Witajcie!
Jaga to pięknie z jego strony. Widać, że chłopakowi zależy. Bardzo miła niespodzianka
Cieszę się 
Wybaczcie, ale teraz mogę być mniej aktywna jako moderatorka i userka
Dlatego teraz jestem i aż ciężko pisać... Moja psina umarła
Ostatnio była słaba, ale dostała na tego raka zastrzyki, osłabienie wydaje się być normalnym w przypadku starego, schorowanego leczonego psa..także nikt z nas się nie spodziewał.. owszem, ciągle leżała czy spała, na spacerach często nosiłam ją na rękach, bo już bardzo słabe łapy miała i słabo chodziła, wywracała się, ale myśleliśmy, że jeszcze trochę z nami pobędzie. Tzn, mama rano zobaczyła jak ona strasznie piszczy, widać było, że bardzo ją boli, nic nie chciała jeść, a zawsze do jedzenia była pierwsza, za łóżko się chowała, nie mogła znaleźć sobie miejsca. Bardzo cierpiała, a przy takim stanie wątroby, skoro już tak ją bolałó, to ból byłby tylko większy. Dlatego moja mama pojechała z nią do weterynarza i uśpili ją. Wtedy spałam. Trochę przykro mi, że nie obudziła mnie, ale trochę ją rozumiem... A sama ostatnio mam bardzo mocny sen, więc nawet jej głośne piszczenie mnie nie obudziło. Mama powiedziała, że nie chciała mnie budzić, żebym widziała ją w takim stanie.
To niby "pies mój i siostry", więc trochę początkowo było mi przykro, że chociaż nie obudziła mnie, nie skonsultowała decyzji, tylko sama tak szybko ją podjęła. No, ale sama rozumiem, na pewno tak cierpiała, że trzeba było szybkiego działania, a ja oczywiście zgodziłabym się na uśpienie, z tym, że mama chciała bym zapamiętała ją taką jaką była, a nie umierającą- także mimo początkowego żalu rozumiem moją mamę. Tak za tydzień moja sunia skończyłaby 15 lat
Byłam w Warszawie, bo umówiłam się z moim facetem i nie odwoływałam już, doskonale zrozumiał moją sytuację, bo sam miał 10 lat temu psa, 10 lat temu zmarł i do tej pory na myśl o nim roni łzy. Zabrał mnie do kina, sama też chciałam i zasugerowałam mu, na taką bajkę "Kumba". Bajka wspaniała, ale niestety była tam scena śmierci, więc od razu zrobiło mi się smutno, smutno z powodu mojej pisny, z powodu ogólnie tego, że śmierć jest, a wszystko bym dała, bym ja, inne osoby, szczególnie mi bliskie, żebyśmy nigdy nie umarli, żebyśmy zawsze tu na ziemi byli obok siebie
Wiem, wiem, pewnych rzeczy nie da się zmienić, ale bardzo bym chciała, taki gen nieśmiertelności albo przynajmniej długowieczności, 100 lat minimum, bo ten czas... tak szybko płynie, za szybko, dlatego 100 lat człowiek na tej ziemi jak dla mnie powinien minimum mieć.. Nie wiem czy ze mną się zgadzacie, ale ja takie zdanie mam w tym temacie i zawsze miałam, myślę tak, nie tylko w chwilach, gdy tracę kogoś, kto jest dla mnie ukochany. Po prostu tak uważam
A jutro chłopak przyjedzie do mnie do domu. Bardzo się cieszę.. Jest dla mnie ogromnym wsparciem. Właśnie w takich chwilach, zwłaszcza, dobrze jak jest obok mnie, najlepiej właśnie dziś, jutro, codziennie lub prawie codziennie, jak najczęściej.
P.S Mój facet też dzisiaj ogląda mecz Już dojechał do swojego domu i będzie oglądał.