Cześć wszystkim!
Zacznę od tego, że jestem... flirciarą. Zazwyczaj nie mam problemu z kontaktami z mężczyznami.
Jakiś czas temu zaczęłam po pracy udzielać się w orkiestrze. Spodobał mi się jeden kolega, od początku go upatrzyłam, ale nic z tym nie robiłam. Był na celowniku
Tydzień później sam do mnie podszedł, zagadał, spojrzał w oczy... i coś we mnie pękło. Pierwszy raz doświadczyłam takiej sytuacji. Rozmowa się nawet kleiła, byłam dosyć onieśmielona (!), ale jakoś nam to szło. Powiedział, że jest nieśmiały, ale czasami trzeba się przełamywać i dlatego podszedł. Dodatkowo cały czas rozmowy patrzyliśmy sobie w oczy i odniosłam wrażenie, że podobnie jak ja, on nie może przerwać tego spojrzenia.
Ostatnio mieliśmy mały koncercik, po koncercie byłam rozchwytywana przez mężczyzn (jako, że jestem jedną z trzech dziewczyn i na dodatek nową w składzie, wszyscy chcą mnie poznać
raj dla mnie), dlatego nie mogłam długo z nim pogadać, ale w końcu się wyrwałam i podeszłam do grupy osób, z którą stał. Później nawet podszedł do mnie, rozmawialiśmy chwilę na osobności... Rozpisałam się, wybaczcie.
Czy ja zwariowałam? Nie potrafię z nim flirtować. Gdy podchodzi, jestem raczej wyluzowana, ale z drugiej strony nie potrafię zacząć z nim rozmowy.
W tej całej sytuacji widzę dwa problemy, pytania, na które nie potrafię sama udzielić odpowiedzi:
1. Skoro tak się zachowuje, jest szansa, że jednak nie jest tylko miły? Niby wszyscy chcą mnie teraz tam poznać, ale tylko on bezpośrednio samotnie podchodzi i rozmawia, utrzymując, że jest nieśmiały. Dodatkowo te ciągłe spojrzenia prosto w oczy...
2. Co ja mam zrobić ze swoją flirciarską naturą, która przy nim nagle jest na uwięzi? Jak myślicie, skąd się to bierze i dlaczego nie potrafię zrobić niczego konkretnego?
Mam nadzieję, że post nie jest chaotyczny ![]()
Podobne tematy
po koncercie byłam rozchwytywana przez mężczyzn (jako, że jestem jedną z trzech dziewczyn i na dodatek nową w składzie, wszyscy chcą mnie poznać
raj dla mnie)
![]()
Czy ja zwariowałam? Nie potrafię z nim flirtować. Gdy podchodzi, jestem raczej wyluzowana, ale z drugiej strony nie potrafię zacząć z nim rozmowy.
Albo rybka, albo pipka
W tej całej sytuacji widzę dwa problemy, pytania, na które nie potrafię sama udzielić odpowiedzi:
1. Skoro tak się zachowuje, jest szansa, że jednak nie jest tylko miły? Niby wszyscy chcą mnie teraz tam poznać, ale tylko on bezpośrednio samotnie podchodzi i rozmawia, utrzymując, że jest nieśmiały. Dodatkowo te ciągłe spojrzenia prosto w oczy...
2. Co ja mam zrobić ze swoją flirciarską naturą, która przy nim nagle jest na uwięzi? Jak myślicie, skąd się to bierze i dlaczego nie potrafię zrobić niczego konkretnego?
Gdy dojrzejesz rybeńko, na razie jesteś zielona jak szczaw. ![]()