netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

8 odpowiedzi4 175 wyświetleńzałożony przez mitsi, 18.02.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-02-18 14:56:07)

Temat: Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

Hej. Zawsze omijałam ten dział szerokim łukiem i nie chciałam tu trafić z osobistych powodów, ale jednak... Mieszkam w akademiku w jednym pokoju z dziewczyną dość ładną, inteligentną i wesołą. Sama też jestem ładna i nie uważam się za głupią, odróżnia mnie od niej tylko fakt, że rzadko jestem naprawdę radosna i ja mam chłopaka, ona nie.

Zaczęło się od tego, że po sesji wyjechałam na tydzień do domu. Mój A. miał przyjść jednego dnia do mojego pokoju, żeby sformatować mi komputer. Uprzedziłam lokatorkę i przyszedł. Przez cały mój wyjazd robił mi dziwne sceny zazdrości o moich katowickich znajomych, choć nie robiłam nic złego. Od razu jak wracał z pracy wieczorem czekałam na niego na gg, żeby sobie porozmawiać, a on zawsze był jakiś niemiły. Po powrocie nocowałam 3-4 dni u niego i powiedział mi, że on i lokatorka są przyjaciółmi i spytał czy mi to nie przeszkadza. To pytanie od razu mnie zaniepokoiło... Powiedziałam, że dziwnie to dla mnie wygląda i wolałabym, żeby nie widywali się na osobności. Przez ostatnie kilka dni był skryty. Ustawił hasło na gg, telefon zawsze trzymał przy sobie. Ja wróciłam w końcu do akademika, bo zaczynały się zajęcia. Ona cieszyła się z mojego powrotu, ja cieszyłam się, że ją widzę. Ale pewnego wieczoru rozmawiając z A. nabrałam podejrzeń, że on za bardzo angażuje się w tą przyjaźń. Pytałam go wciąż, dlaczego mnie okłamuje i ukrywa rozmowy i smsy a on milczał.

Wczoraj ona wyszła z pokoju... Ja siadłam przy jej komputerze i zaczęłam czytać archiwum gg. Nie przeczytałam wszystkiego, bo już nie miałam siły... Czytałam słowo po słowie... Jak martwi się tym, że ma zły humor.. albo jak mówi jej, że jest taka dobra albo że z nikim tak dawno nie rozmawiał. Przepraszał ją za coś, sam nie wiedział za co.. A ona po prostu zaczęła go unikać, bo zobaczyła co się święci. Powiedziała mu, że lepiej, żeby już nie rozmawiali, a on nie rozumiał dlaczego. Nie chciał tego przerywać...

Powiedziałam mu to przez telefon. Zwyzywałam go, mówił, że to nie tak. Przepłakałam cały dzień, nie poszłam na uczelnię... Nie miałam siły zrobić sobie nawet jedzenia. On zadzwonił do niej powiedzieć jej o tym co zrobiłam, a ona odpowiedziała "tak myślałam", więc uznał, że go zwodziła po to, żeby potem go wkopać specjalnie zostawiając laptopa...

Przyjechał wieczorem. Najpierw zwalał wciąż na nią winę i był zły, że ona nie chce z nim ani ze mną porozmawiać... Potem w końcu przyznał, że to tylko jego wina... Usunęli swoje numery gg i telefonu. Ale dziś nie chciał jej usunąć z nk. Zrobiłam to za niego, nie był zły. Ale dziwiło mnie to. Nie chciałam, żeby ją oglądał, nawet ona tego nie chciała, bo lubi mnie, a jego znienawidziła, za to, że coś do niej poczuł. Odezwałam się do niej pierwsza późno wieczorem, jak A. już poszedł. Popłakała się. Było jej głupio, że to przez to, że się wprowadziła i że nie umiała mi osobiście powiedzieć, co on robi.

Znam go i boję się, że przez te półtora roku byłam zbyt miękka dla niego. Przebaczałam od razu.. Może to był mój błąd, ale bałam się, że stanie się wobec mnie obojętny... A tego bym nie przeżyła... Teraz pracuje od południa do wieczora... Nie będzie miał czasu na mnie. A ja właśnie teraz potrzebuję dowodów, że chce to naprawić. Musiałby zrobić coś naprawdę znaczącego. Pokazać jakoś, że nie jestem mu obojętna w tych chwilach. Nie do końca rozumie co złego zrobił a ja nie umiem mu tego wytłumaczyć. Może niektórym się wyda, że taka zdrada to nie zdrada... Ale chyba wolałabym, żeby poniosło go po pijanemu na imprezie z pierwszą lepszą, niż żeby czuł to samo do mnie i do innej osoby. I myślał o niej jako o kimś ważnym w jego życiu... Czuję się jak śmieć...

Dodam jeszcze, że pytałam go, co czuł, kiedy na nią patrzył a co kiedy na mnie. Ona: "radość", ja: "miłość i szczęście"... Bo jemu brakowało tej radości we mnie. Ale to on mnie ostatnio ciągle ranił.. Więc czemu miałam być wesoła? Szedł na łatwiznę, nie chciał patrzeć na cierpienie, bo i jemu to psuło humor. Chciał się cieszyć, a ze mną nie mógł... Ale nie pomyślał, żeby mnie jakoś uszczęśliwić... Dlaczego... Przecież mnie "kocha".

2

Odp: Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

Witam Cię Mitsi,

    opisałaś zdarzenie, w którym Twój osobisty związek został poddany pewnej próbie.  Życie jeszcze wiele razy będzie takim papierkiem lakmusowym dla trwałości, zaufania, szczerości dwojga bliskich sobie ludzi. Tutaj mogę jedynie napisać Ci, że nie jesteśmy w stanie uniknąć pokus, co więcej to one dowiodą  siły i dojrzałości naszych charakterów. Sekret jak sobie z nimi radzić  tkwi w nas, w Tobie, partnerze czy Twojej koleżance z akademika. Zależy to min. od tego jak głębokie łączą Was uczucia ? również uczucia przyjaźni - jak bardzo jesteście zaangażowani w związek z chłopakiem  i jakie macie plany z tym związane.  Jakość tego co już Was łączy jest takim murem i fundamentem do przezwyciężania kłopotów mniejszych czy większych. Czasem wystarczy taka zwykła ludzka uczciwość i wrażliwość, przewidzenie konsekwencji swoich zauroczeń aby w porę powiedzieć sobie ?stop?, to przyniesie więcej łez, żalu i krzywdy.
Wiedź jednak, że zauroczenia mijają, czasem równie szybko jak się pojawiły i to są tylko zauroczenia. Nie można ich porównywać do trwalszych relacji ani uczuć. Twoja koleżanka wykazała się rozwagą ale i szacunkiem do Ciebie, to pomogło zatrzymać bieg wydarzeń. Twój partner natomiast dostał ważną lekcję i ostrzeżenie, jak nie należy postępować będąc w związku. Ty sama, masz prawo przeżywać silne emocje, ważne aby przeprowadzić szczerą rozmowę z chłopakiem o tym co się stało, jak to zdarzenie wpłynęło na Ciebie, co w tobie zmieniło i jakie masz oczekiwania na przyszłość wobec chłopaka i waszego związku. Jest ważna różnica, której być może nie rozumie Twój chłopak, a mianowicie inny rodzaj poufałości zarezerwowany jest dla koleżanki a inny dla stałej dziewczyny. Przekraczanie tej delikatnej granicy powinno być jasne, albowiem stoją za tym określone oczekiwania i konsekwencje. Myślę, że warto abyś powiedziała partnerowi wyraźnie jak Ty rozumiesz przyjaźnie jego i jego znajomych a jakie z nich naruszają bezpieczeństwo i intymność Waszego związku.
Jeśli to jest możliwe pomyśl o tym aby  pobyć ze sobą sama, dzień, dwa, tydzień, wyciszyć się, spojrzeć na wszystko z innej perspektywy ale informując o tym chłopaka. Myślę, że niezależnie od wszystkiego ważne abyś nie zaniedbywała codziennych obowiązków, nauki, uczelni ponieważ taki stały rytm dnia pozwala odciążyć na pewien czas myśli, uczucia od ciągłego przeżywania i rozpamiętywania tego co zaszło. Jeśli mielicie w Waszym grafiku jakieś czynności ?razem? to warto abyście nie znikali sobie z oczu nagle, bez poinformowania siebie ale wspólnie zdecydowali czy kontynuujecie je bez zmian, czy chcecie je na jakiś czas zmienić. Z pewnością minie trochę czasu, zanim wasze relacje wrócą do normy. Wiedź, że Twoja historia  nie musi być jak wszystkie inne podobne do siebie. Nadal macie siebie i ważne aby mimo wszystko nie zaprzeczać temu co Was łączy bo z pewnością jest to coś ważnego.

Pozdrawiam serdecznie!

3

Odp: Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

Bardzo dziękuję za tego posta, wzruszył mnie, bo wciąż czuję ból w tej ranie i naprawdę czekam niecierpliwie aż to się ułoży. Ale tak bardzo chciałabym wiedzieć co on o tym naprawdę myśli... Boję się zaufać teraz jego słowom. Wystarczyłoby mi tylko jedno zdanie padające z jego ust: że będzie się starał, bo jemu zależy tak samo albo i bardziej niż mi. I zaraz po tym widzieć potwierdzenie tych słów. Znajomi doradzili mi, żebym z nim nie rozmawiała. Ale ja cierpię psychicznie i fizycznie. Nawet jak się czymś zajmuję, żeby tyle nie myśleć. Czuję nawet mdłości... Ze strachu, że moje milczenie uzna za akt nienawiści...

4

Odp: Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

Znam go i boję się, że przez te półtora roku byłam zbyt miękka dla niego. Przebaczałam od razu.. Może to był mój błąd, ale bałam się, że stanie się wobec mnie obojętny... A tego bym nie przeżyła... Teraz pracuje od południa do wieczora... Nie będzie miał czasu na mnie. A ja właśnie teraz potrzebuję dowodów, że chce to naprawić. Musiałby zrobić coś naprawdę znaczącego. Pokazać jakoś, że nie jestem mu obojętna w tych chwilach. Nie do końca rozumie co złego zrobił a ja nie umiem mu tego wytłumaczyć. Może niektórym się wyda, że taka zdrada to nie zdrada... Ale chyba wolałabym, żeby poniosło go po pijanemu na imprezie z pierwszą lepszą, niż żeby czuł to samo do mnie i do innej osoby. I myślał o niej jako o kimś ważnym w jego życiu... Czuję się jak śmieć...

A co 'mialas okazje' przebaczac przez ten czas? Zadaj sobie pytanie, czy widac po nim,ze cie kocha. Cokolwiek by to mialo znaczyc.. Czy cos w tym archiwum gg wskazywalo na to,ze on zaczyna sie nia zauraczac?

5

Odp: Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

Naprawdę różne głupie sytuacje miały miejsce przez te półtora roku, np. na mojej 18-tce, na którą przyjechał do mojego miasta (poznał wtedy moich znajomych, wcześniej nikogo nie znał) upił się chyba w pierwszą godzinę imprezy i oczywiście nie miał nad sobą żadnej kontroli, wszystko działo się na oczach moich znajomych... Chodził po dworze wyjąc do księżyca, klękając na deszczu.. Nikt nie wie o co mu wtedy chodziło, on też nie bo był nieprzytomny.. Martwiłam się o niego, ale jednocześnie było mi strasznie wstyd, koszt imprezy był bardzo duży a ja chciałam wyjść już przed północą, nie chciałam się bawić, czułam się tak upokorzona... Następnego dnia wszystko mu opowiedziałam, było mu przykro, co chwilę mnie przepraszał.. Powiedziałam, że muszę ochłonąć, on w tym czasie wrócił do swojego miasta i widząc, że przez internet nie potrafi pokazać jak bardzo mu przykro, więc po 2 tygodniach przyjechał na 1 dzień najdroższymi pociągami, żeby tylko znów móc mnie przeprosić, był dla mnie bardzo dobry i wiedziałam, że nie chce mnie stracić...
A to były pierwsze miesiące naszej znajomości. Było jeszcze kilka dziwnych sytuacji, w których mnie zranił ale ta...
Wczoraj z nim rozmawiałam i to ja prosiłam, aby zadzwonił, on wolał pisać na gg... Nie zrobił tego... Powiedział że jest zmęczony i idzie spać... I poszedł jakby nigdy nic. Chciał żebym przyjechała dziś wieczorem... ale zadałam sobie pytanie "dlaczego ja? dlaczego ja mam do niego jeździć. przecież nawet nie powinnam chcieć go widzieć"...
Rano przyjechałam do niego... Jestem głupia... Przyjechałam i nie mogłam powstrzymać płaczu... Ale o dziwo gdy płakałam mu w rękaw, bo mnie przytulił, czułam poniekąd spokój. W akademiku dostawałam szału. Nie mogłam jeść, spać, nic nie mogłam robić. Wszystko mi przypominało o tym bólu. A ona była ze mną w tym przeklętym pokoju... ona, powód moich cierpień. Spytałam go dziś czy usunął jej numer z telefonu, prosto w oczy odparł tak i kazał mi zaufać. Kilka chwil później robił coś przy komputerze, ja wzięłam ten telefon i zobaczyłam jej numer na liście... Rzuciłam nim i wybiegłam z pokoju płacząc. On zaczął tłumaczyć... że kontakty zapisują się podwójnie i usunął ten z karty... Ale przecież widział, że drugi jest... Dlaczego jego też nie usunął? Przecież nie jest ślepy... Nie mogę mu po tym wszystkim uwierzyć, że to było niedopatrzenie... Kazał mi zaufać... Tak bardzo chciałam, ale jak widać nie mogłam... Stało się to zaraz przed jego wyjściem do pracy... Teraz siedzę sama i myślę co będzie jak wróci.. Nadal nie usunął hasła z gg. Jestem przerażona.

paulina20, co do archiwum.. nie było tam słów jednoznacznych typu "kocham Cię". Nie pamiętam, ale możliwe, że było "lubię Cię". Oprócz tego jego słowa były bardzo ciepłe... Uznałam je za flirt, ponieważ tak zwracał się do mnie na początku związku... Teraz naprawdę nie jest taki... Nasze rozmowy często kończą się kłótniami, nie wiem czemu.. Powiedziałam mu dziś, żebyśmy poszli do psychologa... Nie chciał. Powiedział, że on nie ma problemu i psycholog pomoże tylko mi. A to właśnie on ma problem. Nie potrafi spełnić mojej NAJMNIEJSZEJ prośby! Przez to że nie zadzwonił wczoraj czułam się odrzucona jeszcze bardziej... Ja liczyłam, że przyjedzie po pracy. Że codziennie będzie przyjeżdżał chociaż na chwilę zobaczyć jak sobie radzę... A ja bym tam umarła przez ten tydzień... Dziś w autobusie ledwo mogłam ustać o własnych siłach ;( On nic nie rozumie sad(

6 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-02-19 18:38:12)

Odp: Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

No,to niezbyt ciekawie to wyglada.. Po tym numerze z 'usunieciem numeru'' (ale mi sie powiedzialo) ja nie moglabym mu patrzec w oczy,myslec o nim... Dlugo, bardzo dlugo nie moglabym zaufac, chyba ze po wielokrotnym udowadnianiu,ze sie zmienil.
Powiem tak. Mnie moj chlopak kilka razy zawiodl, ale zwykle mialo to zwiazek z 'nieprzytuleniem' mnie,kiedy placze. Zachowuje sie wtedy,jakby tego nie slyszal. Czuje sie wtedy tak,jakby mnie zdradzil przyjaciel. I postanawiam,ze bede sama.. Ale to trwa tylko krotki czas, jak on mnie w koncu przytuli albo zaczynamy rozmawiac, to pytam sie, czemu tak robil. Ja musze ZROZUMIEC, inaczej nie wybacze, nie pogodze sie. Wyjasnial,ze go to juz przerastalo,ze jest slaby psychicznie,ze go zloscilo,kiedys myslal,ze sama sobie cos zrobilam (co nie bylo prawda). W kazdym razie, dlugo musialam to 'trawic',ale w koncu zrozumialam,kazdy jest czlowiekiem. Tym bardziej, ze w 90% przypadkow on naprawde staje na wysokosci zadania.

Wspominam o moim, bo te sprawy maja wspolny mianownik - utrate zaufania. Obawiam sie,ze w twoim przypadku musisz twardo stanac na nogi i powiedziec sobie,ze jesli okaze sie, ze cie oszukiwal (w takich blahych sprawach),i jesli ciagle sie klocicie.. to albo razem pracujecie nad zwiazkiem,albo koniec. Jesli tylko 1 osobie zalezy - zwiazku NIE MA. Ja (dla wlasnego zdrowia psychicznego,nie wiem jak ty) staralabym sie dowiedziec, co nim kierowalo, kiedy zostawil sobie jej numer. A najlepiej,to poprosilabym, zeby szczerze wyznal wszystko, co zdazyl poczuc do tamtej drugiej. Zeby naprawde zaczal byc wobec ciebie szczery, musisz zachowywac sie spokojnie i dojrzale, obojetnie czego sie dowiesz. Niestety nikt nie powiedzial,ze bedziecie ''forever together'', i jesli cos sie zmienia, i masz na to nikly wplyw, to bez sensu z tym walczyc. Jesli sie juz w niej lekko zakochal - masz do wyboru odejsc albo to zaakceptowac. To drugie on pewnie doceni i (prawdopodbnie) wasza milosc dojrzeje,jesli on pozegna sie z tym 'uczuciem'. Jesli postapisz zgodnie z peirwsza opcja - pocierpisz,ale i poczujesz do siebie szacunek. Zawsze tez zastanawialoby mnie, czy on i 'ta druga' nie beda do siebie bardziej dopasowani. Tego oczywiscie teraz nie wiadomo, ale ja zastanawialabym sie nad ta opcja.

Spojrz na koniec swojego postu. Piszesz przede wszystkim,czego ty wymagasz od niego. Kiedys ci to dawal,a teraz nie daje? Pewnie poczul sie zagubiony; stracil fajna znajomosc (i pewnie ciekawi go,co z niej moglo wyniknac), no i tez ta znajomosc 'naruszyla' wasza milosc. Moze juz sam zwatpil,czy cie naprawde kocha, stad ten dystans. I jeszcze jedno. Jesli ta 'milosc' byla taka slaba,ze zanika pod wplywem innego zauroczenia,to wolalabys sie o tym dowiedziec teraz czy po wielu latach zwiazku?

Aha, wiesz, co ja bym zrobila? Dala mu wolna reke. Powiedziala, ze na razie robicie sobie przerwe, jak chce, to moze sie z twoja lokatorka kontaktowac, spotykac. I niech zdecyduje,z ktora chce byc. Pokazesz mu, ze jestes silna i nie jestes bluszczem, ktory ptorzebuje drzewa, zeby rosnac. I jak mowi przyslowie:
"Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci - jest twoje.Jeśli nie - nigdy twoje nie było." Wiec bardzo zle zrobilas przede wszystkim zabraniajac mu tej znajomosci. Pokazujesz tym nie tylko brak zaufania,ale tez niskie poczucie wlasnej wartosci i mala wiare w ten zwiazek.

7

Odp: Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

Teraz na topie mam dylemat odnośnie jego ukrywania się. Przed całą aferą, gdy chciałam obejrzeć np. zdjęcia na telefonie - bo były głownie nasze - zawsze pozwalał. Z resztą mogłam zajrzeć gdzie chciałam, tam gdzie sama stwierdzałam, że nie powinnam wchodzić, nie wchodziłam, on przy tym był i nigdy mi nie wyrwał telefonu. Teraz jest inaczej. Chciałam dziś popatrzeć na zdjęcia, a on wyrwał mi telefon i powiedział, że chce prywatności. No ale skoro nic tam nie ma, jak sam się upiera, to przecież pokazałby mi... A on powiedział coś, co wydało mi się sprzeczne z natury: "chcę żebyś mi znów zaufała, więc ci nic nie będę pokazywać". Powiedział też, że powinnam mieć to gdzieś i myśleć "jeśli ma inną to go zostawię i już". Dla niego to tak proste? Przecież właśnie o to chodzi, że nie chcę go zostawiać i na pewno nie mam tego gdzieś. Zaproponowałam mu już kilka razy, że po prostu sam pokaże mi co ma w telefonie i sam pokaże mi archiwum (bez czytania rozmów, po prostu czy do NIEJ jeszcze coś napisał) i wtedy mi ulży na dobre. Ale on uznał, że będę ciągle go sprawdzać bo on mnie zna... Za przeproszeniem gówno wie o mnie chyba... Chcę rozwiać tylko wszelkie wątpliwości i zacząć mu wierzyć. W końcu wcześniej on miał wgląd w moje wiad., ja w jego i nic się nie działo... Co mam zrobić? Odpuścić czy go o coś podejrzewać?

8

Odp: Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

No ja bym byla MOCNO podejrzliwa. To po prostu smierdzi. Jak dla mnie to wyglada na to, ze stracil zainteresowanie toba i chce utrzymywac kontakt z tamta dziewczyna,ale boi sie stanac twarza w twarz z problemem. Ja bym zrobila tak jka mowilam - czyli odpuscila. Dala mu spokoj, oddalila sie. Jesli sam do ciebie wroci i zateskni to wtedy mozesz myslec,co dalej. Przeciez do milsoci nikogo nie zmusisz..]

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zauroczył się w mojej współlokatorce ;(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026