katarzyna.gierlich napisał/a:Jestem również w trakcie rozstania... inaczej nie wchodziłabym przecież w pracy na takie fora i nie szukała dowartościowania i nadziei. Rzucił mnie facet, który eweidentnie skojarzył ze mną brak spokoju.. myślę, że byłam zbyt emocjonalną osobą, bardzo ambitna i niecierpliwą. Czasem chciałam z niego zrobić kogoś kim nie był, z jednej strony wymagałam, a z drugiej dostosowywałam wszystko dla niego, nawet gdy był zimny, zawsze chciałam dać mu wsparcie, zawsze mówiłam mu, że ze wszystkim sobie poradzimy i że skoczę za nim w ogień i tak było. Cierpiałam, ale i tak szłam za nim. Niestety swoje niezadowolenia pokazywałam w nerwach, krzykach kłótniach, czasem pisali do mnie inni faceci i mnie dowartościowywali, bo mój mężczyzna mi tego nie dawał... Otworzyliśmy firmę za moją namową i to był nasz gwóźdź do trumny... on nie wytrzymał stresu i zostawił mnie ze wszystkim... Z pieniędzmi do odrobienia, z mieszkaniem do ogarnięcia... Mówi ludziom jak bardzo mnie nie kocha i jak nie jest szczęśliwy... Jest mi tak przykro słyszeć to, byłam osobą toksyczną bo w moi domu było dużo nerw i kłótni, nie znałam czegoś innego.. Przyznam szczerze, że wtedy mało nad sobą pracowałam. Dziś po rozstaniu wróciłam do psychologii i coachingu, wytworzyłam sobie nowe dźwignie i od kiedy nie mam z nim kontaktu, nie ma w ogóle we mnie złości... jestem dziwnie wyciszona, ale nie dlatego, że on mnie denerwował, tylko dlatego, że nerwy zaczęłam identyfikować z cierpieniem, a nie z przyjemnością... Ja szczerze wierze, że ludzie się zmieniają tylko trzeba chcieć i to pielęgnować... Pamiętam jak wypisywałam do niego i jak go obrażałam, dziś tego we mnie nie ma minęły dopiero 2 tygodnie jak zerwałam definitywnie kontakt, mimo że serce boli nie napisze do niego... Mimo, że mnie wiele rzeczy denerwuje nie wybuchme, tylko chciałabym jednego szansy od losu, by mógł mnie poznać nową...
Twoja historia jest troszeczkę inna. Ty jakby sobie sama zapracowałaś na to rozstanie (bez urazy) - kłótniami, wrzaskami i flirtowaniem z facetami. Sama mam taki związek za sobą, gdzie facet mnie denerwował niesamowicie, robiłam akcje, kłótnie, krzyki. Parę razy dawał mi szanse, ja sądziłam że się zmieniłam, ale gdy wracaliśmy do siebie znów zaczynał mnie strasznie denerwować i zaczynało się od nowa. Potem odszedł ode mnie definitywnie, a ja znów sadziłam że się zmieniłam.
Nigdy już do mnie nie wrócił.
To rozstanie bardzo mną wstrząsnęło, tak naprawdę dopiero to rozstanie mnie zmieniło. Jestem pewna, że gdyby ten facet do mnie wrócił, ja po czasie znów krzyczałabym na niego i się kłóciła.
Dobrze wiesz, że 2 tygodnie to za mało by się zmienić. Po prostu tak Ci się tylko wydaje, bo bardzo za nim tęsknisz.
Potraktuj rozstanie z tym facetem jako najwspanialszą naukę by się rozwijać. Pokazało Ci ono, że każdy człowiek ma swoje granice.
Może też być tak, że po prostu nie pasowaliście do siebie, działał na Ciebie jak płachta na byka, a teraz go idealizujesz. Nie to że był zły, po prostu nie był dla Ciebie.
imponderabilia napisał/a:Skoro więc nie chcą, to po jaką cholerę się tym przejmować. Czy jak Was Drogie Panie nie zaprasza ktoś na przyjęcie, to pchacie się tam na chama? Oczywiście, że nie. Przyjmijcie więc w takich przypadkach podobną postawę. Być może to pławienie się w smutku Wam pomaga. I taka droga przechodzenia przez to wszystko jest skuteczna. Osobiście wydaje mi się, że takie wyciąganie tego, przemyśliwanie wszystkiego, rozkminianie "co miał na myśli tym gestem, może tęskni, może kocha tylko o tym nie wie" do niczego nie prowadzi. Nadzieja, którą staracie się kreować w swoich umysłach to utopia. Po co? Coś było, skończyło się, więc czas na coś innego, nowego. Kolejne doświadczenie z którego należy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Naturalna kolej życia. Biadolenie, płacz, męki do niczego nie prowadzą. Łapanie się tej ostatniej deski ratunku, że może ktoś napisze tutaj, że jednak jest nadzieja, że widać światełko w tunelu.....
To, że jesteście w takim miejscu swojego życia, z takimi uczuciami jest spowodowane tym, że to ONI podjęli decyzje. Skoro więc tak się stało, uszanujcie to, odwróćcie się na pięcie i adieu. A jak im się zmieni, Wam już przejdzie, będą chcieli powrotów to kopa w tyłek i tyle. Życie tak krótkie jest, może jutro Was już nie będzie a zajmujecie myśli czymś co niewarte tego jest.
"Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy".....jak juz będziecie bez tych negatywnych emocji to słowa te wydadzą się tak oczywiste, optymistyczne i piękne.
Tak, wiem że masz rację.
Ja czuję, że z dnia na dzień jest coraz lepiej. Koleżanki w pracy powiedziały dziś, że wyglądam i zachowuję się już zupełnie inaczej niż na początku tygodnia. Przyznam że wiele czasu poświęcam na pracę nad tym. Robię notatki, analizuję swoje uczucia, rozmawiam jakby sama ze sobą, wizualizuję sobie siebie szczęśliwą albo przypominam sobie czasy zanim go poznałam. Rozmyślam o tym że np. kiedyś nie miałam pojęcia że on istnieje, a jednak byłam szczęśliwa. Teraz też nie mam jeszcze pojęcia o istnieniu kogoś, kogo pokocham.
Ja zawsze byłam dość ogarnięta emocjonalnie, tzn. w tym sensie że zakładałam że to ja rządzę swoimi emocjami, a nie one mną (brzmi to paradoksalnie w obliczu opisanego wyżej związku - wtedy po prostu uważałam że mogę sobie pozwalać na takie zachowania, w końcu wszystko mi wybaczał). Rozstania przeżywałam zawsze bardzo mocno, ale krótko. Wiem, że tym razem też tak będzie. Tym bardziej że już od 2 tygodni przed ostatecznym rozstaniem dla mnie to był obcy facet i czułam przez skórę, że coś się kroi.
Nie można czekać aż samo wszystko minie. Aż przejdzie. Myślę także że zajmowanie się czymś, aby nie myśleć to tylko taki pobieżny sposób. Bo to uciekanie od problemu. Trzeba włożyć swoją energię i czas w pogodzenie się z faktem oraz w zapominanie. Myślę że warto czytać poradniki o tym, robić swoje własne zapiski, rozmyślać o tym holistycznie, tzn patrzeć na problem w inny sposób niż dotychczas, wyobrażać sobie siebie w innych sytuacjach (szczęśliwych) itd. Na pewno jeszcze parę razy dopadnie mnie kryzys, ale widzę sama po sobie że jest lepiej, zaczynają znów mnie cieszyć drobne rzeczy i odczuwam coraz większy dystans do mojej sytuacji z ex.