Cześć,
pisałam tu wcześniej kilka tematów, jednak ten ostatnio nie daje mi za wygraną.
Jak być bardziej konsekwentnym w działaniu?
Mówię tu o sprawach osobistych i o zawodowych.
Powiem tak, jestem dorosła,od ilku lat dopiero sama zaczelam wykazywać inicjatywę, nie pytać się mamy czy koleżanek- jeśli coś okaże się błędęm będzie to mój błąd.Problem w tym, że takjak pisałam, terazprzez semestr siedzę tylko w domu, robię dyplom, dałam sobie czas plus chcę się zapisać na prawo jazdy, chodzę na silownie, co dwa dni. Czasem spotykam się ze znajomymi.
Mam duzy problem, bo nie potrafię sama zorganizować sobie czasu, w znaczeniu, nie jestem konsekwentna w działaniu. Nie potrafię wysiedzieć i zrobić np tyle ile chcę, wiedząc, że mam póxniej wolny czas, albo lekcje jazdy za 2 dni.
Dyplom wymaga ode mnie skupienia, siedzenia, zaprojektowania, opisania. Wiem, nie chce tutaj popadac w jakies paranoje, ale nie potrafie sobie z tym poradzić.
Tak samo jak z życiem prywatnym.
Mam wrazenie, ze jedno odbija sie od drugiego. Ze postawilam sobie jakas granice, ze kiedy skoncze dyplom to uda mi się w zwiazkach. Że jesli sie obronie, to nie bede taka pospinana, taka grzeczna, bede bardziej konsekwentna i moze mi się uda.
Jestem na dziwnym etapie życia i nie wiem czy po prostu nie jest to tylko 'etap'ktory sie skonczy, czy po prostu ja we wszystkim jestem taka jałowa.
Nie potrafie wstać o 8- wstake o 9-9:30. Chce schudnac a jem i tak słodycze. WIecie o co chodzi. Chce schudnac 5 kg - chudne 3 kg i odpuszczam.
Wlasnie to odpuszczanie i niedociaganie do 100 %mam wrazenie, ze jest problemem. Tak jakbym 'bala sie' lub nie miala tyle wewnetrznej woli.
Oczywiscie nikt tego nie rozumie poza mną, bo to jestem ja. Rodzice uwazaja zejestem super. A ja np wiem, ze praca w nocy, zero chlopaka, jakies dziwne sytuacje konczace sie zlamanym sercem także wynikaja z mojego zachowania- jakby z braku konsekwencji. Moze czasem jestem odbierana jako 'gracz' bo nikt mi nie wejdzie na glowe, natomiast mam problem z komunikacja.
Po prosty mam wrazenie, ze potrzebuje kopa od życia, od rzeczywistosci, że każda znajomość ciagne do jakiegos punktu krytycznego, gdzie obydwoje zaczynamy sie znudów olewać i to sie rozpływa... Mam wrazenie, ze to tez moja wina... Nie wiem o co chodzi...