Na razie sytuacja jest opanowana, policja jeszcze raz przyjechała. Na szczęście tym razem przyjechał policjant, który pięć lat temu interweniował u nas. Następnym razem, gdy przyjdzie, w końcu wezwą lekarza, żeby go wzięli tam, gdzie powinien trafić.
A co do Waszych dywagacji- tego nie da się przewidzieć, co może w danej chwili zrobić osoba chora psychicznie.
Ja go znam już ponad dwadzieścia lat.
To jest osoba, dla której nie istnieją sądy i jakiekolwiek prawo, gdy zacznie go dopadać choroba. Bo to nie jest tak, że cały czas zachowuje się irracjonalnie.
Gdy babcia jeszcze była zdrowa i nas nachodził, ona wychodziła z założenia, żeby nie drażnić lwa. Spokojnie z nim rozmawiała i potem odprowadzała go do jego domu. I według mnie to był błąd.
Pamiętam bardzo dobrze pewną przykrą sytuację, kiedy to on wdrapał się do naszego mieszkania i wszedł przez okno. Potem bił mnie i mamę, mówiąc, że jest Bogiem. Miałam może wtedy z 6- 7 lat.
W końcu babcia usłyszała, że coś jest nie tak i oczywiście zamiast wezwać policję, ona zaczęła z nim na spokojnie rozmawiać.
Jej postawa wynikała ze strachu, bo to jest nieobliczalny człowiek. I straszył nas, że gdy wezwiemy policję, to nas wszystkich podpali. Nie jest do tego zdolny? Jest i jestem tego pewna.
Dopiero ja pięć lat temu powiedziałam, że mam dość uspokajania go.
Zaczął nas znowu nachodzić o każdej porze dnia i nocy, wykrzykiwał różne rzeczy, groził.
Stwierdziłam razem z dziadkiem, że miarka się przebrała i trzeba tą sprawę załatwić inaczej. Ojciec nie przypuszczał, że zaczniemy wzywać policję. To go oczywiście rozjuszyło.
Następnego dnia znalazł jeden moment, kiedy to dom był na chwilę otwarty, wtargnął do środka (na szczęście mamy nie było, bo pojechała do szpitala do babci), pobił mojego dziadka (nie pierwszy raz) i zdemolował nam mieszkanie. Przyjechały dwa wozy policyjne i czworo rosłych panów funkcjonariuszy nie dało mu rady! On wybił szybę i wyskoczył przez okno. Uciekł.
Złożyliśmy sprawę. Wcześniej pisałam, że gdyby nie stanowcza postawa mojego dziadka, to policja dalej by się z nim bawiła, a my żylibyśmy w ciągłym strachu.
Były sprawy w sądzie i trafił na cztery lata do zakładu zamkniętego. Rok temu wyszedł.
Zdążył ponownie trafić do szpitala, ale obyło się bez "odwiedzin".
On jest znany policji nie tylko przez nas, ale wiele narozrabiał i uważam, ze naprawdę się z nim bawią. Tym bardziej, że wiedzą, że jest zdolny do wielu rzeczy.
Przyznam rację Dzenaro.
Nie da się przewidzieć takich sytuacji.
Dlatego dmuchamy na zimne i wolimy, żeby już nikogo nie skrzywdził.