...
196 2010-01-27 18:27:42 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:51:59)
Podobne tematy
Cześć dziewczyny ....;) nerwusku jak najbardziej normalnie mi jakoś dziś też wesoło ;D śpiewam, ciesze się ze wszystkiego chyba coś w powietrzu jest ;D oby jak najdłużej choc pewnie za długo to nie potrwa, a może to dlatego, ze dziś go nie widziałam
A u was jak odzywali się, coś lepiej ? ![]()
198 2010-01-27 20:27:39 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:52:17)
...
Tak tęsknota, wspomnienia zawsze wracają ....;)
Ale skoro razem mieszkacie to może jeszcze do siebie wrócicie...;) może po prostu potrzebujecie czasu żeby sobie wszystko
uporządkować... jeśli się naprawdę kochaliście, kochacie i zależy wam na sobie to chwilowa przerwa tylko umocni wasze uczucie
Nie wiem skąd tyle pozytywnych myśli mam ... może dlatego, że nie dopuszczam do siebie myśli, ze mój ukochany mógłby nie wrócić ... dlatego wierzę, że wszystko nam się ułoży najważniejsze to nie tracić wiary i dążyć do zrobienia wszystkiego co w naszej mocy... choc tak szczerze to za bardzo teraz nic nie robię eh....
200 2010-01-27 21:44:27 Ostatnio edytowany przez ewka85 (2010-01-27 22:48:52)
Wasze pozytywne myslenie i mi sie udzielilo
Zaraz wraca moj 'ukochany'
I jeszcze nie wiem jaka wersje powitania obrac, czy olac go totalnie, czy udawac kochajaca dziewczyne, czy moze powiedziec mu ze mam go dosc
Napisze potem ktora wybralam, ale chyba go oleje. Skoro on caly czas tak robil jak byl w Polsce to co ja sie mu narzucac bede ![]()
No i wybralam opcje 'obojetna'. Ale myslslam ze sie we mnie zagotuje jak zobaczylam na jego ustach zajad!!!! Nigdy wczesniej czegos takiego nie mial, ciekawe gdzie to zlapal??!!
201 2010-01-28 11:45:25 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:47:41)
...
202 2010-01-28 11:48:27 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:48:00)
...
No to piszę: Ogólnie to zaczynam powoli myśleć od strony: I po co mi ten dupek potrzebny? Jak odszedł raz to będzie się tak bawił zawsze! Czasem myślę, że nawet jakby wrócił to bym go nie przyjęła... a czasem mam ochotę zadzwonić i błagać żeby był przy mnie...
Ale na razie obrałam sobie cel: doprowadzić do tego żeby chciał wrócić! a co zrobię dalej... pomyślę. Powiem żeby dał mi czas tak samo jak ja dałam go jemu... i niech się katuje tak jak ja to robię teraz! Wiem egoistyczne... ale chociaż troszkę poprawiające nastrój...
204 2010-01-28 13:05:05 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:48:19)
...
ehh racja... ale z drugiej strony jakbym od razu się zgodziła to by wyszło na to, że cały czas czekałam na niego... i wtedy za każdym razem może sobie pomyśleć: a co tam, rzucę ją na jakiś czas a jak będę chciał to sobie wrócę...i tak ona mnie zawsze przyjmie...
206 2010-01-28 15:43:00 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:48:37)
....
Wiesz ... jak rozmawiałam z nim to wyszło na to że on nie chce ze mną się na stałe rozchodzić, chce żebym dała mu czasu na to by dojrzał do tej decyzji, żeby chciał być z nami czyli ze mną i z moim synkiem ... krótko mówiąc chce długiej przerwy ale Ja nie wiem co będzie wtedy jeśli Ja się z tym pogodzę, ułożę sobie życie bez niego a potem mam wrócić do niego bo on w końcu dojrzał ... dla mnie to jest trochę egoistyczne bo on cały czas mówi o swoich uczuciach i potrzebach a z moimi się nie liczy ...
W takim razie i tak mam dobry humor. Wczoraj mieliśmy upojną noc
... ech było bosko ... przynajmniej wciąż jest między nami ta chemia, pożądanie ...
To jest najważniejsze, że są emocje ! Gdy tego zabraknie, gdy wszystko drugiej stronie jest obojętne wtedy wiadomo, ze związek nie ma szans, bo uczucia wygasły...;) ale skoro jest między wami to ''coś'' to mam nadzieję, ze wam się wszystko ułoży... ![]()
Anetko
napisałaś: ''Ale na razie obrałam sobie cel: doprowadzić do tego żeby chciał wrócić! a co zrobię dalej... pomyślę'' no to mamy ten sam cel
aby ja jak narazie nie wiem jak się wziąśc do realizacji... a Ty co robisz? Co masz zamiar robić żeby on chciał wrócić? Kurcze...żeby to było takie łatwe czasami myślę, że łatwiej już poznać kogoś nowego niż wracać.....
Ewo ja tak jak nerwusek powiem, że mógł się przeziębić nie koniecznie zajady robią się od zdrady ![]()
208 2010-01-28 17:30:13 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:48:55)
...
No tak walczyć o szczęście
;) aby czasami nie zmusimy tej 2 osoby do miłości.... a z drugiej strony kto nie ryzykuje ten nie ma.... czasem może się opłacić...więc mimo strachu przed tym wszystkim mam zamiar podejść do niego i pogadać nie wiem jak, nie wiem o czym przecież w końcu między nami już nic nie ma ;/ ale spróbuje jak znajdę choc odrobinę odwagi ![]()
210 2010-01-28 17:40:45 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:49:12)
...
No do stracenia nie mam nic, aby, że jak nie wyjdzie to i tak będę się z nim codziennie widziała to jest najgorsze ;/ wrrr..... najgorsze to teraz patrzeć jak inne do niego zagadują, a ja tak obojętnie przy tym wszystkim przechodzę ... ''czy ta miłość oby na pewno umarła?!'' wydaje mi się, że nie w końcu z oczu mężczyzny też można wiele wyczytać ale co jeśli usłyszę, że on już nie chce mimo, że coś czuje to się boi ponownie spróbować ....
A to bardzo dobrze, ze masz dobry humor ;D oby tak dalej ![]()
212 2010-01-28 17:51:37 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:49:28)
...
Dzięki
ok.. teraz się nie przejmuje tylko myślę jak to rozegrać, żeby wszystko się ułożyło ;D
U mnie porazka!!! Sama juz nie wiem czego chce
Prawie cala noc przez niego nie spalam, bo jest chory, chrapal itd. Dzis rano chcial sie ze mna kochac, ale nie chcialam, po dlugich staraniach sie jednak zgodzilam. A reszta dnia - beznadziejna. Teraz siedze i placze, bo swoj zly nastroj rozladowuje na mnie. A ja tak naprawde nie wiem czy chce z nim byc czy probuje ratowac to wszystko tylko dlatego ze jednak nadal jestesmy razem i bedziemy mieli dziecko
Naprawde nie mam pojecia co zrobic...
215 2010-01-29 11:33:02 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:49:45)
...
Radzę Ci, dać mu spokój narazie... Opowiem Ci moją historię. Byłam z facetem 9 miesięcy, potem pokłóciłam się z nim, powiedziałam kilka niepotrzebnych słów, przez 2 dni się nie odzywaliśmy, poczym dowiedziałam się, że znalazł sobie inną.... Robiłam to co Ty, przez 2 tygodnie codziennie chodziłam na jego klatke i siedziałam tam do bardzo późna.... mówił mi "daj mi spokój", "sp******** z mojego życia", wyp******** z mojej klatki"....a ja głupia jeszcze mu prezent na urodziny przyniosłam! którego w ogóle nie przyjął! potem zaczełąm myśleć.... 1 stycznia napisałam mu smsa że daje mu spokój i żeby robił co chce. Już się sama do niego nie odezwałam:) za to On się odzywa... już przyzwyczaiłam się do jego nieobecności, nie chce by się odzywał, bo każde jego słowo na gadu, przypomina o wszystkim.... Dziś znów się odezwał, dał sobiw na opis że ją kocha... i napisał do mnie, a potem udawał, że nie wie o co chodzi. Nie rozumiem Go....ale już zdecydowałam29 dni temu....sama się do niego nie odezwę. Może to podziała.
Bo już sam się odzywa... zrób tak, podziała na 100%:)
217 2010-01-29 14:32:01 Ostatnio edytowany przez aneta3bit (2010-01-29 14:45:59)
No więc dawno nie pisałam i spróbuję streścić co się u mnie działo.
Więc wczoraj się z nim spotkałam. Ja poprosiłam o spotkanie (niestety nie doczekałam żeby on to zrobił) ale powiedział że chce się spotkać ale ma troche zajęć i nie wie czy się wyrobi. A o 20 był mecz. Więc powiedziałam że po meczu możemy wyskoczyć gdzieś. Dał mi znać o 20.45 że już możemy się spotkać. Że daruje sobie mecz! Uwierzycie? facet daruje sobie oglądanie Mistrzostw Europy! to mnie zdziwiło... więc na początku gadanie o duperelach... później powoli starałam przejść do tematu "naszego". Od razu zaczął mówić żebym szybko dopijała piwo bo się śpieszy i nie chce o tym gadać, że chce zapomnieć i do tego nie wracać... no to oczywiście (silniejsze ode mnie) zaczęłam płakać... powiedział żebym się uspokoiła bo on też zacznie płakać a tego nie chce. I później powiedział jeszcze kilka niemiłych rzeczy no i standardowo wpadłam w szał...:( Boże, ja na serio jestem pochrzaniona... później jeszcze do niego zadzwoniłam to wydarł się na mnie że pojechał do kumpla i się zakopali w zaspie i nie może wyjechać... [a tak się śpieszył do domu... do domu kumpla? spoko..]. Powiedział że jutro pogadamy na spokojnie...nawrzeszczeliśmy na siebie, później płakałam połowę nocy...
Dzisiaj zapytałam czy możemy dokończyć tą rozmowę. Zadzwonił. Najpierw znowu zaczęło się małe poniżanie, i obwinianie siebie na wzajem...
W końcu stwierdziłam, że chrzanie to! nie mam siły... i zmieniłam sposób mówienia...
Powiedziałam, że ma rację. Że my poprostu nie pasujemy do siebie... że teraz dopiero to widzę że my faktycznie nigdy się nie kochaliśmy... I że nawet ja chyba go nie kochałam tylko chorobliwie wzięłam sobie za cel go mieć... że zauroczył mnie jak byłam małym dzieckiem i taki mi został w pamięci... ale że to wcale nie była miłość. I że teraz moje serce przepełnia już tylko nienawiść do niego. Mówiłam to spokojnie, bo już mi było wszystko jedno... rozluźniłam się i mówiłam to tak jakby mi wszystko zwisało...
Troche go zatkało... nic się nie odzywał... jak powiedziałam że się nigdy nie kochaliśmy to on na to: NIE MÓW TAK! No to ja ze zdziwieniem: przecież sam tak twierdzisz od 2 tygodni..... cisza....
Później powiedział że musi kończyć na chwile i zaraz zadzwoni...
Zadzwonił... ale... zadzwonił ten Przemek którego znałam przez 2 i pół roku! Zatkało mnie jak cholera...pomyślałam: cholera, masochista! Lubi wiedzieć że się go nie kocha czy co?
Był taki milusi jak kiedyś. Mówił: Przepraszam ale nie mogę jednak rozmawiać, muszę iść do mamy do pracy coś tam załatwić... później dam znać to porozmawiamy. To ja na to: ale chyba już nie mamy o czym gadać... no to on: szkoda, że nie chcesz!
BOOŻE! przecież to on nigdy nie chciał gadać! o co tym facetom chodzi?!
Dodał jeszcze że ślicznie mi w nowej fryzurze i że przeprasza, że mi tego wczoraj nie powiedział...
A ja byłam cały czas zimna i oschła...
No i co o tym myślicie? Przecież to jest chore! Jak walczę o nasz związek to się ode mnie odsuwa, a jak mam już to wszystko gdzieś to robi się milutki...
nie czaję...
Ale ja już na prawdę nie będę mogła z nim być... po mimo że to była moja wina że ze mną zerwał, ale powiedział tyle przykrych rzeczy, że przejrzałam na oczy i zobaczyłam jaki on na prawdę jest!
Powiedźcie mi jeszcze jedno: Czy normalnym jest będąc w związku mówić, że "będziemy razem na zawsze", "chce żebyś była moją żoną" itp? czy to jest normalne? bo on twierdzi że tak i nie widzi nic złego że każdej dziewczynie tak mówił! Twierdzi że przecież każdy tak robi! I że co? mieliśmy ze sobą o tak o chodzić tylko? przecież wypada mówić o przyszłości nawet jeśli nie jest się pewnym jak będzie...
Myślałam że mnie krew zaleje jak to usłyszałam... podawał jeszcze przykład naszych znajomych: a myślisz że Paweł nie mówił tak Karolinie? I co, rozeszli się i koniec sprawy. Nikt nie robi z tego afery!
BOOŻE! myślałam że go rozszarpię... co mnie obchodzą inni? i skąd on może wiedzieć jak u nich w związku było i o czym rozmawiali! wrrrrrr....
218 2010-01-29 14:44:33 Ostatnio edytowany przez aneta3bit (2010-01-29 14:47:42)
julia3773: widzę że jesteś taka sama jak ja... wiem jak ciężko jest panować nad emocjami...I podziwiam Cię, umiesz się powstrzymać i nie odzywać się do niego... może i ja kiedyś doczekam tego, że będę mogła tak zrobić... ![]()
Od razu przepraszam moderatora że znowu post pod postem... zapominam się...
Doczekasz się:) wierze w Ciebie:*
jesteś silną osobą, przestan na chwile o Nim myśleć, zajmij się przyjaciółmi, rób wszystko, żeby tylko nie mieć czasu myśleć..... a potem sama stwierdzisz, że możesz żyć...nie odzywając sie do niego. jak zobaczy że go olałaś, sam zacznie się odzywać....
..ale nie wiem, czy będzie chciał wrócić, mój R, odzywa sie sam, ja mówie żeby tego nie robił, a odzywa sie dalej....ale dalej jest z inną i dalej gada że ją kocha.... nie rozumiem tego:/
ehh... ja już sama nie wiem czego chcę... z jednej strony chciałabym zrobić wszystko żeby wrócił... ale......
właśnie... zawsze jest to "ale"... tak sobie pomyślałam, że jeśli dałabym z siebie WSZYSTKO żeby tylko on wrócił, gdybym na prawdę postarała się na tyle ile tylko mam sił, a on by wrócił, ale przypuśćmy zostawił znowu... to wtedy nawet nie chce myśleć jakbym mogła się załamać... więc chyba lepiej sobie darować póki jest jeszcze czas... Bo myśleć, że wszystko będzie pięknie to trochę naiwne...
Poddałam się... co tu więcej mówić... ;(
221 2010-01-29 15:45:27 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:50:04)
...
Witam Was dziewczyny przeczytalam wasze posty i postanowiłam sie wypowiedzieć.Trzy lata temu przeżywałam to samo co Wy tzn chłopak zostawił mnie,wydawał mi się,ze bez niego moje zycie nie ma sensu.Ponizałam się tak jak Wy dzwoniłam,prosiłam nie chciało mi się żyć.Sama się zadręczałam moge to powiedzieć z perspektywy czasu.On mi tłumaczyl,ze sie pogubil i takie tam pierdoly,później okazało sie,że spotyka się z kimś.W końcu powiedziałam dość i zaczęłam żyć po swojemu ,nie miałam juz sił walczyć,żaczęlam dostrzegac to czego wcześniej nie widziałam a mianowicie,ze on też ma wady to jak mnie traktowal przez te wszystkie lata a ja jak piesek zawsze do niego wracałam.Zaczęłam na nowo budować swój świat bez niego.Zaczęłam wychodzic,spotykać sie z ludzmi,kiedy jego kolega powiedział mu ,że bylam na dyskotece nagle wszystko mu się odmieniło.Zaczął wydzwaniać do mnie po nocach ,kontrolowal co robie i gdzie jestem,co prawda było to juz ponad 3 miesiące od rozstania prosił bym wróciła ,że to był największy błąd w jego życiu a ja uswiadomilam sobie,ze on na mnie nie zasługuje,ze zawsze ja bylam wszystkiemu winna a tak na prawdę byłam za dobra i przyzwyczailam go do tego,że zawsze wracałam.Tym razem tak sie nie stało poznałam kogos innego po 4 miesiącach od rozstania i jesteśmy razem do tej pory.Nie bylo dnia ani godziny żebym żalowała,ze nie wróciłam.Próbował jeszcze po kilku miesiącach do mnie wrócic i męczyl mnie psychicznie ale nie dalam sie złamać.Dlatego dziewczyny nie zawsze dobrze jest wchodzić dwa razy do tej samej rzeki ja wchodziłam kilkanaście i nic dobrego z tego nie wyszlo.Zawsze ja przepraszałam i byłam winna wiec zastanowcie się czy ten chłopak jest was wart.A jesli chcecie by Was szanował to nie proście o milość jesli kocha to wróci.Pozdrawiam
zgnilamandarynka: ( swoją drogą ciekawy nick
) bardzo ładnie opisane... niestety tak jest u mnie tylko w teorii... w praktyce wygląda wszystko całkiem inaczej...
Już nie wiem jak dalej działać... co robić i w którą stronę iść....
Rozumiem Cie ...teraz patrzę na to inaczej pewnie dlatego,ze minęło już sporo czasu a czasem czuje jakby to bylo pare miesięcy temu.Nigdy nie myślałam,że można czuc taki ból dla mnie był to wręcz ból nie tylko psychiczny ale też fizyczny.Nie mogłam spać,jeść nie umiałam żyć...Codziennie budziłam sie o 5 rano i nie mogłam spać płakałam przez godzine i zasypiałam i tak wkoło przez 3 miesiące.Wiem,że dla niego byl to kolejny wyskok i myslał,ze bedzie mu to darowane ale ja nie umiałam wybaczyć mu tego bólu,który mi zadał chciałam żeby zobaczył jak cierpiałam.Teraz juz wybaczyłam mu ,potrafie normalnie z nim rozmawiać i widzę jak sie zmieniłam z małej dziewczynki w twardą kobietę,która w jednej chwili musiala wydorośleć.Wiem,że to banalne ale tylko czas da ci ulgę jeśli juz nie wrócicie do siebie.A tymczasem radze Ci trzymać go na dystans napisz mu może smsa,że bardzo go kochasz ale nie możesz tak żyć w niepewności i bedziesz układać sobie życie jesli nie chce być z Tobą i nie odzywaj sie do niego,czekaj na jego ruch.Faceci to zdobywcy jeśli nie moga czegoś mieć bardziej tego chcą ,badz cierpliwa,jeśli bedziesz mu sie naprzykrzać znów usłyszysz kilka nieprzyjemnych slów.trzymam kciuki
225 2010-01-29 16:56:02 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:50:22)
...
![]()
Anetko! Damy radę!
Zaczynam szukac pokoju, na czas az nie dostane mieszkania
Mam dosc tej jego obojetnosci. Ile mozna?? Moze po tym zacznie myslec, chociaz nie wiem czy powinnam na to liczyc. Nie chce takiego zycia!!! I co z tego ze go kocham, jezeli zle sie czuje w tym wszystkim. Chcialabym znalezc kogos, kto bedzie mnie szanowal, kochal i cenil za to jaka jestem, a nie szukal we mnie bledow
To chyba nie sa duze wymagania, przeciez kazda z nas tego chce ![]()
229 2010-01-30 18:19:53 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:46:52)
,,,
Nie wiem czy dam rade. Latwo nie bedzie, bo musze znalezc sobie cos bardzo taniego i blisko pracy. Jezeli by mi sie cos takiego trafilo, to pewnie bym sie nie wahala. Na razie sie odprezam, sprzatajac jego dom ![]()
231 2010-01-30 19:30:47 Ostatnio edytowany przez anna.i (2010-01-30 19:58:37)
Dziekuję nerwusku za te ciepłe słowa... moim zamiarem nie jest na pewno udzielanie nikomu rad ... bo tak naprawdę mimo podobieństw naszych historii każda dotyczy indywidualnych cech męzczyzn i kobiet... sama jestem w potrzasku i... czytanie budzi emepatię i takie poczucie że nie jest się w tych negatywnych emocjach osamotnioną...
232 2010-01-30 19:50:14 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:47:11)
...
aneta3bit - ja myslę, że wy oboje jesteście chyba niedojrzali do tego związku. Jesli chodzi o Ciebie - jesteś nerwusem i mimo zapewnein ze to zmienisz i już zmieniasz, nie jest tak. wciąż wpadasz w złość - aneta to nie ma sensu - to nic nie daje. ja rozumię, że bardzo go kochaszi pragniesz,a le czy wyobrazasz sobie Wasz związek (jak go sobie wyobrażasz)po tym wszytkim czego się o sobie doweidzieliście? zastanów się nad tym bo mam wrażenie, że teraz sensem kazdego Twojego dnia jest walka o niego, a czy mysląłś co będzie ja wygrasz i wrócicie do siebie? czy sądzisz że Twoja próba samobójcza, napady histerii przejdą w niepamięć? Czy jesteście oboje na tyle silni?
Jesli chodzi O Przemka - to ja myslę, że on coś czuje do Ciebie ale nie wiem czy to jest właśnie miłość, ale jakieś uczucie napewno jest, tylko on się Ciebie boi. Boi się Tewojego zachowania, kontroli, agresii itd. Anetka wspólne życie to nie jest zawsze bajka ale ttzreba być zawsze pewnym drugiej osoby. A jęsli Ty wpadasz w szał z byle powodu, to jak zachowasz się w jakieśprawdziwej sytuacji kryzysowej, czy on będzie miałnp w Tobie oparcie?
Powiem Ci tak, ja bałabym się związać z osobą tak niestabilną emocjonalnie jak Ty. A płacz facetów w 80 % doprowadza do szału bo nie wiedza jak sobie z nim poradzić, więc nie drażnij go.
Uważam że oboje powinniście od siebie odpocząć i mimo tego, że masz taka wielką ochotę do niego dzwonić i widzec go to walcz ze sobą. Daj mu odsapnąć, bez Ciebie, Twoich smsów, telefonów itp.
Zastanów się sama czy to ma szanse. Spróbuj kilka spraw zostawić w rękach losu, uspokuj się i pracuj nad sobą...
Ale to nie jest tak jak myślicie... to nie tak że ja tak robię cały czas... raz na miesiąc wybuchałam... biorąc pod uwagę, że widzieliśmy się jakieś 10 godzin na dobę... czego ON zawsze chciał... więc sorry ale aż taka straszna nie byłam...a to że potrafię przyznać się do błędów jeszcze bardziej mnie pogrąża, bo twierdzicie że byłam taka okropna... on też NIGDY nie był fair ale nie chce o tym mówić bo go po prostu kocham! ale to nie jest tak że chłopaczek się ze mną męczył... ![]()
Cześć dziewczyny, co za dzień totalny dołek
muszę gdzieś napisać, bo tak smutno dziś, tak tęsknie za nim, a ta jego obojętność powoli zaczyna ''zabijać''
a jak u was zmieniło się coś ?
Anetko nikt Cię dobrze nie zna i nie ma prawa oceniać, czy jesteś taka okropna czy nie
a ja myślę, że nie jesteś ...każdy ma prawo czasem się wkurzyć i wyrzucić z siebie to co leży na sercu ![]()
Ja właśnie też przeżywam takie bolesne rozstanie. To on odszedł, po 2 latach bycia razem, podjal taka decyzje, bo powiedzial, ze nie chce tego dluczej ciagnac, ze nie chce tak zyc. Ten zwiazek od poczatku był trudny, myslałam, że sie kochamy, pewnie tak było, ale to było toksyczne uczucie, teraz to wiem, po roztsaniu. Juz po kilku miesiacach bycia razem usłyszłam z jego strony watpliwosci, nie wiedzial, wycofywał sie, ja mowilam, zeby wierzyl w nas, nasza milosc, zeby pamietal, ze siebie mamy, ze to minie. On wracał zawsze potem, ale cos pekalo powoli. Pojawiły sie nieporozumienia, ja umiwrałam z niepokoju, jak sie nie odzywał, teskniłam, szalałam z rozpaczy, ze odszedł, ze juz go nei zobacze. Kilka razy wyszedł po tym, jak sie poklocilismy. Ja zawsze połakałam, prosiłam, zeby do mnie tak nie mówil- bo mowil czsto ostro i rzeczy, ktore mnie raniły. Przepraszałam go, jesli postawiłam mu jakis zarzut, boon wtedy sie zamykał i nie chciał ze mna rozmawiac, ani nawet dotknac. Ja panicznie prtzez cały czas bałam sie, że go strace. Jednak zawsze do siebie wracalismy, mowilismy sobie, ze sie kochamy. W naszym zwiazku bylo zawsze duzo czulosci i bliskosci i mysle, ze to mnie przy nim trzymalo, no i oczywiscie uczucie, bo b.go kochałam, pierwsza, prawdziwa miloscia, wiem, że on mnie również.
Po roku zamieszkalismy ze soba, tzn on wprowadzil sie do mnie, ale zanim to nastapilo, to uslyszalam mnostwo wyrzutow, ze jest dla mnie tylko pionkiem w grze, ze jestm z nim, zeby po prostu z kims byc, ze tu nie chodzi o niego...Chciałam dodac, ze wczesniej cale zycie mieszkal z matka i jest jedynakiem. Jego matka zreszta wtracala sie nasz zwiazek, byla mi przeciwna, nie chciala, zeby ze mna był, a wiem, ze on byl pod jej duzym wpływem. Po tym jak ze soba zamieszkalismy byly cyudowen okresy, kiedy był przeukochany, przytulał mnie, całował, mówił do mnie czule, wtedy czułąm sie szczesliwa. Ale pozniej cos sie zaczelo znowu psuc, znowu mowil, ze ma dosc, ze nie wie, czy chce ze mna byc, ze czuje sie tak, ajkbysmy spedzili ze soba juz 10 lat,a nie ponad rok... Ja ciagle w tym trwałam, mimo, że mnie bolało. Prosiłam, zeby starał sie wierzyc, ze bedzie lepiej. Pytałam, czy jest ze mna szczesliwy, mowil, ze tak, ze mnie kocha. Potem twierdzil co innego...Ja teraz juz wiem, ze starałam sie być szczesliwa na siłe, że dlatego chciałam jego równiez uszczesliwic, ale robiłam to w sposob, ktory go draznil, irytował. Dawałam mu mnosto czulosci, on mi rowniez, ale miedzy nami było jakies napiecie, tylko chwile spokoju i mysle, ze szczescia.
Na poczatku tego roku, dokladnie dwa tygodnie temu doszlo miedzy nami do sytuacji, po ktorej on powiedzial, ze to koniec, odchodzi.
Ja płakałam i błagałam, zeby tego nie robił, ze ja sie zmienie (bo czesto płakałam w nocy przez kilka godzin i probowałam z nim rozmawiac, jak mowil, ze chce odejsc), mowil, ze to wykonczylo nerwowo. Poza tym twierdzil, ze nie umie sie ze mna porozumiec...
Ja wiedzialam, ze ten zwiazek jest dla nas obojga niszczacy, ale tak bardzo chciałam byc przez niego kochana, ze w tym trwałam i sie oszukiwałam. Nie zauważałam sygnałów, ktore mi wysyłałm, odrzucałam słowa, które mówił, ze nie chce mnie oszukiwac, ze to nie ma sensu. Powiedzial, ze pod dwoch latach nie moze sie zdeklarowac, ze nie wyobraz sobie, ze bede jego zona i matka jego dzieci...To tak bolało, bo myslałam, ze spedzimy ze soba zycie. Wczesniej tak sam mówił...Potem odszedł, ja wiem, ze tak musiało być, bo ja nie potrafiłam tego zakończyć. Teraz jest mi b.ciezko, cały czas pamietam, płaczę. Czuje sie winna, ze gdybym to ja wczesniej wszystko zakonczyla, wtedy gdy po raz pierwszy powiedzial, ze nie wie, to bysmy sie tak nawzajem nie poranili.
Teraz nie mamy ze soba kontaktu, ja kilka dni temu zapytałam go tylko na gg, co u niego i jak sie czuje jego babcia( bo jest b.chora), a on napisał, ze nie ma czasu, ze nie zastanawiał sie nad tym, czy chce ze mna prozmawiac (bo wczesniej tak mu sama zaproponowałam, on sie zgodził, ze ochłonmy i porozmawiajmy). Wiem, ze mnie zbył, ze nie chce miec ze mna kontaktu, wprawdzie napisał, ze sie odezwie jeszcze, jak go zapytałam, ale wiem, ze to nieprawda. Zreszta sama juz tego tak naprawde nie chce, sama nie wiem, po co sie do niego odzywałam. Z jednej strony czuje jakas wewnetrzna ulge, ale jest mi trudno...
Poradźcie, co robić, proszę.
Przepraszam, że tak długo, ale potrzebowałam to z siebie wylać...
trinity77: widzę że faktycznie jesteśmy w podobnej sytuacji... tylko, że mój były nigdy mi nie powiedział nic złego... NIGDY, aż do tego dnia - jakiś tydzień po rozstaniu zrobił się agresywny. Jak mnie zostawiał to nawet płakał itp.
Ale w Twoim przypadku jest trochę gorzej:( wydaje mi się, że kochał Cię na pewno... a jeśli kochał to mu tak szybko nie przejdzie... nawet jeśli uważa że popełnił błąd zostawiając Ciebie i tak się do tego nie przyzna...
Np. do mnie też nigdy nie napisał, nie zadzwonił... tylko zawsze ja zaczynałam rozmowę... ostatnio nawet zadzwoniłam to powiedział że chce się spotkać... ale sam zadzwonić to już nie może... męska duma
więc wydaje mi się że musisz go troszkę po olewać... a jak Ci ciężko do niego nie pisać to po prostu daj do zrozumienia, że nie jest jedynym facetem, który zasługuje na Twoją uwagę. Na mojego to chyba troche po działało... do póki jest pewny, że zawsze będziesz czekać nawet nie zacznie się zastanawiać nad Wami, nad tym co zrobił i co stracił, bo wie że zawsze, kiedy tylko najdzie mu ochota to będzie mógł wrócić... Pokaż mu, że musi się pośpieszyć bo nie jest jedynym facetem na ziemi... Nie mówię, że od razu po tym wróci ale na pewno zacznie szybciej o tym myśleć... bo jak na razie pewnie chce odpocząć (tak mi mój mówił), a Ty musisz pokazać że nie ma czasu na odpoczynek...
Wiem jakie to wszystko jest trudne... na prawdę, ale ważne żebyś się czymś zajęła... musisz się zmuszać i specjalnie chodzić z kimś w miejsca gdzie byłaś z nim, musisz robić rzeczy, które robiłaś z nim... nie możesz tego unikać bo nigdy nie przejdzie ten straszny ból... po czasie przyzwyczaisz się, że po mimo iż kiedyś on zawsze był przy Tobie, to teraz możesz bez problemu robić wszystko bez niego...
ehhh smutno ![]()
Trinity 77 radze Ci nie pakuj sie w to dalej ,jeś(li już po roku są takie sytuacje i ciągle jest niezdecydowany to bedzie tak ciągle rozstania i powroty.Daj sobie szansę na normalny związek z kims kto Cie na prawdę kocha
Takie związki na siłę nie mają szans. Spróbujecie przez chwilę zamienić role: wy nie jesteście pewne czy ten związek to na pewno to, czy ten facet to ten właściwy, generalnie jest fajne ale pewne rzeczy Wam w chłopaku nie odpowiadają. Tkwicie w związku bo on prosi, przekonuje, namawia, twierdzi, że żyć bez was nie może, po kłótniach przeprasza, nawet jak była ewidentnie wina dziewczyny... A wy chciałybyście być wolne i poszukać sobie czegoś, co was całkowicie pochłonie, do czego będziecie stuprocentowo przekonane... I jak byście się czuły w takiej sytuacji? Masakra, klatka, niewola. Nie wiadomo jak z tego wybrnąć, żeby nie zranić drugiej osoby. Pomyślcie, jak bardzo w takiej sytuacji chciałybyście, żeby on zrozumiał wasze odczucia i odszedł z honorem... Pewnie przez sentyment chciałybyście nawet z nim utrzymywać jakieś luźne kontakty koleżeńskie - w końcu sporo was łączyło i dobrze się rozumieliście.
I oto wytłumaczenie zachowania Waszych byłych facetów, którzy odeszli, uwolnili się, a Wy ich pojedyncze smsy traktujecie jako chęć odnowienia związku. Oni by chcieli, żebyście zniknęły z ich życia z honorem. Próby zatrzymania to jawny atak na męską niezależność. Być może w niektórych przypadkach facet faktycznie przemyśli, ze czegoś mu brakuje, pozazdrości, że jego była świetnie sobie radzi bez niego i nawet może pomyśli nad powrotem. Ale jadłyście kiedyś odgrzewaną jajecznicę? Bleeee...
Przykład osobisty: wyjazd integracyjny z pracy. Koleżanka M zabrała kolegę R. jako osobę towarzyszącą. Byli razem 6 lat, ale jakiś czas temu się rozstali. M. twierdzi, że R. to miłość jej życia i chciałaby, żeby znowu byli razem. No i ta jej miłość życia przez cały wyjazd chodziła jakoś blisko mnie a po ognisku do rana siedzieliśmy i R tłumaczył, jak to on nie chce być z M, ale ona go strasznie gnębi, praktycznie zmusza do związku a on nie wie jak się wymknąć, żeby jej nie zranić... Tłumaczył, że on by chciał być z kimś takim jak ja, z niezależną, radosną, szczęśliwą dziewczyną a nie z jęczącą, płaczącą, wiecznie przepraszającą że żyje M. Było to dla mnie tym bardziej dziwne, że wszyscy znają M jako wesołą, towarzyską, inteligentną dziewczynę, ale wychodzi na to, że w związku zachowywała się tak ja wy, aby tylko zatrzymać faceta przy sobie...
"Ale jadłyście kiedyś odgrzewaną jajecznicę? Bleeee..." to co napisałaś jest straszne...
nie zgadzam z ani jednym słowem...
I ja się nie zachowywałam jak M., na pewno nie... i tak nic mi nie usprawiedliwi jego zachowania... bo co to nasza wina że nie możemy odejść z honorem? a co to znaczy z honorem?!
a tym bardziej jeśli ja mam się tego trzymać to i on też... a tego nie robi... więc po co tu mowa o jakimś honorze?
no nie wiem... podkreślę jeszcze raz, że nie zgadzam się vinngo z żadnym Twoim słowem w tej wypowiedzi. ![]()
241 2010-02-04 20:52:21 Ostatnio edytowany przez vinnga (2010-02-04 20:55:18)
Wystraszyłam się jak cholera, że mnie zostawi... spanikowałam... zaczęłam płakać, histeryzować, błagać żeby tylko mnie nie zostawił. Nie potrafiłam dać mu 1 dnia spokoju. Pisałam, dzwoniłam, płakałam, i pytałam co chwila czy już coś zdecydował... No i chyba w końcu się wkurzył, bo powiedział że ma dość i że nie chce ze mną być. Wpadłam wtedy w największą histerię jaką można sobie wyobrazić. Sama nie wiedziałam co mówię, wrzeszczałam do telefonu, płakałam tak że ledwo co słowa trzymały się kupy, za chwile błagałam żeby tego nie robił, że sobie nie poradzę bez niego. W końcu złapałam cały słoiczek najsilniejszych leków i wszystko połknęłam. Zrobiła się afera, płukanie żołądka itp. Niestety on mnie widział w tym stanie... i przez 2 tygodnie nie dawałam mu spokoju, raz wrzeszczałam że dobrze że to się skończyło bo bym sobie życie zmarnowała, a raz błagałam i poniżałam się...;(
A to nie twoje słowa Anetko czasem? Histeryczne próby zatrzymania przy sobie faceta, który nie jest pewien czy chce tego związku?
Odejść z honorem znaczy: nie płaszczyć się przed facetem, nie próbować desperacko go zatrzymać, przyjąć do wiadomości, że ten związek się kończy...
Winnga absolutnie masz racje zgadzam się z toba trzeba umiec odejsc z godnoscia a nie rozpamietywac strzepki materiału z którego juz sukni slubnej nie będzie.
Ona założyła watek ale zednej rady słuchac nie zamierza chciała sie tylko pożalic na złego faceta ...
Trzeba miec godność i swiadomość własnej wartości , żeby nie zmuszac kogos do kochania a dwa razy klejone zwiazki
nigdy sie nie udaja bo pewnych słów zdażeń nie można zapomnieć.
witaj . wiem że jest ci teraz bardzo ciężko. Z twojej wiadomości wynika, że jednak chcesz pracować nad sobą i to jest najważniejsze. Bardzo istotne jest również, że to co robisz powinnaś robić dla siebie, wówczas sądzę, że szybciej zrozumiesz błędy jakie towarzyszyły wam od jakiegoś czasu.
Pamiętaj, że to co dzisiaj wydaje nam się najstraszniejsze z czasem się wybiela. Życie dopiero jest przed nami a ja wierze, że każda kobieta zasługuje na szczęście i szacunek. jeżeli chcesz go zdobyć musisz mu zaimponować, to facetów przyciąga jak magnez. Wówczas pojmie co stracił a co zyskał, a być może ty zrozumiesz co tak naprawdę chcesz od życia. trzymam kciuki.
vinnga i różyczka: jesteście strasznie powierzchowne...
żadnej rady nie chce słuchać? mylisz się... ale czy to ważne co ja piszę? Wy i tak lepiej wszystko wiecie ode mnie...
bozek1986: dziękuję za "trzymanie kciuków". Staram się jak mogę... chociaż czasem mam ochotę zamknąć się w pokoju dźwiękoszczelnym i wywrzeszczeć wszystko co mi leży na sercu...
czasem siedząc w pracy dosłownie zaciskam wargi żeby tylko się nie popłakać... najgorzej, że im bardziej się staram, tym bardziej chce mi się płakać... dziwne ![]()
Anetko, zwróć uwagę na drobny szczegół: ja i różyczka jesteśmy od ciebie starsze. Niby niewiele latek, ale zapewniam, że różnica doświadczeń jest ogromna. My już pewne rzeczy przerabiałyśmy. Nie wiem jak różyczka, ale ja mam za sobą etapy szaleńczych wygłupów, wściekłego zakochania, rozstania, powroty, był czas, kiedy prosiłam faceta, żeby ze mną został i był czas, kiedy on groził samobójstwem, jeśli go zostawię. Do tego trzeba dołożyć wiele przykładów z życia przyjaciół i znajomych i wychodzi na to, że akurat w tym temacie występuje zaskakująca zbieżność przyczynowo-skutkowa.
Mówisz, że jesteśmy powierzchowne... No cóż, myślałam, że słyszałam już wszystko na swój temat a tu słyszę coś nowego ![]()
Może źle odbierasz moje posty, ale chodzi mi głównie o to, żeby ci uzmysłowić, że nie ma sensu sklejanie na siłę związku, który się rozpadł akurat w taki sposób jak u ciebie - z powodu, że jedna strona się wypaliła i ma dosyć. Ja rozumiem, że możesz w tej chwili nie wyobrażać sobie życia bez niego, ale wciąż mając nadzieję i myśląc o nim bezustannie sama siebie gnębisz...
Dziewczyny, dzieki wielkie za wasze słowa i wsparcie. To mi bardzo pomaga, bo widzę, że nie jestem w tym sama, że przezywacie podobne sytuacje.
On sie do mnie odezwal, tylko na gg, zapytal co u mnie, wiec pisałam mu o pracy, na luzie, a on stwierdzil, ze skoro nie mamy sobie nic szczerego do powiedzenia, to nie ma sensu ten "pingpong słowny". Odpisałam mu, że nie sadzilam, ze chce rozmawiac o nas po dwoch latach na gg, ze sie spotkamy, bo w sumie tak ustalilismy. To on stwierdzil, ze co wlasciwie mielibysmy sobie jeszcze do powiedzenia. Z e chce mu chyba pokazac, ze bez niego jest mi dobrze, wspaniale, ze gram przed nim, nie jestem szczera. Jak napisałam, ze przeciez dobrze wiem, ze za nim tesknie i jest miz le po prozstaniu, bo niejednokrotnie mu to dałam do zrozumienia, to napisał, ze nie wie.
I że jakby chciał znowu tego wszystkiego, ale sam nie wie po co, bo tyle zostawilam w nim zlosci, bolu i rozczarowania. Pojechał po mnie, ze co by dała taka rozmowa tak naprawde, pewnie bym coś "rzezbiła", a on byłby ze mna szczery. Na koncu napisał, ze nie chce chyba sie spotkac, nie wie kiedy. ze nie moze podjac teraz takiej decyzji. I tyle. A ja znowu czuje sie rozwalona, chociaż wiem, ze nie powinnam, ze to juz wszystko nie ma sensu, ze zbyt wiele złych rzeczy sie zdarzyło, zbyt wiele słów raniących padło.
Myśle, ze on tez cierpi, ze byc moze nadal cos do mnie czuje, ale teraz zrzuca na mnei cala wine, a ja czuje sie fatalnie...Wczoraj byłam tak wieczorem "rozwalona", ze nie byłam w stanie nic robic, tylko płakałam i cała się aż trzęsłam, dzisiaj ledwo wyszłam do pracy.
Ratujcie, ja juz nie wiem jak mam sie czuc w tej sytuacji, juz zaczynałam dochodzic do siebie, as tu znowu mnie walneło.
Wiecie, najgorsze jest to, ze ja nie moge sie pogodzc, ze facet, ktory był we mnie zapatrzony, czuły, wrecz na rekach nosił okazał się takim człowiekiem. Co wiecej, podobno to przeze mnie sie tak negatywnie zmienił...Nie umiem sobie znowu z tym wszystkim radzic...
I znowu czuje sie winna...
Poniewaz uważasz mnie za płytką osobę wypowiem sie i ja. Aneto jestem od ciebie ponad 10 lat starsza, przeszłam nieskonczenie duzo cierpienia w życiu ,była i sytuacja że po roku spotykania sie , jego setki listów zdradził mnie z jakąs byle lafirynda i rozpaczałam tak jak ty, ale w środku nie na zewnątrz, bolało jak cholera . Czytałam po milion jego listy, patrzyłam na zdjęcia,ciagle zadawałam sobie pytanie jak on mógł i to dla jednej przygody. Dwa lata w codziennym cierpieniu ,dwa lata zmarnowane przez dziewczyne . Wiem że teraz kiedy jest to świerze u ciebie rada zapomnij o nim wyda ci sie bez sensu ale ja wiem że szkoda życia na marnowanie czasu na czekanie za nim.
Po roku od rozstania spotkałam tego mojego, serce miałam w gardle, przy wszystkich ludziach na dworcu upadł n kolana i błagał żebym wróciła, prosił a ja patrzac na niego wiedziałam że mu nie zapomne tego cierpienie które przeszłam, że bedzie mnie przytulał a ja będe myśleć że z nią spał.
Prosto w oczy powiedziałam że znam siebie i to nie wypali, nie wybacze mu i koniec nie moge. Wruciłam do domu i płakałam i myśle tyle czekałaś na niego żeby to zrobił, żeby wrócił coś ty zrobiła, ale wiedziałam że nikt mnie nie bedzie zdradzał ,poniżał, ani tez nie jest wart moich łez. Poczułam taka ulge ,no jak bym mogła latać.
Druga sytuacja, na mojej 18 była moja siostra cioteczna miała wtedy 14 lat zakochała się w moim kumplu z podstawówki.
Trzy kolejne wakacje on z nia flirtował chodził ona zakochana na zabój odliczała miesiace tylko kiedy wakacje.
Płakała mi ciagle że on sie nią bawi bo jak jej niema to za innymi lata,a ona go kocha. W ostatnie wakacje poszła z nim do łużka była taka szcześliwa że teraz to juz napewno bedą ze sobą itp itd. Po wakacjach trzy miesiace on ożenił się z inna,
wyprowadził z tąd, maja córke .
Moja kuzynka mimo iż mieszkała z jednym facetem , z drugim nawet dom postawiła i byłam u niej dwa miesiace przed ich planowanym weselem, i ona z płaczem mi mówiła ze nadal mysli i kocha tamtego, że gdyby skinął na nia palcem została by nawet jego kochanka byle by go tylko mieć. Powiedziała że nigdy się nie ożeni bo a nóż, on by się rozwiódł to ona będzie czekać. Ma wszystkie pamiątki ich niby związku listy zdjęcia jakieś, pokładzione w folie żeby jego zapach nie uciekł...
Do ślubu nie doszło, ona od sześciu lat nie była u mnie bo z mojego domu widać dom jego rodziców i powiedziała że to ponad jej siły. Widzę jak niszczeje, płacze nie je nie może spać, pracuje bo musi. To moja siostra kocham ją ale zamiast pozwolic młodzieńczej miłości odejść ona zrobiła ołtarz i nie widzi że ten facet to nie ideał, że ją oszukiwał zrobił krzywde ..
Za cztery wakacje ubzdurała sobie że to ten właściwy i już. Żadnemu innemu nie daje szansy, marnuje sobie życie,niechce miec dzieci bo czeka na niego..idiotyzm. Bo gdyby razem pomieszkali zobaczyła by że on ma wady, że jest taki jak kazdy facet.
Marnuje swoje młode lata zamiast powiedzieć nie chciałeś mnie dupku to twoja strata, a ja ci pokaże że jestem super i każdy oddał by wiele za mnie. Napisałam ci te dwie historie żebyś zobaczyła do czego prowadzi idealizowanie faceta, rozpamiętywanie chwil . Jestem wrażliwa osoba i nie bez serca jak myslisz, moje rady mimo iż chłodna miały na celu pomoc ale odebrałas to jako krytyke.
Szkoda mi patrzeć jak kolejna dziewczyna marnuje swoje życie chwile na myslenie że uda ci się posklejać popekaną miłość. Nawet jak będzie z tobą to to co przeszłaś będzie cie gryzło, patrząc mu w oczy przypomną się jego ostre słowa zapewniam z doświadczenia.Ja naprawdę żle ci nie życzę.
Błagam, dziewczyny, powiedzcie, co byscie zrobiły na moim miejscu, jak byscie sobie z tym poradziły w mojej sytuacji.
Ja wiem, ze z tego juz nic nie bedzie, ze oboje juz tego nie chcemy, a jednak serce mi wczoraj drgnelo jak jakiejs idiotce jak napisal, ze jakby znowu tego chciał, chyba, ze miał znowu cos innego na mysli, a ja sobie dopisuje zupełnie bez sensu...
Tkwie w jakiejs emocjonalnej matni, chciałabym sie z jednej strony z niej uwolnic, zapomniec, stanac na nogi, a drugiej caly czas on jest dla mnie wazny, nadal nie moge przestac go kochac, nawet po tym wszystkim.
Pomocy...
249 2010-02-05 12:58:53 Ostatnio edytowany przez różyczka (2010-02-05 13:11:33)
Trinity nie wiem czy dobrze zrozumiałam bo bardzo zawile piszesz ale to po rozstaniu on uważa że ty jak sie z nim spotkasz to udasz niezalezna zadowolona i niema po co sie spotkac bo bedziesz grała tak?
Jesli tak własnie było to pokazuje że go boli wasze rozstanie sporo ale zwyczajnie sie boi że
on odkryje prawdziwe uczucia powie że mu żle , itak dalej a ty wtedy powiesz a ja żyje super.
Widac w rozmowach doszedł do wniosku że tobie łatwo po rozstaniu, napisz mu meila czy na gadu ,
Ze dobrze że nie spotkacie sie bo ty rozkleiła bys sie i za duzo by cie kosztowało bólu gdyby on
żartował sobie z twoich uczuc, i tak naprawde to mas dosyc hustawki jaka ci funduje bo serce ci peka od cierpienie.
Na koniec dodaj cos takiego może itak mi nie uwierzysz moze wezmiesz to jako żart ale to sa moje uczucia
moje serce i ja chce albo zaczac życ albo daj tej miłości umrzec twój wybór.
Widac że on by chciał poznac twoje uczucia, jesli napiszesz mu cos takiego uzyskasz szanse na uczciwa odpowiedz.
Ale uprzedzam nie daj sie wciagnac w dyskusje przypominanie ci win. Powiedz jasno dostałes szczera wiadomość i na nią odpowiedz jak zdecydujesz to wtedy porozmawiamy o tym co było i co nas boli.
Trynity odetchnij głeboko uspikój się , bedzie dobrze zawsze prawda jest lepsza niż złudne nadzieje.
Różyczka: Bardzo Ci dziękuję za wsparcie i Twoje słowa.
Chodzi o to, ze jak ja mu wtedy napisałam, ze jest u mnie ok, ze sie ucze nowych rzeczy, ze zmieniłam stanowisko w pracy itd, to on uznał, ze ja chce mu pokazac, ze bez niego jest mi dobrze, ze sobie radze. Mysle, ze to zraniło jego meskie ego, bo skomentował to jako dziecinade. Ja mu przeciez dalej napisałam, ze jest mi źle, tesknie za nim, a jak zapytałam sie, czy jemu tez jest zle, to odpowiedział, ze nie wie i co nowego mógłby mi powiedziec, skoro tyle złosci i żalu w nim jest. Czyli tak naprawde sam nie potrafi okreslic swoich obecnych emocji i uczuc. Ale ja mysle, ze on tez cierpi, ze tez jest mu zle z tym wszystkim, ale na swoj sposob.
I masz racje, boi się, wczesniej tez sie bał wielu rzeczy w trakcie naszego zwiazku: odpowiedzialnosci, tego, ze wszystko spadnie na niego, raz nawet powiedzial, ze boi sie mnie...
Ale masz racje, napisze mu tak jak powiedziałaś.
Rzeczywiscie takie spotkanie tylko bardziej rozrdrapałoby rany, a jesli jednak zdecyduje sie na nie, bo mysle, ze tak byłoby najbardziej uczciwie, to bede z nim szczera, zreszta ja przed nim nigdy nie grałam niczego podczas całego zwiazku, tylko on to niestety tak odczytywał. Tylko, ze z drugiej strony on mnie pozostawił w takiej niepewności, mam wrazenie, ze chciał byc w tym wszystkim góra, dlatego napisał na końcu, ze na razie chyba nie chce sie spotkac. Przeceiz ja teraz bede trwac w takim zawieszeniu, niepokoju, to bez sensu...
I masz racje, prawda jest lepsza niż złudne nadzieje.
Ważne żeby w rozmowie czy potem na spotkaniu nie udawać, jesli powie ci cos co cie zaboli , powiedz spokojnie po co mnie ranisz lubisz jak mi serce peka? Powiedziec że sie cierpi i nie umie życ owszem nie łatwo ale to jest prawda i patrzac ukochanemu prosto w oczy że trudno co było dawniej to było ale dłużej nie możesz tak życ spowoduje napewno reakcje chocby i gwałtowna ale zawsze cos się wyjasni.
Masz racje on odebrał twoje słowa że radzisz sobie jako nic ja nie boli nasze rozstanie, męzczyżni zapamietuja tylko poczatek dyskusji i jak to zaboli to chocbyś puzniej zapewniała że cierpisz on itak pamietac bedzie początek.
Dlatego z facetami trzeba jak najprosciej i zwiezle. Lepsza krótka rozmowa i przerwa niż jedna długa bo uwierz nie zapamieta wiele. Taka ich wada śą rzeczowi w każdym temacie nawet w miłości.
Dobrze tez jest jak rozmawiasz powiedziec ale co ty o tym myslisz bo ja niewiem, lubia sie czuc pomocni jak wtbawca pomógł uratował biedna kobiete.
Własnie napisałam mu na gg tak, jak mi poradziłas, tzn dokładnie tak:
"Chciałabym Ci powiedzieć, że chyba jednak lepiej, ze sie nie spotkamy. Za duzo by to kosztowało nas obojga bólu, a na pewno mnie. Z jednej strony chciałabym Ci powiedzieć o wszystkich moich uczuciach, ale boję się, żebym się rozkleiła, bo serce mi pęka od cierpienia przez tą całą huśtawkę. Możesz w to wierzyć albo nie, ale to są moje uczucia, moje całe serce. Ja chce albo zacząć żyć albo daj tej miłości umrzeć.Twój wybór. To cała ja, szczera do bólu, dostałeś jasną, szczerą wiadomość. Odpowiedz na nią, proszę. Jak się zdecydujesz jednak na spotkanie, to porozmawiamy o tym co było i co nas teraz boli, tak naprawdę szczerze i od serca"
Na razie nie odpowiedział, nie wiem, czy uzyskam od niego odpowiedz, ale teraz przynajmniej poznał moje uczucia. Będzie co ma być.
Jeszcze raz dziekuję i trzymaj za mnie kciuki, zebym była szcześliwa. Tobie też tego życzę z całego serca.
Napewno uwolni cie to od niepewnosci a teraz jego kolej jak oleje to to spokojnie napisz to ostateczna decyzja jestes jej pewien, bo nie bedzie odwrotu. Jesli nadal powie ze nie to przynajmiej uwolnisz sie od udreki i bedziesz miała pewnosć że zrobiłas co mogłaś. Trzymam kciuki oczywiście za twoje szczęście . Pozdrawiam
254 2010-02-05 16:17:42 Ostatnio edytowany przez nerwusek82 (2010-02-06 21:07:11)
...
macie racje. jestem okropna... ehh...
Dzisiaj chciał się bardzo spotkać. Mówił znowu słowa: skarbie, kochanie i przepraszał cały czas, ale ani razu nie powiedział za co przeprasza... więc albo ma mi do powiedzenia że się pomylił zostawiając mnie albo że przeprasza ale ma już kogoś innego... ale jak twierdzicie z doświadczenia wiecie że taki związek się nie uda, więc zrobię jak Wasze doświadczenie wskazuje. Po prostu go "pogonię". Bo "i tak to sie nie uda".
Pozdrawiam i trzymajcie kciuki żeby było po Waszej myśli...
Nerwusku, nie daj się!!! Zobacz, że on w tym momencie próbuje zwalić winę za wasze rozstanie na ciebie. Nieważne, że to on nie wiedział, czy chce czy nie chce - teraz to Ty jesteś okropna, bo masz pretensje o inną dziewczynę... To zwykłe tchórzostwo i najprostsza droga ucieczki - przecież skoro to Twoja wina to on Cię nie rani i sumienie ma czyste...
Wiem, że to cholernie trudne, ale postaraj się nauczyć żyć bez niego. Jeśli znowu dasz się przekonać miłym słowom i czułościom to zmarnujesz kolejne miesiące, podczas których mogłabyś zacząć wracać do normalności...
Anetko, jestem ciekawa, czy Ci się udało
Szczerze mówiąc - wątpię
Myślę, że za bardzo emocjonalnie jeszcze do tego wszystkiego podchodzisz, żeby rozsądek zwyciężył. Zwłaszcza rozsądek, do którego nie jesteś przekonana...
po prostu się z nim nie spotkałam... odmówiłam mu spotkania, chociaż bardzo prosił o rozmowę i twierdził, że: "prosze, wiem że będzie dobrze, mówię Ci". Mam nadzieje, że tak właśnie chciałyście... oleje go i dociera do mnie że już z nim nie będę, bo po co jak i tak "doświadczenie" wskazuje, że się nie uda....
a to że podchodzę emocjonalnie to się cieszę... nie chce być taka powierzchowna jak niektórzy... emocjonalnie podchodzić zawsze..........
Aneto 3bit widzisz ktoś podpowiada ci jakies przykłady z własnego życia, doradza Ale to TY dedydujesz co z tych podpowiedzi weżmiesz a co nie. TO Twoje zycie decyzje dotkną ciebie, dlatego nie ma poco zwalać że to my mamy racje i to my bedziemy odpowiedzialne jak tobie żle sie po naszych radach żle ułoży.
To co ty robisz to Twoja decyzja i Ty poniesiesz konsekwencje. Ironicznie mówisz trzymajcie kciuki żeby było po waszej myśli czyli jak ci sie nie ułoży to w domysle te co radziły ci ze nic z tego nie bedzie miałyby sie cieszyć że bedziesz cierpiała tak?Myśle że żle odebrałas każdą rade z serca, i żle patrzysz na siebie. Jestes nerwowa i gorzka ale każda chciała dla ciebie dobrze ,a to ty o swojej przeszłości decydujesz i nikt za ciebie tego nie robi. Przykro mi że jesteś taka ostra za to że ktoś odpowiedział na twój wątek.
Anetko, wg mnie dobrze zrobiłaś. Tyle, że Tobie i tak będzie z tym źle, dopóki sama sobie z tym psychicznie i emocjonalnie nie poradzisz. Gdybyś ciągnęła zabawę w rozstania i powroty byłoby Ci źle, bo taka zabawa jest bardzo wyniszczająca. Jeśli postanowisz, że to koniec to też będzie Ci źle, bo będziesz myślała, że może jednak by się ułożyło...
Tak jak napisała różyczka - to Twoje życie i Twoje decyzje. Być może na własnej skórze musisz wszystkiego doświadczyć - tego, czego my obie chciałyśmy ci zaoszczędzić swoimi radami. W sumie myślę, że na Twoim miejscu też bym nikogo nie słuchała bo myślałabym, że ten przypadek jest inny.
Anetko, im dłużej bawisz się na tej emocjonalnej huśtawce tym więcej urazów Ci zostanie i tym trudniej będzie Ci ułożyć sobie życie z kimś innym. Ja huśtałam się 4 lata i praktycznie nie widzę dla siebie szans na normalny związek - zniszczenia w psychice są zbyt duże.
Ja osobiście nie mówię Ci, że masz się spotkać lub masz się nie spotykać. Taką decyzję podejmujesz TY. Natomiast chciałabym Cię wyczulić na pewne rzeczy, które sama musisz zaobserwować w waszym układzie: po pierwsze jeśli facet źle się czuje w związku, sam nie wie czy chce czy nie chce to znaczy, że czy to będzie druga czy dziesiąta próba bycia razem to prawdopodobnie wątpliwości znów go dopadną a Ty będziesz miała powtórkę z tego co czujesz teraz. Po drugie - nie wolno Ci tak bardzo szukać winy w sobie, liczyć, że jak się zmienisz to znowu będzie tak jak kiedyś. Owszem, łykanie prochów to naprawdę zagrywka histeryczna, ale to nie jest jedyny powód, dla którego on nie chciał być z Tobą. Nie zmienisz się całkowicie, a gdybyś tak zrobiła to byłoby to głupie, bo wtedy już nie byłabyś sobą. Jeśli coś mu w waszym związku nie odpowiadało to zawsze znajdzie pretekst, żeby ci coś wypomnieć.
Piszesz, że nie chcesz być tak powierzchowna jak niektórzy... No cóż, Twoja subiektywna opinia o mnie. Fakt - uczucia mam schowane pod grubą skorupką do której nikt nie ma dostępu. Ale to tylko samoobrona, skutek uboczny zabawy, w którą Ty bawisz się teraz a ja bawiłam się kilka lat temu...
I powiem Ci, że masz duże szanse za kilka latek być dokładnie tak samo powierzchowna jak ja, kiedy własną sferę emocjonalną będziesz chronić jak lew, żeby nikt nigdy cię już nie zranił...
Rózyczka: wczoraj mi odpisał, najpierw nerwowo, ze teraz przeciez nie bedziemy rozmawiac, tzn na gg i w pracy, jak dopisałam jeszcze, ze chciałabym, zebysmy porozmaiwali tez o tym, jak on sie w tym wszystkim czuje.
Potem zaczelismy ustalac, gdzie sie w takim razie spotkamy, zeby porozmawiac szczerze, widziałam, ze on ma cały czas opory, uraz do mnie, w koncu ustaliliśmy, ze przyjedzie do mnie, tzn on tak zaporponował. Ja wolałam tego nie robic, bo wrocil do mnie kot, a on jest alergikiem, wiec pokazałam, ze mysle o jego zdrowiu. Zreszta z powodu kota tez były kłótnie, ale to inna sprawa...
W kazdym razie stwierdzil, ze trudno, da rade i umowilismy sie na sobote, czyli dzisiaj ok. 19. Kilka godzin temu przyslal smsa, ze sorry, ale nie przyjedzie, bo znowu jest chory. Odpisałam mu, zeby w takim razie zdrowiał, bedziemy w kontakcie, porozmawiamy kiedy indziej. Moze to nawet i lepiej, ze pozniej, bo emocje bardziej ostygna i bedziemy mogli na wszystko spojrzec trzezwiej i bardziej na spokojnie. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Bedzie co ma byc. Wczoraj wieczorem spotkałam sie z moja kuzynka, ktora tez mi udzieliła kilku porad, min, zebym do wszystkiego podeszła rozumowo, na spokojnie, powiedziala podczas rozmowy, jak juz do niej dojdzie, ze mozemy sprobowac od nowa wszystko budowac, ale juz zupelnie inaczej, madrzej na pewno z mojej strony, juz bez tych emocji, nawet na poczatku na zasadzie spotykania sie i utrwalania wiezi, jesli taka jest nadal miedzy nami, umacniania uczucie, uleczania tego, co poranione. Poradziła, zebym dala mu ostygnac, sama zebym zajela sie soba i starala sie myslec pozytywnie. Czas pokaze reszte.
Mam nadzieje, ze tak bedzie, ze wreszcie odnajde spokoj i szczescie, takie prawdziwe, a nie wyimaginowane.