Dziewczyny, czy zapisujecie wydatki? Jeśli NIE, to dlaczego nie, jeśli TAK - to w czym Wam to pomaga i czy w ogóle przynosi wymierne efekty?
A może któraś z Was poszła o krok dalej i planuje przyszłe dochody i wydatki, czyli sporządza budżet domowy?
Podobne tematy
Ja nie zapisuję, nie mam do tego głowy i chęci ![]()
Ale narzeczony przez pierwszy rok studiów zapisywał. On jest bardziej uporządkowany i jeśli po ślubie coś takiego będziemy robić, to będzie to raczej na jego głowie ![]()
Myślę, że to dobra rzecz, ale nie przez całe życie. Fajnie jest wiedzieć przez okres np kilku/nastu miesięcy na co się i ile wydaje, ale na dłuższą metę nie wiem czy jest sens.
Przed każdą wypłatą piszę sobie, za co muszę zapłacić i co muszę kupić, ile odłożyć itp. I wtedy mniej więcej wiem, ile na miesiąc mogę wydać. Sprawdza mi się to od lat i w sumie za dużo czasu mnie to nie kosztuje. Nie zapisuję każdej kupionej rzeczy,ale tak ogółem.
Witajcie ja wszystko zapisuję sporządzam nawet budżet domowy. Pomaga mi to zaoszczędzić pieniądze, bo wyłapuję w ten sposób swoją rozrzutność. Z mojego punktu widzenia warto zapisywać wydatki.
Zawsze planuję wydatki na nast epny miesiąc. Zestawiam ile mam wypłaty, ile muszę zostawić na rachunki i opłaty, ustalam pulę pieniążków na życie i bieżące wydatki a dopiero jak zostaje mi nadwyżka to mogę ją rozdysponować na inne rzeczy, typu ubrania, buty , książki itp. Na razie nie udaje mi się odłożyć, ale udaje mi się panować nad budżetem domowym. Zapisuję większe wydatki. Chociaż zdaję sobie sprawę, że może warto przyjrzeć się tym bieżącym wydatkom. Może tam mam możliwości na oszczędzanie. Jeśli macie jakieś rady co do prowadzenia budżetu domowego to chętnie się czegoś dowiem.
Niekoniecznie trzeba zapisywać wydatki przez całe życie, chociaż niektóre osoby lubią zapisywać, bo to je dyscyplinuje. Na pewno warto to zrobić przynajmniej raz, przez trzy miesiące, a potem powtórzyć przy większych zmianach życiowych, typu np. urodzenie dziecka.
Samo zapisywanie to dopiero połowa sukcesu, bo po tych trzech miesiącach warto by było dokładnie się tym wydatkom przyjrzeć i zastanowić się, które naprawdę są nam niezbędne, a gdzie pieniądze przeciekają zupełnie niepotrzebnie. Nie zawsze musi to oznaczać konieczność rezygnacji z jakiejś pozycji. Być może warto np. ponegocjować z operatorem telefonii komórkowej.
Budżet natomiast, najlepiej na rok naprzód, to wspaniałe narzędzie do planowania wydatków. Dzięki niemu również nie zaskoczą nas wydatki, które ponosimy tylko do czasu do czasu, np. raz czy dwa razy do roku. Nie musi to być nic skomplikowanego: w jednej linijce dochody, w następnych wydatki w podstawowych grupach: raty kredytów, opłaty za mieszkanie, transport, żywność i chemia, ubrania, kosmetyki, wakacje, wydatki na dzieci, kultura itd. Oczywiście to tylko przykład i dla każdego ten budżet będzie wyglądał trochę inaczej.
Ja zapisuję wydatki od czasu do czasu, a budżet robię od lat i już nie wyobrażam sobie inaczej:-)
Iwkaa, może spróbuj odkładać jakąś niewielką nawet kwotę na początku miesiąca np. przelewając ją na konto oszczędnościowe. Jeśli nie będziesz jej miała do dyspozycji, to po prostu jej nie wydasz, a jeśli pod koniec miesiąca coś jeszcze co zostanie, to dołożysz.
W moim odczuciu zapisywanie wydatków bardzo się sprawdza. Mam kontrolę, na co i ilę wydaję i w razie konieczności ścięcia jakichś wydatków wiem, od czego zacząć. Nie poruszam się w morzu nieznanych kwot.
ja sobie na poczatku przeprowadzi zapowiedzialm ze tak bede robic, potem poprostu zApominialam
Witajcie.
Całe lata starałam się zapisywać wydatki. Niestety zaczynałam i nigdy tak do końca miesiąca nie dotrwałam. Brak czasu, albo mi się po prostu nie chciało i " tak to latami leciało".
Jednakże od tego roku prowadzę domową księgowość systematycznie, bo już pod koniec ubiegłego roku "coś" za szybko znikały pieniążki. Wiadomo ciągle podwyżki, oczywiście cen, a ponieważ posługuję się zazwyczaj kartą kredytową, więc fajnie się kupuje, trudniej później reguluje.
Okazało się, że wydatki przewyższają wpływy. Szok... zatem przede mną do przerobienia lekcja " oszczędnego gospodarowania". Zaznaczam, że nie szafowałam nigdy wydatkami, po prostu widzę, że ubożeję.
Pozdrawiam.