O kurcze
Aż strach mi się odezwać! Witam dziewczęta moje kochane! Nie zabijajcie, że tak zaniedbałam.
W sumie w większości tego czasu biegałam po lekarzach, albo ze sobą, albo z bliskimi! Aktualnie brat naderwał jakieś ścięgna i chodzić nie może, babci skończyło się zapalenie żył głębokich, a ja sama gorsze wyniki tej śmiesznej anemii, zaostrzenie astmy, no bo wiosna, pyłki i inne głupoty(wiecie, to wszystko dlatego, żebyście się nade mną zlitowały
).
Na wstępie powiem, że widzę, że życie tutaj tętni
Bardzo mnie to cieszy, baaardzo. Ostatnio(czytajcie: zanim nie zniknęłam) było tu coraz to puściej. Aż smutno. Pamiętacie te czasy(hoho, wypowiadam się, jakbym była nie wiadomo jak starym bywalcem
), gdy pisałyyśmy długie posty, co chwilę, wyprzedzając się nawzajem?
Całkiem to było miłe i niesamowicie się stęskniłam! Aż bym dała kilka buziaków, ale Beatka się wystraszy i ucieknie, haha 
Przyszła, i jak zwykle musi się przyczepić! Na dobry początek, tego cytatu, pod postami Emci. Serio zgadzacie się z tym, że szczęścia nie można znaleźć gdzie indziej? Ja uważam, że fakt, żeby być szczęśliwym, trzeba najpierw zaakceptować siebie, pokochać się takim, jakim się jest i tak dalej, ale bez tej drugiej osoby tego szczęścia nie będzie. Na pewno nie w pełni. Dlatego, raczej uważam, że to szczęście jest uzależnione, przynajmniej w jakimś stopniu, od drugie osoby. Tak czy owak, ludzie są zwierzętami stadnymi - tak brzydko mówiąc. Hm, znacie kogoś, kto jest sam, taki naprawdę sam i jest szczęśliwy? Bo ja osobiście nie. Człowiek musi dla kogoś/ew. czegoś/ żyć. Trochę mojego gadania jak zwykle, mam nadzieję, że się nie odzwyczaiłyście 
Witam wszystkie nowe osóbki, fajnie, że jesteście 
O, i widzę, że Londonka powróciła! 
Ouu, o tych szczurach, to ja nie mogę czytać. Moje kochanie 21 lipca będzie ze mną trzeci rok, a Wy tu o jakimś usypianiu
Okropieństwo! Wiem, wiem, cele naukowe, edukacyjne, cokolwiek, ale...Wiecie, to wspaniałe zwierzaczki, genialni przyjaciele. Biega bez smyczy, wchodzi po nodze, siedzi na ramieniu, tylko ludzie różnie reagują. Tym bardziej, jak czasem wychodzę z wielkim psem znajomego(większy niż Labrador, a mam jakieś 1,60 ale małe jest piękne
) ii z maleńkim, białym szczurem na ramieniu. Kiedyś Wam chyba dawałam nawet fotki mojego maleństwa. Dobra, tyle o nim. 
Beatko, karma wraca! Te szwy na nodze, to za męczenie świnki morskiej w wiadrze, mówię Ci, haha
A rower też swój wyciągnęłam. Znaczy się, podreperowałam, oponki napompowane i te sprawki. A teraz możecie się śmiać ze mnie. Ostatnio korzystając z pogody, wytargałam stare rolki. Dawno nie jeździłam, wiecie, trochę strachu, że zęby wybije, no ale ubieram na nogi, i siuup.
Śmigam sobie po mieście spokojnie, prawie się wyrżnęłam, ale co mi tam, jadę dalej! Eskapada kończy się jakieś 1/2km od domu. A czemu? Nie wiem, jak to zrobiłam, ale jedna z rolek się dosłownie rozpadła. Nie było opcji nałożenia jej na nogę z powrotem. Butów na przebranie nie mam. Doczłapałam się na ławkę, na nieszczęście oczywiście spotykając znajomego, który mial niezły ubaw. Chcąc czy nie chcąc, siedziałam na ławce jakieś 20minut, czekając na butki. Zawsze miałam opcje wracać w skarpetkach, ale wiecie - i tak ludzie z osiedla mają mnie za niepełną rozumu, czasem, a ryzykować jakiegoś choróbska i niedopranych skarpetek też nie chcialam
Koniec końców, czeka mnie wydatek, bo jeździ się fajnie, a pogoda ostatnio miła 
Hohoh, Beatka i e-fajka? Jakoś mi to śmieszne takie się wydaje
No, ale smaki całkiem fajne. Próbowałam sobie kilku, najbardziej lubię chyba arbuza, o numerku 18, bo inne za słabe. Ale wiecie, ja palaczem nie jestem, więc to taki eksperymencik tylko 
I na koniec wybaczcie mi znów, że tak krótko. Pobieżnie tylko spojrzałam na to, co tutaj było. Postaram się już nie uciekać na długo i czytać Was uważnie. Nie zabijajcie tylko 