Witam
Od pewnego czasu gryzie mnie pewen problem i nie za bardzo mam sie nim z kimkolwiek podzielic wiec postanowilem ze napisze o tym tutaj i poprosze Was o rade.
Mam prawie 31 lat. Przez ostatnie 4 lata bylem sam, jednak rok temu poznalem dziewczyne w ktorej z wzajemnoscia sie zakochalem i od kilku miesiecy jestesmy razem. To najcudowniejsza kobieta jaka spotkalem w zyciu. Z nikim nie bylo mi tak dobrze, ona twierdzi to samo i jest szczesliwa bedac ze mna, pomimo ze na ten moment mieszkamy w innych miastach i widujemy sie raz na jakis czas. Planujemy jednak moja przeprowadzke pod koniec roku bo ile tak mozna ciagnac zwiazek na odleglosc.
Od jakiegos czasu jednak w mojej glowie zaczely pojawiac sie watpliwosci i dylematy (odnosnie zycia razem i naszej przyszlosci). Zaczalem uswiadamiac sobie pewne niemile aczkolwiek realne i istniejace kwestie.
Chodzi mianowicie o to, ze bolesnie uswiadomilem sobie bledy popelnione w przeszlosci odnosnie sciezki edukacji i rozwoju zawodowego. Krotko mowiac – zaniedbalem te aspekty idac i konczac malo perspektywiczne studia ktore oprocz papierku nie daly mi zadnych perspektyw na kariere jak i godne zarobki. Nie winie o to nikogo poza samym soba. Gdybym te 11 lat temu mial w glowie wiecej oleju i ambicji to potoczyloby sie to inaczej i dokonalbym madrzejszego wyboru. No coz, za popelnione bledy trzeba w koncu zaplacic o czym dobitnie uswiadamiam sie wlasnie teraz w obecnej sytuacji. Jesli chodzi o mnie, niskoplatne prace ktore wykonywalem nie stanowily dotychczas problemu dla mnie - szczescie znajdowalem w innych aspektach zycia i pomimo niskich dochodow jakos sobie w miare szczesliwie funkcjonowalem na tym swiecie. Jednak obecnie moja perspektywa zmienila sie dosyc mocno, biorac pod uwage zwiazek i dalsze zycie z moja Ukochana.
Jesli chodzi o nia, nie jest to osoba o wysokich dochodach jednak ciagle podwyzszajaca kwalifikacje zawodowe i zawodem ktory ma przyszlosc. Z tego co zaobserwowalem, jej wszystkie kolezanki maja zaradnych facetow, dobrze wyksztalconych i dobrze zarabiajacych, wykonujacych porzadne zawody. Facetow ktorzy beda mogli zapewnic im bezpieczenstwo finansowe.
Wobec tego obudzily sie we mnie wielkie watpliwosci odnosnie dalszego zycia.
Nie ma ostatnio dnia zebym o tym nie rozmyslal i sie nie smucil. Doszedlem do wniosku ze ta wspaniala kobieta zasluguje na lepsze zycie niz to ktore ja bede jej w stanie zaoferowac. Wiazac sie z kims innym, mogla by sobie zaoszczedzic problemow ktore bedzie miala ze mna (niskie dochody, potencjany brak stabilnosci mojego zatrudnienia, nizszy status socjalny). Nie chcialbym zeby ktos cierpial przeze mnie i mial kiepskie zycie. Wiem ze pieniadze to wazna kwestia w zwiazku i przez ich brak jest wiele nieszczesc, rozstan i problemow. Moim zdaniem jest ona jeszcze zaslepiona miloscia i nie potrafi trzezwo dostrzec tego ze jest w zwiazku z kims kto ma slabe perspektywy, z kims z kim raczej slabo sie mysli o zakladaniu rodziny, prowadzeniu domu.
Biorac pod uwage przemyslenia do ktorych doszedlem, pomimo faktu ze szczerze ja kocham, jak nikogo jeszcze w zyciu nie kochalem, zaczalem rozwazac zaproponowanie jej rozstania. Wiem ze byloby to bardzo bolesne zarowno dla mnie i dla niej ale w perspektywie dlugoterminowej mogloby miec to dla niej zbawienny skutek. W koncu po jakims czasie przeciez wyleczylaby sie ze smutku rozstania i moglaby znalezc kogos z kim zbudowalaby lepsza przyszlosc i szcesliwe zycie.
To czego sie obawiam to mozliwosc tego ze kiedys, za kilka lat uswiadomie sobie ze jednak zabilem prawdziwa, szczera milosc, milosc ktora moze juz wiecej sie nie przytrafi.
Co wy myslicie o tej sytuacji? Czym powinienem sie kierowac? Jak postapic?
Licze na Wasze podpowiedzi.
