Myślałam, że poradzę sobie z tym sama, jednak mam natłok myśli i strasznie mi przykro - nie wiem czy słusznie. Rozwiejcie, proszę albo potwierdźcie moje obawy. Nie wiem, jak zachowywać się teraz w stosunku do niego.
Od listopada spotykam się z cudownym chłopakiem. Jest nam razem bardzo dobrze. Studiujemy na tej samej uczelni (to dla nas obojga drugie kierunki studiów, ja już kończę), widzimy się praktycznie dzień w dzień. Przychodzi do mnie zmęczony po zajęciach. Trochę z nas takie papużki - nierozłączki. Ma bardzo odpowiedzialne podejście do życia i do mnie, wielkie zasady. We wszystkich jego przyszłych planach jestem ja. Traktujemy się bardzo poważnie.
Kompletnie nie miałabym się do czego przyczepić, gdyby nie jedna sytuacja. Od stycznia podrywa go lesbijka (która jednak okazała się być 'bi'). Mają razem zajęcia 3x w tyg. Pisała co jakiś czas na fb, daje serduszka pod każdym jego zdjęciem, proponowała wyjście na piwo, malowanie go, chciała, by zawiózł ją do domu autem, próbowała złapać za rękę, kadziła, słodziła, zachwycała się tym jaki jest zdolny, łaziła za nim na uczelni itd., itp. O wszystkim mi mówił. Śmieje się z niej po dziś dzień twierdząc, że jest egzaltowana, zgrywa pseudo-mądrą itd. Jest od niego młodsza o jakieś 7 lat. Ogólnie nie odnotowałam żadnego zainteresowania nią (widzę, że jest bardzo we mnie zakochany). Również nie jestem jakoś super o nią zazdrosna, bo widzę, że jest po prostu głupia i dziecinna. Do sedna - w zeszłym tyg. skomentowała mu zdjęcie w sposób, który wskazywałby, że rozmawiają ze sobą. Wierciłam mu dziurę w brzuchu dopytując o szczegóły. Niemal dostawał białej gorączki, że coś mu wmawiam. Poszedł do łazienki, zostawił włączonego fb. Przeczytałam rozmowy z nią. Brzmiały tak:
On: "Cześć Asiu, to kuszące, ale nie mogę! Moja dziewczyna by zzieleniała z zazdrości, więc sory." (odmowa na przyjście do jej domu w celu rysowania go)
Ona: "Hehe, no, domyślam się. Ale ja jestem prawie lesbijką i jeszcze dzieciakiem, więc chyba ostatecznie nie ma się czym martwić"; - po czym dopisała: "Jakbyś jednak się przekonał i w jakimś niezobowiązującym środowisku chciałbyś dać się narysować, to byłoby mi przemiło!"; i znowu: "W ogóle strasznie mi głupio, że tak to zrozumiałeś, ale no nic."
Minął tydzień, wyszedł ode mnie w milczeniu (nie wiem, co zrobiłam nie tak) i napisał jej w nocy:
"Nic nie głupio i nic żle nie zabrzmiało
tylko ja nie za bardzo mogę
ale już chyba nie chcesz
"
Ona: "Hej, hej, czemu niby?"
On: "w sumie nie wiem
"
Ona: "A uspokój się"
On: "Tak?
"
Ona: "Pogadamy w Szkole
Nie przejmuj się niczym!"
On: "Nie przejmuję
Jest git"
Ona: "No to git. Bałam się jedynie, że może z Twojej strony może być nie git"
I wysłał jej pracę do oceny, którą rzekomo wysyła większości osób.
Kilka dni temu znowu pisała do niego czy mógłby pożyczyć jej tomiki poezji, zaśmiał się i odpowiedział zdawkowo. W piątek zaprosiła na Parapetówkę, jako jednego z wielu chłopaków z jego roku. Zapytał, kiedy jest ta impreza i na tym się skończyło. Wieczór i cały weekend spędził ze mną, z własnej inicjatywy.
Kiedy wrócił z kąpieli, sam pokazał mi te wiadomości. Aż byłam zaskoczona. Powiedział, że robi to, bo ma dosyć mojej paranoi i nie chce, by coś popsuło się między nami z powodu jakiejś małolatki. Trochę mi ulżyło. Twierdzi, że jest w porządku i nie chce być super nie miły, bo ona nic nie zrobiła złego. Jest w zgodzie z własnym sumieniem. Teraz już twierdzi, że wcale go nie podrywa, by po chwili dodać: "Ona jest zakochana w każdym moim koledze i chce sobie znaleźć jak najszybciej faceta. Przecież nigdy z nią nigdzie nie pójdę! Piszę najkulturalniej do niej, jak się da, by nie zranić dziewuchy. Nawet na uczelni już nie podchodzi do mnie!"
W moim odczuciu najsmutniejsze jest to, że miałam nadzieję, że zerwie z nią kontakt, kiedy prosiłam, by napisał, że ma dziewczynę (sam zauważył, że robi się nachalna). Ja usunęłam ze znajomych byłego chłopaka, bo miał obsesję na jego punkcie. Dostał szału, kiedy raz napisałam do niego w czysto służbowej sprawie. Zarzucił wtedy, że nie jestem fair wobec niego, że świadomie go ranię, ze mam nie porównywać sytuacji, bo jego z tą dziewczyną nic nie łączyło i nie łączy.
Jak to wszystko wytłumaczyć? Był zły na mnie i wdał się z nią w nocy w dyskusję? Przecież takim pisaniem robi jej nadzieję, a ona nigdy się nie odczepi.
Czy przesadzam z tym wszystkim?