Są kobiety, które lubią silnego mężczyznę, który jest sobą ma swoje zasady, swoje zdanie, a nie chorągiewka. Wiesz wiele kobiet nie lubi, kiedy mężczyzna jest na każde jej zawołanie. I tu nie chodzi o żadne gry tylko zwyczajnie jak chłopak rzuca wszystko i jest na zawołanie dziewczyny lub zmienia zdanie, bo dziewczyna ma inne, ubiera się jak dziewczynie się podoba, robi wszystko to co usłyszy że dziewczynie się podoba itd to facet traci wiele w oczach dziewczyny (tak samo jest w drugą stronę) i nie chodzi tu o to by nie liczyc się z drugą stroną, ale znaleźć równowagę. chodzi o to by być sobą. jeśli jednak mi we mnie coś się nie podoba to próbuję to zmienić, ale jeśli komuś się coś nie podoba a ja się z tym bardzo dobrze czuję to nie jest nam po drodze.
Właśnie już tego nie robię bo zrozumiałem że to nie taka dziewczyna. Po prostu zwykle miałem doświadczenie z dziewczynami na które to działało,dlatego tak do niej podeszłem. W byciu milutkim nie chodzi mi o bycie na każde zawołanie.. Wiesz ona do tej pory miała doświadczenie typowo z patolami. 2 chłopaków jaraczy,matołów itp którzy np jej się wstydzili,albo nigdy nic nie dali,ja taki nie będę i w tym sensie rozumiem milutki.
Potem albo ją rzucisz, albo będziesz próbował ją zmienić, bo traktujesz ją trochę jak głupiutką dziewczynkę, którą trzeba uformować.
Jeśli czytałaś cały temat to powiedz mi czy nie jest trochę głupiutka i czy nie wyszło by jej na dobre gdyby się zmieniła ? Zresztą ona sama dobrze o tym wie tylko nie potrafi,także jak chce się jej pomóc to chyba dobrze ?
Troszkę na takiego się zachowujesz - a w 4 litery co Ona będzie wewnętrznie przeżywać gdy się z Nim rozstanie najistotniejsze
Ona z nim nigdy nie była. Chyba wyłącznie pisanie przez internet związkiem nazwać nie można. Co najwyżej "związkiem"
Piszesz, że bardzo Ci na Niej zależy - czy przypadkiem to nie wybielanie własnych myśli przed samym sobą, aby dalej postępować jak postępujesz? Nie dostrzegasz troszkę czystego WYRACHOWANIA w podejmowanych przez Ciebie decyzjach, gdzie nie ma do końca miejsca na Jej zdanie?
Zaraz w pierwszych postach napisałem kim jestem. Ja się nie poddaje i jak mi na kimś lub na czymś zależy to o to walczę. Ktoś mądry kiedyś powiedział że w miłości jak na wojnie,wszystkie chwyty dozwolone.
Nie nie, w "ramach rekompensaty" ma w końcu się z Tobą "umówić". O tym myślałeś mówiąc o tej kawie. "Zaprosi mnie na kawę i na pewno wtedy już zauważy, jaki ja super facet jestem." Chcesz za wszelką cenę aby się Tobą zainteresowała. Narzucasz się. Czyli wciąż "latasz za nią". Namawiasz ją do spotkania, którego ona wcale nie chce. Gdyby chciała, to już dawno by się z Tobą spotkała.
Czyli co mam robić jak mi na niej zależy ? Nie odzywać się ? Przecież to matrix.
PS.
Spotykam się z nią średnio raz w tygodniu 
Po prostu nie ciągnie jej do Ciebie a bez "przyciągania" i "chemii" nic z tego nie będzie. Pogódź się z Tym Brumku.
Dlatego próbuje różnych sposobów żeby tą chemię chociaż trochę wywołać.