Poza tym, tak, poczucie humoru. Byle nie wesołkowatość.
Oczywiście. Wesołkowatości nie zdzierżyłabym.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka dla Przyjaciół ;)
Strony Poprzednia 1 … 417 418 419 420 421 … 470 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Poza tym, tak, poczucie humoru. Byle nie wesołkowatość.
Oczywiście. Wesołkowatości nie zdzierżyłabym.
Ale wy macie tematy... Nic na czym bym się znała...
Nie możemy porozmawiać o uprawie roślinek? ![]()
Jeśli chodzi o poczucie humoru - dla mnie to wytyczna niezbędna nie tylko wobec osobistego faceta. Trudno mi się dogadać z ludźmi bez poczucia humoru. Ciężko mi się przestawić na poważny tryb. A najgorsze co może być to facet, przy którym trzeba dobierać słowa. I tutaj już nie gra roli czy przyczyną jest brak poczucia humoru czy drastycznie niskie IQ...
Monia, fakt, że czasem nie łapiesz niektórych żartów, ale tak uroczo to maskujesz, że zwykle jestem pełna podziwu jak sprytnie z czegoś wybrnęłaś
Serio ![]()
Dlaczego? Poczuje się zbyt pewnie siebie?
To mało powiedziane, dla inteligentnego gościa nie ma nic bardziej odpychającego jak kobieta która czuje się podwładna intelektualnie... (chyba że podnieca go, bycie nauczycielem)
Jesteśmy łowcami ,albo łowimy na mięśnie albo na intelekt , Zwierzyna w sieci nie jest już tak atrakcyjna jak podczas łowienia ![]()
Oooo, ale o obowiązku zasadniczej służby wojskowej wypowiedzieć się mogę ![]()
I jestem podobnego zdania jak Luc - nie na wiele by się przydała taka armia. Wszelkie bardziej zaradne jednostki uciekały do jakichkolwiek szkół (lub innych kombinacji), co wojska trafiały głównie niezaradne tumanki. Przynajmniej w ostatnich latach funkcjonowania tego tworu wszyscy, którzy tam byli z mojego otoczenia to straszne niedorajdy. Np. taki mój ex - ukończył zawodówkę - mechanik samochodowy - i czasem miałam wrażenie, że sie bardziej znam na wnętrznościach samochodu niż on. Więc czego mógł się nauczyć w wojsku? Też niczego. Chociaż nie, nauczył się jednak. Palić i pić.
Pewnie tak
Choć on raczej to samo mówi w drugą stronę, że ja jestem inteligentna, z głupią by nie był. Tylko wiadomo.. każde z nas akurat w sumie interesuje się innymi rzeczami, więc czasem ja mu powiem o tym, on mi o tym. Tak jak mówię, w kwestii piłki nożnej to przy nim zdecydowanie czuję się jak dziecko we mgle.. w sumie w wielu kwestiach
No, ale tak.. ciiii, nie powiem tego ![]()
Oj tak, migali się od wojska. Z jednej strony dobra idea, ale nie sprawdzała się. Mój wujek był w wojsku i udawał chorego psychicznie, by jak najszybciej stamtąd wyjść. Chyba nie udało się, ale nie chciał tam za bardzo być.
Ale wy macie tematy... Nic na czym bym się znała...
Nie możemy porozmawiać o uprawie roślinek?
Pewnie, możemy. Zastanawiałam się, czemu w tym roku udały mi się pomidory.
W zeszłym zaraza wszystkie wzięła, a w tym do tej pory je zbieram
.
Może chodzi o to, że zastosowałam się zupełnie nieświadomie do integrowanej ochrony roślin
.
Jeśli chodzi o poczucie humoru - dla mnie to wytyczna niezbędna nie tylko wobec osobistego faceta. Trudno mi się dogadać z ludźmi bez poczucia humoru. Ciężko mi się przestawić na poważny tryb. A najgorsze co może być to facet, przy którym trzeba dobierać słowa. I tutaj już nie gra roli czy przyczyną jest brak poczucia humoru czy drastycznie niskie IQ...
Mam tak samo...
Najbardziej śmiać mi się chce, gdy ludzie myślą, że ja tak na serio...Oczywiście znajomych dobrałam sobie tak, ze wiedzą, znają, sami mają podobne poczucie humoru.
I to fakt, że nie ma nic gorszego od ludzi, przy których trzeba dobierać ostrożnie słowa- nieważne, czy to facet, czy kobieta...Ale facet chyba gorszy.
Płaski brzuch. Nie musi być kaloryfer, ale nie pociąga mnie wcale męski brzuch obrośnięty tłuszczykiem.
Ja sama mam, hmm, trochę wyrzeźbione mięśnie- lekko zaznaczone, więc mogę "żądać" od faceta płaskiego brzucha.
I już tu Yogi prędko nie zajrzy. Przez najbliższe miesiące będzie mieszkał na siłowni...
Lucyna to naprawdę długi temat , jestem pewien że twój mąż na pewno by się z tym zgodził ,nie jednokrotnie przerabiany , nie da się tego uszczuplić w paru postach..
Beata , roślinki jak najbardziej ![]()
I już tu Yogi prędko nie zajrzy. Przez najbliższe miesiące będzie mieszkał na siłowni...
Najważniejsze, że znajdzie swoje miejsce na ziemi
...
Beata, jak z tego sprytnie wybrnęłam hehe? ![]()
Ja tak jak Ty.. nie bardzo orientuję się w tematach, które teraz są poruszane
No możliwe.. natomiast moje dwie koleżanki to oj, mają, mają poczucie humoru, dlatego one zazwyczaj tak sypią żartami, aluzjami, a ja nie bardzo wiem o co chodzi
Taki chyba mam charakter, staram się by było inaczej, ale do końca tego nie zmienię, coś zawsze takiego zostanie we mnie. Dlatego jak ja gadam z koleżanką to też żartobliwie, ale nie sypiemy tak żartami, jak ona z tamtą. No, ale spotykają się ze mną, pomagają w potrzebie, więc to, że nie jestem tak dowcipna jak one chyba na szczęście im nie przeszkadza ![]()
Inne koleżanki nie mają podobnie jak ja chyba bardzo poczucia humoru, ale mi to nie przeszkadza, bo ogólnie dogadujemy się. Także różnych znajomych mam, i z tych poczuciem humoru, i bez, w przypadku znajomych nie jest to dla mnie konieczna cecha raczej
Co do płaskiego brzucha, gruba niby nie jestem, ale idzie mi w brzuch, więc w porównaniu do nóg itp jest widoczny, zwłaszcza bez ubrania, płaski absolutnie nie jest. No, ale leń teraz mam taki, że nie chcę mi się nad tym pracować, ale popróbuję, tylko nie tak, żeby mieć płaski brzuch, bo to trudne w moim przypadku, ale żeby mieć mniej. No bo przyznaję, mój facet ma szczuplejszy brzuch, trochę może mu dorównam w tym
Hehe
Jaga, faktycznie masz płaski brzuch, na pewno mniejszy niż ja, zazdroszczę
Trzeba nad tym popracować ![]()
vinnga napisał/a:Ale wy macie tematy... Nic na czym bym się znała...
Nie możemy porozmawiać o uprawie roślinek?Pewnie, możemy. Zastanawiałam się, czemu w tym roku udały mi się pomidory.
Nosz cholera. Akurat pomidory to ja hodowałam w tym roku pierwszy raz w życiu
Jest tyle możliwości: różne bratki, bławatki, róże, kapusta... a ta o pomidorach chce gadać...
Zresztą i tak zmykam. Dostałam propozycję nie do odrzucenia od mężczyzny. Tym razem bardzo moralną i bardzo logiczną. Spaaaaać. Bo o 6.00 muszę wstać a mi, w przeciwieństwie do Strzałki, niedobór snu daje się we znaki ![]()
Ale te powłoki ,to chyba tylko w czasie "W" Czy jak? Co prawda czołgistą nie byłem ale miałem styczność z T55 i nikt o takowej nie wspominał..
Część czołgów była klasycznie wyposażona, a część "atomowa"
. Tymi drugimi mieliśmy dojechać na Pola Elizejskie
.
Nosz cholera. Akurat pomidory to ja hodowałam w tym roku pierwszy raz w życiu
![]()
Jest tyle możliwości: różne bratki, bławatki, róże, kapusta... a ta o pomidorach chce gadać...
Kapustę hodowałaś
? Na tym się nie znam, więc kapusta odpada zdecydowanie. Chyba, że o bigosie chcesz porozmawiać
.
Zresztą i tak zmykam. Dostałam propozycję nie do odrzucenia od mężczyzny. Tym razem bardzo moralną i bardzo logiczną.
Eee, to bym olała. Jak moralna, to po co o 6 wstawać
?
Niemoralna i logiczna- to inna para kaloszy
.
Więc czego mógł się nauczyć w wojsku? Też niczego. Chociaż nie, nauczył się jednak. Palić i pić.
Ehhhh, Nauczył się trzymać broń, celować , przełączać tryb strzelania, reanimować na polu walki, odpowiedzialności zespołowej , Wytrzymałości na ból fizyczny i psychiczny A to jest podstawa!
Patrząc, że nic nam nigdy nie grozi to pewnie, stracony czas..
Szkoda słów...
Lucyna to naprawdę długi temat , jestem pewien że twój mąż na pewno by się z tym zgodził ,nie jednokrotnie przerabiany , nie da się tego uszczuplić w paru postach..
Jakbyście zaczęli z moim mężem gadać o wojsku to pewno Wielkanoc by Was zastała ![]()
I już tu Yogi prędko nie zajrzy. Przez najbliższe miesiące będzie mieszkał na siłowni...
Yogi zjadł niezdrową obiadokolację i obejrzał koniec filmu TAXI A
.
Teraz najedzony może do Was powrócić.
Ja tam Jagę intelektem i humorem zdobędę
.
A brzuszek mam śliczniutki, okrąglutki i twardniutki
. która chce sprawdzić
?
Jakbym chciał mieć płaski to jeździłbym na imprezy z kumplem śpiewającym taką piosenkę
:
http://www.youtube.com/watch?v=OlQ6KqTlyfk
Paweł-1979 napisał/a:Lucyna to naprawdę długi temat , jestem pewien że twój mąż na pewno by się z tym zgodził ,nie jednokrotnie przerabiany , nie da się tego uszczuplić w paru postach..
Jakbyście zaczęli z moim mężem gadać o wojsku to pewno Wielkanoc by Was zastała
I Nawet choćby z tego względu warto było tam być
Przeżyć...
A brzuszek mam śliczniutki, okrąglutki i twardniutki
. która chce sprawdzić
?
Jakbyś nie napisał okrąglutki, to może i bym się skusiła
.
Ale jak okrąglutki, to zostawiam to reszcie
.
Ale jak okrąglutki, to zostawiam to reszcie
.
Ja też podziękuję ![]()
Yogi to jest kuźwa wypaaas
http://www.youtube.com/watch?v=0nRTN8sK7p0
Dzięx
Coraz mocniej mi podchodzi , tylko nie których wersów ?? ???????
Ale rozszyfruje ![]()
Dobranoc nocne Marki
Niektórzy muszą jutro pracować ("żeby nie pracować mógł ktoś") ![]()
Oooo, ale o obowiązku zasadniczej służby wojskowej wypowiedzieć się mogę
I jestem podobnego zdania jak Luc - nie na wiele by się przydała taka armia.
Żołnierz nie ma myśleć, on ma wykonywać rozkazy
. Im głupszy, tym lepszy
.
Wszelkie bardziej zaradne jednostki uciekały do jakichkolwiek szkół (lub innych kombinacji), co wojska trafiały głównie niezaradne tumanki.
Nie obrażajcie Pawełka
, a poważnie, to dzięki wojsku te niezaradne tumanki (oczywiście nie piję do Ciebie Paweł) rzeczywiście stawały się mężczyznami. Widziałem to na wielu przykładach. Poza tym większość tych lewusów, przez których obecnie strach wyjść wieczorem na miasto, biegało w mundurkach zamiast w szalikach
. Wielu w armii zdobyło zawód, a wszyscy nauczyli się kombinowania, szacunku do pracy i do szarży.
A ja podziękuję wszystkim za uwagę.
Spadam stąd w lepsze miejsce, tzn. na poduszkę
.
Jaga Baba07 napisał/a:Ale jak okrąglutki, to zostawiam to reszcie
.
Ja też podziękuję
No taki zbyt okrągły to on nie jest
.
Nawet znalazłem na mim płaski fragment
.
Dobranoc Luc
.
I Jago
.
Yogi to jest kuźwa wypaaas
http://www.youtube.com/watch?v=0nRTN8sK7p0
DzięxCoraz mocniej mi podchodzi , tylko nie których wersów ?? ???????
Ale rozszyfruje
Mi też się podoba
.
Pochodzi z całkiem dobrego serialu pod nazwą Specnaz. Pierwsza seria była chyba nawet z polskim lektorem
.
vinnga napisał/a:Oooo, ale o obowiązku zasadniczej służby wojskowej wypowiedzieć się mogę
I jestem podobnego zdania jak Luc - nie na wiele by się przydała taka armia.Żołnierz nie ma myśleć, on ma wykonywać rozkazy
. Im głupszy, tym lepszy
.
vinnga napisał/a:Wszelkie bardziej zaradne jednostki uciekały do jakichkolwiek szkół (lub innych kombinacji), co wojska trafiały głównie niezaradne tumanki.
Nie obrażajcie Pawełka
, a poważnie, to dzięki wojsku te niezaradne tumanki (oczywiście nie piję do Ciebie Paweł) rzeczywiście stawały się mężczyznami. Widziałem to na wielu przykładach. Poza tym większość tych lewusów, przez których obecnie strach wyjść wieczorem na miasto, biegało w mundurkach zamiast w szalikach
. Wielu w armii zdobyło zawód, a wszyscy nauczyli się kombinowania, szacunku do pracy i do szarży.
HEH Spoko
Mi się nie udało "uciec" A próbowałem właśnie dzięki strachowi, przed tego typu idiotycznym fermentom sianym przez tych, którzy nie rozumieli nawet do samego końca po co tam byli..
Żołnierz ma myśleć ,może przecież odmówić rozkazu, ALE PRZEDE WSZYSTKIM ma bronić granic RP .I nie daj BÓG w czasie "W" być w śród szeregach tych którzy mieli i mają to w dupie
A tych decyzją Rządu jest teraz coraz więcej..
A ja podziękuję wszystkim za uwagę.
Spadam stąd w lepsze miejsce, tzn. na poduszkę
.
Hehe, ja podobnie.
Ja nie skorzystam Yogi, z oczywistych względów, mam faceta.
Jednakże, wiadomo, gusta gustami, ale w rzeczywistości może nam się spodobać ktoś, kto wcześniej by się nie podobał np Tobie Jaga ktoś z okrągłym brzuszkiem ![]()
Ja bym mojego na pewno nie skreśliła jakby miał okrągły przy poznaniu mnie, bo ja też miałam okrągły. No, ale mniejszy. Po prostu charakterem wygrał, więc jakby wyglądał gorzej, to też nic nie szkodzi
Zresztą- to kwestia względna.
Dobranoc, też idę spać ![]()
HEH Spoko
Mi się nie udało "uciec" A próbowałem właśnie dzięki strachowi, przed tego typu idiotycznym fermentom sianym przez tych, którzy nie rozumieli nawet do samego końca po co tam byli..
Ja miałem już nawet bilet do "nadmorskiego kurortu"
wypisany. Nie miałem czasu na wojsko, bo prowadziłem dużą firmę. Przez dwa lata rozpadłaby się zupełnie
.
Na wszelki wypadek załatwiłem sobie nawet fuchę pisarza u pułkownika, z którym robiłem interesy
.
Na szczęście udało mi się przekonać psychologa jak bardzo pragnę wziąć w swe dłonie broń i mordować ludzi (wszystkich
). Facet był mną tak przerażony, że nawet pielęgniarka przyglądała mu się ze zdziwieniem
.
Jednakże, wiadomo, gusta gustami, ale w rzeczywistości może nam się spodobać ktoś, kto wcześniej by się nie podobał np Tobie Jaga ktoś z okrągłym brzuszkiem
Ja bym mojego na pewno nie skreśliła jakby miał okrągły przy poznaniu mnie, bo ja też miałam okrągły. No, ale mniejszy. Po prostu charakterem wygrał, więc jakby wyglądał gorzej, to też nic nie szkodziZresztą- to kwestia względna.
Dobranoc, też idę spać
Ja doskonale wiem, że gdybym miał przynajmniej 10 lat mniej, to Jaga by mnie nie przegoniła
.
Jak fajnie być zarozumiałym
.
Dobranoc Truskaweczko
.
Jakbyś nie napisał okrąglutki, to może i bym się skusiła
.
Ale jak okrąglutki, to zostawiam to reszcie.
Ja też dziękuję.
Zaraz tylko Paweł zostanie, żeby Misia przygarnąć
Aczkolwiek forma męskiego brzucha nie jest u mnie takim rygorystycznym kryterium jak u Jagi. Zdarzało się, że trochę mniej smukli przyciągali moją uwagę
Monia, a jak Ty masz cycki to oczekujesz też, że facet będzie miał? Bo ja od dłuższego czasu jestem dość okrągła a płeć męską wolę chudszą. Jak dla mnie tu nie działa żadna zasada wzajemności
Z tym wojskiem to jest tak, że mój tata do tej pory potrafi opowiedzieć jakieś anegdotki. Wiele z nich to opisy Sodomy i Gomory, ale generalnie istnieje szansa, że tata faktycznie czegoś się w tym wojsku nauczył. Dziadek również. Ale wtedy niewiele osób się przed zsw wykręcało. Pod koniec - większość sensownych facetów omijała wojsko szerokim łukiem. Dlatego podałam przykład mojego ex włącznie z jego wykształceniem, bo jeśli on po 3 latach zawodówki w konkretnym kierunku nie wiedział gdzie jest chłodnica w "maluchu" i podobne wpadki to znaczy, że nie nauczył się przez te 3 lata nic. Nie wydaje mi się więc, żeby w wojsku więcej wiedzy przyswoił. Możliwe, że celność istotnie potrenował, ale śmiem wątpić czy zapamiętał jak broń naładować... Szacunek do pracy? Oj, nie wydaje mi się... Nie wiem, może mam wypaczone pojęcie przez ten jeden egzemplarz (no i kilku jego kolegów, którzy też służbę zasadniczą odbyli).
Gdybym była chłopakiem to ja akurat bardzo bym chciała do wojska ![]()
Aczkolwiek forma męskiego brzucha nie jest u mnie takim rygorystycznym kryterium jak u Jagi. Zdarzało się, że trochę mniej smukli przyciągali moją uwagę
Monia, a jak Ty masz cycki to oczekujesz też, że facet będzie miał? Bo ja od dłuższego czasu jestem dość okrągła a płeć męską wolę chudszą. Jak dla mnie tu nie działa żadna zasada wzajemności
Można inaczej, czy jak facet ma jaja, to może oczekiwać, że babka też je będzie miała
?
Tylko co wtedy, gdy facet jaj nie ma? Pewnie i tak oczekuje, że babka będzie je mieć
.
Mi tez się zawsze szczupli podobali. Raczej to się nie zmieni. I też bez względu na to, jaka by nie była moja waga.
Co do tego wojska...Mój dziadek opowiada anegdotki z tych czasów. Bardzo miło wspomina ten okres. Co prawda jego jednostka musiała położyć tory. Ale gdy kładli te tory, to z wagonów towarowych zawsze coś "pożyczali", zwykle były to artykuły spożywcze, np. kiedyś wyniuchali pomarańcze. Ponoć dowódca miał najbardziej wypchane kieszenie
.
Nie dziwota- to był przełom lat '50 i '60.
A mi się zawsze różni podobali
Nie mam swoich całkowicie pewnych typów jeśli chodzi o wygląd. Np. preferuję szczupłych ale jak zobaczyłam jak taki jeden mało szczupły gra na perkusji to mi się migiem upodobania zmieniły. No i do tego miał długie włosy...
Miało być jeszcze o uprawie kapusty
Tak sobie napisałam... Kapustę również posadziłam raz, całe wieki temu. Nawet urosła, ale nie skorzystałam z niej. Skorzystały natomiast urocze białe motylki, gęsto obsiewając moją kapustkę swoimi gąsienicami
W ogóle mój ogródek warzywny w tym roku powstał po raz pierwszy od kilku lat. Wcześniej wyglądał on jak tradycyjny wiejski ogródek przydomowy moich okolic. Czyli jakaś marchewka, pietruszka, buraki, cebula, selery, pory, ogórki i pomidory. Rzodkiewka i sałata. Moje eksperymenty sprowadzały się do kapusty i kalafiorów, które zjadły gąsieniczki. W tym roku poszalałam. Oprócz tych tradycyjnych upraw zasiałam fasolę, groszek zielony, fasolkę szparagową, szpinak, cukinie, dynie, buraki liściowe, paprykę i pomidorki koktajlowe.
Skutki: uprawa groszku i fasoli się nie opłaca. Plony z tego niewspółmierne do chaszczy, które wszelkie tyczki przewracały.
Szpinak urósł śliczny i...błyskawicznie, w ciągu jednej nocy zrobił bezużyteczny. Bo mu te łodygi kwiatkowe wyrosły i owe śliczne, wielkie liście zmarniały.
Buraki liściowe są niedobre
Paprykę zasiałam za późno ![]()
Zaskoczyła mnie cukinia. Jejku, jakie toto plenne. Wykiełkowały tylko 3 nasionka i cukinii mam po uszy. Regularnie są placki z cukinii, leczo, był pasztet z cukinii, sporo zamrożonej siedzi, sporo w słoiku a ona ciągle rośnie nowa i nowa...
Super są też pomidorki koktajlowe. Są bardziej odporne na zarazy niż zwykłe i mają tyle tych fajnych, smacznych kulek...
Może ma ktoś inspiracje na potrawy z cukinii lub dyni? Bo dynie też są 3, ale rosną, rosną, rosną ![]()
Dobry dzień
.
Ja też dziękuję.
To ja Wam dałem szansę pogłaskania brzusia Buddy przynoszącego szczęście, a Wy tak
?
Z tym wojskiem to jest tak, że mój tata do tej pory potrafi opowiedzieć jakieś anegdotki. Wiele z nich to opisy Sodomy i Gomory, ale generalnie istnieje szansa, że tata faktycznie czegoś się w tym wojsku nauczył. Dziadek również. Ale wtedy niewiele osób się przed zsw wykręcało. Pod koniec - większość sensownych facetów omijała wojsko szerokim łukiem.
Mężczyźni zawsze się od wojska wykręcali (w czasie pokoju na pewno). Np. z pokolenia moich rodziców, w wojsku służyły tylko te mniej lotne w rodzinie umysły (oczywiście również niektórym głąbom, także udało się od wojska uciec
).
Dlatego podałam przykład mojego ex włącznie z jego wykształceniem, bo jeśli on po 3 latach zawodówki w konkretnym kierunku nie wiedział gdzie jest chłodnica w "maluchu" i podobne wpadki to znaczy, że nie nauczył się przez te 3 lata nic.
Vinnga
: a może problem polegał na tym, że Maluch nie ma chłodnicy wcale
? Współczuję spędzać życie z takim "geniusiem"
.
A wystarczyłoby pogłaskać brzuszek Buddy i byłoby od razu lepiej
.
Nie wydaje mi się więc, żeby w wojsku więcej wiedzy przyswoił. Możliwe, że celność istotnie potrenował, ale śmiem wątpić czy zapamiętał jak broń naładować... Szacunek do pracy? Oj, nie wydaje mi się... Nie wiem, może mam wypaczone pojęcie przez ten jeden egzemplarz (no i kilku jego kolegów, którzy też służbę zasadniczą odbyli).
Jedni uczą się rozumując, a inny będąc tresowani. W przypadku totalnych głąbów właśnie tresura wojskowa powodowała, że bardziej nadawali się później do życia w społeczeństwie. Taka tresura na "wolności" byłaby niemożliwa do przeprowadzenia. Zapewniam Cię, że bardzo wielu obecnym dwudziestolatkom bardzo by się ona przydała
.
Gdybym była chłopakiem to ja akurat bardzo bym chciała do wojska
Dziwak
. Dwa miechy temu, czarowałem taką licealistkę szkoły wojskowej. Nawet miła dziewczyna
. Ale z innymi dziewczynami rzeczywiście by się nie dogadała
.
Co do tego wojska...Mój dziadek opowiada anegdotki z tych czasów. Bardzo miło wspomina ten okres. Co prawda jego jednostka musiała położyć tory. Ale gdy kładli te tory, to z wagonów towarowych zawsze coś "pożyczali", zwykle były to artykuły spożywcze, np. kiedyś wyniuchali pomarańcze. Ponoć dowódca miał najbardziej wypchane kieszenie
.
Nie dziwota- to był przełom lat '50 i '60.
Kochana
: oni nie pożyczali oni organizowali
.
Tak się wtedy mówiło o zdobyciu czegoś trudnego do zdobycia. I uprzedzając Twoje następne pytanie dodam, że wcale nie uważali, że kradną
. Pomarańcze należały do państwowego zakładu, zakład do państwa, a państwem byli wszyscy obywatele. Oni więc nie kradli, tylko udoskonalali system podziału dóbr, oszczędzając przy tym wiele ludzkiej pracy poświęconej na rozładunek, dostarczenie do sklepów itp.
.
Inną sprawą było, że wojsko w tamtych latach odgrywało ogromną rolę w przypadku wielkich narodowych inwestycji lub klęsk żywiołowych.
Nie do pomyślenia było, by jakiś dowódca odmówił użycia wojskowego sprzętu, np. dla ratowania powodzian.
Kilka lat temu usłyszałem, że do odciętego w swoim obejściu człowieka, nie dotarła pomoc lekarska, bo... nie można było ustalić, kto ma za wynajęcie od wojska amfibii zapłacić
.
Dlatego wojsko miało kiedyś duży społeczny szacunek.
Beata, Twoją kapustę opanował bielinek kapustnik.
Trochę liznęłam na studiach fitopatologii, w tym roku integrowanej ochrony roślin (w czwartek poprawka
)- czyli o wszelkich grzybach, owadach i wirusach, które opanowują rośliny coś tam wiem.
Widzisz, a u nas z kolei fasolka szparagowa do tej pory jest na ogrodzie. I co roku ją mamy, od trzech lat zieloną też siejemy, bo ja bardzo lubię, ale żółta tez jest. Wczoraj skończyła się zupa z fasolki.
Dzisiaj pozbieram moje pomidorki koktajlowe i nie tylko i zrobię (właśnie mi się wywar gotuje) zupę z tychże pomidorów- wychodzi pyszna, nie to co z przecieru.
Pory, pietruszka, szczypiorek, rzodkiewka, cebulka, buraki(nie liściowe- co to jest??), seler, szczaw (sam się wysiewa), ogórki, pomidory, kalarepa- to cały mój ogród.
Jedyne co się w tym roku nie udało to rzodkiewka- zjadło ją coś. Cała była podziurkowana. Buraki- piękne i wielkie.
Reszta też super.
Aha, pomidorki koktajlowe same nam się wysiały w pietruszce
. A obrodziły...A jakie słodziutkie
.
I pisałam, ze nieświadomie zastosowaliśmy integrowaną ochronę roślin w przypadku pomidorów- już tłumaczę.
Nie udało nam się dostać malinówek- za późno chciałyśmy je kupić.
Rezultat taki, że zakupiłyśmy sadzonki dwóch różnych odmian.
Rok temu wszystkie malinówki szlag trafił- zaraza ziemniaczana je wzięła. W tym roku piękne i pyszne pomidory.
Czemu o tej ochronie napisałam?
Bo ucząc się na poprawkę doczytałam, że dobrze jest wysiewać rośliny różnych odmian, ponieważ każda odmiana ma swoją określoną odporność na różne patogeny, w związku z czym bawole serca mogą być odporne na zarazę (hipotetyczny przykład), a te drugie na inną chorobę i tym sposobem pomidory różnych sadzonek "chronią się" nawzajem.
Nazywa się to metodą hodowlaną.
A na Twoje pytanie nie odpowiem, bo dyni nigdy nie hodowaliśmy, a z cukinii robiłabym te same potrawy, co Ty, czyli kotlety i leczo.
Jaga, a podaj przepis na kotlety z cukinii? Ja robiłam placki, tak samo jak ziemniaczane. Może te Twoje kotlety to jednak coś innego?
Widzisz, myślałam, że ochrona zintegrowana to sadzenie koło siebie różnych roślin, które podobno korzystnie lub niekorzystnie na siebie wzajemnie wpływają. Np. pomidory i cebula, ale ogórki i cebula nie powinny rosnąć koło siebie.
Pisząc, że fasola się nie kalkuluje nie miałam na myśli szparagowej. Szparagowa wyszła super. A zasiałam 3 różne odmiany. I wszystkich było dużo i jeszcze coś tam rośnie.
Yogi, wiem, że maluch nie ma chłodnicy. A on tego nie wiedział...
Fakt, fasola ,dynia,kabaczek jakoś się przyjmuje co roku no i zielsko typ pietruszka szczypior zioła..
Ale powiedziałem że ostatni raz hoduje pomidory,ogórki .To jakiś horror jest ,podlewaj, podwiązuj , zdejmuj ślimaki,opryski (koszt) , a na bazarze 1zł kilogram pomidorów w sezonie i to o wiele dorodniejsze od moich.
Gdzie tu logika..
Koktajlówki tylko raz udało mi się zrobić w szklarni foliowej w specjalnych donicach foliowych podlewając wywarem z pokrzyw. Ale szklarenkę rozwaliła i podarła burza i szlak trafił dalsze hodowanie.. ![]()
żeby się w to bawić na poważnie trzeba dużo cierpliwości czasu wiedzy (o odmianach chorób i ich mutacjach) a zysk tylko taki że wiem co jem bo sam zrobiłem ,pomijam że bez oprysku nic nie wyhodujesz przynajmniej na naszych terenach .Finansowo nic się nie kalkuluje ,no może kartofle...
Moim zdaniem to właśnie kartofle się finansowo nie kalkulują
Cała reszta wyrasta w ilości większej niż koszty (nakładów pracy nie liczę). Ale mi nie chodzi o opłacalność finansową. Te zapyziałki z własnego ogródka są o niebo smaczniejsze niż dorodna taniocha z bazarku (o marketach nie wspominając). No i pachną.
Na ponowne założenie ogródka natchnęło mnie pewne robienie zupy, kiedy pokroiłam włoszczyznę i stwierdziłam, że wszystkie warzywa pachną tak samo. Niczym. W smaku też jakieś toto papierowe. A jedna mała gałązka świeżo zerwanego koperku ma takie same właściwości aromatyzujące potrawę jak pęczek kupionego.
Ponieważ z założenia mam ogródek ekologiczny, więc o opryskach nie ma mowy. Więc, oczywiście, zawsze mi robaki rzodkiewkę zjadają
Kiedyś siałam raz zielony groszek i wtedy też go robaki zjadły, w tym roku wyszarpałam robalom odpowiednio wcześnie zrywając ![]()
Jaga, buraki liściowe to takie liście
Kupiłam torebkę nasionek, bo mnie opis skusił "liście przyrządza się jak szpinak, łodygi jak szparagi". Niestety, liście mają jakiś słodkawy posmak, który mi nie pasował, a łodygi też dziwne jakieś ![]()
Beata, racja, z tym, że skoro sama miałam trochę brzucha, to wiesz... co innego piersi czy penis bo to atrybut wyłącznie płciowy. Po prostu sama mając brzuch przychylniej patrzyłam na panów z takowym, dla mnie też to nie było takie konieczne kryterium. U mnie to nie była otyłość jeszcze jak widzi się Amerykanki z fast foodami, więc tak, mogłabym zaakceptować chłopaka z nadwagą, ciężej z dużą otyłością. Taka mała nadwaga jeszcze może być ok
Aczkolwiek, mimo że miałam nadwagę, to mój szczuplejszy facet niespecjalnie narzekał, także wiadomo, różnie to bywa ![]()
A mnie nadal kaszel mocno trzyma, teraz obiad jem i kiszoną kapustę do niego, poza tym makaron i mięsko i trochę leczo
O ogródku niestety nie napiszę, bo mieszkamy w blokowisku, nie mamy ogrodu, no właściwie.. mamy.. maleńki pod oknem
Na uprawie więc niespecjalnie się znam.
Ja się kiedyś przyjrzałem tematyce "Ekologia"
Problem tkwi w tym że zwykle nie mamy czasu i wiedzy jak dotrzeć do naprawdę zdrowych warzyw .
Nie chodzi mi tu już o marchew,czy pietruszkę.
Faktycznie ani moje warzywa ani te z bazarku nie można nazwać ekologicznymi dlatego że jak wspomniałem wcześniej trzeba pryskać ,jak dużo i czym to już na osobny temat ALE
Ogromne plantacje z dużym nakładem finansowym na hodowlę w pełni zdrowego warzywa mają o wiele większe możliwości niż taki żuczek jak ja.Potrafią skutecznie odizolować choroby i robactwo nie używając grama chemii .Takie nakłady i potencjał na wytworzenie papryki czy pomidora ,skutkuje oczywiście droższym skupem ale wtedy można spokojnie powiedzieć że takie warzywo jest o wiele zdrowsze od tego wyhodowanego przez rolnika..
Finansowo nic się nie kalkuluje ,no może kartofle...
My już od kilkunastu lat kartofli nie hodujemy.
Za każdym razem stonka je zżerała, poza tym kartofle są bardzo podatne na choroby.
Pierwsze to zaraza, potem rak ziemniaka, parch, alternarioza, rizoktonioza- wszystko to grzybowe choroby. Nie wspomnę o nicieniach i szkodnikach.
Ziemniak jest trudny w uprawie.
Poza tym zaraza (Phytophtora infestans) to jest naprawdę cholerstwo- nie dość, że w glebie może przeżyć i teraz zabijcie mnie, ale albo 7, albo 21 lat (nie pamiętam), to jeszcze przenosi się na pomidory.
A my mamy naprawdę ekologiczne warzywa. Nie pryskamy niczym, jak cholera jakaś je weźmie, to trudno.
Nawożone kurzym łajnem
. Nie jakimiś preparatami.
Kotlety z cukinii? Najprostsze danie, jakie może być- kroisz cukinię w plastry, przyprawiasz, czym chcesz i smażysz je. Możesz też popanierować, ale my nie panierujemy, bo to dodatkowe kalorie. I smażymy na patelni grillowej.
I tak jeszcze a propos panów i nadwagi- uważam, że panowie gdy są młodzi, to dbają o swoje sylwetki, ale gdy już znajdą żony lub partnerki życiowe, to jakoś dziwnym trafem zyskują nie tylko kobiety swojego życia, ale też kilogramy.
Przestają dbać o siebie...Złe podejście.
Gdy już będę mieć faceta na stałe, to w życiu nie pozwolę mu się zapuścić. Zresztą mięsień piwny wywołuje u mnie odrzucenie.... Nawet gdyby facet był ideałem, to większy brzuch dyskwalifikuje go w roli potencjalnego partnera dla mnie.
Poza tym otyłość brzuszna jest bardzo niebezpieczna dla zdrowia, zwiększa ryzyko miażdżycy, co za tym idzie zawału. Więc warto dbać o siebie. To się tyczy nie tylko panów, ale także pań.
Są jeszcze panowie, którzy pod wpływem kryzysu wieku średniego nagle zaczynają przesadnie dbać o siebie, ale to inna para kaloszy...
Widzisz, myślałam, że ochrona zintegrowana to sadzenie koło siebie różnych roślin, które podobno korzystnie lub niekorzystnie na siebie wzajemnie wpływają. Np. pomidory i cebula, ale ogórki i cebula nie powinny rosnąć koło siebie.
To jest jedna z metod, które można, a nawet warto wykonać. A żeby wykonać, trzeba to wiedzieć. Nie mówię, że ja się na tym znam, bo się nie znam i szczerze- nudzi mnie to strasznie
. A od ponad tygodnia już się tego uczę.
Celem integrowanej ochrony roślin jest utrzymywanie chorób i szkodników na takim poziomie, aby nie zakłócały prawidłowego rozwoju roślin.
A żeby nie zakłócały należy podjąć kilka kroków. Muszą być wykonywane różne metody, które razem powodują, że rośliny prawidłowo rosną.
Przy czym o tym, o czym pisał Paweł, czyli o opryskach mówi się na samym końcu, kiedy metoda agrotechniczna, mechaniczna, fizyczna, biologiczna, hodowlana zawiodą.
W każdym razie metodę chemiczną dokonuje się w ostateczności.
I tak jeszcze a propos panów i nadwagi- uważam, że panowie gdy są młodzi, to dbają o swoje sylwetki, ale gdy już znajdą żony lub partnerki życiowe, to jakoś dziwnym trafem zyskują nie tylko kobiety swojego życia, ale też kilogramy.
Przestają dbać o siebie...Złe podejście.
Gdy już będę mieć faceta na stałe, to w życiu nie pozwolę mu się zapuścić. Zresztą mięsień piwny wywołuje u mnie odrzucenie.... Nawet gdyby facet był ideałem, to większy brzuch dyskwalifikuje go w roli potencjalnego partnera dla mnie.Poza tym otyłość brzuszna jest bardzo niebezpieczna dla zdrowia, zwiększa ryzyko miażdżycy, co za tym idzie zawału. Więc warto dbać o siebie. To się tyczy nie tylko panów, ale także pań.
Są jeszcze panowie, którzy pod wpływem kryzysu wieku średniego nagle zaczynają przesadnie dbać o siebie, ale to inna para kaloszy...
Często tak jest też u kobiet. Też będę robiła wszystko co w mojej mocy, by do tego nie dopuścić. Ostatnio np zaniedbałam się z ćwiczeniami, ale wróciłam do tego, a teraz jak przeziębienie minie, to nadal będę, do tego pójdę z facetem na basen też, bo dawno nie byliśmy. A ćwiczę często wtedy w domu, bo to nic nie kosztuje, a też można znaleźć fajne ćwiczenia. Po prostu mam podejście o związek i o siebie trzeba dbać cały czas, bo to nie jest dane na zawsze, trzeba się starać ![]()
Ja niedawno wypiłam febrisan, bo wapna itp tym razem nie bardzo działały, mocno mnie wzięły, mocny kaszel miałam i ciężki świszczący oddech. No, ale teraz lepiej
Ja tak raz, góra w sumie dwa razy w roku choruję, więc już pewnie będę miała "spokój".
Jadłyście kiedyś patisony? No bo tak przeglądałam w łóżku gazetkę i dotarło do mnie, że kabaczka, dynię tak, ale ich nie. A jak tak, to dobre są? Fajne przepisy tam są, np patisony nadziewane kaszą ![]()
Patisony kiedyś wyhodowałem na prośbę szwagra ,cały plon mu oddałem ,bo ja nawet nie wiedziałem jak się do tego zabrać , trochę podobne w smaku do kabaczka ,mnie takie rzeczy nawet faszerowane przez gardło nie przechodzą jakoś.. Kabaczki też hodujemy tylko dla psów. Jest to zdrowe ,wiem ale dla mnie za jałowe w smaku.
Sąsiadka kiedyś hodowała patisony. Co roku nam kilka podrzucała i tak, miałam okazję ich spróbować, ale było to bardzo dawno temu, bo miałam może 4-7 lat, ale wtedy mi nie smakowały, teraz pewnie zjadłabym ze smakiem.
Jest to zdrowe ,wiem ale dla mnie za jałowe w smaku.
Zgadzam się. Cukinia jest mdła. Zjem, bo zjem, ale żebym się zachwycała, to nie powiem.
Tak samo bakłażan.
Ja dyni nie miałam okazji spróbować i jakoś nie ubolewam nad tym
.
Witajcie wieczorem ![]()
Dynię smażę i dodaję do placka. U mnie wszyscy go lubią.
Smażona dynia to jedyna rzecz jaką robię z przetworów.
Zgadzam się. Cukinia jest mdła. Zjem, bo zjem, ale żebym się zachwycała, to nie powiem
Ja się będę musiał kiedyś przymusić ,bo to ponoć samo zdrowie, może faktycznie jakaś potrawa ...
Kiedyś zrobiłem takie łódki z kabaczka z farszem z (filety z kurczaka ,ser, pieczarki)
To i tak wyjadłem tylko farsz
Okazało się że kabaczek do tej potrawy musi być mały młody a ja zrobiłem z takiego większego i się okazało nie jadalne.. ![]()
Mi kabaczek smakował, dynia nawet też, a z farszami pewnie tym bardziej by mi smakowało
Cukinia średnio.
Najlepsze są ponoć te młode, jeszcze z kwiatem. Restauratorzy biją się właśnie o takie.
Niestety te dojrzałe często są gorzkie, więc niejadalne.
Dynia ponoć ma ładny zapach.
Ja z dynią miałam do czynienia, gdy z mamą robiłyśmy z niej ozdoby na murki przed domem na Halloween
.
Zabawy z tym było, trochę czasu zeszło, ale efekt podobał nam się.
No i oczywiście jadłam pestki dyni.
Pyszna jest cukinia z grilla z mozarellą. Odkąd pierwszy raz spróbowałam to zaczęłam lubić cukinię
Jako element szaszłyków też lubię.
Placki z dyni czy cukinii powinny smakować wszystkim, którzy lubią ziemniaczane. Są delikatniejsze w smaku, lekko słodkawe, ale wielkiej różnicy nie czuć.
Ciasto z dyni niedawno zrobiłam po raz pierwszy i na drugi dzień musiałam robić drugie, bo R. całe zjadł i błagał o więcej
W ogóle nie czuć w nim dyni, wygląda jak klasyczny "murzynek", smakuje jak wilgotny "murzynek".
Monia, a jak Ty rozróżniasz cukinię od kabaczka, skoro to jest jedno i to samo tylko dwie nazwy funkcjonują? ![]()
Mi kabaczek smakował, dynia nawet też, a z farszami pewnie tym bardziej by mi smakowało
Cukinia średnio.
Monia, a jak Ty rozróżniasz cukinię od kabaczka, skoro to jest jedno i to samo tylko dwie nazwy funkcjonują?
Dopiero teraz to zauważyłam, że Monia jadła i kabaczka, i cukinię, i że kabaczek jej smakował, a cukinia średnio
.
No Monia, mi tam cukinia bardziej smakuje od kabaczka
. Ale to kwestia gustu
.
Niektórzy żółtą cukinię nazywają kabaczkiem. Co nie zmienia faktu, że pozostaje ona cukinią
Hmmm, a hodujecie jakieś zioła? Mi wyrosła bujna mięta, lubczyk, melisa, tymianek i coś tam jeszcze. I tak sobie zakwitło i przekwitło, bo ja nie umiem przyrządzać dań ze świeżymi ziołami
Z wyjątkiem natki i koperku.
Wczoraj kurowałam się Fervexem. Rano obudziłam się jeszcze bardziej zasmarkana i połamana. Rozrobiłam sobie kolejny. Nic. Więc się zirytowałam i zaczynam kurację grzanym piwem. Zobaczymy jakie to przyniesie efekty ![]()
a hodujecie jakieś zioła?
Więc się zirytowałam i zaczynam kurację grzanym piwem. Zobaczymy jakie to przyniesie efekty
Ja sama nie uprawiam, ale mój syn hoduje sobie miętę w ogrodzie (potem pije herbatę miętową), a matka mu podbiera do mojito ![]()
Polecam przepis mojej kumpelki: spirytus (ewentualnie może być wódka), sok z cytryny i miód. Wszystko w równych proporcjach. Zagrzane tak mocno, że aż parzy. Skuteczne i smaczne
Kiedyś oboje z mężem się nieźle "wykurowaliśmy".
Tylko od razu trzeba do łóżka, bo się człowiek mocno poci.
Hmmm, a hodujecie jakieś zioła? Mi wyrosła bujna mięta, lubczyk, melisa, tymianek i coś tam jeszcze. I tak sobie zakwitło i przekwitło, bo ja nie umiem przyrządzać dań ze świeżymi ziołami
Z wyjątkiem natki i koperku.
Mięty nie mieliśmy, za to wyrosła nam melisa. Miętę dostałam od przyjaciółki- zasuszyłam i gdy mam ochotę, to zalewam wrzątkiem- ach, jakaie to pyszne i aromatyczne
.
Zarówno melisę, jak i miętę dodawałam do lemoniady.
Z tym, że lemoniada z melisą, cytryną i limonką smakuje, jak tonik- nie,przepraszam, jest lepsza od toniku
.
Lubczyk do rosołu- R. będzie Ci składał niemoralne propozycje na okrągło
.
Tymianek to chyba do mięsa można dodać,a raczej do marynaty, którą smarujesz mięso, zeby się przeżarło.
Ja mam jeszcze bazylię- super dodatek do bułki z ziarnami, na którą daję mozzarellę, pomidorka i skrapiam oliwą z oliwek. Poza tym dodaję ją też do spaghetti
.
Więc się zirytowałam i zaczynam kurację grzanym piwem. Zobaczymy jakie to przyniesie efekty
Zależy, jaką dawkę zastosowałaś. Ja bym się nie szczypała i od razu podwójną chlusnęła...yyy..tzn. zażyła
.
vinnga napisał/a:a hodujecie jakieś zioła?
Więc się zirytowałam i zaczynam kurację grzanym piwem. Zobaczymy jakie to przyniesie efektyJa sama nie uprawiam, ale mój syn hoduje sobie miętę w ogrodzie (potem pije herbatę miętową), a matka mu podbiera do mojito
I bardzo dobrze...Ach mojito
.
Mam nadzieję, że synowi czasem dajesz łyka mojito
?
Tylko od razu trzeba do łóżka, bo się człowiek mocno poci.
I chyba też chwieje
.
Mam nadzieję, że synowi czasem dajesz łyka mojito
?
I chyba też chwieje
.
Toż on dopiero od 5 miesięcy jest pełnoletni ![]()
Raczej kołysze, razem z łóżkiem ![]()
Ehhh, niestety wódka poszła do innych celów niż kuracje uzdrawiające
Nie słyszałam o takiej miksturze na przeziębienie, chętnie wypróbuję jak do jutra nie przejdzie
Zdecydowanie lepiej brzmi niż jakiś Fervex
Jaga, jak robisz tę lemoniadę?
Luc, przecież masz starszą córkę
Zwykle najstarsi mają najtrudniej stać się dorosłymi w oczach rodziców. Ja odważyłam się pokazać z papierosem mamie jakoś po 25 urodzinach, wypić z nią jakiś alkohol też w podobnym wieku. Nocowanie płci męskiej pod maminym dachem też w sumie od niedawna dopiero akceptuje
Natomiast mój najmłodszy brat nie musi się z niczym kryć, bo starsze siostry przetarły szlaki.
Luc, przecież masz starszą córkę
Zwykle najstarsi mają najtrudniej stać się dorosłymi w oczach rodziców.
Fakt, ale dla mnie to bez znaczenia. Dojrzewanie każdego z nich przechodziłam inaczej, ale nie z uwagi na starszeństwo, tylko z uwagi na to jak bardzo są różni.
Wiem, że oboje już w liceum mieli doświadczenia z alkoholem. Tylko córka miała instynkt samozachowawczy i nie wracała wtedy do domu
, a synuś wrócił....
Co do zasady, to jednak pod tym względem, rzeczywiście młodsze rodzeństwo ma łatwiej. Mnie też mój starszy brat "przetarł szlak". Chociaż po raz pierwszy przy Mamie zapaliłam koło trzydziestki (przy Ojcu wcześniej).
Przetarły szlaki to jedno,ale chłopakom zawsze lepiej te rzeczy uchodzą. Po paru numerkach nikt na nas nie wiesza psów że zbyt łatwi jesteśmy czy cuś ![]()
Zrowiejta dziewczyny bo coś smęcita z tymi kabaczkami ![]()
Mam dzbanek 1,5- litrowy.
Wlewam do niego wody gazowanej i niegazowanej w proporcji 1:1, kroję po trzy plasterki cytryny i limonki, sypię cukru, żeby był wyczuwalny, ale żeby nie było to za słodkie, bo nie lubię i dodaję melisę, którą rwę w kawałki.
Musi się przeżreć. Na drugi dzień masz coś lepszego od toniku
.
Mamie przyznałam się, że palę, jak skończyłam liceum. Z nią popalam od...dwóch albo trzech lat. Najpierw ciężko nam było, ale teraz już sama mnie woła na fajkę.
A z mamą piję od 18. roku życia (o ludzie, jak to zabrzmiało
). Tzn. napiłam się z nią pierwszy raz alkoholu jakieś pół roku po osiemnastce, choć wcześniej widziała mnie wstawioną, co było dla niej też "ciężkim" przeżyciem
.
Teraz czasem, bardzo rzadko razem przeżywamy wieczory, a raczej noce przy buteleczce, a potem chorujemy razem na drugi dzień...:P. Ale to tak dwa- trzy razy do roku się zdarza.
Trzy tygodnie temu chorowałyśmy, bo Paweł(lokator) miał urlop i postawił. Na drugi dzień obiecałyśmy sobie, że ostatni raz piłyśmy coś mocniejszego, niż piwo
Piwko często razem pijemy, bo lubimy. Szczególnie latem, gdy jest gorąco.
Ja tam jestem ciekaw, co by to było jak byśmy wszyscy tak usiedli przed jakimś trunkiem ![]()
Ja tam jestem ciekaw, co by to było jak byśmy wszyscy tak usiedli przed jakimś trunkiem
Byśmy pewnie pili...
Pyszna jest cukinia z grilla z mozarellą. Odkąd pierwszy raz spróbowałam to zaczęłam lubić cukinię
Jako element szaszłyków też lubię.
Placki z dyni czy cukinii powinny smakować wszystkim, którzy lubią ziemniaczane. Są delikatniejsze w smaku, lekko słodkawe, ale wielkiej różnicy nie czuć.
Ciasto z dyni niedawno zrobiłam po raz pierwszy i na drugi dzień musiałam robić drugie, bo R. całe zjadł i błagał o więcej
W ogóle nie czuć w nim dyni, wygląda jak klasyczny "murzynek", smakuje jak wilgotny "murzynek".
Monia, a jak Ty rozróżniasz cukinię od kabaczka, skoro to jest jedno i to samo tylko dwie nazwy funkcjonują?
Aaaa, ja zapomniałam, że to to samo, w takim razie uwielbiam placki z cukinii i kabaczka, ale my w sumie zawsze mówimy kabaczek
Pomyliłam się
Placki ziemniaczane też nawet lubię
W sklepach zazwyczaj mówi się cukinia, u nas w domu kabaczek, to myślałam, że to co innego, stąd pomyłka ![]()
Nie. Ziół nie hoduje. No, ale mam zamiar, myślałam o tym ![]()
Hehe, u mnie jak pisałam z nocowaniem chłopaka nie ma problemu i jak jesteśmy tak 4 i pół roku już, to w sumie tak od od ponad 3 lat, czasem (nie często), ale czasem nocuje. Alkoholu to wielce nie piłyśmy, bo ja rzadko piję, mama też, ale czy jakieś okazje czy coś, to spoko. Nie przepadam ogólnie, szczególnie właśnie nie lubię piwa, nawet smakowe czy z sokiem nie bardzo mi smakowały, za gorzkie dla mnie i niedobrze mi. Jeszcze ujdą drinki czy wino, ale ja to raczej drink czy dwa i nie chce więcej, tak mam.
Tak samo z tatą jest luz. On też oczywiście nie ma nic przeciwko, by chłopak nocował, co wiem, że może być dziwne, bo wielu ojców "chroni" swoje córeczki hehe. No, ale naprawdę, kocham moich rodziców, nie chodzi tylko o liberalność, po prostu można z nimi pogadać, czuć ich wsparcie
A do tego są wyrozumiali, co tak, jest dodatkowym plusem. Palić to nie paliłam, bo nigdy mnie do tego nie ciągnęło, najwyżej próbowałam mamę odwieść od palenia. Odkąd zachorowała na raka to już nie pali, tata też nie. A palili tak 20 lat. Moja siostra przyrodnia, która już z nami nie mieszka, lecz z chłopakiem też nie pali, jak ja
Babcia od strony taty też nigdy nie paliła, a od strony mamy kopci jak smok ![]()
Strony Poprzednia 1 … 417 418 419 420 421 … 470 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka dla Przyjaciół ;)
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024