Od początku naszej znajomości, gryzie mnie to, że on jakby zatrzymał się w 2000 roku. Jego ubiór, sposób bycia, nawet myślenie na punkcie technologii. Ja obawiam się, że jakby zamieszkał w moim domu, to nie odnalazłby się. Ja też, fakt faktem, kiedyś tak myślałam, ale nie zatrzymałam się. Szukałam nowinek, i chciałam je mieć, a on... nie rozumie czemu biorę walizkę na podróż, zamiast torby, albo czemu mam smartfona a nie telefon z klawiaturą, albo lepiej uważa, że laptop jest tylko do netu i filmów (co tam, że są też takie do gier), poza tym nie ma konta bankowego, bo uważa, że lepiej trzymać pieniądze w domu. Nie chcę go zmieniać, ale jakoś mnie to obciąża, gdyż przez niego przypominam sobie czasy, o których nie chcę pamiętać. I jestem już tym zdruzgotana. I zadaje sobie pytanie: na ile można kochać, by akceptować?
Ja z kolei nie rozumiem z czym tak naprawdę masz problem. Jest jaki jest, widocznie jemu te wszystkie cuda techniki i pozornie ułatwiające, ale tak naprawdę mocno nas ograniczające, nowoczesne rozwiązania nie są potrzebne do tego, by iść przez życie. To jego wybór, albo to zaakceptujesz, albo nie, ale wtedy zamiast zmieniać go na siłę, lepiej podejmij decyzję o rozstaniu.
"Nie chcę go zmieniać, ale jakoś mnie to obciąża, gdyż przez niego przypominam sobie czasy, o których nie chcę pamiętać" - zdanie klucz. Nie chcę go zmieniać, ale jednak chcę go zmieniać, bo nie pasuje mi jego styl. Problemem jest Twoje podejście do tego jak on patrzy na nowinki. Twój facet ma prawo mieć takie podejście i od Ciebie zależy, czy jesteś w stanie być z kimś kto ma taki, a nie inny światopogląd.
Zadaj sobie pytanie jak będzie wyglądał wasz związek za 10 lat przy założeniu, że nic się w materii sposobu bycia Twojego partnera nie zmieni.
Czy nadal chcesz w nim być?
Robisz problem z niczego i chcesz go na siłę zmieniać na swoją modłe. Aha nie mam walizki tylko torbę :-D i używam laptop głównie do pracy.