Witam!
Temat pewnie oklepany no ale cóż.
Jakiś czas temu (ponad rok) poznałem dziewczynę, z którą fajnie mi się rozmawiało i spędzalo czas. Ja byłem wtedy po przejściach z moimi byłymi dziewczynami miałem ogólną złość na cala populację kobiet na świecie z wyjątkiem chyba własnej matki
Dziewczyna miała chłopaka, sprawa była jasna, każdemu z nas taki model relacji pasował i była ogólnie rzecz ujmując sielanka
Nie raz wtedy podczas naszych rozmów mówiła mi ze dziwi się ze nie mam dziewczyny bo jestem fajnym chłopakiem i ze mało takich jest jak ja, co naprawdę było bardzo miłe. Z czasem nasza znajomość schodzila na coraz poważniejsze poziomy przyjaźni
coraz bardziej sobie ufalismy, słuchaliśmy się itp. Wielokrotnie bezinteresownie jej pomagalem i bylem bardzo zadowolony ze mogę być komuś przydatny, z jej strony zawsze mogłem liczyć na wsparcie.
Niedawno miała urodziny, wymyśliłem dość oryginalny mnie się wydaje prezent, do tego zabrałem w ciekawe miejsce, niespodziewala się ode mnie prezentu na urodziny, była zachwycona, zaskoczona, powiedziała nawet ze nikt jej nigdy tak pozytywnie nie zaskoczył, dostawałem jeszcze na drugi dzień komplementy ze aż to było dla mnie krępujące, a zdanie "jesteś zajebisty" było chyba jednym ze słabszych komplementów z tej całej gamy
Niedawno tez po dość długim związku zerwała ze swoim chłopakiem bo już coraz bardziej się zaczynali od siebie różnić pomimo jej walk i prób ratowania tego, już nie dawała rady, jeszcze dostawała od życia za swoją ofiarność. Parę dni temu jak się spotkałem z nią i zaczęła mówić o innych chłopakach, poczułem się zazdrosny o nią. W środku normalnie zaczęło mnie skręcać. Wtedy uświadomiłem sobie ze kurcze... Kocham ją! Chciałbym jej okazać, powiedzieć, ale boję się jej reakcji, boje się ze się mnie przestraszy i urwie kontakt, bardzo by mnie to bolało bo nawet jakby nam nie wyszło to chciałbym aby była nadal moja przyjaciółka bo naprawdę szkoda stracić kontakt z taką wspaniała osoba i nie mówię tutaj tego ze jest wspaniała ze względu na to ze ja kocham, to że jest wspaniała ja wiedziałem jak mi jeszcze nic nie w głowie było z tych rzeczy.
Powiem Wam szczerze że nigdy po moich przygodach z dziewczynami bym nie powiedział ze znajdę TĄ dziewczynę i będę wstanie się w niej zakochać. Z wieloma dziewczynami miałem kontakt od ostatniego mojego związku, i żadna nie budzila we mnie żadnych emocji, a jednak jest istota która wzbudziła we mnie ogień, chcąc nie chcąc wyobrażam sobie jakby to było jakbyśmy byli razem. No czuje ze unosilbym się nad ziemią, no ale do tanga trzeba dwojga.
Nigdy do tej pory nie dawałem po sobie poznać ze jestem zainteresowany czymś więcej, ona tez nie, aż czasami mam myśli czy ona przypadkiem nie wstydzi się jak ja?
Proszę drogie forumowiczki i forumowicze o opinie co sądzicie i przede wszystkim o rady jak to skutecznie rozwiązać, jak dobrze to rozegrać bo wiem ze są tutaj ludzie naprawdę inteligentni i mądrzy
Najgorszy w tym wszystkim jest ten strach przed odrzuceniem...
A teraz idę spać bo to pracy mi w nocy nie pozwoliło ![]()
Pozdrawiam!