, było niedopuszczalne. Ale stało się.

Był zły. Bardzo. Ale niby przeprosiłam. Niby mu przeszło. Musicie wiedzieć - bo to może istotne - że to bardzo ciężki człowiek. Raz, że uparty. Dwa - zamkniety. Nie powie o problemach. Nie powie o uczuciach. Nigdy. Nikomu. Zawsze radzi sobie sam. Od 14 roku życia zarabia na siebie. Teraz w wieku 31 lat pracuje na dwóch etatach, handluje autami, ma własne mieszkanie, sprząta, pierze, gotuje, sam, sam, sam...

W następną sobotę mieliśmy jechać razem na gale KSW do Łodzi. W piatek jeszcze długo rozmawialiśmy. W sobotę miałam jechać do niego do Oławy i stamtąd mieliśmy uderzać na Łódź. Wsiadłam w samochód, napisałam smsa, że jadę i dostałam odpowiedź "Monia... nie umiem Ci tego powiedzieć. Ta awantura bardzo mnie dotknęła. Nie umiem teraz z Tobą rozmawiać. Pogadajmy po Twoim powrocie z wakacji". Miałam jechać w środę.

Intuicja... Znacie to? Kazała mi tam jednak jechać i pogadać. Tak zrobiłam. Usłyszałam różne słowa: że on sam nie wie, już co czuje. Że nie obieca mi niczego. Że nie wie, czy chce się angażować. Sluchałam. I nagle.. Zaczął płakać. Że jak mnie nie ma, to myśli, że to nie ma sensu. Że jak jestem blisko ,dostaje na głowę. Że już nie daje rady trzymać tej fasady twardego faceta, że nie daje już rady "sam". I tak dalej... byłam w szoku. Faceci płaczą rzadko. A przy kobietach w ogóle.

Daliśmy sobie tydzień. Na moje wakacje. Mieliśmy wszystko przemyśleć. Zażartowałam, że jak nie będzie chciał ze mną być, niech da znać - zostanę na wyspie i będę hodować kozy. Kazał wracać smile Rozmawialiśmy i dzwoniliśmy do siebie codziennie. CODZIENNIE. Byl ostatnią osobą, z którą rozmawiałam przed wejściem na pokład i pierwszą, która zapytała, czy już wylądowałam.

Ale znów pojawił sie jakiś dystans...  Nie umiem tego opisać, to się czuje. Czułam się jak na emocjonalnym rollercoasterze. Wrócilam w środę, umówiliśmy się na spotkanie w niedzielę. Rozmawialiśmy. Dostałam info, że poczuł się przeze mnie osaczony. Ale też, że nie chce zniknąć z mojego życia, że chce mieć kontakt. Że w sumie on sam nie wie teraz, czego chce. Że jest idiotą. Że niech ta znajomość toczy się sama. Nie jestem głupia - wiem, że to było rozstanie. Ale.. No właśnie, ale...

Po tym spotkaniu znów mieliśmy w miarę normalny kontakt. Rozmawialiśmy całymi dniami. Nie odzywał się weekend, to napisał w poniedziałek, że miał w weekend urwanie głowy z autami, ze tu laweta, tu urwane koło itp. Rozmawialiśmy jak para dobrych znajomych. Ja też spuściłam z tonu.

Zaproponowałam spotkanie w poniedziałek wielkanocny. Spacer lub motory, w zależności od pogody. Zajarał się niesamowicie tym pomysłem! Kazał mi się modlić, żeby była pogoda w weekend, mówił, gdzie pojedziemy itp.

W niedzielę wieczorem napisałam wiadomość, czy juz znamy godzinę, o której się spotykamy - musicie wiedzieć, że raczej nigdy niczego nie planowaliśmy i np godzina spotkania wychodziła w danym dniu. Nie odpisał, odczytał. Przed północą napisałam ponownie, by tylko dał mi znac, czy w ogóle się widzimy, bo chciałabym sobie zaplanować dzień. Odczytał, nie odpisał. Wiedziałam już, że nie zobaczymy się w poniedziałek. Miałam rację.

Zostałam zraniona. No i wulgaryzm się... Napisanie "nie spotkamy się, bo" - bez względu na powód - to nic strasznego. No i niby wiem, co powiecie: olej, daruj sobie, koleś jest idiotą.

Ale.. Znów jakieś ale. Na tyle, na ile zdążyłam go poznać wiem, że gdyby nie chciał/nie mógl się spotkać - napisałby o tym. Na pewno nie odczytałby wiadomości i nie odpisał na nią. Albo by mnie zablokował na FB gdybym była zbyt nachalna. Nie zrobił tego.

No i ta wulgaryzm intuicja. Coś - choć nie wiem, co - podpowiada mi, że to jeszcze nie koniec.. Żyję swoim życiem: dwie prace, treningi, zawody fitness, wolontariat - ale jednak on wciąż siedzi w mojej głowie. Myślę o nim, świadomie lub nie.

Powiedzcie mi dziewczyny - i chłopcy, jeśli tu są wink co myślicie o całej tej historii. Najprościej byłoby powiedzieć "taki sam jak zawsze, daj sobie spokój itp".. Ja jednak mam wrażenie, ze chodzi o coś nieco innego niż zwykłe zerwanie i tchórzostwo.  Poznawałam w życiu sporo męzczyzn. Dla seksu zrobili i powiedzieli wszystko. Wykorzystując moja naiwność i zauroczenie chcieli jedynie zaciągnąć do łóżka, nawet, kiedy już powiedzieli, że "nie są gotowi na związek". A ja oczywiście, głupia, ulegalam.
Tu tego nie było. Choć mógl mnie zaciągnąć do łóżka nawet po rozstaniu - nie mogłam usiedzieć na miejscu, kiedy go widziałam - nie zrobił tego. Nie dotykał, trzymał rece przy sobie. O ile zdązyłam go poznać, to nie jest typ uwodziciela.

Co myślicie o tym wszystkim? Ja czasem myślę, że odszedł, by przemyśleć parę rzeczy. Że może - paradoksalnie - czeka na mój ruch. Że wróci. Nie umiem tego nazwać, ale my kobiety mamy czasem intuicję wink

Czekam na Wasze opinie!

2

Odp: Milczenie zawsze oznacza odejście?
BlackJackRose napisał/a:

Cześć dziewczyny! Pewnie takich historii naczytacie się setki - pomyślicie też, że dziewczyna przed trzydziestką powinna mieć więcej oleju w głowie. Niestety - nie radzę sobie sad

Moje podejście do rozstań, odejść zawsze kształtowało się na zasadzie "było - minęło". Wpadł jakiś romans, koleś nie chciał się angażować - okej, fajnie, trudno. Ale tym razem poznałam mężczyznę, na którym naprawdę zaczęło mi zależeć...

Poznaliśmy się na początku stycznia. Od razu było wspólne flow. Nie tylko seksualne - choć oboje jesteśmy atrakcyjni. Ale mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów: ja straciłam wcześnie mamę, on tatę. Mamy mnóstwo pasji: fitness, sport, motory, podróże, wychodzimy z domu rano, wracamy późnym wieczorem. W sobotę wieczorem byliśmy na pierwszej randce, a już w niedzielę jechaliśmy do Poznania na obiad (ja jestem z Wrocławia, on z Oławy) wink

Zaczęło się. Byłam nazywana "jego dziewczyną, kobietą, panną". Wszędzie razem, do znajomych, na koncert, na wyjazd. W piątek jechałam do niego i spędzaliśmy razem czas do niedzieli. Czasem cały dzień w piżamach w łóżku. Seks był, oczywiście. Ale nie o to się rozchodziło. Kobiety czują takie rzeczy. Kiedy facetowi zależy tylko na seksie. A kiedy zależy mu na czyim innym. Z nami było to drugie. Na początku marca rzucił, że może po moich wakacjach (jechałam między 6 a 13 marca) zaczniemy szukać dla mnie półeczki u niego w mieszkaniu... Szybko. Ale czułam, że to właśnie to. Znacie to? Spotykacie kogoś, o kim myślicie "to będzie mój mąż". I tak było z nami.

Niestety - nie mogło być zbyt różowo. Zrobiłam mu awanturę. Bez powodu. Okrutną. Może nie awanturę, ale miałam pretensje o wyimaginowane rzeczy... Mieliśmy spędzić razem weekend. Zadzwonił do mnie w piątek i powiedział, ze przeprasza, ale ma złe wieści. Jego szef, który nie ma życia ani rodziny, wymyślił, że w sobotę pojadą na spotkanie do Warszawy. Było mi tak cholernie przykro...
No i popisałam się. W sobotę urządziłam babski wieczór. Po pijaku zadzwoniłam do niego z pretensjami, że nie odzywa się cały wieczór (nieważne, że u mnie były koleżanki, a on był na imprezie integracyjnej). Zarzuciłam, że zdradza mnie z koleżanką. Nie będę się rozwodzić, ale poprawiłam jeszcze w niedzielę. Tak - mam problemy emocjonalne. Psycholog, psychiatra, dom alkoholowy, niska samoocena. Walczę z tym. Ale czasem przegrywam. To, co zrobiłam w sumie na początku znajomości, było niedopuszczalne. Ale stało się.

Był zły. Bardzo. Ale niby przeprosiłam. Niby mu przeszło. Musicie wiedzieć - bo to może istotne - że to bardzo ciężki człowiek. Raz, że uparty. Dwa - zamkniety. Nie powie o problemach. Nie powie o uczuciach. Nigdy. Nikomu. Zawsze radzi sobie sam. Od 14 roku życia zarabia na siebie. Teraz w wieku 31 lat pracuje na dwóch etatach, handluje autami, ma własne mieszkanie, sprząta, pierze, gotuje, sam, sam, sam...

W następną sobotę mieliśmy jechać razem na gale KSW do Łodzi. W piatek jeszcze długo rozmawialiśmy. W sobotę miałam jechać do niego do Oławy i stamtąd mieliśmy uderzać na Łódź. Wsiadłam w samochód, napisałam smsa, że jadę i dostałam odpowiedź "Monia... nie umiem Ci tego powiedzieć. Ta awantura bardzo mnie dotknęła. Nie umiem teraz z Tobą rozmawiać. Pogadajmy po Twoim powrocie z wakacji". Miałam jechać w środę.

Intuicja... Znacie to? Kazała mi tam jednak jechać i pogadać. Tak zrobiłam. Usłyszałam różne słowa: że on sam nie wie, już co czuje. Że nie obieca mi niczego. Że nie wie, czy chce się angażować. Sluchałam. I nagle.. Zaczął płakać. Że jak mnie nie ma, to myśli, że to nie ma sensu. Że jak jestem blisko ,dostaje na głowę. Że już nie daje rady trzymać tej fasady twardego faceta, że nie daje już rady "sam". I tak dalej... byłam w szoku. Faceci płaczą rzadko. A przy kobietach w ogóle.

Daliśmy sobie tydzień. Na moje wakacje. Mieliśmy wszystko przemyśleć. Zażartowałam, że jak nie będzie chciał ze mną być, niech da znać - zostanę na wyspie i będę hodować kozy. Kazał wracać smile Rozmawialiśmy i dzwoniliśmy do siebie codziennie. CODZIENNIE. Byl ostatnią osobą, z którą rozmawiałam przed wejściem na pokład i pierwszą, która zapytała, czy już wylądowałam.

Ale znów pojawił sie jakiś dystans...  Nie umiem tego opisać, to się czuje. Czułam się jak na emocjonalnym rollercoasterze. Wrócilam w środę, umówiliśmy się na spotkanie w niedzielę. Rozmawialiśmy. Dostałam info, że poczuł się przeze mnie osaczony. Ale też, że nie chce zniknąć z mojego życia, że chce mieć kontakt. Że w sumie on sam nie wie teraz, czego chce. Że jest idiotą. Że niech ta znajomość toczy się sama. Nie jestem głupia - wiem, że to było rozstanie. Ale.. No właśnie, ale...

Po tym spotkaniu znów mieliśmy w miarę normalny kontakt. Rozmawialiśmy całymi dniami. Nie odzywał się weekend, to napisał w poniedziałek, że miał w weekend urwanie głowy z autami, ze tu laweta, tu urwane koło itp. Rozmawialiśmy jak para dobrych znajomych. Ja też spuściłam z tonu.

Zaproponowałam spotkanie w poniedziałek wielkanocny. Spacer lub motory, w zależności od pogody. Zajarał się niesamowicie tym pomysłem! Kazał mi się modlić, żeby była pogoda w weekend, mówił, gdzie pojedziemy itp.

W niedzielę wieczorem napisałam wiadomość, czy juz znamy godzinę, o której się spotykamy - musicie wiedzieć, że raczej nigdy niczego nie planowaliśmy i np godzina spotkania wychodziła w danym dniu. Nie odpisał, odczytał. Przed północą napisałam ponownie, by tylko dał mi znac, czy w ogóle się widzimy, bo chciałabym sobie zaplanować dzień. Odczytał, nie odpisał. Wiedziałam już, że nie zobaczymy się w poniedziałek. Miałam rację.

Zostałam zraniona. No i wkurwiłam się... Napisanie "nie spotkamy się, bo" - bez względu na powód - to nic strasznego. No i niby wiem, co powiecie: olej, daruj sobie, koleś jest idiotą.

Ale.. Znów jakieś ale. Na tyle, na ile zdążyłam go poznać wiem, że gdyby nie chciał/nie mógl się spotkać - napisałby o tym. Na pewno nie odczytałby wiadomości i nie odpisał na nią. Albo by mnie zablokował na FB gdybym była zbyt nachalna. Nie zrobił tego.

No i ta wulgaryzm intuicja. Coś - choć nie wiem, co - podpowiada mi, że to jeszcze nie koniec.. Żyję swoim życiem: dwie prace, treningi, zawody fitness, wolontariat - ale jednak on wciąż siedzi w mojej głowie. Myślę o nim, świadomie lub nie.

Powiedzcie mi dziewczyny - i chłopcy, jeśli tu są wink co myślicie o całej tej historii. Najprościej byłoby powiedzieć "taki sam jak zawsze, daj sobie spokój itp".. Ja jednak mam wrażenie, ze chodzi o coś nieco innego niż zwykłe zerwanie i tchórzostwo.  Poznawałam w życiu sporo męzczyzn. Dla seksu zrobili i powiedzieli wszystko. Wykorzystując moja naiwność i zauroczenie chcieli jedynie zaciągnąć do łóżka, nawet, kiedy już powiedzieli, że "nie są gotowi na związek". A ja oczywiście, głupia, ulegalam.
Tu tego nie było. Choć mógl mnie zaciągnąć do łóżka nawet po rozstaniu - nie mogłam usiedzieć na miejscu, kiedy go widziałam - nie zrobił tego. Nie dotykał, trzymał rece przy sobie. O ile zdązyłam go poznać, to nie jest typ uwodziciela.

Co myślicie o tym wszystkim? Ja czasem myślę, że odszedł, by przemyśleć parę rzeczy. Że może - paradoksalnie - czeka na mój ruch. Że wróci. Nie umiem tego nazwać, ale my kobiety mamy czasem intuicję wink

Czekam na Wasze opinie!

Autorko, po pierwsze od początku stycznia upłynęło raptem kilkanaście tygodni, a dynamika Waszej relacji z tego co sama napisałaś - była oszałamiająca.
I rzeczywiście mogła mu się wydać zbyt szybka i przytłaczająca.
Nie odrabiałabym na Twoim miejscu do jego zachowania jakiejś wygodnej dla Ciebie ideologii, bo możesz sobie tym zrobić sporą krzywdę.
Postaraj się może nie naginać faktów, tylko przyjmować rzeczywistość taką, jaką jest.

Jeśli facet nie odpisuje, to znaczy że nie chce odpisać, a nie że z miłości do Ciebie i ze wzruszenia tak mu się ręce trzęsą, że nie może palcami w klawiaturę trafić.
Jeśli facet nie proponuje Ci spotkań i nie spotyka się z Tobą w zaproponowanych miejscach / terminach - to znaczy, że się spotkać nie chce, a nie że obmyśla w samotności i w ukryciu jakby Ci się tu oświadczyć.
Jeśli facet podczas spotkania nie dotyka Cię i trzyma ręce przy sobie - to znaczy, że nie ma ochoty na seks z Tobą, że nie ma ochoty na intymną bliskość, a nie że szanuje Cię tak bardzo, iż z wielkiej nieśmiałości nie może Cię wprost tknąć.

To są proste, jawne przekazy, które nie mają żadnego ukrytego znaczenia, żadnego drugiego dna.


Po drugie - czytałam kilka Twoich poprzednich wątków, i z absolutnie żadnego z nich nie wynika, że Twoje podejście od zawsze kształtowało się na zasadzie "było - minęło".
Wręcz przeciwnie, w przypadku każdego z rozstań, które opisywałaś - wynikało, że jesteś bardzo zdesperowana i miałaś mocne ciśnienie na powrót chłopaka / partnera, który z Tobą zrywał.
Myślę,  że w obecnym przypadku może być podobnie. Bardzo pragniesz jego powrotu i dlatego do własnych nadziei dorabiasz sobie kobiecą intuicję ...

3

Odp: Milczenie zawsze oznacza odejście?

Moja intuicja mówi mi,że nic z tego nie będzie wink
Dla mnie sprawa jest jasna koleś nie chce z Tobą kontaktu a Ty na siłę szukasz wytłumaczeń jego milczenia. Dostaje dwie wiadomości,odczytuje i nie odpisuje? To chyba najbardziej jawna forma ignorancji.
Sama stosuje tą metodę w stosunku do namolnych ludzi.
Poza tym gdyby ktoś robił mi jazdę na początku znajomosci o jego „wimaginowane sytuacje” o to,że się nie odzywam to na pewno byłoby po temacie. Nie dziwie się,że nie chce mieć z Tobą nic wspólnego i czuje się przytłoczony.

4

Odp: Milczenie zawsze oznacza odejście?

Masz uszy? To zacznij ich używać. A jeśli jesteś głucha, to poproś, aby użył migowego albo napisał. On Ci wszystkiego powiedzial, był szczery jak cholera. Docen to.

Btw. Znam kilka osób z ubytkiem sluchu (niedoslyszace-stwierdzone przez laryngologa) wierz mi, życie wtedy nie jest łatwiejsze. Nie kalecz sama siebie,

5

Odp: Milczenie zawsze oznacza odejście?

Ty chyba powinnaś się ostro zastanowić nad sobą. Opisałaś na tym forum cztery swoje związki - wszystkie rozgrywały się w tempie pendolino. Za każdym razem zostawiał Cię facet, przyczyny (tu podkreślę: pendolino, więc to nie były długie związki):

1) Bo zrobiłaś karczemną awanturę.
2) Bo rozkręcał firmę, a Ty słałaś SMS-y z pretensjami, że za mało czasu Ci poświęca.
3) Bo czułaś się zaniedbywana i go zdradziłaś (i to w stylu rozwielitki).
4) Bo mu zrobiłaś za free karczemną awanturę...

Dwie rzeczy się powtarzają - tempo pendolino i wciąż się czujesz zaniedbywana. Prawdopodobnie jesteś człowiekiem, który zawsze będzie się czuł zaniedbywany i zawsze będzie szukał dziury w całym. Dobrze, że wyskakujesz z tym na tyle szybko, że facet ma możliwość ewakuacji zanim się poważnie zaangażuje.

6

Odp: Milczenie zawsze oznacza odejście?

Eee tam pięknie to podsumowała. DDA często mają uczucie niedostatku miłości i zainteresowania. Często też sami prowokują emocjonalne rollercostery po części żeby zapełnić pustkę którą odczuwają, po części jako odgrywanie toksycznych schematów z dzieciństwa. Zastanów się nad jakimiś meetingami DDA.

7

Odp: Milczenie zawsze oznacza odejście?
Domnieto napisał/a:

Eee tam pięknie to podsumowała.

Może mało istotne, ale EeeTam jest mężczyzną big_smile

8

Odp: Milczenie zawsze oznacza odejście?

Szybkie tempo na początku związku to nie problem. Sama z moim narzeczonym na początku znajomości mieliśmy szybkie tempo, jednak oboje chcieliśmy...
W Twoim przypadku uważam, ze On nie chce lub coś go przytłoczyło. Moim zdaniem odpuść, być może pomyśli i wróci po jakimś czasie, ale czy Ty wtedy już będziesz chciała ?

9

Odp: Milczenie zawsze oznacza odejście?

mój były identycznie do mnie mówił. ale ja nie rozumialam o co tak na prawde mui chodzi (nie chcialam widziec, chcialam naprawiac) - "jak sie nie widzimy to jest beznadziejnie (miedzy nami) a jak sie widzimy to wszystko ok i jest fajnie", "nie wiem czego chce. caly czas sie zastanawiam", "(przy pierwszej probie rozstanie) ale jestem obok i jakbys czegos potrzebowala to mow, daj znac co u ciebie", "nie wiem jak bedzie, moze bedziemy kiedys jeszcze razem",

i prawda jest taka, ze to koniec. nie czekaj, i zostaw go w spokoju.

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Milczenie zawsze oznacza odejście?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026