rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 208 ]

131

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Zaczynam wyczuwac tętno u tej pacjentki. Chyba ma Ci się na życie ;-).
A ciut powazniej.. nie trac wiary w milosc jako taką bo ona jest piękna ale wtedy gdy istnieje między ludzmi. Tutaj jej niestety nie było, nie z jego strony. Na swoj sposob to on postępował dosc logicznie, nie kochał i nie czuł chemii więc nie dazyl do zblizenia a znajomosc traktowal bardziej jak mocniejsza formę przyjazni. Dlatego nie mozna mowic ze miał dziwne poglady na zwiazek bo dla niego ewidentnie to nie bylo zwiazkiem tylki formą ukladu a to Ty sobie wmowilas ze z czasem stworzycie cos ponad to.

Zobacz podobne tematy :

132 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-09-10 12:51:00)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Tak, ale on jeszcze wczoraj wspomniał, że według niego w kazdym związku miłość przemija i pojawia się tylko przywiązanie. Że mężczyzna zawsze będzie rozglądał się na boki, i tak jak on sam, zawsze będzie się męczył bo ciekawość spróbowania z kimś innym będzie silniejsza. Nawet przytoczył przykład swoich rodziców, kiedy to kiedyś jego ojciec próbował skoku w bok... Poza tym on dał mi jasno do zrozumienia, że on uwielbia kobiety, uwielbia się za nimi rozglądać, ze wiecznie jest niespokojny (dla mnie to wygląda tak jakby uganiał się za nimi jak pies za sukami). Zresztą, nie znacie go, nie wiecie jaki jest i w jaki sposób on to wszystko mówi, ale skoro ja to wyczułam to chyba naprawdę musi tak być, ze on jest bardzo niedojrzały i chyba tak naprawdę niezdolny do miłości, bo prawdziwej miłości nie było też w jego domu, jak dla mnie to on kieruje się tylko zwykłym popędem, fascynuje go coś i tyle. To introwertyk, jego jedynym oknem na świat jest komputer (pracuje jako informatyk, od 20 lat tyko ekran monitora jest jego światem, o portale ogłoszeniowe miejscem poznawania dziewczyn). )Tylko ja byłam pierwszą dziewczyną z którą kiedykolwiek się w jakiś tam sposób rozumiał, wcześniej nie raz próbował kogoś poznać i nic z tego nie wychodziło. Tamta, o której pisałam wcześniej, nie chciała z nim być, bo mimo ze sama dawała mu nadzieje, to jednak coś musiało być nie tak. Ale nie ważne.
On nigdy nie wierzył w coś takiego jak miłość i nawet kiedy z nim jakkolwiek o tym rozmawiałam, tak po prostu, to on się śmiał z tego, sprowadza wszystko do popędu, chemii i niczego więcej. Gdybyście słyszeli jego wypowiedzi... Ile razy zaprzeczał czemuś, a potem mówił coś zupełnie innego, zawsze tak było, i to w różnych sprawach, nie tylko dotyczących nas jako pary... On się urwał z choinki, naprawdę. W dodatku nie dbał nigdy o siebie, chodził ubrany jak szmaciarz, ale ode mnie to wymagał żebym wyglądała pięknie, seksowanie, upodabniał mnie do swojego typu... Teraz to widzę. Nie dostrzegał we mnie wartości i urody, jakie mam, a gdybyście widzieli chociaż dziewczynę za którą się uganiał, albo z którą pisał przez internet. Zwykłe karzełkowate zdzirki, więc o czym tu mówić. Cieszę sie, ze się od niego uwolniłam. Nie warto już rozpisywać się o nim, bo tyko on, on, on. Teraz jestem ja, ja, JA!!!!

Dziękuję wszystkim za rady i pocieszenia. Nie chciałam słuchać Was wcześniej, bo już nie raz opisywałam tu na forum swoje problemy z nim, swoje rozterki, i aż wstyd się przyznać, ale są tu gdzieś na forum wpisy z tamtego roku... Widocznie musiałam dotrwać do samego apogeum, żeby zrozumieć w końcu że to jedna wielka pomyłka. Na wiele rzeczy oczy otworzyła mi ELLE88,  której bardzo dziękuję, bo juz wcześniej mnie ostrzegała, a ja głupia ignorowałam to wszystko... Najważniejsze jednak, że to ja zakończyłam to wszystko, nie on. Przynajmniej uratowałam się tą decyzją. w innym razie czułabym się gorzej... Nie ma sensu gadać o nim w kółko, trzeba zapomnieć.

133

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie dziękuj mi, podziękuj sobie, że wróciła Ci pełna przytomność. Odrazu przyjemniej się czyta smile

Uwierz mi, że każda kobieta chociaż RAZ w życiu (i oby to był faktycznie tylko raz, w innym wypadku oznacza, że ktoś nie potrafi wyciągać wniosków) poznaje buca, który sam sobą niewiele reprezentuje, a próbuje ją zmienić.

To wszystko jest nie bez powodu - za jakiś czas, jak dojdziesz do siebie i odbudujesz poczucie wartości na właściwym poziomie, zobaczysz jak bardzo inne typy mężczyzn zaczniesz przyciągać i jak ten Pastuch na ich tle wypada marnie pod każdym względem wink

Musisz tylko spojrzeć na to inaczej: to nie on Ci zaniżał wartość tak naprawdę, to Ty miałaś ją tak niską, że tylko taki Pasztet mogłaś przyciągnąć na ten czas.

A to jaki typ lasek mu się podoba to tez się nie przejmuj, ani nie porównuj. Wyjdź z założenia, że podobne przyciąga podobne wink

134 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-09-11 23:57:18)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie wiem po co, ale gadałam z nim prze telefon po raz kolejny. Na koniec tej chorej konwersacji powiedział, że znów chce spróbować z tamtą zdzirą, przez którą tyle razy się kłóciliśmy. I o czym to swiadczy? Znów chce się za nią uganiać, znów chce próbować... Powiedział, ze wtedy nie miał odwagi, a teraz chce znowu się przekonać... I co? Byłam nic nie znaczącym plasterkiem... Ale to już wiemy. O ile zaczynałam mu wierzyć, że z tamtą wszystko skończone, tak teraz wiem, ze INTUICJA jest darem od losu...

Nie chcę się w kółko powtarzać, ale cały czas jaki przy nim zmarnowałam jest najgorszym okresem w moim życiu. Najbardziej zakłamanym, fałszywym, bezsensownym...

Nigdy więcej takich pieprzonych dupków jak on...

Elle88 - jesteś moją mentorką, moją wyrocznią. Dziękuję, ze mi to uświadamiałaś od wielu już wątków, szkoda tylko, ze ja byłam taka głupia...

135 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-09-12 01:44:49)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie martw się tym już. Pomyśl, że ja byłam kiedyś w identycznej sytuacji jak Ty i jakoś sobie dzisiaj radzę wink Nie narzekam. Ty tez nie będziesz.

Tylko zrozum, że to Cię w żaden sposób nie definiuje jako Kobiety ani człowieka. Ten gość to epizod. Kiedyś na samo wspomnienie jego osoby będziesz się śmiała z niedowierzaniem, że na taki Pasztet poświęciłaś kawałek życia.

Nie patrz na to na zasadzie, że 'zmarnowałaś czas', bo będziesz stała w miejscu próbując to jakoś odkręcić na zmianę z ciosaniem sobie kołków na głowie, że głupia wink a to nie w tym rzecz.
Potrzebne Ci było to doświadczenie żebyś mogła się rozwinąć jako Człowiek i jako Kobieta. To jest naturalny etap w relacjach damsko-męskich, od czegoś trzeba wyjść.
Jak się nie miało dobrych wzorców z rodziny to zazwyczaj wychodzi się właśnie od tego. Od pasztetowej wink

Potem już będą lepsze rarytasy - trust me. smile

136

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie spodziewałam się tego, ale wczoraj w zablokowanych połączeniach w telefonie odkryłam sms od niego z wczoraj. Napisał, ze przyszła w końcu pocztą pewna rzecz, którą kiedyś zostawiłam u jego dziadków i czy moze mi ją przywieźć. Przypomnę tylko, ze od czasu rozstania nie odzywaliśmy się do siebie - ja tym bardziej zamilkłam. Dopiero teraz po miesiącu zdobył sie na to, żeby się odezwać. Poza tym dziś dzwonił, ale i tak numer jest zablokowany. Wcześniej mówiłam mu, ze mam gdzieś tą rzecz, w momencie rozstania nie zależało mi już na niej, a on ni stad ni zowąd po miesiącu sobie mi o tym przypomina. Nie wiem, a może to tylko pretekst by się do mnie odezwać? Akurat wtedy kiedy ja powoli dochodzę do siebie, on mi os obie przypomina... Dupek.

137

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Tia. W końcu. Pewnie leży od miesiąca ta rzecz. Jemu coś z tamtą nie wychodzi, a tu sobie zostawił pretekst do odezwania się. Dlaczego ludzie są takimi idiotami... Nagle się obudził, że jednak bez Ciebie nie może żyć. Jakie to jest żałosne. Kopnąć kogoś w dupę, a potem truć mu tą dupę... Widać samotność mu doskwiera.

138 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-10-09 18:18:17)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Bada teren.

Są 2 możliwości dlaczego. Dwie skrajne.

1. Z tamtą mu nie idzie, co było do przewidzenia w 100%. W końcu OD LAT próbuje ze znikomym skutkiem. Po prostu jest nie w jej typie i robi za 'pieska'. Uświadomiwszy sobie po raz kolejny swój brak szans u niej na coś więcej, wiedziony rozczarowaniem i poczuciem samotności, plus wyrzuty sumienia może delikatne w stosunku do Ciebie na zasadzie: "Jest gdzieś dziewczyna, która mnie kocha..może z nią powinienem się przemęczyć, może nie dla każdego jest taka miłość jak z bajki. Ale przynajmniej komuś na mnie zależy.." szuka u Ciebie pocieszenia.

2. Jest w trakcie zarywania do tamtej, jeszcze w jego głowie nie odniósł kompletnej porażki, więc sprawa nie jest zamknięta i - tu odwrotnie jak powyżej - wiedziony poczuciem euforii, że nieźle mu idzie i niejako 'poczuciem wdzięczności' i wyrzutami sumienia za to jak Ciebie potraktował, chce jakby zaklinać rzeczywistość, "naprawić" poprzez bycie (sztucznie) miłym swoje uprzednie wybryki, podświadomie 'zasłużyć' na uczucie od tamtej. Wiesz, na zasadzie: jak komuś się zaczyna układać to co sobie dawno zaplanował to wpada w takie poczucie euforii wszechogarniającej czasem i ma większą potrzebę bycia dobrym wink

Pytanie czy po raz 100-ny włączy Ci się motyw si-fi i odpalisz "wasz związek" w swojej przemęczonej fantazjami głowie, czy choć raz posłuchasz rozumu.

139

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie wiem co u niego i nie obchodzi mnie to. Miewam jeszcze trudne chwile, ale tylko chwile, mimo że minął dopiero miesiąc. Teraz jestem pewna swojej wartości, czuję się nareszcie lepiej, dbam o siebie, regularnie chodzę na zajęcia (kiedyś przez niego potrafiłam opuszczać), gdzie mogę przebywać wśród znajomych. Nie ma jednak dnia, abym o nim nie pomyślała. Cały czas nie mogę pogodzić się, że on i tamta znów się spotykają (?)... Nie powinno mnie to obchodzić, ale taki myśli bolą... Ten jego sms i wczorajsza próba kontaktu rozdrapały ranę, bo ja już zapominam, on dla mnie umarł, a tu nagle tak jakby zmartwychwstał. To wzbudza niepokój, dziwne myśli, beznadziejną tęsknotę... Jestem silna, ale takie coś rujnuje spokój po prostu. Ja już się pogodziłam, ze nie będziemy nigdy razem i że przede wszystkim ja nie byłabym z nim szczęśliwa. Po co pisze do mnie po miesiącu o szczotce do włosów, którą zostawiłam właśnie, skoro mówiłam mu wcześniej, ze jej nie chcę... Tyle przykrych i miażdżących słów usłyszałam od niego na odchodne, że nie potrafiłabym spotkać się z nim nawet na chwilę. Wiem jedno - na pewno się nie odezwę.

140

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
Elle88 napisał/a:

Bada teren.

Są 2 możliwości dlaczego. Dwie skrajne.

1. Z tamtą mu nie idzie, co było do przewidzenia w 100%. W końcu OD LAT próbuje ze znikomym skutkiem. Po prostu jest nie w jej typie i robi za 'pieska'. Uświadomiwszy sobie po raz kolejny swój brak szans u niej na coś więcej, wiedziony rozczarowaniem i poczuciem samotności, plus wyrzuty sumienia może delikatne w stosunku do Ciebie na zasadzie: "Jest gdzieś dziewczyna, która mnie kocha..może z nią powinienem się przemęczyć, może nie dla każdego jest taka miłość jak z bajki. Ale przynajmniej komuś na mnie zależy.." szuka u Ciebie pocieszenia.

2. Jest w trakcie zarywania do tamtej, jeszcze w jego głowie nie odniósł kompletnej porażki, więc sprawa nie jest zamknięta i - tu odwrotnie jak powyżej - wiedziony poczuciem euforii, że nieźle mu idzie i niejako 'poczuciem wdzięczności' i wyrzutami sumienia za to jak Ciebie potraktował, chce jakby zaklinać rzeczywistość, "naprawić" poprzez bycie (sztucznie) miłym swoje uprzednie wybryki, podświadomie 'zasłużyć' na uczucie od tamtej. Wiesz, na zasadzie: jak komuś się zaczyna układać to co sobie dawno zaplanował to wpada w takie poczucie euforii wszechogarniającej czasem i ma większą potrzebę bycia dobrym wink

Pytanie czy po raz 100-ny włączy Ci się motyw si-fi i odpalisz "wasz związek" w swojej przemęczonej fantazjami głowie, czy choć raz posłuchasz rozumu.

Wiem o co chodzi. Nie wiem czemu ale intuicja podpowiada mi tą drugą opcję. Nie martw się Elle, rozum jest górą wink

141 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-10-09 18:37:51)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Bardzo możliwe, że jest to druga opcja.

W innym wypadku nie wytrzymałby ciśnienia i już sobie Ciebie urabiał smsowo tłumacząc się i nęcąc jak to zrozumiał to i owo. A on na luziku i w niezłym humorku pewnie.
Słuchaj intuicji tym razem i będzie git. smile

EDIT : Teraz doczytałam, że ta zagubiona rzecz to..szczotka do włosów.
Jaja sobie robisz? smile:):):)

142 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-10-09 18:46:13)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
Elle88 napisał/a:

Bardzo możliwe, że jest to druga opcja.

W innym wypadku nie wytrzymałby ciśnienia i już sobie Ciebie urabiał smsowo tłumacząc się i nęcąc jak to zrozumiał to i owo. A on na luziku i w niezłym humorku pewnie.
Słuchaj intuicji tym razem i będzie git. smile

EDIT : Teraz doczytałam, że ta zagubiona rzecz to..szczotka do włosów.
Jaja sobie robisz? smile:):):)

No wiesz to była szczotka z włosia borsuka, którą dostałam od taty w prezencie wink Tak czy owak nie chcę jej, bo wiązałoby się to z konfrontacją z nim, a tego wolę uniknąć. Do jego domu pod jego nieobecność też nie będę jechała po tę szczotkę, nie jestem idiotką...

Dodam, że jego jakieś tam rzeczy, które u mnie zostawił, wy***liłam na śmietnik tego samego dnia, kiedy się rozstaliśmy smile

143

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

No.
Bo już myślałam.. wink

Jeszcze gdyby to była jakaś kasa, albo bielizna Victoria`s Secret to ok, ale ..SZCZOTKA. He he
Zrobiłabyś z siebie niezłego jelenia, który zrobi pod siebie - każdy gówniany pretekst wykorzysta by spotkać się z panem.

A tak to good <ok> wink

144

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Mimo wszystko jestem zła i zarazem smutna. Właśnie przez takie odzywanie się, jakiekolwiek, wszystko wraca... jak sobie pomyślę, że dziś w piątek pewnie łazi gdzieś z tą swoją miłością po mieście, albo po plaży a ja siedzę sama w domu... To takie niesprawiedliwe. Przez ten zaburzony spokój znów wracają myśli, wyobrażenia, analizy... Nie wiem co jest gorsze, czy to że odezwał się, po miał w tym jakiś zamiar, wybadać grunt, wrócić (?) czy że po prostu chciał mi oddać tę szczotkę bez żadnego podtekstu... Nie powinnam pewnie tego w kółko analizować, ale to jest silniejsze ode mnie, teraz jak głupia sprawdzam zablokowane połączenia, czy aby się nie próbował odezwać... Kiedy to minie, kiedy to wszystko się skończy? Kiedy zapomnę?

145 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-10-09 23:49:40)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

I znów płacz sad Gdzieś w środku nie mogę pogodzić się z tym, że on jest/mógłby być szczęśliwy teraz z nią... To jak zły sen... sad

146

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
akwaforta napisał/a:

I znów płacz sad Gdzieś w środku nie mogę pogodzić się z tym, że on jest/mógłby być szczęśliwy teraz z nią... To jak zły sen... sad

To nie jest zły sen...
To gniew i zazdrość.
Jedne z uczuć, które towarzyszą człowiekowi po rozstaniu. Również i one muszą zostać wypłukane razem ze łzami...
Twój organizm reaguje prawidłowo, mimo, że psychika jest na stałym łączu z nim i jego ukochaną.

Czas trwania tego stanu zależy w dużej mierze od Ciebie, ale właśnie najczęściej sugerowane tu, na Forum zerwanie kontaktu i wytrwanie w tym, sprzyja uniezależnianiu się.

To, co przeżywasz jest bardzo trudne, a w głowie - galopada myśli, ale jesteś w stanie tym myślom nadawać bieg i  nie pozwalać im całkowicie Tobą zawładnąć.

147 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-10-10 08:45:59)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Dalej podtrzymuję, że Ty jesteś od niego uzależniona. A dokładniej uzależniona od emocji, na których jechałaś ostatni rok czy 2 lata.
To w żadnym wypadku nie jest miłość, bo nie ma jej podstawowych składowych. Jest tylko projekcja wywołana Twoimi halucynacjami, które mają źródło w tym, że obsesyjnie chciałaś być w związku. Akurat padło na tego gościa.

Dopóki nie przestawisz myślenia z 'lovciam' (jestę bezradną owieczką, której szczęście zależy od decyzji mego pana = przerzucanie odpowiedzialności) na uzależniłam się od emocji, na jakie dawałam przyzwolenie mu we mnie generować (zwróć uwagę - w tej perspektywie odzyskujesz odpowiedzialność = odzyskujesz moc) dopóty będziesz się tak babrać długie miesiące.

Żeby to się mogło skończyć - tak jak napisała Aurora - to TY musisz chcieć spojrzeć na to inaczej, prawdziwiej, a nie on czy okoliczności (a już na pewno nie historia, która się wydarzyła) muszą się zmienić.

Jednak mam wrażenie, że w tej chwili, kontynuujesz swój film pt. "Niekochana i nieszczęśliwa" , bo wolisz taki rodzaj emocji niż żadne. A żadne to wg Ciebie nie skupianie uwagi na tym "miszczu".

Zadaj sobie pytanie, co takiego atrakcyjnego jest dla ciebie w tym samoumartwianiu się? Bo bez wątpienia, na poziomie podświadomym, jest to dla Ciebie atrakcyjne.

148 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-10-10 11:22:10)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie jestem od niego uzależniona. Po rozstaniu poczułam się wolna, radośniejsza, nareszcie poczułam się lepiej i nawet zaczęłam lepiej wyglądać - co potwierdziły moje koleżanki ze studiów. Brak kontaktu jest błogosławieństwem, tylko takie odezwanie się po miesiącu po prostu rozdrapały ranę. Gdy czytam, ze inni utrzymują kontakt z byłym/byłą, a potem straszliwie cierpią, tak teraz poczułam się przez chwilę podobnie - mimo że się nie odzywam, poczułam się gorzej. Przecież od rozstania minął zaledwie miesiąc więc czy nie mam prawa zapłakać, zatęsknić, czy nawet zezłościć? Z jego strony nie było miłości, ale z mojej była - nie tłumaczę sobie tego jako uzależnienie, bo nie chodzę teraz jak wariatka pod jego oknem, łudząc się że wróci. To była nieodwzajemniona miłość połączona z wyrachowaniem którym kierował się mój były toksyczny chłopak. To chyba normalne, że każdy po rozstaniu czuje się tak jak ja - zobaczcie ile jest wątków po osób po rozstaniu - każdy czuje się źle ze świadomością, że były ma tak szybko kogoś innego... Ja dobrze wiem jak było, jak mnie traktował, jak miał mnie gdzieś - nie idealizuję go, dużo rozmawiałam z rodzicami, którzy za każdym razem utwierdzali mnie w tych faktach, bo wiedzieli jak było. Dzięki ich wsparciu i Waszym radom otworzyłam oczy. To nie jest tak, ze leżę w łóżku i ryczę do księżyca... Czasem bywają momenty cichego przeżywania, ale jak już wspomniałam to tylko momenty, które szybko mijają. Ogólnie czuję się duuużo lepiej i wiem, że bez niego czuję się jak dawniej - pewna siebie i kobieca. Nie myślę o sobie jako o "niekochanej i nieszczęśliwej". Dużo zrozumiałam, jestem radosna i optymistycznie patrzę na świat. To że jeszcze coś przeżywam to normalne, ale po rozstaniu wszystko się zmieniło na lepsze. Świadomość tego, że on spotyka się z kimś, kto jeszcze niedawno w jego tłumaczeniach nic dla niego nie znaczył, boli ale nie na tyle, żebym ja z tego powodu czuła się gorsza i nieszczęśliwa. Nie jestem nieszczęśliwa. Moja delikatna i wrażliwa dusza artystki potrafi wiele znieść, ale każdy cios zostawia bliznę. To ze sobie popłaczę przez 10 minut, nie odznacza, ze się umartwiam. Po prostu nie chcę żeby się odzywał - bo tak jest lepiej.

Wracając do tego co napisałam wczoraj, dla mnie to przykre, ze ktoś kogo kochałam, zaraz po rozstaniu odezwał się do tej, przez którą tyle razy coś się miedzy nami sypało -  z jednej strony można było się tego spodziewać na 100%, ale komu nie byłoby smutno, gdy ktoś z kim się było przez jakiś tam okres czasu, nie przeżywa rozstania tak jak ty, tylko leci w ramiona kogoś innego. To ciężka sprawa, bo całe to cierpienie spada tylko na jedną stronę. Dla mnie to cholernie niesprawiedliwe, ze ktoś będzie budował szczęście na cudzym nieszczęściu - ale cóż teraz myślę o sobie i nie obchodzi mnie jak tam jest miedzy nimi. Mam swoje życie i swoje muszę przeboleć. To trudne, ale nie jest sama. Nie jestem też o nich zazdrosna - bo wiem jaki był mój były chłopak wobec mnie, a to jaki będzie wobec niej to już nie mój interes. Tak czy owak nie potrafię wybaczyć, nie ma czegoś takiego jak wybaczam mu, bo to zbyt wiele dla mnie.

149

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie obraź się, ale to taki klasyczny bełkot porzuconego wink Spoko, każdy na początku twierdzi, że jest przeszczęśliwy bez byłego, tylko jakoś ta reakcja na kontakt mówi coś zupełnie odwrotnego.

Z tym uzależnieniem nie zrozumiałaś mnie.. Uzależnienie polega na silnej reakcji emocjonalnej na przedmiot uzależnienia, szczególnie po krótkim czasie od 'odstawienia'.

Jasne, że musisz przejść przez wszystkie etapy żałoby, nawet po związku - widmo, ALE nie przyspieszysz ich, ani tak naprawdę nie zaczniesz nawet 1-go oszukując samą siebie.

Mnie ta Twoja pisanina i momentami patos w niej przypomina tą wcześniejszą, gdzie też się zarzekałaś, a po 2 tygodniach czy m-cach okazywało się, że miałaś z nim kilka kolejnych prób "ratowania związku" w tzw. międzyczasie od pisania.

Obawiam się trochę czy tym razem nie będzie identycznie i nie znikniesz na 2-3 tyg. by wrócić z opisem identycznego finału, bo "on tak bardzo chciał mi tę szczotkę oddać, a mi tak bardzo była potrzebna jednak..".
Ale to ty decydujesz.

Pamiętaj - nieważne co napiszesz, ważne jak zareagujesz - tym komunikujesz miejsce w którym emocjonalnie jesteś.

150 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-10-10 13:07:07)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Masz rację, ale nie we wszystkim. Może ten patos jest w moich wypowiedziach - cóż, taka jestem, taki mam sposób wyrażania, ale nie uważam, żeby to było jakieś sztuczne. Jestem młoda, niedoświadczona, nie dziw się że tak to potrafię przeżywać - na forum zdarzają się o wiele większe wariatki i desperatki cierpiące i sfrustrowane.

Żadnych prób ratowania czegokolwiek nie będzie - bo on odszedł na dobre i ma mnie gdzieś. Ja też tego nie chcę, bo wiem, że to wszystko nie opierało się na miłości, więc to nie ma sensu i jestem teraz tego na 100% pewna, bo wyciągnęłam wnioski (w końcu po coś jestem na tym forum). 

W momencie, kiedy się odezwał nie poczułam się źle. Zdziwiłam się i nawet kpiłam z tego w rozmowie z rodzicami. Kompletnie to olałam i zaraz usunęłam z telefonu. Dopiero wczoraj coś mnie naszło - zwykła reakcja, którą po prostu przebolewam jak każdy. Dlaczego wrzucasz wszystko do jednego worka. Każdy jest inny a Ty Elle od razu wszystko szufladkujesz. Dziś czuje się lepiej, nie myślę już o tym, a Ty dalej gadasz o jakimś uzależnieniu - Boże, czy każda chwila przykrości po rozstaniu jest dla Ciebie uzależnieniem? To była tylko chwila. Nie mogę się podzielić tym na forum, bo zaraz każdy wyciąga wniosek - uzależniona. Nie jestem jedyną na forum, która przeżywa rozstanie. I tak przeżywam je niezwykle spokojnie w porównaniu do innych.  To ze się Wam żalę, to po to by z siebie wyrzucić emocje, bo taki mi jest łatwiej. Potem czuję się lepiej, czuje wewnętrzne oczyszczenie. A jeśli już Cię męczę Elle, to po co mi odpisujesz? A co do lepszego samopoczucia po rozstaniu - to w moim przypadku, to się sprawdza. Bo wiem jak byłam tłamszona w związku, więc to nie jest bełkot porzuconego tylko czysta prawda (przypomnę tylko dla formalności, ze to ja w końcu zdecydowałam się to zakończyć jako pierwsza)

Poza tym na forum nie da się opisać wszystkiego, wszystkich szczegółów i detali, czasem trzeba je pomijać, bo dłuuugo by o tym opowiadać i tłumaczyć.

Jeszcze takie porównanie: Przecież gdy ktoś po kilku miesiącach spotyka swojego byłego/byłą, którego się kochało, to nie wierzę, ze potem w samotności człowiek tego nie przeżywa - w końcu tak jakby rany się rozdrapały. I czy to oznacza, ze ktoś jest od kogoś uzależniony? Dal mnie to naturalne. Tak samo było z tym kontaktem. Wiec nie rozumiem, Twojego wmawiania mi jakiegoś uzależnienia.

151

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta,
po co Ty w ogóle sobie wyobrażasz go sobie z nią? daje Ci to coś? poza zdołowaniem??

To są tylko Twoje wyobrażenia - nimi się beznadziejnie ładujesz...
Nawet gdybyś ich zobaczyła - i widziała, jacy "są szczęśliwi" nie miałabyś żadnej gwarancji, że to tylko nie na pokaz. A tym bardziej, gdy rzecz dzieje się WYŁĄCZNIE W TWOJEJ GŁÓWCE.
Odpuść sobie. Zajmij się sobą. Pomyśl, co Ty byś mogła w tej chwili... tego wieczoru... w ten weekend... robić ciekawego i fajnego - co Cię obchodzą oni?
To świadczy tylko o tym, że bez niego nie potrafisz zapanować nad swoim życiem. Bez niego nie potrafisz zorganizować sobie fajnego wieczoru - qurcze... idź do kina albo na spacer, spotkaj się ze znajomymi... zapisz do siłowni albo na kurs tańca... albo posiedź z chipsami i książką czy przed telewizorem - Ty DECYDUJESZ... nie on...

To, że on chce mieć z Tobą kontakt...
no ten typ tak ma
ale czy to mu się uda czy nie - zależy już tylko od Ciebie
daj spokój.... on znów chce realizować jakieś tam swoje cele czy potrzeby (znane tylko jemu i nie mające z Tobą nic wspólnego)... chcesz się na to godzić?

Znam ludzi, którzy się rozstali, ale potem nadal utrzymywali (i utrzymują) bardzo dobre relacje. Jesli tak chcesz i potrafisz - nie ma problemu. Byle Cię to nie obciążało psychicznie.

W moim przypadku - żadne kontakty nie wchodziły, nie wchodzą i nie będę nigdy wchodzić w grę.
Mój też próbuje. Ostatni proponuje mi spotkania... i "żebyśmy się od nowa nauczyli ze sobą rozmawiać".
Ale niech próbuje - kto mu zabroni? Tylko co to mnie obchodzi? Ja robię swoje - czytam te maile a potem je kasuję... i to z mojej strony koniec.
A już najbardziej byłoby to chore, gdybym sobie teraz zaczynała robić nadzieję - a może on chce wrócić? a może tam mu się nie układa? a może docenia mnie jednak i to co razem zbudowaliśmy?
A po co mi to?
Ja mam już na niego i jego zachowania wywalone.
Nie widzę żadnych szans na jakikolwiek kontakt... nie chcę żadnego kontaktu... i jestem w tym konsekwentna...

Czy można tak zupełnie zapomnieć i pozbyć się bólu i żalu w krótkim czasie? - oczywiście, że nie.
Ale po co się dodatkowo nakręcać? Sama siebie, swoimi własnymi myślami i wyobrażeniami? 
Przecież wiesz co się stało, jesteś tego świadoma. Wiesz, jak Cię to dotknęło. Masz świadomość, że dostałaś po głowie... masz prawo do emocji...
i wiesz, że one z czasem będą słabły...
Żyj w tej świadomości... ani niczego na siłę nie wypieraj... ani się niepotrzebnie tym nie ładuj... pozwól na to, by czas zrobił swoje.. a Ty znajdź sobie coś nowego, co wypełni Ci puste miejsce po nim - zajmij się czymś, poznaj nowych ludzi... on tak szybko nie zniknie Ci z głowy... ale przynajmniej postaraj się, by zniknął z Twojego codziennego "dnia" - zastąp go innymi aktywnościami...
powodzenia

152

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Powiedz sobie że negatywne uczucia nie istnieją bo to ciebie trapi.  Bądź mądrzejsza od niego i z każdą chwilą gdy czujesz złość powiedz sobie że takie uczucie jest ci obce że nie potrafisz nikogo nienawidzić. Że nie znasz uczucia złości, niechęci, żalu, że nie rozumiesz dlaczego chłopak może mieć uczucie niechęci do ciebie i zerwać z tobą, że ktokolwiek może przejawiać negatywne uczucia. Gdy uświadomisz sobie że negatywne uczucia nie istnieją, przejdzie ci zły nastrój. Wystarczy być zawsze dobrą dla innych ludzi i gdy ludzie są źli dla ciebie powiedz sobie że nie rozumiesz ich zachowania bo w tobie nie ma takich uczuć. To ci pomoże. Zrozumiesz że jesteś lepsza od niego, pokaż klasę.

153 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-10-10 13:37:20)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ale ja na co dzień sobie dobrze radzę - jestem pozytywna, uśmiechnięta, żartuję ze znajomymi - mówiłam już, ze koleżanki widzą mnie taką promienną, zupełnie jakbym odżyła. To, ze sobie coś wyobrażam, jest niestety niezależne ode mnie - mam bardzo dużą wyobraźnię. Kontaktu z nim nie utrzymuję i nie chcę - bo wiem, ze nie potrafiłabym inaczej. Cały czas myślę o sobie, ale jak wiadomo, on też siedzi mi w głowie, ale nie na zasadzie jak to określiła Elle :jestem nieszczęśliwa i samotna", tylko "jestem najważniejsza dla siebie samej i lepiej mi bez niego". Ostatnio byłam na zakupach, na rowerze. Spędzam czas tak jak lubię, z chipsami przed telewizorem też się zdarzy wink Tylko, ze oprócz niego nikogo tu nie miałam i nie mam. Znajomi to tylko ze studiów, poza tym nikogo. Dlatego czasem czuję się samotnie, ale nie żeby narzekać. Może czasem w emocjach nie mogę się pogodzić, ze on może chodzić z nią gdzieś w miejsca, w których był ze mną, ale to tylko taka sentymentalna gadanina. Nie czuję się z tym jakoś strasznie źle. Dopóki nie mam z kim kontaktu wszystko jest na dobrej drodze, ale niestety swoje też trzeba wypłakać, wykrzyczeć...

154

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie bój się spotykać z chłopakami. Jeśli okażą się nieodpowiedni to po prostu się zdziwisz ale nie będziesz przejawiać złości. Uczucia negatywne nie istnieją.

155

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
MrSpock napisał/a:

Powiedz sobie że negatywne uczucia nie istnieją bo to ciebie trapi.  Bądź mądrzejsza od niego i z każdą chwilą gdy czujesz złość powiedz sobie że takie uczucie jest ci obce że nie potrafisz nikogo nienawidzić. Że nie znasz uczucia złości, niechęci, żalu, że nie rozumiesz dlaczego chłopak może mieć uczucie niechęci do ciebie i zerwać z tobą, że ktokolwiek może przejawiać negatywne uczucia. Gdy uświadomisz sobie że negatywne uczucia nie istnieją, przejdzie ci zły nastrój. Wystarczy być zawsze dobrą dla innych ludzi i gdy ludzie są źli dla ciebie powiedz sobie że nie rozumiesz ich zachowania bo w tobie nie ma takich uczuć. To ci pomoże. Zrozumiesz że jesteś lepsza od niego, pokaż klasę.

Przysięgłam sobie, że nie będę pokazywała swojego smutku na zewnątrz, że nie dam im zwyciężyć rozpaczając - właśnie że będę radosna i szczęśliwa. Taka samoterapia.

156

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie chodzi o to żebyś ukrywała smutek. Masz uwierzyć w to że smutek nie istnieje, że nie ma czegoś takiego. Powtarzaj sobie wiele razy dziennie że żal, smutek, rozgoryczenie, niechęć, złość, wściekłość, zawiść nie istnieją i nie rozumiesz tego że ktokolwiek może przejawiać takie uczucia. Gdy to zrozumiesz, szybko znajdziesz ciekawego chłopaka z którym będziesz mieć udany związek.

157

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wiem, o co Ci chodzi. Nie chcę ukrywać smutku czy udawać szczęśliwą - postawiłam sobie za cel cieszyć się sobą i tym co mam. Być radosną i odnajdywać tę radość z bycia wolną, bycia sobą. Twój pomysł też jest dobry. Postaram się wdrożyć go w życie.

158 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-10-17 22:37:18)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Dlaczego mój były do mnie dzwoni? Zablokowałam go, ale znów odkryłam, ze dzwonił ostatnio kilka razy. Po co? Czy ktoś może mi to wytłumaczyć, bo ja już naprawdę nie wiem. Rozmowa z nim nie wchodzi w grę, bo ja mieć z nim kontaktu nie chcę, choćby nie wiem co. Obiecałam to sobie, swoim rodzicom i jemu. Tylko dlaczego dzwoni? Przecież chciał spróbować z inną i co? Nie wyszło mu? Tyle przykrych depczących moją kobiecość słów usłyszałam od niego na koniec, że nie potrafiłabym być nawet jego koleżanką. Tylko zastanawia mnie po co dzwoni do mnie po miesiącu od rozstania? Dla mnie jego nieobecność stała się normalnością, a tu nagle takie coś. To jak telefony od nieboszczyka, dosłownie...

159

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Brak mi słów. Ciągle stoisz w miejscu.

Powinnaś chyba zacząć od zamiany słowa "ex" na mój były znajomy..Wyście nawet razem nie byli, tak po prawdzie.

Nie trać czasu na zastanawianie się po co Ci d... tym razem zawraca. Po prostu przestań poświęcać jego osobie czas i energię.
Dzwoni to dzwoni. Niech dzwoni. Popatrz na telefon i przejdź nad tym do porządku dziennego, zajmij się czymś.. za jakiś czas zapomnisz, ale litości.. przestań już się tym clownem jarać hmm

160

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wcale nie stoję w miejscu. To tylko zwykła ciekawość. Pogodziłam się z sytuacją, teraz jestem skupiona na sobie, ale normalnym w dalszym ciągu jest to, ze jeszcze czasem o nim pomyślę. W takim razie po co mój "były znajomy" dzwoni? Z jednej strony owszem, to jest żałosne, ale z drugiej tak się zarzekał, że chce próbować, doświadczać czego innego z kimś innym, to po co teraz się odzywa, skoro uprzedzałam, że tego nie chcę. To zwykła ciekawość, pytam z nudów, a Ty Elle - wielka terapeutko - jak zwykle stawiasz swoje nietrafione czasem diagnozy jak zwykle szufladkując... Nie ładnie tongue

161

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wcześniej były trafione wink

Ok, już nie stawiam smile

162

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Owszem, bo jesteś doświadczoną kobietą i szanuję Cię - wiele kwestii pomogłaś mi zrozumieć, co otworzyło mi oczy. Ale czasami masz tendencję do szufladkowania pewnych zachowań, emocji itd. co nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością. To co tu piszemy zwykle ujawnia naszą postawę wobec opisywanego problemu, ale nie zawsze ta postawa jest oczywista, słowa to nie wszystko -  w moim przypadku jest zupełnie inaczej niż ostatnio próbowałaś mi wmówić wink

163

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Pozwól, że jak zawsze, pozostanę przy swojej opinii wink

Być może za kilka miesięcy sama spojrzysz z większym dystansem i będziesz w stanie inaczej rozumieć powiedzenie, że "słowa to nie wszystko", bo zaiste umknęło Ci kilka istotnych kwestii, które ja widzę odrazu.
Gdy coś na nas nie robi żadnego wrażenia nie rozkmniniamy tego w nieskończoność, pomimo, że pretekstem są "nowe-stare" okoliczności.

Nie złość się na mnie tylko dlatego, że nie czytasz ode mnie tego, co podświadomie chciałabyś teraz przeczytać.
Ja nie potrafię pocieszać w taki sposób wink


trzymaj się i powodzenia, juz serio uciekam - nie jestem w stanie Ci więcej pomóc, musi dojść do pewnych rzeczy sama

164

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

widocznie musi minąć jeszcze więcej czasu, żebym mogła całkowicie się na to zobojętnić - cóż to dopiero miesiąc po rozstaniu, zawsze sobie to tym tłumaczę. Ale zapewniam Cię że jest dużo lepiej, i że wiele rzeczy naprawdę przewartościowałam i jestem na dobrej drodze wink

Nie chodzi o to, ze oczekuję od Ciebie jakichś satysfakcjonujących wyjaśnień - naprawdę dużo mi pomogłaś, po prostu niektóre kwestie czasem zbudzają moją ciekawość, chęć poznania pewnych psychologicznych mechanizmów, żeby móc zrozumieć i uodpornić się na przyszłość - wiesz o co chodzi smile Mozę to dlatego, ze jestem jeszcze młoda i głupiutka wink w końcu jak się uczyć to od najlepszych wink

165

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ja się nie uważam za ani szczególnie "doświadczoną", ani najlepszą. Po prostu potrafię widzieć sprawy na wielu płaszczyznach jednocześnie, nie zerojedynkowo. Mam całkiem niezła inteligencje emocjonalną i tego świadomość. Co w żaden sposób nie oznacza, że ze wszystkim sobie radzę, jak niektórym się chyba często wydaje, po tym co czytam o sobie, a nie zawsze chce mi się robić post sciptum. Ale to miłe, big_smile

166

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Samo to że przeżyłaś kiedyś historię podobną do mojej już dużo dało. Dzięki temu pomogłaś mi, a ja dzięki Tobie mogę teraz pomagać innym , którzy są/byli w podobnej sytuacji.

Ale wezmę sobie głęboko do serca to co mi od zawsze tłumaczyłaś i postaram się już więcej nie interesować czymś co nie ma najmniejszego sensu. Dzięki smile

167

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

No, byłam w podobnej, tylko ja tamtej osoby nie kochałam, więc to "troszkę" co innego wink

To było u mnie bardziej na zasadzie 'utarcia nosa', bo do tamtej pory nikt mnie nie odrzucił big_smile i wzięłam to na zasadzie 'zniewagi', więc za wszelka cenę chciałam to wrażenie od siebie oddalić.

I tak myślę, że u Ciebie to może być podobnie, tylko Ty się za bardzo wkręciłaś i naprawdę uwierzyłaś, że to Miłość.
Tak Miłość nie wygląda, zapewniam się.

168 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-10-18 00:25:20)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Raczej wydaje mi się, a może nawet jestem pewna że ja go kochałam, bo na początku były ku temu solidne podstawy, z których mogło się zrodzić we mnie to uczucie (w końcu chciałam dla niego dobrze, nie myślałam nigdy tylko o sobie). Dopiero czas zweryfikował na czym to wszystko się opierało (nie chcę oczywiscie nikogo bronić, ale zapewniam, że intuicja włączyła mi się dopiero później)... Ale nie chcę już na ten temat dywagować, kwestie uczuć potrafią być czasem naprawdę względne, tym bardziej gdy nie wszystko w naszych opowieściach tu na forum jest oczywiste i ujęte tak idealnie jak to było naprawdę, w rzeczywistości no ale nie ważne...

Różnica między nami jest tez taka, że był to mój pierwszy chłopak, mój pierwszy "związek", a ja jako niedoświadczona w te klocki dziewczyna po prostu chciałam, aby to pierwsze było idealne, cudowne, a jak się okazało dało mi nieźle w kość. Pewnie gdyby to spotkało mnie dużo później, już po jakichś tam innych doświadczeniach, inaczej bym to przeżywała, albo jako mądrzejsza w ogóle bym do takiej sytuacji nie dopuściła, ale nigdy w życiu nic nie wiadomo... Tak czy inaczej ten etap mam już za sobą. Teraz kolej na następne rozdziały...

169

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

(w końcu chciałam dla niego dobrze, nie myślałam nigdy tylko o sobie)

Ok, skoro tak to odczuwasz to tak było. Czasem emocje zniekształcają to co się naprawdę czuje i wyolbrzymiają coś, ale skoro piszesz, że chciało Ci się dbać o niego i jego potrzeby to możliwe, że były to podstawy pod Miłość.

a ja jako niedoświadczona w te klocki dziewczyna po prostu chciałam, aby to pierwsze było idealne, cudowne, a jak się okazało dało mi nieźle w kość.

E tam, ja taka stara baba, a ciągle idealistka i też nie wyobrażam sobie być w związku, gdzie nie będę się czuła przez większość czasu 'cudnie' tongue Serio.
Masz prawo oczekiwać od mężczyzny żeby traktował Cię w taki sposób jaki chcesz żeby Ci było fajnie, a jeśli ktokolwiek Ci probuje wmówić, że jest inaczej i powinnaś godzić się na ochłapy i jakieś minimum, to zawsze podziękuj.

Pewnie gdyby to spotkało mnie dużo później, już po jakichś tam innych doświadczeniach, inaczej bym to przeżywała, albo jako mądrzejsza w ogóle bym do takiej sytuacji nie dopuściła

Tego nie wiesz. Nie zawsze jest to kwestia wieku. Czasem spotyka się kogoś, kiedy człowiek jest w fatalnym stanie i wówczas przyciąga się największe 'mendy' i pasożyty emocjonalne. Wtedy zachowujesz się jakbyś nie była sobą, robisz rzeczy których nigdy nie zrobiłabyś gdybyś nie była zdołowana, schorowana czy ogólnie w formie.
Dlatego ważne żeby nigdy nie wchodzić w bliższe relacje gdy forma psycho-emocjonalna pozostawia dużo do życzenia. Bo związek czy druga osoba ogólnie Ci tego zazwyczaj nie poprawi, no, chyba że trafi Ci się ktoś w rodzaju Anioła Stróża wink ale zazwyczaj, jak mówię, w takiej formie przyciąga się pasożyty a nie kochające i otwarte na Miłość osoby.

170 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-10-18 13:58:34)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
akwaforta napisał/a:

Dlaczego mój były do mnie dzwoni? Zablokowałam go, ale znów odkryłam, ze dzwonił ostatnio kilka razy. Po co? Czy ktoś może mi to wytłumaczyć, bo ja już naprawdę nie wiem.

Myślę, że dlatego:

akwaforta napisał/a:

Napisałam mu smsa czy wie co z moimi rzeczami, które miesiąc temu zostawiłam u jego dziadków. Chciałabym je odzyskać ale jeszcze nie odpisał. Podejrzewam, że jak wcześniej potrafił wyłaczaćTELEFON , tak wyłaczył go chyba na dobre...

akwaforta napisał/a:

Nie spodziewałam się tego, ale wczoraj w zablokowanych połączeniach w telefonie odkryłamSMS  od niego z wczoraj. Napisał, ze przyszła w końcu pocztą pewna rzecz, którą kiedyś zostawiłam u jego dziadków i czy moze mi ją przywieźć.

Sprawa jest prosta.

Chłopak odczytał w końcu zaległe wiadomości od Ciebie i chce oddać Ci tę szczotkę z włosia borsuka, którą dostałaś w prezencie od taty i o którą się upomniałaś w ubiegłym miesiącu.

171 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-10-18 14:13:06)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie, to nie dlatego. Odpisał mi na tego smsa, później jeszcze, rozmawialiśmy przez telefon, nawet raz się widzieliśmy na pewnym festiwalu, a podczas ostatniej rozmowy z nim, która zakończyła nasz "związek" wykrzyczałam mu, że nie chcę tych rzeczy, żeby zrobił z nimi co chce. Minął miesiąc, owszem wspomniał coś o rzeczach, ale przecież mówiłam mu, że mi na nich nie zależy. Teraz ostatnio znów dzwonił, ale nie wydaje mi się, żeby z powodu tej szczotki robił takie wielkie halo. Hmm, a może tylko dlatego... Nie wiem. Mam tego dość. Nie obchodzi mnie to już.

172 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-11-01 16:53:16)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ach, jak to wszystko potrafi boleć sad

A więc wymieniłam z nim ostatnio kilka smsów. Byłam jak najbardziej zdystansowana, powrotu bym na pewno nie chciała. Jeszcze raz powiedziałam, ze nie chcę tych rzeczy. On przyjął to do wiadomości i nie naciskał. Rozmowa potoczyła się tak, że postanowiłam, wyznać mu że nigdy go nie kochałam co nie jest prawdą - chciałam, żeby nie myślał sobie, że cierpię lub tęsknię za nim. On odpisał, że cieszy się, że to zrozumiałam, tak jakby nigdy nie chciał, żebym go kiedykolwiek kochała - zresztą biorąc pod uwagę, ze nie byłam jego "pierwszym wyborem", nie chciał mojej miłości, więc chyba mu ulżyło po tym. Gdy życzyłam mu szczęścia z tamtą, do której niby odszedł, okazało się, że z nią nie jest, że ona nic do niego nie czuła, wiec jest teraz sam. Cóż, to było do przewidzenia - spełnił się scenariusz, o którym wszyscy tutaj wiedzieliśmy. Czy jestem zadowolona? trochę poczułam satysfakcji, ale żal mi go, nie wiem czemu. Być może wtedy kiedy do mnie wydzwaniał o tę szczotkę, to był to pretekst, ale potem dał sobie spokój. Nie jest i nigdy z nią nie bedzie, ze mną też nie chce być - ja też tego nie chcę, nie mogłabym, nie potrafiłabym, ale jest mi smutno - poza tym poznałam na pewnym portalu ogłoszeniowym jego ogłoszenie, ze szuka dziewczyny, to on jak nic. wszystko się zgadza... Szuka sobie kolejnej... widać jak nikim byłam w jego życiu, widać jak strach przed samotnością nim rządzi, żeby ledwo po miesiącu szukać sobie nowych wrażeń... Kochałam tego człowieka, choć bardzo mnie krzywdził, nie rozumiał, trochę jakbym rozdrapała ranę... Nie wiem czemu tak to mnie porusza... Z czasem zapomina się o tych złych chwilach, i pamięta się to co dobre, mimo wszystko...
Wiem, że nie chciałabym z nim być, bo wiadomo dlaczego, ale ogólnie to wszystko mnie jeszcze nachodzi...
Dla mnie wciąż za mało czasu minęło, żebym mogła zapomnieć i wylać na to...
Pocieszcie mnie, plisss

173 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-01 16:58:03)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie kochałaś "tego człowieka", tylko wyobrażenie o człowieku, z jakim chciałabyś być w związku i sama wizję siebie w związku.
Po tym co napisałaś teraz jestem pewna.

Nie istnieje miłość w 'wydaniu krzywdzącym'.  Kocha się , owszem - pomimo wad, ale nie za to, że ktoś nas nie chce i/lub krzywdzi.

Masz wzorce ofiary i niewolnicy, dlatego tak Cię przyciągał. Żeby jakoś sobie to zracjonalizować i zrozumieć, wytłumaczyłaś to sobie miłością, no bo jaki inaczej miałoby to sens?

Ma. Wzorce.

Wszystko w temacie wink

174

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

No dobra. Ok. Kochałam jego wyobrażenie.
Czemu jest smutno? Bo się uzależniłam? Ok.
To co mam robić?
Jak w końcu zapomnieć i być szczęśliwą?
Jak się uwolnić?

175

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Po pierwsze uświadomić sobie, że to była iluzja - bo była smile  Wiedząc to jest odrazu łatwiej, pomimo, że teraz może tego nie czujesz w pełni.

Patrz na to tak, jakbyś pewnego razu usiadła sobie przed pięknym obrazem/nad filmem/książką (whateva) i w pewnym momencie tak się zatraciła w treści/wizji, że utraciłaś na ten czas totalnie kontakt z rzeczywistością. Wbrew pozorom to nie takie rzadkie. Zdarza się nam to na codzień co najmniej raz dziennie, gdy się mocniej zamyślimy. Nie ma w tym nic złego, dopóki potrafi się te stany odróżniać.

Ty w pewnym momencie przestałaś wychodzić z tego stanu, bo Twoja rzeczywistość wydała Ci się mniej kolorowa i ciekawa niż emocje, których Ci dostarczała iluzja, z pomocą tego gościa, który też był tylko aktorem/pionkiem w Twoim "filmie".
Film się skończył (kiedyś musiał), bo skończyły Ci się pomysły/umiejętności na rozwinięcie jego roli wink, ale Ty nadal odmawiałaś wyjścia ze swojego transu.
I dopóki się przed wyjściem z kina będziesz zapierać, dopóki nie uznasz, że TAK, BYŁAM W KINIE na swoim filmie, dopóty będziesz cierpieć.

Odpowiedz sobie na pytanie: Czy normalnie jak idziesz na film do kina, to jak długo po wyjściu z kina cierpisz? Czy w ogóle cierpisz?
A jeśli tak, to dlaczego i od czego to zależy Twoim zdaniem?

176 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-11-01 17:22:38)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Zawsze gdy jakiś film robił na mnie wrażenie, długo o nim myślałam, wspominałam... Czasem nawet potrafię wracać do jakiegoś ulubionego wiele razy, jeśli to ma jakieś znaczenie, ale co to ma do rzeczy?

Nie rozumiem czasem takich zagadek...

177

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

To nie była zagadka, tylko analogia.

Zostawmy to

178

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ale czy to coś oznacza? Czy z czasem będzie lepiej? Mam dziś akurat taki dzień, że pozapamiętuję wszystko, bo wczoraj ostatni raz się skontaktowaliśmy. Teraz w sumie żałuję, że dowiedziałam się co u niego... teraz wiem że kontaktu nie będzie żadnego, bo nie warto... Tak będzie lepiej, jak wcześniej...

179

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Cały czas będzie tak samo, bo Ty niczego w sobie nie zmieniasz.

Za 2 lata znowu będziesz w tym samym miejscu: analizowała smsa, którego wczoraj od niego dostałaś, gdy po raz 100-ny obiecywałaś sobie zerwać kontakt.

Niewolnica Isaura.. taka mentalność. Nie poradzisz wink

180 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-11-01 17:53:32)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie da się tak łatwo odciąć. wiele osób tu na forum potrafi po kilku miesiącach nadal cierpieć, tym bardziej gdy jakieś tam emocje zostają w środku. to był mój pierwszy chłopak, przeżywam to po prostu. To że Ty Elle nie kochałaś tego swojego i odeszłaś  nie odwracając się za siebie, to nie znaczy, ze mi też tak łatwo przyjdzie zapomnieć, choć staram sie jak mogę i jest dobrze, ale nie idealnie. Też bym chciała tak to olać. Ale może to wina mojego charakteru po prostu. Nie ważne. Koniec tego pisania...

181

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta j nie jestem tak konkretna i radykalna w wypowiedziach jak Elle ale ona ma rację. Ty nie kochałaś tego człowieka tylko jego wyobrażenie w swojej głowie wraz z niespełnionym scenariuszem tego co niby mogłoby być gdyby znajomość miała szansę się rozwinąć. Zobaczysz że gdy już pokochasz kogoś prawdziwie i stworzysz z kims coś prawdziwego to popukasz się w głowę na myśl o tym Panu i wadze uczuć jaką w tym momencie nadajesz temu czemus co między Wami było.
Nie znam Cię ale odnosze wrazenie że masz tendencje do skupiania się na negatywnych emocjach,wręcz plawienia się w nich wbrew temu co deklarujesz czyli niechęci do ich odczuwania. A skoro one tak przykuwają Twoja uwagę to wydaje Ci się że są ważne ..czytaj to musiała być miłość w tym wypadku. Dopóki tego w sobie  nie zmienisz to sytuacja się nie polepszy a myślę że może i być tak że będziesz szukała podświadomie podobnych tj. skazanych z góry na porazke relacji z innymi mężczyznami.
Odpowiedź sama sobie na pytanie co Ci daje to rozgrzebywanie czegoś beznadziejnego, czegoś czego tak naprawdę nie było, bo Wy tak naprawdę nic razem nie przezyliscie ... A Ty placzesz tesknisz ..za czym? Bo dla mnie Ty na siłę chcesz myśleć i czuc że coś stracilas a jak można stracic coś co nie istniało? Ocknij się, obudź z tego smetnego snu, przecież wszystko tak naprawdę przed Tobą.

182 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-11-01 21:52:39)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta,

Przypomnę Ci tylko, że w takim rozdarciu trwasz od przełomu maja i czerwca, gdy pojawiły się Twe pierwsze wpisy, w których jasno dawałaś do zrozumienia, że od początku uczucie było tylko jednostronne - Twoje.

On traktował Cię jak koleżankę: na rower, na pizzę. Nie przyznawał się do Ciebie nawet przed swoimi kolegami. Musiałaś podszywać się pod obcą osobę, by wytropić jego nielojalność i podrywanie dziewczyn w internecie. Nie czuł do Ciebie "mięty". Nie dążył do bliskości, mimo, iż Ty bardzo na to nalegałaś. Prosto w oczy powiedział Ci, że swój "pierwszy raz" chce przeżyć z kimś, z kim będzie wiązał poważne plany lub w kim zakocha się bez pamięci. Nie troszcząc się o Twoje zdanie planował przeprowadzkę do innego miasta, bez Ciebie. Twoi bliscy dawali Ci sygnały, że ta Wasza relacja jest "do bani".
A Ty... angażowałaś się uczuciowo coraz bardziej, brnąc w niesatysfakcjonującą Cię relację i trwoniąc czas na coś, co kompletnie nie miało przyszłości.

Zechciej w końcu odkryć absurd Twojego cierpienia.
Ty nawet nie tęsknisz za jego uczuciem do Ciebie, ale nade wszystko za Twoją miłością do niego... Wychodzi na to, że tęsknisz za tym, czego ten chłopak Ci nie dawał...

Jesteś młodziutką dziewczyną. Nie ucz swojego serca rozpaczy po kimś, kto był przechodniem w Twoim życiu. Nie utrwalaj w sobie mechanizmów nieprawidłowych relacji pomiędzy mężczyzną i kobietą.
Szanuj się!
Bądź dumna z tego, kim jesteś.
Doceń to, co masz jako osoba.
Zaplanuj sobie weekendy, kiedy jest Ci szczególnie trudno się pozbierać i kiedy najczęściej zamieszczasz tu swoje posty na nowo rozdrapując rany.
Załóż trapery i przejdź po błocie i wybojach, które zostały po tej przedziwnej "relacji" i wyjdź na jakiś szeroki, widny szlak... Może tam właśnie spotkasz jakiegoś wędrowca? ;- )))

183

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Może tam właśnie spotkasz jakiegoś wędrowca? ;- )))

Ale powstanie problem jak ten Wędrowiec będzie ją CHCIAŁ. Zacznie sie idealizacja tego, co nie chciał nigdy i nie dostrzegał. No bo to jest klasyczny syndrom pt.:" Nie chciał mnie. Tzn. że musiał być ZAJEBISTY <3<3..o wiele zajebistszy ode mnie. No bo kto by mnie chciał? Tylko ktoś ślepy i głupi."

Dlatego Wędrowiec, nawet jeśli będzie miał to co trzeba i będzie x razy przystojniejszy, zostanie niedostrzeżony, tak jak Autorka przez swojego "Księcia", a jej Książe z kolei przez swoją platoniczna love.

Taka bania u cygana wink

184 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-11-01 23:25:11)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
Elle88 napisał/a:

Może tam właśnie spotkasz jakiegoś wędrowca? ;- )))

Ale powstanie problem jak ten Wędrowiec będzie ją CHCIAŁ. Zacznie sie idealizacja tego, co nie chciał nigdy i nie dostrzegał. No bo to jest klasyczny syndrom pt.:" Nie chciał mnie. Tzn. że musiał być ZAJEBISTY <3<3..o wiele zajebistszy ode mnie. No bo kto by mnie chciał? Tylko ktoś ślepy i głupi."

Dlatego Wędrowiec, nawet jeśli będzie miał to co trzeba i będzie x razy przystojniejszy, zostanie niedostrzeżony, tak jak Autorka przez swojego "Księcia", a jej Książe z kolei przez swoją platoniczna love.

Taka bania u cygana wink

Norwegio Najmilejsza, 

Akwaforta ma dopiero 22 lata. Może zdąży jeszcze wysiąść z tramwaju sunącego wprost do przystanku TOKSYCZNA RELACJA...???
Szkoda by było i Jej i tego wędrowca...


Kobity! Zlitujta się! Weźta się! Ogarnijta się! Obetrzyjta nosy! Podciągnijta stringi! Poprawta koafiury! Szanujta się!
Polska przestała być monarchią jakieś 200 lat temu. Książęta wymarli, tak jak dinozaury. Nie czekajta na księciów, jak Śnieżka w szklanej trumience iluzji. Żyjta! ;-)))

185

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Aurorko, otóż to - cyc do przodu i zyjta! smile Tyle, że autorka wątku nie przeskoczy tylu etapów do przodu, zanim zacznie funkcjonować jak kobieta a nie niewolnica swego pana (który w dodatku stał się nim bez swojej wiedzy i chęci).

Co do wieku to też nie wiem ile autorka ma dokładnie lat, zakładała wiele wątków, podawała różne dane. Gdzieś pisała, że "pomimo wieku" jest to jej pierwszy związek więc niekoniecznie jest taka młodziutka. Co zresztą nie ma znaczenia, bo wiek nie musi być wyznacznikiem dojrzałości czy ilości związków na koncie.
Najważniejsze jest podejście do siebie.

186 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-11-01 23:48:39)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
Elle88 napisał/a:

Aurorko, otóż to - cyc do przodu i zyjta! smile Tyle, że autorka wątku nie przeskoczy tylu etapów do przodu, zanim zacznie funkcjonować jak kobieta a nie niewolnica swego pana (który w dodatku stał się nim bez swojej wiedzy i chęci).

No właśnie!
Momentami jedziemy glebogryzarką po gościu, co koleżankę trzy razy na ramie od roweru zdążył podwieźć do warzywniaka i ani się obejrzał, a tu mu siup! tytuł książęcy nadano, zanim gumofilce ze swej platonicznej miłości zdołał obetrzeć...

187

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
aurora borealis napisał/a:

Akwaforta,

Przypomnę Ci tylko, że w takim rozdarciu trwasz od przełomu maja i czerwca, gdy pojawiły się Twe pierwsze wpisy, w których jasno dawałaś do zrozumienia, że od początku uczucie było tylko jednostronne - Twoje.

On traktował Cię jak koleżankę: na rower, na pizzę. Nie przyznawał się do Ciebie nawet przed swoimi kolegami. Musiałaś podszywać się pod obcą osobę, by wytropić jego nielojalność i podrywanie dziewczyn w internecie. Nie czuł do Ciebie "mięty". Nie dążył do bliskości, mimo, iż Ty bardzo na to nalegałaś. Prosto w oczy powiedział Ci, że swój "pierwszy raz" chce przeżyć z kimś, z kim będzie wiązał poważne plany lub w kim zakocha się bez pamięci. Nie troszcząc się o Twoje zdanie planował przeprowadzkę do innego miasta, bez Ciebie. Twoi bliscy dawali Ci sygnały, że ta Wasza relacja jest "do bani".
A Ty... angażowałaś się uczuciowo coraz bardziej, brnąc w niesatysfakcjonującą Cię relację i trwoniąc czas na coś, co kompletnie nie miało przyszłości.

Zechciej w końcu odkryć absurd Twojego cierpienia.
Ty nawet nie tęsknisz za jego uczuciem do Ciebie, ale nade wszystko za Twoją miłością do niego... Wychodzi na to, że tęsknisz za tym, czego ten chłopak Ci nie dawał...

Jesteś młodziutką dziewczyną. Nie ucz swojego serca rozpaczy po kimś, kto był przechodniem w Twoim życiu. Nie utrwalaj w sobie mechanizmów nieprawidłowych relacji pomiędzy mężczyzną i kobietą.
Szanuj się!
Bądź dumna z tego, kim jesteś.
Doceń to, co masz jako osoba.
Zaplanuj sobie weekendy, kiedy jest Ci szczególnie trudno się pozbierać i kiedy najczęściej zamieszczasz tu swoje posty na nowo rozdrapując rany.
Załóż trapery i przejdź po błocie i wybojach, które zostały po tej przedziwnej "relacji" i wyjdź na jakiś szeroki, widny szlak... Może tam właśnie spotkasz jakiegoś wędrowca? ;- )))

Dziękuję Ci za te słowa. Są bardzo budujące. Bliscy też mi to powtarzają, wspierają i tłumaczą że to była pomyłka.

188 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-11-02 01:35:07)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Jedyne co mogę jeszcze powiedzieć to to, że wszystko było dobrze przez pierwsze 5 miesięcy poznawania się i bycia już razem jako para na początku. Wszystko się popsuło w momencie kiedy wyznałam mu, że urodziłam się dziewczynką z obojnaczymi genitaliami - nie wspomniałam o tym wcześniej, choć to może być dosyć istotne w tej historii. Mój chłopak źle to odebrał, nie zrozumiał kiedy mu o tym powiedziałam. W wyniku nieporozumienia uznał, że zmieniłam płeć, i nie był w stanie tego zaakceptować. Był to nasz pierwszy poważny kryzys. Poczułam się odrzucona, potraktowana jak dziwadło przez własnego chłopaka... To było starsze dołujące. Właśnie ten fakt, zabolał mnie gdyż on był moim pierwszym partnerem, dlatego tak to przeżyłam. Dopiero po czasie kiedy się spotkaliśmy i wytłumaczyłam mu dokładnie o co chodzi, zrozumiał i niby zaakceptował. Wrócił do mnie. Było dobrze, ale chyba nie do końca, skoro potem wszytsko toczyło sie tak jak się toczyło. Czasem jeszcze potem podczas jakichś tam rozmów, wyjaśnień, napomknął coś o tym, że to go trochę "odpycha" (nie powiedział tak wprost) ale o to mu chodziło... W między czasie przeszłam operacje korygującą, i było ok. Ale on traktował mnie od tamtej pory jak koleżankę - w naszym związku nie było już tak jak na początku... To się czuło. Poza tym do głowy mojego już eks, napływały myśli o tamtej, te spotkania ze znajomymi itd. Sami wszyscy wiecie, bo wszystko już opisałam. Jego postawa wobec mnie trochę godziła w moje poczucie kobiecości, jestem wrażliwa, i to czasem bolało. wiem, ze w takich sytuacjach, kiedy jeden z partnerów czegoś nie jest w stanie zaakceptować, drugie powinno cenić siebie i jeśli tamta osoba ma coś przeciwko , to droga wolna... W moim przypadku tak nie było, bo ja czułam się przez niego zraniona. I choć poznał mnie ze swoimi rodzicami, dziadkami, najbliższymi kolegami, to zawsze coś było nie tak. Poza tym gadki o tamtej za moimi plecami, zdrady internetowe, traktowanie jak koleżankę, brak prawdziwego seksu, krytyka, nie dbanie o moje potrzeby, egoizm, i odejście do innej... Wiem, że to nie był miłość. Nie wiem za czym tęsknię. Mam 22 lata, dużo przeszłam już w swoim życiu, a on zamiast mnie wesprzeć i być moją opoką na dobre i złe, ciągle był mnie niepewny, ciągle dawał mi do zrozumienia, ze muszę się starać i spełniać jego oczekiwania by zasłużyć na jego pewność uczuć do mnie... Ach...

189 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-11-02 13:52:40)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta szkoda ze nie napisalas o tym wczesniej bo jak dla mnie to zmienia postac rzeczy i to bardzo. Nie rozumiem Cie tez tak szczerze. Oczywiscie tego typu sytuacje mam na mysli urodzenie sie z obojniaczymi genitaliami sie zdarzaja i jak sama slusznie zauwazylas mozna to operacyjnie skorygowac i po sprawie. Dlaczego jednak nie zrobilas tego wczesniej tylko dopiero teraz w wieku 22lat? Ciebie samej uregulowanie tej kwestii nie meczylo? No i jesli nie i  nie mialo to dla Ciebie jakiegos znaczenia to  czemu zatailas ta wiedze przed chlopakiem przez tak dlugi okres czasu? Rozumiem ze to nie jest informacja ktora sie chcesz dzielic na drugiej randce ale skoro zdazylas sie w nim zakochac  (tak przynajmiej twierdzisz) to chyba nalezalo mu to powiedziec wczesniej a nie dopiero wtedy gdy pojawila sie kwestia ewentualnego wspolzycia. Bo ja jestem w stanie zrozumiec w tej sytuacji jego rozczarowanie. Pozwolilas mu sie do siebie przywiazac , nie podajac dosc istotnej informacji...Mysle ze kazdy wiazac sie z kims ma prawo wiedziec pewne rzeczy od poczatku. Mogl sie poczuc oszukany wcale nie dlatego ze w jego oczach zaczelas byc dziwadlem ale dlatego ze jako laik niezorientowany w temacie mial prawo nie wiedziec czy nie bedzie to mialo  wplywu chociazby na kwestie samego wspolzycia czy tez ewentualnej mozliwosci pozniejszego  macierzynstwa. Uwazam ze rozegralas to nie fair. Czyms innym jest sytuacja w ktorej okazuje sie "w praniu" ze ktos ma pewne problemy zdrowotne a czym innym gdy jedna ze stron swiadomie nie mowi od poczatku czegos waznego wychodzac z zalozenia ze duzo przeszla i tak druga osoba ma obowiazek ja wspierac nie majac jednoczesnie prawa do podjecia swiadomej decyzji czy chce.Jak mial Ci potem zaufac ten czlowiek? Kto mialby mu dac gwarancje ze z czasem nie dowie sie jeszcze czegos wiecej? Tak sie nie robi...

190 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-11-02 16:31:30)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie będę tu na forum rozwlekać własnych osobistych decyzji dotyczących tego jaka się urodziłam. Chodziłam do psychologa - seksuologa zanim go poznałam, miałam terapię. Przez pierwsze 4 miesiące byliśmy dobrymi kolegami, poznawaliśmy i się i nie miałam obowiązku mówić mu o takich intymnych sprawach - wtedy oboje niczego nie zakładaliśmy, nie snuliśmy planów bycia razem, bo nasza znajomość rozwinęła się spontanicznie i niespodziewanie. Jeśli chodzi o moją wadę była ona drugim typem według skali Pardera. Nie zagrażała życiu i zdrowiu, ale należało skorygować ją w celach estetycznych. Wszystko oprócz tego było dobrze, cały czas pod kontrolą endokrynologa, wewnątrz narządy rozwinięte prawidłowo, macierzyństwo prawdopodobnie możliwe - prawdopodobne, bo wszystko zależało od wielu innych czynników. Nie ważne.
Powiedziałam mu o tym w odpowiednim momencie, miesiąc po tym jak zaczęliśmy ze sobą oficjalnie chodzić. Jeśli chodzi o seks, to nie zapowiadało się jeszcze na to, dla nas obojga to było za wcześnie, chcieliśmy z tym poczekać, aż lepiej się poznamy, najpierw zaczynaliśmy od pieszczot, pocałunków, przytulania. To nam wystarczało. Okoliczności w jakich mu o tym powiedziałam nie były sprzyjające, on źle to w tamtym momencie zrozumiał, miał kolegę który podobno chciał zmienić płeć i stąd jakieś głupie wyobrażenie i podejrzewanie mnie o to samo. Nastąpiła rozłąka. Było mi strasznie źle i smutno. Dopiero po jakimś miesiącu spotkaliśmy się i wyjaśniłam mu wszystko dokładnie - zrozumiał i przepraszał mnie za to jak się zachował. Sprawa wydawała sie być skończona. Przeszłam zabieg, cały czas informowałam go o swoim stanie zdrowia, o wizytach u ginekologa - endokrynologa. Musiałam przyjmować tabletki antykoncepcyjne na trądzik itd. akceptował to, rozumiał. Potem jeszcze moja tarczyca, wszystko było pod tym względem dobrze, pod kontrolą.
A to co działo się potem, lub w między czasie to już inna bajka - i właśnie dlatego tutaj napisałam. Moja pani psycholog powiedziała, ze jeśli nie chciałabym kiedykolwiek mówić o swoich intymnych sprawach nie mam obowiązku spowiadania się z jakieś wady, defektu, który przecież skorygowałam i który nie powoduje problemów ze współżyciem. Ja nie mówię, że nie próbowaliśmy tego robić, owszem próbowaliśmy, Elle już o tym pisałam - mój chłopak prowadził grę wstępną, dotykał, pieścił, a potem potrafił przerwać i pójść spać... Ja dogadzałam mu oralnie, on często tego chciał, ale mi odwdzięczyć się nie chciał, tak jakby się bał, brzydził... Czasem chciał sam z siebie to zrobić, ale nie było prezerwatywy, sam nie chciał jej kupić, bo powiedział, że się wstydzi, albo nie chce żeby mama znalazła u niego w pokoju... Poza tym ciągle ukrywał za moimi plecami spotkania ze swoimi znajomymi i tamtą jego miłością, to zdarzało sie często, nie mówił im o nas... Przecież wszystko już pisałam. Mój dawny problem zdrowotny przestał istnieć, nie było go na co dzień. Resztę już znacie. Skoro jednak nie potrafił akceptować mojego problemu, mógł odejść... Ja cały czas byłam z anim szczera, cały czas, on o tym wiedział, nigdy już nic przed nim nie ukryłam, mówiłam mu o wszystkim, o swoich rozterkach, uczuciach, problemach, jak przyjacielowi, jak członkowi rodziny, On często coś zatajał, kłamał, nie mówił gdzie był, wymyślał wymówki, dyrygował naszym związkiem, spotykał się wtedy kiedy on sam chciał, a kiedy ja go potrzebowałam to nie maił dla mnie czasu... Nie dbał o mnie, nie troszczył się. Kiedyś spadałam z roweru, zamówił mi taxi, wróciłam do domu, ale sama za nią zapłaciłam, bolał mnie brzuch, nie zrobił mi herbaty, sama musiałam ją sobie zrobic a on leżał na kanapie, szedł po wieczorem po nieoświetlonym parku, ja się bałam, i nie chciałam iść to się obraził... kiedyś zsunęłam się ze skarpy w lesie, cała byłam ubrudzona w piachu, czułam się okropnie, zadarłam sobie skórę, on stał przy tej skarpie i zamiast mnie złapać, albo potem pomóc mi jakoś to nic nie zrobił, tylko się ze mnie śmiał naprawdę... w Sylwestra kiedy pojechaliśmy do Pragi, do jego kolegi, po jedynym wypitym piwie z kolegą podczas jakieś rozmowy powiedział mi w twarz ze jestem pierwszą lepszą i ze nie pociągam go tak jak tamta, ze nie jestem jego prawdziwą miłością... Po tym z nim zerwałam, ale chciał powrotu, wiec się ugięłam... teraz mogłabym wymieniać tak w kółko... wszystko mi się przypomina. A ze jestem wrażliwa i pamiętliwa to wszystko pamiętam, wszystko co złe... Kiedyś była okazją do tego, żebym poznała tych jego znajomych i tamtą dziewczynę, ale w ostatniej chwili kiedy już mieliśmy się gdzieś spotkać podczas ulicznych instalacji wieczorem, on chciał się stamtąd zmyć, kiedy ja chciałam coś zobaczyć, on wciąż naciskał, żebyśmy stąd poszli, kiedy się wkurzyłam, poszłam sobie to dogonił mnie i szarpnął na ulicy krzycząc, że co ja wyprawiam. Oni gdzieś tam musieli być, nie chciał żeby mnie poznali, tym bardziej ona -  bo wtedy mogłabym dowiedzieć się o ich wspólnym wyjeździe za moimi placami... Boże, tego było mnóstwo. Poza tym jego egoizm, wieczne spóźnianie się, oglądanie się za innymi w mojej obecności i robienie tego niedyskretnie, pisanie z innymi przez internet... Przecież to nie ja jestem temu winna. Był okres kiedy szczędził mi pocałunków, tłumacząc się ze ni lubi, a to nie prawda. Kiedyś też potrafił się nie odzywać długo, kilka dni, nie dopisywał na smsy, ciągle miał wyłączony telefon i nie szło się z nim skontaktować. W jego telefonie znalazłam raz tekst o tamtej, wciąż snuł przez znajomi jakieś aluzje o nim i o tamtej...  Mój intymny problem przestał być problemem, a on jaki był taki był. Nie możecie mi zarzucić że to ja byłam nie fair. Boże teraz widzę to wyraźnie i nie ma takiej siły żebym czuła się czemuś winna. Nawet nasza jedyna wspólna znajoma (nasza wspólna nauczycielka języka, którego się uczyliśmy) powiedziałam mi po naszym rozstaniu, że on nie zrobił na niej żadnego wrażenia, że nie dorastał mi do pięt, (na zajęcia często się spóźniał, nie obrabiał zadań domowych, nie szanował czasu innych, przez co została mu zwrócona uwaga, ja go często tłumaczyłam). usłyszałam tez od niej, ze gdy nas po raz pierwszy zobaczyłam myślałam, ze my popełniamy jakiś mezalians -  ja ułożona, delikatna, miła, uczynna i konsekwentna, on ciągle marudził, był nieokrzesany itd. jej słowa też bardzo mi potem pomogły - mój chłopak nie zrobił wrażenia ani na mojej mamie, ani na moim bracie. Poza tym był często skąpy. Szczędził mi nawet włączenia ceipła w samochodzie kiedy było zimno... Nie zrozumiał mojej wrażliwości i twórczości - jestem studentką ASP. Śmiał się z tego co czytam, jakiej muzyki słucham, jaki jest mój ulubiony zespół. Poza tym wspominałam już chyba kiedyś, że próbował mnie upodabniać do tamtej, tym bardziej że jesteśmy do siebie obie bardzo podobne, co odkryłam za czasem - to też jest jest niepokojące, czyż nie? Mogłabym tak pisać w nieskończoność...

191

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforto wczesniejszy post byl poprostu zbyt ogolny i pewne kwestie niejasne. Dobrze sie chyba jednak stalo ze sprowokowalam Cie do odpowiedzi bo moze dzieki temu co SAMA teraz napisalas uzmyslowisz sobie ze tesknisz i rozpaczasz za czyms tego nie wartym. No chyba ze tesknisz za cierpieniem ktore Ci fundowala ta relacja.

192 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-11-02 16:59:47)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Właśnie sama nie wiem za czym taka naprawdę tęsknię. Nie wiem... Nie radzę sobie z tym. Pomyślałam sobie, żeby wrócić na terapię do psychologa

To tak jakby nie mogła pogodzić się z odrzuceniem i za wszelką cenę chciała mu udowodnić ze zasługę na jego miłość bardziej niż tamta... sad

193

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
akwaforta napisał/a:

Właśnie sama nie wiem za czym taka naprawdę tęsknię. Nie wiem... Nie radzę sobie z tym. Pomyślałam sobie, żeby wrócić na terapię do psychologa

To tak jakby nie mogła pogodzić się z odrzuceniem i za wszelką cenę chciała mu udowodnić ze zasługę na jego miłość bardziej niż tamta... sad

No cos w tym jest. Najgorsze ze probujesz zasluzyc na sile na cos co nie jest tego warte..pytanie dlaczego. Mysle ze psycholog przydalby sie by uzyskac  odpowiedz na to pytanie.

194

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Tyle razy robiłam sobie psychoanalizę i jemu, tak już pisałam, wszystko na początku wydawało się być normalne, dopiero gdy mnie odrzucił po wyznaniu mu prawdy o swoim defekcie poczułam się gorsza, jak dziwadło w jego oczach. Świadomość, że wciąż latał za tamtą skutecznie podtruwała moje samopoczucie. Był ze mną z braku laku, bo sam nie ma powodzenia wśród kobiet, ale wolałby być z tamtą bo ona jest jego niespełnioną miłością. To wszystko co się wydarzyło bardzo się na mnie odbiło. On potrafił wyzywać mnie od wariatek podczas kłótni itd. Ja tylko chciałam być traktowana jak kobieta, którą się kocha, tak jak ja traktowałam jego. Ale to błędne koło. On odszedł to tamtej, ona go nie chce, ja niby czuje się lepiej bez niego, ale nie wiem czemu wciąż mam w głowie dobre chwile, bo tak czy owak były, mało, ale były. To dziwne, nie potrafię tego wyjaśnić. Coś było i się kończyło. Ktoś był i teraz go nie ma. Ktoś dzwonił, teraz nie dzwoni. Nie rozumiem.  Kiedyś powiedział mi, ze wolałby mieć dziewczynę, która nie ma takich przeżyć za sobą jak ja, podczas gdy jeszcze wcześniej powiedział, że dzięki temu jaka jestem i przez co przeszłam w życiu zyskałam w jego oczach więcej i zwykła przeciętna dziewczyna. Na początku pisał mi że byłam jego wygarną na loterii... I co? Ciężko mi z tym wszystkim.

195 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-11-02 18:29:43)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie jestem psychologiem ale czy nie jest troche tak ze przez to ze w jakis sposob odtracil Cie po uzyskaniu informacji o Twoim problemie na sile chcialas go odzyskac i dlatego wciaz tesknisz konkretnie za nim bo w jakis sposob to odrzucenie rowna sie dla Ciebie zaprzeczeniu przez niego Twojej kobiecosci?
Bo z tego co opisujesz to naprawde nie ma za kim ani za czym plakac a Ty na sile wspominasz "dobre" w sensie normalne chwile gdzie tak naprawde calosc byla jedna wielka porazka.

Posty [ 131 do 195 z 208 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024