Witam,
Poszukuję porad osób mądrzejszych i bardziej doświadczonych ode mnie a więc... Witam w moim świecie, oto moja historia...
Z moją eks byliśmy razem ponad 5 lat, byliśmy dla siebie pierwszymi poważnymi partnerami..wiadomo, że były wzloty, upadki, chwile radosne i smutne, ale ogólnie dogadaliśmy się..
Aby poznać moją historię muszę wrócić rok wstecz, rok temu dowiedziałem się, że otrzymam spadek w postaci domu, ucieszyłem się niezmiernie bo już pragnąłem stanąć samemu na nogach i zadbać sam o siebie, choć bałem się czy poradzę sobie to podjąłem się wyzwania. Z ówczesną narzeczoną doszliśmy do wniosku,że ona wprowadzi się po ukończeniu studiów (czerwiec 2017 r) ponieważ jak sama twierdziła "nie będzie mi wstanie pomagać finansowo z rachunkami" choć ani przez moment nie dałem do zrozumienia, że tylko do tego jej potrzebuję to zgodziłem się by pozamykała sprawy ze szkołą i dopiero po ukończeniu studiów zamieszkała, z drugiej strony uznałem, że to będzie dobry moment by zobaczyć czy dogadamy się odnośnie wspólnego mieszkania. Cały kredyt na remont chatki wziąłem na siebie i prace ruszyły od kwietnia, do czerwca miałem ciężkie momenty bo wiadomo, remont = nie planowane wydatki na tzw pierdoły, ale znajdywałem pieniążki na wyjścia do kina, knajpy czy na wyjścia na piwo.. Koniec remontu i wielkie "uffff"..kamień z serca..okres wakacyjny to organizacja grilli z zaprzyjaźnioną parą i wspólne wypady na miasto... Wszystko szlak trafił (tak myślę) od października, nie wiem w sumie co było powodem, ale zobaczyłem, że oddala się ode mnie, zachowywała się jak farmaceuta i decydowała czy wycisze receptę zgody na sex czy też nie..zazwyczaj nie,ale akceptowałem to.. Później zaczęły się drobne zgrzyty, kłótnie o swoją część kołdry itd.. W końcu nadszedł listopad i postanowiliśmy zakończyć to bo kłótnie nas meczyły, postanowiłem się nie odzywać pierwszy, aby nie pokazywać jej, że mi zależy, że jestem miękki itd. Któregoś razu wyszedłem z kolegą do znajomych, poznałem (chcący..? Niechcący?) kobietę z którą bardzo dobrze mi się rozmawiało, wymieniliśmy się nr tel i tydzień później wyszliśmy na spacer, kawę itd, "miejskie ucho" działało szybko i sprawnie, po kilku dniach dostałem wiadomość od ex, że się już prowadzam z nową koleżanką i ogólnie wyrzuty, że z nią nie wychodziłem na miasto na kawę (może bym wychodził gdyby do cholery piła kawę!), nie dałem się wcisnąć w gierki i chłodno zakończyłem rozmowę. Cisza...cisza.. Ja miałem okazję przemyśleć wszystko i doszło do mnie, że nadal mi zależy na niej, że chciałbym się pogodzić więc w ten piątek napisałem jej SMS, że mam dość ciszy i kłótni, czy ona przemyślała naszą sytuację, odpisała, że mogłem myśleć o tym wszystkim wcześniej, że nie pasujemy do siebie, że mamy inne priorytety w życiu i inaczej spędzamy czas wolny (ja domator - grill, wspólny wieczór z filmem itd a ona..bardziej towarzyska), po tej informacji dałem jej spokój, ale ciężko mi poradzić sobie samemu bo jak każdy człowiek odczuwam samotność, wspominam często nasze leniwe niedziele przy mojej kawie jej herbacie i miodowych latach ;-)
Dodam od razu, że nie była traktowana jako tzw kura domowa, sam potrafię sprzątać, myć gary, prać i robię to z przyjemnością bo wiem, że to mój dobytek...
Czyżbym dał od siebie za dużo? Właściwie to nie wiem dlaczego tak postąpiła, jestem człowiekiem z dość dobrze płatną praca, który potrafi zadbać o siebie i coraz lepiej rozporządzam budżetem domowym..