netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Romans z wykładowcą

39 odpowiedzi36 620 wyświetleńzałożony przez Kandela, 08.03.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Romans z wykładowcą

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 40 ]

1

Temat: Romans z wykładowcą

Jestem studentką renomowanej uczelni. I piszę to ku przestrodze innym!
Zaczęło się to pół roku temu.
Już wcześniej nasze stosunki były dosyć "ciepłe" jak na wykładowce i studentkę przystało.
Ale nikt z tego nie robił afery, bo praktycznie to były tylko niewinne gierki typu: "pięknie Pani wygląda", "o! przyszedł nasz dobry duszek", "Pani swoim uśmiechem przyprawi mnie o zawał". Ja też nie byłam dłużna "dzisiaj miałam piękny sen, a mianowicie Pan doktor mi się śnił", "kiedy wspólna kolacja" itp. Teraz wiem, że to był gwóźdź do przysłowiowej mojej i mojego wykładowcy trumny.
Jako promotora wybrałam właśnie tego wykładowcę, bo pomyslałam, że swietnie mnie przygotuje do magisterki. Przyznam się szczerze, że miałam na myśli to, że poświęci mi więcej uwagi niż innym.
I stało się. Napisałam mu smsa, że właśnie przesłałam mu część swojej pracy na maila, dodając na końcu słowo BUZIACZKI. Odpisał od razu:
- A gdzie te buziaczki mają powędrować?
Nie powiem, byłam troszkę zszokowana, ale niewiele myśląc posłałam mu odpowiedź:
- Tam, gdzie wstydzę się na głos powiedzieć.
Nie minęło pół minuty i zadzwonił z pytaniem co robię wieczorem. Powiedziałam, trochę ze strachem w głosie pomieszanym z wyczekującym podnieceniem, że praktycznie to nic. Zaproponował spotkanie w bibliotece akademickiej. Hmmm...Rozczarowana (tak, tak...rozczarowana) ubrałam się i popędziłam na spotkanie, nie oczekując nic poza dodatkową stertą książek przydatnych do pisania pracy.
Stanęłam pod biblioteką (o dziwo zamkniętą, co się później dowiedziałam, że mój wykładowca nie zrobił tego specjalnie i naprawdę chciał się ze mną spotkać w celach edukacyjnych). No ale żeby nie tracić wieczoru poszliśmy na koncert Ani Dąbrowskiej. Tam spotkaliśmy moich dwóch kolegów z uczelni.
Więc przysiedliśmy się. Nie zdziwił ich widok nas razem. Po koncercie (z resztą wspaniałym, bo ubóstwiam Anię) moi koledzy i moj wykładowca odwieźli mnie pod stancję i sami we trójkę udali się do własnych domów. Nie zdążyłam wejść do pokoju jak dostałam smsa:
- Dziękuję za przemiły wieczór. Proszę się wziąć za ostre pisanie pracy. Buźka tam gdzie....
I zaczęło się na dobre. Może nie od razu, ale każdy dźwięk smsa przyprawiał mnie o dreszcze.
Teraz może to wszystko skrócę ponieważ nadal nie potrafię do końca o tym opowiedzieć.
On miał żonę, bez dzieci. Był starszy ode mnie o 25 lat. I co moge powiedzieć? Zakochałam się. Głupio i naiwnie. Trwało to 3 miesiące. Aż pewnego dnia w słuchawcę zamiast głosu mojego ukochanego usłyszałam głos jego żony.
O wszystkim się dowiedziała. Nie robiła awantury. Powiedziała spokojnie, że jej mąż rezygnuje z dalszej kariery naukowej. Poźniej wszystko działo się w zabójczym tempie, wypowiedzenie z uczelni. Powód? Zły stan zdrowia. Ale tylko ja wiem, że to nieprawda. Koledzy z uczelni byli zdumieni, ponieważ był naprawdę dobrym wykładowcą i świetnym partnerem do rozmów.
Studenci go uwielbiali.
Teraz nie mam z nim żadnego kontaktu. Podobno wyjechał z żoną na Śląsk. Nie dane nam było nawet się ze sobą pożegnać. Ja go nadal kocham, ale zdaję sobie teraz sprawę, że byłam jego maskotką, nic nie znaczącą maskotką...Nie obiecywał mi złotych gór, więc nie powinno tak boleć.
Zamierzam skończyć studia, za promotora mam teraz kobietę.

2

Odp: Romans z wykładowcą

Chyba lepiej że tak to się skończyło, prawdopodobnie nigdy nie zostawiłby dla Ciebie żony i dzieci, byłabyś tą trzecią, co sprawiałoby Ci tylko więcej bólu, niż radości z miłości... Smutne to. Poboli i przestanie, prędzej czy później.
Chyba nawet powinnaś się cieszyć że dla Ciebie nie skończyło się to komplikacjami na uczelni, wiem że to egoistyczne, ale tak właśnie mi się wydaje...
Pozdrawiam !

3

Odp: Romans z wykładowcą

tez próbuje sobie tak to wmawiać ale...same wiecie, że nie jest łatwo. Najbardziej mnie boli brak jakiegokolwiek kontaktu. Nawet głupi mail może pomógłby mi bardziej to wszystko jakoś ogarnąć

4

Odp: Romans z wykładowcą

O święta naiwności... I bezmyślności... Czego się spodziewałaś? Że jest nastolatkiem bez zobowiązań? Ewidentnie zatraciłaś w pewnym momencie elementarne zasady tego co wypada a co nie wypada studentce - już pomijam moralne aspekty flirtu z żonatym mężczyzną. W sumie to i tak miałaś szczęście, że tylko tak się to skończyło

5

Odp: Romans z wykładowcą

fu*k, wiem...ale nikomu z was nie zdarzyło się zatracic? mimo wszystko ja będę wspominać to z sentymentem. w tamtym okresie czasu żyłam jak w bajce.

6

Odp: Romans z wykładowcą

Zatracić się zdarzyło, ale nie z żonatym... Solidarność kobieca by mi nie pozwoliła i myśl, że jestem zabawką samca, przez którego rozrywki cierpi ta, której przysięgał wierność, miłość i uczciwość małżeńską...

7

Odp: Romans z wykładowcą

może nie zrozumiem tego do konca jak nie przytrafi mi sie to w odwrotnej sytucji

8

Odp: Romans z wykładowcą

a ja Cie troche rozumiem, i wiem, ze kazdej z nas moze zdarzyc sie romans, albo cos na ksztalt romansu z zonatym.
wiem, ze czasem naprawde ciezko sie opanowac, mimo iz wiadomo, ze to zle

ciesze sie ze Ty wyszlas z tego "calo", ze nie mialas zadnych konsekwencji na uczleni, ze nie wyszlo to na jaw, bo znam przypadki, ze studentki musialy opuscic z tego pwoodu uczelnie, wiec dobrze, ze Ciebie to nie spotkalo

9

Odp: Romans z wykładowcą

dzięki...
ja to bardziej odbierałam jako "romans dusz" a nie fizyczny...

10

Odp: Romans z wykładowcą

witam, ja Cię częściowo rozumiem, może nie przytrafiło mi się to samo, ale też coś podobnego http://www.netkobiety.pl/t9067.html

11

Odp: Romans z wykładowcą
Melisa napisał/a:

smutna historia. Ale musisz żyć dalej. Nie zadręczaj się tym...

Najgorsze jest to, że wszystko mi go przypomina. Gdzie nie spojrzę to albo notatki z jego przedmiotu, albo książka, którą mi polecił. Wiem, czas leczy rany...mam nadzieje, że jak najszybciej.

12

Odp: Romans z wykładowcą

Serce nie sługa - i tyle. Każdemu może sie coś takiego przydarzyć, zwłaszcza, że uczuciom nie da się powiedzieć STOP. To się dzieje - po prostu. A czas naprawdę leczy rany smile

13

Odp: Romans z wykładowcą

Oj... Rozumiem, ze jestes zakochana(?) i jest Ci ciezko, ale sama wiesz, ze inaczej to nie moglo sie skonczyc, choc i tak wyszliscie z tego obronną reką- on nie stracil rodziny a Ty nie zostałas wystawiona na publiczne ocenianie Twojej moralnosci. 
Piszesz ze boli Cie brak kontaktu... ale powinnas sie z tym pogodzic. On ma swoja rodzine i uszanuj to.
Minie troche czasu i zapomnisz o nim. Kiedys popatrzysz na ta sprawe z innej perspektywy- zony - i zrozumiesz, ze Twoj bol byl niczym w porownaniu z tym, co musiala czuc zona Twojego wykladowcy.

14 Ostatnio edytowany przez olimpia (2010-03-11 00:05:44)

Odp: Romans z wykładowcą

A ja myślę, że (paradoksalnie) właśnie ten brak kontaktu jest dla Ciebie teraz najlepszy. Sądzę, że to i tak nie miało szansy dłużej trwać, a dziś każdy jego telefon, sms czy mail (nie wspomnę już o spotkaniu) to tylko dodatkowy powód do cierpienia i rozdrapywanie rany, która ma szansę się w miarę szybko zagoić. Wiem, że trudno Ci to przyjąć, ale naprawdę tak jest lepiej, dla wszystkich. Nie ma co ukrywać, on się zabawił z młodszą, zafascynowaną nim kobietą, zapomniał się, ale na chwilę. Przypuszczam, że to żona  postawiła takie ultimatum, że ma całkowicie urwać kontakt i to pewnie ona naciskała na wyjazd. Swoją drogą to musi być silna i stanowcza kobieta. I sama widzisz, on nawet nie próbował o Ciebie zawalczyć. Nie żałuj więc tego co się skończyło. Ciesz się wspomnieniem tego co było jeśli już było Ci dane, zachowaj ciepłe uczucia, ale nie żałuj.
Powiem tylko na koniec, że zadziwia mnie lekkość z jaką weszłaś w ten romans, bez wahania dałaś mu przyzwolenie, wręcz go do tego pchnęłaś. Teraz, no cóż, ponosisz już tylko konsekwencje. I tak jak dziewczyny pisały, dobrze, że tylko takie.

15

Odp: Romans z wykładowcą

Witam
Ja też byłam w podobnej sytuacji.On doktor 34 lata,wolny,wyglądał na 28 ja 20,mam chłopaka.Miałam z nim ćwiczenia i wykład.I właśnie na tych ćwiczeniach zaczęło iskrzyć(przy całej grupie),jakieś spojrzenia,uśmiechy itp.Dodam,że na każych ćwiczeniach byłam pytana,ale nie tak jak inni z listy,tylko pani np.w 3 rzędzie powie nam...,pani przygotuje referat....Znalazł mnie na jednym z portali społecznościowych i się zaczęło....rozmowy,spotkania na jego konsultacjach i telefony.....Później zaczelismy umawiać się poza uczelnią,ale zawsze coś nam przeszkadzało w spotkaniu,więc pozostała tylko uczelnia:(Z ćwiczeń miałam 4,5 z egzaminu 5.W wakacje ja wyjechałam,a po wakacjach jakoś nie miałam okazji go spotkać na uczelni.Dopiero teraz w listopadzie w moje urodziny spotkałam go w jednej z galerii,ja byłam z chłopakiem a on !!!!! z dziewczyną,taką w jego wieku.Coś mnie ukuło jak ich zobaczyłam,zycze mu szczęścia ale czuje taki żal,że za nim na dobre się zaczeło to się skończyło, a naprawdę była między nami fajna chemia:(

16

Odp: Romans z wykładowcą

Stuuudentka - piszesz, że masz chłopaka tak? a czy między Wami też jest ta chemia?
Piszesz też o żalu, że historia z wykładowcą już się skończyła, tak?
Mam tylko 1 pytanie do Ciebie - jakim uczuciem darzysz swojego chłopaka? Jest, bo jest?
Z Twojego postu jasno wynika, że czegoś Ci brakuje w związku. Może zajmij się najpierw zakończeniem bądź uzdrowieniem sytuacji z własnym chłopakiem niż roztrząsaniem historii z wykładowcą, nie myślisz że to byłoby bardziej fair ?

17 Ostatnio edytowany przez Olinka (2020-07-19 01:32:34)

Odp: Romans z wykładowcą

[post wulgarny, zdecydowanie poniżej oczekiwanego poziomu]

18

Odp: Romans z wykładowcą
małgosia3 napisał/a:

[post wulgarny, zdecydowanie poniżej oczekiwanego poziomu]

Ilość jadu jaka się wylewa z tego posta sugeruje raczej, że wizja bycia poniewieraną przez mężusia jednak nie jest tak miła małżonce jak raczy twierdzić.
Ale skoro tak mało ma szacunku do innych to sama nie zasługuje na szacunek.

"Damą"... dobre sobie xD

19

Odp: Romans z wykładowcą

wulgarny bo prawdziwy. To proszę, lepiej zasłaniać sobie oczy i wylewać potem łzy, bo wyjechał. Nie ja widzę jasno po prostu miał zapewne takie plany od dawna ż żoną. Nie kochanka nie jest aż tak ważna, aby przed nią uciekać. Cóż to była prawdziwa odsłona jak to jest w realu, ale młode kobiety wolą oglądać filmy, czytać książeczki i sobie baje wciskać. Nigdy kochanka nie będzie miała żadnego znaczenia dla cudzego męża. A wykładowca jeśli się bawił, bawić się będzie. Taka jest rzeczywistość. rzeczywistośc jest też taka, że mąż zawsze kocha TYLKO ŻONĘ, A ŻONA MĘŻA. kochanek czy kochanka są "zabawką", urozmaiceniem, odskocznią i niczym więcej.

20

Odp: Romans z wykładowcą

a szacunek cóż dla kobiety która bierze coś, próbuje nieudolnie skrać coś co należy od dawna do żony??? Kim taka kobieta jest?? Czy ona sama darzy się szacunkiem? skoro zadowalają ją okruchy z pańskiego stołu??? Dla  odmiany macie opinię żony, a nie kolejnej kochanki waszych wykładowców. Warto to przemyśleć dziewczyny, bo szkoda łez i lat. Pozdrawiam

21 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2020-07-20 06:44:06)

Odp: Romans z wykładowcą
czekoladazfigami napisał/a:
małgosia3 napisał/a:

[post wulgarny, zdecydowanie poniżej oczekiwanego poziomu]

(...)

Na dodatek "malgosia" chyba sobie samej probuje wmowic ze zdradzajacy maz to tak naprawde tylko kochanke wykorzystuje a zona w jego oczach jest niezmiennie swietoscia. Prawda jest taka ze zdradzajacy facet nie kocha ani kochanki ani zony bo gdyby ja kochal to by jej nie zdradzil. Takze nie myl malgosiu strachu przed ostracyzmem spolecznym, komplikacjami okolorozwodowymi i alimentami (ktore zwykle kaza zostac zdradzaczowi z zona) z miłością do niej. To jest tylko przekalkulowany rachunek zyskow i strat a nie zaden wybor z miłości.
Cos mi sie zdaje ze sama malgosia jest taka zdradzona zona i probuje na sile zaklinac rzeczywistosc zeby sie lepiej poczuc.Przy okazja wyladowuje swoja frustracje i zlosc na kochankach nawet gdyby miala celowac w takowe, ktore zapomnialy juz pewnie o istnieniu tego forum.

22

Odp: Romans z wykładowcą
małgosia3 napisał/a:

wulgarny bo prawdziwy. To proszę, lepiej zasłaniać sobie oczy i wylewać potem łzy, bo wyjechał. Nie ja widzę jasno po prostu miał zapewne takie plany od dawna ż żoną. Nie kochanka nie jest aż tak ważna, aby przed nią uciekać. Cóż to była prawdziwa odsłona jak to jest w realu, ale młode kobiety wolą oglądać filmy, czytać książeczki i sobie baje wciskać. Nigdy kochanka nie będzie miała żadnego znaczenia dla cudzego męża. A wykładowca jeśli się bawił, bawić się będzie. Taka jest rzeczywistość. rzeczywistośc jest też taka, że mąż zawsze kocha TYLKO ŻONĘ, A ŻONA MĘŻA. kochanek czy kochanka są "zabawką", urozmaiceniem, odskocznią i niczym więcej.

To ciekawe jak wytlumaczysz sytuacje gdzie zona dostaje kopa w rzyc i maz zaczyna nowe zycie z kochanka?

23

Odp: Romans z wykładowcą

Faceci jednak są mniej skłonni opuścić żonę i dzieci... Miałem romans z wykładowczynią uniwersytetu, na którym kiedyś studiowałem. Miała męża i kilkuletniego synka. O dziwo zostawiła faceta, wzięła rozwód i zostaliśmy parą. Było 2 lata spoko. Niestety byłem na tyle młody i głupi, aby rzucić studia i zaangażować się jako głowa rodziny, a skończyłem z przyprawionymi rogami tongue

24 Ostatnio edytowany przez Pystacja (2020-09-10 09:53:06)

Odp: Romans z wykładowcą

Wykladowcy wyrywajacy mlode studentki to norma, do tego przeciez jak znudzi mu sie jedna (albo skonczy studia) to po prostu bierze za cel nastepna.

25

Odp: Romans z wykładowcą
Pystacja napisał/a:

Wykladowcy wyrywajacy mlode studentki to norma, do tego przeciez jak znudzi mu sie jedna (albo skonczy studia) to po prostu bierze za cel nastepna.

U nas na uczelni niektorzy sie z tym nawet nie kryli. Najgorszy byl typ co mial juz zaa zone jedną studentke i na wyjeździe (w którym brala udzial!) juz sie przystawial do kolejnej, mlodszej.

26

Odp: Romans z wykładowcą

znam podobne historie z Uniwersytety Warszawskiego, facet akurat bez żony, sprawa zaczeła byc głosno za kare ''zeslali'' go na wydział gdzie nie mógl tak gwiazdorzyc (mlody profesor prawa), niestety ale wykladowcy zdają sobie sprawe że młode studenki są latwowierne i patrzą w nich jak w świety obrazek, sam romans to jedno ale jest cos takiego jak etyka zawodowa, profesor jest tu poprostu niegodny sprawowania swojej funkcji i zadne ludzkie pragnienia tego nie przykryją, on z premedytacją dazyl do jednego i to zadna milosc tylko naiwne zauroczenie i pożądanie, odstawilenie tego kontaktu w momencie w ktorym byl najwiekszy hype = tesknota, na prawde zastanawiam sie w jakim my swiecie zyjemy skoro wykladowcy nadużywają swoje funkcji a w korporacjach ludzie maja seks w toaletach w godzinach pracy, zamiast isc w gore i sie cywilizowac my sie coraz bardziej moralnie staczamy , mozna kogos pozadac i nawet podkochiwac platonicznie ale sa miejsca i stanowiska gdzie pewnych rzeczy na prawde nie wolno robic, zresztą studentow tez obowiazuje pewien kodeks, ale jak widac tylko w teorii

27

Odp: Romans z wykładowcą
kamiloo86 napisał/a:

(...) w jakim my swiecie zyjemy skoro wykladowcy nadużywają swoje funkcji a w korporacjach ludzie maja seks w toaletach w godzinach pracy, zamiast isc w gore i sie cywilizowac my sie coraz bardziej moralnie staczamy , mozna kogos pozadac i nawet podkochiwac platonicznie ale sa miejsca i stanowiska gdzie pewnych rzeczy na prawde nie wolno robic, zresztą studentow tez obowiazuje pewien kodeks, ale jak widac tylko w teorii

Myślę, że akurat nadużywanie władzy to jest stare jak świat, co nie. Ani nie specjalnie dziwi, ani nie specjalnie oburza... a szkoda.
Kodeksy etyczne i moralne- swoje, promowane wzorce i  wyrachowanie (czy to wykładowcy czy studentki, bo każdy coś na tym układzie przecież zyskuje)- swoje.

A Pani małgosia3 to widzę ładnie odleciała.

28

Odp: Romans z wykładowcą
R_ita napisał/a:
kamiloo86 napisał/a:

(...) w jakim my swiecie zyjemy skoro wykladowcy nadużywają swoje funkcji a w korporacjach ludzie maja seks w toaletach w godzinach pracy, zamiast isc w gore i sie cywilizowac my sie coraz bardziej moralnie staczamy , mozna kogos pozadac i nawet podkochiwac platonicznie ale sa miejsca i stanowiska gdzie pewnych rzeczy na prawde nie wolno robic, zresztą studentow tez obowiazuje pewien kodeks, ale jak widac tylko w teorii

Myślę, że akurat nadużywanie władzy to jest stare jak świat, co nie. Ani nie specjalnie dziwi, ani nie specjalnie oburza... a szkoda.
Kodeksy etyczne i moralne- swoje, promowane wzorce i  wyrachowanie (czy to wykładowcy czy studentki, bo każdy coś na tym układzie przecież zyskuje)- swoje.

A Pani małgosia3 to widzę ładnie odleciała.

stare jak świat, ale człowiek nie po to ewoluuje i wyszedł z jaskini żeby wiecznie postępować amoralnie, profesor uniwersytecki, który jest człowiekiem inteligentnym i w pełni świadomy swoich działań powinien na następnym wykładzie na żywo, usłyszeć gromkie WSTYD WSTYD WSTYD a potem wylecieć z wilczym biletem ale niestety środowiska jak uczelnia, wojsko, kościół, polityka czy korpo mają bardzo w zwyczaju bronić swoich i najgorsze co ich czeka to zsyłka na jakiś czas aż hałas trochę osłabnie, ale to wina też tego że u nas profesorowie to święte krowy, w USA gdzie studia są prywatne każdy nauczyciel jest oceniany przez studentów po semestrze i jak nie ma wyników to długo profesorem nie pozostanie, inna sprawa że u nas kobiety też powinny się w końcu określić bo raz protestują i uważają że jest straszny seksizm i są dyskryminowane a potem wiedzą że jest taki profesor erotoman i zamiast coś z tym zrobić to na egzamin masa wpada ubranych jak na casting do firmy porno (bo liczą na łatwe zaliczenie, byłem tego świadkiem kilka razy podczas swoich studiów)

29

Odp: Romans z wykładowcą

Bardzo prawdziwe jest, to co napisałeś. Niech kobiety się same określą. Mieliśmy takiego wykładowcę z zarządzania informacją sprawozdawczą- każdy wiedział, że to erotoman i co ma na koncie (kogo), ale jak przychodziło do zaliczeń ustnych, to te najbardziej krzyczące, że to seksista i mizogin zakładały największe dekolty. Nie chcę w nikogo uderzać, ale... jak postępujesz, tak masz. I jak teraz z tym popytem a podażą? W którą stronę to działa bardziej?
Ale co do USA, to według mnie trochę przestrzelony przykład.

30

Odp: Romans z wykładowcą

kobiety same muszą zdefiniować świat w którym chcą żyć, one nadaję często jego kształt mimo że ich sytuacja długo była trudniejsza niż mężczyzn to teraz zależy od nich więcej niż kiedykolwiek a ten dualizm zachowania na prawdę jest coraz mocniej widoczny,
odnośnie USA to inny świat, niemniej u nas za dużo zależy od układów i sieci powiązań, przez co wybitni naukowcy na wczesnym etapie swojej kariery są pachołkami starej gwardii, wiele musi się zmienić żeby warunki do pracy na uczelni były cywilizowane a praktyki takie jak profesora z tematu ukrócone.

31

Odp: Romans z wykładowcą
R_ita napisał/a:

Bardzo prawdziwe jest, to co napisałeś. Niech kobiety się same określą. Mieliśmy takiego wykładowcę z zarządzania informacją sprawozdawczą- każdy wiedział, że to erotoman i co ma na koncie (kogo), ale jak przychodziło do zaliczeń ustnych, to te najbardziej krzyczące, że to seksista i mizogin zakładały największe dekolty. Nie chcę w nikogo uderzać, ale... jak postępujesz, tak masz. I jak teraz z tym popytem a podażą? W którą stronę to działa bardziej?
Ale co do USA, to według mnie trochę przestrzelony przykład.

U mnie było podobnie. Każda "fuj, ale oblech", a potem na zaliczenie w mini. wink

32

Odp: Romans z wykładowcą

i dlatego ten stan trwa wink bo wiedzą że sobie mogą pozwolić, a tak jedna, druga skarga i gość nie ma wyjścia, skupi się na tym co musi: uczeniu

33

Odp: Romans z wykładowcą
biankax99 napisał/a:
R_ita napisał/a:

Bardzo prawdziwe jest, to co napisałeś. Niech kobiety się same określą. Mieliśmy takiego wykładowcę z zarządzania informacją sprawozdawczą- każdy wiedział, że to erotoman i co ma na koncie (kogo), ale jak przychodziło do zaliczeń ustnych, to te najbardziej krzyczące, że to seksista i mizogin zakładały największe dekolty. Nie chcę w nikogo uderzać, ale... jak postępujesz, tak masz. I jak teraz z tym popytem a podażą? W którą stronę to działa bardziej?
Ale co do USA, to według mnie trochę przestrzelony przykład.

U mnie było podobnie. Każda "fuj, ale oblech", a potem na zaliczenie w mini. wink

Widzę, że chyba wszędzie "tak było". U nas na uczelni też.
A te dziewczyny, które nie starały się przypodobać na egzaminach, nie przychodziły w mini i się nie wyginały, były traktowane znacznie gorzej.
Fakt, że dawno, ale takie rzeczy zmieniają się jak widać bardzo wolno.

34

Odp: Romans z wykładowcą

Ja na szczęście takich wykładowców erotomanów podczas swoich studiów nie zaobserwowałem. Fakt, że to kierunek techniczny i dziewczyn nie ma tak dużo, ale u mnie większość jednak na egzaminy ustne nie ubierała się inaczej niż na co dzień. To co tutaj wyczytuję to mi się w głowie nie mieści, że wszystkie dziewczyny na egzamin ustny w mini...

35 Ostatnio edytowany przez R_ita (2021-01-07 17:11:21)

Odp: Romans z wykładowcą

Verdnal, ale kto mówi, że wszystkie. O pewną grupkę chodzi jedynie. Może jest jakaś zależność i nasilenie tego może wynikać z np. kierunku: finansiści, marketingowcy, prawnicy i inne kierunki tego typu to trochę inny typ człowieka niż profesor inżynier? big_smile nie wiem, tak sobie rzucam. Ja niestety pamiętam, że jednymi z pierwszych słów wypowiedzianych na pierwszym wykładzie było "Cóż za kolejne pokolenie pięknych Pań, które będą dbały o nasze finanse". Cóż... ja mam odruch wymiotny na takie coś... no ale pewna grupka nie. I to właśnie te, co potem przychodzą z tymi dekoltami... oczywiście upraszczam temat.

Jeszcze ze starszych czasów to pamiętam, jak moja ciotka poszła na coś w stylu mechaniki i budowy maszyn i profesor jej się zapytał, że jak ona z dzieckiem na rękach będzie stała przy maszynie big_smile więc wiesz. "Stare, dobre czasy".

36

Odp: Romans z wykładowcą
Verdnal napisał/a:

Ja na szczęście takich wykładowców erotomanów podczas swoich studiów nie zaobserwowałem. Fakt, że to kierunek techniczny i dziewczyn nie ma tak dużo, ale u mnie większość jednak na egzaminy ustne nie ubierała się inaczej niż na co dzień. To co tutaj wyczytuję to mi się w głowie nie mieści, że wszystkie dziewczyny na egzamin ustny w mini...

szanuje, prawdziwe studia, niestety na Uniwersytecie Warszawskim to czasem poziom bardzo niski jeżeli chodzi o zachowanie ludzi, nie było znaczenia czy dziennie czy wieczorowo, ale też zaczynam wierzyć w karmę bo teraz takie pokolenie studentów jest że zero mają strachu wobec ''autorytetów'' i dają w kość , pozostaje to skwitować
„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…”

37

Odp: Romans z wykładowcą

Trafiają się i tacy wykładowcy, ale to trzeba na wstępie uciąć. Inaczej brnie się w cholerny syf...

38

Odp: Romans z wykładowcą

U nas było kilka dziewczyn, które były niemal otwarcie "sponsorowane" przez kilku wykładowców, zawsze mnie to mega dziwiło...

39

Odp: Romans z wykładowcą

Czemu odkopujesz stare tematy?

40

Odp: Romans z wykładowcą
Sandi007 napisał/a:

U nas było kilka dziewczyn, które były niemal otwarcie "sponsorowane" przez kilku wykładowców, zawsze mnie to mega dziwiło...

U nas był jeden, który co dwa-trzy lata wymieniał kolejne studentki na "nowsze" xD

Posty [ 40 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Romans z wykładowcą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026