Hej.
Długo się nie odzywałam.
Od mojego ostatniego wpisu miałam jeden kryzys. Spowodowany był on próbą zawiązania bliższej znajomości z innym facetem. Były podobne rozmowy co z moim ex, ale padały inne odpowiedzi i to mi nie pasowało. Byłam oczywiście miła i grzeczna, ale dotarło do mnie że nie jestem gotowa jeszcze na kolejne związki, bo porównuję facetów do tamtego. Ale tylko w bliższych relacjach, a nie gdy patrzę na nich i podobają mi się (jak pan na stacji benzynowej
). Co ciekawe - gdy nie wdaję się w znajomości z facetami - nie myślę o ex, nie płaczę zupełnie.
Dopiero ta randka rozdrapała rany.
W każdym razie wtedy, gdy wróciłam do domu, zrobiłam sobie "Wieczór Rozpaczy" - oglądałam wspólne zdjęcia, wspólne filmiki, słyszałam jego głos, widziałam znów jego uśmiech (nie robiłam tego wcale od naszego rozstania) - bolało bardzo i jednocześnie czułam ulgę że znów jest jakby obok. Płakałam i cierpiałam.
Następnego dnia czułam jeszcze echo tego smutku, ale potem znów mi przeszło i przestałam o nim myśleć.
Przestałam także rozkazywać sobie mysleć o nim z nienawiścią, bo to było oszukiwanie samej siebie.
Od rozstania minęło ok. 5 tygodni, z perspektywy czasu oceniam go jako wspaniałego człowieka i uważam że nasz związek był udany. Facet był czuły, kochany, dawał z siebie wszystko, był inteligentny, był moim przyjacielem. Byłoby nie fair i byłoby brakiem szacunku do samej siebie stwierdzić że to było nic nie warte i że powinnam go znienawidzić.
Z jakiegoś powodu nie chciał już tego kontynuować, może skończyły się jego uczucia, a może chodziło o inną kobietę, nie wiem. Jedyne co mogę mu zarzucić to właśnie to że nie chciał mi wyjawić prawdziwej przyczyny. Ale poczucie odrzucenia nie powinno być powodem dla którego wspomnienia wyrzucę do śmieci. Wolę uśmiechać się do wspomnień i myśleć, że z jakiegoś powodu było nam po prostu nie po drodze. Dopóki trwało, byłam przecież szczęśliwa.
Tylko że generalnie ja mało o nim myślę, mam ostatnio wiele spraw na głowie, mnóstwo pracy, nowych obowiązków, wciąż tamte problemy ze zdrowiem (bez obaw, nie są one jakieś bardzo poważne
). No ale jak już o nim myślę, to staram się właśnie tak pozytywnie.
A z nowym związkiem wolę jeszcze poczekać. Jest póki co za wcześnie.