Witajcie Kochani. Mam ogromną nadzieję że ktoś będzie chciał mi pomóc. Jestem trochę przerażona albo raczej wystraszona cała ta nowa sytuacją . A może po prostu przesadzam.
Zbliżające się święta zapowiadają się zupełnie inaczej. Jesteśmy z mężem w trakcie rozwodu. Ale każdy z nas jest juz w nowym związku. Mam dwoje dzieci 16 i 7 lat. Dziewczynki. W Wigilię mąż jeszcze przyjdzie do nas żebyśmy ja zjedli z dziećmi . Mój partner spędzi wigilię ze swoimi córkami ( 11 i 19 lat).
Chcę żeby w święta mój partner przyjechał do nas ze swoimi dziećmi. Ale jakoś się tego boję. reakcji dziewczyn na siebie nawzajem. Poznały juz się ale to było krótkie spotkanie. A teraz wspólnie obiad. Wspólne popołudnie. mam taki scenariusz przed oczami jak siedzą na przeciwko siebie i co dalej. Ściska mnie w żołądku na sama myśl. a może lepiej gdzieś pojechać razem? W sumie nie tyle martwię się młodszymi bo chyba prędzej się dogadają jak bardziej się martwię o starsze dziewczyny.
Może ktoś jest po podobnych przejściach. Dylematach.
Może jeszcze przed świętami, spotkaj się z partnerem i jego dziećmi i swoimi tak na neutralnym gruncie, np jakaś pizza, czy w kawiarni, zobacz jak dziewczyny na siebie reagują, i te młodsze dzieci też, ta która ma 19 pewnie niedługo "wyfrunie" z gniazda. Ale bardziej martwię się 16 latka, ten wiek jest dość buntowniczy, i sądzę że z nią mógłby być największy problem. Jak dzieci zachowywały się na wspólnym spotkaniu?
Nie eksperymentowałabym w Święta.
Może jeszcze przed świętami, spotkaj się z partnerem i jego dziećmi i swoimi tak na neutralnym gruncie, np jakaś pizza, czy w kawiarni, zobacz jak dziewczyny na siebie reagują, i te młodsze dzieci też, ta która ma 19 pewnie niedługo "wyfrunie" z gniazda. Ale bardziej martwię się 16 latka, ten wiek jest dość buntowniczy, i sądzę że z nią mógłby być największy problem. Jak dzieci zachowywały się na wspólnym spotkaniu?
Córki mojego partnera sa bardzo spokojne i cichutkie w przeciwieństwie do moich. Na wspólnym spotkaniu wogóle ze soba nie rozmawiały. Bylismy w pizzeri. Moje kłapały buziami non stop. jego dziewczyny mam wrażenie że byly oszołomione takim luźnym otwartym zachowaniem. Zreszta własnie moja starsza córka z lekką szyderą skwitowała że co one takie nie mrawe. Moje dzieci maja bardzo mocno wpojone poczucie własnej wartości. otwartości na świat. wyrażania poglądów. Dzieci mojego partnera zupełnie na odwrót. to wyniosły ze swojego domu. różnice pomiędzy naszymi dziećmi są kolosalne. również intelektualne. dlatego tak bardzo sie boję. boje sie własnie zachowania moich bezposrednich dzieci i bardzo wycofanych dzieci partnera.
To jest oczywiste że jesli twoj partner kocha swoje córki, to zerwie z tobą jak tylko zauwazy twój stosunek do nich, nie musisz się więc kłopotać świętami.
Tak jak Cyngli -- nie róbcie cyrku w Święta.
Jesteś z nowym partnerem non stop, dzień w dzień. Więc na cholerę razem musicie te święta spędzać?
Bo Ty tak chcesz? Będziesz Ty, twój mąż, twój nowy partner i wszyscy się bedziecie kochać? Życzenia składać? Wg mnie jakiś bezsens, abyś Ty nie płakała bo nieszczęśliwa.