To raczej będzie krutka piłka...
Co myślicie?
Byłam troche ponad dwa lata z facetem, było lepiej lub gorzej, ale generalnie rozmawialiśmy o ślubie. Mankament był taki, że jego mama w ogóle nie chciała mnie poznać a on leciał na każde jej zawołanie...może przesadzam, kłócił się z nią sporo żeby mnie w końcu poznała i wpóściła do domu...bez rezultatu. Czasem zmieniał nasze plany w ostatniej chwili bo jego mama to czy tamto i że on nie może ze mną jechać gdzieśtam bo jego mamie się to nie podoba, albo powiedzieć czegoś innego bo się na niego obrazi, wydziedziczy go albo wygoni z domu.
Generalnie była cała gama takich upokarzających sytuacji.
Na tydzień przed nasza przeprowadzką do wspólnego mieszkania poznałam innego faceta i totalnie straciłam głowe. Chciałam się z nim spotykać, rozmawiać z nim, poznać go lepiej. Z drugiej strony ślub za pasem...
Powiedziałam o tym mojemu narzeczonemu i oczywiście zerwał zaręczyny.
Ja się teraz dalej spotykam z tym nowym a były narzeczony do mnie pisze, że źle zrobił, że jestem miłością jego życia, że już nie będzie latał do mamy, że on się zmieni i że tylko ja. Kocham go, to był mój narzeczony, ale ja nie mogę z jego mamą, po prostu nie mogę znieść, że jestem druga w kolejce i że ona nawet mnie nie chce widzieć. Drugi facet mi zawrócił w głowie.
Jakie macie doświadczenia, jest szansa, że narzeczony zmądrzał i się odkleji od mamy?
Strasznie to brutalne i czuję się zagubiona. Choć przeczuwam, że sprawa jest stracona i się nie zmieni. Dwa lata się kłóciliśmy o jego mame.