Cześć,
Jestem wrażliwa. Dopiero ok 23 roku życia stałam się w 100% odpowiedzialna za siebie. Poczułam się dorosła dopiero ok 25 roku życia. Nie chcę mówić, że to wina rodziców, opieki. Może też znajomych, nieimprezowego stylu życia itp.
Pamiętam, że od zawsze byłam samodzielna, od zawsze chciałam więcej. Jednak moje zdrowie mi nie pozwalało. Od urodzenia choruję na astmę, na alergie pokarmowe, kilka razy do roku robiłam sobie alergiczne testy, mam alergię/skazę atopową . Mam także anemię, do studiów przyjmowałam niezliczone ilości leków, hormonalne, sterydy-czułam się jak zombie. Czułam się inna niż wszystkie moje koleżanki.W latach 90i późnych 80tych nie były te alergie tak popularne jak teraz- obecnie mamy zbyt duzo fast foodów i wiele dzieci rodzi się z alergiami- kiedy s nie.. Nie chodziłam na wiele zajęć w szkole, unikałam imprez czasem tylko dlatego, że miałam skórę twarzy pokiereszowaną znamionami sączącej się cieczy-nawet nie trądzik ale alergia- skaza atopowa.
Od podstawówki czy gimnazjum wytworzyłam w sobie dwie siebie- wewnętrzną i zewnętrzną powłokę. Potrafiłam udawać przed swiatem ze wszystko jestok mimo, ze nie było. Strasznie się wszystkim przejmowałam. Do tej pory mi to zostało. Miałam problemy z hormonami do24 roku życia. Brałam sterydy- tyłam i chudłam. BYłam gruba, taka męska ale wysportowana jeszcze w wieku 23 lat. Zadne diety nie pomagały, zadne treningi.Jesli już to moje ciało się wzmacniało i puchłam jak męzczyzna. Bylam taką twardą sylwetką, dużą 170 cm waga ok 75 kg.
To mnie doprowadzało do rozpaczy, mialam ciagle kompleksy. Nie mialam powodzenia, mimo, że twarz mam łądną , normalną.
Jestem niedoswiadczona w sferze damsko męskiej. Faceci mną pogrywają, bo mam wrazenie, ze przez kompleksy chcę byc mila i dobra, nie potrafię flirtować z innymi.
Miałam w zyciu tylko 1 związek ok roczny, 2 imprezowe wyskoki i 2-3 platoniczne miłości , relacje przyjacielskie które zakonczyły się zerwaniem kontaktu, bo to ja się wkręciłam, a oni nic nie chcieli.
Piszę ten post najpierw opisując siebie, aby zakreslic sytuację. Ja wiem, ze zawsze problemem jest głowa, to jak czlowiek się postrzega. Za 4 miesiące bede miala 28 lat. Nie miałam chłopaka od 3 lat. Kazda relacja ostatnio konczyla się tym, że faceci widząc, że jestem 'wrazliwa' uciekali ode mnie.
Wrazliwa w znaczeniu takim, że
1) nie piję duzo alkoholu,
2) nie jestem głosna, - ( nigdy nie chcialam sięwywyzszac ani pokazywac nawet w gimnazjum, bo wstydziłam się ze mnie wysmieją za wagę i za skórę- zostało to do tej pory);
3) jestem swiadoma siebie, swojego ciała, jego wad i zalet- po tym jak schudłam ok 3 lat temu i tych wszystkich problemach związanych ze skórą, hormonami, wagą- wiem kim jestem-dopiero teraz;
4) mam bardzo delikatne ciało, delikatną skórę - mogę powiedziec- jak pupa niemowlaka- dbam o siebie;- niektóre dziewczyny w moim wieku są przepite i przepalone- ja wyglądam na nastolatkę;
5) uśmiecham się
6) jestem serdeczna,miła, pomocna
7) pokazuję emocje, co automatycznie wycofuje mezczyzn, bo boją się że mnie SKRZYWDZĄ.
i tutaj chciałabym nawiązać do punktu 7. Nie wiem dlaczego utarło się takie przekonanie, że jak ktoś jest normalny, prawdziwy to jest slaby. Usłyszałam 3 razy w życiu,że jestem super osobą, ale chłopak nie chce być ze mną bo wie że mnie skrzywdzi. I to mówił prawie płacząc i mnie chcąc przytulić- a ja musiałam zrobił krok w tył bo dla mnie był to policzek.
Nie chodzi o to, że jestem miękka, ZBYT MIŁA.Mam swoje zdanie, ale po prostu nie mówię głosno, nie wywyższam się, nie musze byc ekspansywna, nie musze pokazywać się specjalnie, być WULGARNA, głośna. Zauważyłam już to chyba na początku studiów- ze dziewczyny rzucały się na faetów, a oni biernie poddawali się im.Pozniej one sobie ich wychowywały.
Kiedy raz na rok jakiś fajny chlopak do mnie zagadywał, podrywał mnie - okazywało się,że jest największym ch***jem , playboyem wsrod znajomych, ze ma laski na boku. Chcial mieć ze mną kontakt, nie chcial mnie stracic. A kiedy ja się wkręcałam on robił krok w tył- i mowil mi, ze mnie ceni i woli powiedzieć mi coś wprost i zyczyc aby ktos się we mnie zakochał.
Dla mnie to policzek.
Moje kolezanki, ktore więcej imprezowaly, mialy twardsze maski przed swiatem, grały facetami w sposób niekiedy BARDZO BARDZO chamski - zwykle zdobywały kogoś upragnionego. A dziwily się ze ja nikogo nie mam.
Nie chodzi o to, ze ja nie chce. Ja moze nie chcę isc z kims na 1 spotkaniu do lozka. Na 1 imprezie kiedy w ogole się 1 raz widzimy.
I nie chodzi mi o towarzystwa jakies z rynsztoka, pijackie. Mowie o towarzystach studenckich, intelektualistach, niekiedy obecnie o osobach, ktore zasiadają na wysokich stołkach na uczelni lub już w miescie...
I nie wiem czy to ja przez swoje kompleksy, bycie wrazliwym mam taki problem? Dlaczego mam wrazenie, ze teraz mając prawie 28 lat jakby nie zaznalam zycia wczesniej? Nie chodzi o dramaty towarzyskie, o jakies niesnaski ale o chodzenie co pol roku z kims innym?Jak to robią inni?
Dlaczego moje kolezanki mimo tego, ze brzydsze- wcale nie takie fajne osobowosciowo- ale jakos ogarnięte bardziej w sprawach damsko męskich owijaly sobie faceta wokol palca a ja nie moge?
Dlaczego faceci juz teraz w wieku 26-28 lat mysla o mnie jako o tej niedorozwiniętej? I tu nie chodzi o to z kim i ile razy w zyciu się spotykałam. O to ile seksu uprawiałam. Ale chyba o mózg.
Ostatni mój były sprzed ok 2 lat temu od momentu zakomunikowania mi ,że jestem wrazliwa, nie chce mnie skrzywdzic- mial co 3 miesiące nowe dziewczyny- totalne moje przeciwienstwa- imprezowiczki biorące tabletki, szybkie dziewczyny wkladające co chwila po 10 selfie na instagram...popularne...
Kiedy obecnie mnie widzi, nie podchodzi , patrzy sie na mnie, usmiecha i odchodzi. - chce abym go dobrze postrzegała. Tylko, ze ja chcialam więcej kiedys...A on mnie nie chciał.
Nie chodzi o to, ze nam nie wyszlo, ale od kilku lat powtarza się ta sama tendencja- facet uwaza mnie za zbyt wrazliwą, nie chce mnie skrzywdzic. To znaczy ze SIE POMYLIL.
Ze nie jestem taka jaka on by chcial zebym byla, ze popelnil blad. I musi sie jakos z tego wykaraskac nie raniąc mnie. A wie, ze jestem normalna.
Tylko dlaczego ja nie moge miec szybkich zwiazków?
Dlaczego ja nie moge tego doznac? Moze tez chcę... Dlaczego nawet nikt ze mna nie sprobuje byc dluzej?
Ja nie otwieram sie za szybko, ja odczekuje, nie prawie komplementow tak aby facet sie zakochal i zwial, jestem typem dziewczyny kumpelki, moze romantycznej z ktorą sie spedza czas...Nie rzucam się na mezczyzn, nie mowie im 'kocham Cie' na 1 randce , ani na 2
Nie wiem co maja w sobie takie mlodsze dziewczyny z instagrama...
Nie wiem dlaczego ja jestem wymieniana..
SLysze ten text o byciu wrazliwym i o tym, ze NA PEWNO znajde kogos lepszego od niego i kogos kto mnie pokocha...Czy tu chodzi o pewnosc siebie? O rzucanie się na potencjalnego koandydata co w jego odczuciu jest poderwaniem faceta i oznaka pewnosci siebie?
To znaczy ze nie chce mnie zranic, bo wie , ze jestem normalna a nie szybka dupa do 'b***zykania?
A co jesli ja tez kiedys chcialabym takiego szybkiego zwiazku na takich a nie innych zasadach?
Co jesli moje usposobienie odtraca takich mezczyzn i jestem odbierana tylko jako material na zone?
A co jesli nie mam od prawie 2 lat nikogo ? Kazdy mnie odtraca. a ja nie szukam męża... Ja szukam chlopaka ...
Ten scenariusz powtarzał się przez ostatnie 3-4 lata. Ostatni raz z kims bylam ok 2 lat temu- od tej pory nawet nie miałam nikogo nakrótko. Całowałam się 3 razy od tamtego zerwania.
Dzięki za komentarze.