Ile razy już słyszeliśmy czy mówiliśmy to zdanie. Wiadomo, wszystko przemija, święta też. Jednak nie jest to tylko czas dobrego jedzenia i spotkań rodzinnych. Powinniśmy wynieść z tego coś więcej.
Tylko właśnie czy nam się to udaje? Jeśli tak, to może podzielicie się swoimi doświadczeniami? ![]()
Podobne tematy
2 2014-04-21 21:11:17 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2014-04-21 21:21:38)
Czy nam się udaje? Niekoniecznie.
Jednym tak, drugim nie, a trzecia grupa pomyśli sobie coś, ale będzie to krótkotrwała zmiana/przemiana. Mi się zdarzało być w każdej z tych grup. ![]()
Mi w sumie też. Zeszłoroczną Wielkanoc bardzo dobrze przeżyłam, bardzo mnie umocniła, tę raczej pobieżnie.
U mnie w tym roku też pobieżnie. Zresztą na mnie bardziej działa magia Bożego Narodzenia, a nie Wielkanoc, chociaż chyba powinno być odwrotnie. ![]()
Ile razy już słyszeliśmy czy mówiliśmy to zdanie. Wiadomo, wszystko przemija, święta też. Jednak nie jest to tylko czas dobrego jedzenia i spotkań rodzinnych. Powinniśmy wynieść z tego coś więcej.
Tylko właśnie czy nam się to udaje?...
A TO nie kwestia świadomości (i potrzeb)?
No bo jak ktoś się SKUPIA na "pokarmie (dla ciała) ten gładzi napełniony brzuszek, kto na trunkach, ten ma "syndrom dnia następnego"...
A ten kto na PRZEŻYWANIU... ten "wyłapuje" te elementy, które TO mu zapewnią
czyż nie tak to działa?
Już dawno odkryłam, że nic tak nie "otwiera" na sprawy duchowe jak post. Święta raczej temu nie służą ![]()
Idea swiat jak dla mnie to glownie spotkanie z rodzina czy okazja do odpoczynku i wielu tak ma obojetnie jak bardzo zaangazowani religijnie (u nas glownie to szumne deklaracje).
Sa co rok wiec kazdy odklada postanowienia tak samo jak te noworoczne i tak mu schodzi do kolejnych.
Poprawy jednak nie ma co oczekiwac ktokolwiek a zamiast tego warto byloby przemyslec czy zycie jakie mamy nas zadowala i co w nim zrobic czysto egoistycznie dla siebie bo nieszczesliwy czlowiek nie ma takich motywacji do zmian oraz pomagania innym jak byle farciarz. Zamiast zachwycac sie stroikami tradycja czy co juz za pare dni bliska kanonizacja naszego rodaka (ktory byl kandydatem do tego juz od wstapienia na Watykan), warto zejsc na ziemie i "narodzic" sie dla samego siebie. Nie warto byc Matka Teresa jesli na tym nie zyskamy nic a swiadomosc bycia ok niestety nie zapewnia sukcesow w zyciu poza dobrym samopoczuciem i patrzeniem na siebie w lustrze bez grymasu..
Mogę się zgodzić z peeter ![]()
Nie na pokaz to pisze ale milo czytac takie slowa jesli za chwile ktos pokaze sie polemizujac nawet z tym ![]()
Prosta zasada tu rzadzi - jest zgoda to nie ma dyskusji.
Idea swiat jak dla mnie to glownie spotkanie z rodzina czy okazja do odpoczynku i wielu tak ma obojetnie jak bardzo zaangazowani religijnie (u nas glownie to szumne deklaracje).
Sa co rok wiec kazdy odklada postanowienia tak samo jak te noworoczne i tak mu schodzi do kolejnych.
Poprawy jednak nie ma co oczekiwac ktokolwiek a zamiast tego warto byloby przemyslec czy zycie jakie mamy nas zadowala i co w nim zrobic czysto egoistycznie dla siebie bo nieszczesliwy czlowiek nie ma takich motywacji do zmian oraz pomagania innym jak byle farciarz. Zamiast zachwycac sie stroikami tradycja czy co juz za pare dni bliska kanonizacja naszego rodaka (ktory byl kandydatem do tego juz od wstapienia na Watykan), warto zejsc na ziemie i "narodzic" sie dla samego siebie. Nie warto byc Matka Teresa jesli na tym nie zyskamy nic a swiadomosc bycia ok niestety nie zapewnia sukcesow w zyciu poza dobrym samopoczuciem i patrzeniem na siebie w lustrze bez grymasu..
Smutne te Twoje święta peeter. Ja jedynie co mogę Ci życzyć, to odnalezienia Światła na Twojej drodze. Światła, które pozwoli Ci odnaleźć co w życiu najważniejsze. Żebyś nie musiał ciągle porównywać się do innych, aby poczuć się lepszym. Gdy odrzucisz to co ciągle nam tu mówisz poczujesz się wolny. Życie dla samego siebie to śmierć peeter, z której można się narodzić. ![]()
adamajkis a ja sądzę, że smutne to Twoje na forum pisanie; nic tylko siedzisz i łapiesz innych za słówka, próbując światopogląd każdego dopasować do swojego.
adamajkis a ja sądzę, że smutne to Twoje na forum pisanie; nic tylko siedzisz i łapiesz innych za słówka, próbując światopogląd każdego dopasować do swojego.
Catwoman coś zabolało? Coś uwiera? Rozumiem ten ból, zgodziłaś się z peeterem i też doszłaś do świątecznej refleksji, że nie ma to jak żyć dla siebie.
Nie odbijaj piłeczki w sposób tak bezsensowny oczywiście tłumacząc po swojemu, że wszyscy wokół mają problem, a Ty jako ten wódz i nauczyciel nas poprowadzisz
Oj Tobie po tych świętach chyba faktycznie nic nie zostało. Zdarza się. Żyj i daj żyć innym.
14 2014-04-22 20:42:09 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2014-04-22 20:42:47)
Nie odbijaj piłeczki w sposób tak bezsensowny oczywiście tłumacząc po swojemu, że wszyscy wokół mają problem, a Ty jako ten wódz i nauczyciel nas poprowadzisz
Oj Tobie po tych świętach chyba faktycznie nic nie zostało. Zdarza się. Żyj i daj żyć innym.
Catwoman widze pełna furia.
A może zanim się zgodziło, to się nie doczytało? Wyszło szydło z wora i zamiast przyznać się, to atakujesz na oslep. ![]()
No tak, musi wyjść ostatecznie na to, że to ci INNI są niezrównoważeni -i niech tak będzie ![]()
16 2014-04-22 20:56:10 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2014-04-22 21:00:07)
Twoja złośliwość poraża. Zacytujmy tak prosto w oczka piekne. ![]()
warto zejsc na ziemie i "narodzic" sie dla samego siebie.
Catwoman nam pięknie mówi:
Mogę się zgodzić z peeter
Dodajmy Catwoman mieni się być chrześcijanka, kochająca Jezusa. Jeżeli tez się tego wyprze, tez poszukam cytatów i zapodam przed oczka. ![]()
Jak czytam Adamajkisa to nie mogę uwierzyć,że tacy ludzie istnieją naprawdę.;) Jakie to musi być smutne żyć z kimś takim pod jednym dachem.A jeszcze smutniejsze być matką kogoś takiego...
Cat- nie wiedziałam,że tak wygląda u Ciebie furia
w wersji mega soft czyli furia anemika:)
adamajkis a czemu to miałabym się wypierać? Nie, nie wypieram się. Kocham Boga, ale nie po Twojemu.
adamajkis a czemu to miałabym się wypierać? Nie, nie wypieram się. Kocham Boga, ale nie po Twojemu.
To czemu zgadzasz z peetera refleksja?
A co w niej nie takiego? Ja wiem o co mu chodzi.
A co w niej nie takiego? Ja wiem o co mu chodzi.
Zatem Ty żyjesz tylko dla siebie, a jednak kochasz Boga. Poddaje się. Mi peetera żal. Ciebie nie rozumiem.
To jest jedyny wniosek jaki wysunąłeś z jego wypowiedzi? Ja ją zrozumiałam zupełnie inaczej.
To jest jedyny wniosek jaki wysunąłeś z jego wypowiedzi? Ja ją zrozumiałam zupełnie inaczej.
Czyli co jednak napisał, że kocha Boga? Litości!!!!!!
Nie twierdzę tak.
Nie twierdzę tak.
Dobrze przetłumacz co miał na myśli peeter pisząc.
warto zejsc na ziemie i "narodzic" sie dla samego siebie.
O jego niechęciach nie mówmy.
Ja to zrozumiałam tak: OK, peeter nie musi być wcale osobą wierzącą, ale zapodał kilka myśli, które warto rozważyć: święta - człowiek skupia się na stroikach, jedzeniu, całej tej zewnętrznej otoczce, gdy mógłby zwrócić się ku swojemu życiu duchowemu/wewnętrznemu, tak zupełnie sam na sam z własnymi myślami (ja bym tu dodatkowo użyła sformułowania: z Bogiem). By dowiedział się kim jest, dokąd zmierza. W mojej wersji nieprzerwanie występuje Bóg- ale nic nie stoi przecież na przeszkodzie, bym zapożyczyła główną myśl Autora i przekierowała ją w swój tok myślowy. peeter moze chce się rozwijać dla samego siebie, czyli rozumiem: być coraz lepszą wersją siebie. I ja się z tym zgadzam, bo co w tym złego? Wręcz przeciwnie. Każdy jednak może dodać to, co uważa. peeter nic nie dodaje (póki co) , ja dodaję. Nie ma sensu oceniać, bo nigdy nie wiadomo jak potoczy się peetera życie duchowe.
27 2014-04-22 21:47:00 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2014-04-22 21:48:01)
Catwoman jakie ciekawe myśli? Jakie zycie duchowe? Poczytaj uważnie jeszcze raz. Nie bije w oczka egoizm?
Idea swiat jak dla mnie to glownie spotkanie z rodzina czy okazja do odpoczynku i wielu tak ma obojetnie jak bardzo zaangazowani religijnie (u nas glownie to szumne deklaracje).
Sa co rok wiec kazdy odklada postanowienia tak samo jak te noworoczne i tak mu schodzi do kolejnych.
Poprawy jednak nie ma co oczekiwac ktokolwiek a zamiast tego warto byloby przemyslec czy zycie jakie mamy nas zadowala i co w nim zrobic czysto egoistycznie dla siebie bo nieszczesliwy czlowiek nie ma takich motywacji do zmian oraz pomagania innym jak byle farciarz. Zamiast zachwycac sie stroikami tradycja czy co juz za pare dni bliska kanonizacja naszego rodaka (ktory byl kandydatem do tego juz od wstapienia na Watykan), warto zejsc na ziemie i "narodzic" sie dla samego siebie . Nie warto byc Matka Teresa jesli na tym nie zyskamy nic a swiadomosc bycia ok niestety nie zapewnia sukcesow w zyciu poza dobrym samopoczuciem i patrzeniem na siebie w lustrze bez grymasu..
28 2014-04-23 06:47:03 Ostatnio edytowany przez peeter (2014-04-23 07:15:10)
Nie bylo mnie wieczor i jak dykusja skupia sie wokolo mnie, admajkis watpi ze ktos ma zycie wewnetrzne i duchowe bez wiary, przekomiczne jak lapie sie we wlasne zawilosci pogladow
Nie inaczej skupiamy sie przeciez na sobie a ja mowie nawet wiecej by to swoje plany zyciowe otoczyc troska niz zblizanie sie do idealu co w programie tych swiat, czlowiek spelniony ma dopiero czym sie dzielic z innymi a nieszczesliwy sam oczekuje wsparcia.
Chlopie zyjemy glownie dla siebie i bliskich, jak chcesz kochac idee a nie widzisz ze mieszkasz wsrod ludzi ? Zal mi bardzo tych co slepo skupiaja sie pogladach a po drodze gubia co tak zarliwie glosza np u nas milosc blizniego ktora sprowadza sie do okazyjnych prezentow 2x do roku oraz warunku - badz z nami i wierz albo jestes przeciw nam, stracony i zly, o ile wiem regula gangow ...
Zawsze mnie fascynowalo jak katoliccy medrcy potrafia tak wykombinowac ze reszta swiata rozni sie od nic znaczaco, swiata zwierzat od strony umyslu pewnie nie poznamy ale negowanie bogactwa tej cechy, filozofii swego istnienia i to u wlasnego gatunku z innymi pogladami jest zadziwiajace
Sami mowia ze wiara jest tym co nie jest kwestia chcenia ale 'przydzielona z gory' mimo to zachowuja sie tak jakby wolnomysliciele byli poza ta zasada, moze jacys hakerzy Matrixa ktorzy wylamuja sie spod obowiazujacych praw i maja czelnosc nie wierzyc
Otoz nie bo kazdy ma ewolucyjna zaszlosc w mozgu - osrodek ktory generuje uczucia religijne czy omamy ale sa tacy co sa ponad to i nawet majac aktywne te miejsca rozumowo trzymaja swoje emocje na wodzy nie dajac sie zwodzic, mysle ze to ich ogromna zaleta a innym wstyd ze ulegaja iluzji ![]()
Wiara nie jest w zadnej mierze, mowiac antycznym jezykiem, cnota. Podatnosc na sugestie, zbytnia wrazliwosc to jest co czesto mamy za cudza wade a dla religii robimy jakis dziwny wyjatek. Gloszenie pewnych rzeczy tylko dlatego ze moze sie to oplaca (zaklad Pascala) ze strachu czy presji otoczenia jest zwyklym konformizmem, pojsciem na latwizne. Bog gdyby istnial tych co sa jak opisani powyzej nie cenilbym tak jak madry wladca interesownych pochlebcow ale interesowal tymi ktorzy swoim rozumem go wykluczyli i byl pelen podziwu ze udalo sie im zyc ze swiadomoscia smierci na zawsze.
29 2014-04-23 08:40:01 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2014-04-23 08:46:52)
Peeter jakich byś luster nie używał, jakim profilem nie stawał przed nimi - wychodzi żeś nagi egoista. Z resztą takich tu na forum wielu co kierują się interesem (własnym) ich ofiar także. Catwoman dała się nabrać i zobaczyła coś w jednym z luster. Ja podkresliłem najwaznie Twoje myśli i widać, o kim mysli peeter - przede wszystkim o sobie.
Choroba czasów jak sobie zrobic dobrze. Jedni robia sobie ręką, inni uzywają sekretarki, inni z ambony krzyczą jacy, to oni dobrzy, jeszcze inni uzywaja luster złego katolicyzmu i złych ludzi wokół siebie, inni kroją pracowników - sposobów cała paleta jak sie wyłgac jak omamić, ale sobioe zrobic dobrze.
30 2014-04-23 09:23:04 Ostatnio edytowany przez peeter (2014-04-23 09:44:57)
Nie dbajac o siebie a tylko wytwory swej fantazji nie masz nic, jesli nie inwestujesz w nikogo to i nic nie zyskujesz poza powiekszeniem swego falszywego poczucia wyzszosci i moralnosci - tak widze maniakow religijnych ktorych tu paru sie walesa i ciagle szuka dziury w calym, pola dla szerzenia swojej ignorancji i pseudomoralnosci.
Nie bede diagnozowal ludzi co im dolega ale wierzenia ich nie uzdrowia, to kwestia charakteru kto jest pomocny a kogo nie zmusi zaden Zeus do czegokolwiek, to bardzo boli ideologow co jedna idee powtarzaja obsesyjnie cieszac sie gdy widza jakas niedole ktorych byla i bedzie cala masa. Supermeni nie istnieja, poza tym nie moga dzialac ponad prawem i to samo dotyczy tych co uwazaja wierzenia za cos wyjatkowego i "pierwotrnego", lepiej pomoz im niz sie wywyzszac bez powodu. Niestety srodowiska katolickie wola czesciej powytykac cos innym jak Caritas zazdrosna o sukcesy WOSP niz zrobic sama cos medialnego, proznosc i megalomania to wasze znaki firmowe ![]()
Czlowiek taki jest jak widzimy i nie bedzie inny bo tym glownie biologia rzadzi (a ulepszania go strasznie boi sie religia ktora nie mialaby juz czego wytykac wyhodowanym "idealom") jak i zycie ktore nie jest latwe oraz duzo nie zmieni go przyszlosc. Problemy zawsze beda a trudno zajmowac sie innymi jesli samemu jest sie w dole. Na tym polega uczciwosc ze pogladowo nie lubie sie oszukiwac jak i mierze sily na zamiary, wiem jakie sa moje czy cudze ograniczenia oraz ze tylko nierealnie duzymi nakladami srodkow moznaby zlkiwidowac niedogodnosci zycia, bardzo dziwne ze obiekt czci wierzacych tego nie zrobil i jest nadal slepy oraz gluchy na nieszczescia ludzi..
Jestem i bede zawsze przeciw religiom bo poza nieprawdziwym obrazem swiata (co na szczescie wiemy dzieki nauce) to czlowieka tez potepia za byle co, sa typowymi utopiami tak samo jak komunizm w ktorym sielanka niemozliwa jest przez lenistwo, chec korzystania wiecej niz sie wlozy pracy a co preferuje kazdy nawet nie cwaniak i najwiekszy altruista.
czy ja wiem czy dałam się nabrać... staram się zrozumieć każdego człowieka- przecież każdy widzi tę samą rzecz inaczej i to jest fascynujące.
Ja też jestem przeciwniczką religii, religijności- ale nie wiary; to są dwie różne i sprzeczne rzeczy. Jednocześnie byłam w swoim życiu przez pewien czas osobą bardzo religijną i uważam, że było mi to wtedy potrzebne- bez tego nie ruszyłabym (JA, osobiście. Nie mówię, że wszyscy inni też) dalej. Tylko ja podjęłam decyzję, że chcę czegoś więcej. Rozumiem takie poglądy jak peteera - jedyny minus ich głoszenia jest taki, że niczego nie zmienią.
32 2014-04-23 10:26:43 Ostatnio edytowany przez peeter (2014-04-23 11:14:05)
Roznic religii i wiary nie trzeba mi tlumaczyc choc sa ze soba zwiazane, to pierwsze pojecie to zorganizowana instytucja majac u podstaw (podobno) jakies wierzenia tyle ze tak je nagina by odpowiadaly biezacym interesom a jej liderzy zajmuja sie przede wszystkim praktyczna strona tego przedsiewziecia. Od czasow gdy poganie zaczynajac od Pawla a konczac na Konstantynie zajeli sie chrzescijanstwem zaczal sie czas demontazu tych idei, dzis tez wcielanie czegos w zycie skutkuje pobrudzeniem sztandarow i szczytnych idei.
Mowic trzeba choc nie jestem w tym najlepszy, czas roznych religii juz konczy sie i pora zaczac tworzyc lepszy swiat opierajacy sie na faktach i obserwacji - tego co kuleje, szkodzi i naprawie bez aury wielkosci, dorabiania sobie skrzydel co jest najwieksza pokora niz przekonanie ze jest sie "wybranym" wsrod innych istot.
Wracajac jeszcze do egoizmu kazdy go ma w jakims stopniu i to mu pozwala przetrwac, dotad nie spotkalem kogos kto soba zajmowalby sie na koncu czy wcale bo to nierealne, balbym sie ze przejal sie tak swoja rola ze stracil kontakt z zyciem.
Dzisiejszy kryzys mysle po czesci jest wywolany rozczarowaniem ludzi co z automatu mialy 'leczyc' wierzenia wcielane w zycie. Czuja sie oszukani obrazem pieknej milosci do ktorej potrzeba rzekomo tylko respektowania wartosci i nadziei a dobrze wiemy ze milosc jak pojawia sie ukradkiem tak znika. Nie ma wiecznej milosci bo to emocja istot myslacych i czujacych a rownie dobrze moze zmienic sie w cos przeciwnego czy skierowac w strone innej osoby, na to Nikt nic nie poradzi. Dobrze wiedziec pewnie rzeczy, realizm moze burzy komus cudne wyobrazenia o urokach zycia ale tez chroni przed bolesnymi zawodami ktorych jest najwiecej wsrod naszych doswiadczen.
Do religii mam pretensje o kreowanie sielanki ktora (tylko) ona moze zapoczatkowac pod warunkiem ze wszyscy sie do tego przekonaja a ja sadze ze intuicja, "czucie", "nieomylne" przekonania to ladne pozy ktore nic nie zmienia jesli zamiast uczyc sie obserwujac i poznajac swiat bedziemy brnac nadal w romantyczne idee jak dzieje sie od poczatku nowozytnego swiata.
Nigdy nie myślałam w ten sposób, że kiedyś zanikną "wierzenia" ludzi. Myślę, że jednak nigdy to nie nastąpi.
peeter chętnie z Tobą podyskutuję na ten temat, ale w innym wątku, bo ten Autorce zaśmiecimy jednak nie tym, co trzeba. Zapraszam Cię np. tu: http://www.netkobiety.pl/t66528.html
34 2014-04-23 10:44:30 Ostatnio edytowany przez peeter (2014-04-23 12:07:38)
Wierzenia pewnie nie ale jesli ogranicza sie do granic mieszkania tak jak sfera prywatna (u wiekszosci) wtedy moja rola konczy sie i juz malo mnie bedzie interesowac temat niz teraz.
Dziekuje za zaproszenie, znam ten watek a pare osob mnie stamtad ![]()
Prywatnie mozna poruszyc je tez bo zaleta ze nie wcina sie nikt w wymiane pogladow, znam tez praktyke tworzenia tematow tylko na jeden offtop ktory wymaga pilnego omowienia przez pare goracych glow.
Ile razy już słyszeliśmy czy mówiliśmy to zdanie. Wiadomo, wszystko przemija, święta też. Jednak nie jest to tylko czas dobrego jedzenia i spotkań rodzinnych. Powinniśmy wynieść z tego coś więcej.
Tylko właśnie czy nam się to udaje? Jeśli tak, to może podzielicie się swoimi doświadczeniami?
Pomimo, że Wielkanoc jest ważniejszym świętem dla chrześcijan, to nie można ująć uroku Bożemu Narodzeniu.
Ten temat powstał po Świętach Wielkanocnych, jednak jest tak uniwersalny, że pozwoliłam sobie go odświeżyć i ponownie zachęcić Was do dyskusji.
Boże Narodzenie jest (przynajmniej powinno być) pamiątką nowej wiary, która narodziła się w każdym chrześcijaninie.
Święta Bożego Narodzenia oprócz uczczenia narodzin Jezusa kojarzą mi się z rodzinną atmosferą. Adwent, jako czas oczekiwania na narodziny Dzieciątka i radość Świętej Rodziny, wzmagają te odczucia.
Kojarzy mi się z czymś jeszcze. Z otwarciem się na innych - pomocą i dzieleniem.
Nie trudno przez okres zimy zachować odruch pomocy, ponieważ sprzyja temu pogoda. Na samą myśl, że ktoś marznie lub nie ma dachu nad głową, mięknie mi serce. Dzięki temu w moich nawykach Boże Narodzenie pozostaje na dłużej, przynajmniej do stopnienia śniegu i pierwszych dodatnich temperatur.
Jak długo Wy nosicie w sobie urok Bożego Narodzenia? Czy coś Wam zostaje w sercach po świętach? A może ich magia znika wraz ze zdjęciem ozdób świątecznych?
Ile razy już słyszeliśmy czy mówiliśmy to zdanie. Wiadomo, wszystko przemija, święta też. Jednak nie jest to tylko czas dobrego jedzenia i spotkań rodzinnych. Powinniśmy wynieść z tego coś więcej.
Tylko właśnie czy nam się to udaje? Jeśli tak, to może podzielicie się swoimi doświadczeniami?
Od Świąt Wielkanocnych upłynęło zaledwie kilka dni, a już zdarzyło mi się złapać na codziennej rutynie;)
O ile przygotowania i oczekiwanie jest dla mnie wyzwaniem, to po świętach szybko wpadam w wir pośpiechu i brakuje mi chwil na refleksję. Chciałabym mieć więcej czasu, często również ciszy, żeby moje myśli zatrzymać na sprawach ważnych duchowo. Niestety do emerytury daleko i gdzieś w codziennej bieganinie umyka świąteczny duch.
Zastanawiam się, jak jest w Was. Czy znajdujecie w sobie dość motywacji, żeby zmusić się do zatrzyma, choćby na chwilę, i zastanowienia?
allegra90 napisał/a:Ile razy już słyszeliśmy czy mówiliśmy to zdanie. Wiadomo, wszystko przemija, święta też. Jednak nie jest to tylko czas dobrego jedzenia i spotkań rodzinnych. Powinniśmy wynieść z tego coś więcej.
Tylko właśnie czy nam się to udaje? Jeśli tak, to może podzielicie się swoimi doświadczeniami?Od Świąt Wielkanocnych upłynęło zaledwie kilka dni, a już zdarzyło mi się złapać na codziennej rutynie;)
O ile przygotowania i oczekiwanie jest dla mnie wyzwaniem, to po świętach szybko wpadam w wir pośpiechu i brakuje mi chwil na refleksję. Chciałabym mieć więcej czasu, często również ciszy, żeby moje myśli zatrzymać na sprawach ważnych duchowo. Niestety do emerytury daleko i gdzieś w codziennej bieganinie umyka świąteczny duch.
Zastanawiam się, jak jest w Was. Czy znajdujecie w sobie dość motywacji, żeby zmusić się do zatrzyma, choćby na chwilę, i zastanowienia?
Niestety mam podobnie, po świętach niestety jest powrót do tego o czym mówisz, do tego co nie koniecznie jest dobre. Na szczęście w święta czuję dużo przemianę duchową. Święta Wielkanocne są dla mnie bardzo ważne - kiedyś w nie byłem w szpitalu a kiedyś się zakochałem (niestety nic z tego nie wyszło) i od tego czasu stały się znacznie ważniejsze. Jednak dla mnie Święta Wielkanocne to głównie Wielki Tydzień i Triduum Paschalne.