Jestem od prawie 2 lat w związku , mamy po około 28lat.Mnie świetnie idzie w pracy, potrafię zarobić około 2 - 3 tysięcy miesięcznie jak się postaram to i więcej, bo dorabiam.
Mój chłopak jest kierowcą Tira więc na początku za dużo nie zarabiał , teraz jest w trakcie poszukiwań nowej firmy.
Na początku jak randkowaliśmy On głównie stawiał różne rzeczy, z czasem ja też, np ostatnio kupiłam mu ot tak bilet na koncert, albo często robimy zrzuty np jak wyjeżdżamy na wycieczkę , np ja płacę za nocleg, On pokrywa koszty paliwa , zafunduje obiad lub sylwester na sali też po połowie opłaciliśmy. No i właśnie nie wiem czy to ja jestem nienormalna? bo moja rodzina bardzo mnie zjechała , że jestem idiotką, że mnie żadne koszty nie powinny obchodzić, co to za kawaler i takie tam.
Jest mi bardzo przykro. Jestem zdania, że miło jak on np ostatnio zabrał mnie na kolację romantyczną i zapłacił ale jest ok, gdy pokrywamy koszty po połowie lub to ja czasem coś fundnę. W życiu chcę liczyć na siebie, muszę zarabiać bo to kocham, a po 2 czuję się bardziej wartościowa mając wlasne pieniążki. W przyszłości planujemy wspólne konto jeśli np się ożenimy.Będziemy wspólnie planować większe wydatki. Ale mnie zatruwają niektórzy bliscy że wciąż mówią że nie damy sobie rady, że on będzie miał duże potrzeby , że nie mamy gdzie mieszkać, skąd wezmiemy na mieszkanie itd? mnie to podcina skrzydła.Chciałabym żebyśmy kupilo mieszkanko do remontu lub wynajmowali.Powiedzcie mi czy ja jestem naiwna ? nienormalna że wierzę że dwoje ludzi z których np jedno nie ma rodziców , a 2 nie liczy na pomoc swoich mogą żyć lepiej? czy to naprawdę złe że chcę pracować całe życie? zarabiać mniejsze lub większe pieniążki? czy serio On przegina że np pozwala się gdzies zaprosić, czy mi dokładać pół na pół np na sylwestra? bo wg bliskich jesteśmy prawie jak rodzina i nie powienien bo zbyt długo się znamy i takie tam , że nie przystoi na kawalera. co sądzicie o tym?
Podobne tematy
2 2017-02-23 12:45:03 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2017-02-23 12:47:40)
Nie słuchaj bliskich, wasz układ jest zdrowy, trochę Ty trochę on.
Jesteś mądrą, wartościową kobietą, nie daj sobie wmówić że jest inaczej.
Jeśli oboje będziecie pracować to sobie poradzicie, razem ![]()
To super że chcesz pracować, człowiek powinien mieć pracę, to NORMALNE. Nie jest normalnym podejście że facet ma sam tyrać i za wszystko płacić, chyba że są dzieci, albo inna sytuacja losowa.
Dzięki :* :* :*
Już się sama pogubiłam w tym wszystkim, też mi się wydaje, że mam rację. Praca jest bardzo ważna, bez niej człowiek świruje.Nie chcę żeby tylko mój chłopak czy mąż w przyszłości sam pracował i wszystko stawiał, no a kiedy pojawią się dzieci czy nawet w małżenstwie to powinno się miec wspólne pieniądze tak mi się wydaje i w miarę wspólnie nimi zarządzać.
Po 2 . może ja jestem jakąś idealistką czy marzycielką a może wariatką że jakoś wierzę że dwoje ludzi da radę do czegoś razem dojść i że poradzą sobie i wcale nie musze mieć mega ciężko, ale bliscy myślą inaczej i tak mnie dołują że prawie całe noce potrafię przepłakać w obawie
ze oni jako starsi, doświadczeni mają rację.
Mimo, że na codzień jestem pogodną, pozytywną osobą , mam chwilę mega doła , że nic nie osiągnę kiedy ciągle to śłyszę
rodzina bardzo mnie zjechała , że jestem idiotką, że mnie żadne koszty nie powinny obchodzić
Żart chyba jakiś. Dziwne podejście ma Twoja rodzina. Nie pozwól im mieszać Tobie w głowie.
Jesteś dorosła, zarabiasz, jesteś dłuższy czas w związku i co w tym dziwnego, że płacisz za część rzeczy?
ann-krukowska napisał/a:rodzina bardzo mnie zjechała , że jestem idiotką, że mnie żadne koszty nie powinny obchodzić
Żart chyba jakiś. Dziwne podejście ma Twoja rodzina. Nie pozwól im mieszać Tobie w głowie.
Jesteś dorosła, zarabiasz, jesteś dłuższy czas w związku i co w tym dziwnego, że płacisz za część rzeczy?
Wiesz, ciągle porównują mnie z moimi rówieśniczkami, znajomymi, którym wszystko fundują faceci, którzy mają już dzieci, męża.
Mnie też boli, że życie biznesowe dobrze idzie, satysfakcjonuje mnie, a żadnych planów o ślubie nie ma za bardzo, a ja bym chciała, chciałabym już dzidziusia, ale wiadomo, że naciskać absolutnie nie można , muszę czekać aż On dojrzeje, a może po prostu nie da się mieć wszystkiego : albo zarabiasz , dorabiasz się sama lub z kimś, albo wychowujesz dzidziusia
Uważam, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Wiem, że ciężko jest się NIE przejmować rodziną bo to w końcu bliscy, ale skoro oboje pracujecie, kochacie się, dzielicie finansami, nie widzę nic złego. W którym momencie to mężczyzna powinien za wszystko płacić? sponsor chyba jakiś..
Twoja rodzina pewnie jeszcze żyje w czasach, w których to facet fundował wszystko i uważają, że teraz też tak jest.
Nie słuchaj ich. Macie zdrowy układ, oboje po równo, każde ma swoją kasę, żyć, nie umierać ![]()
89karoline napisał/a:ann-krukowska napisał/a:rodzina bardzo mnie zjechała , że jestem idiotką, że mnie żadne koszty nie powinny obchodzić
Żart chyba jakiś. Dziwne podejście ma Twoja rodzina. Nie pozwól im mieszać Tobie w głowie.
Jesteś dorosła, zarabiasz, jesteś dłuższy czas w związku i co w tym dziwnego, że płacisz za część rzeczy?Wiesz, ciągle porównują mnie z moimi rówieśniczkami, znajomymi, którym wszystko fundują faceci, którzy mają już dzieci, męża.
Mnie też boli, że życie biznesowe dobrze idzie, satysfakcjonuje mnie, a żadnych planów o ślubie nie ma za bardzo, a ja bym chciała, chciałabym już dzidziusia, ale wiadomo, że naciskać absolutnie nie można , muszę czekać aż On dojrzeje, a może po prostu nie da się mieć wszystkiego : albo zarabiasz , dorabiasz się sama lub z kimś, albo wychowujesz dzidziusia
Zawsze bawi mnie jak ktoś traktuje faceta jako bankomat... albo wręcz jak ktoś żyje umysłem w czasach w których to facet ma wszystko fundować.:)
Twoje/ wasze podejście - jak dla mnie jest super.
Raz on funduje raz Ty, dzielicie wydatki, zrzucacie się ale jest tez miejsce dla inicjatywy i spontaniczności. Super sprawa. ![]()
Tylko pozazdrościć. ![]()
A jeśli chciałabyś iść o krok dalej czy to z formalizacją związku czy z dzieckiem, to kulturalnie porozmawiaj na luzie ze swoim facetem. To tylko rozmowa, nie musicie od razu podejmować żadnych decyzji - więc zero presji. ![]()
Po 2 . może ja jestem jakąś idealistką czy marzycielką a może wariatką że jakoś wierzę że dwoje ludzi da radę do czegoś razem dojść i że poradzą sobie i wcale nie musze mieć mega ciężko
To nie jest idealizm albo byciem marzycielem, to jest normalne zdrowe i dojrzałe podejście. Pamiętaj, że ktoś kto jest starszy i teoretycznie bardziej doświadczony niekoniecznie musi mieć rację. ![]()
Więc głowa do góry.
A ja się wypowiem trochę inaczej. Owszem, w związku liczy się wspólnota i tak dalej. Ale to "po połowie" to do mnie już nie przemawia. Może dlatego że miałam takie a nie inne doświadczenia życiowe. Przez całe życie z byłym mężem mieliśmy wspólne pieniądze. Wszystko szło do wspólnego wora. 100 procent mojego i 100 procent jego, z tym że moje 100 procent to było znacznie mniej niż jego, więc on uważał że "jak zarabia to może na siebie wydawac", ale ja nie, bo przecież wszystko po połowie, a z mojej połowy na mnie już nie starczało. Teraz nie uważam że jak się jedzie na przykład na wczasy to trzeba płacić po połowie. Ten kto więcej zarabia płaci więcej, bo go na więcej stać. Mój partner ostatnio nie wziął wcale ode mnie pieniędzy za wczasy. Bo nie chce żebym się martwiła że mi zabraknie pieniędzy, a poza tym tak chciał i koniec. Mieszka u mnie, ja pokrywam opłaty za dom jak dotychczas, on robi zakupy i płaci za wszystko inne. Ja płacę za swoje osobiste wydatki, on płaci za swoje. Za moje czasami też. Każdy ma swoje pieniądze, myślimy o wspólnym ale to jak się przeprowadzimy do nowego domu.
Myślę że Twoja rodzina ma uzasadnione obawy. Fajnie jest jak się zarabia po równo. Ale - chłopak w tej chwili nie pracuje, przedtem nie zarabiał za wiele. Ty zarabiasz wystarczająco na siebie, ale na dwójkę to już nie za bardzo. Wydatki faceta są zawsze wyższe niż kobiety. Więcej jedzą i dłużej siedzą pod prysznicem :-)
Jestem feministką, ale uważam że to facet powinien zarabiać na rodzinę, bo my rodzimy im dzieci i im je wychowujemy, poza tym utrzymujemy dom w jakim takim porządku. Pomimo że też pracujemy. I o to chodzi pewnie Twojej rodzinie, że on będzie musiał być częściowo na Twoim utrzymaniu.
10 2017-02-23 14:10:07 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2017-02-23 14:13:52)
Nigdy nie wpadłabym na to że wydatki faceta są większe niż kobiety ;p
Nawet ten niby prysznic mój ma tylko szampon, nawet mydła nie używa cały się myje w szamponie. A ja? Szampon, mydło, żel di higieny intymnej, maska do włosów, peeling....
Nigdy nie wpadłabym na to że wydatki faceta są większe niż kobiety ;p
Napisałam to w żartobliwym tonie, ale tak jest naprawdę. Nie liczę kremów i ciuchów, oczywiście. Przeliczyłam jak mój eksmałż mnie zostawił a ja zamiast sobie nie poradzić to zaczęłam sobie radzić całkiem fajnie. W tym samym domu, z tymi samymi opłatami. Opłaty za gaz spadły o połowę (ciepła woda ogrzewana gazem), a na jedzenie wydawałam jedną czwartą tego co kiedyś. Faceci więcej jedzą i dłużej siedzą pod prysznicem. To fakt.
Małpa69 napisał/a:Nigdy nie wpadłabym na to że wydatki faceta są większe niż kobiety ;p
Napisałam to w żartobliwym tonie, ale tak jest naprawdę. Przeliczyłam jak mój eksmałż mnie zostawił a ja zamiast sobie nie poradzić to zaczęłam sobie radzić całkiem fajnie. W tym samym domu, z tymi samymi opłatami. Opłaty za gaz spadły o połowę (ciepła woda ogrzewana gazem), a na jedzenie wydawałam jedną czwartą tego co kiedyś. Faceci więcej jedzą i dłużej siedzą pod prysznicem. To fakt.
Z jedzeniem to się zgodzę ale z tym prysznicem... ten Twój to chyba lubił pod nim śpiewać. ![]()
Nie liczę kremów i ciuchów, oczywiście.
No właśnie...
13 2017-02-23 14:31:51 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2017-02-23 14:37:56)
Mój się myje 1/5 tego co ja, bo ja mam włosy do pasa...
Je więcej, ale je tańsze rzeczy, mój się naje kiełbachą i połową chleba. Ja muszę mieć warzywka, specjalny chlebek (6 zł za 5 kromek)...
Zależy o przypadku, ale wydaje mi się jednak że więcej jest sytuacji kiedy to ona wydaje więcej.
Mój z kosmetyków używa tylko szamponu i olejku do brody, kupuje sobie prepa do wowa (hej mi też), ciuchy mało co kupuje, bo nawet nie ma kiedy tego nosić, w pracy ma służbowe. Czasami sobie kupi jakieś narzędzia, ale przecież ja też ich używam, dołoży do samochodu (ale hej to mój samochód, ja jestem właścicielem, a on pakuje w niego kasę). Ja za to potrzebuję kosmetyków, leków, witaminek, droższego niż on jedzenia więc sądzę że to ja więcej pieniędzy przejadam.
Czasem pojawią się wydatki typu myszka do kompa czy tego typu. Ale jak kupił sobie super mysz to mi od razu taką samą. Nową kupił tylko dlatego bo stara się zepsuła...
No nie wiem... Może mi się taki Franciszek z Asyżu trafił. Sam dla siebie to on niewiele potrzebuje, woli kupić mi, czy bliskim, a i jakiegoś biedaka chętnie poratuje.
Jeden z moich byłych faktycznie dużo wydawał na ciuszki i inne duperele, ale z drugiej strony mnie też obdarowywał, ze swojej kasy... Wiem że potem potem zadłużył mieszkanie, a na nowe perfumy miał
ale to w ogóle dziwny typ był.
Po części się zgadzam z ivy z tymi wydatkami.
Też miałam związek, gdzie niby było po połowie - np. zakupy spożywcze - ale się okazywało, że pan na obiad zjadał trzy-cztery porcje.
Jak byłam sama i sobie gotowałam, to miałam jeden obiad plus drugi na kolejny dzień plus dwie porcje jeszcze mroziłam na później. A z nim wychodziło na to, że ugotowałam kilka garów jedzenia i czasem nawet nic nie zdążyłam sobie odłożyć do pracy. Oczywiście tak jadł tylko wtedy jak był u mnie. Bo jak był u siebie, to rano płatki owsiane, a popołudniu jednego kalafiora i kilogram fasolki szparagowej albo brukselki - co wychodzi jakieś 10 zł maks na dzień. Aha, pan zarabiał trzy razy więcej niż ja.
I rzeczywiście kiedy teraz mieszkam sama, to zauważyłam, że wydaję o wiele mniej na takie podstawowe rzeczy właśnie jak jedzenie, gaz czy woda, przez co stać mnie na własne przyjemności.
Dlatego też przestałam być zwolenniczką pół na pół, teraz jestem zwolenniczką proporcjonalności do zarobków.
U nas idzie wszystko na jedną kupę (a obecnie tylko on zarabia) i każdy bierze jak potrzebuje. No ale my razem mieszkamy to inaczej trochę.
Jak byłam sama i sobie gotowałam, to miałam jeden obiad plus drugi na kolejny dzień plus dwie porcje jeszcze mroziłam na później. A z nim wychodziło na to, że ugotowałam kilka garów jedzenia i czasem nawet nic nie zdążyłam sobie odłożyć do pracy. Oczywiście tak jadł tylko wtedy jak był u mnie. Bo jak był u siebie, to rano płatki owsiane, a popołudniu jednego kalafiora i kilogram fasolki szparagowej albo brukselki - co wychodzi jakieś 10 zł maks na dzień. Aha, pan zarabiał trzy razy więcej niż ja.
I rzeczywiście kiedy teraz mieszkam sama, to zauważyłam, że wydaję o wiele mniej na takie podstawowe rzeczy właśnie jak jedzenie, gaz czy woda, przez co stać mnie na własne przyjemności.Dlatego też przestałam być zwolenniczką pół na pół, teraz jestem zwolenniczką proporcjonalności do zarobków.
To brzmi bardziej jak pasożyt i sknera a nie mężczyzna z krwi i kości. Gdzie się takich znajduje ja się pytam...? To jest jakiś kosmos...
Pół na pół jest dobre kiedy jest się w związku z PARTNEREM w całej rozciągłości tego słowa. Ale to moje zdanie.
Rzeczywiście były takie sytuacje, że On brał większość na siebie , np gdy jechaliśmy na wczasy, ja opłaciłam noclegi a On paliwo, obiady, które Go drożej wyniosły, bo to był kawał drogi lub jak ostatnio byliśmy na pizzy, nazamawiał i na wynos, wyszło około 70 zł, więc on rzucił 50zł, ja resztę miałam dodać. Niekiedy rzuca słowo :"ja jestem facetem"albo jak pracował mówił, że to on więcej zarabia, a niekiedy są sytuacje jak np sylwester, gdzie pół na pół np po 150 zł, ale za transport juz np nie płacę.Więc chyba nie jest zle. Tak samo jak spędza u mnie weekendy w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu - jak robimy zakupy spożywcze to na początku chciał za mnie płacić i płacił ale szybko to skasowałam, czasem ja coś kupiłam, ale zwykle każdy płaci za swoje, tak mniej więcej.
Tak samo jak spędza u mnie weekendy w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu - jak robimy zakupy spożywcze to na początku chciał za mnie płacić i płacił ale szybko to skasowałam, czasem ja coś kupiłam, ale zwykle każdy płaci za swoje, tak mniej więcej.
Mam więc rozumieć, że nie mieszkacie razem?
Bo to trochę zmienia obraz sytuacji. ![]()
W naszym wypadku to On ma większe wydatki, kupuje drogie ciuchy przeważnie, drogie buty, żeby jak twierdzi były na lata
, wydaje sporo na leki,specjalne kosmetyki, ma problemy skórne, paliwo , dojazdy do mnie , ma wydatki ostatnio na auto, spłaca raty, naprawia u mechanika.No i sporo je ![]()
Ja płacę za pokój, rachunki, podróże do domu, sama się utrzymuję na spokojnie, jeszcze jestem w stanie większość pensji odłożyć miesiąc w miesiąc.
Takie współne konto po ślubie jest fajne wg mnie, ale wiadomo, mogą być większe wydatki z 2 str niż bym miała sama, ale jak facet zarobi sporo to nie odczuję, przykładowo nawet jak byśmy po 2, 5 tys zarobili, czy on 3 tys, ja około 2. to chyba tego aż tak nie odczuję.
ann-krukowska napisał/a:Tak samo jak spędza u mnie weekendy w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu - jak robimy zakupy spożywcze to na początku chciał za mnie płacić i płacił ale szybko to skasowałam, czasem ja coś kupiłam, ale zwykle każdy płaci za swoje, tak mniej więcej.
Mam więc rozumieć, że nie mieszkacie razem?
Bo to trochę zmienia obraz sytuacji.
Nie mieszkamy Drogi Alberto
Bywa u mnie po prostu w weekendy przeważnie czy na kilka dni jak się uda. Jak Twoim zdaniem zmienia obraz? ![]()
21 2017-02-23 15:54:42 Ostatnio edytowany przez Alberto Salazar (2017-02-23 15:58:47)
Nie mieszkamy Drogi Alberto
Bywa u mnie po prostu w weekendy przeważnie czy na kilka dni jak się uda. Jak Twoim zdaniem zmienia obraz?
Wypowiem się za siebie. Wspomniałaś wczesniej:
Mnie też boli, że życie biznesowe dobrze idzie, satysfakcjonuje mnie, a żadnych planów o ślubie nie ma za bardzo, a ja bym chciała, chciałabym już dzidziusia, ale wiadomo, że naciskać absolutnie nie można , muszę czekać aż On dojrzeje, a może po prostu nie da się mieć wszystkiego : albo zarabiasz , dorabiasz się sama lub z kimś, albo wychowujesz dzidziusia
Ujmę to tak, rozmowy o dziecku i ślubie to na Twoim miejscu na razie bym odłożył. Pogadajcie o wspólnym zamieszkaniu - bo ono baaaardzo dużo rzeczy weryfikuje.
Jak się przez pół roku wspólnego mieszkania nie pozabijacie i będzie ok
( albo dłużej/krócej jak kto woli) to wówczas wróciłbym do powyższych tematów.
W mojej ocenie, jeśli spędzacie ze sobą weekendy albo co najwyżej po kilka dni to to jest takie na pół gwizdka.
Wiele rzeczy wychodzi dopiero kiedy się z drugim człowiekiem spędza dzień za dniem... i tego etapu w żaden sposób nie da się przeskoczyć. ![]()
Osobiście uważam również, że jest on bardzo potrzebny. Ale to moje zdanie. ![]()
Tak na marginesie, Twój partner zamierza jak rozumiem jezdzić w transporcie międzynarodowym (wysokie zarobki)? Pytam z ciekawości... bo to się wiąże z pewnym systemem pracy.
_v_ napisał/a:Jak byłam sama i sobie gotowałam, to miałam jeden obiad plus drugi na kolejny dzień plus dwie porcje jeszcze mroziłam na później. A z nim wychodziło na to, że ugotowałam kilka garów jedzenia i czasem nawet nic nie zdążyłam sobie odłożyć do pracy. Oczywiście tak jadł tylko wtedy jak był u mnie. Bo jak był u siebie, to rano płatki owsiane, a popołudniu jednego kalafiora i kilogram fasolki szparagowej albo brukselki - co wychodzi jakieś 10 zł maks na dzień. Aha, pan zarabiał trzy razy więcej niż ja.
I rzeczywiście kiedy teraz mieszkam sama, to zauważyłam, że wydaję o wiele mniej na takie podstawowe rzeczy właśnie jak jedzenie, gaz czy woda, przez co stać mnie na własne przyjemności.Dlatego też przestałam być zwolenniczką pół na pół, teraz jestem zwolenniczką proporcjonalności do zarobków.
To brzmi bardziej jak pasożyt i sknera a nie mężczyzna z krwi i kości. Gdzie się takich znajduje ja się pytam...? To jest jakiś kosmos...
Pół na pół jest dobre kiedy jest się w związku z PARTNEREM w całej rozciągłości tego słowa. Ale to moje zdanie.
to był psychopata
na szczęście się go pozbyłam już
Alberto Salazar napisał/a:_v_ napisał/a:Jak byłam sama i sobie gotowałam, to miałam jeden obiad plus drugi na kolejny dzień plus dwie porcje jeszcze mroziłam na później. A z nim wychodziło na to, że ugotowałam kilka garów jedzenia i czasem nawet nic nie zdążyłam sobie odłożyć do pracy. Oczywiście tak jadł tylko wtedy jak był u mnie. Bo jak był u siebie, to rano płatki owsiane, a popołudniu jednego kalafiora i kilogram fasolki szparagowej albo brukselki - co wychodzi jakieś 10 zł maks na dzień. Aha, pan zarabiał trzy razy więcej niż ja.
I rzeczywiście kiedy teraz mieszkam sama, to zauważyłam, że wydaję o wiele mniej na takie podstawowe rzeczy właśnie jak jedzenie, gaz czy woda, przez co stać mnie na własne przyjemności.Dlatego też przestałam być zwolenniczką pół na pół, teraz jestem zwolenniczką proporcjonalności do zarobków.
To brzmi bardziej jak pasożyt i sknera a nie mężczyzna z krwi i kości. Gdzie się takich znajduje ja się pytam...? To jest jakiś kosmos...
Pół na pół jest dobre kiedy jest się w związku z PARTNEREM w całej rozciągłości tego słowa. Ale to moje zdanie.to był psychopata
na szczęście się go pozbyłam już
Ludzi żerujących na innych jest pełno, niekoniecznie psychopatów. Taki mój znajomy wpadał na tydzień, siedział dwa i nawet butelki wody od siebie nie dołożył... ;P
_v_ napisał/a:Alberto Salazar napisał/a:To brzmi bardziej jak pasożyt i sknera a nie mężczyzna z krwi i kości. Gdzie się takich znajduje ja się pytam...? To jest jakiś kosmos...
Pół na pół jest dobre kiedy jest się w związku z PARTNEREM w całej rozciągłości tego słowa. Ale to moje zdanie.to był psychopata
na szczęście się go pozbyłam jużLudzi żerujących na innych jest pełno, niekoniecznie psychopatów. Taki mój znajomy wpadał na tydzień, siedział dwa i nawet butelki wody od siebie nie dołożył... ;P
wiem
ale ten mój był na 100% psychopatą
Dobrze że były
takie atrakcje też mam już za sobą.
Małpa69 napisał/a:_v_ napisał/a:to był psychopata
na szczęście się go pozbyłam jużLudzi żerujących na innych jest pełno, niekoniecznie psychopatów. Taki mój znajomy wpadał na tydzień, siedział dwa i nawet butelki wody od siebie nie dołożył... ;P
wiem
ale ten mój był na 100% psychopatą
Wiesz, naprawdę mnie zastanawia gdzie niektóre kobiety poznają takie "spady"..?
Mnóstwo facetów poznaje na gruncie zawodowym i prywatnym ale jakoś nie ma wśród nich osobników, którzy nawet częściowo nosiliby znamiona pasożyta, sknery czy psychopaty... a lubię obserwować ludzi i ich zachowania.
Nawet najbardziej zakompleksieni i najbardziej nieśmiali z kursantów nawet w 20% nie łapią się na te okreslenia. ![]()
Nie wiem czy ja żyje na innej planecie czy mam taki dobry radar czy co... ![]()
27 2017-02-23 16:58:28 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2017-02-23 17:00:03)
Ja Ci powiem jak to jest.
Taki związkowy świr, może dla obcych ludzi być wspaniałym, mądrym, cudownym człowiekiem, a dla bliskich...
Psychopata może być niezwykle inteligentnym człowiekiem, szarmanckim, to nie zawsze widać od razu.
_v_ napisał/a:Małpa69 napisał/a:Ludzi żerujących na innych jest pełno, niekoniecznie psychopatów. Taki mój znajomy wpadał na tydzień, siedział dwa i nawet butelki wody od siebie nie dołożył... ;P
wiem
ale ten mój był na 100% psychopatą
Wiesz, naprawdę mnie zastanawia gdzie niektóre kobiety poznają takie "spady"..?
Mnóstwo facetów poznaje na gruncie zawodowym i prywatnym ale jakoś nie ma wśród nich osobników, którzy nawet częściowo nosiliby znamiona pasożyta, sknery czy psychopaty... a lubię obserwować ludzi i ich zachowania.
Nawet najbardziej zakompleksieni i najbardziej nieśmiali z kursantów nawet w 20% nie łapią się na te okreslenia.
Nie wiem czy ja żyje na innej planecie czy mam taki dobry radar czy co...
To nie jest radar - po prostu nie znasz tego zjawiska
Psychopata nie wyzywa cię od kurew na pierwszej randce, ani nie pokazuje, że jest sknerą i że będzie przekraczał twoje granice.
Wręcz przeciwnie - jest mega idealnym człowiekiem i potencjalnym partnerem - na serio idealnym. Na 120%.
Takie zachowania pojawiają się bardzo powoli i są wprowadzane stopniowo, tak że ofiara ich najpierw nie zauważa, potem ignoruje, potem nie wierzy, aż następuje eskalacja po jakimś czasie. To właśnie to gotowanie żaby, które tu na forum było przytaczane.
29 2017-02-23 17:01:03 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2017-02-23 17:05:48)
Dokładnie.... Dlatego to " jak to możliwe że mądre dziewczyny są z czubkami" "jesteś głupia skoro z nim jesteś"jest o kancik pupci potłuc.
W to się wpada powoli nawet nie wiesz kiedy...wyjść jest trudno bo psychopata omota, zmanipuluje, odkręci kota ogonem, podkopie poczucie własnej wartości, odetnie od otoczenia, często i funduszy...
Alberto Salazar napisał/a:_v_ napisał/a:wiem
ale ten mój był na 100% psychopatą
Wiesz, naprawdę mnie zastanawia gdzie niektóre kobiety poznają takie "spady"..?
Mnóstwo facetów poznaje na gruncie zawodowym i prywatnym ale jakoś nie ma wśród nich osobników, którzy nawet częściowo nosiliby znamiona pasożyta, sknery czy psychopaty... a lubię obserwować ludzi i ich zachowania.
Nawet najbardziej zakompleksieni i najbardziej nieśmiali z kursantów nawet w 20% nie łapią się na te okreslenia.
Nie wiem czy ja żyje na innej planecie czy mam taki dobry radar czy co...To nie jest radar - po prostu nie znasz tego zjawiska
![]()
Psychopata nie wyzywa cię od kurew na pierwszej randce, ani nie pokazuje, że jest sknerą i że będzie przekraczał twoje granice.
Wręcz przeciwnie - jest mega idealnym człowiekiem i potencjalnym partnerem - na serio idealnym. Na 120%.
Takie zachowania pojawiają się bardzo powoli i są wprowadzane stopniowo, tak że ofiara ich najpierw nie zauważa, potem ignoruje, potem nie wierzy, aż następuje eskalacja po jakimś czasie. To właśnie to gotowanie żaby, które tu na forum było przytaczane.
Akurat zjawisko i mechanizm znam
... chociaż zgadzam się, że psychopata w odróżnienia od psychola, wydaje się "idealny" stąd nikt wstępnie nie pomyśli, że ma z tym pierwszym do czynienia.
Co do spotykania spadów, to miałem raczej na myśli sknery i pasożytów. ![]()
Nie mniej jednak zastanawia mnie gdzie się czają tacy ludzie. ![]()
31 2017-02-23 17:11:53 Ostatnio edytowany przez Alberto Salazar (2017-02-23 17:26:23)
Dokładnie.... Dlatego to " jak to możliwe że mądre dziewczyny są z czubkami" "jesteś głupia skoro z nim jesteś"jest o kancik pupci potłuc.
Wiesz, myślę że pewne sytuacje biorą się z ignorowania/ nie dostrzegania pewnych ostrzegawczych sygnałów.
Sam wielokrotnie zastanawiałem się co taka fajna dziewczyna widzi w takim debilu (pardon)...
W to się wpada powoli nawet nie wiesz kiedy...wyjść jest trudno bo psychopata omota, zmanipuluje, odkręci kota ogonem, podkopie poczucie własnej wartości, odetnie od otoczenia, często i funduszy...
No ok rozumiem, tylko że manipulować sobą to się pozwala, to samo z poczuciem własnej wartości, odciąć od otoczenia też się wówczas pozwalasz.
Jak się zapalają ostrzegawcze lampki, ktoś mnie próbuje ograniczać a ja tego nie akceptuje to od razu jest zgryz. Przykładem jest moja eks narzeczona, która po 3 latach związku stwierdziła, że nie będę mieć nic do gadki z przeciwieństwie do niej i jej mamusi... i się sromotnie zawiodła... ![]()
EDIT: Chętnie bym się odniósł do poniższych słów ale nie będę robić offtopa. ![]()
32 2017-02-23 17:14:46 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-02-23 17:15:31)
Akurat zjawisko i mechanizm znam
... chociaż zgadzam się, że psychopata w odróżnienia od psychola, wydaje się "idealny" stąd nikt wstępnie nie pomyśli, że ma z tym pierwszym do czynienia.
Co do spotykania spadów, to miałem raczej na myśli sknery i pasożytów.
Nie mniej jednak zastanawia mnie gdzie się czają tacy ludzie.
Np. mój były mąż psychopata jest dość znanym i szanowanym w okolicy biznesmenem... widać, że zjawisko znasz jedynie teoretycznie... czają się wszędzie...
To się tylko wydaje takie proste ![]()
Sam wielokrotnie zastanawiałem się co taka fajna dziewczyna widzi w takim debilu (pardon)...
skoro tak piszesz, tzn. ze jednak zjawiska nie znasz.
psychopaci sa w stanie oszukać nawet psychiatrów czy psychologów, którzy przecież swietnie powinni znać ich sztuczki. a mimo to dają się omamic.
poza tym psychole zwykle nie sa debilami. wręcz przeciwnie. sa inteligentni, oczytani, szarmanccy, blyszcza w towarzystwie, moj prowadzil wlasna firme, mial multum znajomych, wszyscy go bardzo lubili. na poczatku, przez wiele miesiecy bylam nim oczarowana, traktował mnie jak boginie, doslownie. wychwalal, otaczal opieką, pomagal, byl na kazde wezwanie. w ten sposob mnie uzaleznial. ten mechanizm jest taki sam jak przy wódce czy narkotykach.
ale ale... zrobiłam off topic - mam nadzieje, ze autorka wybaczy.
autorko, moze rodzina podswiadomie Ci zazdrosci szczescia i próbuje Cię sciagnac na ziemie. nie daj sie. masz fajny zwiazek i fajne zycie - nie pozwol innym tego zniszczyc.
ann-krukowska napisał/a:Nie mieszkamy Drogi Alberto
Bywa u mnie po prostu w weekendy przeważnie czy na kilka dni jak się uda. Jak Twoim zdaniem zmienia obraz?
Wypowiem się za siebie. Wspomniałaś wczesniej:
ann-krukowska napisał/a:Mnie też boli, że życie biznesowe dobrze idzie, satysfakcjonuje mnie, a żadnych planów o ślubie nie ma za bardzo, a ja bym chciała, chciałabym już dzidziusia, ale wiadomo, że naciskać absolutnie nie można , muszę czekać aż On dojrzeje, a może po prostu nie da się mieć wszystkiego : albo zarabiasz , dorabiasz się sama lub z kimś, albo wychowujesz dzidziusia
Ujmę to tak, rozmowy o dziecku i ślubie to na Twoim miejscu na razie bym odłożył. Pogadajcie o wspólnym zamieszkaniu - bo ono baaaardzo dużo rzeczy weryfikuje.
Jak się przez pół roku wspólnego mieszkania nie pozabijacie i będzie ok( albo dłużej/krócej jak kto woli) to wówczas wróciłbym do powyższych tematów.
W mojej ocenie, jeśli spędzacie ze sobą weekendy albo co najwyżej po kilka dni to to jest takie na pół gwizdka.
Wiele rzeczy wychodzi dopiero kiedy się z drugim człowiekiem spędza dzień za dniem... i tego etapu w żaden sposób nie da się przeskoczyć.
Osobiście uważam również, że jest on bardzo potrzebny. Ale to moje zdanie.
Tak na marginesie, Twój partner zamierza jak rozumiem jezdzić w transporcie międzynarodowym (wysokie zarobki)? Pytam z ciekawości... bo to się wiąże z pewnym systemem pracy.
Dzięki za zainteresowanie
Szanowny Panie Alberto :
On uwielbia jezdzić, ale za granicę chce jeszcze max dwa lata pojezdzić w celach zarobkowych, pozniej wie , że ciężko by mi było na stałe tak na odległość, więc zatrudni się w kraju i będzie częściej w domu, marzę by był codziennie, ale zobaczymy.
Co do zamieszkania, wiesz jak On ma jezdzić całe dnie gdzieś tam to i tak nie ma sensu , bo ja sama nie chcę mieszkać, a tak to mam współlokatorkę i jest git. A poza tym mega dużo też pracuję , żeby jak najwięcej odłożyć :)więc nawet gdybyśmy się widzieli wieczorkiem poznym to wiesz ...ale masz rację - takie weekendowe spotkania to nie to samo co na stałe obserwować, natomiast z 2 strony jeśli nie ma poważnych wad to aż tak chyba się to nie zmieni.