rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony 1 2 3 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 1,226 ]

Temat: rozwód po 30 latach

Jestem w trakcie rozwodu z winy męża. Nie potrafię sobie poradzić ze świadomością, że przez ostatnie pięć lat mój mąż prowadził podwójne życie- z kochanką ma czteroletniego syna. Przez ten cały czas cynicznie mnie i nasze dorosłe dzieci oszukiwał, wykorzystywał i okradał. Kiedy zorientował się, że,dowiedziałam się ( zupełnie przypadkiem) prawdy, przysłał mi smsa, że występuje o rozwód. Jestem załamana. Nie pracowałam zawodowo, teraz zostanę "z niczym". Ale najbardziej boli mnie to, że po przeszło trzydziestu latach nie zasłużyłam sobie nawet na to, żeby usłyszeć z jego ust prawdę.
Przeraża mnie każdy następny dzień, kładąc się spać marzę o tym, żeby już nigdy się nie obudzić. Niestety nawet usnąć mi się nie udaje.
Jestem pod opieką psychiatry, ale zaordynowane środki średnio działają. Czy któraś z użytkowniczek ma podobne doświadczenia? Jak sobie z nimi poradziła? Czy możliwe jest podniesienie się po czymś takim?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: rozwód po 30 latach

Przede wszystkim walcz o rozwod z jego winy i o alimenty na siebie. Pozniej otrzasnij sie i pomysl o tym, jakim byl podlym czlowiekiem w stosunku do ciebie, oklamujac cie tyle lat. Ten czlowiek nie zasluguje na twoja milosc. Zycie plynie dalej i jeszcze wiele  wspanialych dni przed toba. Rozwod w dzisiejszych czasach to nie tragedia. Dasz rade. Znajdz sobie zainteresowania i grono kobiet, po podobnych przezyciach.

3

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko, dziękuję za odpowiedź. Staram się walczyć, ale to walka z wiatrakami (a ja zaczynam już posturą przypominać Don Kichota - nie mogę jeść, schudłam a w moim wieku to niestety nie dodaje urody)
Mąż ma "długie ręce", znajomości wśród prawników, możliwości finansowe - a ja cóż na poradę prawnika złożyły się moje dzieci, ale dalej nie będą mogły mi pomagać. Walka o alimenty wygląda tak, że mój mąż dowodzi, iż jego nie stać bo ma dwie osoby na utrzymaniu ( kochanica nie pracuje) a jego zarobki wynoszą obecnie 1600 zeta - bo z poprzedniej b.dobrze płatnej wywalono go za romans z podwładną ( oną kochanicą) Z tych 1600 spłaca dwa kredyty na urządzenie domu, - kochanka z "bezrobocia"spłaca kredyt hipoteczny za dom, opłaca dwa samochody i utrzymuje trzy osoby plus psa. Więc on jest biedny i nie ma możliwości znalezienia lepszej pracy, bo jest "pesel od piątki". Ja w prawdzie jestem tylko o dwa lata młodsza, ale według sądu młoda i mogę iść do pracy...tylko nikt mnie nie przyjmie, bo ani praktyki, ani kwalifikacji - wyższe wykształcenie humanistyczne nie ma obecnie wzięcia. Nie widzę wyjścia, a raczej widzę jedno, ale się boję i dzieci mi żal - ojciec dziwkarz i matka samobójczyni to nie najlepsza scheda.

4

Odp: rozwód po 30 latach

Wybij sobie z glowy glupie pomysly. Te znajomosci i marne zarobki, nie maja nic do rzeczy. Musisz miec wyrok, ze rozwod jest z jego winy i to jest podstawa do alimentow na ciebie. Bierz opinie lekarzy, ze sie leczysz i jaki jest stan twoj nerwowy. Niech ci sile dla walka o swoje. Ty kobieto nie jestes smieciem i nie mozna cie tak wyrzucic do kosza. Znam wiele kobiet, ktore byly w podobnej sytuacji, daly rade i dzisiaj sa szczesliwe. Chlop to nie jest podstawa zycia.

5

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna a co cię to interesuje, ze ta łachudra ma psa kochanki na utrzymaniu? To nie twoja sprawa. Chciało mu się niszczyć jedną rodzinę i zakładać nową to niech teraz weźmie drugą pracę i zarabia. Ty się nim tak nie przejmuj, bo to kawał hu.. jest i tyle.
Walcz o siebie kobieto. I nie popuszczaj. Trzymaj jak pitbul kapcia i nie puszczaj.
Czy te 58 obok nicka to twój wiek?

6

Odp: rozwód po 30 latach

Żeby uzyskać rozwód z orzekaniem o winie, po złożeniu wniosku przez drugą stronę, bez orzekania o winie, potrzebne będą twarde dowody niewierności. Takie może dostarczyć detektyw. W zasadzie wystarczyła by metryka urodzenia dziecka jakie ma Twój mąż z kochanką, pod warunkiem, że uznał dziecko za swoje i ono nosi jego/Wasze nazwisko. Poza tym, nie wiem czy faktycznie Twój mąż złożył już wniosek w sądzie, czy tylko straszył? Masz już pozew? Czasu w każdym razie masz niewiele. Trzeba szybko działać, najlepiej wraz z adwokatem, którego niestety musisz zatrudnić.

7

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna cięzki czas przed Tobą...życzę Ci siły i mądrości.

Starr dlaczego ma się spieszyc? Z musi się sama ze sobą najpierw uporać.
I co ma udawadniać, skoro on się przyznał. Po co detektyw? to są koszty, wysokie w dodatku.
Starr jesteś prawnikiem czy detektywem?

8 Ostatnio edytowany przez starr (2014-09-02 23:04:18)

Odp: rozwód po 30 latach
Sonia2012 napisał/a:

Starr dlaczego ma się spieszyc?

Bo pierwsze zdanie Zuzanny 58 brzmi: "Jestem w trakcie rozwodu z winy męża." Bo terapia antydepresyjna zapewne wkrótce zacznie działać, a wtedy najlepiej mieć za sobą zajęcie które będzie odciągało myśli od najważniejszego, jakim jest zajęcie się swoją kondycją emocjonalną i swoim poczuciem wartości. 

Sonia2012 napisał/a:

Z musi się sama ze sobą najpierw uporać

Dlatego napisałem o pomocy detektywa i adwokata, aby Zuzanna 58 miała to już za sobą i miała czas wyłącznie dla siebie.
.

Sonia2012 napisał/a:

I co ma udawadniać, skoro on się przyznał.

Jakoś mi umknęło, że to przyznanie jest na piśmie, a słowne zawsze można odwołać. No sorry, taki system prawny mamy...

Sonia2012 napisał/a:

Po co detektyw? to są koszty, wysokie w dodatku.

Tylko i wyłącznie dla zdobycia "twardych dowodów". To bardzo przyspiesza sprawę rozwodową z orzekaniem o winie. A w przypadku wniosku o rozwód bez orzekania, jaki na pewno złoży mąż Zuzanny 58, konieczne będzie składanie wniosków w trakcie rozprawy, czyli będzie ja przeciągać w czasie.

Sonia2012 napisał/a:

Starr jesteś prawnikiem czy detektywem?

Nie jestem ani prawnikiem, ani detektywem. Praktykiem niestety....

9 Ostatnio edytowany przez Sonia2012 (2014-09-03 07:49:26)

Odp: rozwód po 30 latach

Starr rozumiem Twój tok myslenia, ale się z nim nie zgadzam.

Dowody są, jest dziecko ze związku z kochanką, jest ktoś kto poinformował o zdradzie- a więc dowód niezaprzeczalny-owoc związku i świadek.

Zuzanna pisze, że nie ma środków finansowych, nie pracowała, była/jest na utrzymaniu męża. W tej sytuacji koszty detektywa to zabójstwo finansowe.
Co więcej przy tak klarownej sytuacji co do winy, nawet zastanawiałabym się czy potrzebny adwokat. To co do kwestii prawnej.

I wcale nie spieszyłabym się, w sądzie nic do przodu nie pchniesz- sąd ma czas.Weszło prawo, gdzie składanie wniosków  dowodowych jest ograniczone terminem- po wskazanym terminie sąd nie przyjmuje.

Wzmocnienie psychiczne Z to to co najbardziej potrzebujesz.

Zuzanna ludzie podnoszą się po traumatycznych przejściach. Płaci się wysoką cenę, ale jest to możliwe.

10

Odp: rozwód po 30 latach

Dziewczyny!
Dziękuję za rady. Zebrałam co możliwe, przedstawiłam w sądzie.Za parę dni rozprawa - boję się. Czuję się podle, boję się ludzi, prawie nie wychodzę z domu.Mam jakąś schizę, że natknę się na tę jego "nową" rodzinę a wtedy nerwy mi puszczą. Nie mogę dojść do siebie mimo leków. Czuję się stara, niepotrzebna, do niczego niezdatna. Targa mną żal,gniew, rozpacz i niepewność. Nie potrafię się z tym uporać, obsesyjnie myślę o tym wszystkim, co jeszcze pogłębia mojego doła. Nie mogę się skupić ani nad książką, ani nad filmem. Z trudem zmuszam się do najprostszych życiowych czynności. Nie widzę żadnych jasnych punktów, nie widzę sensu dalszego samotnego borykania się z życiem. Przecież będzie tylko gorzej...

11

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna kochana życie, które znasz posypało się, to prawda, jest teraz ciężko, nie wesoło ale ... życie trwa dalej
pozbierasz się, poukładasz, daj sobie czas... potrzebujesz go
przetrwasz rozwód - dasz radę

i wiesz - takich jak ty w podobnej sytuacji na świecie, jest morze kobiet wink
i żyją i mają się dobrze i śmieją ... głowa do góry

korzystaj z farmakologi, systematycznie chodź do lekarza, to ważne teraz
i wcale to wcale, nie musi być gorzej
przytulam

12

Odp: rozwód po 30 latach

Ze wzgledow taktycznych musisz sie opanowac i nie robic awantur. Uwazaj na to w sadzie, badz spokojna "poprzez zacisniete zeby". Ja doskonale cie rozumie, to boli, ale kazdy bol przemija. Masz dzieci, nie jestes sama, mysl o przyszlosci, bedziesz osoba niezalezna, wolna. Inne sprawy sie uloza. To potrwa i nie bedzie latwo, ale czy jest latwo zyc z takim obciazeniem, jak facet ma druga "rodzine na boku". Odwolaj sie do poczucia twojej godnosci. Zycze ci sily i opanowania.

13

Odp: rozwód po 30 latach

Elfina ma absolutną rację, nie możesz sobie pozwolić na wybuchnięcie przy jego nowej rodzinie, tymbardziej w sądzie będzie to bardzo żle widziane. Odwołaj sie do poczucia swojej godności.

Wykrzycz to w domu, w czterech ścianach.
jak długo bierzesz już leki? może jeszcze nie w pełni działają?

14

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Elfinko, dziękuję za odpowiedź. Staram się walczyć, ale to walka z wiatrakami (a ja zaczynam już posturą przypominać Don Kichota - nie mogę jeść, schudłam a w moim wieku to niestety nie dodaje urody)
Mąż ma "długie ręce", znajomości wśród prawników, możliwości finansowe - a ja cóż na poradę prawnika złożyły się moje dzieci, ale dalej nie będą mogły mi pomagać. Walka o alimenty wygląda tak, że mój mąż dowodzi, iż jego nie stać bo ma dwie osoby na utrzymaniu ( kochanica nie pracuje) a jego zarobki wynoszą obecnie 1600 zeta - bo z poprzedniej b.dobrze płatnej wywalono go za romans z podwładną ( oną kochanicą) Z tych 1600 spłaca dwa kredyty na urządzenie domu, - kochanka z "bezrobocia"spłaca kredyt hipoteczny za dom, opłaca dwa samochody i utrzymuje trzy osoby plus psa. Więc on jest biedny i nie ma możliwości znalezienia lepszej pracy, bo jest "pesel od piątki". Ja w prawdzie jestem tylko o dwa lata młodsza, ale według sądu młoda i mogę iść do pracy...tylko nikt mnie nie przyjmie, bo ani praktyki, ani kwalifikacji - wyższe wykształcenie humanistyczne nie ma obecnie wzięcia. Nie widzę wyjścia, a raczej widzę jedno, ale się boję i dzieci mi żal - ojciec dziwkarz i matka samobójczyni to nie najlepsza scheda.

Chwila ... Ale czy to, że dowodzi, że ma dwie osoby na utrzymaniu nie jest jednocześnie dowodem zdrady ? Przecież byliście małżeństwem ! To nie Ty masz na utrzymaniu kochanka i wasze dziecko tylko twój mąż !
Nie możesz panikować tylko ochłonąć i wszystko wziąć "na zimno". Spokojnie i rzeczowo.
I trzymaj się. Wiem z własnego doświadczenia, że rozwód to straszne doświadczenie

15

Odp: rozwód po 30 latach

Kochane!
To nie jest łatwe "wziąć się w garść" gdy wszystko boli, kiedy nie panuję nad sobą -potrafię rozryczeć się w samie między zielonym groszkiem a majonezem na widok  małżeństwa w moim wieku zgodnie pchającego wózek z zakupami...
Obłędna gonitwa myśli nie daje mi spać.A jak już wezmę prochy i zasnę, śnią mi się koszmary. W dzień  nie jest lepiej. Zamartwiam się przyszłością...z czego będę żyła? Co zrobię z ubezpieczeniem zdrowotnym - do tej pory byłam ubezpieczona z tytułu pracy męża. Czy do końca życia będę kamieniem u szyi moich dzieci, bo ani pracy , ani emerytury. Straszne to wszystko a do tego dochodzi jeszcze poczucie upokorzenia, irracjonalnie wstydzę się tego, co się stało.

16

Odp: rozwód po 30 latach

upokorzenie rozumiem
ale wstyd - to twój mąż niech się wstydzi

wiesz zuza, tak będziesz się czuła ... na ile sobie pozwolisz

17

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, wiele kobiet przechodzilo podobna droge. Wiele kobiet tez nie widzialo sensu zycia, ale daly rade. Zacznij robic terapie, to leczy dusze i dostaniesz fachowa pomoc. Jezeli bierzesz srodki antydepresyjne, to jednym z powiklan sa koszmary senne. Powiedz o wszystkim lekarzowi moze musi ci przepisac inne leki. Jedno jest pewne, ze nie wystarcza same tabletki, terapia w twoim przypadku jest bardzo wazna

18

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko
Chodzę na terapię - taką z kasy chorych, ( na inną mnie nie stać) ale ona nic nie daje.Pani psycholog poza komunałami typu " w życiu wszystko jest możliwe", przyznawaniem racji, ze sytuacja jest beznadziejna, i poradami abym obejrzała się za zamożnym kochankiem, ewentualnie "randkowała" w sieci nic więcej mi nie oferuje. No cóż, jest ode mnie ze 20 lat młodsza, więc pewnie patrzy na to z innej perspektywy. Gdybym była w lepszej kondycji psychicznej pewnie bym się z tego zdrowo pośmiała. Leki łykam ( depreksolet, asertim, oxazepan) ale miernie działają -a ja biorę je już prawie pół roku.  To znaczy nie wiem jak bym się bez nich czuła, ale po nich też nieszczególnie. Najlepiej jeszcze działa oxazepan, ale psychiatra przestrzega przed częstym go zażywaniem. I zwiększa dawki tamtych.

19

Odp: rozwód po 30 latach

Jezeli nie ma poprawy, to musi ci zmienic leki. Czy masz tylko u siebie jednego terapeute? Nigdy nie slyszalam, zeby ktos wygadywal takie glupoty, prawdziwa psychoterapia polega na zupelniej innych zalozeniach. Ma cie przede wszystkim nauczyc poczucia wlasnej wartosci i cie wzmocnic.

20

Odp: rozwód po 30 latach

Po pół roku terapii nie czuję się specjalnie wzmocniona :-( ani dowartościowana. Terapeutów jest kilku, ale potrzebne do nich skierowanie, ja swoje zaniosłam do tej. Nic o niej nie wiedziałam, do tej pory nie potrzebowałam korzystać z psychologa. Ta do której chodzę, twierdzi, że jestem "trudnym przypadkiem". A sama myśl o tym, że miałabym iść do nowego, od początku opowiadać o wszystkim, patrzeć na te niedowierzające spojrzenia, słuchać uwag typu " i nic pani nie podejrzewała?" jest ponad moje siły. Wiesz Elfinko, nigdy nie należałam do osób potrafiących mówić o sobie, a teraz jest mi jeszcze trudniej.

21

Odp: rozwód po 30 latach

Witaj Zuzanno.Tez jestem po pięćdziesiątce.Tez mąż mnie zdradził,a może nawet zdradzał.To jednoczesnie alkoholik.Rok temu jego z kochanką "nakryłam" w naszym aucie.Przeżyłam szok,morze łez,mnóstwo rozmów,jakaś ostatnia szansa.I co? I kicha.Dzis nie chce go juz.Przygotowuję pozew rozwodowy.Już mnie ten pan nie interesuje,ani co robi,ani z kim.Teraz wiem ,że trzeba się szanowac.Marzę ,aby się wyprowadzić i zacząć nowe życie.A Ty tez dasz rade.I choćby wszystko w środku ,w Tobie wyło,to na zewnątrz usmiech,maska.Musisz dziw...rzowi pokazać klasę.Oczywiście zadbaj o rozwód z jego winy.Dowód jest znany wszystkim,więc nie powinno być problemów.I niech płaci alimenty na Ciebie.A Ty możesz szukać pracy,jakiejkolwiek.Pójdziesz wtedy "miedzy ludzi",zajmiesz głowę czym innym.Będzie tylko lepiej,bo gorzej być nie może.Za Ciebie i za siebie trzymam kciuki.

22

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Po pół roku terapii nie czuję się specjalnie wzmocniona :-( ani dowartościowana. Terapeutów jest kilku, ale potrzebne do nich skierowanie, ja swoje zaniosłam do tej. Nic o niej nie wiedziałam, do tej pory nie potrzebowałam korzystać z psychologa. Ta do której chodzę, twierdzi, że jestem "trudnym przypadkiem". A sama myśl o tym, że miałabym iść do nowego, od początku opowiadać o wszystkim, patrzeć na te niedowierzające spojrzenia, słuchać uwag typu " i nic pani nie podejrzewała?" jest ponad moje siły. Wiesz Elfinko, nigdy nie należałam do osób potrafiących mówić o sobie, a teraz jest mi jeszcze trudniej.

ale czego oczekujesz od psychologa, że poda gotowe rozwiązania?
powie ci jak masz dalej żyć?
zrobi "cosik", że przestanie boleć?
a może ma czarodziejską różdżkę i nią machnie a twoje życie znowu stanie się łatwe, proste i przyjemne?

no sorry, tak to nie działa...
może rzeczywiście jesteś " trudnym przypadkiem"

Zuza tylko TY sama możesz sobie pomóc ... tylko TY sama możesz znaleźć rozwiązania ... tylko TY sama możesz poradzić sobie ze SWOIM życiem

widzę u ciebie, że przyjmujesz rolę TOTALNEJ OFIARY
tak nie można, nie warto ...

jeżeli czegoś nie da się zmienić, pozostaje zaakceptować i żyć dalej
a ty nie zmienisz tego, co się stało, możesz tylko odnaleźć się w nowej rzeczywistości jak najlepiej dla siebie
czego TOBIE ZUZA serdecznie życzę

23

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka.Ja nie przyjmuję "roli ofiary"ja nią jestem! I to bez mojej winy. Niestety, wiem, że nie przestanie boleć, wiem, że nikt nie rozwiąże moich problemów,ale nie potrafię pogodzić się z tą rzeczywistością. Zostałam ograbiona ze wszystkiego, miłości, zaufania, lojalności, wiary. Jak można żyć bez tych fundamentalnych wartości? Jak można się odnaleźć, kiedy najbliższa Ci osoba wbija zdradziecko nóż w plecy? Uważasz, że po czymś takim można się otrzepać i machnąć ręką i stwierdzić "świetlana przyszłość przede mną?" Weź pod uwagę że niedługo skończę 60...czego mam oczekiwać? Że zostanę miss domu starców? A jeśli nawet,to nie jest nic dlaczego warto byłoby żyć.

24

Odp: rozwód po 30 latach
zamoszcz napisał/a:

Witaj Zuzanno.Tez jestem po pięćdziesiątce.Tez mąż mnie zdradził,a może nawet zdradzał.To jednoczesnie alkoholik.Rok temu jego z kochanką "nakryłam" w naszym aucie.Przeżyłam szok,morze łez,mnóstwo rozmów,jakaś ostatnia szansa.I co? I kicha.Dzis nie chce go juz.Przygotowuję pozew rozwodowy.Już mnie ten pan nie interesuje,ani co robi,ani z kim.Teraz wiem ,że trzeba się szanowac.Marzę ,aby się wyprowadzić i zacząć nowe życie.A Ty tez dasz rade.I choćby wszystko w środku ,w Tobie wyło,to na zewnątrz usmiech,maska.Musisz dziw...rzowi pokazać klasę.Oczywiście zadbaj o rozwód z jego winy.Dowód jest znany wszystkim,więc nie powinno być problemów.I niech płaci alimenty na Ciebie.A Ty możesz szukać pracy,jakiejkolwiek.Pójdziesz wtedy "miedzy ludzi",zajmiesz głowę czym innym.Będzie tylko lepiej,bo gorzej być nie może.Za Ciebie i za siebie trzymam kciuki.

Kochana! Współczuję Ci,ale jednocześnie zazdroszczę, że "go nie chcesz", że to Ty podejmujesz decyzję o przerwaniu gehenny życia z uzależnionym. To znaczy absolutnie nie chciałabym, aby mnie coś takiego dotknęło, i tak sobie myślę, że musiałaś go bardzo kochać, skoro wytrzymałaś tyle lat. Podziwiam Twoją odwagę, której mi brakuje i tęsknię do "tamtego" życia - choć teraz wiem, że od paru lat było iluzją. Ale chyba wolałam tę iluzję od brutalnej prawdy. Boję się tego nowego życia, pustki której nie ma czym wypełnić, samotnych weekendów i świąt. Dzieci daleko, w moim mieście nie ma pracy nawet dla młodych, świetnie wykształconych więc moje szanse są równe zeru. Na pracę fizyczną żaden lekarz nie da zgody, bo jestem po dwóch ciężkich operacjach.

25 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-09-04 14:32:47)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka.Ja nie przyjmuję "roli ofiary"ja nią jestem! I to bez mojej winy. Niestety, wiem, że nie przestanie boleć, wiem, że nikt nie rozwiąże moich problemów,ale nie potrafię pogodzić się z tą rzeczywistością. Zostałam ograbiona ze wszystkiego, miłości, zaufania, lojalności, wiary. Jak można żyć bez tych fundamentalnych wartości? Jak można się odnaleźć, kiedy najbliższa Ci osoba wbija zdradziecko nóż w plecy? Uważasz, że po czymś takim można się otrzepać i machnąć ręką i stwierdzić "świetlana przyszłość przede mną?" Weź pod uwagę że niedługo skończę 60...czego mam oczekiwać? Że zostanę miss domu starców? A jeśli nawet,to nie jest nic dlaczego warto byłoby żyć.

zuza to nie tak

jaką jesteś ofiarą? ty się po prostu w tym utwierdzasz, "rozsiadasz"...
może jednak ... nie do końca bez twojej winy

wiesz powiem ci coś o sobie ... a los mnie nie oszczędzał, jedna choroba - rak (bardzo trudna walka o życie), gdy już się zbierałam z podłogi, druga diagnoza - choroba autoimunnologiczna - nieuleczalna (przykre wizje na przyszłość)
mogłam wybrać rolę OFIARY ale życia mi szkoda - rozumiesz, mogłam mówić - ograbiono mnie ze wszystkiego ...
a ja żyję na ile mogę normalnie, pomimo...każdego dnia zaczynam od nowa, każdego dnia uśmiecham się do siebie,
stoczyłam i toczę batalie sama ze sobą o siebie

Zuza - to TWOJE życie
przeżyj je a nie prze wegetuj w roli OFIARY

ŻYĆ JEST WARTO !

26

Odp: rozwód po 30 latach

Bardzo Ci współczuję. Czuję się teraz w sumie podobnie. Ale wiem już z doświadczenia, że czas zmienia wiela. To wyświechtany banał, ale w sumie... Nawet ograbione ze wszytskiego, potraktowane niesprawiesliwie nadal możemy przykładowo iść na grzyby!

27

Odp: rozwód po 30 latach

A nie możesz zamieszkać z którymś ze swoich dzieci? Poza tym dzieci Cię mogą wziąć na swoje ubezpieczenie zdrowotne.

28

Odp: rozwód po 30 latach
monializa napisał/a:

A nie możesz zamieszkać z którymś ze swoich dzieci? Poza tym dzieci Cię mogą wziąć na swoje ubezpieczenie zdrowotne.

Moje dzieci mieszkają daleko i mają kiepskie warunki mieszkaniowe. Jedno i drugie ma "kawalerkę" w których mieszkają razem ze swymi rodzinami.  A ubezpieczenie zdrowotne można wziąć tylko gdy zamieszkuje się razem. Durne prawo ale prawo...

29

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:
zamoszcz napisał/a:

Witaj Zuzanno.Tez jestem po pięćdziesiątce.Tez mąż mnie zdradził,a może nawet zdradzał.To jednoczesnie alkoholik.Rok temu jego z kochanką "nakryłam" w naszym aucie.Przeżyłam szok,morze łez,mnóstwo rozmów,jakaś ostatnia szansa.I co? I kicha.Dzis nie chce go juz.Przygotowuję pozew rozwodowy.Już mnie ten pan nie interesuje,ani co robi,ani z kim.Teraz wiem ,że trzeba się szanowac.Marzę ,aby się wyprowadzić i zacząć nowe życie.A Ty tez dasz rade.I choćby wszystko w środku ,w Tobie wyło,to na zewnątrz usmiech,maska.Musisz dziw...rzowi pokazać klasę.Oczywiście zadbaj o rozwód z jego winy.Dowód jest znany wszystkim,więc nie powinno być problemów.I niech płaci alimenty na Ciebie.A Ty możesz szukać pracy,jakiejkolwiek.Pójdziesz wtedy "miedzy ludzi",zajmiesz głowę czym innym.Będzie tylko lepiej,bo gorzej być nie może.Za Ciebie i za siebie trzymam kciuki.

Kochana! Współczuję Ci,ale jednocześnie zazdroszczę, że "go nie chcesz", że to Ty podejmujesz decyzję o przerwaniu gehenny życia z uzależnionym. To znaczy absolutnie nie chciałabym, aby mnie coś takiego dotknęło, i tak sobie myślę, że musiałaś go bardzo kochać, skoro wytrzymałaś tyle lat. Podziwiam Twoją odwagę, której mi brakuje i tęsknię do "tamtego" życia - choć teraz wiem, że od paru lat było iluzją. Ale chyba wolałam tę iluzję od brutalnej prawdy. Boję się tego nowego życia, pustki której nie ma czym wypełnić, samotnych weekendów i świąt. Dzieci daleko, w moim mieście nie ma pracy nawet dla młodych, świetnie wykształconych więc moje szanse są równe zeru. Na pracę fizyczną żaden lekarz nie da zgody, bo jestem po dwóch ciężkich operacjach.

przede wszystkim znaleźć sobie jakieś zajęcie. Piszesz, że nie ma pracy i ja w to wierzę.
A może opieka nad jakimś dzieckiem, masz doświadczenie, wychowałaś swoje., Pomoc jakiejś starszej samotnej osobie, zakupy, towarzystwo, pomoc w sprzątaniu.
Rozejrzyj się.
A może któreś z twoich dzieci chciałoby wrócić i zamieszkać z tobą, bo masz lepsze warunki?

30

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno ale jak się zarejestrujesz w urzędzie pracy to masz ubezpieczenie zdrowotne.
abrikade ma racje. Popytaj wśród znajomych czy nie potrzebują do opieki. Zobacz na stronie urzędu pracy czy nie ma ofert pracy dla ciebie. Wiem, że jest ciężko, bo sama szukam. Ale najgorsze co możesz zrobić to siedzieć z założonymi rękami i popadać w tę dziurę beznadziejności.

31

Odp: rozwód po 30 latach
Aniaa34 napisał/a:

Zuzanno ale jak się zarejestrujesz w urzędzie pracy to masz ubezpieczenie zdrowotne.
abrikade ma racje. Popytaj wśród znajomych czy nie potrzebują do opieki. Zobacz na stronie urzędu pracy czy nie ma ofert pracy dla ciebie. Wiem, że jest ciężko, bo sama szukam. Ale najgorsze co możesz zrobić to siedzieć z założonymi rękami i popadać w tę dziurę beznadziejności.

Ja już szukam od pół roku... I nic. Ci którzy potrzebowali by pomocy, nie mają pieniędzy, Ci co mają - nie potrzebują, albo mają wymagania ponad moje możliwości. Nie mogę też podjąć się opieki nad dziećmi ani leżącymi chorymi - stan mojego kręgosłupa absolutnie nie pozwala na dźwiganie czegokolwiek. Nie wiem co mogłabym robić ... moja wiedza nabyta na studiach wyższych nikomu do niczego nie jest potrzebna :-( no może poza mną samą, zresztą po czterdziestu prawie latach jest w zasadzie nieaktualna. Dzieci nie przyjadą do mnie mieszkać, bo tu nie znajdą pracy. Błędne koło....

32

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Dziewczyny!
Dziękuję za rady. Zebrałam co możliwe, przedstawiłam w sądzie.Za parę dni rozprawa - boję się. Czuję się podle, boję się ludzi, prawie nie wychodzę z domu.Mam jakąś schizę, że natknę się na tę jego "nową" rodzinę a wtedy nerwy mi puszczą. Nie mogę dojść do siebie mimo leków. Czuję się stara, niepotrzebna, do niczego niezdatna. Targa mną żal,gniew, rozpacz i niepewność. Nie potrafię się z tym uporać, obsesyjnie myślę o tym wszystkim, co jeszcze pogłębia mojego doła. Nie mogę się skupić ani nad książką, ani nad filmem. Z trudem zmuszam się do najprostszych życiowych czynności. Nie widzę żadnych jasnych punktów, nie widzę sensu dalszego samotnego borykania się z życiem. Przecież będzie tylko gorzej...

od kiedy bierzesz te leki??
one dzialaja dopiero po ok 3 tygodniach

33

Odp: rozwód po 30 latach
marmolada1984 napisał/a:

Bardzo Ci współczuję. Czuję się teraz w sumie podobnie. Ale wiem już z doświadczenia, że czas zmienia wiela. To wyświechtany banał, ale w sumie... Nawet ograbione ze wszytskiego, potraktowane niesprawiesliwie nadal możemy przykładowo iść na grzyby!

Czas.....nie jest moim przyjacielem, niczego nie zmienia, tylko uczy żyć z bólem :-( Chyba nie przypuszczasz, że jeszcze starsza, niedołężna, pomarszczona i schorowana będę szczęśliwsza? Iść na grzyby?  Do najbliższego lasu mam jakieś 15 kilometrów. I w zasadzie po co mi grzyby? Gdybym mogła nimi wytruć nową rodzinę starego męża, to i owszem, podjęłabym ten spacerek. Ale nie mogę, więc nie warto.

34

Odp: rozwód po 30 latach

no to faktycznie zuza nie masz wyjścia...
na pewno to chcesz usłyszeć ?
no masakra
wszystko na nie ... nic nie można, nic się nie uda

ból, cierpienie beznadzieja na resztę życia

nikt Ci Zuza nie pomoże, jak sama sobie nie będziesz chciała pomóc
trzym się w swoim cierpiętnictwie wink

35

Odp: rozwód po 30 latach

Inka, zapominasz chyba czym jest depresja.
Zuza gdybyś czuła się inaczej nie musiałabyś łykać leków i nie widziałabyś wszystkiego tak czarno.
Masz chory kręgosłup, jesteś po operacjach. Nie możesz zostać bez środków do życia. W urzędach pracy są programy wspierające kobiety w podobnych do twoje sytuacji.
Należy ci  się rozwód z orzeczeniem winy męża. Możesz zebrać świadków. A tak w ogóle musisz się na ten rozwód godzić. Robić mu prezent.
Tak zrobił ci mąż świństwo. Ale on kiedyś za to odpowie, a w życiu są większe tragedie. Ludzie mają nieuleczalnie chore dzieci, są skazani patrzeć na ich cierpienie. Niejednokrotnie kobiety zostają w takiej sytuacji same, bez środków do życia. I boją się tylko, żeby im się nic nie stało, żeby miały zdrowie, siłę walczyć o życie swojego dziecka.
Pewna znajoma kobieta straciła męża. Po 30 latach małżeństwa. To był dobry człowiek. Myśleli, że da radę, choroba jednak go pokonała. Wiesz jaka jest jej rozpacz. Ona też nie wie jak żyć, z czego żyć. Cierpi i tęskni.
Nie wiesz co cię w życiu czeka. Masz dzieci. Zdrowe dzieci.
Nie odbieraj mi nadziei, że można być kochanym w wieku 60 lat. Może przynajmniej można mieć przyjaciela.
Twój mąż za chwilę może mieć udar i ta jego kochanka będzie mu tyłek podcierać. A ty będziesz się cieszyć, że nie musisz koło łajdaka skakać.
Miałaś miłość, rodzinę, dzieci. Teraz czas na coś nowego.
Jesteśmy wytrzymałe.

36 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-09-08 19:21:45)

Odp: rozwód po 30 latach

wiem czym jest depresja to po pierwsze
po wtóre wiem, że czasami trzeba nie tylko płakać razem z osobą użalającą się nad sobą ale też trochę "potrząsnąć"

utwierdzanie się w przekonaniu ... nic się nie da zuzie nie pomoże a co do tłumaczenia - mąż za to kiedyś odpowie - no sorry nie dla mnie ta bajka
jej mąż, niedługo były mąż może resztę życia przeżyć w zdrowiu i szczęściu

Zuza i ty tez możesz żyć w zadowoleniu z tego życia jakie będziesz miała, możesz - jak w to uwierzysz
czego ja mocno Tobie życzę

37

Odp: rozwód po 30 latach
bet napisał/a:

Inka, zapominasz chyba czym jest depresja.
Zuza gdybyś czuła się inaczej nie musiałabyś łykać leków i nie widziałabyś wszystkiego tak czarno.
Masz chory kręgosłup, jesteś po operacjach. Nie możesz zostać bez środków do życia. W urzędach pracy są programy wspierające kobiety w podobnych do twoje sytuacji.
Należy ci  się rozwód z orzeczeniem winy męża. Możesz zebrać świadków. A tak w ogóle musisz się na ten rozwód godzić. Robić mu prezent.
Tak zrobił ci mąż świństwo. Ale on kiedyś za to odpowie, a w życiu są większe tragedie. Ludzie mają nieuleczalnie chore dzieci, są skazani patrzeć na ich cierpienie. Niejednokrotnie kobiety zostają w takiej sytuacji same, bez środków do życia. I boją się tylko, żeby im się nic nie stało, żeby miały zdrowie, siłę walczyć o życie swojego dziecka.
Pewna znajoma kobieta straciła męża. Po 30 latach małżeństwa. To był dobry człowiek. Myśleli, że da radę, choroba jednak go pokonała. Wiesz jaka jest jej rozpacz. Ona też nie wie jak żyć, z czego żyć. Cierpi i tęskni.
Nie wiesz co cię w życiu czeka. Masz dzieci. Zdrowe dzieci.
Nie odbieraj mi nadziei, że można być kochanym w wieku 60 lat. Może przynajmniej można mieć przyjaciela.
Twój mąż za chwilę może mieć udar i ta jego kochanka będzie mu tyłek podcierać. A ty będziesz się cieszyć, że nie musisz koło łajdaka skakać.
Miałaś miłość, rodzinę, dzieci. Teraz czas na coś nowego.
Jesteśmy wytrzymałe.

Bet pięknie tu dziś napisałaś nie wiem czy Zuzi dodałaś otuchy ale mi na pewno!!! Dziękuję a Zuzannie, która nosi tak piękne imię przesyłam uśmiechy równie zdesperowanej kobiety od tygodnia rozwiedzionej smile

Trzeba szukać pozytywów i ludzie tutaj piszący potrafią czasem wskrzesić iskierkę nadziei, podać rękę, ukołysać i choć w realnym świecie nic mnie z nimi nie łączy czuję ich obecność ich wsparcie i wiem że nie jestem sama i że każdy z nas może sobie poradzić z własnym cierpieniem na swój i sobie znany sposób.

Zuza w lepszych chwilach skup się na działaniu to pomaga a jak ruszysz z miejsca, pójdziesz siłą rozpędu.

38

Odp: rozwód po 30 latach

Dziewczyny!
Jesteście kochane! Doceniam Wasze wysiłki.
Ale jak można cieszyć się życiem, kiedy nie ma się na to życie? Jak można szukać pozytywów w morzu beznadziei? Co można zbudować nie posiadając fundamentów? Jak zapełnić pustkę, która zagościła w czterech ścianach?
Po co wstawać z łóżka, gotować, sprzątać? Jak zagłuszyć ból,który towarzyszy każdej czynności,którą jeszcze niedawno wykonywałam z uśmiechem bo wydawało mi się, że mam dla kogo. Komu mam powiedzieć, że jest mi źle? Dzieci też w szoku, nie mogą pogodzić się z tym, że ojciec, który wpajał im takie wartości, jak prawdomówność, uczciwość, okazał się łajdakiem i sam złamał wszystkie te zasady. Więc nie mam się komu poskarżyć, nie mam się przy kim wypłakać.Nawet psycholożka na sesji przyznała, że  nie wie, co ma mi powiedzieć, że sytuacja jest beznadziejna. Nie dziwcie, się więc, że nie tryskam optymizmem. Tak, wiem inni mają gorzej i żyją - ale widocznie mają dla kogo i po co. Ja nie mam...a męczenie się dla siebie samej - to masochizm. Przecież w końcu i tak umrę - co za różnica trochę wcześniej czy trochę później?

39

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza umierać zdecydowanie jak najpóźniej ... bo tyle jeszcze w życiu może się zdarzyć ciekawego, pięknego, intrygującego.
Wstać z łóżka - dla siebie
Gotować - dla siebie
wszystkie czynności wykonywać dla siebie,
że jest źle - mów nam wink

i żyć Zuza żyć, nie trać wiary w to że Żyć WARTO

40

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Znasz jakąś kobietę koło 60 której przytrafiło się coś cudownego?  Najbardziej ekscytujące w życiu takich kobiet to co najwyżej wydarzenie z cudzego życia,które można oplotkować.... Nie interesuje mnie wiszenie w oknie w oczekiwaniu aż ktoś poślizgnie się, na skórce od banana, siedzenie na ławce pod blokiem i plotkowanie z kumochami, ani rywalizacja, która lepiej ustroi ołtarz... To są tematy powszechne wśród moich sąsiadek.... Nie ganię ich za to...skoro sprawia im frajdę, czemu nie, ale to nie dla mnie

41

Odp: rozwód po 30 latach

To jakaś plaga z tymi mężczyznami po 50-tce. Zuzanno, bardzo Ci współczuję. Ale weź się w garść. Dla swego dobra. Bezwzględnie zawalcz o alimenty. Panie na forum mają rację. Musisz zawalczyć o siebie.
Wiem, co czujesz. Też jestem 50+. Jestem bardzo samotna, choć nie rozwiedziona. Mąż przywłaszczył wspólne oszczędności, samochód a potem przywłaszczał kolejne rzeczy. Od tej pory każdy żyje za swoje. Ja jeszcze pracuję ale z każdym dniem widać coraz bardziej koniec tej pracy. Mąż wybrał dobry moment na przywłaszczenie pieniędzy - był to koniec okresu, gdy nieźle zarabiałam. 
Dzieci - też daleko, zajęte swoimi problemami. Zresztą, dla nich też to trudne.
Mi pomaga czytanie książek. Zapisałam się do biblioteki.
Też spędziłam ostatnie święta sama i coraz więcej czasu spędzam sama. I doszłam do wniosku, że to nie jest takie najgorsze. Staram się zaakceptować tę samotność.
To jest przykre, zawieść się na najbliższej osobie. Ale myśl o sobie. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość.

42

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna
Po pierwsze zmień psychologa, bo beznadziejna jest. Co to za lekarz, który rozkłada ręce i nie potrafi pomóc.
Po drugie nie pisz o śmierci, bo to nie w porządku wobec tych, którzy dali by wszystko by żyć choć odrobinę dłużej.
Po trzecie wcale nie musisz dostosowywać się do otaczającego społeczeństwa i stroić ołtarz, by poczuć się lepiej.
Po czwarte nie jęcz tylko działaj. Nie zasłaniaj się swoim wiekiem, bo to nie on jest przyczyną tego, że nie chce ci się wstać, ale to, że sama się wpędzasz w to głupie myślenie.
Po piąte poszukaj u siebie jakiejś grupy, do której mogłabyś dołączyć: klub nordic walking, Uniwersytet Trzeciego wieku czy Koło gospodyń wiejskich. Cokolwiek, byś mogła wyjść do ludzi i zobaczyła, że życie się toczy dalej, niezależnie od tego beznadziejnego człowieka, który na miano męża nie zasłużył, a którego uważasz za niezbędny czynnik do życia.
Po szóste załatw sprawy formalne.
A po siódme to mi wybacz, że tak piszę, ale czasami mnie krew zalewa jak kobiety niszczą siebie uważając, że mają prawo do życia tylko wtedy gdy jest przy nich facet.

43

Odp: rozwód po 30 latach

ale czasami mnie krew zalewa jak kobiety niszczą siebie uważając, że mają prawo do życia tylko wtedy gdy jest przy nich facet.

A to piękne big_smile
Niektórzy będą się zżymać, że trąci feminizmem, ale nic z tych rzeczy. Po prostu zwięźle ujęta prosta prawda, o której się zapomina od momentu wejścia w związek po raz pierwszy. Ludzie dostają amnezji, jak po spotkaniu z "Men in black" wink i nie pamiętają, że kiedyś kiedyś, przed poznaniem Jurka czy Zenka, tak samo świeciło słońce.

44

Odp: rozwód po 30 latach
Elle88 napisał/a:

ale czasami mnie krew zalewa jak kobiety niszczą siebie uważając, że mają prawo do życia tylko wtedy gdy jest przy nich facet.

A to piękne big_smile
Niektórzy będą się zżymać, że trąci feminizmem, ale nic z tych rzeczy. Po prostu zwięźle ujęta prosta prawda, o której się zapomina od momentu wejścia w związek po raz pierwszy. Ludzie dostają amnezji, jak po spotkaniu z "Men in black" wink i nie pamiętają, że kiedyś kiedyś, przed poznaniem Jurka czy Zenka, tak samo świeciło słońce.

Takie mądrości słyszę praktycznie wyłącznie od kobiet, które ze spotkania ze mną wracają do domu do kochającego męża i dzieci. Wczoraj właśnie przykładowo spotkałam się z dobrą koleżanką próbującą pocieszyć mnie trochę w podobny sposób, że przecież też może być fajnie samej itp. Pytam jej co o tym wie, że w tym duchu się wypowiada. Na co ona sięga pamięcią do czasów studenckich, wspominając że przecież jeszcze na 3 roku była singielką i było super? Próbowałam delikatnie wyjaśnić, że niekoniecznie bycie singlem po 10 latach związku, w trochę innym wieku nie jest w żaden sposób analogiczną sytuacją. Chyba mi się nie udało.

Uważam że to żaden wstyd przywiązać się do drugiej osoby.

Co do kobiet po 50. Moją mamę wspierałam kiedy odeszła po 25 latach od faceta i musze powiedzieć że 2 lata było z nią ciężko, krucho i przysparzała mi wiele zmartwień. Natomiast teraz widać, że jest zadowolona. Może nie tak jak gdyby była z kochającym człowiekiem, ale cieszy się życiem. Robi nowe rzeczy. Uczy się, jeździ na rowerze, buszuje po internecie.

45

Odp: rozwód po 30 latach

Sama jestem po 60-siatce. Zycie sie nie konczy. Wiele rzeczy trzeba robic dla samej siebie. Trzeba spojrzec w lustro i mowic sobie, kocham siebie. Zaakceptowac swoje minusy i plusy. Przede wszystkim uwolnic sie od osob toksycznych, ktore sprawiaja bol. Zalatwic SWOJE sprawy. Walczyc o siebie. Jest tyle mozliwosci, ja bym podrozowala i nie wymaga to duzo pieniedzy. Sa organizacje ktore ulatwiaja wyjazdy jako "wynajeta babcia" do rodzin polskich rozrzuconych po calym swiecie. Wiele kobiet tak wyjezdza. Poszukaj w internecie, ale przede wszystkim zalatw swoje sprawy i alimenty na siebie.

46 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-09-10 10:53:35)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka
Znasz jakąś kobietę koło 60 której przytrafiło się coś cudownego?

znam
moja teściowa wyszła kolejny raz za mąż w wieku ...69 lat
przeżyła ze swoim drugim mężem ich kilkanaście, byli bardzo udanym związkiem
ale wiesz co? ona była pozytywnie nastawiona do świata
nawet mnie tym ...wkurzała nieraz
zmarła w wieku prawie 90 lat, nie miała łatwego życia wręcz odwrotnie ale zawsze je doceniała i nim potrafiła się cieszyć
znam kilka jeszcze innych kobiet, które w wieku dojrzałym doświadczały cudownych przeżyć nie koniecznie związanych z nowym związkiem czy miłością ... ale one przede wszystkim tego same chciały i do tego dążyły

47

Odp: rozwód po 30 latach
marmolada1984 napisał/a:

Uważam że to żaden wstyd przywiązać się do drugiej osoby.

ale nie uzależniać się od niej
nie uzależniać od niej swojego życia ...

48

Odp: rozwód po 30 latach
in_ka napisał/a:
marmolada1984 napisał/a:

Uważam że to żaden wstyd przywiązać się do drugiej osoby.

ale nie uzależniać się od niej
nie uzależniać od niej swojego życia ...

Oczywiście nie wiem na pewno ale podejrzewam, że masz komu robić w domu herbatę i kim ją wypić.

Mnie żyć się też nie chce. W życiu stawiałam na relację a nie na rozwój swojej kariery, umięśnienia etc.

49

Odp: rozwód po 30 latach

to buduj te relacje ...
na herbatę zawsze można kogoś zaprosić

wiesz ja jestem z tych, co pierwsze wyciągają rękę, pierwsze pytają co słychać, czy mogę się dołączyć, może coś zaproponuję ...

ludzi wokół nas jest dużo - trzeba tylko potrafić ich zauważyć

50

Odp: rozwód po 30 latach

syty głodnego nie zrozumie - stara prawda smile nie mam o to żalu.

51

Odp: rozwód po 30 latach
marmolada1984 napisał/a:

syty głodnego nie zrozumie - stara prawda smile nie mam o to żalu.

to nie tak
ale na siłę nie będę udowadniała czy rozumiem

podkreślę tylko - nie wszystko w naszym życiu od nas zależy ale na bardzo dużo mamy wpływ
apatia, rezygnacja, poddanie się smutkowi, niszczy tylko nas samych

ja wybrałam inną drogę, wiem, że mogę kreować swoje życie dopóki jestem ... i pomimo przeciwności losu

52

Odp: rozwód po 30 latach

Jest tu napewno, wiele kobiet, ktore byly w gorszych sytuacjach i wyszly z tego. Nie kazda ma ochote na rozgrzebywanie zagojonych ran. Czas leczy wszystko, ale nie wolno rezygnowac z samej siebie. Jezeli malzenstwo sie rozstaje w taki sposob jak u Zuzanny, to partner tylko zaciera rece. Sama sie wykonczy to nie bede musial placic. Ja bym wywalczyla wszystko co mozliwe i pokazala, ze na tym czlowieku swiat sie nie konczy. Tak dla wlasnej satysfakcji. A choroby, ktora w naszym wieku ich nie ma? Ja bym mogla ksiazke napisac, co za choroby mnie nekaja. Sa leki, a nie widze powodu dla ktorego mam sie polozyc do lozka i czekac na smierc. W momencie przejscia na emeryture mam coraz mniej czasu, wiecej robie dla siebie.

53

Odp: rozwód po 30 latach

Przecież bynajmniej nie namawiam do samobójstwa. Sama nawet tego dla siebie nie rozważam, co uznaję za spory minus, ponieważ myślenie o moim życiu tej beznadziei, bezsensie jest raczej przykre bardziej niż myśl, że ból wkrótce się skończy. W sumie łatwiej mi się żyło w depresji, pod pewnymi względami, było przecież oczywiste, że długo nie pożyję i nad wieloma sprawami zwyczajnie nie myślałam.

Oczywiście, że można kogoś zaprosić na herbatę, jednak nietrudno się domyślić, że nie to miałam na myśli podając taki przykład. Przepraszam jeśli poczułaś się w jakikolwiek sposób urażona ? to nie jest moją intencją. Może wzburzyło mnie spotkanie z koleżanką, która przywołując czasy studenckie opowiada brednie jak to ona nie tragizowałaby na moim miejscu, bo trzeba być niezależnym i życie singielki to życie pełne ekscytacji i satysfakcjonującego seksu.

Skrycie myślę że taka Zuzanna 58 to ma nawet fajnie (porównując do mnie), ma dzieci, doświadczyła rodziny itd. Patrzę na moją mamę i widzę, że z całym szacunkiem 58 letniej kobiecie, która ma dorosłe dzieci nie jest już tak do szczęścia potrzebna nowa rodzina i naprawdę może lepiej sobie poradzić z samotnością. Oczywiście najgorzej jest z kasą (moja mam też została z niczym) ale mając dzieci ? nawet daleko ? nie jest się jednak w 100% zdanym tylko na siebie.

Biorę też pod uwagę, że ewoluuję w zgorzkniałą samotną ciotkę, która będzie tylko ciężarem dla przyjaciół i rodziny i wtedy myślę że lepiej się zabić. Tylko konstrukcję człowiek ma taką, że to rozwiązanie dla nielicznych.

54

Odp: rozwód po 30 latach
marmolada1984 napisał/a:

Biorę też pod uwagę, że ewoluuję w zgorzkniałą samotną ciotkę, która będzie tylko ciężarem dla przyjaciół i rodziny i wtedy myślę że lepiej się zabić.

marmolada a ile ty dziewczyno masz lat?
zgorzkniała samotna ciotka... z własnego wyboru chyba

a może koleżanka miała rację, może tragizujesz ? też nie chcę ciebie urazić, chcę tylko sprowokować do ... działania

55 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-10 13:34:54)

Odp: rozwód po 30 latach

Uważam że to żaden wstyd przywiązać się do drugiej osoby.

Ja tez nie uważam tego za żaden wstyd. Ale niedobrze, gdy nic poza tym przywiązaniem tak naprawdę między ludźmi (albo ze strony jednego z partnerów) już nie ma, ale na siłę próbują reanimować "trupa" związku, bo we dwóje ciężko, ale lepiej się męczyć razem niż samemu wink

Ja uważam mimo wszystko, że nic tak nie zabija radości z życia i szacunku do siebie jak życie obok kogoś, kto jest z nami nie z własnej woli, tylko z powodu innych 'ważnych argumentów'.
Więc uważam, że zdecydowanie lepsze i zdrowsze od takiego układu jest bycie samemu, a przywiązywanie się jest ok, byle nie do wspomnień i życie nimi, co później doprowadza do właśnie takiego obłędu, że koniec związku = koniec życia.

56

Odp: rozwód po 30 latach
in_ka napisał/a:
marmolada1984 napisał/a:

Biorę też pod uwagę, że ewoluuję w zgorzkniałą samotną ciotkę, która będzie tylko ciężarem dla przyjaciół i rodziny i wtedy myślę że lepiej się zabić.

marmolada a ile ty dziewczyno masz lat?
zgorzkniała samotna ciotka... z własnego wyboru chyba

a może koleżanka miała rację, może tragizujesz ? też nie chcę ciebie urazić, chcę tylko sprowokować do ... działania

Nie chcę się już wcinać w Zuzannowy wątek. Mam swój wątek, z którego łatwo dowiedzeć się jak to mam wszystko na własne życzenie!

M.

57

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, udało ci się odchować dzieci w pełnym domu. Jednak jakiś wzorzec mają. Wychowały się w poczuciu bezpieczeństwa.
Ty przez lata miałaś partnera, seks, miłość, czułość. Po prostu to się skończyło.
Do ogarnięcia masz sytuację finansową. Wiem, że to jest duży problem.
Nie wiem czemu tak się uwzięłaś na to robienie komuś herbaty. Jak nie masz komu to możesz mnie zrobić. Chętnie z tobą ją wypiję.
Trudno, stało się. Życie nas czasem nie rozpieszcza. Rozumiesz... Stawia wyzwania.
Masz dorobek wspólnych udanych lat i dorosłych dzieci. Można rzec, że w jakimś stopniu ci się w życiu poszczęściło.
Mimo, że teraz myślisz pewnie, że twoje życie się skończyło.
Nie, po prostu czas na nowe i na stawienie czoła rzeczywistości, wyzwaniom.

Spotkałam kiedyś na placu zabaw kobietę z wnukami. Starszą, bardzo zadbaną, pogodną. Niesamowita...
Powiedziała, że ma, miała bardzo udane życie. Nie pamiętam czy była wdową, chyba już tak.
Ale ona straciła syna!!! Pochowała go, przeżyła go. Mimo tego twierdziła, że miała bardzo szczęśliwe życie. Podziwiam takie osoby.
Zuzanna, nie chciałabyś kiedyś patrząc na swoje prawnuki powiedzieć: miałam bardzo udane życie.
Tak jest różnica jeśli dostaniemy od losu, a jak skrzywdzi nas ukochany, najbliższy człowiek.
Wiesz, we mnie jest takie wielkie pragnienie poradzenia sobie ze zranieniem, ze złamanym sercem i życiem.
Wiem, że to gdzieś pozostanie na zawsze. Nie zresetuje się pamięci. Ale wierzę, ufam, że da się jeszcze odzyskać spokój, pogodę ducha, radość życia.
Masz bliskie osoby. Będziesz potrzebna wnukom, może prawnukom:)

58

Odp: rozwód po 30 latach

Dziewczyny!
Jest bardzo wiele prawdy i mądrości w tym, co piszecie.
Jest mnóstwo kobiet, które potrafiły się wyrwać z marazmu, ale były to kobiety, które miały w sobie motywację, obojętnie czy była to duma "ja mu jeszcze pokażę", czy złość "niech sobie gnojek nie myśli, że mnie zniszczy",czy nadzieją "jeszcze i mi się ułoży"... Miały w sobie siłę i wiarę w swoje możliwości. A we mnie jest tylko smutek...wsysający mnie jak bagno, z każdym dniem głębiej.
To nie tak, że ja uwielbiam się katować wspomnieniami, ale jak się od nich uwolnić, kiedy żyje się w tych samych ścianach, otoczeniu sprzętów kupowanych razem?
Piszecie, wyjść do ludzi uniwersytet trzeciego wieku....sorry ale to czego mogłabym się tam nauczyć, już umiem, latanie z kijami mnie nie rajcuje, na nowe znajomości się nie nastawiam, bo skoro człowiek z którym dzieliłam przez ponad trzydzieści lat łóżko, troski i radości dnia codziennego, potrafił mnie skutecznie oszukiwać przez pięć lat, czego mogę się spodziewać po nowych?
Piszecie że wnuki - wybaczcie, ale nie są one na liście priorytetów, nie widzę nic fajnego w małych oślinionych upapranych dzieciach, z którymi nie można się normalnie porozumieć. Dzieci to ma być radość  i obowiązek dla rodziców, a nie jakiś substytut życia dla babci. Ja swoje wychowywałam sama bez udziału babć ( moja mama mieszkała daleko, a teściowa nie wyrażała specjalnie chęci - może to i lepiej bo była zimną, zgorzkniałą osobą)
Rozprawa w piątek - boję się.  Mówicie życie toczy się dalej - pewnie tak, ale co to za życie? Bez miłości, bez perspektyw, bez marzeń, bez pieniędzy , zależna od dobrej woli dzieci ...
I to poczucie, bezradności, bezsensu i niesprawiedliwości....całymi dniami zadaję sobie pytanie dlaczego ja ponoszę karę za przewinienia męża?

59

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, bede trzymac za ciebie kciuki. Badz silna nawet przez zacisniete zeby. Faceci posuwaja sie do roznych brudnych chwytow i rzadko odchodza z klasa. W sadzie  mozesz uslyszec na swoj temat takiej jego "prawdy", ze moze to zdopinguje cie do walki o siebie. Moja sprawa rozwodowa kosztowala mnie jekanie, tik nerwowy, rozdygotane cialo, ale co najwazniejsze obrzydzenie do tego faceta. Wszystko przeszlo, po 15 latach spotkalam wartosciowego czlowieka i zyje juz z nim 20 lat. Wtedy gdyby ktos mi powiedzial, ze wyjde drugi raz zamaz, popukalabym sie w glowe, a wyszlam i zyje szczesliwie. My nie znamy swojej przyszlosci. Czasami przypadek potrafi zmienic cale twoje zycie.

60

Odp: rozwód po 30 latach

Powodzenia - daj znać jak było na rozprawie!
Walcz o pieniądze, w sądzie bądź ofiarą. Trzymam kciuki.

61 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-09-10 19:48:59)

Odp: rozwód po 30 latach

Hej, Zuza

Jestem tydzień po rozprawie, też się bałam.

Smutek to drugie ja. Jesteśmy przecież w żałobie. Nie umiem skakać nad trumną własnego serca.
Jednak na Boga! Odrobinę wiary w siebie w ludzi.
Świat zbudowany jest z przeciwieństw, wejdź na wątek Miriam :
http://www.netkobiety.pl/t57628.html

Jest nas wiele myślących przeżywających różne emocje, ale ku czemu się skłonimy zależy od nas.
Zuza czy w życiu spotkały Cię same złe rzeczy? Czy nie masz nic co chciałabyś ofiarować innym? Czy tylko swego męża zauważałaś w swym świecie? Pora to zmienić nawet jeśli Ci się nie chce.
Twój mąż to zrobił za Ciebie i skąd wiesz czy to nie jest dobry wybór?
Kto wie jakie życie Go teraz czeka i co przeżywałabyś u jego boku?

Nie ciągnie Cię do dzieci? Przecież tak mocno potrafisz kochać... Ktoś z pewnością to doceni:)

Powodzenia, rozprawa jest jak operacja amputacji. Tutaj rzadko lekarz odcina zdrową część...

62

Odp: rozwód po 30 latach

Renesans....fajny nick - odrodzenie epoka triumfu humanizmu....
Oczywiście, że przeżyłam wiele szczęśliwych chwil - właśnie dlatego teraz jest we mnie tyle smutku... Po rozwiązaniu nieszczęśliwego małżeństwa nie odczuwałabym go.
Było we mnie morze miłości - morze błękitne. Było ciepło, delikatne kołysanie fal. Teraz została z niego tylko szczypiąca sól :-(
Dawałam z siebie wszystko - starałam się aby wszyscy czuli się szczęśliwi, bezpieczni, zadbani. Dbałam o rodzinę, dbałam o siebie. Koleżanki zawsze mówiły, że wysoko ustawiłam poprzeczkę - trzydaniowe obiadki nierzadko w dwóch wersjach, upieczone ciasto, dobrze zorganizowane uroczystości rodzinne. A przy tym szerokie zainteresowania, oczytana, na bieżąco z kinematografią, wystawami, wydarzeniami kulturalnymi. Chodząca na siłownię, basen, podróżująca. Wesoła i lubiana. Empatyczna i chętnie dzieląca się z ludźmi.
Tamtej kobiety już nie ma. Zastąpiło ją żałosne, zalęknione niepewne stworzenie.
Piszesz, że rozwód to amputacja - pewnie tak - ale jak to po amputacji zostaje się kaleką - osobą jak to eufemistycznie się określa "niepełnosprawną". A dla takich niestety nie ma miejsca w świecie, w którym panuje kult młodości, urody, sukcesu. Oczywiście, są programy mające na celu "rewitalizację" takich ludzi, ale wybacz trywialność - to leczenie syfa pudrem. Tak naprawdę to tylko pozory, że coś się robi.  Jak to już Prus zauważył, żeby biedak dostał złotówkę, bogaty wydaje ich sto...

63

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna ostatnim wersem posortowałaś ludzi?
Naprawdę człowieka niepełnosprawnego uważasz za gorszego? Syf pudrem? No wybacz ale po światłej kobiecie bym się nie spodziewała.
To prawdz że z punktu widzenia "zdrowego człowieka" niepełnosprawny ma gorzej, ale czy z jego punktu widzenia nie może być odwrotnie?
Zuza nie jeden taki" nieszczęśliwy" człowiek ma więcej radości w tym swoim "nieszczęściu" jak Ty, ja i wielu bogatych i zdrowych.

Zuza ja łapię straszliwe doliny a zazdroszczę tym którzy potrafią się cieszyć z życia, zdaję sobie sprawę z tego jak grzeszę wzdychając ku śmierci, kiedy tylu ludzi chorych i cierpiących każdego dnia walczy o życie.

My nie żyjemy dla samych siebie i z własnej woli. Jak ważne jest dla innych nasze życie Ty jako matka powinnaś wiedzieć,czuć, całą sobą.

Piszesz że po rozwiązaniu nieszczęśliwego małżeństwa... Moje było szczęśliwe tylko ja nie byłam w nim szczęśliwa.
Amputacja to amputacja, a ból każdy przeżywa na swój sposób.
Zuza też nie jest mi lekko, finansowo, lokalowo, korzystam z pomocy dobrych ludzi i wierzę że będę mogła się odwdzięczyć. Dla takich bezinteresownych dobrych ludzi MUSZĘ!!! (chcę) żyć.

64

Odp: rozwód po 30 latach

rzeczywiście ZUZA masz poważny problem - sama ze sobą ...
rozumiem teraz twojego psychologa, że nie potrafi pomóc, bo żeby się udało potrzebna jest współpraca pacjenta i chęć zmian ...
u Ciebie wszystko jest na NIE
może czas Tobie pomoże, może w końcu instynkt życia dojdzie na tyle u ciebie do głosu, że odbijesz się ...
życzę Ci Zuza tego bardzo - uratuj się

65

Odp: rozwód po 30 latach

Renesans!
Widzisz, Ty chcesz, ja tylko  muszę żyć...
Piszesz, że posortowałam ludzi ...to nie ja, to oni sami się posortowali. Piszesz, że niepełnosprawni mogą być szczęśliwi -oczywiście, daj im Panie jak najwięcej szczęścia -  ale czy naprawdę są? Jasne, że chory może współczuć zdrowym - kto mu zabroni - ale to chyba czysto akademickie rozważanie...
Piszesz, że łapiesz doliny- to oznacza, że nie są one pernamentne, przychodzą i odchodzą. Ja nie łapię -we mnie są pęknięcia, szczeliny, które z każdym dniem pogłębiają się coraz bardziej złowrogo trzeszcząc. I obawiam się, że tego procesu nie da się zatrzymać.
Paradoksalnie największym ciężarem jest pustka. Jak to możliwe, żeby "nic" tyle ważyło, że napiera z taką siłą, iż potrafi zmiażdżyć człowieka?
Chciałabym mieć ufność, wiarę, nadzieję - ale ich nie mam. Tak już jest - jedni mają, drudzy nie. I żadne zaklęcia ich nie wywołają.
Renesans, widzisz dobro nie zawsze rodzi dobro, ale zło zawsze rodzi zło. I dlatego po tym co zrobił mój mąż, po tym jak cynicznie i z premedytacją przez pięć lat knuł, intrygował, kłamał, okradał i oszukiwał, tylko po to, aby korzystnie się rozwieść, nie mogę już uwierzyć, zaufać i odnaleźć w sobie nadziei. To samo dotyczy naszych dzieci - nie mogą pogodzić się, że ojciec, którego kochały i szanowały okazał się zdrajcą, kłamcą a na dodatek tchórzem - im również nie napomknął ani razu że mają, przyrodnią siostrzyczkę.

Posty [ 1 do 65 z 1,226 ]

Strony 1 2 3 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024