Witam, na wstępie pokrótce opiszę jak wygląda sytuacja, moja żona miała kilkumiesięczny romans, przyłapałem ją na tym 2 miesiące temu i zdecydowałem się dać jej drugą szansę (nie chciała ode mnie odejsć i twierdzi, że nie żałuje decyzji ale nie wierzę już w jej słowa...). Przez chwilę wydawało mi się, że wszystko jest OK, że sprawy idą ku lepszemu, ale niestety w ostatnich tygodniach znowu zauważyłem podejrzane zachowania żony i po sprawdzeniu kilku źródeł (m.in. monitoring jej komunikatora internetowego) wiem na 100%, że utrzymuje kontakt z byłym kochankiem (nie wiem niestety o czym piszą wiem tylko, że piszą codziennie ze sobą po kilkadziesiąt minut...). Nie wiem czy się z nim spotyka fizycznie, ale prawdopodobnie tak bo z jej szafy kilka tygodni temu zginęła erotyczna bielizna którą ode mnie kiedyś dostała a my od czasu jej romansu raczej nie mamy ochoty na amory, przeszukałem wszystko dokładnie, nie ma jej w domu.
Niestety mnie nie ma na codzień w domu, bo pracuję zagranicą i kolejny raz będę widział się z żona za nieco ponad tydzień i mamy jechać na 2 tygodniowy urlop.
Żona nie ma pojęcia o moim podejrzeniach i zachowuje się jakgdyby nigdy nic, czyli generalnie jest miła i planuje razem przyszłość, ale podkreśla, że musimy spróbować odbudować nasze życie seksualne tylko jeszcze nie teraz, bo ona ma traumę (czytaj: z kochankiem było tak zajebiście, że mąż wydaje się teraz beznadziejny w tych sprawach i pewnie po części tak jest, bo ogólnie nie układało nam się w tych sprawach, częściowo z racji mojej pracy, ale może też po prostu dlatego, że nasze życie seksualne od kilku lat było delikatnie mówiąc na wymarciu...).
W każdym razie mam teraz ciężki orzech do zgryzienia, bo z jednej strony mam po prostu ochotę do niej tu i teraz zadzwonić i jej powiedzieć żeby wyp... i nie chcę jej więcej widzieć, z drugiej strony nie mam naprawdę twardych dowodów, które pozwolą mi bez cienia wątpliwości udowodnić, że ona mnie nadal zdradza, nie znam treści ich rozmów ani nie mam dowodów, że od tamtej pory się z nim spotkała (to są tylko domysły na podstawie zaginięcia bielizny). Jest przecież 1% szansy, że rozmawia z nim po koleżeńsku (w co oczywiście nie wierzę, ale zawsze może mi wciskać taki kit)...
Czy powinienem zagryźć zęby poczekać do spotkania ten nieco ponad tydzień i jej dopiero wtedy wszystko wygarnąć face 2 face? Co oczywiście oznacza, że nie pojedziemy już nawet na ten urlop ale to mało istotne w tym momencie... a do tej pory jeszcze udawać, że wszystko jest OK i nie podejmować takich rozmów przez skype/ telefon?
A może pójść o krok dalej i pojechać razem na urlop wciąż udając, że wszystko jest OK (aczkolwiek to będzie cholernie trudne chyba nie dam rady grać, że jest ok z nią na urlopie przez 2 tygodnie...), w międzyczasie zainstalować jej aplikację monitorującą jej telefon i po urlopie otrzymać twarde dowody: dokładne zrzuty jej rozmów z nim z komunikatora, logi jej połączeń telefonicznych (aczkolwiek to jestem w stanie uzyskać w inny sposób) i tracking gps czyli gdzie i kiedy była... a nawet informacje o potencjalnym seksie (żonka ma taką aplikację w której sobie wpisuje sprawy związane z okresem, temperaturę, itp, tam również prawdopodobnie zaznacza, czy uprawiała seks, ale ja nie mam oczywiście hasła do tej apki, co mogę uzyskać przez monitoring...).
Nie wiem też czy rozejść się z nią pokojowo za porozumienem stron i po prostu podzielić się po połowie tym co mamy czy faktycznie zbierać te twarde dowody i sądzić się z orzeczeniem o jej winie i rządać większości majątku dla siebie... poza tym, że mnie zdradziła była zawsze dla mnie dobrą żoną nie chciałbym jej niszczyć, ale z drugiej strony jak widzę teraz jej egoizm i kłamstwa to czy powinienem się litować? Tak wiem, odebrało jej mózg i logiczne myślenie, w końcu nowa miłość i seks smakuje lepiej niż cokolwiek innego w życiu, ale ona po prostu mnie bezlitośnie krzywdzi, z jednej strony trwa przy mnie, ale przecież wiem, że jak nam się nie ułoży to bez zastanowienia przeskoczy na druga gałąź a ja zostanę frajerem...