netkobietyWszystkie działy
Seks, seksualność, psychologia

Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

181 odpowiedzi32 114 wyświetleńzałożony przez sam22, 26.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 182 z 182 ]

131

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
Iguana napisał/a:

1. pierwszy to ekonomiczny - ludzie łącząc się w pary monogamiczne zaczynają pracować na wspólne dobro, dzięki czemu jest im łatwiej - zbudować dom, wychować wspólne dzieci, osiągnąć jakiś status społeczny itd. W momencie, gdyby to wszystko było takie płynne, że każdy mógłby z każdym, to po pierwsze, nie wiadomo co należy się dzieciom i po kim, po drugie każdy dorosły musiałby pracować na swoje konto wyłącznie.

Na tej dziwnej planecie wszyscy mają dostęp do wszystkiego jak w mrówki w mrowisku. Zatem "wspólne dobro" = całe zasoby planety. Tak jak w rodzinie jest darmowa herbata, tak tam herbata jest darmowa dla wszystkich.


2. drugi to "genetyczny" - ludzie w ryzykowny sposób by się "tasowali" mnożąc choroby genetyczne i te przenoszone drogą płciową. W dodatku w wielu wypadkach trudno byłoby o ustalenie ojcostwa, co pozostawiałoby większość kobiet na lodzie.

Hmmmm... zwierzęta się tasują i im to nie przeszkadza. Kobiety nie zostałyby na lodzie -- przecież wszystko jest za darmo, pomoc ze wszystkich stron.


daleka jestem od działań aktywistycznych na rzecz legalizowania związków poliamorycznych. Rodzina jest ważna moim zdaniem, jako komórka społeczna i jako wartość sama w sobie.

Bingo! Tam ludzie zakładają rodziny, żyją razem we dwójkę, mają dzieci, ale są wszyscy ze sobą luźno powiązani. Są ze sobą, bo tak chcą, a potem gdy więź słabnie to się "tasują".


siłę dostosować do modelu monogamicznego nie czuję się dobrze. I być może kiedyś te potrzeby się przekształcą, może zacznę inaczej to pojmować, a może wręcz się ugruntują  jeszcze bardziej.

Gdybyś tutaj napisała za parę lat co u Ciebie słychać, to byłoby super.

132 Ostatnio edytowany przez Anja369 (2012-11-26 18:20:46)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Myślę że w małżeństwie nie istnieje coś takiego jak 'związek otwarty'. Generalnie moim zdaniem związki otwarte nie istnieją, związek polega na wierności. Byłam przez pół roku w, jak to 'mój' partner nazywał 'dysfunkcyjnej relacji'. Nie interesowaliśmy sie swoim życiem, czy mamy kogoś, z iloma osobami sypiamy, wiedzieliśmy tylko jak się nazywamy, gdzie pracujemy i ile mamy lat;) Dlatego mało kiedy mieliśmy jakieś tematy do rozmowy, ale seks był nieziemski smile

133

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam wszystkie posty.
Obecnie jestem na etapie transformacji mojego spojrzenia na związki otwarte i ogólnie związki. Byłam dwa razy w wieloletnich związkach monogamicznych, z różnych względów nie przetrwały. Obecnie od trzech lat jestem w związku, z obcokrajowcem, młodszym od siebie o 6 lat ( on ma 26 lat, ja 32 ). Nasz związek przetrwał mimo odległości, samotności, która nam towarzyszyła podczas nieobecności. Zawsze oparty był jednak na jednym podstawowym elemencie : szczerość. Kiedy decydowaliśmy się na ten związek postanowiliśmy, że niczego nie będziemy ukrywać. Zdrad nie było, na początku chcieliśmy tradycyjnego, monogamicznego związku.
Od zawsze jednak mój partner mówił mi jednak o pożądaniu, które odczuwa, kiedy widzi inne kobiety. Teraz, kiedy po kilku latach prawie zdecydowaliśmy się zamieszkać razem ten problem oczywiście pojawił się w naszych rozmowach. On twierdzi, że jego uczucia się nie zmieniły, że kocha mnie i to ja jestem tą osobą, z którą chce być, spędzać czas i ułożyć sobie życie. Nigdy też, kiedy jesteśmy razem nie zaniedbuje naszego związku. Dzięki temu, że moja praca dawała mi takie możliwości, pomimo tego, że to związek na odległość spędzaliśmy ze sobą czas często, czasem miesiąc, albo dłużej, wtedy 24h na dobę. Nie było znudzenia, kłótni, nudy.
Trudno pogodzić mi się z jego pragnieniami. Z drugiej strony wiem, że są one zupełnie naturalne. Póki do jestem na etapie całkowitej dekonstrukcji swojego  światopoglądu w tej kwestii. Postanowiliśmy po wielu dniach rozmów, bólu, łez, emocji postanowiliśmy dać sobie czas, aby przemyśleć na ile każde jest w stanie udźwignąć, aby rozwiązać ten problem.

Iguana, jestem bardzo ciekawa jak to u Was było na początku. Oboje tego bardzo chcieliście, czy też były wątpliwości i rozmowy ?? Nie było kłótni, zazdrości, emocji ... nawet na początku ??

134

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

nazakręcie, rozumiem doskonale Waszą sytuację i niezależnie od wyborów jakie podejmiecie, życzę Wam dużo szczęścia i wytrwałości.

nazakręcie napisał/a:

Iguana, jestem bardzo ciekawa jak to u Was było na początku. Oboje tego bardzo chcieliście, czy też były wątpliwości i rozmowy ?? Nie było kłótni, zazdrości, emocji ... nawet na początku ??

Nasza sytuacja była o tyle nietypowa, że poznaliśmy się na miesiąc przed kilkumiesięcznym wyjazdem mojego Przyjaciela do USA. W tym czasie zdążyliśmy się w sobie zauroczyć i zapałać do siebie uczuciami, ale nie był to dobry moment na definiowanie charakteru naszej relacji. Nie wiedziałam, czy po Jego powrocie jeszcze będziemy się znali i lubili - czekała nas spora próba czasu. Mój Przyjaciel wyjechał, ale uczucia nie słabły, wręcz przeciwnie - byliśmy codzienne w kontakcie, niemalże w każdej wolnej chwili. Również naszym podstawowym założeniem była bezwzględna szczerość.

Otwartość pomiędzy nami zaczęła się od tego, że poznałam pewnego faceta i chciałam się z nim umówić na kawę i do kina. Zanim jednak przedsięwzięłam jakiekolwiek kroki w tym kierunku opowiedziałam o nim mojemu Przyjacielowi. Długo rozmawialiśmy o tym co może się w trakcie takiego spotkania wydarzyć o tym, czy chciałabym się posunąć dalej. Stanęło na tym, że mój Przyjaciel zgodził się na to spotkanie, ale nie obeszło się bez nerwów z jego strony, bo w trakcie kontaktował się ze mną kilkukrotnie - żeby się upewnić czy wszystko w porządku. Po spotkaniu opowiedziałam mu jak było i ucieszył się, że zasady jakie ze mną ustalił nie zostały naruszone.

Jakiś czas później przyszła pora na jego spotkanie z inną kobietą. Powiedział mi, że poznał dziewczynę w swojej okolicy i chciałby się z nią wybrać na imprezę... czy coś w tym stylu, dokładnie już nie pamiętam. Zgodziłam się bez problemu, chociaż prawdę mówiąc nie było mi do śmiechu. Nawet nie wiedziałam tak do końca co mi w tym wszystkim nie pasuje. Raczej nie była to zazdrość a niepewność. Czekałam na wiadomość od niego jak na szpilkach. Kiedy już się odezwał kamień spadł mi z serca i zasypałam go lawiną pytań na temat tej kobiety oraz przebiegu ich spotkania. Na wszystkie odpowiedział ze spokojem.

Po tych dwóch wydarzeniach chyba obydwoje zdaliśmy sobie sprawę z tego, że "nie taki diabeł straszny jak go malują". I z każdym kolejnym takim spotkaniem, czy moim czy jego, było nam już łatwiej. Po jego powrocie nie przestaliśmy widywać się z innymi osobami - nie widziałam sensu takiego ograniczenia się, skoro nasza relacja ma się dobrze i w niczym nam te inne osoby nie szkodzą. Na początek poznaliśmy podobną do nas parę (obecnie już są małżeństwem). Z nimi spotykaliśmy się jakiś czas i były to bardzo miłe i całkiem swobodne spotkania (chociaż niekoniecznie kończyły się erotycznie). Później pojawiły się inne kobiety i inni mężczyźni. Kobiet nie było wiele, myślę, że mogłabym je zliczyć na placach jednej ręki. Mężczyzn było trochę więcej.

Najważniejsze są w tym wszystkim dla mnie ustalone od samego początku zasady - czyli czego nie robimy z osobami trzecimi. To, co jest tylko nasze. Oraz bezwzględna szczerość. Dzisiaj już się nie niecierpliwię kiedy mój Przyjaciel wychodzi z inną kobietą, nie czuję się zazdrosna i nie mam obaw.

Tak to sobie poukładaliśmy i tak nam jest dobrze. Niezależnie od tego, czy to się komuś podoba czy nie. Nie mam też problemu z tym, aby mówić o otwartości naszego związku. Moi rodzice i rodzeństwo wiedzą, że nasz związek jest otwarty. Nikt mnie nie wydziedziczył. A też nie widzę sensu, żeby kłamać. Wolę aby wiedzieli, niż aby później ktoś doznał szoku i bał mi się powiedzieć, że On kogoś ma... albo w drugą stronę, że ja mam kogoś jeszcze.

Pozdrawiam
Iguana

135

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
nazakręcie napisał/a:

Od zawsze jednak mój partner mówił mi jednak o pożądaniu, które odczuwa, kiedy widzi inne kobiety. Teraz, kiedy po kilku latach prawie zdecydowaliśmy się zamieszkać razem ten problem oczywiście pojawił się w naszych rozmowach. On twierdzi, że jego uczucia się nie zmieniły, że kocha mnie i to ja jestem tą osobą, z którą chce być, spędzać czas i ułożyć sobie życie. Nigdy też, kiedy jesteśmy razem nie zaniedbuje naszego związku.

O ile wiem, większość mężczyzn może poczuć pożądanie do innej kobiety, pomijam homoseksualistów. Tylko, że większość mężczyzn nie namawia swoje partnerki, by pozwoliły mu sobie seksować z każdą co mu się spodoba. To usankcjonowany skok w bok w sumie smile A że człowiekowi można wmówić praktycznie wszystko, to może się zdarzyć, że partnerka lub partner się zgodzi na to.

Większość mężczyzn po skoku w bok wraca skruszona do partnerki i mówi, że ją kocha.

Zastanawia mnie jedno - po co zmieniać swój światopogląd, swoją naturę dla kogoś?

136 Ostatnio edytowany przez Iguana (2013-01-14 22:45:26)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Zastanawia mnie jedno - po co zmieniać swój światopogląd, swoją naturę dla kogoś?

Mnie też to zawsze zastanawiało, po co mam się zmieniać dla kogoś, skoro nie chcę? I druga sprawa...

Większość mężczyzn po skoku w bok wraca skruszona do partnerki i mówi, że ją kocha

Po co żyć z kimś na siłę w kłamstwie?

Iguana

137

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

To prawda, że pożądanie to naturalna sprawa. Ale tutaj też nie chodzi o taki typowy skok w bok. Mój chłopak obawia się, że może mieć tendencje poligamiczne. Wcześniej wydawało mu się, że nie potrafi żyć w związku monogamicznym, bo po prostu nie znalazł odpowiedniej partnerki. Nasz związek zbił go jednak z tropu. Dogadujemy się doskonale, nie ma problemów. On obawia się w związku z tym, że nie jest w stanie żyć z jedną kobietą, pomimo tego, jak doskonały jest związek. Mówi, że wiele razy odrzucał myśli o innych kobietach, ale nie może żyć w ten sposób. Nie można przeczyć samemu sobie. Twierdzi, że potrzebuje innych kobiet, lubi czuć się pożądany i sam lubi to uczucie w stosunku do innych. Jego ojciec przez wiele lat żył w 2 związkach jednocześnie, dopóty dopóki mama nie odkryła prawdy. Oczywiście skończyło się to tragicznie. Mój chłopak twierdzi, że być może też ma takie tendencje i nie potrafi znaleźć spełnienia w jednym związku i to się może nigdy nie zmienić.

Czy warto zmieniać się na siłę dla kogoś ? Pewnie, że nie. Bo robić coś wbrew sobie to bez sensu. Nie szukam dla niego usprawiedliwienia i nie szukam też argumentów dla siebie, żeby się przekonać do tego typu układów.

Po prostu nasza natura jest złożona, szukam prawdy o człowieku. Daliśmy sobie trochę czasu, on chce przemyśleć wszystko, skupić się na sobie, swojej seksualności i na tym, co jest dla niego ważne. Nie wiem, czy znajdziemy rozwiązanie dla tej sytuacji. Otwarte związki to dla mnie wcale nie droga na skróty. Wręcz przeciwnie.  Dlatego wypowiedzi Iguany są niezwykle ciekawe. Pozdrawiam serdecznie.

138

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

nazakręcie a może..... zapytaj go, czego on chce tak naprawdę. Nie czego się obawia, jakich "genów", nawyków, ale co mu się marzy- czy faktycznie związek z wieloma kobietami?
A może, warto -zanim podejmie taką ostateczną decyzję na taki styl życia a nie inny- by pogadał z psychologiem o tym? Nie twierdzę, że to ZŁE, jednak może się kryć za tym jakiś problem, z którym on podświadomie się nie umie uporać.

139 Ostatnio edytowany przez Iguana (2013-01-16 13:01:19)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
nazakręcie napisał/a:

To prawda, że pożądanie to naturalna sprawa. Ale tutaj też nie chodzi o taki typowy skok w bok. Mój chłopak obawia się, że może mieć tendencje poligamiczne. Wcześniej wydawało mu się, że nie potrafi żyć w związku monogamicznym, bo po prostu nie znalazł odpowiedniej partnerki. Nasz związek zbił go jednak z tropu.

Myślę, że Twój chłopak ma wiele odwagi i darzy Cię szacunkiem dzieląc się z Tobą tego typu obawami. Znam sporą ilość mężczyzn, która odkrywając u siebie tendencje poliamoryczne, nie radzi sobie z tym i w efekcie boi się porozmawiać ze swoją połówką na ten temat. Pewnie też ma świadomość, że nie musi Ci się to spodobać i że może rzutować to na przebieg Waszego związku, ale wybrał prawdę i niewielu mężczyzn ma na tyle jaj. 

Dlatego też trzymam za Was kciuki i liczę, że znajdziecie swój złoty środek - chociaż też z własnego doświadczenia wiem, że potrzeba czasu, wielu godzin rozmów, wytrwałości i Miłości, aby to wszystko dobrze poukładać i nie działać na swoją wzajemną szkodę.

Dogadujemy się doskonale, nie ma problemów. On obawia się w związku z tym, że nie jest w stanie żyć z jedną kobietą, pomimo tego, jak doskonały jest związek. Mówi, że wiele razy odrzucał myśli o innych kobietach, ale nie może żyć w ten sposób. Nie można przeczyć samemu sobie. Twierdzi, że potrzebuje innych kobiet, lubi czuć się pożądany i sam lubi to uczucie w stosunku do innych.

Dodam może też jeszcze, że wyobrażenie wielu mężczyzn o życiu z dwoma kobietami w większości wypadków rozmija się z prawdą. Z jedną kobietą bywa ciężko, a dwie oznaczają naprawdę dwa razy więcej pracy włożonej w obydwie relacje. I znam też kilka przypadków, że mężczyźni spełnili swoją fantazję o życiu z dwoma kobietami, ale nie wytrzymywali tego długo weryfikując swoje poglądy bardzo szybko. Wszystko jest "pięknie, ładnie" jak mowa o przyjemnościach, jak pojawiają się życiowe problemy i kłótnie, to trzeba mieć w sobie naprawdę dużo odwagi, dojrzałości i cierpliwości (po wszystkich stronach układu) aby takie relacje utrzymać.

Jego ojciec przez wiele lat żył w 2 związkach jednocześnie, dopóty dopóki mama nie odkryła prawdy. Oczywiście skończyło się to tragicznie. Mój chłopak twierdzi, że być może też ma takie tendencje i nie potrafi znaleźć spełnienia w jednym związku i to się może nigdy nie zmienić.

Może tak, a może nie - raczej to jest nieweryfikowalne.


Otwarte związki to dla mnie wcale nie droga na skróty. Wręcz przeciwnie.

To jest moim zdaniem bardzo trafne spostrzeżenie smile

EDIT: a jeszcze na jedną rzecz chciałabym zwrócić uwagę, że znaleźć odpowiednią kobietę do takiego układu jest bardzo ciężko.

Iguana

140

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
Iguana napisał/a:

ale wybrał prawdę i niewielu mężczyzn ma na tyle jaj.

Ej Iguana! Strasznie mnie tym ukłułaś. A wiesz dlaczego? Dlatego, że moja kobieta robi fochy zazdrości gdy tylko rozmawiam z koleżanką, więc niestety powiedzenie prawdy spowodowałoby tylko destrukcję związku. "Trzeba mieć jaja" aby właśnie nie mówić prawdy.

141

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
ban napisał/a:

Ej Iguana! Strasznie mnie tym ukłułaś. A wiesz dlaczego? Dlatego, że moja kobieta robi fochy zazdrości gdy tylko rozmawiam z koleżanką, więc niestety powiedzenie prawdy spowodowałoby tylko destrukcję związku. "Trzeba mieć jaja" aby właśnie nie mówić prawdy.

A według Ciebie prawdę można powiedzieć tylko wtedy, kiedy nie grożą za nią żadne nieprzyjemne konsekwencje? big_smile Rozbroiłeś mnie tym. To rozumiem jak dziecko Ci w domu rozwali telewizor, a potem skłamie, że to pies, to będzie to ok, bo w przeciwnym razie dostałby burę i szlaban. ^^

To, że Twoja żona jest chorobliwie zazdrosna, to jej problem, ale to, że ją okłamujesz - Twój. Zamiast konsekwentnie i twardo trzymać się ustalonych granic i nie okłamywać jej, tylko utwierdzasz ją w jej paranoi za każdym razem jak zwęszy, że coś w Twoich słowach nie gra.

Wybacz, ale kompletna bzdura.

142

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
ban napisał/a:
Iguana napisał/a:

ale wybrał prawdę i niewielu mężczyzn ma na tyle jaj.

Ej Iguana! Strasznie mnie tym ukłułaś. A wiesz dlaczego? Dlatego, że moja kobieta robi fochy zazdrości gdy tylko rozmawiam z koleżanką, więc niestety powiedzenie prawdy spowodowałoby tylko destrukcję związku. "Trzeba mieć jaja" aby właśnie nie mówić prawdy.

ban, moje słowa nie były skierowane do nikogo personalnie, więc też nie było moim zamiarem aby Cię oceniać. Myślę też, że nie prawdomówność jest tutaj przedmiotem dyskusji. Wiem z jakich pobudek ludzie zdradzają i dlaczego kłamią na ten temat. Jednak nie uważam, że "trzeba mieć jaja" aby nie mówić prawdy - kłamstwo w tym wypadku jest po prostu wygodniejsze od prawdy, dlatego tak wielu ludzi woli oszukiwać na ten temat.

143

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
ban napisał/a:
Iguana napisał/a:

ale wybrał prawdę i niewielu mężczyzn ma na tyle jaj.

Ej Iguana! Strasznie mnie tym ukłułaś. A wiesz dlaczego? Dlatego, że moja kobieta robi fochy zazdrości gdy tylko rozmawiam z koleżanką, więc niestety powiedzenie prawdy spowodowałoby tylko destrukcję związku. "Trzeba mieć jaja" aby właśnie nie mówić prawdy.

Oj nie ban, TRZEBA MIEĆ JAJA by mówić prawdę! Zwykle człowiek woli skłamać, by nie doświadczyć (przykrych) konsekwencji, dla wygody, dla (POZORNEGO!) świętego spokoju. Człowiek posiadający własną godność nie będzie kładł po sobie uszu by dogodzić drugiej osoby kosztem siebie.

144

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

generalnie ostatnio pomyślałam, że niewiedza to jednak błogosławieństwo. Ale ja nigdy kłamstwa nie chciałabym w związku mimo wszystko.
Mój chłopak przez to,  że wyznał mi prawdę ( postanowiliśmy się rozstać, ale spotkamy się w maju,  żeby jeszcze porozmawiać o tej sytuacji, o uczuciach, o tym, jak nam jest bez siebie )wcale nie ma lekko. Mieliśmy razem zamieszkać w Oslo. On nie zna języka, musi samodzielnie sobie poradzić, zaczynać też od zera.
Ja zostanę w innym mieście, w którym mam znajomych. Muszę szukać pracy, poradzić sobie.

Razem byłoby nam łatwiej, a jednak on zdecydował,  że nie może tego zrobić dopóty dopóki nie rozwiąże tego problemu.
Po kilku dniach łez i rozpaczy wiem,  że to najlepsze rozwiązanie. Cieszę się, że mi o tym powiedział zanim sytuacja między nami bardziej by się skomplikowała.

145

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Dzięki netkobiety za ostrą ripostę. Może w następnym życiu skorzystam z tych rad i zobaczę czy zła będzie mniej czy więcej... wtedy będę wychodził na arenę bić się o proste sprawy w imię prawdy. Macie rację. Niepotrzebnie zrobiłem off topic.

146

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
ban napisał/a:

Może w następnym życiu skorzystam z tych rad i zobaczę czy zła będzie mniej czy więcej... wtedy będę wychodził na arenę bić się o proste sprawy w imię prawdy..

Kolejny temat, który próbujesz zakończyć ciętym dowcipem zamiast merytorycznym argumentem.

Nikt Ci nie każe się o nic bić, a jedynie wyznaczyć jasne granice i się ich trzymać. To by było z pożytkiem i dla Ciebie, i dla żony. Ale nie chcesz to nie, okłamuj ją dalej, a ona niech dalej węszy spiski.

147

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

To chyba nie jest temat o mówieniu sobie zawsze prawdy w związku ale skoro o tym mowa to uważam że prawda zupełnie do szczęścia potrzebna nie jest w bardzo wielu przypadkach a jest tylko powodem cierpienia. vide: nazakręcie.
Nie twierdze że kłamstwo jest lepsze tylko że jeśli już mamy coś na sumieniu (coś co może rozwalić związek) a nie chcemy aby nasz związek się przez to rozpadł to trzeba zrobić wszystko aby jednak tą prawdę ukryć. Niestety ale życie w takim kłamstwie nie jest wcale łatwe i jest to swoista pokuta dla grzesznika. Prawda mogłaby być oczyszczająca ale i rozwalająca życie tak więc czasem lepiej zamknąc buzie na klucz i zrobić wszystko aby nic nie wyszło na jaw...
Wiem że dostane pewnie za tą wypowiedź po głowie od "prawdomównych" ale zdania nie zmienie. Pisze to w oparciu o własne doświadczenia (i z najbliższego otoczenia) i wiem że nie zawsze prawda jest lepsza od ...milczenia.

148

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

... a jeśli człowiek ma się miotać, najlepiej by nie brał na swoje barki takiego ciężaru.

149

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Najlepiej nie mieć nic na sumieniu. Albo przed samym faktem pomyśleć czy potrafie ponieść konsekwencje lub unieść ciężar kłamstwa...

150

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Życie na dwa fronty, czy to "stały" partner wie, czy nie, jest ciężkie i jak już tu ustaliliśmy wcześniej: nie dla każdego. Warto słuchać siebie samego/ą w tym względzie, bo można zabrnąć niepotrzebnie w coś, co nas przerośnie.

151

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Ogólnie monogamia jest ciężka i wbrew ludzkiej naturze ale poligamia też rodzi mase problemów. Tak więc częściej spotyka się monogamie seryjną albo monogamię i "jednocześnie skoki w bok". "Stare zasady" tracą coraz bardziej na znaczeniu.

152

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Ale co to są te "stare zasady" ?

153

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Stare zasady to monogamia do grobowej deski nawet jak nigdy szczęścia nie dawała.

154

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

To ogólnikowe stwierdzenie. Jednym dawała/daje innym nie.

155

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
Przemo77 napisał/a:

To chyba nie jest temat o mówieniu sobie zawsze prawdy w związku ale skoro o tym mowa to uważam że prawda zupełnie do szczęścia potrzebna nie jest w bardzo wielu przypadkach a jest tylko powodem cierpienia. vide: nazakręcie.
Nie twierdze że kłamstwo jest lepsze tylko że jeśli już mamy coś na sumieniu (coś co może rozwalić związek) a nie chcemy aby nasz związek się przez to rozpadł to trzeba zrobić wszystko aby jednak tą prawdę ukryć. Niestety ale życie w takim kłamstwie nie jest wcale łatwe i jest to swoista pokuta dla grzesznika. Prawda mogłaby być oczyszczająca ale i rozwalająca życie tak więc czasem lepiej zamknąc buzie na klucz i zrobić wszystko aby nic nie wyszło na jaw...
Wiem że dostane pewnie za tą wypowiedź po głowie od "prawdomównych" ale zdania nie zmienie. Pisze to w oparciu o własne doświadczenia (i z najbliższego otoczenia) i wiem że nie zawsze prawda jest lepsza od ...milczenia.

Piszesz jakby ewentualnie cierpienie dotyczyło tylko kłamcy, a to przecież nieprawda. Ba, chyba częstszy scenariusz jest taki, że kłamca przestaje przeżywać, dylematy moralne, kłamie w najlepsze (bo co z oczu to z serca), a kłamstwo kiedyś się wydaje. Nie teraz, nie za rok, ale za 5 lat. Przypadkiem, po pijaku albo jakoś. I kto cierpi? Okłamywany. Dużo bardziej niż gdyby poznał prawdę na starcie.

Dla mnie budowanie związku na kłamstwach to oszukiwanie i kogoś i siebie.

156 Ostatnio edytowany przez Przemo77 (2013-01-20 23:49:28)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Dlatego napisałem "nawet jeśli szczęścia nie dawała" a nie mimo że szczęścia nie daje

Vian - różnica tylko taka że wtedy cierpiałby 5lat wcześniej...

157

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Niekoniecznie.
Nawet jeśli słyszymy od kogoś "łooo, ja to zdrady nie wybaczyłabym" to nie znaczy, że kiedy to się REALNIE stanie, to nie ma żadnych szans.

Zresztą o czym my tu mówimy.
Dla mnie takie kłamanie żeby "ocalić" związek to jak dzieci zwalają winę za wszystko na psa, żeby "mama się nie martwiła". Mamę bardziej martwi to, że ma zakłamane dzieci, z resztą da się coś zrobić.

158

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Jeśli chodzi o kwestie zdrady to właśnie może się okazać że jeśli ktoś się dowie o tym fakcie od razu może zadziałać impulsywnie i w afekcie natomiast kiedy przypadkowo dowie się o czymś co miało miejsce 5 lat temu może zareagować zupełnie inaczej (na zimno).
Niby sama zdrada wciąż ma tą samą wage ale okoliczności się już zmieniaja.

159

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Co Ty, dowiadujesz się, że 10 lat żona Cię okłamuje w żywe oczy i reagujesz na zimno..?

160

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Nie! Mówie o przypadku kiedy zdrada miała miejsce 5 lat temu a potem było normalne w miarę udane i szczęśliwe życie w związku i dowiadujesz się o tym zajściupo tych 5 latach. Czy czas dla Ciebie ma znaczenie w takiej sytuacji czy potraktujesz to jakby zdrada miała miejsce wczoraj?

161 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-01-21 00:29:48)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Oczywiście, że czas ma znaczenie, znacznie mniej się wścieknę jeśli dowiem się o zdradzie (od razu) niż kiedy dowiem się o zdradzie i 5 latach mydlenia oczu. Wtedy zacznę myśleć "o czym jeszcze nie wiem?" i nawet jeśli  nie będzie niczego więcej, ja pewnie już nie będę w stanie zaufać. I po związku.

Zdrada nie jest problemem przez sam akt, ale właśnie przez zrujnowanie zaufania.

162

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Dla mnie zdrada jest potwierdzeniem że coś w związku nie gra lub kiedyś nie grało. Chyba mało jest sytuacji kiedy ktoś będąc w pełni szczęśliwym w związku szuka skoków w bok. Czasem związek przeżywa kryzys i para chce sie rozstać czy zacząć życie z kimś innym -wtedy często myśli się-"... teraz to i tak juz nie ma znaczenia czy zdradze czy nie..." a potem jednak związek przetrwa bo okazuje się że więź która łączy dwojga ludzi jest silniejsza niż chwilowe kryzysy. I co wtedy powiedzieć partnerowi - "...wiesz wtedy- 5lat temu kiedy mieliśmy się rozstać to przespałam się z Piotrkiem..." ? Ja uważam że taka wiedza nie jest drugiej stronie zupełnie potrzebna a skoro nam samym ciąży to mamy za swoje...
Jesteśmy ułomni i musimy o tym pamiętać kiedy chcemy oceniać innych.

163

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Nasza cywilizacja dąży do pewnego wyzwolenia. Ludzie będą żyć w związkach we dwoje jak teraz. Będą mieć dzieci, domy, pojazdy, będą spędzać ze sobą czas. Ale nie będzie wyłączności na seks -- kobieta będzie uprawiać seks z kim chce (zwłaszcza w te kilka dni w miesiącu w środku cyklu), a mężczyźni będą uprawiać seks z innymi kobietami. I nikt do nikogo pretensji nie bedzie miał. Niektórzy już tak żyją...

Zakończę jak Lennon -- "może powiecie, że jestem szalony, ale nie jestem jedyny".

Keywords -- "johnny soporno two rules"... dałbym linka, ale nie wolno.

164

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

ban To jest pewne prorokowanie; jak będzie. Nie wiadomo! Być może nastąpi zupełny przewrót w ludzkich relacjach i ludzie uznają, że jednak monogamia to coś, w czym człowiek będzie szczęśliwy. Dzisiaj człowiek ma za dużo obowiązków, by mieć jeszcze na głowie tajemny związek.
Kto wie, jak będzie!

165

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Jestem po 30-tce mam dorastajaca corke moi znajomi male dziecko .. wiec zaburze troche schemat swingersow .
Moim zdaniem swingowanie jest troche chore ... z doswiadczenia wlasnego  ja moj maz ,kolezanka i jej maz powiem moze cos od siebie .sprobowalismy ... osobiscie mnie to nie bawi bo uwazam ze to jakby wyzbywanie sie wlasnej moralnosci i odchodzenie od jakichs norm spolecznych ,wyparcie swoich wlasnych wartosci chocby z samego siebie.
nie jestem katoliczka bo moze zabrzmialo to jakbym chciala kogos umoralnic.  powiedzmy ze mozna sprobowac zabawic sie ale nie warto. kazdy czlowie powinien miec jakas wlasna wartosc siebie jesli zrobimy to tylko ze znajomymi ,z mezem kolezanki ... musimy zalozyc ze nasza moralnosc zostanie zaburzona bo co tam nadtepnym razem bzyknie mnie sasiad albo jakis inny nieznany . mozna ...owszem jesli kogos to kreci.
moim zdaniem zaburza to zwiazek kochajacych sie dwojga ludzi ..nasze relacje miedzy soba zmieniaja sie .na pewno jest latwiej gdy nie znamy danej pary lub osob bo nie mamy pojecia o ich uczuciach. niech kazdy z was odpowie sobie czy go to kreci i podnieca bzykac obca laske lub na odwrot bez zadnych uczuc...w wiekszosci przypadkow nie .ale sa osoby ktorym to odpowiada potrafia bez emocji i zazenowania patrzyc jak ich zone rznie jakis fagas lub vice versa.
kolejnym argumentem przeciw jest kwestia emocjonalnego zaangazowania ktore nierzadko prowadzi do zakochania ...co z tym idzie ze i tak jedna z osob ktora darzymy uczuciem ,miloscia zostanie gleboko zraniona ,upokorzona .czesto swingi koncza sie rozwodem. to ze moj przelecial np. moja najlepsza kolezanke nie zmienia faktu ze nie zrobi tego z inna ..itd itp
osobiscie nie polecam wrecz odradzam bo w zyciu warto miec swoje wlasne wartosci etyczne .tym roznimy sie od siebie .mozemy sami sie zatracic w tym .dla mnie nie warto bo mozna stracic cos naprawde najcenniejszego ,kogos najcenniejszego .
a facet to facet mysli czesto ta druga mniejsza glowa.

166

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

dodam jeszcze ze swing jest jakby na zasadzie takiej ze jedna ze stron czuje sie nidowartosciowana i fakt ze bedzie uprawiac seks z kims innym dowartosciowuje dana osobe i np tez jej meza czy partnera bo widzi ze ktos np leci na jego partnerke.
sa rozne aspekty psychologiczne swingu . uwazam jednak ze dla dwojga kochajacych sie osob sa ciekawsze rzeczy do zdzialania . swing obciaza psychike
bo przeciez wiekszosc znas ma swoje wlasne uczucia emocje ..na dluzsza mete prowadzi zwykle do konfliktow interpersonalnych miedzy parami miedzy partnerami zyciowymi  . ogolne zasady akceptacji swingi moga byc zaburzone przez wyzuty czyli np jak moj maz bzyknal moja to wszystko jest ok .takie jest ustalenie poczatkowe . ale jak maz mojej kolezanki bzyknal mnie to ona zaczyna robic jemu wyzuty ..zaczyna sie gra emocjonalna .... bo skoro wszyscy sie znamy to wszystko miedzy nami wychodzi kolega mowi mezowi ,kolezanka mi itd .
takie aspekty nalezy wziasc pod uwage czyli nastepnym razem w sumie dlaczego ma mi odpowiadac zeby moj maz bzykal sie moja kolezanka skoro ona w tym co sama robi nie widzi nic zlego ale potem ma pretensje do swojego meza o zaistniala sytacje ..to troche jak maslo maslane.
swing moim zdaniem jest w pewnym stpniu swiadoma jawna zdrada jesli ktos jest mniej wrazliwy mniej uczuciowy jest to dla niego ..to jak z domami publicznymi przeciez nie kazdy facet tam chodzi sie zabawic .

167

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Szczerze mówiąc ja mam wrażenie, że ludzie szukają czegoś nowego - swingowanie, zdrady itp. jeżeli nudzi im się to, co mają, albo to ich w ogóle nie satysfakcjonuje. Odkąd jestem w stałym związku, gdzie seks jest udany nie mam w ogóle ochoty na jakieś doświadczenia na boku, bo przecież skoro jest tak super to po cholerę będę coś mieszać zmieniać, ryzykować, że zrobię mojemu partnerowi, który mi ufa psychiczną krzywdę.
Myśleliśmy kiedyś chwilę o trójkącie, ale szybko doszliśmy do wniosku, że jednak bylibyśmy zazdrośni o siebie nawzajem, więc odpada.
Moim zdaniem swingowanie jeżeli obie dwie osoby mają równo pod kopułą jest ok. Wszystko jest dla ludzi. Natomiast zdrada zazwyczaj łączy się z okłamywaniem najbliższej osoby, a dla mnie to nie jest w porządku.

168

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
WitchQueen napisał/a:

Moim zdaniem swingowanie jeżeli obie dwie osoby mają równo pod kopułą jest ok. Wszystko jest dla ludzi. Natomiast zdrada zazwyczaj łączy się z okłamywaniem najbliższej osoby, a dla mnie to nie jest w porządku.

A skąd wiadomo, że mają równo pod kopułą? Można sobie pogdybać. Przecież  niby nie da się całkowicie "przeanalizować" drugiego człowieka. Ba, nawet my sami czasami do końca siebie nie rozumiemy wink
Bo może być przecież tak, że ta swingująca osoba miała jakieś przykre doświadczenie seksualne z dzieciństwa czy też później (gwałt itp.); może naoglądała się za dużo pornografii i po prostu "fantazja o swingu" za bardzo zdominowała jej życie; może chorobliwa zazdrość o partnera spowodowała, że zmieniło się to w potrzebę kontrolowania partnera w czasie stosunku seksualnego z inną osobą - takie podniecenie czy jak ktoś woli zboczenie.

Bardzo dużo tego "może" mogłabym wymienić.
I najgorsze może być to, że ta osoba nie zdaje sobie sprawy z tego co robi, wydaje jej się to normalne (dla mnie osobiście nie jest to normalne, aczkolwiek jest to tylko moje zdanie), a tak w gruncie rzeczy wcale nie jest to dla niej dobre.
A czy jest tak jak ja mówię? Nie wiem, to tylko moja hipoteza. Nikt nie prowadzi takich badań, jak układają się takie małżeństwa po kilku latach swingowania i jak to wpływa na ich psychikę. Szkoda, bo bym się chętnie tego dowiedziała.

A dlaczego ja tak myślę?

Zdarzyło mi się obejrzeć (w szkole) filmy o gwałcicielach, pedofilach i po obejrzeniu tych filmów doszłam do wniosków, że zbyt dużo pornografii (nawet masturbacji) i zbyt "rozbuchane" (nie wiem jak to lepiej ująć) potrzeby i fantazje seksualne nie prowadzą do niczego dobrego, a wręcz do wielu tragedii, niekoniecznie gwałtów i morderstw, może być to seksoholizm, jeszcze bardziej obniżone poczucie własnej wartości, depresja itp. I te osoby wcale nie myślały na początku, że źle robią, nie potrafili dostrzec tej granicy, której nie wolno przekroczyć. Ciągle było im mało, chcieli więcej, mocniej. A jaki był koniec? Wiadomo. Poraniony kat i ofiara. I żeby była jasność: nie uważam osoby swingującej za pedofila czy gwałciciela.

Niby są osoby, które potrafią dostrzec tę granicę i się kontrolować, ale dużo osób tego też nie potrafi, więc uważam, że niektórych rzeczy trzeba unikać albo stosować w sytuacjach, że tak powiem podbramkowych, bo nie znamy granic własnej psychiki.

PS. Nie należę do osób zbyt liberalnych w sprawach seksu, ale też nie do takich co uważają, że seks to tylko kilka razy w miesiącu i to w pozycji misjonarskiej, a najlepiej jeszcze po ciemku.

169

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Dominisia21 - wiesz, to w sumie nie mój biznes, czy ktoś ma równo pod kopułą, ale uważam, że jeżeli ktoś nie ma żadnych wątpliwości co do tego, nie ma głupich kompleksów, nie jest niedowartościowany, zazdrosny i potrafi rozmawiać o tym normalnie ze swoim partnerem i jeżeli oboje tego chcą to swingowanie jest dla mnie ok. Po prostu dwoje dorosłych ludzi musi się liczyć z ewentualnymi konsekwencjami takiego stylu życie. Tyle.
Jak wchodzisz w "standardowy" związek też nie masz żadnej pewności, czy wszystko będzie dobrze i cacy. Też można trafić na wariata, psychopatę, osobę która zechce Cię zabić jeżeli spróbujesz odejść.
Tak to sobie można - zamknąć się w domu i gdybać jak może być strasznie.

Twoją bzdurną teorię, którą wysnułaś po "filmach w szkole" pozwolę sobie obalić na własnym przykładzie. Pornoli w latach gimnazjalnych naoglądałam się jak wściekła, do tej pory lubię sobie coś takiego obejrzeć. Z masturbacją znam się od baaaaardzo dawna. Na brak fantazji jeśli chodzi o seks nie narzekam. Lubię być w łóżku zdominowana przez mężczyznę, lubię lekki ból w trakcie (na przykład parę klapsów). Jakbym była wolna i trafiłaby mi się opcja spróbowania trójkąta, czworokąta lub innej konfiguracji to pewnie z chęcią bym się przekonała jak to jest.
Nie mam depresji, obsesji, ani nie jestem seksoholiczką, choć seks bardzo lubię i libido mam spore. Poczucie własnej wartości mam na granicy narcyzmu tongue, mam fajne życie, wspaniałego faceta i bardzo udane życie seksualne. Jestem generalnie dość chłodna emocjonalnie wobec większości ludzi i bywa, że mocno aspołeczna, ale seryjną morderczynią jakoś jeszcze nie zostałam tongue ale jak zostanę to na pewno od nadmiaru masturbacji i porno big_smile

170

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Dominisia polecam sprobowac samemu zanim sie zabierzesz za wydawanie wyssanych z palca opini smile

Zyje sobie w otwartym malzenstwie. Juz od dobrych kilku lat.
Zasady ustala sie PRZED slubem a nie po.
My mamy kilka.
1. Mowimy sobie o tym z kim i gdzie i kiedy. Zmartwilabym sie gdyby mi maz do domu nie wrocil i nie poinformowal ze sobie spokojnie uprawia seks a nie lezy gdzies w szpitalu z przetraconym kregoslupem.
2. W ogole szczerze miedzy soba o swoich potrzebach rozmawiamy. JEsli jedno chce czegos sprobowac to o tym rozmawiamy. Ale jesli jedna strona nie wyraza zgody to nie ma przymusu.
3. Nie nabijamy sobie punktow. Nie dziala to na zasadzie ja dzisiaj z tym to on musi jutro z kims innym zeby miec wiecej numerkow na liscie.
4. Trzymamy sie z dala od osob w zwiazkach. To ze my mamy liberalne poglady nie oznacza ze druga polowka interesujacego mnie faceta tez takie ma. JEsli wiem ze facet jest w zwiazku to sie za nigeo nie zabiore. No chyba ze jego zona zechce sie dolaczyc smile
5. Otwarty zwiazek jest mozliwoscia a nie koniecznoscia. To ze mamy taka mozliwosc nie oznacza ze rzucamy sie niczym zwierzeta na kazda sztuke meska czy zenska.

Czy mamy nierowno pod kopula?
Mam nadzieje!! smile W koncu mozg czlowieka ma zwoje i faldy i napewno nie jest rowna i gladka powierzchnia smile

171 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2013-10-05 14:37:32)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Jaguar, ja nie powiedziałam, że takie osoby ja ty (będące w otwartym związku czy swingujące) mają nierówno pod kopułą, tylko mogą mieć. Taka sama sytuacja dotyczy ludzi będących w typowych związkach (monogamicznych). W każdej z tych grup, a nawet innych, mogą się trafić osoby z dużymi problemami. Takie życie. Tylko o to mi chodziło.

A z tymi "wyssanymi z palca opiniami" to podkreśliłam, że to tylko hipoteza (z gr. przypuszczenie, które wymaga potwierdzenia lub obalenia). Moja i tylko moja, nikogo więcej. Nie podałam prawdy uniwersalnej. I zdaję sobie sprawę z tego, że mogę się mylić.

Ale cieszę się, że wyraziłaś swoją opinię, przecież to forum dyskusyjne. Niestety nie możesz mi zagwarantować, że w ogóle ani trochę nie mam racji, bo podajesz tylko swój przykład, za inny przykład raczej nie możesz odpowiadać na 100%, bo to już tylko Twój domysł i Twoje subiektywne obserwacje. I jeżeli w takim związku naprawdę czujesz się dobrze, nie oszukujesz się w żaden sposób podświadomie i zdajesz sobie prawdę z możliwych skutków takiego postępowania, to gratuluję. Chyba niewiele osób tak by potrafiło, bo tu i zazdrość i inne rzeczy (uwarunkowania genetyczne, religia itd.) dochodzą w takiej sytuacji smile

I jeszcze jedno: nie mam zamiaru próbować. Ale nie powiem, że nigdy tego nie zrobię, bo nigdy nie mów nigdy wink

WitchQueen, tak jak wyżej napisałam, wiem, że w każdej grupie może trafić się osoba chora psychicznie, moralnie zepsuta itp., jak i dobra, współczująca itp. I wcale w związku z tym nie mam zamiaru się gdzieś chować. I nie mogę wiedzieć co mi się przytrafi, ty zresztą też. To już chyba sobie obie wyjaśniłyśmy.

Co do tych "filmów w szkole" to nie były filmy, że tak powiem edukacyjne (na użytek szkół), tylko bardziej dokumentalne. Nawet chyba nie powinny były być za bardzo puszczane w szkole.

Może Ci to bardziej zobrazuję, bo widzę, że mnie w ogóle nie zrozumiałaś. Ani trochę. Był sobie taki psychopata w USA (nie pochodził z patologicznej rodziny, wręcz przeciwnie), który zgwałcił i zabił ponad 20. kobiet. Oczywiście został skazany na karę śmierci i umarł. Jego historia była taka, że tyle się tej pornografii naoglądał, że już mu nie wystarczała. I potrzebował coraz mocniejszych bodźców. I sobie znalazł. Możesz chyba sobie trochę wyobrazić co przeżywały ofiary i ich rodziny.

I moja teoria nie jest bzdurna, jak to określiłaś, tylko prawdziwa. Ale nie dotyczy WSZYSTKICH OSÓB na tej planecie. I tu pojawia się poważny problem, którego nie zauważyłaś. Ty popatrzyłaś na to co Ci powiedziałam z jednej perspektywy. SWOJEJ i tylko SWOJEJ. Co to za obalenie teorii pod wpływem jednej opinii? Ja popatrzyłam na to z dwóch.

To, że Ty jesteś osobą silną psychicznie i poradziłaś sobie z oglądaniem dużej ilości pornografii i Ci to nie zaszkodziło (tu Ci się chwali), nie oznacza, że i inni tacy są. Każdy z nas inaczej reaguje na pewne rzeczy. Ten morderca był słaby, nie potrafił znaleźć właściwej granicy i wyszło, co wyszło. Dlatego uważam, że pornografia w ogólnym rozrachunku przynosi więcej szkody niż pożytku. Bo tak: z jednej strony pomaga rozładować napięcie seksualne itp., ale z drugiej ile osób straciło przez to życie lub miało zaburzoną osobowość. I co tu jest ważniejsze?

Są też inne konsekwencje. Np. facet/kobieta naogląda się tego tyle, że seks z jednym (nawet ukochanym) partnerem mu nie wystarczy i będzie szukał ciągle nowych wrażeń i nie będzie mógł przez to stworzyć szczęśliwego związku. Albo to co oglądał nie ma takiego pokrycia w rzeczywistości (w filmach wszystko wygląda lepiej) i się zawiedzie na partnerze. Dużo tego "albo" by się znalazło.

I wiem też, że niekoniecznie musi to być wina pornografii, bo może to być złe dzieciństwo, jakaś trauma, przykre doświadczenie itp. Tylko wykluczając wszystkie te najgorsze możliwości u konkretnych ludzi, mogę dopiero stwierdzić, że otwarty związek, swingowanie, czy też trójkąty, czworokąty są u nich czymś normalnym. Ale tego nie udowodnię na 100%, więc sobie tak gdybam i idę trochę po omacku wink

Czy teraz zrozumiałaś o co mi chodziło?

172

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Dominiasia21 - Dziecko drogie, czy ty Twój nick sugeruje, że masz 21 lat? Bo jeśli tak, to przestaję się sobie dziwić, że nie rozumiem się z grupą rówieśniczą. Czuję się jak stara baba dyskutująca z nastolatką.
Po pierwsze o hipotezach i udowadnianiu ich prawdziwości nie masz technicznie rzecz biorąc pojęcia. Wysnułaś teorię, że pornografia źle wpływa na głowę. Wysnułaś ją w odniesieniu, że gdzieś tam gdzieś kogoś w USA ktoś zgwałcił i zabił. Nie potrafisz dopasować jej pewnie do nikogo z Twojego otoczenia, tylko jakichś ludzi, którzy coś tam zrobili i jest o nich głośno, a jak się okazuje, że nie pasuje to do mnie, do Jaguar i do większości osób, które znam, to krzyczysz, że to za mało by obalić teorię, którą wymyśliłaś po obejrzeniu filmów. Uważaj żebyś czasem w drodze wyjątku nie dostała za to tytułu doktora psychologii tongue

Czy ty wiesz w ogóle co to jest psychopatia, czy też osobowość dyssocjalna pisząc o tym, że ktoś mordował seryjnie, bo się naoglądał porno? Mam wrażenie, że nie. Psychopatia wiąże się z tym, że osoby, które na nią cierpią nie potrafią używać pewnych obszarów mózgu odpowiedzialnych za emocje. Występuje często tak zwany deficyt strachu - nie są w stanie się bać, ale też odczuwać empatii, nie podporządkowują się normom moralnym niezależnie od konsekwencji. Praktycznie rzecz biorąc nie potrafią wyrażać szczerych emocji, uczuć wyższych, ale świetnie potrafią je grać. Nie potrafią nawiązywać prawidłowych relacji z ludźmi, ale bywa, że to też dobrze udają. Nie zawsze są super inteligentni, ale zdarza się. Podobno można taki stan umysłu wywołać traumą z dzieciństwa itp, ale z zaburzeniami w funkcjonowaniu mózgu ludzie się też po prostu rodzą. Czy uważasz, że John Gacy, albo David Berkovitz, czy Richard Ramirez, którego prawdopodobnie podałaś za przykład seryjnego mordercy z USA zostali kim zostali, bo naoglądali się pornoli? Litości, dziewczyno. Część psychopatów, jeżeli ma problem z odczuwaniem może zabijać żeby poczuć cokolwiek, a nie bo im nie starczyło porno. Jakby im odciąć porno byliby normalni Twoim zdaniem?
Psychopaci to są nierzadko najsilniejsi psychicznie ludzie świata. Nie zawsze są mordercami. Dobrze sprawdzają się jako prezesi korporacji (nie boją się podejmować ważnych decyzji), jako żołnierze zawodowi (jak się nie boisz, bo nie potrafisz, to co Ci może zrobić wojna).

"To, że Ty jesteś osobą silną psychicznie i poradziłaś sobie z oglądaniem dużej ilości pornografii..."

Poradziłam sobie? A czy coś, co można wyłączyć jak się nie spodoba albo znaleźć sobie lepsze w internecie to jest coś, z czym trzeba sobie radzić? Wyluzuj! Porno to tylko rodzaj filmu. To nie jest molestowanie przez wujka, po którym się ma depresję przez całe życie. To są tylko filmy. Ludzie powinni w takim razie też wariować po oglądaniu horrorów, które zdecydowanie bywają bardziej drastyczne niż bardzo pokręcone porno.

"Są też inne konsekwencje. Np. facet/kobieta naogląda się tego tyle, że seks z jednym (nawet ukochanym) partnerem mu nie wystarczy i będzie szukał ciągle nowych wrażeń i nie będzie mógł przez to stworzyć szczęśliwego związku. Albo to co oglądał nie ma takiego pokrycia w rzeczywistości (w filmach wszystko wygląda lepiej) i się zawiedzie na partnerze. Dużo tego "albo" by się znalazło. "

No to są chyba problemy u gimnazjalistów, a nawet jak ktoś bierze porno poważnie, to nie jest to w sumie zagrożeniem dla nikogo, to można leczyć przecież.

"Tylko wykluczając wszystkie te najgorsze możliwości u konkretnych ludzi, mogę dopiero stwierdzić, że otwarty związek, swingowanie, czy też trójkąty, czworokąty są u nich czymś normalnym. Ale tego nie udowodnię na 100%, więc sobie tak gdybam i idę trochę po omacku"

Trochę po omacku? Ty jesteś jak dziecko we mgle tongue . Czy to, że ktoś się udławił łyżką rosołu oznacza, że rosół jest trujący i nie wolno go jeść?
Nie stwierdzisz czy coś jest dobre, czy złe na podstawie tego, że pan X zabił panią Y, bo był zazdrosny o pana W na swingers party. Albo pan W z panią Z żyją w szczęśliwym związku i bawią się dla rozrywki w swingowanie. Jak ty byś zaczęła, to cholera wie, może sytuacja byłaby jeszcze inna. Moim zdaniem ty szukasz wszędzie, gdzie jest coś innego niż zwykły związek na siłę morderców, gwałcicieli i wariatów. Uważaj, bo jeszcze znajdziesz tongue

173 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2013-10-05 23:43:02)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

WitchQueen, odnoszę wrażenie, że trochę się w tym wszystkim zagalopowałaś, ten sarkazm i w ogóle. Jeszcze trochę, a dojdzie między nami do obrażania, a tego nie chcę. I nie nazywaj mnie "dzieckiem drogim", nie mam pięciu lat (mam 19 lat). Może (nie może) nagadałam w tym konkretnym temacie głupot, co nie oznacza, że kompletnie nie mam o niczym pojęcia. Nieważne, ile mamy obie lat, jaką mamy wiedzę, czy jesteśmy normalne czy nienormalne jesteśmy sobie równe. A ty się trochę wymądrzasz (ja tego nie robię), na zasadzie: ty doświadczona stara baba, ja głupia nastolatka. Z takim podejściem, to nie dziwię się, że nie możesz dogadać się z rówieśnikami.

Wysunęłam swoją teorię (nieważne słuszną czy niesłuszną, głupią czy mądrą), nie żadną prawdę objawioną i po to jest to forum żeby sobie podyskutować. By coś zrozumieć, czegoś się nauczyć. Ja uważnie przeczytałam co napisałaś, ale ty nie możesz zrozumieć dlaczego wysunęłam tę "bzdurną teorię". Nie uważam się za psychiatrę czy psychologa, do nich brakuje mi bardzo dużo. Po prostu nie mam odpowiedniego wykształcenia w tych dziedzinach i nie zamierzam zostać którymś z nich. A o hipotezach mam pewną wiedzę (z dziedziny biologii), więc taka zielona nie jestem wink

A teraz odniosę się do tego co powiedziałaś o psychopatach:

WitchQueen napisał/a:

Psychopatia wiąże się z tym, że osoby, które na nią cierpią nie potrafią używać pewnych obszarów mózgu odpowiedzialnych za emocje. Występuje często tak zwany deficyt strachu - nie są w stanie się bać, ale też odczuwać empatii, nie podporządkowują się normom moralnym niezależnie od konsekwencji. Praktycznie rzecz biorąc nie potrafią wyrażać szczerych emocji, uczuć wyższych, ale świetnie potrafią je grać. Nie potrafią nawiązywać prawidłowych relacji z ludźmi, ale bywa, że to też dobrze udają. Nie zawsze są super inteligentni, ale zdarza się. Podobno można taki stan umysłu wywołać traumą z dzieciństwa itp, ale z zaburzeniami w funkcjonowaniu mózgu ludzie się też po prostu rodzą.

Wiem, że mają pewną blokadę w mózgu. Wiem, że nie odczuwają głębszych emocji i potrafią się doskonale z tym maskować. Ja to wszystko wiem, nie powiedziałaś mi nic nowego. Ale ja NIE UWAŻAM (TJ. NIE SZUKAM NA SIŁĘ), że osoby będące w otwartym związku, swingujące, lubiące seks grupowy są gwałcicielami czy mordercami czy wariatami. W żadnym wypadku nie mam takich osób za psychopatów. Źle mnie zrozumiałaś. To, że coś "nie jest typowe", czyli w założeniu "nienormalne" nie oznacza jakiejś degeneracji lub kompletnego zepsucia moralnego. Każdy z nas ma jakieś "nietypowe" myśli czy zainteresowania, ale przecież nie wszyscy jesteśmy psychopatami. Nie oznacza to jednak, że to co "nienormalne" czy "nietypowe" jest takie dobre dla nas. Ale każdy sam ponosi odpowiedzialność za własne życie i godzi się z możliwymi skutkami, więc nie ma się o co kłócić czy obrażać. Czyli podsumowując, dla mnie coś "nienormalnego", nie oznacza czegoś "dyssocjalnego". A powody takiego "nietypowego" zachowania mogą być wszelakie. W tym również pornografia.

WitchQueen napisał/a:

Czy uważasz, że John Gacy, albo David Berkovitz, czy Richard Ramirez, którego prawdopodobnie podałaś za przykład seryjnego mordercy z USA zostali kim zostali, bo naoglądali się pornoli? Litości, dziewczyno. Część psychopatów, jeżeli ma problem z odczuwaniem może zabijać żeby poczuć cokolwiek, a nie bo im nie starczyło porno. Jakby im odciąć porno byliby normalni Twoim zdaniem? Psychopaci to są nierzadko najsilniejsi psychicznie ludzie świata. Nie zawsze są mordercami. Dobrze sprawdzają się jako prezesi korporacji (nie boją się podejmować ważnych decyzji), jako żołnierze zawodowi (jak się nie boisz, bo nie potrafisz, to co Ci może zrobić wojna).

W ich przypadku pornografia mogła być katalizatorem takich zachowań. Czyli pośrednio spowodowała takie spustoszenie. Mózg to taki obszar, którego żaden naukowiec nie ogarnął do końca, wątpię by nawet za kilkadziesiąt lat doszło do nie wiadomo jakich przełomowych odkryć. Więc moja "bzdurna teoria" ma pewien sens. Nie możesz tego wykluczyć. A co z tym, że im nie starczyło porno? Stali się na niego po pewnym czasie obojętni, więc szukali większych wrażeń, bodźców. A i nawet gwałty oraz zabójstwa "całkiem" nie pomogły, bo w mózgu wszystko się im poprzestawiało. Błędne koło. A co z tym, że nie każdy jest z nich mordercą? Każdy znajdzie sobie jakąś inną działkę: jeden morderstwa, drugi gwałty, trzeci pedofilia, a czwarty zoofilia. Zróżnicowanie niestety musi być.

WitchQueen napisał/a:

Trochę po omacku? Ty jesteś jak dziecko we mgle tongue. Czy to, że ktoś się udławił łyżką rosołu oznacza, że rosół jest trujący i nie wolno go jeść? Nie stwierdzisz czy coś jest dobre, czy złe na podstawie tego, że pan X zabił panią Y, bo był zazdrosny o pana W na swingers party. Albo pan W z panią Z żyją w szczęśliwym związku i bawią się dla rozrywki w swingowanie. Jak ty byś zaczęła, to cholera wie, może sytuacja byłaby jeszcze inna. Moim zdaniem ty szukasz wszędzie, gdzie jest coś innego niż zwykły związek na siłę morderców, gwałcicieli i wariatów. Uważaj, bo jeszcze znajdziesz tongue

Aż w taką przesadę to ja jeszcze nie popadłam. Ja nie widzę wszędzie zła. Wbrew pozorom jestem dość ufna z natury i wierzę w ludzką dobroć. I jestem tolerancyjna. Nie mam nic do gejów, muzułmanów, swingujących, ....... (wpisz co chcesz). Nie jest też tak, że z każdym rozmawiam i go nie wiadomo jak analizuję, szukam podejrzanych zachowań itp. Stąd to prosta droga, ale do szpitala czy na leki. A te moje analizy czy teorie na różne tematy prowadzę sobie CZASAMI tylko na papierze czy w Internecie. Osobiście zajmuję się trochę czymś innym, inaczej dyskutuję. Tu jest fajne forum, więc się wypowiedziałam. I wypowiedzi np. Jaguar czy kogoś innego uważam za naprawdę wartościowe i je sobie cenię.

To ostatnie zdanie mogłaś sobie darować. Niepotrzebny sarkazm. Ja Ci osobiście życzę, bez względu na to jakie masz opinie na różne tematy, byś w swoim życiu spotkała jak najwięcej dobrych osób. I trochę więcej wyrozumiałości dla ludzkich błędów i nietrafionych opinii również życzę. Całkowicie nie zmienię zdania na temat swojej "bzdurnej teorii", ale wasze opinie wezmę pod uwagę.

PS. Może ja porno biorę za bardzo na poważnie, ale Ty chyba za bardzo to lekceważysz. Jesteśmy na odległych biegunach.

174

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Dominika wlasnie napisala mocno asekuracyjnie i calkiem madrze, wiec mysle ze te uwagi niepotrzebne.

Jaguar jaki sens ma Twoje malzenstwo? Ciezko mi sobie wyobrazic dwoje szczerze sie kochajach ludzi w takim ukladzie

175

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Dominisia21 - lubię sarkazm, bawi mnie, dodaje "pieprzu" dyskusji. Nie, nie masz pięciu lat, ale w sumie osiemnastu też bym Ci nie dała sądząc po tym co piszesz.

"Jeszcze trochę, a dojdzie między nami do obrażania, a tego nie chcę."

Jak nie chcesz to po co prorokujesz, skoro nikt Cię nie obraża?

"A ty się trochę wymądrzasz (ja tego nie robię)"

Tak się składa, że temat psychopatii, zaburzeń osobowości i seryjnych morderców to jest coś, co mnie bardzo fascynuje i nie uważam, że dyskusja na ten temat i korzystanie z nabytej wiedzy to jest "wymądrzanie się"
Po prostu mam silniejsze argumenty. Ty twierdzisz, że tego nie robisz? No to ja mam chyba jakieś urojenia, bo w poprzednich postach próbowałaś wszelkimi siłami udowodnić światu jaka to twoja teoria jest dobra i jak nie jestem w stanie Ci jej obalić. Jak to nie jest wymądrzanie się, to ja nie wiem, co nim jest.

"Wysunęłam swoją teorię (nieważne słuszną czy niesłuszną, głupią czy mądrą), nie żadną prawdę objawioną i po to jest to forum żeby sobie podyskutować. By coś zrozumieć, czegoś się nauczyć. Ja uważnie przeczytałam co napisałaś, ale ty nie możesz zrozumieć dlaczego wysunęłam tę "bzdurną teorię"."

Jeżeli publikujesz coś na forum, to moim zdaniem bardzo ważne czy to jest mądre, czy głupie i czy słuszne, czy nie, bo ludzie się będą do tego odnosić w konkretny sposób. Uważam, że nie masz pojęcia o czym piszesz, ale na siłę próbujesz udowodnić wszystkim, że masz rację. Masz rację, nie mogę zrozumieć czego upierasz się przy czymś, co nie jest poparte żadną naukową wiedzą, choćby wyczytaną z Wikipedii. Upierasz się przy związku przyczynowo skutkowym pt. "Oglądanie porno prowadzi do zaburzeń osobowości". Jakby porno stanowiło dla ludzi większe zagrożenie niż oni sami dla siebie nawzajem na co dzień, to zostałoby zakazane.
W ogóle przeczytałaś coś konkretnego na tematy, które poruszasz, czy całkiem opierasz swoje zdanie na kilku filmach? Chciałabym też wiedzieć jakie to konkretnie były filmy.

"Ale ja NIE UWAŻAM, że osoby będące w otwartym związku, swingujące, lubiące seks grupowy są gwałcicielami czy mordercami. W żadnym wypadku nie mam takich osób za psychopatów. Źle mnie zrozumiałaś. To, że coś nie jest typowe, czyli w założeniu "nienormalne" nie oznacza jakiejś degeneracji lub kompletnego zepsucia moralnego. Każdy z nas ma jakieś nietypowe myśli czy zainteresowania, ale przecież nie wszyscy jesteśmy psychopatami. Nie oznacza to jednak, że to co "nienormalne" czy "nietypowe" jest takie dobre dla nas."

A czy ja Ci wmawiam, że tak uważasz? Nie wydaje mi się. Natomiast uważam, że szukasz dziury w całym. Inaczej nie odniosłabyś się w temacie o swingowaniu do gwałtów, morderstw itp.

Co to jest Twoim zdaniem normalność, a co już nienormalność? Gdzie jest granica i kiedy to jest dla nas dobre bądź złe i w jakim stopniu?

"Ale każdy sam ponosi odpowiedzialność za własne życie i godzi się z możliwymi skutkami, więc nie ma się o co kłócić czy obrażać. Czyli podsumowując, dla mnie coś nienormalnego, nie oznacza czegoś dyssocjalnego."

Ja Ci piszę chyba już trzeci raz, że ludzie muszą brać odpowiedzialność za swoje własne czyny. Potem dopiero należy brać się za resztę świata.
Nikt Cię nie obraża, ani się z Tobą nie kłóci. Jak Cię stresuje dyskusja, to jej nie podejmuj.

"To ostatnie zdanie mogłaś sobie darować."

Nie mogłam tongue Odrobina czarnego humoru jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Wyluzuj dziewczyno! Ja się świetnie bawią tą dyskusją.

"Wiem, że mają pewną blokadę w mózgu. Wiem, że nie odczuwają głębszych emocji i potrafią się doskonale z tym maskować. Ja to wszystko wiem, nie powiedziałaś mi nic nowego."

Tak? Kilka zdań z Twoich poprzednich postów świadczyło raczej o tym, że ta wiedza nie jest u Ciebie taka oczywista.

"A o hipotezach mam pewną wiedzę (z dziedziny biologii), więc taka zielona nie jestem" -

jeżeli to jest wiedza tylko ze szkoły średniej, to zmartwię Cię , ale to jest w zasadzie minimum z minimum.

"W ich przypadku pornografia mogła być katalizatorem takich zachowań. Czyli pośrednio spowodowała takie spustoszenie. Mózg to taki obszar, którego żaden naukowiec nie ogarnął do końca, wątpię by nawet za kilkadziesiąt lat doszło do nie wiadomo jakich przełomowych odkryć. Więc moja "bzdurna teoria" ma pewien sens."

Oglądanie porno spowodowało u tych facetów powstanie osobowości dyssocjalnej? Ty to mówisz poważnie? Czytałaś o tych trzech wymienionych facetach cokolwiek? W ich życiu była masa rzeczy, która mogła to spowodować i porno to przy tym jest jak bajki na dobranoc.
Oglądałaś może kiedyś jakiegoś pornosa, bo wypowiadasz się o porno tak krytycznie jakby to było spożywanie arszeniku. Pytam poważnie, bo aż mnie zastanowiło, że średniej jakości produkcja, na której dwoje kiepsko opłacanych aktorów średnio realistycznie ze sobą kopuluje, może wzbudzać takie emocje.
Co do przełomowych odkryć - jakbyś czytała chociaż aktualną prasę popularno-naukową lub naukową, to byś wiedziała, że na temat mózgu trochę odkryć jest i wcale nie stoimy w martwym punkcie. Czy ty nadal próbujesz mi udowodnić, że oglądanie porno ma wpływ na powstanie osobowości dyssocjalnej? Przecież jak ktoś ma tak ciężkie zaburzenie psychiczne, to może wpaść na jakich chory pomysł choćby oglądając dobranockę, może wpaść na chory pomysł sam z siebie.

"A co z tym, że im nie starczyło porno? Stali się na niego po pewnym czasie obojętni, więc szukali większych wrażeń, bodźców."

Rany, jak im nie starczyło porno? Myślisz, że jakby nie obejrzeli pornosa, to by nie szukali wrażeń? Poza tym jak mi znajdziesz gdzieś ile pornosów i jakie obejrzeli w życiu Ramirez i Berkovitz to będę pod wrażeniem. Dowiedz się też koniecznie, czy nie chodzili na swingers party tongue

Nie każdy morderca, pedofil, czy gwałciciel musi mieć akurat osobowość dyssocjalną. Są setki różnych zaburzeń psychicznych. Zdarzają się schizofrenicy, ludzie z różnego rodzaju nerwicami, a i tacy którzy sprawiają wrażenie całkiem zdrowych bywają.

"I trochę więcej wyrozumiałości dla ludzkich błędów i nietrafionych opinii również życzę."

A to ja w ramach wyrozumiałości mam się z Tobą zgodzić, żeby Ci było fajnie, czy jak? Nie zgadzam się z tym co piszesz i nie będę tego ukrywać. Forum jest od dyskusji przecież.

"PS. Może ja porno biorę za bardzo na poważnie, ale Ty chyba za bardzo to lekceważysz. Jesteśmy na odległych biegunach."

A powiedz mi jak mam traktować poważnie udawany seks grany przez opłaconych aktorów, albo jakieś nieporadne "wycieki" z kamerki w czyjejś sypialni, na których ledwo co widać?
Przecież jak się na niektóre "ciekawostki przyrodnicze" patrzy, to nie wiadomo, czy się bardziej człowiek czuje zdziwiony, czy rozbawiony. Są też pornosy bardzo ładne - takie w romantycznej scenerii, jakieś kostiumowe itp. Pomijam, że są śmieszne i kiczowate, ale trudno o nich powiedzieć, że stanowią realne zagrożenie dla dorosłego człowieka.
W ogóle ja bardzo szanuję tych wszystkich aktorów, bo to jest kawał ciężkiej pracy. Przecież te ujęcia nieraz są całymi dniami kręcone. Trzeba nieludzkiej wręcz wytrzymałości żeby tak pracować - w dodatku w pełnej koncentracji, bo przecież kamera nagrywa. Ile to jest dbania o własne ciało - depilacja, siłownia, solarium. Co więcej nie zawsze są tak dobrze opłacani jak się powszechnie wydaje, zwłaszcza faceci.
Wiesz, nie twierdzę, że mi się wszystko na co trafiam w internecie podoba, bo na jakieś obrzydliwe sprawy bardzo łatwo trafić jak się przegląda strony, ale jak mi się coś nie podoba, to nie czekam aż mi zrobi "dziurę w mózgu" tylko klikam taki mały "x" w prawym rogu ekranu tongue
Nie będę podchodzić z powagą do czegoś, co jest totalną fikcją i w każdej chwili mogę nad tym przejść do porządku dziennego. Porno jest dla ludzi, tak samo jak swingowanie i inne zabawy... Eh, idę zakopać za stodołą tą wredną staruszkę z sąsiedztwa... Taka ładna noc dzisiaj big_smile

176 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2013-10-06 18:50:00)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
WitchQueen napisał/a:

Dominisia21 - lubię sarkazm, bawi mnie, dodaje "pieprzu" dyskusji. Nie, nie masz pięciu lat, ale w sumie osiemnastu też bym Ci nie dała sądząc po tym co piszesz.

No cóż, mnie akurat sarkazm nie bawi, tym się różnimy. Ale dobrze, że mi to wyjaśniłaś, więc w tej sprawie wyluzuję i potraktuję ten sarkazm jako część naszej dyskusji. Powiem Ci tak, że sporo ludzi (nie nastolatków) mówiło mi, że jestem dość dojrzała jak na swój wiek, może nawet za bardzo, a nie udawałam przed nimi kogoś kim nie jestem. Nie oznacza to też, że uważam się przez to za nie wiadomo kogo, wręcz przeciwnie, mam siebie za zwykłą, normalną dziewczynę, która czasami się myli, a czasami ma rację. Nic specjalnego. A że ty bierzesz mnie za "gówniarę" tylko z powodu mojej jednej "bzdurnej teorii" to już Twoja sprawa.

WitchQueen napisał/a:

Jak nie chcesz to po co prorokujesz, skoro nikt Cię nie obraża?

No właśnie, wzięłam Twój sarkazm m.in. pod obrażanie, teraz rozumiem, że Ty tak masz, więc wszystko jest w porządku smile Dyskutujmy dalej. Czy jak Ty wolisz: bawmy się tą dyskusją.

WitchQueen napisał/a:

Tak się składa, że temat psychopatii, zaburzeń osobowości i seryjnych morderców to jest coś, co mnie bardzo fascynuje i nie uważam, że dyskusja na ten temat i korzystanie z nabytej wiedzy to jest "wymądrzanie się". Po prostu mam silniejsze argumenty. Ty twierdzisz, że tego nie robisz? No to ja mam chyba jakieś urojenia, bo w poprzednich postach próbowałaś wszelkimi siłami udowodnić światu jaka to twoja teoria jest dobra i jak nie jestem w stanie Ci jej obalić. Jak to nie jest wymądrzanie się, to ja nie wiem, co nim jest.

Tutaj przyznaję się. Na pewno oglądałaś lub czytałaś więcej materiałów na temat psychopatii, zaburzeń osobowości czy seryjnych morderców. Ja się tym aż tak nie fascynuję. To nie znaczy, że już kompletnie nic nie wiem, po prostu wiem mniej.

Za Twoje "wymądrzanie się" wzięłam teksty typu: "czuję się jak stara baba dyskutująca z nastolatką", "ty jesteś jak dziecko we mgle" itp., a nie same argumenty.

Nie, ja się nie wymądrzam, powiedziałam, że jest to MOJA teoria. Nikogo więcej. Więc co to za wymądrzanie? Nie pozjadałam jeszcze wszystkich rozumów świata tongue Ja nie próbowałam wszelkimi siłami udowodnić, że moja teoria jest dobra. Czy ja powiedziałam Jaguar, że jest psychopatką lub że za dużo pornografii się naoglądała? Nie. Ja tylko dywagowałam.

WitchQueen napisał/a:

Jeżeli publikujesz coś na forum, to moim zdaniem bardzo ważne czy to jest mądre, czy głupie i czy słuszne, czy nie, bo ludzie się będą do tego odnosić w konkretny sposób.

Czy Tobie nigdy nie zdarzyło się w czymś pomylić? Albo napisać coś niesłusznego czy głupiego? Wątpię. I dobrze, że ludzie będą się do tego odnosić, o to mi chodziło. Nie piszę na tym forum po to żeby samej sobie odpowiadać. Mam tutaj szansę zweryfikować moją hipotezę.

WitchQueen napisał/a:

Uważam, że nie masz pojęcia o czym piszesz, ale na siłę próbujesz udowodnić wszystkim, że masz rację. Masz rację, nie mogę zrozumieć czego upierasz się przy czymś, co nie jest poparte żadną naukową wiedzą, choćby wyczytaną z Wikipedii.

Powtarzam jeszcze raz: nikomu nic na siłę nie udowadniam. Ja Ci nie karzę zmieniać zdania ani nikomu innemu. Ja tylko się zastanawiam nad pewnymi ludzkimi zachowaniami, a to jest różnica. Ale moim zdaniem by się nad czymś zastanawiać trzeba mieć jakąś hipotezę, by mieć od czego zacząć dyskusję.

Naukowcy sami wszystkiego nie wiedzą. Oczywiście, wiedzą dużo, ale przed nimi jeszcze wiele do odkrycia w różnych dziedzinach. Ja nie opieram się na Wikipedii. Raczej od czasu do czasu przeczytam jakiś ciekawy artykuł (nawet naukowy) czy obejrzę film i czasem przyjdzie mi do głowy jakaś myśl czy teoria. My tu nie prowadzimy żadnego kongresu naukowego, więc moje opinie nie powinny tak Cię irytować i czy są błędne czy też nie.

WitchQueen napisał/a:

Upierasz się przy związku przyczynowo skutkowym pt. "Oglądanie porno prowadzi do zaburzeń osobowości". Jakby porno stanowiło dla ludzi większe zagrożenie niż oni sami dla siebie nawzajem na co dzień, to zostałoby zakazane.

Nie upieram się na takim związku przyczynowo-skutkowym. Wręcz przeciwnie, uważam, że my ludzie jesteśmy bardzo skomplikowani. Czyli nasz mózg też. Dlatego czasami trudno jednoznacznie ocenić, co powoduje takie, a nie inne zachowanie. I uważam, że pornografia MOŻE prowadzić do różnych zaburzeń (nie chodzi mi o te najgorsze) i CZASAMI szkodzić też na "głowę" (zależy co przez to rozumiemy). Ale nie zawsze (mniejszość ludzi), częściej u młodych ludzi, bo ich mózg nie jest jeszcze do końca rozwinięty i raczej w kierunku uzależnienia, skrzywionego życia seksualnego, a nie gwałcenia czy mordowania. Jeśli chodzi o to gwałcenie i mordowanie to pornografia moim zdaniem jest katalizatorem (czyli przyśpiesza, czyli POŚREDNIO szkodzi, czyli współuczestniczy) pewnych destrukcyjnych działań.

Może mój błąd polegał na tym, że w swoim pierwszym wątku w tym temacie nie wyjaśniłam tego szerzej. Podsumowując: nie uważam, że moja teoria jest błędna, tylko została źle podana i jej nie rozwinęłam tak jak trzeba. I można było pomyśleć, że odnoszę ją do większości ludzi, a mi chodzi o mniejszość. Wierzę, że większość z nas jednak nie ma takich "dużych" problemów.

Często jest tak, że my sami jesteśmy dla siebie zagrożeniem i niepotrzebni są nam inni ludzie wink

I raczej pornografii nie zlikwidują. Za dużo pieniędzy z tego mają. Więc trzeba liczyć, że każdy z nas zachowa rozsądną granicę.

WitchQueen napisał/a:

W ogóle przeczytałaś coś konkretnego na tematy, które poruszasz, czy całkiem opierasz swoje zdanie na kilku filmach? Chciałabym też wiedzieć jakie to konkretnie były filmy.

Były tylko artykuły i filmy, żadnych książek nie czytałam. Konkretnych tytułów Ci nie podam, bo ich nie pamiętam i nic tu nie kręcę. Nie mam żadnej biblioteczki czy filmoteki.

WitchQueen napisał/a:

A czy ja Ci wmawiam, że tak uważasz? Nie wydaje mi się. Natomiast uważam, że szukasz dziury w całym. Inaczej nie odniosłabyś się w temacie o swingowaniu do gwałtów, morderstw itp.

Cieszę się, że mi nie wmawiasz. Nie szukam też dziury w całym. A dlaczego się tutaj konkretnie wypowiedziałam? O ile związek otwarty mogę jeszcze zrozumieć, o tyle swingowania już nie za bardzo.

Wydaje mi się, że tego ostatniego (swingowania) nie robi się bez poważnej przyczyny (nie mówię o zaspokojeniu seksualnym jako takim), tylko coś się złego dzieje. Pomyślałam, że pornografia MOŻE mieć na to wpływ (wymieniłam też inne przyczyny: trauma, mózg itd.) i dlatego robią takie rzeczy. Ale NIE WYKLUCZAM, że może chodzić o coś innego, czyli "normalnego', aczkolwiek trudno mi w to uwierzyć (uważam, że jest to "nienormalne").

Jak wspomniałam o pornografii, to automatycznie wspomniałam o psychopatach (oni pierwsi przyszli mi do głowy - dlatego tak napisałam), więc można było odnieść wrażenie, że uważam osoby swingujące za dyssocjalne, a tak nie jest (w związkach monogamicznych może jest nawet więcej osób zachowujących się "nienormalnie"). Ja rozdzielam te dwa wyrazy: "nienormalne", czyli nietypowe; "dyssocjalne", czyli kompletne zepsucie.

No i przeczytaj dokładnie mój pierwszy wątek w tym temacie (#168), wspomniałam również o seksoholizmie, niskim poczuciu własnej wartości itp. A ty skupiłaś się tylko na pornografii. I ja Ci tak odpisuję.

WitchQueen napisał/a:

Co to jest Twoim zdaniem normalność, a co już nienormalność? Gdzie jest granica i kiedy to jest dla nas dobre bądź złe i w jakim stopniu?

W dzisiejszym świecie normalność to pojęcie względne. Dlatego czasami trudno komuś pomóc i ocenić czy naprawdę takiej pomocy potrzebuje (ja tu nikomu nie pomagam).

WitchQueen napisał/a:

Ja Ci piszę chyba już trzeci raz, że ludzie muszą brać odpowiedzialność za swoje własne czyny. Potem dopiero należy brać się za resztę świata. Nikt Cię nie obraża, ani się z Tobą nie kłóci. Jak Cię stresuje dyskusja, to jej nie podejmuj.

Z tą odpowiedzialnością to się obie zgadzamy. Mnie dyskusja ani trochę nie stresuję, nawet mi się podoba wink. Tylko Ci wyjaśniam o co mi chodzi, bo masz problemy z dokładnym zrozumieniem co piszę. Uczepiłaś się tylko pornografii, za bardzo Cię zirytowały moje zdania o psychopatach, a ja mówiłam też o INNYCH czynnikach (#168).

WitchQueen napisał/a:

Tak? Kilka zdań z Twoich poprzednich postów świadczyło raczej o tym, że ta wiedza nie jest u Ciebie taka oczywista.

No tu się pomyliłaś wink

WitchQueen napisał/a:

Co do przełomowych odkryć - jakbyś czytała chociaż aktualną prasę popularno-naukową lub naukową, to byś wiedziała, że na temat mózgu trochę odkryć jest i wcale nie stoimy w martwym punkcie.

Gdzie ja powiedziałam, że nie ma odkryć i stoimy w martwym punkcie? Mówiłam tylko, że nie odkryli jeszcze wszystkiego. Gdyby tak było, to by ludzie nie umierali z powodu guza mózgu.

WitchQueen napisał/a:

Czy ty nadal próbujesz mi udowodnić, że oglądanie porno ma wpływ na powstanie osobowości dyssocjalnej? Przecież jak ktoś ma tak ciężkie zaburzenie psychiczne, to może wpaść na jakich chory pomysł choćby oglądając dobranockę, może wpaść na chory pomysł sam z siebie.

WitchQueen napisał/a:

Rany, jak im nie starczyło porno? Myślisz, że jakby nie obejrzeli pornosa, to by nie szukali wrażeń?

WitchQueen napisał/a:

Nie każdy morderca, pedofil, czy gwałciciel musi mieć akurat osobowość dyssocjalną. Są setki różnych zaburzeń psychicznych. Zdarzają się schizofrenicy, ludzie z różnego rodzaju nerwicami, a i tacy którzy sprawiają wrażenie całkiem zdrowych bywają.

Pornografia była u nich katalizatorem (czyli w jakiś sposób spowodowała, że zaczęli później mordować, bo ten bodziec już na nich tak nie działał). Możliwe, że były lub znaleźliby sobie inne bodźce, ale tu sobie możemy pogdybać: kiedy i jakie, nic więcej. Niby uważa się ich za osoby silne psychicznie, ale tu jest pewna sprzeczność. Są silni w tym, że niewiele lub płytko odczuwają, więc słabi. Ja tak to rozumiem.

No ja wiem, że nie każdy morderca, pedofil czy gwałciciel muszą mieć osobowość dyssocjalną. Są różne przypadki: zabójstwa w afekcie, w obronie własnej itp. Akurat o chorobach psychicznych ujętych w typowym znaczeniu (schizofrenia itd.) mam spore pojęcie i o czynnikach je wywołujących również.

Ja tu teraz poruszam temat pornografii, ale wiem, że są inne powody różnych "nienormalnych" czy "dysfunkcyjnych" zachowań.

My już tak dyskutujemy, że zaczęłyśmy się łapać za słówka. Obie.

WitchQueen napisał/a:

A to ja w ramach wyrozumiałości mam się z Tobą zgodzić, żeby Ci było fajnie, czy jak? Nie zgadzam się z tym co piszesz i nie będę tego ukrywać. Forum jest od dyskusji przecież.

Mi chodziło przede wszystkim o sarkazm. Ale widzę, że się bez niego nie możesz obejść, więc mów jak chcesz smile Mów, co uważasz.

WitchQueen napisał/a:

A powiedz mi jak mam traktować poważnie udawany seks grany przez opłaconych aktorów, albo jakieś nieporadne "wycieki" z kamerki w czyjejś sypialni, na których ledwo co widać? Przecież jak się na niektóre "ciekawostki przyrodnicze" patrzy, to nie wiadomo, czy się bardziej człowiek czuje zdziwiony, czy rozbawiony. Są też pornosy bardzo ładne - takie w romantycznej scenerii, jakieś kostiumowe itp. Pomijam, że są śmieszne i kiczowate, ale trudno o nich powiedzieć, że stanowią realne zagrożenie dla dorosłego człowieka. W ogóle ja bardzo szanuję tych wszystkich aktorów, bo to jest kawał ciężkiej pracy. Przecież te ujęcia nieraz są całymi dniami kręcone. Trzeba nieludzkiej wręcz wytrzymałości żeby tak pracować - w dodatku w pełnej koncentracji, bo przecież kamera nagrywa. Ile to jest dbania o własne ciało - depilacja, siłownia, solarium. Co więcej nie zawsze są tak dobrze opłacani jak się powszechnie wydaje, zwłaszcza faceci. Wiesz, nie twierdzę, że mi się wszystko na co trafiam w internecie podoba, bo na jakieś obrzydliwe sprawy bardzo łatwo trafić jak się przegląda strony, ale jak mi się coś nie podoba, to nie czekam aż mi zrobi "dziurę w mózgu" tylko klikam taki mały "x" w prawym rogu ekranu tongue Nie będę podchodzić z powagą do czegoś, co jest totalną fikcją i w każdej chwili mogę nad tym przejść do porządku dziennego. Porno jest dla ludzi, tak samo jak swingowanie i inne zabawy...

Mówiłam jeszcze wcześniej, że pornografia przynosi więcej szkody niż pożytku. Nie że w ogóle nie ma żadnych zalet. Wiem, że może czasami "pomóc", ale bez przesady.

Ty sobie poradziłaś z pornografią (mówię o działaniu podświadomym), ale jest trochę młodych osób, które mają z tym problemy. To że Ty tak "zdroworozsądkowo" i "mądrze" myślisz, nie oznacza, że i inni także. I nie zwalaj tego tylko na to, że są dziecinni, ja im z tego powodu współczuję (mówiłaś wcześniej coś o leczeniu, ale zapobiegać jest łatwiej big_smile). Dorośli raczej potrafią oglądać takie filmy bez jakiś szkód dla nich, choć może znalazłyby się wyjątki. Ale się tym zajmować nie będę, tj. nie będę ich szukać (tych wyjątków).

PS. 1. A co do tego, że mówiłam, że jeden przypadek nie może obalić mojej "bzdurnej teorii (NIE BYŁA ona tylko o pornografii)" to racja. Ale nie może jej też potwierdzić. Więc idę po omacku, ale to jeszcze nie jest mgła wink Ty też na pewno wszystkiego nie wiesz, bo to niemożliwe w praktyce.

PS. 2. tongue Mówiłaś, że psychopaci dobrze się kryją, ale ja ich szukać nie będę. Bo i tak nie wykryję, więc po co się męczyć wink Uspokoję Cię, że w paranoję nie wpadłam. To że się wypowiedziałam w tym wątku to zwykły przypadek, impuls, nie myślę często o swojej 'bzdurnej teorii" i nie katuję nią innych wink

PS. 3. tongue Jest niedziela, więc i post bardzo długi tongue Miałam czas big_smile

177

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

No jasne, że naukowcy wszystkiego nie wiedzą, ja też się za wszechwiedzącą nie uważam, ale akurat tematem osobowości dyssocjalnej i jej związku z popełnianiem morderstw się bardzo interesują, więc mogę spokojnie stwierdzić, że wiem lepiej o czym mówię.
Wiesz, zasłanianie się tym, że inni nie wiedzą wszystkiego nie usprawiedliwia tego, że wykłócasz się o słuszność swojej hipotezy w temacie, o którym nie masz bladego pojęcia - ani o swingowaniu, ani o psychopatach, ani o porno w sumie nie wiesz za wiele. A już o tym jaki ma jedno z drugim związek sama bym nie zakładała, bo to za szeroki temat i za dużo przypadków do przeanalizowania.
To nie jest kongres naukowy, ale wybacz, nie będę bezczynnie patrzeć jak ktoś wypisuje takie pierdoły. Dalej uważasz, że porno jest katalizatorem w procesie "powstawania" seryjnego mordercy, choć nie wszyscy seryjni mordercy w ogóle oglądają porno i jest sporo zabójstw przez nich dokonywanych bez ŻADNEGO podtekstu seksualnego.
Jakby porno było tak bardzo szkodliwe jak twierdzisz, to mielibyśmy poważny problem społeczny, a ja go jakoś nie widzę.

Nie zamierzam zaprzestać stosowania sarkazmu, a Twoje śmiertelnie poważne podejście do tego tematu i do samego porno sprawiają, że nie mogę się wręcz powstrzymać tongue
To Twoje oburzenie na moje żarty między innymi sprawia, że wydajesz mi się dość dziecinna (pomijając już ten upór mimo przedstawionych argumentów).

Twierdzisz, że ludzie muszą mieć jakiś powód aby zacząć być swingersami - owszem jakiś mają, tylko czemu szukasz wszystkich złych i drastycznych, a nie pomyślałaś, że może chcą urozmaicić swoje życie erotyczne i czerpać z tego radość.

Wybacz, ale nie popłaczę się z współczucia nad ludźmi, którym porno zrobiło sieczkę z mózgu, bo to oznacza zwykle, że i tak niewiele w tej głowie mieli tongue

178 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2013-10-08 15:43:40)

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
WitchQueen napisał/a:

No jasne, że naukowcy wszystkiego nie wiedzą, ja też się za wszechwiedzącą nie uważam, ale akurat tematem osobowości dyssocjalnej i jej związku z popełnianiem morderstw się bardzo interesuję, więc mogę spokojnie stwierdzić, że wiem lepiej o czym mówię.

Czy ja powiedziałam, że wiesz mniej? Nie. To ja wiem mniej. A to, że Ty czujesz taką potrzebę, żeby kolejny raz tak bardzo podkreślić swoją wiedzę, a moje wypowiedzi uznać przez to za dziecinne wypociny, to już Twoja sprawa, mnie to w ogóle nie obchodzi.

WitchQueen napisał/a:

Wiesz, zasłanianie się tym, że inni nie wiedzą wszystkiego nie usprawiedliwia tego, że wykłócasz się o słuszność swojej hipotezy w temacie, o którym nie masz bladego pojęcia - ani o swingowaniu, ani o psychopatach, ani o porno w sumie nie wiesz za wiele. A już o tym jaki ma jedno z drugim związek sama bym nie zakładała, bo to za szeroki temat i za dużo przypadków do przeanalizowania.

Nie zasłaniam się tym, że inni nie wiedzą wszystkiego. Ja tylko stwierdzam prosty fakt: nikt nie wie wszystkiego, w tym i JA i TY. Po prostu. Wbrew pozorom to Ty szukasz dziury w całym.

Z tym, że wiem niewiele, to się grubo, grubo mylisz. Bo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Z moich wypowiedzi wyłuszczasz tylko część słów, które Ci nie pasują, a nie patrzysz na to jako całość, a całość jest inna niż Ci się wydaje. Uczepiłaś się tylko tej pornografii, a ja pisałam też o innych rzeczach. To do Ciebie trzeba się zwracać jak do małego dziecka i wszystko tłumaczyć, więc radzę Ci: przeczytaj mój pierwszy post i kolejne JESZCZE RAZ. I wtedy może zobaczysz, że ja wcale tak jednostronnie ludzi nie oceniam i się asekuruję, zgodnie z zasadą: NIGDY NIE MÓW NIGDY. Ludzie są różni i dopuszczam taką możliwość, że swingowanie jest normalne i że chodzi tylko o wzbogacanie życia seksualnego, aczkolwiek jestem w tym sceptyczna. SCEPTYCZNA i nic więcej. SAMA powiedziałaś, że jest to szeroki temat, więc zgodnie z tym może być wiele przyczyn takiego a nie innego zachowania: zwykłych i niezwykłych zachowań.

WitchQueen napisał/a:

To nie jest kongres naukowy, ale wybacz, nie będę bezczynnie patrzeć jak ktoś wypisuje takie pierdoły. Dalej uważasz, że porno jest katalizatorem w procesie "powstawania" seryjnego mordercy, choć nie wszyscy seryjni mordercy w ogóle oglądają porno i jest sporo zabójstw przez nich dokonywanych bez ŻADNEGO podtekstu seksualnego. Jakby porno było tak bardzo szkodliwe jak twierdzisz, to mielibyśmy poważny problem społeczny, a ja go jakoś nie widzę.

Nie mam Ci czego wybaczać, po to jest forum żeby dyskutować. I nie sądzę, że wypisuję pierdoły, po prostu nie czytasz dokładnie co piszę i źle to interpretujesz.

Gdzie ja powiedziałam, że chodzi im tylko o podtekst seksualny? Nigdzie. Napisałam w poprzednim poście: "Możliwe, że były lub znaleźliby sobie inne bodźce, ale tu sobie możemy pogdybać: kiedy i jakie, nic więcej." oraz "No ja wiem, że nie każdy morderca, pedofil czy gwałciciel muszą mieć osobowość dyssocjalną. Są różne przypadki: zabójstwa w afekcie, w obronie własnej itp." Więc dlaczego mi wmawiasz, że we wszystkim widzę tylko pornografię jako jedyne zło świata itd.?

I tak, nadal uważam, że pornografia jest szkodliwa, ale nie popadam przez to w paranoję, w rozsądnych "dawkach" nie szkodzi i ma jakieś tam swoje plusy, a jakie to plusy to już każdego indywidualna sprawa. Po prostu. Pornografii nie zlikwidują, bo to naprawdę duże pieniądze, liczone w miliardach. Jak ktoś się czasami oburza, to od razu zaczynają się mowy o jakiejś wolności itp., więc o likwidacji nie ma mowy i nie liczę nawet na to, że tak się stanie.

WitchQueen napisał/a:

Nie zamierzam zaprzestać stosowania sarkazmu, a Twoje śmiertelnie poważne podejście do tego tematu i do samego porno sprawiają, że nie mogę się wręcz powstrzymać tongue To Twoje oburzenie na moje żarty między innymi sprawia, że wydajesz mi się dość dziecinna (pomijając już ten upór mimo przedstawionych argumentów).

Twój sarkazm mi nie przeszkadza, podkreślałam to już wcześniej, a Twoje żarty m.in. o wrednej staruszce były zabawne. Oburzenie było tylko na samym początku, kiedy nie wiedziałam dlaczego tak właśnie piszesz, ale teraz już rozumiem wink Nie jestem taka poważna jak Ci się wydaje, po prostu ten temat o którym mówimy nie wydaje mi się taki śmieszny, raczej życiowy, więc mówię tak a nie inaczej.

Z tym uporem, to Ty jesteś uparta tak samo jak ja. Wydaje mi się, że różnica leży w tym, że ja zgadzam się z kilkoma Twoimi argumentami (o samej osobowości dyssocjalnej - tak, o pornografii - już nie za bardzo), ale Ty tego nie widzisz lub nie chcesz widzieć. To może powinnaś pomyśleć o jakimś słowniku, bo masz duże problemy z dokładnym rozumieniem poszczególnych zdań. I zapamiętaj: moja hipoteza nie dotyczyła tylko pornografii, to tylko jedna z WIELU rzeczy, ale tylko szczegółowiej opisana przeze mnie, ponieważ to ona tak Cię zirytowała, więc ja Ci spokojnie odpowiadałam. Nic więcej.

WitchQueen napisał/a:

Twierdzisz, że ludzie muszą mieć jakiś powód aby zacząć być swingersami - owszem jakiś mają, tylko czemu szukasz wszystkich złych i drastycznych, a nie pomyślałaś, że może chcą urozmaicić swoje życie erotyczne i czerpać z tego radość.

Już w swoim pierwszym tutaj poście napisałam, że nie wykluczam takiego zwykłego erotycznego powodu, czyli normalnego powodu. Tylko myślę, że w większości przypadków chodzi nie tylko o to. I nie zaczynaj znowu mi tu na siłę wciskać pornografii. A co do tego katalizatora W PRZYPADKU psychopatów oglądających pornografię, to tak dla wyjaśnienia, chodziło mi o to, że takie coś jednak przyśpiesza (może nie zawsze, ale jednak) ewentualne gwałcenie czy zabijanie - zwykła wizualizacja. Chociaż może to być nawet bajka na dobranoc, jak mówiłaś wink

Co tych złych i drastycznych powodów, ja np. takie niskie poczucie własnej wartości nie uważam za coś złego, bo co w tym złego? Tak się czasami zdarza.

WitchQueen napisał/a:

Wybacz, ale nie popłaczę się z współczucia nad ludźmi, którym porno zrobiło sieczkę z mózgu, bo to oznacza zwykle, że i tak niewiele w tej głowie mieli tongue

Znowu chcesz, żebym Ci wybaczyła wink Niepotrzebnie. Nikt Ci od razu płakać nie karze, ale trochę empatii lub zwykłego zrozumienia może by Ci się przydało, to już jednak zależy tylko od Ciebie, ja Cię do niczego nie zmuszam. Bo ja jednak próbuję zrozumieć takich ludzi, ponieważ uważam się za równą wobec wszystkich, zwykły szacunek, po prostu.

Chociaż jak tak sobie pomyślę, to się nie dziwię, że akurat Ty coś takiego napisałaś. Bo przecież Ty jesteś taka mądra; o psychopatach dużo wiesz; tyle fajnych argumentów masz; Twoi rówieśnicy są dziecinni, więc Ty dorosła z nimi dogadać się nie możesz; patrzysz z góry na tych którzy tyle pornografii co Ty nie oglądają i po prostu temu tak nie przyklaskują; wszystko co niezgodne z Twoimi przekonaniami śmieszy Cię lub jest zwykłą pierdołą.

Ciekawe, gdzie się zapodziała Twoja tolerancja i czytanie ze zrozumieniem? A tak w ogóle z dzieckiem też można toczyć ciekawe rozmowy, czasami taki dorosły to głupszy od dziecka jest...

Jednak nie wszyscy mają takie szczęście jak Ty, która masz tak "poukładane w głowie". I może ja (tak jak Ty) też pozwolę sobie na taki sarkazm, bo się dobrze bawię tą dyskusją (tak jak Ty): uważaj żeby kiedyś i Tobie jakaś sieczka w mózgu się nie zrobiła w ramach "wyjątku" tongue Uważaj tongue

179

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?
Jaguar napisał/a:

[b]
1. Mowimy sobie o tym z kim i gdzie i kiedy. Zmartwilabym sie gdyby mi maz do domu nie wrocil i nie poinformowal ze sobie spokojnie uprawia seks a nie lezy gdzies w szpitalu z przetraconym kregoslupem.
2. W ogole szczerze miedzy soba o swoich potrzebach rozmawiamy. JEsli jedno chce czegos sprobowac to o tym rozmawiamy. Ale jesli jedna strona nie wyraza zgody to nie ma przymusu.
3. Nie nabijamy sobie punktow. Nie dziala to na zasadzie ja dzisiaj z tym to on musi jutro z kims innym zeby miec wiecej numerkow na liscie.
4. Trzymamy sie z dala od osob w zwiazkach. To ze my mamy liberalne poglady nie oznacza ze druga polowka interesujacego mnie faceta tez takie ma. JEsli wiem ze facet jest w zwiazku to sie za nigeo nie zabiore. No chyba ze jego zona zechce sie dolaczyc :)
5. Otwarty zwiazek jest mozliwoscia a nie koniecznoscia. To ze mamy taka mozliwosc nie oznacza ze rzucamy sie niczym zwierzeta na kazda sztuke meska czy zenska.

A ja mam w sobie owartość na takie doświadczenie, nie wiem,czy otwartosc oznacza gotowosc. Otwartosc na poszerzenie granic. kocham swojego meza, on mnie tez i myslimy o tym, zeby sie otworzyc, nie wiemy na co jeszcze, na przygodę, coś niecodziennego, okazję. nawet nie chodzi o to, by prowokowac takie sytuacje, po prostu pozwolic sie poniesc fali i zobaczyc gdzie nas zaprowadzi. No wlasnie gdzie nas zaprowadzi? Nie widze tego jako zdrady, ale umowy miedzy dwojgiem kochajacych sie  ludzi, ktorzy pozwalaja sobie nawazjem na nowe eksploracje swojego potencjalu. czemu mamy sie ograniczac. byle trzymac sie zasad - Jaguar twoje wydaja sie godne nasladowania, napiszesz cos wiecej o sferze odczuc, emocji, jakie to uczucie, kiedy doswiadczy sie tego pierwszy raz. Ciekawi mnie opis swiata przezywanego :)

180

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Każdy z nas jest inny. Nigdy nie zdradziłam partnera, ale zdarzało mi się kończyć związek, by móc zacząć następny. W dłuższej perspektywie to życie razem jest trudną sztuką. Mam za sobą dwa związki 6 letnie i na koniec każdego strasznie się męczyłam. Czasami czuję, że ja nie jestem stworzona do życia w związku "póki śmierć nas nie rozłączy", no ale i w otwartym bym nie mogła, bo pewnie bym wiązała się emocjonalnie. Najbardziej chyba odpowiadałby mi ten poliamoryczny, no ale bałabym się spróbować.

181

Odp: Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Zdrada to bardzo szerokie pojęcie. Najprościej ujmując rzecz - o zdradzie mówimy wtedy, gdy jedna z osób zaczyna łamać granice wspólnie ustalone z partnerem. I nie zawsze chodzi tylko o cielesność - są związki, które mają otwarte małżeństwa i więź na tym nie cierpi( oboje świadomie i dobrowolnie, jak również wspólnie się na coś zgodzili, bezinteresownie dając i czerpiąc z takiego typu relacji). Znam też osobiście małżeństwo - kilkanaście lat stażu - gdzie dla żony zdradą nie był seks z inną osobą (swingują oboje), ale zatajanie informacji przez męża, że toną w długach. I to właśnie złamało jej zaufanie i spowodowało silny kryzys w związku.

Inna kwestią, że nie należy oceniać innych miarą, która nam w danej chwili się wydaje najlepsza. Jaką my mamy gwarancję, że to właśnie dla innych osób będzie dobre? Śmieszą mnie osoby, które są pyszałkami i myślą, że wiedzą jak ktoś powinien lub nie powinien postępować. A może zdrada czasami cuci? Może poprzez kryzys otwiera drzwi do bardziej wartościowego świata, bardziej świadomego? Może pomaga kończyć coś co i tak miało umrzeć? Nie ma rzeczy tylko złych, lub tylko dobrych - i podobnie jest ze zdradą.

Posty [ 131 do 182 z 182 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Wierność nade wszystko, swingowanie, związek otwarty?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026