Jaga masz wiele racji
Co więcej, nawet w okresie, gdy moja wiara była silna, to nikogo nie oceniałam, nie nawracałam. To każdego wybór według mnie. Dlatego jeśli ksiądz czy siostra zakonna mówili, żeby przekonywać do wiary kogoś "bo jest na złej drodze", to mimo swojej wiary zawsze przeciw temu się buntowałam. No bo dla mnie to było oczywiste, że ja mogę wierzyć, ktoś inny nie, a może być tak samo dobrym człowiekiem albo o wiele lepszym. Dlatego też nie rozpatruję tego pod kątem wiary. Chociaż fakt, w sytuacji istnienia Boga ateiści mogą wiele stracić, a ten kto wierzy, to nic nie straci, nawet jeśli Boga by nie było, kiedyś taki jakiś wiersz był o tym i teoretycznie prawda.. z tym, że nie da się zmusić do wiary, nie da się wierzyć na siłe, by wierzyć i byłoby to bez sensu.
Na szczęście nie wszyscy katolicy czy księża itp mają takie poglądy, bo nawet tu na forum jest sporo osób wierzących w Boga, które są tolerancyjne. Ja mam kryzys wiary, też dlatego właśnie, że .. owszem, wierzę, że jest Bóg, często czułam jego obecność.. ale no właśnie.. nie zgadzam się z tym, że seks przed ślubem i wspólne mieszkanie jest niedobre, nie zgadzam się też z tym, że homoseksualiści to zło, w niektórych wypadkach rozumiem aborcję, choć generalnie też jestem przeciw, rozumiem też poniekąd eutanazję... No więc, z jednej strony wierzę, choć nie wierzę też tak mocno jak kiedyś w Boga, a z drugiej mam takie poglądy, że po prostu z wieloma zasadami nie pokrywają się. Dlatego nie nazywam się tak zdecydowanie katoliczką, bo wiem, że pod wieloma względami nią nie jestem i pod wieloma względami niestety nie zgadzam się z naukami Kościoła. Tak samo jest z samobójstwem, to nie jest tak, że popieram, ale w pewnych okolicznościach potrafię zrozumieć. Kościół ma inne stanowisko. A Ty Jaga jak uważasz?
Paweł, ok, ale sama muszę przyznać, że niemiło mi się czytało, gdy pisałeś, że to co Jaga pisała to młodzieżowa fanaberia. Ja wiem, religia to grząski temat i niby nie powinno się o niej rozmawiać, ale uważam, że nawet na ten temat można spokojnie rozmawiać, bez obrażania nikogo. Nikt z nas nie ma monopolu na prawdę i Jaga ma prawo uważać, że dusza istnieje, a Boga nie ma. Wiele spraw wydaje się przecież nadprzyrodzone, a potem okazuje się, że jest naukowe wytłumaczenie. Dlatego możemy dyskutować spokojnie, na studiach mieliśmy, że chrześcijański dialog z innymi religiami to właśnie powinien być dialog, z poszanowaniem dla drugiej osoby ![]()
A ja po prostu z pełną świadomością mówię o "kryzysie wiary", gdyż wiem, że jako katoliczka powinnam wypełniać wszystko, według zasad Koscioła, skoro w to wierzę, bo wiadomo, wchodząc do jakiejś wiary czy organizacji to powinno się zgadzać z ich zasadami i wypełniać ich, by pokazać, że naprawdę w niej chcemy być, że to nie jest żaden przymus czy niepewność. No, ale nie potrafię, więc na razie po prostu nad tym się zastanawiam, może kiedyś dojdę do jakichś wniosków albo po prostu będę mogła nazwać się chociaż chrześcijanką/protestantką (sama nie wiem, będę musiała o tym poczytać). No albo dalej będę uznawać, że Bóg jest, ale też bez definiowania czy to Bóg katolicki, po prostu siła wyższa, niektórzy tak wierzą i nie chodzą do Kościoła. Nie chcę niczego po prostu robić na siłę
Wielu, nawet katolików mówi, że po prostu nie są w stanie żyć ze wszystkim jak nakazuje Pismo. Mam wielki szacunek do Pisma, bardzo lubiłam czytać i nadal niektóre fragmenty bardzo lubię, ale po prostu ze wszystkim się nie zgadzam. Tak sobie myślę, czy nie ma wiele prawdy w tym, że mogło być tak, że po prostu rodzice mówili o wierzę, przejęłam to, ale jednak nie jest to dokładnie to z czym się identyfikuje. Po prostu czasem tak jest i to żaden powód do wstydu. Owszem, rodzice zaszczepili mi wiarę, wierzę, że to wszystko stworzył Bóg, ale nie zgadzam się z wieloma tymi zasadami, no i tyle.


