Z swoją lubą byłem 2.5 roku. Aktualnie ja 29 ona 22(byłem jej pierwszym chłopakiem i jako pierwszy wszystko robiłem) to tyle jeżeli chodzi o szczegóły.
Moja była którą nadal kocham, jak sama nazwa wątku wskazuje odeszła od mnie do innego chociaż tak nie było do końca.
Początek naszego związku był dość hmm dziwny i burzliwy. Generalnie wszedłem w związek z powodu ogromnej rany po poprzedniej dziewczynie(chociaż czy 1.5 miesięczny związek można tak nazwać?) w każdym razie na początku nie wchodziliśmy z motylami w brzuchu(byłem pierwszym facetem który się nią zainteresował na poważnie). Poszło co do czego i stosunkowo szybko weszliśmy w jakiś tam związek, następnie pierwszy sex(po 3-4 tygodniach) chyba dlatego, że ja bardzo tego chciałem niż ona była na to gotowa.
No i jakoś to się kręciło od maja do końcówki listopada i powiedzieliśmy sobie pass. Miesiąc się nie odzywaliśmy do siebie uznając sprawę za zakończoną(chyba chodziło o to, że nie wie czy to jest to) pojawił się pod koniec grudnia temat sylwestra, pomyślałem że napiszę i od słowa do słowa doszło do tego, że zjawiłem się w jej studenckim domku można się domyślać co potem, kochaliśmy się dobre kilka godzin i koło 6-7 rano jak już na prawdę nie miałem sił poszliśmy spać. Po tym zdarzeniu mieliśmy bardzo dobre 1.5 roku ciężko coś zarzucać, dziewczyna się bardzo starała o mnie, ja też jakoś się odwdzięczałem. Troche "chemii" zaczeło brakować nam już w lecie, ale wspólne wakacje dobrze spędzony czas i dość intensywnie wydawac się mogło przywrócił nasz związek do życia. Następnie pojechała na miesiąc do pracy zagranicznej jak opiekun osoby starszej, nie miała tam kontaktu z prawie nikim innym oprócz starszej pani. Niemniej tam zaczeły się już pewne nasze kłopoty. Dziewczyna chociaż nie gra w gry dla jednej od ponad roku miała czas a mianowicie pokemon go ot wyjścia na świeże powietrze łapanie poków sami wiecie jaki był na to bum, sam zreszta troche pogrywam, ale nie ważne. No i tak poznała gościa który w to grywał gdzieś mniej więcej w czerwcu/lipcu. Pojechała do Francji, ja pracowałem w Polsce(pracują po 300h w miesiącu). Czasami nie miałem ochoty rozmawiać i tak dalej, więc pewne strefy komunikacyjne poszły w jego stronę dużo z nim pisała. Nie przeszkadzało mi to bo ufałem i wiedziałem jaką ten gość ma historię w swoim życiu(ujmijmy to był kochankiem żony pewnego gościa w której sam się potem zakochał) No i tak walczył w tej toksycznej relacji z nią 4 lata. Ok mniej lub bardziej spędzali z soba czas grają w pokemon go(tak to prawda żeby była jasność) Ja nie zawsze mogłem być z nią pracując głównie popołudniami w innym mieście i w tym mieście też mieszkając(praca ujmijmy biurowa chociaż nie do końca). Zaczęły się różne kłótnie od września bo tu nie pasuje bo tam coś nie pasuje ogólnie dość napięta atmosfera, ale starałem się być spokojny zmieniać pewne rzeczy bo wyczuwałem pewien "smród" w powietrzu chociaż wtedy nie było do tego jasnych znaków a zakazywać gadania z gościem przecież nie zabronie raz powiedziałem, że chce gościa zobaczyć na zasadzie pogramy w to, bo pewnych zawahaniach zgadaliśmy się w 3 i chwile pograliśmy wydawało się wszystko ok więc nie interweniowałem ostro gość spokojny zrównoważony się wydawał i taki który nie podbija mi do dziewczyny. Przyszedł początek października i się pokłóciliśmy o wydaje się drobnostkę, ale ona tego bardzo nie lubiła i czasem potrafiła się obrazić a mianowicie podczas wyjazdu wpadła kumplowi(którego nie znała) pod nogi a ja powiedziałem coś w stylu "no zrobiła ci to specjalnie uważaj pod nogi " głupawy tekst i niezbyt mądry, ale miało być po prostu troche śmiesznie, niestety ona się obraziła na amen zważywszy, że zapowiadała mi, że jak tak zrobię to będzie koniec ... i tak też zrobiła. Potem już w większej lub mniejszej ciszy spędziliśmy ten dzień z znajomymi, ale nie chciałem wywlekać brudów więc przeczekałem ten dzień. stało się będą wkur ... zirytowanym tym co się ostatnio działo i ,że niemal w pojedynkę robiłem w tym związku(chyba tylko seks dobrze wyglądał) nie walczyłem też powiedziałem, że to koniec mimo to w głębi duszy czułem, że za tydzień około zadzwonie i spróbuje ratować sytuację, ale potrzebuję ochłonąć. Przyjaciel okazał się być dość troskliwy i się z nim w ciągu tego tygodnia przespała po czym gość został jej nowym chłopakiem. Pierwsza moja reakcja to szok niedowierzanie, byłem pewny, że sobie z mnie żartuje bo o ile rozumiem zerwanie o tyle takiej akcji po kilku dniach osoby którą ci się wydawało znasz nie spodziewałem(zważywszy, że to dziewczyna która lubi dość wąskie hermetyczne środowisko, nie imprezowiczka itp) Na początku mi mówiła, że to ja zrobiłem lukę w tym związku i pozwoliłem jemu wejść w to, z nim też rozmawiałem na tyle ile mogłem i mówił, że tego nie planował i "samo wyszło". Problem jest taki, że dziewczyna mi potem mówi dość brutalne słowa, że miałbym szanse z wieloma facetami, ale z nim nie tak w dużym uproszczeniu. To mnie w cholerę bolało. Kilka dni później wpadam do niej jakby to ująć w roli kundelka proszącego o szansę. Przez 30 min się całowaliśmy po czym próbowałem pójść dalej, ale skoro poszła w płacz to odpuściłem oczywiście. Po tym zdarzeniu mówi, że prosiła tego gościa żeby nie odchodził i pewnie coś tam jeszcze nie wiem. Tydzień później to samo, ale dużo nie brakło żeby pójsc krok dalej tzn do pewnych punktów doszedłem i pass. Popłakaliśmy razem mówiac jak bardzo ją kocham i tęsknię(robiąc znowu z siebie kundla bez godności, ale w tym przypadku za każdym razem bym to robił prawdopodobnie)
Później jeszcze chwilę pogadaliśmy, ale nie próbowałem żadnych nacisków na całowanie itp ot próbowałem zrozumieć sytuację. Zapytałem jej czemu mi na to pozwalała będąc z innym gościem, przy rozmowie mówiła nie wiem ... dość dogodne można powiedzieć. Poprosiłem ją wczoraj żeby mi wytłumaczyła dlaczego tak zrobiła cyt. " Tak, czuję coś do Ciebie, nie jest łatwo zapomnieć o 2 latach, dlatego nie potrafiła wcześniej odejść" Powiedziała mi jeszcze wcześniej, że od mniej więcej wakacji(przed poznaniem gościa) czuła, że coś jest złego a zarazem mi mówi, że gdyby się on nie pojawił to by wróciła do mnie. Dziś rozmawiając z mną też się popłakała, że nie umie zdefiniować swoich uczuć, ale teraz na pewno nie może go opuścić bo jest w jej sercu. Jej aktualny facet o wszystkim wie o tym, że rozmawiam z nią o tym co się stało. Nie wiem jak mam ją traktować, teoretycznie wydaje się to łatwe, ale takie nie jest bo dla mnie była i jest kobieta wyjątkową.
1 2017-11-07 20:35:59 Ostatnio edytowany przez on88on (2017-11-07 20:38:58)
2 2017-11-07 20:44:45 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-11-07 20:46:51)
Ma 22 lat. Zero doświadczenia w związkach. Po prostu w tym wieku zaczęła szukać "swojego ideału". W tym przypadku słowo "nie wiem" oznaczać może tylko jedno - nie mam w tych sprawach doświadczenia, muszę dowiedzieć się czego chcę w związku/ jakiego typu partnera oczekuję i przy jakim będę się dobrze czuła.
Nie zawsze tak jest, ale moim zdaniem w tym przypadku tak jest.
Ty masz 29 lat - myślisz w sferze związków poważnie, Ona nie.
Ma 22 lat. Zero doświadczenia w związkach. Po prostu w tym wieku zaczęła szukać "swojego ideału". W tym przypadku słowo "nie wiem" oznaczać może tylko jedno - nie mam w tych sprawach doświadczenia, muszę dowiedzieć się czego chcę w związku/ jakiego typu partnera oczekuję i przy jakim będę się dobrze czuła.
Nie zawsze tak jest, ale moim zdaniem w tym przypadku tak jest.
Ty masz 29 lat - myślisz w sferze związków poważnie, Ona nie.
Mówiłem jej, że zastanawiam się nad oświadczeniem się jej. Odpowiedziała mi, że gdybym to zrobił rok temu to by się zgodziła bo tak mnie kochała ...
Może dobrze, że tego nie zrobiłeś. Kto wie, czy dzisiaj nie bylibyście małżeństwem, a ona nie planowałaby odejścia do kochanka...
Leśny_owoc napisał/a:Ma 22 lat. Zero doświadczenia w związkach. Po prostu w tym wieku zaczęła szukać "swojego ideału". W tym przypadku słowo "nie wiem" oznaczać może tylko jedno - nie mam w tych sprawach doświadczenia, muszę dowiedzieć się czego chcę w związku/ jakiego typu partnera oczekuję i przy jakim będę się dobrze czuła.
Nie zawsze tak jest, ale moim zdaniem w tym przypadku tak jest.
Ty masz 29 lat - myślisz w sferze związków poważnie, Ona nie.Mówiłem jej, że zastanawiam się nad oświadczeniem się jej. Odpowiedziała mi, że gdybym to zrobił rok temu to by się zgodziła bo tak mnie kochała ...
Nie wierz w takie gadanie.Co za roznica rok w ta czy tamta.Co ma rok do tego wszystkiego.Ona jest glowa gdzies indziej a jej tlumaczenie niech sobie w kieszen wsadzi.Daj sobie z nia spokoj.
Mówiłem jej, że zastanawiam się nad oświadczeniem się jej. Odpowiedziała mi, że gdybym to zrobił rok temu to by się zgodziła bo tak mnie kochała ...
Dobra, po co Jej to powiedziałeś? Nie rozumiem?
Albo ktoś się oświadcza, albo nie. Jeśli związku już nie ma to nie widzę powodu, aby tego typu sprawy wychodziły na wierz. Moim zdaniem powinieneś dać sobie z Nią spokój. Ona teraz jest na etapie "poszukiwań". Tutaj nie ma złotego środka. Przykro mi.
Jak dla mnie ona jest niedojrzałą siksą w tym wieku powinnno sie uczyć a nie mysleć o związkach. Gybym rządziła państwem przesunęłabym wiek 18 lat na 22 lata.
1. Wszedłes w związek zraniony po poprzednim.
2. Ona sie starala bardzo ty tez jakos się odwdzieczales (?)
3. Nie miałeś z nią ochoty pisać/rozmawiać itp.
Wszystko w temacie
9 2017-11-08 11:28:36 Ostatnio edytowany przez on88on (2017-11-08 11:29:08)
1. Wszedłes w związek zraniony po poprzednim.
2. Ona sie starala bardzo ty tez jakos się odwdzieczales (?)
3. Nie miałeś z nią ochoty pisać/rozmawiać itp.Wszystko w temacie
1) Taki był nasz początek, ale to się zmieniło potem(zakochaliśmy się w sobie przy 1 powrocie tak szczerze)
2) Staraliśmy się po równo można wręcz powiedzieć, że wtedy kiedy ona się starała ja dawałem nawet 2xwięcej
3) Miałem ochotę i robiłem to czasem wielogodzinnie, ale będąc w pracy i pracując 300h nie zawsze ma się ochotę na wielogodzinne rozmowy pomimo bycia za granica rozmawialiśmy przez skype średnio 2-3h dziennie.