Hej. Zawsze omijałam ten dział szerokim łukiem i nie chciałam tu trafić z osobistych powodów, ale jednak... Mieszkam w akademiku w jednym pokoju z dziewczyną dość ładną, inteligentną i wesołą. Sama też jestem ładna i nie uważam się za głupią, odróżnia mnie od niej tylko fakt, że rzadko jestem naprawdę radosna i ja mam chłopaka, ona nie.
Zaczęło się od tego, że po sesji wyjechałam na tydzień do domu. Mój A. miał przyjść jednego dnia do mojego pokoju, żeby sformatować mi komputer. Uprzedziłam lokatorkę i przyszedł. Przez cały mój wyjazd robił mi dziwne sceny zazdrości o moich katowickich znajomych, choć nie robiłam nic złego. Od razu jak wracał z pracy wieczorem czekałam na niego na gg, żeby sobie porozmawiać, a on zawsze był jakiś niemiły. Po powrocie nocowałam 3-4 dni u niego i powiedział mi, że on i lokatorka są przyjaciółmi i spytał czy mi to nie przeszkadza. To pytanie od razu mnie zaniepokoiło... Powiedziałam, że dziwnie to dla mnie wygląda i wolałabym, żeby nie widywali się na osobności. Przez ostatnie kilka dni był skryty. Ustawił hasło na gg, telefon zawsze trzymał przy sobie. Ja wróciłam w końcu do akademika, bo zaczynały się zajęcia. Ona cieszyła się z mojego powrotu, ja cieszyłam się, że ją widzę. Ale pewnego wieczoru rozmawiając z A. nabrałam podejrzeń, że on za bardzo angażuje się w tą przyjaźń. Pytałam go wciąż, dlaczego mnie okłamuje i ukrywa rozmowy i smsy a on milczał.
Wczoraj ona wyszła z pokoju... Ja siadłam przy jej komputerze i zaczęłam czytać archiwum gg. Nie przeczytałam wszystkiego, bo już nie miałam siły... Czytałam słowo po słowie... Jak martwi się tym, że ma zły humor.. albo jak mówi jej, że jest taka dobra albo że z nikim tak dawno nie rozmawiał. Przepraszał ją za coś, sam nie wiedział za co.. A ona po prostu zaczęła go unikać, bo zobaczyła co się święci. Powiedziała mu, że lepiej, żeby już nie rozmawiali, a on nie rozumiał dlaczego. Nie chciał tego przerywać...
Powiedziałam mu to przez telefon. Zwyzywałam go, mówił, że to nie tak. Przepłakałam cały dzień, nie poszłam na uczelnię... Nie miałam siły zrobić sobie nawet jedzenia. On zadzwonił do niej powiedzieć jej o tym co zrobiłam, a ona odpowiedziała "tak myślałam", więc uznał, że go zwodziła po to, żeby potem go wkopać specjalnie zostawiając laptopa...
Przyjechał wieczorem. Najpierw zwalał wciąż na nią winę i był zły, że ona nie chce z nim ani ze mną porozmawiać... Potem w końcu przyznał, że to tylko jego wina... Usunęli swoje numery gg i telefonu. Ale dziś nie chciał jej usunąć z nk. Zrobiłam to za niego, nie był zły. Ale dziwiło mnie to. Nie chciałam, żeby ją oglądał, nawet ona tego nie chciała, bo lubi mnie, a jego znienawidziła, za to, że coś do niej poczuł. Odezwałam się do niej pierwsza późno wieczorem, jak A. już poszedł. Popłakała się. Było jej głupio, że to przez to, że się wprowadziła i że nie umiała mi osobiście powiedzieć, co on robi.
Znam go i boję się, że przez te półtora roku byłam zbyt miękka dla niego. Przebaczałam od razu.. Może to był mój błąd, ale bałam się, że stanie się wobec mnie obojętny... A tego bym nie przeżyła... Teraz pracuje od południa do wieczora... Nie będzie miał czasu na mnie. A ja właśnie teraz potrzebuję dowodów, że chce to naprawić. Musiałby zrobić coś naprawdę znaczącego. Pokazać jakoś, że nie jestem mu obojętna w tych chwilach. Nie do końca rozumie co złego zrobił a ja nie umiem mu tego wytłumaczyć. Może niektórym się wyda, że taka zdrada to nie zdrada... Ale chyba wolałabym, żeby poniosło go po pijanemu na imprezie z pierwszą lepszą, niż żeby czuł to samo do mnie i do innej osoby. I myślał o niej jako o kimś ważnym w jego życiu... Czuję się jak śmieć...
Dodam jeszcze, że pytałam go, co czuł, kiedy na nią patrzył a co kiedy na mnie. Ona: "radość", ja: "miłość i szczęście"... Bo jemu brakowało tej radości we mnie. Ale to on mnie ostatnio ciągle ranił.. Więc czemu miałam być wesoła? Szedł na łatwiznę, nie chciał patrzeć na cierpienie, bo i jemu to psuło humor. Chciał się cieszyć, a ze mną nie mógł... Ale nie pomyślał, żeby mnie jakoś uszczęśliwić... Dlaczego... Przecież mnie "kocha".