Jest to mój pierwszy raz na tym forum.
Potrzebuję Waszej pomocy dziewczyny, bo nie potrafię sama sobie z tym poradzić. Jestem totalnie i całkowicie zakochana w koledze ze studiów. Poznaliśmy się na pierwszym roku, od razu złapaliśmy dobry kontakt, ponieważ nadajemy na tych samych falach. Nie będę ukrywała, że podoba mi się również z wyglądu, chociaż nie jest greckim Adonisem, jednak dla mnie ma "to coś". Dowiedziałam się, że ma dziewczynę od długiego czasu (ok. 5 lat), więc żadne podrywanie i flirty nie wchodziły w grę. Jednak kontakt mieliśmy, jako znajomi, bo wiadomo - ta sama grupa, te same zainteresowania, to i były wspólne wyjścia do kina czy na piwo, wraz z innymi znajomymi. Po roku naszej znajomości, dowiedziałam się, że rozstał się z dziewczyną. Skąd się o tym dowiedziałam? Sam mi o tym powiedział. Przez 2 lata znajomości rozstał się z nią dwukrotnie, tak na dłużej. Po pierwszym rozstaniu zeszli się po miesiącu. Po drugim rozstaniu też coś podobnie. Podczas każdego zerwania nasz kontakt ożywał, bo on pisał wtedy do mnie prawie codziennie, mieliśmy mnóstwo tematów do rozmów. Podczas obu rozstań byłam dla niego pewnego rodzaju psychologiem, przyjaciółką, bo namawiałam go, żeby przemyślał owe rozstanie, skoro mu jej brakuje (jak mówił) i żeby porozmawiał z nią, co mu w niej nie pasuje (bardzo dużo rzeczy, dziewczyna twierdziła, że ona się nie zmieni bo nie chce i nie może). Doradzałam mu zejście się, bo szkoda zmarnować tyle lat wspólnego związku, chociaż w środku serce mi się krajało na samą myśl o ich zejściu. Podczas tego drugiego rozstania, które było na wiosnę, pisaliśmy częściej i więcej niż do tej pory. Ba, czasami nasze rozmowy trwały do wschodu słońca! Jednak kiedy się z nią zszedł, znowu, nasze rozmowy się urwały. I to z jego strony, ja po drugim razie przestałam inicjować rozmowę.
Problem, jaki mam, jest następujący: zawsze, kiedy z nim piszę czy rozmawiam, jestem cała w skowronkach, motyle w brzuchu etc. To jest jakieś nienormalne. Stale próbuję się opanować i mówię sobie, żebym "ogarnęła się", bo to głupie i dziecinne. Jednak to na nic. Nawet kiedy ostatnio na zajęciach usiadł ze mną w ławce, mój świat kończył się w tamtym momencie na naszej ławce. Całe zajęcia przegadaliśmy i nic z nich nie wyniosłam, nawet nie wiem o czym był temat. Kumpela powiedziała mi, że całe zajęcia miałam wypieki na twarzy, co zrzuciłam na chorobę...
Domyślam się, że on mnie traktuje jak zabawkę, jak zastępstwo na czas, kiedy nie może porozmawiać z dziewczyną, bo są skłóceni (te dwa rozstania). Jednak wiem też, że on ma dobre serce i nasi wspólni znajomi też to wiedzą, dlatego myślę, że może on po prostu nie jest świadomy, co wyprawia? A poza tym to chyba moja wina, że nie mogę się odkochać w facecie, który jest w 7 (!!!) letnim związku, bądź co bądź, chyba szczęśliwym. W międzyczasie byłam i ja w związku, ale trwało to tylko pół roku i się odkochałam, rozstałam i wciąż kochałam się w TYM. Proszę o pomoc, radę, jak mogę go sobie wybić z głowy?
Przede wszystkim to jest Twoja wina, że sobie na coś takiego pozwalasz. Facet Cię wykorzystuje, bo jak z tamtą się pokłóci, to Ty mu pozwalasz na zachowanie poczucia pewności siebie na odpowiednim poziomie przez maślane oczka i motyle w brzuchu. Ale on nic więcej od Ciebie nie chce. Więc to Ty musisz podjąć decyzję, czy przez następne lata będziesz jego powiernicą w złych problemach, czy ruszysz z życiem do przodu ostatecznie uznając, że on dla Ciebie jest po prostu niedostępny.
Wpakowałaś się do żeńskiego frienzone, gratulacje ![]()
Trzeba go było zabrać na randkę kiedy zrywał z dziewczyną, a nie namawiać by do niej wrócił:D
No czegoś takiego jeszcze nie widziałam- co ty myślisz, że życie to komedia romantyczna w stylu One day??
To bardzo szlachetne z Twojej strony - z tym godzeniem ich - ale... Bezsensowne. Rozumiem jeszcze raz, ale ogólnie udane związki nie mają potrzeby, żeby się rozstawać i żeby ktoś im ogarniał zewnętrzną "terapię". Jeśli zrobią to znowu - to sprawdź, czy go na randkę wyciągniesz
Nie, nie będziesz ostatnią zołzą podrywając kogoś, kto de facto się rozstał i nie jest w związku. Inna sprawa, że na Twoim miejscu bym się zastanowiła, na ile to materiał na partnera - jeżeli to on odchodzi i sobie wraca po jakimś czasie i czyichś namowach, to chyba ma słabo opanowane radzenie sobie z problemami.
Pytasz jak go sobie wybić z głowy, a jednocześnie gdzieś w głębi jakby szukasz tutaj potwierdzenia że warto o to uczucie walczyć. Wybić z głowy bardzo prosto, ograniczyć kontakt do minimum, być otwarta, zacząć się spotykać z innymi facetami, może zmienić towarzystwo, znaleźć nowych przyjaciół. To że facet jest dobrym przyjacielem nie znaczy ze będzie taki jako partner. Zastanów się czy kochasz go takiego jakim jest naprawdę czy tylko to wyobrażenie jakie o nim masz. To że rozstaje się i wraca do swojej dziewczyny jest zjawiskiem dość powszechnym, nadal są miedzy nimi silne uczucia i emocje. Z tego co piszesz to on zaszufladkował Cię jako przyjaciółkę, która zawsze znajdzie dla niego czas, poświeci mu uwagę i wysłucha. Sama zaś zachowujesz się jakby tylko on dla Ciebie istniał.