kammiś napisał/a:Nie jestem perfekcjonistką. Daleko mi do perfekcjonistki - to największy ból.
Korci mnie żeby to skomentować, ale ciekawy jestem jak inni odbierają te właśnie dwa zdania.
Nie chce przekopywać tego wątku od nowa. I tak przeczytałem tylko trzy pierwsze i trzy ostatnie strony...
ale pamiętam jedną sytuację. Tą, w której byłaś niezadowolona po zaprezentowaniu jakiegoś referatu pomimo pochwały ze strony wykładowcy. Być może takim reakcjom z Twojej strony przypisałem zbyt dużą rolę.
Na marginesie dodam, że chodzi mi o perfekcjonizm w dziedzinie, którą się zajmujesz a nie we wszystkim. Bo przecież pisałaś, że jesteś kiepska w tym czy tamtym.
kammiś napisał/a:Ale nadal nie rozumiem sensu pytania wplecionego w ten kontekst ;)
No tak, skoro nie uważasz się za perfekcjonistkę mogłaś tego nie zrozumieć ;)
W skrócie, gdyby Fleming zawsze zmywał po sobie to by prawdopodobnie nie odkrył penicyliny, nie?
Ciężka praca i wiedza jest głównym składnikiem sukcesu, ale bywają też i inne. Czasem, jak w przypadku Fleminga ten składnik jest niemal idealnym zaprzeczeniem takiego klasycznego podejścia do tego problemu (harować, harować, nawet poświęcając rodzinę, przyjaciół itp. a efekt w końcu przyjdzie).
Na przykład wyobraź sobie taką sytuację:
Masz do wykonania jakieś poważne zadanie/ projekt ale mimo, że siedzisz nad nim już długo, wciąż za cholerę nie możesz uchwycić zasadniczej istoty problemu (tak jak ja w tym wątku :D). W pewnym momencie do pokoju/gabinetu ktoś wchodzi. Powoduje to straszliwy przeciąg a kartki, skoroszyty, fiszki wirują po całym pokoju. Gościowi jest głupio a Ty jesteś wściekła. Próbujesz to posprzątać jakoś. W pewnym momencie bierzesz do rąk dwie luźno leżące, przypadkowe kartki z jakichś różnych zbiorów (opracowań).
Rzucasz okiem na jedną, potem na drugą ... i bingo! Masz rozwiązanie.
Prawo i cała reszta tzn. tak zwane "życie" to dwa przenikające się, zazębiające koła. A odniosłem wrażenie, że Ty traktujesz te dwie składowe jako coś kompletnie odrębnego i stajesz się bezosobowa jak właśnie samo prawo, którym się zajmujesz. Jak jakaś "sztuczna inteligencja".
Niestety nie potrafię tego lepiej wytłumaczyć, przerasta mnie to trochę, zwłaszcza, że po Twoim ostatnim poście to właściwie akademickie rozważania z mojej strony.
Ale przypomniał mi się pewien film. O pojedynku Deep Blue z Kasparowem (komputer contra szachowy geniusz) Zapadła mi w pamięci konkluzja Kasparowa, że przegrał jedną z partii bo nie mógł zrozumieć jak program komputerowy mógł wykonać pewien ruch, którego zdaniem Kasparowa program NIE MÓGŁ wykonać. I tak się zafiksował na tym punkcie, nie mógł się skupić po prostu, że w efekcie przegrał cały mecz. Bez urazy- swoje pozytywne zdanie na Twój temat podtrzymuję ale Ty mi przypominasz bardziej ten komputer niż Kasparowa...
W sumie dygresja, ale film polecam.
kammiś napisał/a:"... Wiem, że zabrzmi to źle, ale jeśli mam mówić prawdę to powiem - mam potrzebę bycia w centrum uwagi i bycia "poważaną"
Nie no, po 27-dmiu stronach zaczynasz być szczera?! Jaja sobie robisz ? xD
;)
Ale żarty żartami... A czy Ty potrafisz docenić (czy jak to określiłaś- "poważać") ludzi ze swojego otoczenia? Powiedzieć coś miłego, coś co by ich usatysfakcjonowało pracę którą wykonali, nową kieckę czy fryzurę jakiejś znajomej itd. itp. Albo chociaż dać im to do zrozumienia jakoś inaczej? Ludzie tego potrzebują, a jak w tej kwestii jesteś, powiedzmy "skąpa", to i im ciężko się przełamać i dać Tobie to samo nawet jak Ty zasłużysz.
Co do Twojej ogólnej opinii o facetach to nie podejmuję się dyskusji. Ale ciekawy jestem czy jakby zestawić ze sobą te dwa fakty; zdrady Twojego Ojca i tego, że on i Twój facet mają teraz ze sobą dobry kontakt, to mogłabyś tak jednoznacznie stwierdzić, że to pogłębia trochę tą Twoją niezbyt pochlebną opinię?
Czemu właściwie ich spotkania stanowią dla Ciebie problem? Może Twój facet jest jakimś nieczułym skubańcem i mu nie zależy a może wręcz przeciwnie- może razem z Twoim ojcem starają się przeanalizować i jakoś rozwiązać problemy, które ostatnio zaistniały między Wami? Aż tak bardzo ta druga wersja do niego/do nich nie pasuje, że odczuwasz to jakby "knucie" za swoimi plecami?
I jeszcze jedno, wybacz jeśli będziesz się musiała powtarzać. Ale rozmawiałaś ze swoim Ojcem na temat tamtej jego zdrady, którą widziałaś?
Bo wydaje mi się, że skoro to wpłynęło jakoś na Twoje relacje z facetami, to masz prawo oczekiwać żeby wyjaśnił Ci dlaczego to zrobił/robi.
kammiś napisał/a:Mowię mu: "głowa mnie boli, ale ciebie to przecież w ogóle nie obchodzi" ... "Westchął"
Ha! Możecie się śmiać, Ty kammiś i w ogóle dziewczyny tutaj, ale to bardzo znaczące westchnięcie! ;)
W uniwersalnym języku mężczyzn oznacza to, że On uważa, że jest OK bo chwilę wcześniej, mając jak najlepsze intencje powiedział na przykład: "Kochanie, przestań na chwilę zakuwać bo jak patrzę jak się męczysz to zaczynają mnie zęby boleć" albo chciał Ci wymasować ramiona a Ty go zbyłaś bo Ci to przeszkadza w pracy, a nie pomaga. Przykłady tego rodzaju można mnożyć właściwie w nieskończoność.
Niedawno znalazłem taki filmik, ociera się to dość blisko o ten problem:
https://www.youtube.com/watch?v=hntc7oI8FpY (tak od 7:20 mniej więcej)
Może to będzie idiotyczne pytanie, ale rozmawiałaś z nim o tym, powiedziałaś mu (tak na spokojnie, nie w kłótni), że tego i tego Ci brakuje?
kammiś napisał/a:...On tego NIE ROBI...
Patrz wyżej, WIE O TYM że tego potrzebujesz? Tzn. że potrzebujesz tego więcej/inaczej niż on Ci tego dostarcza. Może i on jest idealny, ale warto potraktować czasem faceta jak niedojrzałego debila ;)
I jeszcze jedno, cofam to, że powinnaś się leczyć bo przeczytałem dzisiaj, że czasem utożsamienie się z daną jednostką chorobową może samo w sobie pogorszyć sytuację. Bo człowiek może wtedy dojść do konkluzji, która w jednym zdaniu wyraża się w zdaniu "Jezu, to jest CHOROBA, więc nie dam rady :(".
I się poddaje... I biorąc pod uwagę moje doświadczenia, to może być prawda :/
Tak że cofam, pół żartem, ale cofam.
No i cieszę się, że czujesz się lepiej (chociaż za kujonami nadal nie przepadam)
;)