Nie dla mnie studia...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STUDIA, SESJA I ŻYCIE STUDENCKIE » Nie dla mnie studia...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

Temat: Nie dla mnie studia...?

Cześć,

Mam mały (dobra, duży) problem. Nie mam pojęcia co chciałabym robić, nic mnie nie interesuje, a robić coś trzeba! Konkretnie chodzi mi o zdobycie edukacji. Już tłumaczę, o co chodzi - generalnie zawsze byłam dość zahukana i skrajnie nieśmiała. Do liceum nie chciałam iść, bo i zresztą cóż miałabym tam robić? Przedmioty ścisłe wchodzą mi baaardzo ciężko, typową humanistką też nie jestem. Do szkoły chodziłam w małym miasteczku gdzie nie było większego wyboru, zdecydowałam się na technikum. Oczywiście nie dla mnie żaden z oferowanych kierunków, więc wybrałam ten, który wydawał mi się najłatwiejszy (czyli nie był ścisły tongue). Nawet rok nie minął, a ja już skończyłam na nienawiści do przyszłego zawodu. Nawet chciałam się przez chwilę przenieść do tego nieszczęsnego liceum (póki miałam zaliczone przedmioty ogólne), ale uparłam się że skończę tą szkołę. Chwilami było okropnie ciężko... Ale udało się! W tym roku zdałam maturę oraz egzaminy zawodowe... Ale skoro zawód nie dla mnie to trzeba było podjąć jakąś decyzję co dalej - studia! Zdecydowałam się na filologię - język który zawsze mi się marzył, nie należący do bardzo "egzotycznych", niemniej w moim małym miasteczku nie był nauczany.  W tym roku zaczęłam studia... i już mam mieszane uczucia. Fakt, lubię się uczyć tego języka, ale mam problemy z kilkoma przedmiotami (niezbyt ciekawe oceny), w dodatku w mojej grupie panuje niezdrowa atmosfera - mimo nieśmiałości staram się normalnie rozmawiać z osobami z roku, ale porobiły się grupki i odpadłam, zostałam gdzieś z boku (Na samym początku trzymałam się z jedną sympatyczną dziewczyną, niestety zrezygnowała). W dodatku większość osób już się uczyła tego języka i czasem gdy muszę coś publicznie powiedzieć to aż chce mi się płakać, mam wrażenie że robię z siebie błazna. Na samym początku żyła we mnie moja "głupia ambicja" ze szkoły średniej że jakoś to będzie, ale obecnie jest tylko gorzej. Jeśli zostanę, to na większości przedmiotów czekają mnie drugie terminy, co dodatkowo mnie zniechęca - na przeniesienie się jest za późno, zresztą nie mam żadnych zainteresowań więc inny kierunek nie wchodzi w grę (mam przyjaciółki z technikum, ale studiują kierunki których w życiu nie wzięłabym pod uwagę). Jestem kompletnie rozbita i nie wiem, co robić. Rzucić te studia czy tymczasowo zrezygnować i wrócić za rok (a przez ten czas podszlifować język), a może poszukać czegoś innego? Pomocy...

Pozdrawiam smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie dla mnie studia...?

A nie myslalas o psychologu? Moze pomogl by Ci poukladac Twoje zycie, odnalezc droge.

3

Odp: Nie dla mnie studia...?

Filologia od zera jest niesamowicie ciężka. Naprawdę. Jeżeli nie masz zdolności językowych to odradzam. Lepiej Ci będzie iść do pracy gdziekolwiek do końca roku, a potem próbować iść na inne studia. Bo tam to się idzie zamęczyć, a nie ma sensu się zamęczać.

Masz cokolwiek, co lubisz robić i myślałaś o tym w kontekście przyszłości?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

4 Ostatnio edytowany przez polis (2017-12-21 23:28:44)

Odp: Nie dla mnie studia...?

Skoro lubisz się uczyć tego języka, to może spróbuj powalczyć? Nawet jeśli jesteś na niższym poziomie niż reszta to jest to zrozumiałe, jeśli oni wcześniej uczyli się tego języka.

Poza tym, jak Ci się nie uda zdać, to ktoś Ci broni składać papiery na pierwszy rok jeszcze raz? Najwyżej tak zrobisz i będzie Ci łatwiej od następnego roku.

No chyba że jesteś pewna, że sama w tym czasie się zdyscyplinujesz i nauczysz równie dużo.

Ocenami bym się aż tak nie przejmowała, pracodawcy na to nie patrzą.

A do psychologa możesz jak najbardziej się wybrać albo porządnie się zastanów nad tym co chcesz robić, bo nie wiem, czego oczekujesz od studiów? Masz nadzieję, że jak zaczniesz coś innego to będzie lżej i łatwiej? Kierunek uznawany za łatwy wcale nie musi Ci pasować, zresztą taką lekcję powinnaś już wyciągnąć z technikum, gdzie wybrałaś to co wydało Ci się najłatwiejsze i potem tego nienawidziłaś.

Jak się zastanowisz co chcesz robić i zaczniesz robić coś w tym kierunku, to będzie Ci łatwej, bo będziesz robić to co lubisz.

Dla przykładu przyjrzyj się ludziom z Twojego roku, bardzo możliwe, że są tam osoby, które chciały studiować ten język, zdały sobie z tego sprawę odpowiednio wcześnie i wcześniej zaczęły się uczyć, więc teraz mają łatwiej niż osoby takie jak Ty, które same nie wiedzą czego chcą, a więc nie mogły zacząć wcześniej się przygotowywać.

Odp: Nie dla mnie studia...?
Małpa69 napisał/a:

A nie myslalas o psychologu? Moze pomogl by Ci poukladac Twoje zycie, odnalezc droge.

Szczerze mówiąc - nie, nigdy nie czułam takiej potrzeby, ale może to dobra droga, dziękuję!


Lady Loka napisał/a:

Filologia od zera jest niesamowicie ciężka. Naprawdę. Jeżeli nie masz zdolności językowych to odradzam. Lepiej Ci będzie iść do pracy gdziekolwiek do końca roku, a potem próbować iść na inne studia. Bo tam to się idzie zamęczyć, a nie ma sensu się zamęczać.

Masz cokolwiek, co lubisz robić i myślałaś o tym w kontekście przyszłości?

W sumie nie wiem, czy mam zdolności językowe, ale ciekawi mnie to i lubię się tego uczyć smile Bardziej przeraża mnie np. historia kraju X która mnie niesamowicie nudzi (zresztą z historii nigdy nie byłam dobra), te wszystkie daty mi się mieszają, eh...
Właśnie o to chodzi, że nie. Nie mam żadnej innej pasji, którą mogłabym przekuć w jakieś źródło zarobku...
W testach predyspozycji zawodowych zawsze wychodziły mi te "artystyczne" - owszem, lubię rękodzieło, jakieś wyklejanie, DIY, coś z niczego... Ale raczej tak hobbystycznie, nie potrafię rysować, malować, projektować.


polis napisał/a:

Skoro lubisz się uczyć tego języka, to może spróbuj powalczyć? Nawet jeśli jesteś na niższym poziomie niż reszta to jest to zrozumiałe, jeśli oni wcześniej uczyli się tego języka.

Poza tym, jak Ci się nie uda zdać, to ktoś Ci broni składać papiery na pierwszy rok jeszcze raz? Najwyżej tak zrobisz i będzie Ci łatwiej od następnego roku.

No chyba że jesteś pewna, że sama w tym czasie się zdyscyplinujesz i nauczysz równie dużo.

Ocenami bym się aż tak nie przejmowała, pracodawcy na to nie patrzą.

A do psychologa możesz jak najbardziej się wybrać albo porządnie się zastanów nad tym co chcesz robić, bo nie wiem, czego oczekujesz od studiów? Masz nadzieję, że jak zaczniesz coś innego to będzie lżej i łatwiej? Kierunek uznawany za łatwy wcale nie musi Ci pasować, zresztą taką lekcję powinnaś już wyciągnąć z technikum, gdzie wybrałaś to co wydało Ci się najłatwiejsze i potem tego nienawidziłaś.

Jak się zastanowisz co chcesz robić i zaczniesz robić coś w tym kierunku, to będzie Ci łatwej, bo będziesz robić to co lubisz.

Dla przykładu przyjrzyj się ludziom z Twojego roku, bardzo możliwe, że są tam osoby, które chciały studiować ten język, zdały sobie z tego sprawę odpowiednio wcześnie i wcześniej zaczęły się uczyć, więc teraz mają łatwiej niż osoby takie jak Ty, które same nie wiedzą czego chcą, a więc nie mogły zacząć wcześniej się przygotowywać.

Niby racja, mogę spróbować jeszcze raz ale trochę przeraża mnie perspektywa "zmarnowania" roku. Nie lubię przeciągać spraw w nieskończoność...
Nie mam jakiś wielkich wymagań, po prostu chciałabym być pewna że to jest to wink
Większość osób które ze mną studiują mają rodzinę/drugie połówki w kraju X albo uczyły się języka przez chwilę w liceum/na drugim kierunku i "dorabiają" sobie kolejne studia bo przecież język zawsze się przyda, a ten nie jest zbyt popularny pod względem nauczania w moim regionie, więc większe firmy i jakieś korporacje będą stały przed nimi otworem (przynajmniej tak to sobie tłumaczą)


Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, Wesołych Świąt smile

6

Odp: Nie dla mnie studia...?

filologia to nie kurs językowy tylko kompletne studia na temat historii i kultury danego państwa/rejonu. Nie przeskoczysz tego.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

7 Ostatnio edytowany przez polis (2017-12-25 19:24:39)

Odp: Nie dla mnie studia...?

No ok, tylko nie rozumiem, czemu się w takim razie tak do nich porównujesz, sens to całe porównywanie by miało jakbyś się porównała do kogoś, kto jest w sytuacji podobnej do Twojej.

Skoro oni mają kogoś w tym kraju lub zaczęli wcześniej, to naturalne jest, że będzie im łatwiej. Im dłużej się uczysz i im większe masz możliwości nauki, tym szybciej będziesz się uczyć. Na innych kierunkach nie sądzę, że będzie inaczej i też pewnie znajdziesz tam ludzi, którzy zaczęli się interesować wcześniej, mają kogoś bliskiego, kto jest w temacie/zna to itd. Znowu będziesz startować z pozycji totalnego nowicjusza, no chyba że będziesz miała kogoś bliskiego, kto Ci pomoże, bo sam w tym siedzi, bo inna opcja, żeby nie być totalnym nowicjuszem jest taka, że jesteś pasjonatem i idziesz na coś co Cię od dawna kręci.

Dopóki nie masz na oku nic konkretnego, a to czego teraz się uczysz lubisz, to bym na Twoim miejscu nie rezygnowała i nie poddawała się. W tym czasie jak robisz studia możesz też rozglądać się i myśleć, co chciałabyś robić w przyszłości. Rzucanie studiów bym Cię polecała jakbyś miała konkretny pomysł na siebie i wiedziała, że te studia Ci się nie przydadzą, ale to nie Twój przypadek. No chyba że już wiesz co innego chciałabyś studiować?

Dojście do tego czego się chce potrafi zabrać nawet kilka lat, a tak przynajmniej nie zmarnujesz czasu i nauczysz się czegoś.
Jeden rok w plecy to jeszcze nie tragedia.

Odp: Nie dla mnie studia...?
Lady Loka napisał/a:

filologia to nie kurs językowy tylko kompletne studia na temat historii i kultury danego państwa/rejonu. Nie przeskoczysz tego.

Wiem, wiem, mam na myśli że nie radzę sobie z niektórymi rzeczami, ale broń Boże nie to, że mnie to całkiem nie interesuje, o nie! Historię podałam jako przykład, bo o ile literaturę czy kulturę uwielbiam, tak z historią mam na pieńku. I z paroma przedmiotami które już są "dodatkowe" i nie odnoszą się ani do kraju, ani do języka. smile


polis napisał/a:

No ok, tylko nie rozumiem, czemu się w takim razie tak do nich porównujesz, sens to całe porównywanie by miało jakbyś się porównała do kogoś, kto jest w sytuacji podobnej do Twojej.

Skoro oni mają kogoś w tym kraju lub zaczęli wcześniej, to naturalne jest, że będzie im łatwiej. Im dłużej się uczysz i im większe masz możliwości nauki, tym szybciej będziesz się uczyć. Na innych kierunkach nie sądzę, że będzie inaczej i też pewnie znajdziesz tam ludzi, którzy zaczęli się interesować wcześniej, mają kogoś bliskiego, kto jest w temacie/zna to itd. Znowu będziesz startować z pozycji totalnego nowicjusza, no chyba że będziesz miała kogoś bliskiego, kto Ci pomoże, bo sam w tym siedzi, bo inna opcja, żeby nie być totalnym nowicjuszem jest taka, że jesteś pasjonatem i idziesz na coś co Cię od dawna kręci.

Dopóki nie masz na oku nic konkretnego, a to czego teraz się uczysz lubisz, to bym na Twoim miejscu nie rezygnowała i nie poddawała się. W tym czasie jak robisz studia możesz też rozglądać się i myśleć, co chciałabyś robić w przyszłości. Rzucanie studiów bym Cię polecała jakbyś miała konkretny pomysł na siebie i wiedziała, że te studia Ci się nie przydadzą, ale to nie Twój przypadek. No chyba że już wiesz co innego chciałabyś studiować?

Dojście do tego czego się chce potrafi zabrać nawet kilka lat, a tak przynajmniej nie zmarnujesz czasu i nauczysz się czegoś.
Jeden rok w plecy to jeszcze nie tragedia.

Sama tego nie wiem, po prostu taka już jestem - często się przejmuję pierdołami...
Jest kilka osób które tak samo były całkiem zielone jak ja, ale odnoszę wrażenie że radzą sobie ciut lepiej - może nie pod względem językowym bo jesteśmy na tym samym poziomie, ale całą resztę zdają bez problemu.
Jeśli chodzi o "wykorzystanie" języka, to zawsze marzyło mi się zostanie tłumaczem. Lubię bawić się językiem, przekładać coś na nasze i odwrotnie (mam na myśli języki których już się uczyłam, tutaj jestem jeszcze zbytnią "nowicjuszką" wink ), nadawać sens i zastanawiać się, "jak by to było w języku X, Y, Z?". Wiem, że nie jest to zbyt przyszłościowe, z tego co słyszałam to kokosów z tego nie ma, ale chcę robić po prostu coś co chociaż minimalnie polubię, co nie będzie dla mnie ciężarem.
Co do moich bliskich to niestety zajmują się samymi nieciekawymi dla mnie rzeczami.

9

Odp: Nie dla mnie studia...?

Moim zdaniem popełniłaś błąd idąc na studia nie wiedząc jednocześnie co chcesz ze sobą zrobić. Wiele osób tak robi i wiele osób albo studia przerywa albo się męczy. Tymczasem studia powinny być dopasowane do Ciebie i przynajmniej choć trochę Cię interesować. Tutaj jak widać tak nie jest.
Na Twoim miejscu rzuciłbym to w cholerę i poszedł do pracy. Jeśli możesz liczyć na pomoc rodziny to zarejestruj się w PUP i popróbuj na stażach w różnych miejscach. Spróbuj w urzędzie, w innym biurze, może w sklepie czy coś. Znajdź coś w czym czujesz się dobrze i co daje Ci satysfakcję. I dopiero potem idź w tym kierunku. Studiowanie to nie jest obowiązek.

10 Ostatnio edytowany przez polis (2017-12-26 00:57:26)

Odp: Nie dla mnie studia...?

Nie wiem jaki to język, więc trudno powiedzieć na ile możesz liczyć. W najgorszej sytuacji są osoby z angielskim, a z tego co piszesz to uczysz się czegoś bardziej egzotycznego.

Nie zastanawiałaś się nad tłumaczeniami ustnymi? Zdaniem egzaminu na tłumacza przysięgłego, etc.?

Ale tak, jak tłumacz może być ciężko.

Z tego co tu piszesz to widać, że lubisz ten język i się go uczyć, więc moim zdaniem nie ma co się poddawać. Najwyżej nie zdasz, ale nigdy nie wiesz, czy to będzie tak źle jak powtórzysz. Może w przyszłym roku będzie bardziej zgrana grupa.

Na historię patrz jak na ciąg wydarzeń, gdzie jest przyczyna i skutek, coś na zasadzie było to, a potem przez to nastąpiło to, a dopiero potem się ucz dat, jeśli musisz, tak powinno być Ci łatwiej. No niestety, niektórzy nauczyciele mają fetysz na punkcie dat i nie potrafią inaczej, trzeba to przeboleć.

Zresztą jak to tylko historia i przedmioty dodatkowe tak Cię bolą, to naprawdę nie ma co się przejmować. Na żadnym kierunku nie będzie tak, że wszystkie przedmioty będą Ci odpowiadać i wszyscy wykładowcy.

W międzyczasie rozglądaj się dookoła, co by Ci pasowało. Możesz rozejrzeć się za jakimiś kursami. Popatrz na ogłoszenia o pracę z tym językiem, którego się teraz uczysz. Najlepiej wpisz w googla ‘praca z językiem X’ Może coś Cię zainteresuje.

zmartwiony86 napisał/a:

Moim zdaniem popełniłaś błąd idąc na studia nie wiedząc jednocześnie co chcesz ze sobą zrobić. Wiele osób tak robi i wiele osób albo studia przerywa albo się męczy. Tymczasem studia powinny być dopasowane do Ciebie i przynajmniej choć trochę Cię interesować. Tutaj jak widać tak nie jest.

Ale właśnie te studia i ten kierunek ją interesuje, a nie podobają się jej przedmioty dodatkowe. Problem jest raczej to, że się dziewczyna za łatwo poddaje.

11

Odp: Nie dla mnie studia...?

Historia na filologii nie jest przedmiotem dodatkowym big_smile raczej jednym z wazniejszych. Tak jak i kultura danego kraju.
Dodatkowa to jest najczesciej filozofia, łacina albo rozszerzone językoznawstwo na specjalnizacji z literatury (ja tak mam) big_smile

Filologia to nie kurs językowy tylko studia poświęcone konkretnemu rejonowi świata, a historia i kultura są wagowo na równi z językiem, bo jak interpretować literaturę bez kontekstu? Tłumaczyć teksty bez kontekstu? Zajmować się językiem bez świadomości tego, jak wpłynęła na niego historia?

Sprowadzanie filologii do języka jest ogromnym uproszczeniem, a przez to ludzie nie doceniają wagi tych studiów, bo myślą, że to kurs językowy z dodatkwymi przedmiotami. To tak jakby na medycynie stwierdzić, że anatomia jest przedmiotem dodatkowym.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

12 Ostatnio edytowany przez polis (2017-12-26 18:36:10)

Odp: Nie dla mnie studia...?

Powiedziałabym, że na filologii są najważniejsze przedmioty do egzaminu PNJ a reszta to te mniej lub bardzie ważne. Historia to akurat w sumie można uznać za taki dodatek, ten bardziej ważny, ale jednak. Filolog ma mieć tylko jakiś ogólne pojęcie o tym, co się działo w danym kraju. Nikt nie będzie od niego wymagać drobiazgowej znajomości historii tego państwa, bo od tego są historycy.

Myślę, że jak dziewczyna ma problem tylko z tą historią i jeszcze innymi dodatkami, które nie odnoszą się ani do kraju, ani do języka, to może śmiało kontynuować i po prostu się nie poddawać, zwłaszcza że żadnego innego pomysłu na siebie nie ma, a same nauka języka, kultury i literatury się jej podoba.

Problem to by był jakby było na odwrót, a tu jej się podobają przedmioty stricte kierunkowe.

Podejrzewam też, że może mieć zwyczajnie słabego wykładowcę jak się jej historia kojarzy z kuciem dat, a nie ciągiem przyczynowo-skutkowym.

13

Odp: Nie dla mnie studia...?

Na każdy studiach są durne przedmioty dodatkowe, które nie mają nic wspólnego z kierunkiem nauczania. I tego się nie ominie.

14

Odp: Nie dla mnie studia...?
polis napisał/a:

Powiedziałabym, że na filologii są najważniejsze przedmioty do egzaminu PNJ a reszta to te mniej lub bardzie ważne. Historia to akurat w sumie można uznać za taki dodatek, ten bardziej ważny, ale jednak. Filolog ma mieć tylko jakiś ogólne pojęcie o tym, co się działo w danym kraju. Nikt nie będzie od niego wymagać drobiazgowej znajomości historii tego państwa, bo od tego są historycy.

W dalszym ciągu mówię, że filologia to nie jest kurs językowy. Na 5 roku studiów praktycznie nie mam już zajęć z PNJ, więc mam zakładać, że nie mam nic ważnego?
Na obu filologiach, które studiowałam, historia zajmowała 3 semestry. Porównywalna długość z gramatyką opisową. Nie ma co tego umniejszać, bo ucząc się samego języka człowiek nie jest filologiem.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

15

Odp: Nie dla mnie studia...?
polis napisał/a:

Nie wiem jaki to język, więc trudno powiedzieć na ile możesz liczyć. W najgorszej sytuacji są osoby z angielskim, a z tego co piszesz to uczysz się czegoś bardziej egzotycznego.

Nie zastanawiałaś się nad tłumaczeniami ustnymi? Zdaniem egzaminu na tłumacza przysięgłego, etc.?

Ale tak, jak tłumacz może być ciężko.

Z tego co tu piszesz to widać, że lubisz ten język i się go uczyć, więc moim zdaniem nie ma co się poddawać. Najwyżej nie zdasz, ale nigdy nie wiesz, czy to będzie tak źle jak powtórzysz. Może w przyszłym roku będzie bardziej zgrana grupa.

Na historię patrz jak na ciąg wydarzeń, gdzie jest przyczyna i skutek, coś na zasadzie było to, a potem przez to nastąpiło to, a dopiero potem się ucz dat, jeśli musisz, tak powinno być Ci łatwiej. No niestety, niektórzy nauczyciele mają fetysz na punkcie dat i nie potrafią inaczej, trzeba to przeboleć.

Zresztą jak to tylko historia i przedmioty dodatkowe tak Cię bolą, to naprawdę nie ma co się przejmować. Na żadnym kierunku nie będzie tak, że wszystkie przedmioty będą Ci odpowiadać i wszyscy wykładowcy.

W międzyczasie rozglądaj się dookoła, co by Ci pasowało. Możesz rozejrzeć się za jakimiś kursami. Popatrz na ogłoszenia o pracę z tym językiem, którego się teraz uczysz. Najlepiej wpisz w googla ‘praca z językiem X’ Może coś Cię zainteresuje.

zmartwiony86 napisał/a:

Moim zdaniem popełniłaś błąd idąc na studia nie wiedząc jednocześnie co chcesz ze sobą zrobić. Wiele osób tak robi i wiele osób albo studia przerywa albo się męczy. Tymczasem studia powinny być dopasowane do Ciebie i przynajmniej choć trochę Cię interesować. Tutaj jak widać tak nie jest.

Ale właśnie te studia i ten kierunek ją interesuje, a nie podobają się jej przedmioty dodatkowe. Problem jest raczej to, że się dziewczyna za łatwo poddaje.

Nie aż taki egzotyczny - jeden z grupy języków romańskich, akurat w moim regionie nie jest popularny, ale też nie jakiś niszowy. smile
Szczerze mówiąc wolałabym tłumaczenia pisemne, wiem że ustne są bardziej dochodowe, ale hmmm... jak by to ująć, niezbyt dobrze dogaduję się z obcymi ludźmi, w dodatku mam skłonności do stresowania się, więc odpada, przynajmniej na razie.
Historia nigdy nie była moją mocną stroną więc aż tak mnie to nie dziwi, wiem że nie ma tak że zawsze wszystko będzie mi w 100% pasować, więc chyba na razie powalczę, nie mam zbyt dobrych przeczuć co do tego roku, zobaczymy, dziękuję bardzo za wszystkie rady smile


Lady Loka napisał/a:

Historia na filologii nie jest przedmiotem dodatkowym big_smile raczej jednym z wazniejszych. Tak jak i kultura danego kraju.
Dodatkowa to jest najczesciej filozofia, łacina albo rozszerzone językoznawstwo na specjalnizacji z literatury (ja tak mam) big_smile

Filologia to nie kurs językowy tylko studia poświęcone konkretnemu rejonowi świata, a historia i kultura są wagowo na równi z językiem, bo jak interpretować literaturę bez kontekstu? Tłumaczyć teksty bez kontekstu? Zajmować się językiem bez świadomości tego, jak wpłynęła na niego historia?

Sprowadzanie filologii do języka jest ogromnym uproszczeniem, a przez to ludzie nie doceniają wagi tych studiów, bo myślą, że to kurs językowy z dodatkwymi przedmiotami. To tak jakby na medycynie stwierdzić, że anatomia jest przedmiotem dodatkowym.


Nie mówię, że historia jest dodatkowa tongue Napisałam "historia I przedmioty dodatkowe", bardziej miałam na myśli wymienione przez Ciebie łacinę czy filozofię.
Nie sprowadzam filologii do języka, ale wątpię że każdy filolog kocha w 100% historię czy kulturę (zwłaszcza jak w historii kraju X np.każdy król nosił praktycznie to samo imię, tylko zmieniały im się numerki a do któregośtam wieku kraj można byłoby określić jako "smród, brud i ubóstwo" wink )Eh, niezbyt potrafię to tłumaczyć, mam nadzieję że rozumiesz.


zmartwiony86 napisał/a:

Na każdy studiach są durne przedmioty dodatkowe, które nie mają nic wspólnego z kierunkiem nauczania. I tego się nie ominie.

Masz rację smile


Lady Loka napisał/a:
polis napisał/a:

Powiedziałabym, że na filologii są najważniejsze przedmioty do egzaminu PNJ a reszta to te mniej lub bardzie ważne. Historia to akurat w sumie można uznać za taki dodatek, ten bardziej ważny, ale jednak. Filolog ma mieć tylko jakiś ogólne pojęcie o tym, co się działo w danym kraju. Nikt nie będzie od niego wymagać drobiazgowej znajomości historii tego państwa, bo od tego są historycy.

W dalszym ciągu mówię, że filologia to nie jest kurs językowy. Na 5 roku studiów praktycznie nie mam już zajęć z PNJ, więc mam zakładać, że nie mam nic ważnego?
Na obu filologiach, które studiowałam, historia zajmowała 3 semestry. Porównywalna długość z gramatyką opisową. Nie ma co tego umniejszać, bo ucząc się samego języka człowiek nie jest filologiem.


Wiadomo, zawsze będzie coś dodatkowego. I o tym właśnie mówię - ogólny zarys jest jak najbardziej zrozumiały, ale trzepanie jakichś drobiazgów których za rok już nie będzie się pamiętać, ja jestem na nie. Btw. chyba znieśli już rozgraniczenie na gramatykę praktyczną i opisową, obecnie jest tylko jeden przedmiot o nazwie "gramatyka języka X" - mieszanka tych dwóch. wink

16

Odp: Nie dla mnie studia...?

A to już zależy od filologii i uniwersytetu smile ale pamiętam jak wyuczałam się po kolei brytyjskich królów (bo ja ogólnie na anglistyce jestem). Jedyne co mam do zarzucenia studiom, to jest to, że zamiast pokazać mi, gdzie znajdę jakąś przydatną wiedzę i gdzie szukać konkretnych wiadomości kiedy będę o nie zapytana, uczą wyrywkowej wiedzy na pamięć. Na historii języka kazali nam się uczyć list zapożyczeń wraz z językiem i wiekiem, z którego pochodziły. Rysowaliśmy sobie wtedy obrazki i wymyślaliśmy wierszyki, żeby wszystko zapamiętać. Teraz już zupełnie tego nie pamiętam big_smile
a ja akurat kulturoznawcze przedmioty i historyczne lubię, ale uczę się na zasadzie ciągów przyczynowo skutkowych big_smile i jestem w stanie powiedzieć wszystko o Civil War w USA, ale co do dat to jestem tak bardzo zielona, że aż wstyd smile

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

17

Odp: Nie dla mnie studia...?
trochezagubiona napisał/a:

Nie aż taki egzotyczny - jeden z grupy języków romańskich, akurat w moim regionie nie jest popularny, ale też nie jakiś niszowy. smile
Szczerze mówiąc wolałabym tłumaczenia pisemne, wiem że ustne są bardziej dochodowe, ale hmmm... jak by to ująć, niezbyt dobrze dogaduję się z obcymi ludźmi, w dodatku mam skłonności do stresowania się, więc odpada, przynajmniej na razie.
Historia nigdy nie była moją mocną stroną więc aż tak mnie to nie dziwi, wiem że nie ma tak że zawsze wszystko będzie mi w 100% pasować, więc chyba na razie powalczę, nie mam zbyt dobrych przeczuć co do tego roku, zobaczymy, dziękuję bardzo za wszystkie rady smile

W zasadzie każdy język jest lepszy od angielskiego, więc stawka powinna być lepsza, ale jak romański to fakt, pewnie będzie niewiele lepsza.  Ewentualnie możesz też próbować nawiązać kontakt z zagranicznymi biurami tłumaczeniowymi, np. z tego kraju, którego języka się uczysz.

Jak chcesz się zorientować co jeszcze możesz robić po tej filologii, oprócz tłumaczeń, to wpisz ‘praca z językiem X’ i przejrzyj oferty pracy. Tylko najlepiej tak za miesiąc, bo koniec roku to najgorszy okres na szukanie pracowników i teraz jest mało ofert, a pod koniec miesiąca powinien się zacząć ich wysyp.

Będziesz w ten sposób wiedziała, na co możesz liczyć po tych studiach i dowiesz się jakie umiejętności mogą ci się jeszcze przydać w pracy, która by Cię interesowała. W ogóle może poczytaj sobie oferty pracy, które są na stronach typu pracuj.pl i przemyśl, czy na przykład to co tam chcą w danej ofercie jest czymś, co chciałabyś robić przez 8 godzin dziennie.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STUDIA, SESJA I ŻYCIE STUDENCKIE » Nie dla mnie studia...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018