Witam nie wiem czy to odpowiedni dział ale proszę ocenę mojej sytuacji patrząc z boku. Czytałem troche o mojej sytuacji ale nie mogę jej zrozumieć.
Chodzi o przyjaciółkę tak pomyślicie kolejny przyjaciel zakochany ehh życie, ale nigdy takowej nie miałem . Mamy po 28 lat ona z dzieckiem a ja po paru nie udanych związkach ona po ciężkiej sytuacji z bratem. ehh szkoda pisać. Znamy sie ponad rok wpadliśmy na siebie przypadkiem no i się zaczęło. Wspólne wyjazdy, gotowanie razem, zabawa z dzieckiem. Miała ciężki czas w życiu to jej pomogłem bardzo dużo, lecz nic nie oczekiwałem od niej taka czysta MIŁOŚĆ. Rozmawialismy o wszystkim tajemnice, zwiezenia itd. Chciałem poprostu sie przyjaźnić, miec z kim pogadać o relacjach damsko-męskich, ale zacząłem cos czuć do niej i zaczęła sie moja walka o przyjaźń bo wiedziałem ze nie pociągam ja fizycznie tylko przyjaźń nas łączy. W szczerzej rozmowie ustaliliśmy ze robimy sobie przerwę , i wiecie pierwsza przerwa ok daje rade, druga ok ale trzecia i czwarta masakra, uczucie rozpaliło sie na maksa w końcu przy afekcie zerwałem znajomość, powiedziałem dość tej szopki. Teraz po 2 miesiącach od zerwania jestem wrakiem człowieka brakuje mi ich bardzo, wiem ze nie możemy być razem ale mój mozg chce przyjaźni bo wie o co się rozchodzi ale serce mówi ci innego. Od zerwania zero kontaktu z obydwu stron , mialem ochotę napisać ale nie potrafię bo nie chce wyjść na zbitego psa który powraca z podkulonym ogonem.
Proszę rade czy jest szansa na kontynuację znajomości, tylko jako przyjaciel przyjaciółka?