Na poczatku tak jak zawsze wielka ,ale z lekkim dystansem z nutka niepewnosci moze bardziej dojrzalsza< moze dlatego,ze oboje jestesmy po przejsciach ja mam corke z poprzedniego malzenstwa on rowniez >Tak wtedy czulam ...W koncu zapadla decyzja o dziecku <teraz wiem ,ze za szybko wtedy myslalam,ze bogatsi o doswiadczenia podjelismy sluszna decyzje>
Mielismy jak najszybciej zamieszkac razem u niego a dokladnie w domu rodzicow gdzie poddasze bylo do remontu ,ale on twierdzil ,ze szybko sie z tym upora. Ciaze przez to przechodzilam praktycznie sama ,bo on nocowal tam a ja u siebie. Ogolnie wtedy zaczelo dochodzic miedzy nami do spiec ,ale w wiekszosci tlumaczylam to sobie burza hormonow spowodowana przez ciaze.Bywaly tez takie sytuacje kiedy zaczal mnie zaniedbywac troszczyc sie o mnie a glownie spowodowane to bylo przez alkohol gdzie na weselu brata sie spil i uslyszalam maaase przykrych slow od niego <na drugi dzien przepraszal> kolejna syt. to pepkowe u jego kolegi gdzie tez mnie poprostu olal pil do rana a ja sama wrocilam do domu. W koncu nastal taki dzien gdzie doszlismy do wniosku ,ze bedziemy musieli troche pomeczyc jesli chodzi o warunki mieszkalne ,ale musimy zamieszkac razem , wiec sie wprowadzilam do niego akurat to byl okres zimowy jakies 4 mies przed porodem. Poswiecilam sie i marzlam tam razem z nim bo dom nie ma ogrzewania centralnego. Nie zapomne jak juz z wielkim brzuchem mylam naczynia w misce na kolamach w zimnej wodzie bo jeszcze nie bylo kuchni ale w duchu myslalam sobie kiedys bedziemy miec lepiej musimy razem pokonywac trudnosci .
Na jakies 2 mies przed porodem jego firma splajtowala popadl w ogromne dlugi ,ale jego rodzice starali sie o kredyt hipoteczny by w koncu skonczyc calkowicie budowe domu i on wzial ten kredyt z nimi. Czesc dlugow posplacal ,ale nie wszystko , za ta kase mielismy gore wykonczyc by stworzyc lepsze warunkizwlaszcza dla dzieci .W miedzy czasie otworzyl nowa firme z kolega ,ale firma juz stala na kolege on byl wspolnikiem na czarno.
Okazalo sie ,ze kasa z kredytu sie skonczyla i nie wyremontujemy mieszkania . Na poczatku powiedzial wiesz kochanie niestety nie damy rady zrobic wszystkiego umeblowac sie tak jak marzylismy ,ale podstawowe rzeczy beda takie jak lazienka , kuchnia, centralne... Pomyslalam damy rade aczkolwiek w duchu czarno to wszystko widzialam bo przeciez dziecko w drodze.
I zblizal sie termin porodu a tu zadnych perspektyw bo nowa firma nie przynosila zyskow. Zylismy z moich pieniedzy < pomimo ,ze bylam na zwolnieniu lekarskim mam stale dochody z ZUS i z MOPR> i jakos to ciagnelismy .
Cala wyprawke i wszystko co dla dziecka potrzebne kupilam ja . Po porodzie wyladowalam u matki i sama przez 2 mies borykalam sie z problemami obowiazkami dnia codziennego ,bo on jeszcze ciagnal ta firme z kolega a ze pracowali od 10 ej do 22 ej to juz nocowal u rodzicow . On popadl w dlugi <zaznaczam ,ze to byly dlugi jeszcze za czasow pierwszego interesu nie placil zusu , mpo, telefonu itp o czym dowiedzialam sie duzo pozniej >Pozniej zaczal troche pomieszkiwac z nami troche ja tam u niego jak juz sie robilo cieplej na dworze . Firma padla ,ale znalazl prace. Nie mogl przez dlugi czas pogodzic sie z tym, ze pracuje u kogos ,ze to juz nie on jest szefem widzialam ,ze sie z tym gryzie i wspieralam go jak tylko sie da . Zaczal popijac uciekac od problemow. Zaniedbywac mnie , dziecko nie czul potrzeby spedzania czasu z nami tylko praca praca i praca a tym samym nie mialam zadnej pomocy od niego bo kiedy jak rano wstawal szedl do roboty i wracal po 22 ej . Dni wolne spedzal pod siebie a to tam musial pojechac a to to zalatwic i zaczelismy sie od siebie oddalac . Z koncem lipca podjelam w koncu decyzje bysmy zamieszkali u niego , nie bylam zadowolona bo warunkow nadal nie bylo ,ale ,ze lato wiec jakos dalam rade tyle ,ze nic sie nie zmienilo jedynie to,ze juz musialam liczyc na siebie, jego matka niewiele mi pomagala przy dziecku , zle sie czulam korzystajac z jej lazienki bo na gorze jej nie mielismy a wiadomo ,ze przy malym dziecku to jest cos niezbednego. I zaczely sie totalne klotnie .Walczylam o kazda minute bysmy ja razem spedzili jak tylko mial wolne , o czulosc , troske o wszystko . Do tego doszly klamstwa z jego strony. Ktoregos dnia cos mnie tknelo i siegnelam po jego telefon okazalo sie,ze ma przyjaciolke powierniczke ,ktorej sie zali jak to mu jest zle i jaka ma zrzedzaca babe ,ze juz ma wszystkiego dosc. Wiedzialam o jej istnieniu bo mowil mi jeszcze jak w ciazy bylam,ze odezwala sie do niego kolezanka z klasy ,ale nie wiedzialam,ze opowiada jej szczefgoly z naszego wspolnego pozycia ,by siebie tylko wybielic.Zaczely sie tez konflikty z jego matka , generalnie to tego jest tyle,ze ksiazke by mozna bylo opisac . Jak nam wlazila na gore jak do obory bez pukania bo a to pranie na strychu chciala powiesic albo mase roznych innych pretesktow wymyslala a on nie potrafil jej zwrocic uwagi <zawsze tlumaczyl,ze matka jest chora ma raka wiec jej wszystko wolno mowic i robic w rzeczywistosci pomiatac innymi ludzmi >
I stalo sie ,ze nas wyrzucili z domu okazalo sie,ze kasa z kredytu sie skonczyla wykonczyc sie tego juz nie da , syniowi interes nie wyszedl wiec jesli dojna krowa przestala mleko dawac to trzeba ja wyrzucic .
Przeprowadzilismy sie do mojej matki ,ale czarno to wszystko widzialam niestety. Nic sie nie zmienilo ciagle liczyla sie dla niego praca ja siedzaca z dzieckiem w domu i czekajaca na "meza" az wroci z pracy po 22 ej by porozmawiac z nim chociaz pol godziny i polozyc sie spac ,bo rano przeciez nie bylo kiedy. Zadne argumenty nie docieraly ,ze tak sie nadal funkcjonowac nie da .Poza tym u niego zawsze bylo moje to moje twoje to twoje. Wszystko wydzielal np. ostatnio ja kupilem mleko Malej to teraz ty kup, ja odkurzylam pol dywanu druga polowa jest twoja .Mialam serdecznie dosc zaczelam sie powoli wypalac i znow doszly klamstwa a raczej brak szczerosci , okazalo sie,ze z rodzicami sie pogodzil ,zaczal po kryjomu jezdzic do nich kase im pozyczac , siostrze tak samo . W koncu jak nie wytrzymalam to powiedzialam mu ,ze mnie oklamuje i skad wiem to uslyszalam ,ze ze mna nie mozna byc szczerym bo ja zaraz zaczne sie drzec itp . Mialam serdecznie dosc ! I tak dziecko wychowywalam sama bo jego ciagle nie bylo ,pomocy od niego nie mialam zadnej, stwierdzilam ,ze mam dosc jego egoizmu olewania nas a przy tym skakania kolo niego niby z jakiej racji skoro on dla nas nic nie robil . Kazalam mu sie wyprowadzic ,zastosowalam mozna powiedziec terapie szokowa ... mija juz prawie drugi tydzien i myslicie,ze cos zrozumial ? Nic ! Wyprowadzil sie tam skad go wyrzucili !
Nie zabral jeszcze wszystkich swoich rzeczy ... myslicie ,ze zostawil sobie furtke ?
Przychodzi do dziecka przed praca jak znajdzie czas na jakies 40 min . Corka ma w tym momencie prawie roczek .
Zastanawiam sie co robic dalej ? Co myslec o tym wszystkim ? Czy przez to,ze nagle stal sie mozna powiedziec golodupcem <sam siebie tak nazwal moze tak sie czul > bo stracil firme staly dochod i musial pojsc pracowac do kogos , do tego dlugi doszly , prokurator go sciga czy to wszystko przez to tak zaczal zaniedbywac rodzine ? Czy poprostu przestal kochac ?
Wiem,ze dlugi watek i bardzo jestem wdzieczna jak ktos dotrwal do konca . Nigdy tego nie chcialam ,nie po to zakladalam rodzine tym bardziej drugi raz by sie rozejsc ,ale ilez mozna dawac szanse , ile razy mozna tolkowac do lba i rozmawiac jak ktos wyciagal wnioski na krotka chwile a pozniej to samo .
Jest mi z tym wszystkim zle , czuje wstyd przed rodzina , przed sasiadami , nie wiem jak to wytlumacze starszej corce < ma 8 lat > Nie wiem czy dac jemu czas by wszystko przemyslal ? A moze on sie juz nigdy nie zmieni ?
Tyle pytan klebi sie w mojej glowie nie wiem co robic dalej ![]()