rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 208 ]

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Jeszcze różne etapy będziesz przechodzić. Ważne, że umiałaś sobie zdać sprawę z tego jaka jest prawda i odejść, niestety nie każdy potrafi przerwać toksyczny związek jeśli kocha. Jestem w stanie zrozumieć też jego, pamiętaj, że też się boi. Jedyne o czym powinnaś myśleć, to o sobie. Nie możesz się przejmować czyimiś emocjami bardziej niż swoimi. Jeśli najdzie cię chęć powrotu czy kontaktu, przełóż ją za godzinę. Prawdopodobnie minie.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Muszę jeszcze odebrać od niego rzeczy, które zostawiłam kiedyś u jego dziadków, i które dopiero przyszły pocztą. Nie chcę się z nim spotkać, bo nie mam zamiaru wdawać się w niepotrzebne dyskusje, nie chcę się narażać...

68

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się uniknąć z nim kontaktu, choć właśnie to bym wolała, bo boję się, że zacznie się wykłócać i to co potrafi najlepiej - wzbudzać poczucie winy, a ja niestety jestem na to bardzo podatna i chyba jeszcze niezbyt silna... Pomyślałam, że po te rzeczy pojadę jutro rano, on będzie wtedy w pracy, a jego matka powinna mi je oddać...

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Mam nadzieję, że się nie poddasz. Unikanie kontaktu to bardzo dobry sposób. Samotności się nie bój, bo człowiek nigdy nie jest samotny, też się tego bałam i okazało się to bzdurą na dłuższą metę smile

70

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ciężko mi trochę. To chyba dlatego, że nowa świadomość, nowa rzeczywistość dają mi się we znaki. Wiem, że dobrze zrobiłam, nie chcę niczego cofać, nie żałuję, ale po prostu jest mi jakoś ciężko, mam wielki żal. Był jaki był, ale był, dzwonił, spotykał się... Wiem, że nie satysfakcjonowało mnie wszystko, wiele rzeczy mnie unieszczęśliwiało, ale jednak poczucie pustki nie jest fajne, choć na pewno lepsze niż poczucie bycia okłamywaną i zadręczanie się jego przekrętami, tajemnicami, podejściem do naszego życia intymnego i znajomych... Nie chcę myśleć o tych niewielu dobrych chwilach, ale nie wiem czemu ale nagle gdzieś się one przewijają w głowie...

Dlaczego budzi się we mnie jakieś chore przeświadczenie, że to ja zawiniłam? Przecież to on powinien żałować jak mnie traktował, ale czy on zdaje sobie z tego sprawę? Boże, co się dzieje, chcę być silna, staram się, to wszystko jest taki trudne i skomplikowane... sad

71

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Mam wrażenie, że on zaraz i tak pocieszy się jakąś nową znajomą z ogłoszenia...

72

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
akwaforta napisał/a:

Mam wrażenie, że on zaraz i tak pocieszy się jakąś nową znajomą z ogłoszenia...

no to masz jak w banku. Tylko raczej nie powinno Cię to interesować.. bo żadna strata, jak ustaliliśmy oraz żaden "zysk" dla ewentualnej przyszłej wybranki

73

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

wiem, zdaję sobie z tego sprawę... Ale mimo wszystko ten cały związek, to rozstanie, to wszystko wzbudza we mnie teraz wielki żal, zawiodłam się, bardzo... sad

74

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

moje zaufanie zostało bardzo nadszarpnięte, tyle razy mu wybaczałam... Ach, po co ja nad tym rozmyślam. Cieszę się, że nareszcie nie robię z siebie desperatki, cały czas stawiam na pierwszym miejscu siebie, nie pozwolę już więcej się poniżać... Ta siła trzyma mnie przy życiu wink

75

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wybaczałaś mu, bo chciałaś. Przykre dla Ciebie, ale musisz wziąć pełną odpowiedzialność. To na co on sobie pozwalał było drugorzędne w stosunku do tego, gdzie postawiłas granice. a raczej gdzie ich nie stawiałaś.

76

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta : to chyba normalne ze w takiej sytuacji przewijają się dni w których tej drugiej osoby brakuje , tylko teraz pytanie brakuje Ci jego? Czy kogoś kto wypełniał by czas? Dziś ja jestem "silny " i moge wspierac

77

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta : to chyba normalne ze w takiej sytuacji przewijają się dni w których tej drugiej osoby brakuje , tylko teraz pytanie brakuje Ci jego? Czy kogoś kto wypełniał by czas? Dziś ja jestem "silny " i moge wspierac

78

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta : to chyba normalne ze w takiej sytuacji przewijają się dni w których tej drugiej osoby brakuje , tylko teraz pytanie brakuje Ci jego? Czy kogoś kto wypełniał by czas? Dziś ja jestem "silny " i moge wspierac

79

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

romek Ty to fajny chłopak jesteś, wiesz? wink

80 Ostatnio edytowany przez romek365 (2015-08-26 21:20:18)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Elle bo dziś jestem silny?

81

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wiem, teraz to wszystko wiem, ja nawet już wcześniej była świadoma tego co robię, źle mi z tym było, ale robiłam to z jakiejś głupiej obawy ze go stracę, to naprawdę było poniżające. Jest mi źle z tym jak się zachowywałam, jak na to wszystko pozwalałam, bo zamiast na pierwszym miejscu stawiać siebie, swoją godność, dumę, to ja stawiałam jego... Ale to już wiedzą wszyscy, więc nie ma o czym mówić.

Jedyne czego pragnę teraz najbardziej to spokoju, wewnętrznego spokoju, zero stresu, nie chcę się już niczym zadręczać, bo sama siebie marnuję chorymi domysłami...

82

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta : to chyba normalne ze w takiej sytuacji przewijają się dni w których tej drugiej osoby brakuje , tylko teraz pytanie brakuje Ci jego? Czy kogoś kto wypełniał by czas? Dziś ja jestem "silny " i moge wspierac

83

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

To wszystko minie - te emocje sa chwilowe. Po prostu powtarzaj to sobie.

84

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
romek365 napisał/a:

Akwaforta : to chyba normalne ze w takiej sytuacji przewijają się dni w których tej drugiej osoby brakuje , tylko teraz pytanie brakuje Ci jego? Czy kogoś kto wypełniał by czas? Dziś ja jestem "silny " i moge wspierac

Nie mogłabym wypełniać sobie po nim pustki kimś innym, nie jestem taka, a na nic nowego z pewnością nie jestem gotowa, nie mam najmniejszej ochoty. Czego mi brakuje? Jego. Ale nie takiego jakim jest naprawdę, Brakuje mi jego z moich wyobrażeń i oczekiwań, choć wiem ze to głupie. Chciałabym żeby był taki jakim chciałam go widzieć, mieć. Ale tak nie było i nie będzie. Ja chyba naprawdę byłam w nim zakochana, dlatego jest mi trudno się pogodzić z tym, ze nie wyszło, że on nie czuł tego do mnie co ja do niego... sad

Oczywiscie dziękuje za wsparcie, to dla mnie bardzo ważne teraz. Dziękuje wszystkim, podtrzymujecie mnie na duchu smile

85

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Przyznaj otwarcie - był w Twoim typie fizycznie, prawda?


To zwykle główny (jeśli nie jedyny) powód, dla którego kobiety i mężczyźni dorabiają sobie "filmy" a propos charakteru i kształtu związku z daną osobą..

86

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wolę czemu urywa mi dłuższe wpisy?
U mnie dziś była znów gadka z jej strony ze potrzebuje tylko i wyłącznie czasu . nie odpisuje. Na ten czas .. Kwestia czy i mnie są jeszcze chęci
Autorko bardziej miałem na myśli to , czy czasem to nie chodzi o wolny czas ,że wtedy jest brak jego... I gdyby ten czas nie został pusty , nie tesknila bys

87

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie był wysokim brunetem, ale szatynem o moim wzroście. Podobał mi się. Być może to jeden z głównych powodów, dla których z nim byłam, przyznam szczerze. Ale to jaki był, też mi się w nim podobało (był albo grał takiego) czyli spokojny, raczej mało towarzyski (oprócz jakiegoś tam bliższego grona przyjaciół...). Myślałam, ze do siebie pasujemy, tak się zapowiadało na początku, naprawdę...

88

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
romek365 napisał/a:

Wolę czemu urywa mi dłuższe wpisy?
U mnie dziś była znów gadka z jej strony ze potrzebuje tylko i wyłącznie czasu . nie odpisuje. Na ten czas .. Kwestia czy i mnie są jeszcze chęci
Autorko bardziej miałem na myśli to , czy czasem to nie chodzi o wolny czas ,że wtedy jest brak jego... I gdyby ten czas nie został pusty , nie tesknila bys

Może... Staram sie wypełniać jakoś ten czas, ale na dzień dzisiejszy jakoś tak nie mogę odpędzić się od tych wszystkich myśli, często tak mam nawet jak jestem bardzo czymś zajęta, zawsze coś się przewinie przez głowę hmm

89

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Najgorsze są chyba wieczory hmm Tym bardziej że mieszkam sama w wynajmowanym mieszkanku...

90 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-26 21:30:07)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

A może po prostu było tak, że jak Ty się już zaangażowałaś - ZA SZYBKO - to wiedząc, że on ma te inne opcje jednak a Ty żadnych, czułaś się na przegranej pozycji i obawiałaś, że albo ten albo żaden, hm?

91 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-08-26 21:38:00)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ale nikt nie mówi, że ja nie miałam żadnych innych opcji. On, gdy mieliśmy kryzysy, sam szukał sobie innych, a potem, gdy z tego powodu chciałam z nim zrywać, przepraszał i chciał być nadal razem. Ja też bym tak mogła, ale ja taka nie jestem, nie potrafiłabym. Poza tym historia z tamtą od samego początku ciągnie się za nim, więc ja już nic nie rozumiem...

92

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
akwaforta napisał/a:

Ale nikt nie mówi, że ja nie miałam żadnych innych opcji. On, gdy mieliśmy kryzysy, sam szukał sobie innych, a potem, gdy z tego powodu chciałam z nim zrywać, przepraszał i chciał być nadal razem. Ja też bym tak mogła, ale ja taka nie jestem, nie potrafiłabym. Poza tym historia z tamtą od samego początku ciągnie się za nim, więc ja już nic nie rozumiem...

No bo w tamtej jest zakochany, a inne traktuje jako "odwracacze uwagi" - sama o tym pisałaś. Czego tu nie rozumieć?

93

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

No tak... Głowa mnie już boli o tego.

94

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

To teraz się z tego pośmiej. dla odmiany.

O tak: muahahahahhahahahahahahahaha

big_smile

95

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

muahahahahhahahahahahahahaha, niech sobie dalej tkwi w tym g*wnie, ale beze mnie! big_smile

96

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

http://www.troll.me/images/hey-guy/fuck-yeah-fuck-yeah-oh-fuck-yeah-thumb.jpg

97

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Jeszcze kwestia przyzwyczajenia, strachu przed "pustką". "Żeby tu chociaż siedziała obok, nawet nie musi nic mówić" - tak się też myślało. Po 5-7 miesiącach ( około 2 miesięcy to dojrzewało ) zrozumiałem, że to nie była ta osoba, że nie do końca do siebie pasowaliśmy. Dobrze stało się jak się stało. Dobrze jest jak jest teraz smile
Czas, czas i jeszcze raz czas. Jak z chorobą. Jeżeli nie odleżysz to nie minie, a jakakolwiek aktywność - leki - tylko przyspieszy powrót do formy.

98 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-08-27 07:39:13)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Pewnie tak.
Wiem, miałam się śmiać z tego wszystkiego, ale dziś jak zwykle napadają mnie rożne myśli... hmm

Przykro mi też, ze względu na jego bierność. On nic nie robi, żeby mnie przeprosić, wytłumaczyć, być ze mną szczerym, tyle razy tego ode niego oczekiwałam, a on nie uważał by była taka potrzeba.

Mój brat np. jest zupełnie inny, jest takim moim wzorem prawdziwego mężczyzny, który kocha swoją dziewczynę i wie że to ta jedyna, już do końca, walczy o nią, zrozumiał jak bardzo ją zawiódł, nawet się oświadczył. Teraz oboje przechodzą kryzys, on jest cały czas zestresowany, smutny, chce wszystko naprawić, i gdy tak sobie pomyślę ile on jest w stanie zrobić dla swojej ukochanej, to wyraźnie widzę, że to w czym ja tkwiłam zupełnie nie przypomniało prawdziwego związku.

Zresztą powiedzcie mi czy po 1.5 roku bycia razem można czegoś oczekiwać, czegoś więcej niż przyjaźń, czy można oczekiwać już pewnych deklaracji, czy może to za wcześnie? On cały czas uważał, że ja wszystkiego oczekuję za szybko, że ten rok czy 1.5 to i tak mało jak na znajomość i bardziej cenił moją przyjaźń. Czasem ta kwestia nie daje mi spokoju. Może on ma rację? A może to tylko głupia wymówka, by wykorzystywać mnie jako poczekalnię na coś lepszego? Sama już nie wiem. To mnie najbardziej drażni.

Szkoda, że on jest typem chłopaka, który sobie wszystko odpuszcza, gdy coś nie idzie po jego myśli. On nie potrafi walczyć, mam wrażenie, że on uważa że jemu się wszystko należy, a jak nie to on nie będzie się wysilał. Przecież tak nie postępuje prawdziwy mężczyzna. Nie chodzi mi tez o to, że ja tylko czekam na jego ruch, jakieś błagania o powrót itd. Ale przecież gdy komuś na nas zależy, i ktoś wie, co zrobił nie tak, to chyba normalnym jest, że powinno się starać o odbudowanie zaufania. A ta sytuacja pokazuje mi tylko, ze on na pierwszym miejscu mnie nie stawia. Nie liczę się ja, tylko ktoś inny. On sobie odpuszcza, bo woli poszukać kogoś kto nie będzie mu sprawiał tyle kłopotów, nie będzie zadawał tylu pytań, kto będzie siedział cicho i się nie wtrącał w jego sprawy. Szkoda, tylko że on nie poczuwa się winny, temu że najzwyczajniej w świecie ukrywał przede mną pewne znaczące dla nas jako "pary" fakty o tamtej, nie mówiąc o tych wszystkich tajemnicach i ukrywaniu mnie/nas przed znajomymi.   

Być może się powtarzam, wiem, ale ta cała machina myśli samoistnie uruchamia się w mojej głowie i cały czas tylko analizuję, analizuję i analizuję, choć wiem, że to nie ma sensu... Wyjaśniać też nie ma co, bo był na to czas, tyle razy prosiłam, żądałam, ale nic nigdy mi szczerze nie powiedział. Chociaż nie, czasem był szczery mówiąc mi chociażby, ze nie jestem jego miłością, że nie pożąda mnie tak jak tamtej... I to już było dla mnie za dużo, więc nie wiem po co ja to wszystko roztrząsam. Chyba naprawdę jestem żałosna sad

Zaraz muszę szykować się do wyjścia, muszę odebrać z jego domu swoje rzeczy...

99

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Widzę ,że humor wcale się nie poprawił , ja też obudziłem się w środku nocy i miałem najgorszy czas od rozstania , jednak chyba jako facet chyba przechodzę mimo wszystko to lżej aniżeli kobieta w tym przypadku Ty .

Gdy spojrze tak na twoją sytuację to widzę analogię w jednej kwestii i nas , moja kobieta też dawała mi poczucie jakby mnie się wstydzila... Np jej rodziców właściwie poznalem dopiero na weselu no bo inaczej się nie dało , do tego jest maniaczka fb i wstawia tam mnóstwo zdjęć z rodziną , przyjaciółmi etc ze mną jednak nigdy takowego nie wstawila bo "nie chce ukazywać scen z życia' wtf?

Trzeba być silnym , przemawiać sobie to rozumu , ja np dziś mówię ze nigdy mnie nie kochała .. Ze nie zasługuje na mnie

Półtora roku hmmm każdy jest inny ,wiele zależy też od samej relacji ,ja jednak jeśli byłbym naprawdę szczęśliwy pewno byłbym się oświadczył

100

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wszystko będzie dobrze, tylko niestety potrzeba na to czasu....

101

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Musisz być przygotowana na to, że on może nigdy Ciebie nie przeprosić.
Mój były był takim "dumnym" człowiekiem.. Nawet jeśli żałował to i tak NIGDY by się nie przyznał. Po prostu taki jest. Podobnie jak twój nie potrafi zawalczyć o swoją wielką miłość, tylko siedzi w domu i rozpacza, że los go tak potraktował hmm Mam wrażenie, że te dramaty są mu wręcz niezbędne do życia. Nawet gdy ich nie było, to on potrafił sobie ubzdurać nowe, byle tylko poużalać się nad swoim życiem.

102

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Autorko, 


Wybacz mój brak delikatności, ale chcę żebyś jak najszybciej doszła do siebie, więc będzie trochę tough love zamiast głaskania po główce i pocieszanek z pupy wink

Przypominam Ci, że wasze życie erotyczne praktycznie nie istniało.. On nie lubił Cię dotykać, uprawiać z Tobą seksu, sugerował, że bardziej ceni sobie waszą przyjaźń. Myślę, że nie trzeba Ci tłumaczyć co takie zachowanie i słowa w ustach "partnera" oznacza = nie pociągasz, nie podniecasz mnie. Czyli po prostu dla niego byłaś od początku koleżanką.

Powtarzam to, bo wydawało się, że to dobrze rozumiesz, sama o tym pisałaś, a dziś widzę że znowu wraca wkrętka na analizowanie tego co mówił pod kątem szukania winy w sobie..


Tymczasem to nigdy nie był związek, nawet nie miała ta relacja zalążków na cokolwiek więcej skoro facet nie dążył do bliskości.

To, że starał się na początku - owszem, mogło Cię zmylić. Ale starał się, bo nie chciał być sam i zatruwać się non-stop myślami o tamtej- już o tym pisałyśmy obie. Te starania szybko mu przeszły jak widać, dlatego że człowiek może udawać i grać tylko określoną, krótką ilość czasu, a potem jest zazwyczaj 'sobą' i zachowuje się zgodnie z tym co naprawdę czuje.

Na przeprosiny nie licz. Zresztą, i tak nie byłyby "z serca", bo on tam nie ma żadnych uczuć do Ciebie, poza typowo siostrzanymi. Widzisz, że dla niego nie było nigdy problemem ani Twoje samopoczucie, ani to że Cię rani, ani brak seksu między wami - po prostu nie wczuwał się w to, bo tego nie czuł.

103

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

dziękuje za założenie tego wątku, bo rozjaslił mi w głowie sposób rozstania się z moim facetem
nasz zwiazek przypominał związek autorki i rozstanie też, mimo, że kłotni nie było, tylko rozmowa a właściwie to, ze powiedziałam mu dobitnie, ze nie podoba mi się jak mnie zaczął traktować i po tym zapadła cisza, któa trwa już 3 miesiace

mój były ma wiele cech twojego faceta, nie walczył o mnie ( szczerze mówiąc nie oczekiwałam tego, bo to typ, którem wszystko dość łatwo przyszło, praca na uczelni załatwiona, mieszkanie dane, pomoc rodziny, itd.., wiec o laskę nie bedzie zabiegał, po co sie męczyc ???)

zastanawiało mnie coś innego
to, że on nie dążył do zbliżenia fizycznego- ja próbowałam
dzięki- wy mi to wytłumaczyliście i już wiem
nie ma dziewczyny z przeszłości, ale może jest taka z dobrymi plecami ( bo on z tych, co chcą się dobrze ustawić, przez dobry ożenek też)

w sumie to dobrze, że sie rozstaliśmy ( szczególnie dla mnie) mimo to jego milczenie bolało mnie ( teraz już wracam "do sobie"), bolało mnie to, ze tak łatwo wyrzucił do klopa prawie 1,5 roczną znajomość ( bo zwiazkiem trudno to nazwać- dorobiła to sobie, zresztą to jest w moim wątku o naszej znajomości) ale skoro tak łatwo wszystko odpuszcza, to i tak nie mieliśmy szans, bo ja bywam trudna we współżyciu

dobrze sie stało smile

sorry za off topic

104 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-08-28 11:36:22)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
akwaforta napisał/a:

Przykro mi też, ze względu na jego bierność. On nic nie robi, żeby mnie przeprosić, wytłumaczyć, być ze mną szczerym, tyle razy tego ode niego oczekiwałam, a on nie uważał by była taka potrzeba.

Rok, a może dłużej po rozstaniu, gdy wszystko we łbie zsynchronizowało mi się już na tyle, by znowu przewodzić impulsy elektryczne, gdy prostowniki zadziałały i podniosłam się z kolan i gdy usprawnił się system hydrauliczny gruczołów łzowych, z którym miałam najwięcej problemów i przestałam "przeciekać", wówczas postawiłam sobie pytanie, jak niby miało wyglądać nasze rozstanie w stylu włoskiego manieryzmu ;-)))

Spróbowałam zwizualizować sobie kilka "scen finałowych", których nie będę tu opisywać, by nie robić z tego Forum teatru groteski. Co i Tobie polecam, Akwaforto.

Jak miał mnie przeprosić za to, że skwasił tyle fajnych lat? Co miał powiedzieć, gdy doszedł do wniosku, że te grule, co je mieliśmy uprawiać jako emeryci i te bransoletki ze sznurka, które oprócz gruli mieliśmy sprzedawać turystom na wzgórzach Cantabrii, to on jednak woli sam, beze mnie? ;-)))
Jak przeprosić za to, że jego serce nagle zmieniło rytm na pojedynczy? Jak wytłumaczyć, że jadł te moje zakalce, które mu piekłam z miłością, a potem już nie chciał?

Czy słowo "przepraszam" i jakakolwiek "mowa pożegnalna" nawet ściągnięta z podręcznika dworskiej etykiety ukoi ból, powetuje stratę, obetrze łzy, podniesie na duchu?

Doszłam do wniosku, że oczekujemy przeprosin, tłumaczeń, wyjaśnień nie dla wyklarowania sytuacji, bo cóż tu jest nieklarownego, że ktoś kogoś nie chce? Ot, taka "mowa do Mołotowa". Chcemy przeprosin, bo trzymamy się nadziei, że to coś jeszcze zmieni, że może ten drugi cofnie decyzję, że się ulituje, że jeszcze przemyśli. Chcemy tego kogoś zobaczyć, może jeszcze wzruszyć, "szarpnąć" za sumienie... Chcemy, aby dostrzegł nasz ból, rozpacz, rozmiar XXS lub XXXL po rozstaniu, aby pojął jak wiele dla nas znaczył i jak bardzo cierpimy z tego powodu...
Tego w głębi duszy oczekujemy, a nie przeprosin. Przeprosiny to możemy sobie w pepegi włożyć albo w gumofilce.

A tu "kaszana" jak 150! Nikt nie przeprasza i nawet nie ma zamiaru. Nawet nie dzwoni... Żywiej zareaguje na nasz widok kundel sąsiada z szóstego piętra niż ten ktoś, co czas jakiś dzielił z nami stół i łoże... Dlatego warto odrzeć się samemu z tej iluzji przeprosin, co to niby mają osłodzić nam gorycz tego, co nieuchronne.

105 Ostatnio edytowany przez Alternatywna25 (2015-08-28 11:39:05)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

aurora borealis podoba mi się Twoja wypowiedź smile

akwaforta, nie ma sensu czekać jak on okaże skruchę. Ja świeżo po rozstaniu założyłam wątek na pewnym forum i ludzie pocieszali mnie i mówili "oni zawsze wracają!" - guzik prawda, nie zawsze. Podnosiłam siebie na duchu wmawiając sobie, że zadzwoni i zacznie mnie przepraszać, błagać i poprosi o drugą szansę, a ja wtedy dumnie mu odmówię big_smile Nic takiego nie miało miejsca, więc lepiej nie robić sobie nadziei, bo można się ponownie zawieść. Po 3 miesiącach od rozstania wysłałam mu głupiego smsa "co słychać" i dostałam tylko oschłą odpowiedź, że "u niego jest tak jak zwykle" (czyli że rozpacza za dawną miłością). Niezbyt to mądre było, bo rozdrapałam sobie na nowo ranę.

106 Ostatnio edytowany przez NiobeXXX (2015-08-28 14:20:59)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
aurora borealis napisał/a:

Jak miał mnie przeprosić za to, że skwasił tyle fajnych lat? Co miał powiedzieć, gdy doszedł do wniosku, że te grule, co je mieliśmy uprawiać jako emeryci i te bransoletki ze sznurka, które oprócz gruli mieliśmy sprzedawać turystom na wzgórzach Cantabrii, to on jednak woli sam, beze mnie? ;-)))
Jak przeprosić za to, że jego serce nagle zmieniło rytm na pojedynczy? Jak wytłumaczyć, że jadł te moje zakalce, które mu piekłam z miłością, a potem już nie chciał?

Czy słowo "przepraszam" i jakakolwiek "mowa pożegnalna" nawet ściągnięta z podręcznika dworskiej etykiety ukoi ból, powetuje stratę, obetrze łzy, podniesie na duchu?

w pełni zgadzam się, to "przepraszam cię" jest potrzebne psu na budę
mój były nawet gdyby przeprosił, to miedzy nami nic nie zmieni, bo straciłam zaufanie i zobaczyłam drugie oblicze

ale skoro potrafimy deklarować to, że chcemy z kimś być ( mój były zaproponował bycie razem) to poinforumujmy o końcu związku
tak, wiem , milczenie jest wymownejsze od słów, ale to wybór tchórzy!!!
to gdy mówisz, że kończysz związek to ty bierzesz za to odpowiedzialnosć a milczenie to stan zawieszenia
nie wiesz co on zamierza
czy skończył z tobą
czy czeka az zmiękniesz jak biszkopt zamoczony w rumie i kiedy wreszcie zadzwoni będziesz tak "uchachana", stęskniona, skołowana, ze zapomnisz dlaczego zerwaliście

takie milczenie bywa zwykłą manipulacją, jak dla mnie to tak postępują zwykłe qtasy
nie wiedziałam tylko, że 1,5 roku spędziłam z qtasem- miałam o sobie lepsze mniemanie i sądziłam, ze jestem mądrzejsza

107

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wczoraj rano pojechałam do jego domu po swoje rzeczy. Jego nie było w domu, bo był w pracy, no a jego biuro znajduje się po drugiej stronie ulicy, wiec widział mnie pewnie z okna, jak szłam na przystanek autobusowy.

Jego mama była nad wyraz miła, choć ogólnie nie przepadam za nią, bałam się jej odkąd ją poznałam - typ takiej dominującej, despotycznej baby. Najmilsze w tym wszystkim było chyba tylko spotkanie z psem - uroczym labradorem. Jego matka oddała mi rzeczy, ale okazało się, że babcia wysłała pocztą tylko jedną z trzech, a to oznacza, że resztę trzeba będzie odebrać później...

Oczywiście on zdołał już powiadomić swoją mamę o tym, że się na niego obraziłam. Wiec ona sama zaczęła temat, pytając mnie co się dzieje. Powiedziałam jej, że nie potrafię mu ufać, że nie mówi mi wszystkiego, że nadwyrężył moje zaufanie że nie tak to sobie wyobrażałam. Jego matka nic nie wie o jego "wybrykach" więc nie zna faktów z życia swojego synka. Jedyne co mi powiedziała, to to, że on taki nie jest, że w żaden sposób nie zdradziłby, nie igrałby z niczyimi uczuciami, że jest zamknięty w sobie, że nie okazuje swoich uczuć, i że tak naprawdę dopiero się poznajemy, wiec powinnam wyczuć jaki jest i tyle. Nie chciałam wdawać się z nią w dyskusję, więc zakończyłyśmy temat, a ona "pocieszyła" mnie, że wszystko będzie dobrze...

Ja nie wierzę, że wszytko będzie dobrze. Nic już nie będzie dobrze.
Cały czas rozmawiam też z moją mamą, on mnie uspokaja, że powinnam to wszystko olać, nie ufać mu już więcej, że od dawna nasz związek nie miał sensu i żeby absolutnie o nic nie zabiegała, nie wyjaśniała, bo to nie ma sensu. Wiem, że ma rację, ale wczoraj, gdy on sam przestał do mnie wydzwaniać, napisałam mu wieczora maila, żeby powiedział mi w końcu prawdę - pewnie zrobiłam błąd, prosząc się o to, ale jednocześnie napisałam, że jeśli tego nie zrobi, już nigdy nie będziemy mieli o czym ze sobą rozmawiać... Odpowiedzi jeszcze nie otrzymałam i boję się że już nie otrzymam. Wtedy wszystko będzie jasne...

108

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Dodam tylko, że dwa dni temu sam napisał mi sms, ze wszystko mi powie i że zabierze mnie na to spotkanie ze znajomymi, ale ja nie miałam ochoty z nim tedy rozmawiać.

109 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-28 17:20:41)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

O masz.. A jakiej to "prawdy" oczekujesz inna niż ta, którą doskonale znasz?

Tak jak Ci napisała Aurora: "przeprosiny" i wymuszanie przedstawienia argumentacji i motywów rozstania na piśmie a4 w 5 egzemplarzach z pieczątką Prezydenta RP..

To wszystko jest bullshit.

Ty ciągle próbujesz wzbudzić w nim poczucie winy i skruchę, bo dobrze wiesz, że to byłby jedyny realny powód jego ewentualnego (krótkiego!) powrotu do Ciebie.

Po co Ci to?


Przestań się okłamywać Kobieto..Było lepiej, znowu odlatujesz w fantazje.

Dodam tylko, że dwa dni temu sam napisał mi sms, ze wszystko mi powie i że zabierze mnie na to spotkanie ze znajomymi, ale ja nie miałam ochoty z nim tedy rozmawiać.

I co z tego? Olał Cię. Nie pierwszy raz.
Zamierzasz przedstawić to jako dowód w sądzie?

Opamiętaj się..

110

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Pewnie mnie zganisz za to Elle88, ale w tamten wieczór, przyjechał do mnie i powiedział swoim znajomym o mnie i wcale nie siedział z nimi, bo wolał przyjechać do mnie. Był wtedy czuły, przeprosił i mówił, że ta kłótnia o tą imprezę była niepotrzebna...

Tak czy inaczej wybaczyłam mu wtedy i pogodziliśmy się. Ale sielanka nie trwała długo... Było miło i namiętnie jednego dnia, potem znowu kłótnia i jego stwierdzenie przy filmie, że "partnerów należy w życiu zmieniać". Po tym wszystko się posypało...

Dziś z nim zerwałam. Przez telefon, bo tak się potoczyła rozmowa miedzy nami. Poruszyłam podczas tej rozmowy wszystko, od początku. On otwarcie przyznał, że woli moją przyjaźń i trwa w tym fakcie. Wie, jak mnie ranił, przepraszał, ale on nie czuje do mnie wielkiej miłości i nie zmusi się do tego. Powiedział, ze sam nie wie czego chce. Jeśli chodzi o tamtą, to mówił, że to już dawno zakończone i nie ma dla niego żadnego znaczenia. Rozmawialiśmy długo. Jemu na mnie nie zależy, nie wiąże ze mną planów, przyszłości, on nie jest mnie pewny. Nie wzbudzałam i nie wzbudzam w nim takich emocji jak inne dziewczyny w jego typie. Ceni moją przyjaźń. Powiedział, że powoli tracił do mnie pewność, bo na początku jeszcze coś czuł i on nie wie co się takiego stało, że mu przeszło. Był ze mną bo nie chciał być sam. Dobrze mu było tak jak było. Wie, że mnie zawiódł, mówiłam mu ze to jego wina, że to on wszystko psuł swoimi kłamstwami, zachowaniem. Ja zniechęcałam go swoimi płaczami i oczekiwaniami, podczas gdy to przez niego było tak jak było. On nie zrobił nic by cokolwiek naprawił. Najpierw mówił, że będzie tesknił, że nie chce zrywać ze mną kontaktu (tak jak ja tego chcę). Ze te 1,5 roku razem dużo dla niego znaczyło. Gdy nas rozłączyło, odzzwonił po jakimś czasie i bez żadnych emocji powiedział że przeparsza i chce się ze mną pożegnać... Wyłączyłam się sad(

Boże, to już koniec sad Nigdy mu na mnie nie zależało. Wiedziałam to, czułam a jednak głupia nadzieja robiła swoje...  Czuję się zdeptana, jak szmata. On tłumaczył się, że nie był ze mną z wyrachowania, tylko dlatego że tak się to potoczyło, choć nie czuł do mnie wielkich fajerwerków. Jedynie co potrafił powiedzieć, to to ze mnie lubi. Dwa dni temu inny chłopak, którego nie znam tak naprawdę (taki znajomy) zaprosił mnie do kina. Powiedziałam mu o tym, a on na to, ze jeśli chcę to mogę pójść. Zresztą po tej całej rozmowie, powiedział że on nie chce mnie uniesczęśliwiać.

Czuje się fatalnie, dotarło do mnie to wszystko. To koniec i on mnie nie kocha i nie zależy mu na mnie... A ja oddałam mu swoje serce, wszytsko... sad

Bolą mnie oczy, głowa i gardło... Zapłakałam się na śmierć sad(((

111

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta wiem że boli bardzo, że jestes w szoku ze to naprawdę koniec, bez zadnych ale, byc moze itd. Ale tak jest najlepiej dla Ciebie w tej sytuacji. Wyrycz co masz wyryczec, wygadaj się  przed kimś bliskim i przetrzymaj bo wbrew temu co dzis czujesz i co Ci się wydaje  to nie jest koniec swiata tylko pewnego etapu. Pora zaczac kolejny moja droga smile .

112 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-09-07 21:43:46)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ale to już mówiłaś na początku, a potem powtarzałaś w każdym poście..

Z "nowości" to on Ci tylko powiedział prosto w oczka (tak jak zresztą chciałaś) na koniec prawdę jak sprawy stały i stoją, a jak nie stoją i nigdy nie będą stały. A Ty w ryk, jakbyś jakiegoś szoku doznała..

Teraz tylko czekać, aż go zaczniesz przepraszać za stwarzanie problemów i poprosisz by wrócił, nieważne, że nie kocha, ale Ty kochasz.
http://i.ytimg.com/vi/DBkN9ec4sWo/maxresdefault.jpg

113

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ale ten ból... sad Nie potrafię spojrzeć w lustro... To poniżenie, upokorzenie... Tęsknota? To był mój pierwszy chłopak, pierwsze doświadcznia, nie potarfię tego przeżyć sad

To rostanie spadło jak grom z jasnego nieba, nie planowałam tego dzisiaj... Ta prawda bardzo mnie zabolała, coś we mnie umarło... Nigdy go nie pociągałam, nie wzbudzałam nic oprócz przyjaźni... To dlatego nie chciał sie kochać ze mną... sad Czuję się podle, moja samoocena podupadła jescze bardziej sad((

114

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Co innego samej snuć teorię, a co innego usłyszeć to do niego wprost, bezposrednio. Nie kpij ze mnie Elle. Moze Ty masz już za sobą te etapy "wariowania" z miłosci, ale ja najwyrsźniej nie dojrzałam do tego. I nie, nie poprosze o powrót. To koniec.

115

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Przestań z tym gównem już..

Wiedziałaś wszystko doskonale PRZED tym niby zerwaniem ostatecznym, bo już wcześniej 15 razy z Tobą zrywał albo Cię wystawiał, a Ty udawałaś , że deszczyk pada, mimo, że wiedziałaś jakie są fakty, bo pisaliśmy o tym i sama potwierdziłaś.

Weź w końcu odpowiedzialność za to co robisz, bądź konsekwentna i przestań się mazać, bo nigdy z tego nie wyjdziesz.

116

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Nie ważne.

Moja cierpliwość też się wyczerpała. Nie mogłam po prostu dłużej ciągnąć tej farsy. Wiem, że ten związek mnie niszczył i on też to wie. Te wszytskie złe emocje siedzą we mnie i tak, nic na to nie poradzę. Pomarzę się trochę az w końcu się podniosę sad Może potrzeby jest taki kop, na przyszłość, lepszą przyszłość...

117 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-09-07 22:01:43)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Ty decydujesz.

Ale po ostatnim długim wpisie na poprzedniej stronie i Twojej rozpaczy i - nieco na wyrost - zdziwieniu (?) mam wątpliwości czy za tydzień lub 2 znowu czegoś nie odwiniesz, żeby już się tak "na pewno NA PEWNO, na 200%" nie przekonać..

A to, że czujesz się jak się czujesz, to tez nie jego wina do cholery, tylko tego, że zamiast wziąć się w garść i podjąć decyzję, że to TY już w to nie wchodzisz, to czekałaś  (i chyba dalej czekasz) na jego ruch.. A on może robić co chce i jak chce, to TY DECYDUJESZ czy reagujesz na to i jak.

Gorzkie żale nic nie pomogą. Wku.. się, bo wydaje Ci się, że jak przerzucisz odpowiedzialność na niego i pomyślisz jaki on niedobry to wyjdzie, że niby nie dało się nic zrobić i..miałaś związane ręce.
Prawda jest inna i wiesz o tym. Nie ma sensu przed nią spierdzielać przez 4 str. wątku.

118 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-09-07 22:05:15)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Dokladnie. Myślę że Elle Ci takiego kopa chce dać, pozytywnego kopa. Rozczulanie się teraz nad tą sytuacją nic dobrego nie przyniesie tymbardziej że nie skończył się związek idealny tylko coś co było skazane z góry na porażkę. Postaraj się jak najszybciej wziąć w garść bo przy tym człowieku straciłas już i tak sporo czasu, nie warto tracić go jeszcze więcej na rozpamietywanie.

119

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Wiem, że ja też zawiniłam. Zawiniłam, bo po prostu pozwalałam to wszystko... Wiedziałam jak jest, ale cały czas łudziłam sie że coś sie zmieni. Z tej głupiej miłosci sama sobie dawałam nadzieję. Ale to on zepsuł wszytsko - co mam namyśli - otóż, on powiedział, mi że z czasem zaczęłam go zniechęcać swoimi oczekiwaniami wobec niego - bo jak sam mi wyznał na początku czuł coś do mnie, ale z czasem to się zmieniło. Moje zachowanie (głównie płacz i nieufaność) wynikały z jego kłamstw i gierek za moimi plecami. Mogłam to akcetować albo zerwac już wtedy. Wiem, ze sama zobie zgotowałam taki los i taki związek, bo mogłam ewakuować się już wcześniej. Ale głupota podopowiada coś innego.

Moze trzeba było tego wszytskiego, żeby zrozumieć do dobitnie? Nie czekam na jego ruch. On wie że to przez niego byłam nieszczęśliwa. Przeprosił mnie za wszystkie numery jakie mi wywinął. Ale do ucuzć się nie zmusi, bo on nie wie...

Nie oczekuję już niczego. Naprawdę.

120

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
feniks35 napisał/a:

Dokladnie. Myślę że Elle Ci takiego kopa chce dać, pozytywnego kopa. Rozczulanie się teraz nad tą sytuacją nic dobrego nie przyniesie tymbardziej że nie skończył się związek idealny tylko coś co było skazane z góry na porażkę. Postaraj się jak najszybciej wziąć w garść bo przy tym człowieku straciłas już i tak sporo czasu, nie warto tracić go jeszcze więcej na rozpamietywanie.

Wiem. Ale żałość i smutek jest. Poczucie porażki. Związek nie wypalił. Nie ten to inny. ja to wszytsko wiem. Ale rozstania czy dobre czy złe nie są czymś pozytywnym. Nowe doświadczenie? owszem. Ostrożność na przyszłość? jak najbardziej. Naukę wyniosłam z tego wszystkiego ogromną. Teraz tylko czekać na lepsze jutro...

121

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

No widzisz.. Czyli facet nie jest aż takim potworem, skoro potrafił przeprosić i powiedział trudną prawdę wprost, nie owijał w bawełnę, nie kombinował jak łysy pod górkę (tak jak Ty wink)
Nie zmusi się do uczucia, a Ty na 100% się pogrążyłaś tym, że pozwalałaś mu na wszystko.

Co nie oznacza, że gdybyś nie pozwalała to byłaby wielka love na 100%, ale przynajmniej miałby do Ciebie jakiś szacunek.

A tak sama się go pozbawiłaś, bo nie miałaś go do siebie.


Tak czy inaczej, zdarza się. I tak, takie rozstania SĄ DOBRE, bo to była farsa nie związek tu masz racje.

Naprawdę przeżyjesz to i jeszcze będziesz się sama z siebie śmiała- trust me wink

122

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Masz rację. Dobrze że był szczery, doceniam to. Ale taka prawda boli.

Widocznie potrzebuję czasu, żeby zdystansować się do tego. Tak czy inaczej kontaktu z nim utrzymywać nie chcę, bo on chciał żebyśmy byli przyjaciółmi. Jak tak nie potrafię, nie po tym wszystkim.

Pewnie jescze będzie mi smutno mimo wszytsko, więc proszę Was nie zdziwcie sięjak znów zacznę lamentować. Godzenie się w pewnymi faktami, to proces, wszytsko wymaga czasu...

(choć nie ukrywam, ze zaczynam czuć małą ulgę w środku)

123 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-09-08 10:50:07)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

I tak jak zapowiadałam, rano nie mogłam spać. Cały czas rozmyślam. Sama nie wiem o czym. Chyba o wszystkim. Poczucie te porażki zżera mnie od środka... sad Nie jest mi łatwo. Smutek przeplata się z zaniżoną samooceną. O ile wcześniej przed poznaniem go była radosna, tak teraz zwiędłam. Zamiast rozkwitać, więdnę... Rodzice powtarzają mi to samo co Wy, mama mówi mi  wręcz to wszystko co Ty Elle. Czuję się żałośnie, ale cieszę się, że to ja zebrałam się w końcu na to żeby to zakończyć - jeszcze gorzej czułabym się gdyby to on odszedł w końcu ode mnie. Zresztą tak zarzekał się, ze nie zamierza nikogo sobie teraz szukać, że poznałam opis jego osoby na jednym z portali ogłoszeniowych wczoraj, że szuka dziewczyny do popisania. I o czym to świadczy? Nie trzeba słów... Ale nie powinno już mnie to obchodzić. Na razie straciłam jakikolwiek sens, nawet jeść mi się nie chce, stres robi swoje. Dobrze, ze przynajmniej tu mogę wylać z siebie te wszystkie emocje. Cały czas myślałam sobie o tym jak będzie wygladać nasze rozstanie (bo czułam, ze ono prędzej czy później nastąpi). Nie sądziłam że skończy sie to słowem "przepraszam" i "pa" w dodatku przez telefon. Ale cóż, tak chyba będzie łatwiej, nie chcę go widzieć, bo chyba bym umarła... sad Już nigdy nie pozwolę zrobić z siebie "poczekalni"/"koła zapasowego"/"zapchaj dziury", bo tak się czułam. Co mi po jego przyjaźni na tle tych wszystkich kłamstw, zatajonych faktów, zdrad emocjonalnych, robienia ze mnie wariatki... Nie wiem po co to roztrząsam, gadam od rzeczy... Ja nawet nie pamiętam żadnych pozytywnych okresów (pocałunek w usta zalicza się do "pozytywnego okresu"?). Najbardziej boli mnie też, to że on pozna swój w końcu ideał, że to nie ze mną tylko z kimś innym będzie w pełni szczęśliwy i oddany, zakochany po uszy... Nie mogę znieść myśli, że mógłby umawiać się z inną, zabiegać o nią, dotykać, przytulać... sad To mnie przygniata, ale jednocześnie tak chyba powinno być, powinien być z kimś kogo będzie kochał, powinien być szczęśliwy tak samo jak ja powinnam być szczęśliwa. Ale przecież to ja chciałam przeżyć z nim swój pierwszy raz... sad Ale duma i godność nie pozwoliły mi dłużej tkwić w tym "układzie", nie mogłam być z kimś kto mnie po prostu nie kocha...
Boże jaki życie jest niesprawiedliwe, nie pierwszy raz... sad

124

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Akwaforta zapewniam Cię ze to dzis Ci się wydaje ze ziemia sie zatrzymała bo jego nie ma. Moze nie jutro, nie pojutrze ale za jakis czas staniesz przed lustrem i się popukasz w czoło ze moglas stawiac go na takim piedestale. Badz pewna ze bedzie Ci wtedy rowniez obojetne czy ma zone czy harem kochanek bo dla Ciebie bedzie emocjonalnie bliski  niczym sasiad z innego bloku wink. Dzis oplakujesz tak naprawde nie jego bo nie dal Ci tak naprawde nic wartego oplakiwania. Oplakujesz swoje nadzieje, wyobrazenia o nim i wlasną zraniona dumę.

125

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Pewnie masz rację, wszyscy mi mówią, ze to przejdzie, no tak, ale teraz cierpię. Bo ktoś kto był, nagle zniknął. Nie kochał mnie... sad Był ze mną, ale nie kochał... Przecież to najgorsze co może być... sad Nie radzę sobie na chwilę obecną. Jego postawa na sam koniec też mnie bardzo ubodła, mimo że był szczery... Oczy mi puchną od płaczu. Jest mi źle...

126

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
akwaforta napisał/a:

Pewnie masz rację, wszyscy mi mówią, ze to przejdzie, no tak, ale teraz cierpię. Bo ktoś kto był, nagle zniknął. Nie kochał mnie... sad Był ze mną, ale nie kochał... Przecież to najgorsze co może być... sad Nie radzę sobie na chwilę obecną. Jego postawa na sam koniec też mnie bardzo ubodła, mimo że był szczery... Oczy mi puchną od płaczu. Jest mi źle...

Kobieto 99 % ludzi na kuli ziemskiej Cie nie kocha mimo ze mijaja Cie na ulicy lub codziennie masz z nimi kontakt. Nie on pierwszy i nie ostatni. Tak samo Ty kiedys nie poczujesz czegos do kogos kto bedzie w Tobie zakochany po uszy. Taki "lajf. "Nie mozna oczekiwac ze jak Ty pokochalas to on tez musial. No i fakt ze nie pokochal nie definiuje w zaden sposob Ciebie ani Twojej wartosci.

127 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-09-09 17:55:27)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

To nie chodzi o to, że ja chciałam wymusić na nim, żeby mnie kochał. Ale myślałam, ze jak dwoje ludzi jest ze sobą jakiś dłuższy już czas to normalne, ze się kochają. Co prawda mówił mi już wcześniej o swoim podejściu do nas, ale myślałam, że z czasem to się zmieni. Ale nic się nie zmieniło, więc uznałam ze czas odejść.

Jak radzić sobie teraz z poczuciem samotności? Czuję się strasznie samotna, nie mam na razie głowy do tego by zająć się czymś pożytecznym... Ta pustka jest dołująca... On już nie dzwoni, nie proponuje spotkania... sad Wiem, że skoro koniec to koniec, ale pewne przywiązanie pozostaje jeszcze w sercu. I choć staram się myśleć o tym wszystkim realnie tzn. wiem jak było i nie było dobrze, to jednak coś tam wewnątrz mnie ściska... Napisałam mu smsa czy wie co z moimi rzeczami, które miesiąc temu zostawiłam u jego dziadków. Chciałabym je odzyskać ale jeszcze nie odpisał. Podejrzewam, że jak wcześniej potrafił wyłaczać telefon, tak wyłaczył go chyba na dobre... Ciekawi mnie czasem czy on to wszytsko w jakiś sposób przeżywa? Ale chyba nie powinno mnie to obchodzić... Są chwile kiedy czuję się silna, ale są też momenty totalnej załamki... Trochę popłaczę, potęsknię (chociażby za jego przytuleniem), ale zaraz się uspokajam. Dużo rozmawiam z rodzicami, bratem - wszyscy mi tłumaczą ze to nie było to, pocieszają, podtrzymują na duchu. Ale tutaj, w mieście w którym mieszkam jestem sama, miałam tu tylko jego... Niedługo i tak zaczną się studia, będę zajęta, ale teraz trudno mi odnaleźć się w tej samotnej rzeczywistości... Ale chyba lepiej być samej niż z kimś kto był z tobą od tak, bez uczucia...

128

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu
akwaforta napisał/a:

To nie chodzi o to, że ja chciałam wymusić na nim, żeby mnie kochał. Ale myślałam, ze jak dwoje ludzi jest ze sobą jakiś dłuższy już czas to normalne, ze się kochają. Co prawda mówił mi już wcześniej o swoim podejściu do nas, ale myślałam, że z czasem to się zmieni. Ale nic się nie zmieniło, więc uznałam ze czas odejść.

Jak radzić sobie teraz z poczuciem samotności? Czuję się strasznie samotna, nie mam na razie głowy do tego by zająć się czymś pożytecznym... Ta pustka jest dołująca... On już nie dzwoni, nie proponuje spotkania... sad Wiem, że skoro koniec to koniec, ale pewne przywiązanie pozostaje jeszcze w sercu. I choć staram się myśleć o tym wszystkim realnie tzn. wiem jak było i nie było dobrze, to jednak coś tam wewnątrz mnie ściska... Napisałam mu smsa czy wie co z moimi rzeczami, które miesiąc temu zostawiłam u jego dziadków. Chciałabym je odzyskać ale jeszcze nie odpisał. Podejrzewam, że jak wcześniej potrafił wyłaczać telefon, tak wyłaczył go chyba na dobre... Ciekawi mnie czasem czy on to wszytsko w jakiś sposób przeżywa? Ale chyba nie powinno mnie to obchodzić... Są chwile kiedy czuję się silna, ale są też momenty totalnej załamki... Trochę popłaczę, potęsknię (chociażby za jego przytuleniem), ale zaraz się uspokajam. Dużo rozmawiam z rodzicami, bratem - wszyscy mi tłumaczą ze to nie było to, pocieszają, podtrzymują na duchu. Ale tutaj, w mieście w którym mieszkam jestem sama, miałam tu tylko jego... Niedługo i tak zaczną się studia, będę zajęta, ale teraz trudno mi odnaleźć się w tej samotnej rzeczywistości... Ale chyba lepiej być samej niż z kimś kto był z tobą od tak, bez uczucia...

No niestety kochana bycie i zycie z kimś latami wcale nie ozacza ze się poczuje miłosc przez "zasiedzenie". Ja wręcz uwazam że albo coś pyknie na początku i potem tylko nabiera rumienców albo od początku nie ma chemii i dalej to jest już tylko zażynanie tematu i oszukiwanie siebie. Niestety musiałaś to przecwiczyc na własnym przykładzie... trudno zdobyłas jakies wazne doswiadczenie na przyszłosc.
Nie wypisuj do niego pod pretekstem odzyskania rzeczy. Nie licz ze przy okazji ich oddawania on nagle powie ze zrozumiał ze kocha teskni itd. Przyjmij do wiadomosci ze to jest koniec..serio dziewczyno szkoda zycia na czekanie że pokocha za miesiac rok dwa. Umyj zapłakaną twarz, idz do fryzjera, kup sobie jakis ciuch, zajmij się czymś co sprawi Ci chociaz na chwilę przyjemnosc. Z czasem takich miłych chwil będzie coraz wiecej az ktoregos dnia będziesz uzdrowiona smile

129

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Cześć,
chciałabym Ci tylko napisać, że wiem jak się czujesz. Znam to upokorzenie, ból, strach, lęk przed samotnością...
Jeśli potrzebujesz porozmawiać, to bardzo chętnie. Jestem do dyspozycji na pw lub na mailu.
Trzymaj się.
Wiem, że lekko nie jest... sad

130 Ostatnio edytowany przez akwaforta (2015-09-09 22:31:41)

Odp: rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Chcę odzyskać swoje rzeczy, ten sms, nie był pretekstem byle się do niego odezwac. Ale i tak rozmawiałam z nim dzisiaj. Mówił ze tęskni, ale ani ja ani on już nie chce niczego próbować, ratować (bo i tak nie ma czego ja też tak uważam). Właściwie nic nowego nie usłyszałam i niczego tez nie oczekiwałam. On jest nienormalny, niedojrzały... Powiedział mi że było mu ze mną dobrze, i ze mógłby być ze mną w takim układzie jak do tej pory, wyzbywając się potrzeby seksu, namiętności... No boże... Dopiero po naszej rozmowie z poniedziałku uznał, że może lepiej byłoby spróbować czegoś nowego, przekonać się jak to jest. Co do zbliżeń, to wyznał mi wprost że on mógłby to zrobić tylko gdyby był albo na kogoś silnie napalony, albo z osobą, z którą chciałby spędzić resztę życia... Nie mam słów. A ja nie zaliczam się ani do tego ani do tego... Szkoda nerwów... Te wszystkie poglądy, które on wyraża na temat zawiązku i bycia razem są nienormalne, on tym wszystkim zabija moją wiarę w miłość i prawdziwy związek... Nasze spotkania traktował od tak dla przyjemności... Na luzie, bez zobowiązań tak naprawdę... Nic nowego zresztą. Ech, to wszystko jest chore... Ale na szczęście to juz koniec. Wiem to aż za bardzo. Nie ma za czym płakać. Trzeba się otrząsnąć i cieszyć wolnością. Dosyć...

Posty [ 66 do 130 z 208 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstałam się z nim na ulicy, zero kontaktu

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024