Witajcie!
Może zacznę od tego, że zawsze byłam chorowita jako dziecko. Miałam lekarkę, która na każdy głupi katar cieknący z nosa czy kaszelek przepisywała antybiotyki. Mnóstwo i za każdym razem. Nabrałam się tego trochę w życiu i wydaje mi się, że mam przez to wyjałowiony organizm. Praktycznie chorowałam co roku: a to gorączka, a to kaszle, katary, aż wreszcie z roku na rok przechodziłam anginy. Było to jakoś z 5 angin rocznie przez 2-3 lata, aż w końcu zapadło postanowienie, że trzeba usunąć mi migdały. Znów chodzenie po lekarzach, mnóstwo badań, szczepionek przed zabiegiem i tak dalej. Migdały zostały wycięte i choroby jakoś dziwnie ustały. A wtedy zaczęło się dziać ze mną coś dziwnego - mimo wszystko czułam się nadal jakaś chora, więc poszłam najpierw do lekarki prosząc o badania na tarczycę (laryngolog patrząc na moją szyję powiedziała, że mogę mieć z nią problemy i wypada zbadać hormony), wyniki wyszły jakieś niskie, ale w granicach normy, więc lekarka powiedziała, że w porządku, Mimo wszystko zaleciała płatne badania na odczyny, które również zrobiłam wydając kupę kasy, a one również okazały się w porządku. Lekarka powiedziała, że tym badaniem są wykluczone na 100% jakiekolwiek choroby tarczycy. Więc zaczęłam szukać dalej - badania krwi i moczu w porządku, wątroba w porządku, nerki w porządku. Następnie naszły mnie problemy ginekologiczne - nawracające infekcje, wreszcie (aktualnie) chory prawy przydatek. Znów 4 antybiotyki pod rząd, bo okazało się, że to stan przewlekły, plus leczenie infekcji, która znów wróciła, choć miesiąc wcześniej została wyleczona... I dziś byłam na kontroli po ostatniej kapsułce ostatniego antybiotyku i usłyszałam, że jest wszystko w porządku, że na kontrolę za miesiąc. I teraz znowu mam ten stan - usłyszałam, że wszystko jest w porządku, nic mnie nie boli, a ja nadal mam wrażenie, że jestem chora, że jestem niedoleczona, mimo że ledwo co brałam antybiotyki, globulki, czopki... Co mi dolega? Czy to hipochondria i jestem jakaś psychiczna? Czy to wina tych wszystkich leków, tej chemii, których nałykałam się od dzieciństwa i teraz mam wyjałowiony organizm, który łapie wszystkie patogeny? Czy może ja sama podświadomie ściągam na siebie złe samopoczucie i choroby? Słyszałam kiedyś o czymś takim jak potęga podświadomości... Jak myślicie??
Podobne tematy
Moim zdaniem powinnaś udać się do psychologa. Nie mam na myśli tego, jak sama napisałaś "że jesteś psychiczna", tylko myślę, że na Twoje samopoczucie ma ogromny wpływ psychika. Skoro zostałaś tak dokładnie przebadana i nie znaleziono niczego niepokojącego, sama nasuwa się myśl, że na siłę próbujesz znaleźć w sobie chorobę. Wizyta u psychologa powinna pomóc, ponieważ jest to ewidentnie problem natury psychicznej lub psychologicznej. Nie załamuj się, przede wszystkim nie myśl o sobie jako o osobie psychicznej, ponieważ na to, co teraz odczuwasz ma, moim zdaniem, Twoja przeszłość i to, że często zmagałaś się z chorobami i lekarzami
Głowa go góry.
Pozdrawiam
3 2016-11-15 21:55:52 Ostatnio edytowany przez bbasia (2016-11-15 21:58:55)
Moim zdaniem takim myśleniem i ciągłą obawą o swoje zdrowie sama ściągasz na siebie choroby. Z prostego powodu - obawa o zdrowie powoduje u Ciebie duży stres. Stres, mimo, że jest związany z psychiką osłabia znacznie układ odpornościowy. I stąd mogą być te choroby fizyczne. Popieram dkasiam - dobra byłaby wizyta (lub kilka) u dobrego psychologa. Lub skupienie się całkowicie na wszystkim innym tylko nie na swoim zdrowiu (co też nie jest dobre tak całkiem).
A to, że stres osłabia odporność organizmu wiem po sobie. Po każdym takim nawarstwieniu problemów (nawet czasem wymyślonych przeze mnie np. przy zmianie pracy) dopada mnie ciężkie przeziębienie lub problemy skórne, gdzie w spokojnych okresach mam najwyżej lekki katar.
A, i omijaj w internecie wszelkie strony traktujące o chorobach. To też potrafi nieźle namieszać w głowie. Wszystkie objawy zaczynają pasować ![]()
A co właściwie oznacza, że czujesz się "jakaś chora", niedoleczona? Masz jakieś objawy, które Cię niepokoją i uprzykrzają życie?
A swoją drogą - czy przy tych wszystkich antybiotykach i po nich brałaś jakieś probiotyki? Trzymałaś dietę?
5 2016-11-16 00:16:19 Ostatnio edytowany przez Angelia (2016-11-16 00:19:05)
Dziękuję za odpowiedzi, kobietki. :* Spróbuję póki co przestać o tym myśleć, przełamię się i porozmawiam z bliskimi na ten temat najpierw, może mi ulży (choć mój tata już zdążył zadrwić z moich problemów). Spróbuję faktycznie odciągnąć od tego myśli ,a jeżeli to nie da, to muszę chyba jednak iść na konsultację jakąś. ![]()
@Anemonne, tak, brałam probiotyki i nadal biorę, bo podobno po antybiotyku jeszcze tydzień trzeba brać. A jeżeli chodzi o dietę co masz na myśli? Bo ja ogólnie mało jem i jestem nerwowa - czy to też może mieć wpływ na łapanie tych chorób w tak znacznym stopniu? A to, że czuję się chora, to znaczy, że mam takie uczucie, że właśnie jestem niedoleczona i za miesiąc choroba mi wróci, mam takie myślenie. ![]()
Cóż, jeśli nie masz żadnych konkretnych objawów, a jedynie martwisz się, że zaraz znów będziesz chora, to obstawiałabym jednak że ta kwestia ma źródło w Twojej psychice. Ale oczywiście nie musi tak być. Niestety wiem, że jest wiele chorób, o których lekarze nie mówią albo nie wiedzą, które są trudne do zdiagnozowania i czasem potrzeba istnego doktora House'a, żeby postawić trafną diagnozę. Ale mam nadzieję, że to nie Twój przypadek ![]()
Niemniej nie dziwi mnie, że osoba stosująca masowo antybiotyki ciągle choruje. Antybiotyki upośledzają nasz układ odpornościowy (większość naszej odporności "siedzi" wszak w jelitach, które to antybiotyk wyjaławia), a do tego ich częste stosowanie powoduje, że bakterie uodparniają się na ich działanie. Łykając antybiotyki jak cukierki, kiedy ich nie potrzeba niestety tylko sobie szkodzisz bardziej.
Co do probiotyków, to tydzień po antybiotyku to stanowczo za mało. Minimum 3 miesiące po, a optymalnie pół roku - tyle trwa "dochodzenie do siebie" flory bakteryjnej w jelitach po antybiotykoterapii! Standardowe probiotyki dostępne w aptece też się raczej nie nadają, zawierają zbyt mało bakterii i trzeba by zjeść całe opakowanie naraz, by przyjąć właściwą ilość w jednej dawce. Mają też za mało szczepów - ważne są nie tylko Lactobacillus, ale i Bifidobacterium, a do tego koniecznie Saccharomyces boulardii (Enterol jest ok). Akurat na ten temat mogłabym się rozpisywać długo i namiętnie, bo siedzę w temacie, więc jeśli chcesz to odezwij się do mnie na maila
Służę też poradą w kwestii konkretnych marek probiotyków + gdzie można je kupić.
Dieta - już tłumaczę o co chodzi. Przy długotrwałej antybiotykoterapii łatwo jest się "zagrzybić", tj. doprowadzić do przerostu drożdżaków w układzie pokarmowym i nie tylko. Drożdżaki żyją sobie normalnie w naszych jelitach i są bardzo pożyteczne, ale kiedy flora bakteryjna zostanie naruszona (tzn. wybita przez antybiotyk), grzyby nie są już trzymane w ryzach przez "dobre" bakterie i dochodzi do ich nadmiernego rozrostu, a ich nadmiar jest już szkodliwy dla organizmu. Dlatego podczas antybiotykoterapii, szczególnie długotrwałej, należy stosować dietę przeciwgrzybiczą, która polega na wywaleniu z jadłospisu wszystkich produktów, którymi grzyb się żywi i dzięki którym może się rozmnażać: cukru, pszennej mąki a najlepiej glutenu w ogóle, owoców, mleka i jego przetworów, drożdży, grzybów, produktów fermentowanych, warzyw wysokoskrobiowych i o wysokim indeksie glikemicznym. W skrócie: należy wyeliminować węglowodany proste i ograniczyć węglowodany złożone, jedząc dużo białka (mięso, ryby, jaja) i zdrowych tłuszczów. Taką dietę warto stosować jeszcze po kuracji antybiotykiem, optymalnie przez tyle czasu, ile trwała sama kuracja.
Bardzo dobre rady Anemonne odnośnie diety antygrzybowej. W ogóle naprawdę szkoda, że o tak podstawowych rzeczach jak odpowiednia rekonwalescencja to się człowiek dowiaduje z internetu. Jeszcze nigdy żaden lekarz nie mówił mi o takich sprawach, czasami tylko przepisując antybiotyk wspominało probiotyku, ale to zazwyczaj właśnie też takim słabym aptecznym. Zgroza jednym słowem.
Krótko tylko jeszcze dodam od siebie rekomendację produktu joy day jest to probiotyk z bardzo szerokim składem bakterii, które są zawieszone w napoju i są żywe. Brałam go już kilkakrotnie i naprawdę czuć, że działa. Mam porównanie do tych właśnie aptecznych i popularnych i nigdy nie czułam różnicy czy je biorę czy nie
I ten joy day wcale nie jest drogi u głównego dystrybutora mikroorganizmy com pl miesięczna kuracja to trochę ponad 60 zł dla jednej osoby.
Angiela> rozumiem Cie doskonale. Ja słyszała, ze jestem hipochondryczką od jednego lekarza, a drugi tylko przepisał mi leki psychiatryczne i kazał się zapisać do psychiatry. Czułam, ze jestem chora ale żadne wyniki na to nie wskazywały. Szukałam przyczyny dalej... i znalazłam. Mam boreliozę.
Nie wiem jak się czuje hipochondryk, ale gdyby uwierzyła, ze nim jestem to dziś byłabym otumaniona psychotropami a borelioza by postępowała. Moze nie byłabym dziś stanie normalnie funkcjonować. To tylko jedna moja historia, drugą podobną ma moja córka.
Jeśli zaś o Ciebie chodzi: polecam książkę Andrzeja Janusa "Nie daj się zjeść grzybom candida". Skoro brałaś tyle antybiotyków w życiu, skoro masz tak niską odporność to mogę postawić laicką diagnozę- candydoza. Fragment tej książki znajdziesz w sieci. Moim zdaniem nie jesteś hipochondrykiem, jesteś naprawde chora. Szukaj przyczyny, znajdziesz ją i będziesz zdrowa. W razie pytań, pisz. Pozdrawiam i wszystkiego zdrowego
.
Moim zdaniem nie jesteś hipochondrykiem, jesteś naprawde chora. Szukaj przyczyny, znajdziesz ją i będziesz zdrowa.
Twoje założenie jest błędne, ponieważ według niego hipochondrycy nie istnieją. A zapewniam Cię - istnieją.
Sama miałam etap hipochondryczny, u mnie trwał na szczęście tylko rok.
Nie o to mi chodzi, wiem, ze istnieją. Mój wujek twierdzi, że ma każdą chorobę o której usłyszy. Coś w tv mówią.... to on to od razu ma, ktoś miał operacje.... to on sie też na nią wybiera. To jest hipochondryk.
A ja ją rozumiem, bo miałam tak samo. Ignorowano mnie, bo wyglądałam zdrowo i ogólne badania były ok. Choroba natomiast często jest przebiegła i należy się skłonić do tego co mówi chory skierować na dodatkowe badania, zrobić porządny wywiad.
Moja córka 2 lata męczyła się z bólem brzucha, chudła, miała mdłości... a co ja słyszałam od wszelkich specjalistów(?)- brzuszek i główka to szkolna wymówka. Gdyby nie mój upór i intuicja, to nie wiem jak by to dalej było.