Stało się...
Zlał mnie. Bolało jak nigdy w życiu. Ale nie jak uderzał , bo tego nie czułam prawie w ogóle. Byłam w Tak ciężkim szoku ze kompletnie nie docierałodo mnie ze mój ślubny uderza mnie pięściami na oślep nie zważając na troje naszych dzieci które spały niczego nie świadome. W tamtej chwili miałam w głowie tylko jedno żeby się nie obudziły w tamtym momencie bo przeżyły by niewyobrażalny szok który mógłby by położyć się cieniem i traumą na resztę życia.
W pewnym momencie dotarło do mnie ze nie przestanie dopóki mnie nie zabije , te oczy takie puste i pełne nienawiści patrzyły na mnie jak na największego wroga który musi zostać ukarany.
Zaczęłam wycofywać się na przedpokój by móc uciec i wezwać pomoc . Ale strach o dzieci nie pozwolił mi zrobić ani kroku więcej. Tyle tylko by odciągnąć go na bezpieczną dla siebie i dzieci odległość . Zaczęłam prosić żeby się uspokoił ze obudzi dzieci. Ale on był w jakimś amoku jak by nic do nic nie docierało. Na całe szczescie z pracy wróciła moja mama. Byłam przekonana...przepraszam uświadomiłam sobie że przekonana TO już nigdy w życiu nie będę. Ten człowiek odebrał mi cały mój poukładany świat. Jeżeli kiedykolwiek w życiu byłam czegoś pewna to jedno zdarzenie otworzyło mi skutecznie oczy . W Tak drastyczny sposób ze różowe okulary z hukiem spadły na ziemię i rozpadły się na drobne kawałeczki.